Październik był muzyczny w Vancouverze

by: Bogumił Pacak-Gamalski

Zaczęło się Galowym Koncertem  pierwszego w Vancouverze Międzynarodowego Konkursu Muzycznego (2017 International Music Competition). Konkurs ma trzy kategorie: fortepianu, skrzypiec i wokalną. W klasie fortepianu pierwsze miejsce (Diamond 1st Prize) zdobył młody pianista z Polski, Łukasz Mikołajczyk. W klasie skrzypiec zwycięzcą był Takumi Taguchi reprezentujący USA i Japonię; w klasie wokalnej mezzo-soprano Yeeun Lee z Południowej Korei. Dla ciekawostki warto zaznaczyć, że laureatka 1 miejsca  w kategorii ‘cash prize’, Tiffany Yeung z Kanady grała Poloneza Wieniawskiego z Koncertu Skrzypcowego D-dur.

img_0487
Koncert Galowy 2017 VIMC. Przy fortepianie Ł. Mikołajczyk

Pianista na koncercie Galowym wykonał Poloneza A-dur, op 53 Fryderyka Chopina. Dojrzałość muzyczna pianista i jego skala poziomu technicznego gry spotkała się z zasłużonym uznaniem Jury i publiczności. Co dziwić nikogo nie powinno, choćby z tego ‘drobiazgu’, że Łukasz jest ćwierćfinalistą ostatniego Konkursu Szopenowskiego w Warszawie. Drobiazg, prawda?  Nie bez kozery określanego, jako najtrudniejszy konkurs muzyki Chopina na świecie … . Nasze gratulacje dla pana Łukasza.

Nazwisko to będzie jeszcze w tym tekście kilkakrotnie powtarzane. A podejrzewam, że nie raz w przyszłości, gdyż Łukasz nie stroni od Polonii w Lower Mainland, czego dał już, w tak krótkim okresie pobytu, kilkakrotnie dowód.

14 października 2017,  Vancouver Chopin Society zaprezentowało  w sali koncertowej Vancouver Playhouse fantastyczny zespół muzyczny Marii Pomianowskiej z Warszawy.

Maria Pomianowska, profesor w Krakowskiej Akademii Muzycznej i solistka starych polskich instrumentów muzycznych przygotowała nie lada ucztę i niespodziankę muzyczną dla słuchaczy. Postanowiła przybliżyć nam genezę i źródła natchnienia  muzycznego Chopina. I zrobić to nie tyle stylizowaną współczesną wersją muzyki ludowej (mazurków, kujawiaków, oberków, chodzonych) do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni, ile muzyką taką, jaka najprawdopodobniej grana była za jego dzieciństwa i wczesnej młodości w Polsce. I na instrumentach, jakie wówczas były używane. A nie wszystkie nawet do czasów naszych przetrwały. Swoją godną mnisiej cierpliwości pracą i badaniami dokumentów historyczno-etnograficznych odtworzyła te instrumenty i znalazła mistrzów lutników, którzy na nowo przywrócili je do życia.  Jednym z tych instrumentów była przecudownie brzmiąca ‘suka biłgorajska’, na której grały Maria Pomianowska i Aleksandra Kauf. Paweł Betley grał na duduku i flecie drewnianym, Hubert Giziewski na akordeonie, Patrycja Napierała na bębnach (perkusja) a świetny muzyk jazzowy (soul), Gwidon Cybulski zachwycał nas śpiewem, harmonijką, balafonem i digeridoo.  Ach – i naturalnie djembe (nie będę tłumaczyć – ale brzmiał bardzo fajnie, ha ha ha). Na fortepianie akompaniował … Łukasz Mikołajski. No właśnie, mówiłem, że jeszcze z nim się tu spotkamy.

To było oryginalne i ciekawe, aliści (jakby mistrz recenzji muzycznych Waldorf, ongiś powiedział) nie zaskakujące. Przenieśliśmy się w świat muzyki, która fascynowała młodego Fryderyka w Polsce.

IMG_3504
(Kapeli M. Pomianowskiej (pierwsza z prawej) nastrój muzyki tamtych lat wspomagali odtworzyć tancerze lokalnego zespołu “Polonez” z Vancouver)

Niespodzianka czekała nas po przerwie. Chopin na pięciu kontynentach. Profesor Pomianowska (tu już odezwała się silnie badacz muzyki, naukowiec) założyła, że jeżeli tak silny wpływ na Chopina miała muzyka ludowa w Polsce to niewątpliwie nie można odrzucić, że w tej muzyce przetrwały też elementy muzyki azjatyckiej z czasów najazdów tatarskich, mongolskich. Badacz łatwo odnaleźć może echa tej muzyki w muzyce ludowej. A co by się stało, gdyby Chopin żył w latach współczesnych? Gdyby, mieszkając w Paryżu – ostatecznie ciągle ważnym centrum kultury światowej (nie tylko francuskiej czy nawet europejskiej) – słuchał na przykład muzyki afrykańskiej, południowo-amerykańskiej, z innych regionów Azji? Czyż nie byłby nią zafascynowany, czy jest poza prawdopodobieństwem, że mógłby pod wpływem muzyki folklorystycznej gdzieś z Afryki skomponować utwór, który by zachował jej ducha, rytm, melodię?

I w taki własnie świat muzycznych peregrynacji nas Maria Pomianowska poprowadziła. Tym razem przy, bardzo wzbogacającym muzyczne doświadczenie, udziale Canada West Chamber Orchestra pod dyrekcją Kena Hsieha. Była to podróż niesamowita. Kiedy słuchałem zapowiedzi tej części programu – przyznaję, że opanowały mnie wątpliwości. Ileż to już razy słuchałem nadmiernych udziwnień muzycznych, które poza arte pro arte nic nie wnosiły i niczemu po prawdzie nie służyły. Maria Pomianowska przygotowując aranżacje muzyki Chopina do charakterystycznych rytmów wybranych regionów świata przekonała mnie do swego pomysłu w stu procentach. Fantastyczne widowisko muzyczne, z udziałem tancerzy, solistów oryginalnych instrumentów z danego kraju a nawet wokalisty throat singer. Jaką przyjemnością było odnajdywać echa znajomych kompozycji Chopina w rytmach afrykańskich, iberyjskich i południowo-amerykańskich, perskich, z głębokiej Syberii! Publiczność była tym wyraźnie zachwycona.

 

I pomyśleć, że gdy wchodziłem do Playhouse, z pewną zazdrością patrzyłem na długą kolejkę obok na “Turandota” w Queen Elizabeth Theatre … Chopina wszak tak często się słucha a “Turandota” nie oglądałem od parudziesięciu lat! Tylko gdybym uległ sentymentowi – to pewnie nigdy w życiu bym takiej wersji muzyki Chopina i takiego ‘muzycznego wykładu’ o jego twórczości nigdy nie zobaczył. Ze szkodą dla siebie. Marii Pomianowskiej, jej muzykom i gościom muzycznym z Vancouver jestem ogromnie wdzięczny za ten wieczór. A Vancouver Chopin Society oklaski za odnalezienie tej perełki muzycznej i udostępnienie jej słuchaczom nad Pacyfikiem.

Ledwie cztery dni później miałem znowu przyjemność słuchać Mikołajczyka i odbyć serdeczną rozmowę z kompozytorem Ryszardem Wrzaskałą. Tym razem dzięki przemiłemu wieczorowi muzycznemu w restauracji ‘Rodos’, za sprawa organizatora, Jana Sowińskiego. Fortepian, muzyka klasyczna i lżejsza (utwory wokalne Ryszarda Wrzaskały), znajomi od dawna nie widziani. Rzecz cała pomyślana właśnie, jako hołd i podziękowanie dla naszych muzyków znanych i mniej znanych. Z bogatą , kilkudziesięcioletnią karierą muzyczną (mistrz Ryszard), z krótką a jakże cenną (Łukasz) i początkującą mile (Monika Sowińska, sopran), z udziałem gościa, wokalistki Deany Zhdanowej.

5-IMG_3593
Łukasz Mikołajczyk, Ryszard Wrzaskała, Bogumil Pacak-Gamalski

Powiadają, że muzyka łagodzi obyczaje. Dodam też, że podnosi na duchu.

