Trybunał Konstytucyjny w Polsce zagrożony w swej konstytucyjnej niezawisłości od władz politycznych

OŚWIADCZENIE KOD_CANADA

kanadanowelogo

Wraz ze zbliżającym się końcem 2016 roku dobiegają końca ponad rok czasu trwające zabiegi PiS o zniszczenie niezależności najwyższego organu sądowego w Polsce – Trybunału Konstytucyjnego. Stąd kolejne błyskawicznie przeprowadzane ustawy sejmowe mające Trybunał de facto pozbawić możliwości normalnego funkcjonowania. Jeśli tak się stanie – padnie ostatni filar konstytucyjnej kontroli prawa w Polsce, a sama Konstytucja stanie się mało znaczącym zbiorem zapisów, których wykonywanie nie będzie możliwe do wdrożenia i przestrzegania. Lub jedynie wtedy, gdy będzie to wygodne dla władzy polityczno-wykonawczej.
Wagę tego niespotykanego i od czasu odzyskania suwerenności pierwszy raz powstałego autentycznego kryzysu konstytucyjnego doceniają wszyscy poprzedni Prezesi Trybunału. I w trosce o zagrożenie demokratycznego porządku konstytucyjnego w Polsce, zagrożenie dla podstawowych wolności obywatelskich wspólnie wydali Apel do Władzy politycznej (Prezydenta RP) i środowisk prawniczych o niedopuszczenie do takiej katastrofy.
Ten Apel winien obudzić i zatrwożyć nas wszystkich.
Nie czas na jakiekolwiek spory wewnętrzne o rzeczy ważne i mniej ważne. Nie czas na walkę o swoje idee i plany. Gdy płonie las nie szkoda róż. Tym lasem strzegącym polskiego porządku konstytucyjnego, chroniącym Państwo i Obywateli przed bezpośrednią dyktaturą polityczną jest niezależny Trybunał Konstytucyjny. A pierwszym i zasadniczym obrońcą tego Trybunału winien być przede wszystkim Prezydent Republiki. Prezydent, który nie broni pełnej i całkowitej niezależności Trybunału łamie swoją przysięgę i sprzeniewierza się swej funkcji.
My, członkowie i sympatycy Komitetu Obrony Demokracji w Kanadzie domagamy się niezwłocznego podjęcia kroków służących przywrócenia Trybunałowi jego konstytucyjnej funkcji, zaniechania wszelkich politycznych aktów służących ograniczenia tej funkcji przez Sejm, rząd i Senat. Naród wybrał Konstytucje RP w wolnym i bezpośrednim referendum. A o tym, jakie prawo, ustawa czy uchwała jest z tą Konstytucją zgodna – decyduje tylko i wyłącznie Trybunał Konstytucyjny. Nie rząd, nie sejm nawet z senatem i nie Prezydent. csm_rzeplinski_3875aa1ff3Jedynie Trybunał. Taki jest polski porządek prawno-konstytucyjny i niech nikt nie waży się
go zmieniać .
Niech politycy nie liczą na zbyt długotrwałą cierpliwość i łaskawość wyborców. Przychodzi zawsze moment rozliczeń. I ci, którzy dziś ze szczytów władzy spoglądają na prawo ironicznie, łatwo mogą przed tym Prawem pewnego dnia stanąć w dużo gorszej pozycji. Jako oskarżeni przed Trybunałem Stanu.

Prof. Andrzej Rzepliński, Prezes Trybunału Konstytucyjnego

98 Rocznica Odzyskania Niepodlegości

11-listopad

 

Oddział KOD_Canada w Vancouverze serdecznie zaprasza do kontaktu z nami osoby zainteresowane kwestiami budowy i wzmacniania współczesnego społeczeństwa obywatelskiego w Polsce. KOD w Polsce i poza granicami Kraju skupia osoby dla których ważne są kwestia praworządności państwa, rozdziału władzy wykonawczej, ustawodawczej i sądowej (tzw. konstytucyjny trójpodział władzy) , wolność środków masowego przekazu (media), rozwoju wolnych i niezależnych ośrodków kultury i sztuki. Ani zarejestrowane, działające w zgodzie z przepisami polskimi, Stowarzyszenie Komitetu Obrony Demokracji w Polsce ani rozsiane po całym świecie grupy sympatyków KOD nie reprezentują żadnej opcji politycznej,światopoglądowej lub wyznaniowej.Traktujemy te sprawy, jako kwestie wolnego, indywidualnego wyboru każdego człowieka. Co leży w ramach naszych zainteresowań to umożliwianie budowy nowoczesnej, na miarę XXI wieku demokracji opartej na szeroko rozumianej wolności osobistej obywateli oraz dbanie o poszanowanie zasadniczych norm prawnych Państwa określonych w Konstytucji i ratyfikowanych przez Polskę umowach międzynarodowych. Jeśli masz do nas jakieś pytanie, chciałbyś się coś więcej w tym temacie dowiedzieć lub przystąpić do naszej Grupy – skontaktuj się z nami.