 

 

Apel polskich grup z Zagranicy do Polek i Polaków

z22538496IH,Zebrali-sie-pod-Palacem

KOD-Polonia i Grupy Demokratyczne Polonii z całego świata

·FRIDAY, 20 OCTOBER 2017
Środowiska, organizacje i liderzy grup pro-demokratycznych Polonii w Ameryce Północnej i Europie, z inicjatywy KOD_Kanada, przytłoczeni wielkim smutkiem wiadomości o tragicznym proteście Polaka, który dokonał samospalenia na Placu Defilad w Warszawie, 19 października 2017 kierują ten Apel do Polek i Polaków, rządzących i rządzonych.
Zgodnie z zostawionym przez tego Polaka listem, był to tragiczny akt protestu wobec poczynań władz PiS łamiących w jego przekonaniu Konstytucję RP, prawa krajowe i międzynarodowe obowiązujące Polskę. Jest on też smutnym apelem do wszystkich Polek i Polaków o podanie sobie dłoni, o zgodę narodową i szacunek wobec przekonań osób o innych poglądach. Ten apel jest więc do nas, nie do władzy.
Jesteśmy tym samotnym aktem do głębi wstrząśnięci. Apelujemy by nigdy nie musiał się powtórzyć w Polsce. Życie ludzkie jest wartością przerastającą polityczne różnice, ideologie i spory.
Do każdego człowieka, który może czuć się zdesperowany, osamotniony, przygnieciony ciężarem sporów politycznych i podziałów społecznych – wyciągamy przyjacielską dłoń z prośbą: przyjmij tą dłoń, porozmawiajmy. Nie jesteś sam. Wesprzemy Cię. Twoje życie jest ważne—jest najważniejsze. Dla Twoich bliskich, dla kraju.
Apelujemy jednocześnie do obu stron konfliktu ściśle politycznego: do partii rządzącej z koalicjantami i partii opozycyjnych w polskim Parlamencie; do polskich grup społecznych w Kraju i poza jego granicami:
domagamy się rozpoczęcia bezzwłocznie autentycznego dialogu społecznego i politycznego nad stanem Kraju. Polska to nie kawałek sukna wyrywany przez wszystkich dla siebie. Polska nie należy tylko do jednej, obojętnie jak licznej lub jak zamożnej czy silnej, grupy. Należy do wszystkich Polek i Polaków. Jest faktem niemożliwym do ukrycia, że jesteśmy skłóceni i podzieleni, jak nigdy dotąd w naszej ponad 25-letniej historii III Republiki. I że przekroczyło to już dawno ramy zwykłej i naturalnej różnicy opcji politycznych. Polska nie jest i być nie może zakładnikiem czyichkolwiek ambicji, politycznego rewanżu. Nie jest nagrodą w zawodach politycznych określanych powszechnymi wyborami. Nie stać nas, jako państwo i jako społeczeństwo, na zwycięzców i na przegranych. Rozpocznijcie te rozmowy natychmiast i bez wstępnych warunków .
Aby nigdy już w wolnej Polsce jakikolwiek Obywatel czy Obywatelka (dobro najwyższe każdego państwa) nie czuł się tak poniżony, tak odosobniony, tak bez cienia nadziei, by wybrał tak tragiczny akt protestu, jako jedyną możliwość apelu do naszych sumień. Tego wymaga dobro Kraju od każdego z nas.
Poniżej nazwiska działaczy i osób oraz nazwy Organizacji, które zdążyły przed publikacją ten Apel podpisać
KOD_Polonia_Kanada: Bogumił Pacak-Gamalski, Anna Bocheńska, Marek Tucholski; KOD_Norwegia: Igor Devold; KOD_Niemcy: Monika Saczyńska, Anna Krenz i Ula Ptak, Andreas Visser,  Ryszard Boba, Anna Maria Patanè, Elżbieta Jagiełło, Małgorzata, Krzysztof Skuła, Danuta Hossain i Andrzej Klukowski; Zbigniew Świrski z  KOD_UK; DOK-Democracy Is OK (międzynarodowa grupa pro-demokratyczna), Natasza Quelvennec; grupa Femini Berlin Polska; grupa “Manifest Wolnej Polski”, Niemcy; Berliński Kongres Kobiet; grupa “Dziewuchy Dziewuchom” z Francji; “Dziewuchy Dziewuchom” z Wlk. Brytanii; Paweł Tomasz Długosz, Dobiesław Pałeczka z KOD_USA i KOD_US West; grupa ‘Nous d’abord” z Francji; “Farsa” z Wlk. Brytanii; Jacek Duda z KOD-Nowy Jork; KOD_USA_Zachód; KOD_UK; Teresa Grabiec-Silverstein (Kalifornia), B.J. Biernatowski (Washington), Sylwester Kor (Maryland) i Robert Kowalski z KOD_USA_Zachód: Katharina Noga z KOD_Niemcy; Grażyna Kwadrans z KOD_Kanada-Toronto; Tamara Szymańska-Golik, Jacek Surma, Agnieszka Bylicki z KOD_Kanada-Vancouver; Kazimierz Klimek z KOD_Canada-Calgary; KOD_Niemcy; L’Association Défense de la Démocratie en Pologne (ADDP), Francja; Bo Kopcewicz z KOD-Ottawa; KOD_UK – Joanna Gos, Magdalena Szabert, Małgorzata Hallewell, Antoni Otffinowski, Mariusz Gąsior; Izabela J. Bary z College of Staten Island, New York, USA; KOD_USA_West; Andrzej Turski (Washington, USA); Maria Kowalewska z KOD_Canada-Montreal: Wawrzyniec Kuczyński z KOD_Canada-Vancouver;

Wystawa retrospektywna Waldemara Smolarka

Bogumił Pacak-Gamalski

 

Obraz1.png

SIDNEY AND GERTRUDE ZACK GALLERY – Vancouver, 950 West 41 Ave (w budynku Jewish Cultural Centre)

7 września ‘Sidney and Gertrud Zack Gallery’ otwiera wystawę retrospektywną zmarłego w Vancouverze w 2010 znanego polskiego malarza awangardowego, Waldemara Smolarka. Wystawa trwać będzie do 14 października.

Smolarek był jednym z czołowych warszawskich malarzy-awangardzistów, o których zrobiło się głośno w świecie zachodnim, gdy zaczęli wystawiać swoje prace ‘pod chmurką’, na murach warszawskiego Barbakanu.  Będąc poza obiegiem oficjalnych galerii sztuk uniknęli dzięki temu kurateli i ‘opieki’ PRL-owskich cenzorów sztuki.

Po roku 2000 i założeniu w Warszawie Fundacji ArtBarbakan nastąpił renesans ich twórczości, który zaowocował wielokrotnym wystawianiem prac grupy Niezależni69, której Smolarek był członkiem, w Warszawie i innych miastach Polski.

W 2012 vancouverski Rocznik Twórczości “Strumień’ prezentował na swoich łamach szereg jego obrazów i zarysował tamże jego sylwetkę jako artysty.

Bardzo serdecznie polecam uwadze Państwa tego nad wyraz interesującego malarza i jego niezwykle bogata paletę żywych, ostrych kolorów. które wręcz ‘wybuchają’ z jego płócien.

Dla amatorów sztuki malarskiej będzie to też wyjątkowa okazja nabycia jednego z jego obrazów.

Poniżej kilka przykładów malarstwa Waldemara Smolarka.

Sprawa polska a Rewolucja Francuska

by: Bogumił Pacak-Gamalski

 

 

Danton, słynny działacz i lider Rewolucji Francuskiej – postać tragiczna i krwawa jednocześnie – powiedział, że “rewolucja, jak Saturn, pożera własne dzieci”. Co i jemu samemu na końcu (wraz z wieloma innymi przywódcami tej francuskiej i wielu innych rewolucji) się przydarzyło.

W pewnym symbolicznym stopniu rewolucją było powstanie KODu w Polsce w 2015. Pierwszego ruchu ogólnospołecznego nie opierającego się na ideologii i światopoglądzie politycznym a skierowanego do wszystkich obywateli. Jedynym celem była obrona szeroko rozumianej demokracji. Ale demokracji nie XIX ani nawet XX wieku, a demokracji na kształt i na miarę wieku XXI. Nowoczesnej. Obywatelskiej. Tzn. nie w oparciu o nacje, a o obywatelstwo państwowe. Pozbawionej kolorytu (zwłaszcza ciemnych jego barw) etniczności, płci, wyznaniowości, seksualności. Demokracji wolnych obywateli państwa, którego niewzruszalnym fundamentem jest praworządność i absolutnie przestrzegany podział władz: politycznej, legislacyjnej i sądowej.

Ale, jak Danton smutnie zauważył, ruchy masowe są podatne na wstrząsy wewnętrzne. Poprzez własne rozdarcie i chęć podkreślenia jednej lub kilku opcji nad innymi; przez silne konflikty personalne i przez sprytnie sterowane działanie sil zewnętrznych – tych ostatnich zwłaszcza wtedy, gdy ruch jest skierowany przeciw rachowaniom władzy. Tak też i stało się w KODzie. Może nie mogło stać się inaczej. Może Danton, faktycznie nie rzucił po prostu literackiego powiedzenia a odkrył pewną prawidłowość dziejów? Nigdy pewnie się nie dowiemy, a nawet jeśli, to i tak nie zmieni to przeszłości. Przeszłości nic i nikt nie zmieni. Ona już była. Kropka. Co jest ważne, to fakt aby w pewnym momencie być, przez znajomość historii, mądrzejszym i zatrzymać upływ krwi, rozpocząć leczenie i wrócić do celów działania. Najgorszym jest szukanie nowych konfliktów. Jak ktoś gdzieś zdoła ugasić pożar – natychmiast zaczynać drugi gdzie indziej. Na samym końcu zostaje tylko pogorzelisko. Nie służące nikomu. Skoro już historyczne sentencje przypominamy, to jedną jeszcze warto wspomnieć. Starszą od Rewolucji Francuskiej o całe millenia. W 279 roku poprzedniej ery, król Epiru, Pyrrus, po krwawym zwycięstwie nad Rzymianami miał powiedzieć, że jeszcze jedno takie zwycięstwo i będzie zgubiony. Ergo pojęcie ‘zwycięstwa pyrrusowego’.

Demokracja to nie jest moja racja. To w ogóle nie ‘racja’. Niczyja. To zbiór dóbr powszechnych wszystkim dającym szerokie wolności i wszystkich trochę ograniczające. W XIX i XX wieku demokracja często używała pojęcia tolerancji. Czyli zgody na inność, ale zgody, która była pewną łaską władzy politycznej (władcy lub większości rządowej), przyzwoleniem, pobłażliwością. Demokracja XIX wieku opiera się na afirmacji inności. Na prawie a nie na łasce. Na normie a nie na pobłażaniu.

Po wyborach na I Krajowym Zjeździe KODu pozostały pewne pęknięcia, pewne frakcje. To jest też normalne i ‘OK’. Ale ściśle krajowych i ściśle związanych z pozycją lidera krajowych władz KOD ‘pęknięć’ nie wolno przenosić na sceny polonijne.  One nas bezpośrednio nie dotyczą. Naszym celem jest afirmacja idei KOD, a nie jego personaliów.  Tutaj nie ma nadmiaru liderów i kolejki o nieistniejącą praktycznie władzę. Potrzeba po prostu szczerych animatorów demokratyzacji w szeregach Polonii.  Nie będziemy stawiać  symbolicznych ‘gilotyn’. I nie będziemy uznawać czy nie uznawać legalnie wybranych władz ruchu w Polsce. Będziemy pracować i z Kijowskimi i z Łozińskimi. Tak długo, jak będzie trzeba dla Polski i dla nas. Dla nas tu – w Polonii, która tez wymaga reorganizacji i wkroczenia w XXI wiek. Dla większości z nas smętny kujawiak czy dziarski mazur to już za mało, by wszystko tym pokryć i rzewnie się rozpłakać.  Trzeba codziennego działania polonijnego, które Polsce nowoczesnej i nowoczesnemu Polakowi, gdziekolwiek by nie mieszkał, sprawiało satysfakcje i dumę z tego, co sobą reprezentujemy. I tradycji nie trzeba odrzucić. Z tradycji trzeba po prostu wybrać to, co było słuszne, piękne i godne. A nie wszystko było. Nigdzie wszystko nie było. Nie mamy czego się tak strasznie wstydzić. Ale nie mamy znowu jakichś nadzwyczajnych powodów do wypinania piersi o wszystko i za wszystko. Przez chwilkę bądźmy zwykłymi, normalnymi ludźmi. Powszednimi. Nie przeklętymi, nie wyklętymi, nie wybranymi. Normalnymi. To całkiem fajne uczucie.

To – zupełnie niezamierzenie – wielki prezent dla nas od PiSu. Dzieląc nas, wprowadzając waśnie i wrogość między obywatelami – zmusza nas do szukania jedności. Im bardziej skłócać się będziemy w Polonii – tym większe będzie zadowolenie emisariuszy PiSu w Kanadzie i innych krajach osiedlenia i zamieszkania Polaków.

Przy wielkich zadaniach stojących przed KODem i innymi ruchami pro-demokratycznymi w Polsce (niezależne sądownictwo, niezależność mediów, ratunek środowiska naturalnego przed jej totalnym niszczeniem przez politykę rządu, obrona praw kobiet przed ich ‘islamizacją anty-aborcyjną’, obrona szkół i edukacji polskiej przed jej infantylizacją, walka o wolność twórczą polskiej sztuki i kultury) naszym głównym wyzwaniem w Polonii jest wejście w XXI wiek.  Robienie tego właśnie, co w Polsce jest obecnie cenzurowane lub niedopuszczane do swobodnego przekazu:  wolna i otwarta prasa  tradycyjna i elektroniczna; różnorodność opinii i postaw szanowana przez organizacje i wspierana w możliwości jej prezentacji, wspieranie ruchów pro-demokratycznych w kraju przez wskazywanie dobrych przykładów i rozwiązań demokratycznych w naszych miejscach zamieszkania; otwarta i szczera dyskusja historyczna bez różowych i bez czarnych okularów.  Może to się wiązać z pewnymi sankcjami. Głownie finansowymi. Tak, od lat większość polskich organizacji przyzwyczaiła się do finansowego wspierania różnych projektów przez konsulaty, przez Senat RP, przez Tow. Łączności z Polonią.  Niektórzy wpadli wręcz w uzależnienie się od tej pomocy.  Nie było w tym nic złego, tak długo, jak nie było to związane z pewnymi przyrzeczeniami bądź wyraźnie określonymi oczekiwaniami od dawcy dotacji. Nie ma nic nienormalnego, gdy stara ojczyzna wspiera propagacje jej kultury przez grupy zagraniczne. W końcu służyło to i pootrzymywaniu związków z krajem pochodzenia i propagację polskiego dorobku cywilizacyjnego w kraju osiedlenia. Ale dziś to może być (i jest wielokroć) pewien kaganiec ‘wierności poddańczej’. A na to nikt pozwolić sobie nie może. My nie możemy.  Aby te cele osiągnąć niezbędna jest jedność grup pro-demokratycznych za granicą. Rezygnacja z mojej, ‘najlepszej racji’. 40 blisko milionowa Polska może sobie na waśnie wewnątrz-organizacyjne pozwolić. Zasoby ludzkie do wypełnienia luk są nieprzebrane. My, na Obczyźnie, takich zapleczy nie mamy. Zanim się więc podzielimy na ‘murarzy’ i ‘stolarzy’,  na ‘wytrwałych’ i ‘zmiennych’ – zastanówmy się czy nas na takie eksperymenty stać. Odnoszę wrażenie, że nie. Jeszcze nie w tej chwili, jeszcze nie teraz. Na razie : ,każda ręka na pokład’!

 

Zaczarowany Chruśniak w Vancouverze

cover

29 kwietnia 2017 w Vancouverze, lokalna Grupa Sympatyków KOD zorganizowała Wieczór  “W zaczarowanym chruśniaku” poświęcony twórczości i sylwetce Bolesława Leśmiana.

W uroczej salce klubowej osiedla Co-Op na Marpol zebraliśmy się w blasku świec, zapachu herbaty i kawy, pysznych polskich ciast i placków (już to wystarczyłoby za poezję – placki śliwkowe i truskawkowe zaraz w jakieś łąki i ogrody polskich miasteczek sprzed lat nas wspomnieniem wróciły …), nawet samowar się znalazł.

Wsadzili mnie w jakiś wygodny fotel przy stoliku z lampką wieczorną i trochę rysowałem z pamięci portret poezji Czarodzieja Polskiego Słowa i portret jego wierszy. Nie był to rysunek akademicki, rzeczowy – raczej kreskówka własnych wrażeń i spotkań z jego poezją. Od czasów “Chimery” Młodej Polski, po lata dojrzałe. Skupiłem się na – zdaniem moim – jego największym, można zrzec epokowym osiągnięciu, jakim był wydany w 1920 tomik “Łąka”. Jako, że były to ledwie refleksje a nie jakikolwiek wykład, więc szczęśliwie zamieniło się to rychło w swobodną dyskusję, pytania i wspólne szukane odpowiedzi.

Naturalnie było czytanie wierszy. Ode mnie tych, które na moją młodość wielki wpływ wywarły. Nie tylko literacki. Niektóre i dziś, po tylu latach i po tylu własnych doświadczeniach, wbrew siwiejącym i rzednącym włosom – porywają swym czarem erotyki, uniesieniem, parnością ranków i wieczorów w lesie, nad rzeką, na łące jakiejś … W jakimś malinowym chruśniaku .