Jeżeli interesuje cie jedynie dyskusja czysto polityczna, jak protest i sprzeciw wobec jakiejś partii politycznej lub wsparcie dla jakiejś partii politycznej to raczej nasz adres jest niewłaściwym dla Ciebie. Skontaktuj się bezpośrednio z daną partią. KOD nie zwalcza żadnych partii politycznych, które opierają się na porządku prawnym Rzeczypospolitej ani nie reprezentuje żadnej konkretnej opcji politycznej. Zwalczamy jedynie te decyzje polityczne, które naszym zdaniem godzą w idee wolności i niezależności obywatelskiej.

W latach 1914 -1918 Polska odzyskała swoją niepodległość i suwerenność. Powstała w formie nowej, jako państwo oparte na republikańskim charakterze demokratycznym. Bez względu na rożne błędy i wypaczenia jakie tamta, II Rzeczypospolita, miała – był to olbrzymi wysiłek i sukces kilku pokoleń patriotów polskich reprezentujących wiele bardzo rożnych światopoglądów politycznych i filozoficznych. Podobny sukces osiągnęliśmy ponownie w latach 1981-91. Oznacza to nie tylko nasze, obywateli Polski, przywiązanie do suwerenność ale i przywiązanie do wolności osobistej, indywidualnej. Tego testamentu dziadów, ojców i matek naszych nie wolno lekceważyć. Wolny obywatel, to nie tylko obywatel, który raz na 3, 4 lub 5 lat idzie do urn wyborczych. To obywatel, który bacznie obserwuje władze polityczne czy postępują w zgodzie z otrzymanym mandatem zaufania i czy przestrzegają konstytucyjne prawo.

Jak w każdym normalnym kraju, tak i w Polsce, przytłaczająca większość ludzi nie należy do żadnych partii politycznych.  Wybieramy ich nie przez hasła i światopoglądowe slogany wypisane na partyjnych chorągiewkach, a przez konkretny program gospodarczo-społeczny, jaki oferują społeczeństwu na najbliższą kadencję parlamentarną. I tak powinniśmy ich rozliczać przy końcu kadencji. Nie z haseł a z tego, co konkretnie zrobili.

Obywatel dojrzały, wolny i świadomy to obywatel nie podatny na partyjną – obojętnie z której strony – propagandę.

Zapraszamy na nasza stronę na Facebook – Komitet Obrony Demokracji-Vancouver lub bezpośrednio przez email: kod.kanada@gmail.com.

 

 

20LECIE.png

(felieton poniższy ukazał się oryginalnie w “Głosie Polonii” nr. 4/2016 w Vancouverze, niestety załączony wyżej plakat, w “Głosie” był kompletnie nieczytelny, gdyż redakcja opublikowała go w małym formacie i przez to nie spełniał swojej funkcji)

Bonjour

Teatr połączony z mini-recitalem fortepianowym. A jakże by inaczej, kiedy sztuka teatralna o Szopenie właśnie! Tak, tak – o naszym Panu Fryderyku: porywającym, kapryśnym, trudnym dla wykonawców,  a niesłychanie prostym dla słuchaczy. Jednym z naszych ukochanych i uwielbianych Wielkich Romantyków – i naturalnie, jak ci pozostali Wielcy, tez związanym większością swego dorosłego życia z Paryżem, z Francją.  U niego w dodatku ten związek wyjątkowo silny, bo wszak genetyczno-etniczny: czy nam się podoba czy nie (proszę nie strzelać! ha ha ha) był wszak pół-Francuzem z ojca, rodowitego Francuza. Mimo to do końca swych dni do kraju dzieciństwa i wczesnej młodości – Polski – tęskniącym …

A więc Salon Poezji, Muzyki i Teatru z Toronto, w osobach swoich gwiazd pierwszego blasku: tandemie matki z córką: Marii Nowotarskiej i Agaty Pilitowskiej właśnie inscenizację „Bon soir Monsieur Chopin” zaprezentuje nam w Surrey Art Centre 5 listopada 2016.