W malinowym chruśniaku, przed ciekawych wzrokiem
Zapodziani po głowy, przez długie godziny
Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny.
Palce miałaś na oślep skrwawione ich sokiem.

… /// …

I stały się maliny narzędziem pieszczoty
Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całym niebie
Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie,
(…)

Jego twórczość jest silnie związana z prądami modernizmu a jednocześnie uciekająca od niego filozoficznie. Leśmian był poniekąd poetą egzystencjalnym i wyznawcą filozofii Bergsona, a nie – jak wielu mu współczesnych lub nieco tylko młodszych poetów Dwudziestolecia – Schopenhauera i Nietzschego.  Był też wytrwałym obrońcą tradycyjnego wiersza sylabotonicznego. Jego ‘inność’, uważana często wówczas za epigonizm młodopolski, nie przynosiła mu uznania w licznych kręgach krytyków literackich kawiarń krakowskich i warszawskich. Mimo to, nikt inny, jak twórca nowej poetyki polskiej, Julian Przyboś doceniając jego wielkość napisał: “Gdy rozglądam się po poezji światowej niewiele znajduję przykładów podobnie bohaterskiej zaciekłości w walce słowem poetyckim o ‘możliwość innej jawy’ “.  Po wojnie i wiele lat po swojej śmierci (zmarł w 1937) nastąpił renesans jego twórczości. Wyjątkowa melodyjność wielu jego wierszy doczekały się świetnych interpretacji piosenkarskich w wykonaniu wielkich polskiej estrady, zwłaszcza tej z kręgu ‘poezji śpiewanej’: Ewa Demarczyk z niezapomnianym “Garbusem”, Czesław Niemen, Marek Grechuta, Magda Umer, Krystyna Janda, Magdalena Kumorek.

Bodaj najpełniejszą próbę opisu twórczości Leśmiana zaoferował Jacek Trznadel:

Leśmian, jeden z najwybitniejszych przedstawicieli egzystencjalizmu literackiego w literaturze europejskiej, stawia obok formuły nicości i absurdu, obok tyleż postulowanych, co niemożliwych wiar transcendentnych, formułę humanizmu wyrażającego się w solidarności i miłości człowieka do człowieka i wszelkiego bytu. / … /  Z przepaści wydobywa i nad przepaścią podtrzymuje człowieka człowiek. (“Bolesław Leśmian. Poezje”, PIW, 1975, str 395)

A my, zebrani w tej klubowej salce słuchaliśmy własnie tych znanych piosenek, bawiliśmy się leśmianizmami (tak określa się jego oryginalne, choć niesłychanie poprawne słowotwórczo, neologizmy poety), jak choćby ‘cichogrobkiem’ z wiersza o tym samym tytule, daliśmy się porwać czarowi poezji. Było trochę jak w ciepłym, letnim, znanym z dzieciństwa chruśniaku…

Rok 2017 miał być w kulturze polskiej ogłoszony przez Senat, Rokiem Leśmiana. Obecna większość senacka zaniechała tego z jej tylko znanych, a przez nas przypuszczanych, powodów. Nie szkodzi. Społeczeństwo wolne bez parlamentów i senatów celebruje swoich wielkich. Tak my celebrowaliśmy Leśmiana.

Wielkie podziękowania dla gospodarzy Wieczoru, uroczych pań Agnieszki Bylickiej i Tamary Szymańskiej-Golik.

 

 

Marsz Zła w Warszawie

by Bogumił Pacak-Gamalski

onr11

(zdjecie i fragment artykułu Ewy Karban-Jastrzębskiej z  serwisu prasowego KOPDUJ24.PL)

“Trzeba mieć prawdziwą odwagę, aby wyjść na ulice kiedy płynie lawa pomyj. I próbować postawić jej tamę. Nasz czas naznaczony jest doświadczeniem totalitaryzmu. Jest przyzwolenie na kłamstwo i zgoda na przemoc. Weszliśmy w rzeczywistość, która już była i przyniosła gorzkie owoce. Trzeba być zwyczajnym tchórzem, aby udawać, że nic się nie stało. Trzeba być pozbawionym wyobraźni, aby sądzić, że pozostanie to bez wpływu na przyszłe losy miejsca, w którym żyjemy. Bo dziś, przez miasto przeszła fala zła.

29 kwietnia brunatne koszule wyległy na ulice Warszawy. Noszący je ludzie wznosili okrzyki nienawiści, świętując w ten sposób rocznicę, która budzi demony. Ich równy marsz i śpiewy, ich buta i duma rodzą najgorsze skojarzenia. Oto nieodrodni potomkowie idei, która połączyła bezrozumne tłumy i pchnęła je do zbrodni na ludzkości. W historii mogą przejrzeć się jak w lustrze. A potem budzić się z krzykiem. Ale jeszcze nie czas, aby to pojęli.”

Trzeba mieć odwagę aby protestować… . To prawda, choć nie protestować nie można.
29 kwietnia 2017 roku w samym sercu Warszawy przeszedł ponury, przerażający marsz polskich faszystów spod znaku ONR.  Nie pierwszy raz w wolnej Polsce ale pierwszy w tak wymownej, pełnej pychy i własnej siły symbolice. Ochraniany przez polską, warszawską policję.  Ze zdumieniem oglądałem relacje filmowe z tego Marszu Zła i przecierałem oczy nie ufając temu, co widzę. W Warszawie. W mojej Warszawie. W Warszawie, która za sprawa faszystów innej, niemieckiej narodowości prawie zginęła na zawsze. Prawie przestała istnieć zamieniona w zwały dymiącego gruzu. W Warszawie, którą faszyzm systematycznie, dom po domu, ulica po ulicy, dzielnica po dzielnicy wysadzał w powietrze, palił. Gdzie nie ma nic za Żelazną Bramą, choć były tam barwne, gwarne ulice, co by przypominało nawet na moment Jej mieszkańców, którzy wraz z dymem getta warszawskiego zamienili się w popiół historii. Naszej, polskiej. Bolesnej. Która nigdy nie wróci. Warszawie, gdzie młody Krzysztof Kamil wraz z kwiatem młodej, warszawskiej inteligencji legli jak nie milknący krzyk od kul wrażego faszyzmu hitlerowskiego. W tej Warszawie skąd wywożono ciężarówkami polską inteligencję do lasu w Palmirach, by już nigdy z tego lasu nie powrócić. Tego lasu i tych grobów, które jako młody chłopiec przyjeżdżałem oglądać ze smutkiem. I mieć  zaciśnięte , dziecięce piąstki i powtarzać przez jeszcze bardziej zaciśnięte zęby: nigdy już faszyści do Warszawy nie wrócą, nigdy!
Palmiry_ostatnia_droga
Warszawianki prowadzone na rozstrzelanie w Palmirach
A wrócili. Nasi, właśni. Polscy. Co jest tym boleśniejsze, tym trudniejsze do zrozumienia. Choć – czy rzeczywiście jest w ogóle możliwe do zrozumienia? W kraju, który jak żaden bodaj inny najbardziej i najdłużej wycierpiał i wykrwawił się pod faszystowskim buciorem… . Kim są, skąd się wzięli? Bandą bezmyślnych, zaślepionych złoczyńców. Bandą pozbawiona skrupułów i moralnych drogowskazów. Pod przywództwem ludzi groźnych, niebezpiecznych. Wrogów Polski. Tak – wrogów. Bo jeśli Polska może istnieć, jako polska – musi być wolna, suwerenna, demokratyczna. Bez tego nie ma wolnej Rzeczypospolitej. Może być Generalna Gubernia, może być Królestwo Polskie rosyjskiego cara, może być PRL sowieckie – nie może być Wolna i Suwerenna.
Marsz ONR 29 kwietnia w Warszawie był marszem brunatnych koszul i buciorów deptających groby pomordowanych w Palmirach, groby nieznane żołnierzy Powstania w Getcie warszawskim, i groby  w kamienicach, na podwórkach, w kanałach, na barykadach kwiatu Warszawy wojennej, kwiatu Miasta Niepokonanego: powstańców warszawskich z 1944 roku.
Nigdy, nigdy faszystom jakiejkolwiek nacji,a zwłaszcza polskiej, Warszawy nie oddamy. Nigdy. Bo to tak, jakbyśmy zgodzili się na nowo zamordować tych wszystkich, którzy ja od wieków bronili. Aby była uśmiechnięta, radosna, swobodna. Wolna.