A czarodziejska muzyka samego Pana Fryderyka popłynie do nas spod palców Witolda Wardziukiewicza, zdolnego polskiego pianisty od wielu już lat przebywającego w Vancouverze.

Cóż bardziej właściwego dla uczczenia 11 Listopada – Święta Niepodległości Polski?

Możliwość oglądania tego przedstawienia scenicznego i ponownego goszczenia w Vancouverze Nowotarskiej i Pilitowskiej (obie aktorki były zatrudnione w Teatrze Starym w Krakowie do wyjazdu na emigrację, a obecnie są bodaj najbardziej znanymi i cenionymi aktorkami polskiej sceny na Obczyźnie od Australii po Europę) zawdzięczamy rocznicy 20-lecia Stow. Artystów i Przyjaciół Sztuk „Pod skrzydłami Pegaza”. Pegaz (bo tak jest tu w skrócie znany) powstał w nad wyraz skromnych i bezpretensjonalnych warunkach. Ot, zaczęło się od chęci pomocy dla wówczas schorowanego i w biedzie wegetującego wielkiego rzeźbiarza Ryszarda Wojciechowskiego. To właśnie on był spiritus movens tego przedsięwzięcia zainicjowanego przez Krystynę Połubińską. I tak się zaczęło: od grupki kolegów, znajomych, którzy zaczęli się spotykać czytając swoje lub czyjeś wiersze, śpiewając piosenki, grając na gitarze, przynosząc swoje obrazy, obrazki, rzeźby, tkaniny. Jedne mniej, inne więcej warte artystycznie – ale wszystkie szczere i z tęsknoty za sztuką, za refleksja artystyczną. Jedni byli czystej klasy amatorami, po prostu miłośnikami sztuki, inni profesjonalistami lub quasi profesjonalistami. Najpierw w małej salce w Domu Kombatanta, potem przez kilka lat w lubianej i popularnej kawiarni artystycznej „Chasse” w Burnaby, ostatnie lata w prywatnym domu w Surrey. Zaczęto robić spotkania z poezją, koncerty i wystawy plastyczne dla całej Polonii, spotkania z ciekawymi twórcami sztuki, z jej animatorami; to wśród nich narodził się koncept wydawania pisma artystycznego, które w formie rocznika twórczości artystycznej „Strumień” prowadziłem przez blisko 10 lat nawiązując dobrą współpracę z czołowymi polskimi twórcami sztuki w Kanadzie i z czołowymi polskimi ośrodkami akademickimi w Polsce. Pegaz wspierał większość ważnych wydarzeń artystycznych tak w samej Polonii, jak i gości z Kraju; jego prezeska, pani Połubińska organizowała przez kilka lat z rzędu Polski Pawilon na niezwykle popularnym Festiwalu Fusion w Surrey, który w tamtym okresie zawsze plasował się w ścisłej czołówce najlepiej przygotowanych pawilonów etnicznych. Wreszcie – ze skromnych własnych funduszy – Pegaz każdego roku udziela stypendiów innym grupom lub wydarzeniom kulturalnym w ‘polskim Vancouverze’.

Czego Pegazowi brak to poważnych zebrań organizacyjnych, burzliwych wyborów, ubiegania się o funkcje, wyrzucania niewygodnych działaczy lub członków – ot, normalnej, typowej organizacji polonijnej … . co gorsze – w Pegazie zdaje się jest całkiem spora masa ludzi o bardzo różnych poglądach, wręcz (o tempora, o mores) światopoglądach i nikomu to nie przeszkadza. Ponoć się nawet lubią i szanują!  A szacunek i tolerancja to bardzo ważna rzecz, gdy się chce autentycznie służyć społeczności pro publico bono.  A może dlatego właśnie  mógł robić, to co robił? Odpowiedź pozostawiam czytelnikowi.

Z takiej służby, takiego umiłowania polskiej sztuki i kultury wyrósł założony 25 lat temu Salon Poezji, Muzyki i Teatru w Toronto. Nowotarska i Pilitowska – z napisanymi specjalnie dla nich przez dramatopisarza Kazimierza Brauna sztukami o wielkich Polkach – objechały sceny polskie i polonijne w wielu krajach, wszędzie zdobywając gorące oklaski i podziw. Dwukrotnie występowały już w Vancouverze. 5 listopada będziemy mieli okazje zobaczyć je w interpretacji życia i twórczości Szopena. Rok temu pokazywały to w Nowym Jorku; prosto omal od nas lecą do Miami na Florydzie z ta inscenizacją. Więc nie lada gratka przyjść i obejrzeć je w Surrey. I posłuchać subtelnej, uczuciowej gry Witolda Wardziukiewicza na fortepianie. Wypada chyba parafrazować tytuł przedstawienia i zakończyć – Bonjour, monsieur Chopin, bonjour Madames Maria, Agata, monsieur Witold!