Spodziewać się można było protestów naszych, w Kanadzie. Naszych zacnych (?) organizacji, stowarzyszeń, KPK. Nie znalazłem. Choć z kimkolwiek nie rozmawiałem był tym  Marszem Zła oburzony. Ja wiem i rozumiem, że my się ‘do polityki mieszać nie powinniśmy’. Ale są momenty, że nie mieszanie się do polityki – jest polityką. Złą. Karkołomną. Przynosząca Polsce szkodę. Nasze dzieci i nowe pokolenie polonijne tu urodzone muszą wiedzieć z jakiej Polski mogą być dumnie, z jakiego dziedzictwa narodowego rodziców i dziadków sięgać po wzory. A dziś lepiej niż kiedykolwiek przedtem wiemy, że nie z każdego.

Nie wszyscy wstydliwie jednak milczymy. Poniżej załączam List Otwarty do Prezydenta RP, Andrzeja Dudy od dziesiątków Polaków skupionych od Montrealu po Vancouver w grupach sympatyków Komitetu Obrony Demokracji. Jedne liczą po parędziesiąt, inne po kilkanaście osób. Inni na spotkaniach prywatnych szeptem wyznają: ‘jesteśmy z wami, popieramy’.  Smutne, że dożyliśmy znowu czasów, gdy takie deklaracje znowu się szeptem wypowiada …  To jednak już inny temat. Ważne, że naszego, z Kanady, głosu nie zabrakło w morzu oburzenia i protestu wobec tej profanacji  narodowej, jaka był ten Marsz ONR w Warszawie.

Wśród protestujących wobec maszerujących faszystów zauważyć łatwo było ludzi trzymających w poprzek ulicy długie transparenty z napisem “Granica Przyzwoitości”.

Tej granicy nikt nie powinien przekraczać. Bez względu na poglądy polityczne. Co słusznie w tym Liście podkreślono.

Pan

Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej

Andrzej Duda

Warszawa, Polska

 

Panie Prezydencie

Państwo Polskie, po odzyskaniu upragnionej wolności i suwerenności w 1918, szukało różnych, często dziwnych, dróg do kształtowania tej II Rzeczypospolitej. Wszak po ponad 120 laty niewoli nie mogła być i w rzeczy samej nie była tym samym, identycznym państwem, jakim była I Rzeczypospolita. Byliśmy jednak, mimo zaborów, ciągle częścią Europy i europejskich systemów filozoficznych i politycznych. Podobnie, jak w wielu innych krajach europejskich niektórzy, na szczęście nieliczni, szukali tej nowej drogi na manowcach rodzimego faszyzmu. Po zawaleniu się ustalonego od stuleci porządku legalistyczno-państwowego błądzono w ideach innych. Jedną z nich był rodzący się faszyzm narodowościowy. Władze państwowe II Rzeczypospolitej dość szybko i zdecydowanie rozwiązały organizację najbardziej radykalną spośród faszyzujących grup polskich – ONR. Być może dzięki temu uniknęliśmy stoczenia się w ciemności wyborów: włoskiego, hiszpańskiego czy portugalskiego. Nawet stosunkowo łagodny – wszak też mimo to zbrodniczy – faszyzm węgierski ominął nasza ojczyznę. Nikt jednak nie mógł nawet przewidzieć lub przewidzieć nie potrafił, jaką drogę wybierze faszyzm naszych najbliższych sąsiadów: niemiecki. Byli tacy i są ciągle, niestety, którzy usiłowali sugerować, że hitleryzm nie jest spadkobiercą faszyzmu europejskiego. My, Polacy – wiemy, że hitleryzm to naturalna i logiczna konsekwencja ideologii faszystowskiej. Cała Europa padła ofiarą tej kulminacji zła faszyzmu, jakim był niemiecki nazizm i hitleryzm. Ale nikt bodaj nie padł tak krwawo, tak tragicznie, jak Polska.

Symbolem tej ofiary, tego straszliwego, nieporównywalnego z jakimkolwiek innym okresem naszej historii, losu była Warszawa i jej hekatomba. Warszawa symbolizowana przez dwa zrywy Jej mieszkańców: Powstanie Żydów warszawskich w Getcie: beznadziejne, militarnie bez znaczenia a bezapelacyjnie wielkie zwycięstwem ducha nad ciemnością; i Powstanie Warszawskie, wszystkich warszawiaków. Powstanie, które mimo wieloletnich, a dziś już czysto akademickich, sporów o jego sens – w swej klęsce stało się polskimi Termopilami. Warszawa stała się Spartą wszystkich polskich polis. W walce z faszyzmem i próbie zawładnięcia własnym Domem zanim włamie się do niego komunizm. Wiemy, co stało się potem. Wiemy, jak to Miasto płonęło tygodniami, dom po domu, ulica po ulicy … . Mieście, gdzie obok tysięcy innych, padł młody Krzysztof Kamil Baczyński. A nim padł od faszystowskiej kuli , zdążył był napisać:

I wyszedłeś, jasny synku, z czarną bronią w noc,

i poczułeś, jak się jeży w dźwięku minut – zło.

Zanim padłeś, jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką.

Czy to była kula , synku, czy to serce pękło?

Tak umierała Warszawa pod naporem faszystowskiej pogardy wobec człowieka. Po to by nigdy już Jej ulicami faszyści butnie nie stukali obcasami czarnych buciorów w Jej bruk.

Panie Prezydencie – w związku ze strasznym i przerażającym Marszem Polskiego Faszyzmu ulicami Warszawy – Miasta Niepokonanego – mówimy głośno NIE!

Nie ma miejsca w ulicach, alejach warszawskich na Marsze Faszystów. Nigdy nie będzie. Nie w tym Mieście, które z rąk tej zbrodniczej ideologii opływało krwią i cierpieniem na skalę niespotykaną. Warszawska Policja musi stać w obronie demokracji, tolerancji i wolności polskiej – nie w obronie polskiego faszyzmu. Hańba tym, którzy na to wyrazili zgodę. Wyrażamy nasze najgłębsze oburzenie tym strasznym Marszem Nienawiści i zgodą polskich władz na tego typu manifestacje zła. To Granica Przyzwoitości, której przekroczyć nie wolno nikomu. Hasła tych faszystowskich środowisk o ‘Wielkiej Polsce” są zbyt bliskie, zbyt niebezpiecznie bliskie, hasłom ‘Deutschland über alles’. A przecież nikt normalny nie określi dziś hitleryzmu, jako odmiany niemieckiego patriotyzmu. Tak, jak polski faszyzm nie może być odmianą polskiego. Faszyści nie mają prawa nigdy więcej stukać swoimi buciorami w bruk warszawskich ulic.

My, Polacy zamieszkali w Kanadzie, którym ojczyzna naszej młodości zawsze będzie bliska i ważna, zwracamy się do Pana, sprawującego Najwyższy Urząd Rzeczypospolitej Polskiej o jednoznaczne potępienie tego Marszu Zła i podjęcia kroków by nigdy więcej. By żadna polska pisarka nie musiała nigdy powtarzać słów Zofii Nałkowskiej: ludzie ludziom zgotowali ten los.

Mogą nas dzielić przekonania polityczne, nawet światopoglądy – nie mogą nas dzielić imponderabilia polskie.

 

W imieniu naszych członków skupionych w grupach lokalnych KOD_Polonia_Canada w Calgary, Montrealu, Toronto i Vancouverze oraz bratniej grupy autonomicznej KOD-Ottawa:

  • Koordynatorzy KOD_Canada: Anna Bocheńska, Bogumił Pacak-Gamalski, Marek Tucholski; za KOD-Ottawa: Bogumiła Kopcewicz i Piotr Sobierajski;
  • reprezentujący Grupy lokalne: Toronto – Bożena Krzyżanowska, Calgary – Małgorzata Gasperowicz, Montreal- Lucja Dziedzic, Vancouver – Agnieszka Bylicki i Tamara Szymańska-Golik.

Członków indywidualnych z miejscowości, gdzie nie istnieją zorganizowane Grupy Lokalne KOD reprezentują bezpośrednio Koordynatorzy KOD_Canada. List i jego treść dyskutowany był we wszystkich Grupach i nikt nie wyraził sprzeciwu wobec jego treści lub odmowy podpisania Listu. W sposób jasny reprezentuje uczucia głębokiego oburzenia wszystkich naszych członków i sympatyków wobec tego Marszu Zła ONR w Warszawie.

 

 

Pamiętanie o żołnierzach wyklętych. A może nie zapominać i nie mieszać z tym pamięci o żołnierzach szanowanych, podziwianych czyli o dziwnej ‘polityce historycznej’ rządu RP w 2016.

by Bogumił Pacak-Gamalski

Zacznijmy od sprawy sprzed prawie pół roku. O obchodach rocznicy Powstania warszawskiego i konflikcie weteranów Armii Krajowej z ministrem Obrony Narodowej, Antonim Macierewiczem.  Pan minister zagroził, że w czasie Apelu Poległych musi być odczytany Apel Smoleński. Przypomnijmy, że Apel Poległych w Wojsku Polskim to uroczysty i formalny, określony szczegółowo regulaminem wojskowym,  sposób uhonorowania pamięci Polaków poległych w obronie ojczyzny. Apel Smoleński zaś dotyczy osób, które zginęły skutkiem wypadku lotniczego. Nie w działaniach wojennych, nie na polu bitwy. W rozmowach ze Światowym Związkiem Żołnierzy AK i oficjalną grupą byłych Powstańców warszawskich minister Macierewicz odrzucił żądanie weteranów o nie włączanie Apelu Smoleńskiego, jako zdecydowanie nie mającego z obchodami nic wspólnego.  Stwierdził wyraźnie, że Kompania Honorowa Wojska Polskiego dostała rozkaz odczytania Apelu Smoleńskiego i tego rozkazu nie zmieni. Rozgoryczeni byli żołnierze Powstania zasugerowali więc, że pierwszy raz  w historii obchodów rocznicy Powstania nie życzą sobie udziału Kompani Honorowej WP i że rolę tej Kompani wypełni w takim razie poczet Harcerzy Polskich. W związku z szykującym się skandalem i oburzeniem warszawiaków i patriotów w reszcie kraju – Macierewicz zgodził się na dalsze rozmowy, gdzie  miał zaoferować delegatom b. żołnierzy AK i leciwej grupie Powstańców kompromis. Jak się okazało kompromis w rozumieniu pana ministra Obrony Narodowej polegał na postawieniu na swoim i odczytaniu Apelu Smoleńskiego. Spotkało się to z wielkim rozgoryczeniem sędziwych Powstańców i większości warszawiaków. Tak nie potraktowano żołnierzy Armii Krajowej od czasów pierwszych dekad PRL.

Kolejnym policzkiem wobec pamięci bohaterów walk o niepodległość w czasie II wojny światowej była powolna i coraz bardziej uwypuklana gloryfikacja tzw. ‘żołnierzy wyklętych’. Określenie to zwykło się używać wobec osób i ugrupowań, które zorganizowały zbrojne grupy na terenie głównie ziem południowo-wschodnich nowego państwa ludowego. Były to grupy bardzo różnorodne, nie stałe i wywodzące się z rożnych środowisk. Celem zasadniczym była próba kontynuacji walki zbrojnej z komunistycznym Korpusem Bezpieczeństwa Publicznego  (popularnie określanymi złowrogim zwrotem ‘ubowcy) oraz jednostkami armii sowieckiej, których w Polsce po 45 była cała masa. Wielokroć w organizacji tego nowego, zdecydowanie nie popieranego przez dowództwo krajowe ani londyńskie Armii Krajowej ruchu, były ugrupowania radykalnej prawicy  i polskich ruchów faszystowskich. Tych, których ‘bohaterstwo’ i aktywność partyzancka w latach wojny nie była zbyt widoczna. Byli ludzie, którzy po prostu nie potrafili się w nowej rzeczywistości politycznej odnaleźć w jakikolwiek sposób. Którzy, jak wielu wówczas, uznawało tą sytuacje za przejściową. Czekali na, ich zdaniem nieunikniony, prędki konflikt zbrojny Zachodu z Rosja sowiecką. Byli tacy, którzy nie chcieli dostać się w łapy tzw. ‘sprawiedliwości ludowej’ PPR. Ich akcje bywały bardzo różne i często bardzo kontrowersyjne. Czy służyły interesom i dalekowzrocznym planom niepodległościowym Polski? Trudno dać jednoznaczną odpowiedź. Ale raczej nie. Często były powodem akcji odwetowym tak tegoż niesławnego Korpusu Polski komunistycznej, jak i żołnierzy sowieckich. Najbardziej na tym ucierpiała miejscowa ludność. W końcu ginęli Polacy: i po jednej i po drugiej stronie. Znaczenia militarnego nie miało to żadnego. Napadano też na wioski i gospodarstwa w celu zdobycia niezbędnego zaopatrzenia żywnościowego. Dokonywano samosądów. A samosądy były w latach okupacji karane przez wojskowe sądy AK i nie były częścią eposu Polski Podziemnej. Miały też miejsce ohydne i antypolskie akcje mordów etnicznych na obywatelach Rzeczpospolitej Polskiej innego niż katolickie wyznania (głównie prawosławnych i unitów) i innego niż polskie pochodzenia etnicznego (polscy z dziada pradziada Białorusini, Litwini, generalnie ludność wywodząca się korzeniami z plemion ruskich (nie rosyjskich, to osobne określenia i osobne historycznie zagadnienia). Były nawet próby dochodzeń przez polski rząd na Obczyźnie i organy polityczno-wojskowe Rządu Londyńskiego. Nie mogły być doprowadzone do końca z braku możliwości przeprowadzenia wizji lokalnych i przesłuchiwań świadków. Procesy wytaczane przez Polskę komunistyczną nie były zainteresowane dochodzeniem prawdy ani sprawiedliwością a zwykłą zemstą. Cały ten temat był naładowany dynamitem emocji historycznej i patriotycznej. Nigdy nie przeprowadzono do dziś pełnych badań historycznych ani dokładnych procesów sądowych. Komuniści nie przechowywali rzetelnych dokumentacji na ten temat. Zresztą temat ten był im bardzo niewygodny. Trudno ‘żołnierzy wyklętych’ jednoznacznie potępić. Niemożliwe jest ich jednoznacznie umieścić w panteonie bohaterów polskich. Być może kiedyś zrobi się jakieś całościowe a nie wyrywkowe na ten temat badania.

Ale używanie tego owianego zła i dobrą legendą fragmentu polskiej historii do kształtowania własnych celów politycznych jest ze wszech miar szkodliwe i warte potępienia. Nie wolno pod jakimkolwiek pozorem łączyć epopeję wojenną legalnych i niezłomnych żołnierzy Polskich Sil Zbrojnych na Zachodzie i żołnierzy Polski Podziemnej podległych legalnym władzom wojskowym i Delegaturze Rządu RP z samodzielnymi grupami zbrojnymi, które się zawiązały po 1945. Na pewno byli wśród nich młodzi i naiwni, którzy głęboko wierzyli, że służą sprawie wolności Polski; byli tacy których parła osobista i zbiorowa żądza (jakże zrozumiała dla tych, którzy przeszli okupację sowiecką po 1939 i zdradzie AK przez Rosję w akcji “Burza” na Wileńszcyźnie i w innych wschodnich województwach RP) zemsty na komunistach; byli i tacy – niestety – którymi kierowała ideologia polskiego faszyzmu i marzenie o Polsce czystej etnicznie i wyznaniowo. Niektórzy z nich znaleźli później schronienie w potężnej organizacji PAX pod rządami Piaseckiego, przedwojennego falangisty. Organizacji, która działała za zgodą władz tejże komunistycznej Polski, o czym dziś się chętnie zapomina. Poważnego znaczenia politycznego te grupy zbrojne nie miały i sukcesu w tej mierze jakiegokolwiek nie odniosły. Wpływu na losy Polski – też nie. Uznania międzynarodowego – zupełnie nie.  Zostawić temat należy historykom, zwłaszcza tym, których wiek i generacja nie jest emocjonalnie aż tak z tamtymi dniami związana. Pod jakimkolwiek pozorem nie jest to temat do badania, rozwiązania, uwypuklania lub ukrywania przez polityków. Najmniej przez nich.

wywiady z weteranami Powstania Warszawskiego w sprawie skandalu Apelu Smoleńskiego

 

 

Oświadczenie KOD-Vancouver, oddziału KOD_Canada

26 lutego miały miejsce tzw. obchody dziwnego, nieznanego wcześniej ani w Polsce, ani zagranicą, ‘Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych’.  W  Vancouverze zorganizowano je w polskiej parafii p.w. św. Kazimierza i w hali SPK na ul. Kingsway.  My, niżej podpisani Obywatele Polski i członkowie Polonii kanadyjskiej wyrażamy swój sprzeciw wobec tego typu manipulacji historycznej.

O ile zrozumieć można religijną uroczystość pamiętania o zmarłych bez względu na ich zasługi lub grzechy, o tyle obchody tego ‘Dnia’ w salach SPK wydają się bardzo dziwne, zważywszy na historyczny charakter tej wyjątkowo zasłużonej organizacji oddanej służbie nigdy nie wyklętych żołnierzy PSZ i legalnej Polski Podziemnej.