A od pana Konstantego Ildefonsa wykraść kilka zwrotek:

stary szpinet, stary dwór,

ja mam tutaj coś w C-dur,

(taką drobnostkę, proszę pana),

w starych nutach stary śpiew,

jesień, leci liście z drzew.

Pan odchodzi? Hm. To żal.

Matko Boska, w taką dal!

Rękawiczki. Merci bien.

Bon soir, monsieur Chopin. 

Czarny Poniedziałek – 3 październik 2016

“Czarny Poniedziałek’ to kolejna, do tej pory najliczniejsza, bo w setkach (niektórzy twierdzą, że w milionach) tysięcy biorących w niej udział, akcja protestacyjna polskich kobiet przeciw próbom wprowadzenia pełnego zakazu aborcji w Polsce i ograniczeniach opieki pre-natalnej dla kobiet ciężarnych. Protesty na wielką skale odbywały się wielu miastach w Polsce, ale też solidaryzowały z Polkami liczne protesty w miastach europejskich, miedzynarodowe organizacje społeczne, ludzie indywidualni na całym świecie.

Krótki fotoreportaż z indywidualnych symbolicznych aktów solidarności KOD_Canada:

 

i kilka z USA (Nowy Jork; Sacramento i Phoeniks, Berkeley, Los Angeles)

 

 

Mandat dla rządu RP i prezydenta RP

by: KOD_Canada

 

albatrosy

Od 9 marca, dnia ogłoszenia legalnego i ostatecznego wyroku Trybunału Konstytucyjnego minęło 150 dni. 150 dni bezprecedensowej we współczesnej historii Polski odmowy wykonania wymaganej przez prawo publikacji wyroku w Dzienniku Ustaw RP. Miast tego – kolejna ‘nowelizacja’ ustawy o Trybunale. Równie niekonstytucyjna, jak poprzednia. Wbrew opinii polskich sądów (w tym Nawyższego), europejskiej Komisji Weneckiej, w której zasiadaja najwybitniejsi europejscy specjaliści i teoretycy prawa konstytucyjnego.

Komitet Obrony Demokracji_Canada wystawia więc mandat rządowi Beaty Szydło za nieprzestrzegania polskiego prawa i polskiej Konstytucji.Nie na darmo Polacy w referendum wprowadzili w Rzeczypospolitej trójpodział władzy, by rząd, parlament lub prezydent ośmielali się tą zasadę łamać. Wystawiając ten symboliczny mandat, oddziały kanadyjskiego KODu w Montrealu, Toronto, Calgary i Vancouverze dołączają do międzynarodowej akcji rozpoczętej przez KOD USA West. Akcja rozpoczęła się w Vancouverze spotkaniem Koordynatora KOD_Canada z przedstawicielem KOD-Houston w Teksasie.

z perspektywy lat -różne kształty Polonii

by Bogumil Pacak-Gamalski

Spacer po mediach polonijnych, drukowanych i tzw. social media, słonił mnie do podróży wstecz. Podróży w czasie i porównania promowanego obrazu Polaków Kanadzie sprzed lat i dzisiaj. Jacy jesteśmy i byliśmy.  Refleksje z tej podróży mogą być zastanawiające.

Kiedy przyjechałem do Kanady mroźną zimą 1982 roku – zima polska była jeszcze mroźniejsza. Zima Stanu Wojennego i wojny jaruzelskiej.  Wolność, jaką oferował ten piękny kraj, od początku zatruta była goryczą niewoli rodziny i przyjaciół w ziemi ojczystej. Naturalnie, młodość też miała swoje prawa: chciało się zachłannie tą nową wolność i surowe piękno nowego kraju wchłaniać, kosztować.  Zwłaszcza, że już po dwóch miesiącach miałem dobrą prace i zarabiałem nagle jakieś krociowe sumy niewyobrażalne – nie pamiętam aż tak dokładnie ale było to 700 lub coś około tego co dwa tygodnie! Czy państwo macie wyobrażenie, co to była za suma na początku lat 80 ubiegłego wieku?! Za 50 dolarów można było wypełnić cały wielki wózek żywnością w Safeway’u na tydzień prawie czasu! Więc starczało na cotygodniowe wyjazdy w monumentalnie piękne Góry Skaliste na narty, kupowanie paczek żywnościowych regularnie dla rodziny w Polsce (robiło to się wówczas albo przez Pewex albo przez firmę polską w polskim Londynie).  No i wspieranie wszystkiego, co łączyło się z polskością,  ze wsparciem Solidarności i ostentacyjną, wręcz chorobliwą pogardą dla junty warszawskiej.