W ramach ksenofobicznej i faszyzującej tzw. “polityki historycznej” uprawianej przez obecny rząd w Polsce, dokłada się dużych kosztów oraz wysiłków w celu upamiętnienia i uhonorowania działalności grup paramilitarnych na ziemiach polskich po 1945, wrzucając wszystkich do jednego, pojemnego worka ‘walki z komunizmem’.  A nie wolno zapomnieć, że zbrojna działalność partyzancka była rozkazem Naczelnego Dowództwa i Rządu Polskiego w Londynie zakazana z chwilą zakończenia II wojny światowej, a jednostki Armii Krajowej rozkazem wojskowym rozwiązane.  Zasadniczym powodem było ocenienie takich walk, jako beznadziejnych i uniknięcie walk bratobójczych oraz akcji odwetowych wojsk komunistycznej Polski i ich sowieckich zwierzchników.  Czyli ochrona narodu i państwa przed dalszymi stratami.

Jak wiemy – wbrew tym rozkazom i wytycznym, nie wszyscy broń złożyli. Wśród tych straceńców i może nawet romantycznych, samobójczych bohaterów, znalazły się jednak jednostki i grupy, które dopuszczały się akcji zbrodniczych w świetle prawa zarówno polskiego jak i międzynarodowego. Miały miejsce akcje czysto rabunkowe, zdarzały się morderstwa wojenne na jeńcach sowieckich, zdarzały się straszliwe zbrodnie czystek etnicznych na obywatelach polskich innego pochodzenia etnicznego lub innego wyznania religijnego. Był to okres tragiczny w naszej historii. Nie można go jednoznacznie opisać lub ocenić. I do tej pory nikt solidnie takich badań i analiz nie przeprowadził. Ale nagły pęd do utożsamiania, stawiania znaku równości, między wysiłkiem zbrojnym bohaterskich żołnierzy Armii Krajowej i innych jednostek podległych legalnym władzom Polski Podziemnej, Delegaturze Rządu RP i Naczelnemu Wodzowi Polskich Sil Zbrojnych, a tragicznymi decyzjami indywidualnymi dowódców i grup po 1945 roku jest niemoralny i nieprawdziwy historycznie. Może to być też po prostu szkodliwe, jeśliby de facto prowadziło do apoteozy zbrodni i gwałtów, jakich niektórzy się dopuszczali.

Jednocześnie te dziwne uroczystości stoją w jawnej sprzeczności z niespotykanymi upokorzeniami, jakich doznawać musieli i doznają autentyczni bohaterowie tamtych dni: żołnierze i nieliczni pozostali przy życiu oficerowie i żołnierze AK. Pamiętajmy o obrzydliwym potraktowaniu sędziwego, przebywającego w szpitalu generała Ścibor-Rylskiego, o fatalnym lekceważeniu i wręcz szantażowaniu reprezentantów Światowego Związku Żołnierzy AK przed ostatnimi obchodami rocznicy Powstania Warszawskiego w ubiegłym roku.

 Jest dla nas szokujące, że świadomi (bo czy możliwe, że nieświadomi?!) tych faktów działacze i władze obecnego Stowarzyszenia Kombatantów Polskich w Vancouverze, zgodzili się w tych dziwnych obchodach Dni Pamięci wziąć udział. To urąga genezie powstania tej wspaniałej Organizacji międzynarodowej, pamięci jej twórców, członków i działaczy: żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych pod dowództwem legalnego Rządu RP i Naczelnego Wodza oraz żołnierzy AK, którzy składali wojskowa przysięgę i w swej nierównej walce respektowali polskie i międzynarodowe konwencje i umowy wojenne. Bo byli żołnierzami Rzeczypospolitej.  II Rzeczypospolita to nie były Dzikie Pola na Zadnieprzu w XVII – to było demokratyczne państwo prawa. A Jej żołnierze od września 1939 do 1945, tak poza granicami ojczyzny, jak i ci z szeregów AK i Batalionów Chłopskich byli żołnierzami na służbie nie tylko wolności ale i prawa polskiego i międzynarodowego.

członkowie KOD-Vancouver: J. Buczek, A. Bylicki, D. Dolecki, E. Michalska, M. Michalski, J. Muc, J. Kowalski, W. Kuczyński, W. Lalonde,  T. Orłowski, B. Pacak-Gamalski, J. Surma, T. Szymańska-Golik,R. Wand

 

KOD_Canada: rok w przekroju

Bogumił Pacak-Gamalski

Rok temu, po masowych protestach w Polsce związanych przede wszystkim z niespodziewanym i ostrym atakiem na niezależność i niezawisłość Trybunału Konstytucyjnego, śladem błyskawicznie rosnącego i rozwijającego się ruchu społecznego pod popularnym skrótem KOD – powstały początki ruchu koderowskiego w Kanadzie.  Pierwsza formalnie założona na sieci Facebooka strona KOD powstała w Toronto, którą prowadziła Anna Bocheńska – niestrudzony organizator m.in. grudniowych akcji na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Ontario. Wkrótce założono stronę KOD_Polonia Canada, która została centralną grupa KOD-u w Kanadzie.  Jej pierwszym Koordynatorem był urodzony w Kanadzie, młody Polak Karl-Antoine Usakowski z Montrealu.  Od wiosny 2016, Koordynatorem jest Bogumił Pacak-Gamalski, eseista i poeta polski zamieszkały w Metro Vancouver. Grupy lokalne, skupione w KOD_Canada, zorganizowane są w : Montrealu, Toronto, Calgary i Vancouverze i posiadają własne, w dużej mierze autonomiczne zespoły członków/sympatyków. W Ottawie działa niezależna i nie związana formalnie z KOD_Canada, grupa KOD-Ottawa. Grupa ta działa na mocy osobnego porozumienia z KOD w Polsce i przy pełnej akceptacji tego porozumienia przez KOD_Polonia Canada.

Polonia kanadyjska, jak większość skupisk polonijnych na świecie, od czasów odzyskania przez Polskę suwerenności nie ingerowała w i nie wykazywała nadmiernego ‘upolitycznienia’ sytuacją w Kraju, zdrowo wychodząc z założenia, że demokratyczne państwo i demokratyczne społeczeństwo postępuje i rządzi się zgodnie z regułami i zasadami nowoczesnej demokracji europejskiej.  Dopiero obecna większość sejmowa sprawująca władzę w Polsce, z jej bezpardonowym i wręcz dyktatorskim niwelowaniem wszystkich najistotniejszych atrybutów państwa praworządności, konstytucyjnych gwarancji i podziału władzy, stosowaniem groźnej polityki ‘historycznej’ służącej głębokiemu podziałowi społeczeństwa – spowodowały zrozumienie wśród nas, że naturalne procesy demokratyzacji życia w Kraju mogą łatwo ulec rozprężeniu lub zniszczeniu. Że żadna wolność i żaden przywilej dany obywatelowi nie jest wykuty w niewzruszonej skale. Że Władza polityczna może się zawsze pokusić na nałożenie nam nowych kajdan.  Że Polacy mogą po prostu, pewnego dnia zostać podzieleni na ‘dobrych’ i ‘złych’.  Na tych, których samozwańczy przywódca państwa (samozwańczy, bo nikt go na jakąkolwiek funkcję, poza funkcją zwykłego posła sejmowego nie wybrał w jakichkolwiek wyborach powszechnych) Jarosław Kaczyński określił od samego początku publicznie jako ‘dobry sort” i ‘gorszy sort’. A oświadczenie te skwapliwie powtórzył Prezydent Państwa, Andrzej Duda. Pierwszy prezydent Wolnej Polski tak określający Polaków – swoich obywateli, suwerenów. Na to nie wyrażamy zgody i mówimy głośno i publicznie: NIE. Nie pozwalamy.

Będziemy ten protest i oburzenie powtarzać i uczyć o nim naszych rodaków tu zamieszkałych; będziemy wspierać naszych rodaków w ich proteście w Kraju i będziemy o tym mówić naszym politycznym władzom w kraju zamieszkania, w Kanadzie.