Mając za sobą już pewne kontakty i współpracę z Jerzym Giedroyciem (legendarnym Naczelnym Kultury paryskiej), Tygodniem Polskim i Dziennikiem Żołnierza z Londynu (czołowe pisma polskiej emigracji wojennej i struktur Państwa Polskiego na Obczyźnie) oraz Instytutem Józefa Piłsudskiego w Londynie – szukałem zaraz kontaktów z polską prasą polonijną w Kanadzie.

Główne tytułu ukazywały się wówczas w Toronto i Winnipegu. Toronto to był „Związkowiec” i „Głos Polski”, a w Winnipegu „Czas” – najstarsze polskie pismo polonijne. „Związkowiec” reprezentował (organ Związku Narodowego Polskiego) linię ideową Stronnictwa Narodowego i w krytyce reżymowej był bardzo ostrożny. Zresztą sam ówczesny Kongres, mimo, że oficjalnie nie pro-reżymowy, w czambuł komuchów nie potępiał (nie zapominajmy, że ówczesny prezes, Jan Kaszuba miał dość ciepłe stosunki z Gierkiem). Narodowcy zresztą umieli się często w zaskakujący sposób porozumiewać z komunistami.  A ich skrajne odłamy to wszak faszystowska Falanga i pro-reżymowy Pax Piaseckiego,  prawie przez cały okres PRL. Najbardziej nieprzejednaną politykę anty komunistyczną  i pro-londyńską (w rozumieniu ‘Polskiego Londynu’ legalistycznego, a te terminy wówczas miały jeszcze znaczenie) reprezentował winipeski „Czas” redaktora Mroczkowskiego.  I z tego względu, bardzo będąc zbliżony ideowo do koncepcji legalizmu Polskiego Państwa na Obczyźnie, z tymże „Czasem” podjąłem najbliższą współpracę drukując w zasadzie regularnie co tydzień teksty polityczne i nieco później prowadząc stałą rubrykę „Pogwarki” o charakterze reportażu literackiego. Nieco później, po objęciu redakcji „Głosu Polskiego” w Toronto przez byłego internowanego działacza „Solidarności” i poety Edka Zymana, skupiłem się bardziej na stałej współpracy z „Głosem”. Ale szereg ważnych tekstów publikowałem też w „Związkowcu” i z jego naczelnym, Jackiem Borzęckim miałem bardzo poprawną współpracę. W różnych mniejszych ośrodkach ukazywały się liczne Biuletyny polonijne o bardzo różnym poziomie, częstotliwości i objętości.  Sam jeden z takich najstarszych Biuletynów prowadziłem przez blisko 4 lata (ukazywał się raz w miesiącu w objętości ok. 30-40 stron, z czego więcej niż połowa to były strony różnych organizacji polonijnych i parafii katolickiej – Biuletyny takie w tamtych czasach pisało się na maszynie, niekiedy nawet bez polskiej czcionki, więc ogonki trzeba było nocami do liter dopisywać tuszem, potem strony się wypalało  i drukowało na maszynie drukarskiej i następnie zbijało  wielkim zszywaczem – na samym początku lat 80. technologie te były bardzo zbliżone do technologii z lat 30 i niezbyt różniły sie od technik drukarskich naszych dziadków i babć; potem zmiany posypały się błyskawicznie, jak lawina. Ale te trzy wymienione wyżej tygodniki to była podstawa –  dość solidna – polskiego słowa drukowanego w Kanadzie.  I muszę przyznać, że były prowadzone profesjonalnie, uczciwie i mimo swoich linii ideowych – oferowały swe łamy dla pisarzy, publicystów, felietonistów o bardzo szerokiej gamie ideowo-politycznej. Były prasą autentycznie wolną.  Co było wielką zasługą ich redaktorów naczelnych, którym udało się uzyskać wysoki stopień niezależności i wolności redakcyjnej od dyrekcji prasowych (każde z wymienionych tytułów było własnością innych organizacji polonijnych).