Od lat organizowana pro-pisowska grupa polonijna, której wydawało się, że sprytnie opanowała pod nadobną chorągwią narodowych barw, większość organizacji polonijnych i polonijnych środków masowego przekazu, usiłuje nam zarzucić, że brukamy dobre imię Polski. Nie, drogie zagubione owieczki szowinizmu i ksenofobii. My tego imienia bronimy przed kompletnym zabłoceniem. My udowadniamy Kanadyjczykom i światu, że Polska nie jest krajem zabobonu, jawnego rasizmu, ksenofobii; krajem gdzie niezależne sądownictwo z niezależnym i konstytucyjnym wymiarem sprawiedliwości nie są pustosłowiem; krajem, gdzie zwykła większość parlamentarna nie ma prawa dokonywać pełzającego zamachu stanu i systematycznego gwałcenia Konstytucji. A jeśli ośmiela się to robić – spotyka się z protestem i oporem wolnych i niezależnych obywateli.

Nikt z nas, ludzi związanych z KODem, nie zamierzał i nie zamierza odebrać partii PiS uzyskanego w wolnych wyborach mandatu większościowego w Sejmie i Senacie.  Polityka ekonomiczna, socjalna i zagraniczna – to domeny każdej zwycięskiej partii politycznej. Wielu z nas uważa, zdaniem moim słusznie, że ta polityka jest błędna w wielu aspektach i na dłuższą metę szkodliwa dla kraju. Ale nikt nie odbiera rządowi prawa do usiłowanie jej przeprowadzenia. Tu nie chodzi o 500+, nie chodzi o podwyżkę czy obniżkę jakiejś stawki podatkowej lub zarobkowej. Tu chodzi o imponderabilia. O rzeczy wyjątkowej, nadzwyczajnej wagi. Chodzi o wolność obywateli. Chodzi o skuteczne mechanizmy kontroli rządu i samego Parlamentu. Bo jakakolwiek władza nie ma prawa podważać prawa i instytucji, które są ponad nią. A aby te prawa i te instytucje zmienić, uzależnić lub ograniczyć należy dostać uzyskane w sposób jasny specjalne przyzwolenie całego społeczeństwa. Na to są dwa tylko sposoby: otrzymanie całkowitej i bezwzględnej większości w sejmie i senacie (tzw. większość konstytucyjna), uzyskanej w wyborach, gdzie te plany są jasno przedstawione wyborcom lub zorganizowanie pod niezależnym nadzorem ogólnonarodowego referendum. Inaczej nazywa się to zamachem stanu. I czas to jasno i bez ogródek powiedzieć.  Nie mam najmniejszej wątpliwości, że posiadający bardzo mało zajęć od wielu lat, sędziowie Trybunału Stanu w Polsce, będą mieć tej pracy po łokcie za kilka lat. Być może w ten – przyznaję niezamierzony i przypadkowy –  sposób Komitet Obrony Demokracji starając się uniemożliwić lub zniwelować skutki tego pełzającego zamachu stanu – poniekąd ratuje niektórych przywódców PiSu przed własnymi niemądrymi krokami, a tym samym chroni ich przed ławą oskarżonych tegoż Trybunału…  Wiem, że to swego rodzaju hiperbola logiczna, wszak nie takie rzeczy się w polityce zdarzały.

W tym miesiącu w KOD_Canada trwać będą wybory nowego Koordynatora lub Koordynatorki na całą Kanadę.  Łączy się to jednocześnie w sposób praktyczny i symboliczny z odbywającymi sie w Polsce tej zimy i wczesnej wiosny wyborami w Regionach KOD w Kraju, których kulminacja będzie Walny Zjazd Delegatów całego KOD w Warszawie i wybór władz ogólnopolskich.  Nie sposób nie zauważyć tu historycznej nici od tych zjazdów i wyborów do wyborów i pierwszych zjazdów Regionów  NSZZ „Solidarność” i Walnego Zjazdu „S” w 1981 roku.  Wtedy walczyliśmy o suwerenność i wolność Polski. Dziś mamy (jeszcze) jedno i drugie. Ale zmuszeni jesteśmy ostro protestować wobec prób odebrania nam wolności obywatelskich i praworządności państwa.  Zmienił się tez kontekst historyczny. Polska nie jest częścią sowieckiego Imperium Zła. Jest częścią światłej, demokratycznej Europy. Państwo polskie wiążą umowy traktatowe z Europą, konwencje prawne. Wówczas zagrożenie było z zewnątrz, od komunistycznego ‘cara’ rosyjskiego. Dzisiaj jest odwrotnie: obrona i pewne gwarancje wolności przychodzą z zewnątrz, z Unii Europejskiej; a zagrożenie jest od wewnątrz. Od nas samych, wybranego w demokratycznych wyborach rządu i większości sejmowej. Wtedy się jednoczyliśmy wobec wspólnego wroga i okupanta. Dziś się dzielimy skutkiem polityki podziału konsekwentnie przez polski rząd realizowanej. I temu też ostro się, jako KOD przeciwstawiamy. Stąd jednym z kamieni węgielnych naszego ruchu jest całkowita apolityczność KODu.  Komitet Obrony Demokracji w Polsce oraz my w Kanadzie nie reprezentujemy polskiej prawicy, nie reprezentujemy polskiej lewicy i de facto nie reprezentujemy polskiego centrum, nawet ‘zielonych’ (choć ochrona środowiska i generalnie postawa popierania wszelkich akcji na rzecz ratowania  świata przed kataklizmem zmiany klimatu są nam bardzo bliskie). Przypisywanie nam jakichkolwiek bliskich aliansów z tą czy inną partią polityczną (najmodniejsze w środowiskach PiSowskich jest oskarżanie KOD o spisek z PO, co jest zupełnym absurdem) jest niedorzeczne. KOD nie ma ideologii politycznej. Kropka. To kamień węgielny naszego ruchu i naszej Organizacji. Członkowie i sympatycy KOD w Polsce i w Kanadzie to ludzie z wielu środowisk, z wielu politycznych sympatii, wierzący i nie wierzący lub należący do różnych wyznań i kościołów.  Nawet pochodzenie etniczne  nie ma i nie powinno mieć tu znaczenia. Znaczenie ma fakt, że jesteśmy obywatelami Polski. W naszym, kanadyjskim przypadku, z podwójnym obywatelstwem. I słowo ‘obywatel’ ma tu pierwszorzędne znaczenie.  Obywatel polski – to brzmi dumnie.  Obywatel nie może być poddanym, to człowiek wolny. A komu się śnią sny szalone o autokracji, o dyktaturze, o rządach absolutnych – przypomnę absolutnego monarchę Francji sprzed dwustu lat: Ludwika XVI. Na gilotynę już nie szedł jako Ludwik XVI, a jako Obywatel Kapet. Jego poprzednik na tronie Francji powiedział kiedyś „Państwo, to ja”.  I mylił się, choć tragiczny los jego następcy nie był jego udziałem. Mylił się, bo Francja to jej obywatele. A obywatele Polski – to Państwo Polskie. Polska jest rzeczypospolitą. To polski odpowiednik republiki. Podobnie, jak Francuzi (bo wiele mamy podobieństw  w tradycji państwowości) zamiast „Francja” często mówią po prostu „Republika”, tak my zamiast „Polska” często używamy zwrotu „Rzeczypospolita”. Republika – res publica: rzecz wszystkich. Rzeczypospolita – rzecz pospólna. ‘Dobrego’ i ‘złego’ sortu w jednakowej mierze.

Nie wyobrażam sobie, że po kolejnych wyborach, nowy rząd post-pisowski (a mądrzej nie wyrokować która frakcja, partia lub koalicja te wybory wygra, bo może to być duże zaskoczenie dla wszystkich, nie wyłączając piszącego ten tekst) zajmie się jakimkolwiek ‘prześladowaniem’ elektoratu PiSu.  Wygra partia/koalicja, która potrafi przekonać, że ten nowy rząd będzie przede wszystkim rządem pojednania narodowego.  A gdyby jakimś przerażającym żartem historii wygrała partia, która zechce odwet na wyborcach PiSu wziąć – to gwarantuję, że KOD ujmie się równie ostro za prawami tych wyborców, jako wolnych i suwerennych obywateli, jak dziś ujmuje sie za prawami tych, którzy są obiektem  nagonki Jarosława Kaczyńskiego i jego podwładnych na najwyższych urzędach państwowych. Jakże to powiedział stary Wolter? „Nie zgadzam się z tym, co mówisz ale będę bronił Twego prawa do mówienia tego”. Prościej nie można.

A co robiliśmy w KOD_Polonia Canada przez ten poprzedni rok? Sporo. Mniej niż chcielibyśmy. Więcej niż praktycznie wyobrażaliśmy sobie, że możemy.  Kilka fotek z licznych akcji protestu obywatelskiego w Kanadzie. Ludzi, których większość nawet się nie znała jeszcze rok temu. A dziś czują się, jak wieloletni przyjaciele.  Bo rzeczy dobre, serdeczne łączą silniej niż rzeczy negatywne.