Pamiętam nie jedną, trwająca czasami ponad miesiąc (to były tygodniki) ostra polemikę z innymi autorami (ja miewałem ostre z profesorem Matejką z Uniwersytetu Alberty, który na łamach „Związkowca” reprezentował często rusofilskie i panslawistyczne stanowisko) – nigdy nie przeniosły się one na obszar personalny. Szanowaliśmy się wzajemnie i sprzeczaliśmy o idee, nigdy o osobowość. Ciągle obowiązywała staroświecka zasada grzeczności i tzw. dobrego wychowania.

Z nieżyjącym już profesorem Uniwersytetu w Lethbridge, Adelem-Człowiekowskim prowadziliśmy wręcz zażarte bitwy ideologiczne – on był bardzo silnie zanurzony w idei Narodowców, ja byłem zaciętym ‘piłsudczykiem’, gorącym zwolennikiem idei federacyjnej i po trosze staroświeckim socjalistą mającym wiele sentymentu dla PPS. Mimo to – do końca pozostaliśmy serdecznymi przyjaciółmi. Wiele z tych znajomości zadzierzgnęliśmy, kiedy zorganizowałem mini zjazd polskich intelektualistów w Zachodniej Kanadzie: profesorów, akademików, poetów, publicystów. A byłem wówczas w Kanadzie dopiero jakieś pięć lat. Niektórzy z nich byli już ponad 30 i dziękując za te spotkanie podkreślali z radością, że to pierwsze tego typu odkąd byli w Kanadzie! Znali się w większości, spotykali z okazji jakiś kanadyjskich sympozjów lub sesji naukowych – ale nigdy w tym pełnym gronie i pod tym sztandarem „polskich”.  Ja, najmłodszy – wyznaczyłem każdemu temat referatu do przygotowania. Nie tylko się nie urazili, a przeciwnie, z chęcią się z zadania wywiązali. Sam mówiłem o polskiej literaturze kresowej. Mimo, że czasy były trudne – wspominam je z satysfakcją. I tych ludzi i te przedsięwzięcia.  Dzieliły nas pokolenia i zupełnie odmienne doświadczenia życiowe: od absolwentów jeszcze przedwojennych polskich uczelni, po tych, którzy ukończyli studia i szkoły już w Polsce Ludowej, tych którzy wyjechali w latach 60. i tych najmłodszych stażem emigracyjnym i na ogół wiekiem z mojej fali solidarnościowej. Powoli zawiązywaliśmy silne więzi ze starą emigracja polonijną, tą jeszcze z lat nawet sprzed I wojny.

Coś zaczęło się jednak w Polonii psuć najwyraźniej w okolicach przełomu lat 80 i 90. Następowała wyraźna polaryzacja poglądów i samych zachowań.  Być może to właśnie moja i nieco późniejsza masowa fala emigracyjna z Polski, wniosła zbyt chyba wiele nawyków PRL. Nie ideologii – nie. To była fala najbardziej (od czasów emigracji żołnierskiej z końca lat 40) antykomunistyczna. Ale fala ludzi, których dotychczasowe życie spędzone tylko i wyłącznie w najróżniejszych środowiskach PRL zmieniło nieco. Ich świat był światem ostrych różnic: ‘my – oni’, ‘ja – ty’.  Polaryzacji. Usztywnienia. Braku tolerancji. To była powoli wsiąkająca w nas trucizna systemu. I trucizna ksenofobii.  W połączeniu z dość bezwzględnym wyścigiem materialnym panującym w Ameryce Północnej, dało to często niemiłą mieszankę.  Te przemiany następowały też w okresie olbrzymich zmian w Polsce – ta oczekiwana suwerenność wracała. I nagle wszyscy poczuli, że mają prawo w końcu być wolnymi Polakami . I przez głowę wielu z nas nawet nie przeszła myśl, że nie ma jednego typu Polaka!  Więc ci, których było najwięcej byli świecie przekonani, że Polska i Polak muszą być tacy tylko, jak oni. A każdy inny – to przeciwnik.  Ktoś, kto tą ‘ich’ wolną Polskę chce im znowu zabrać. Oczywiście ten „inny’ myślał często identycznie o nich! To już nie tylko pytania ‘która’ Polska ważniejsza, to pytanie zasadnicze:  która prawdziwsza, jedyna. Przegladający ówczesna prasę mógł odnieść wrażenie, że wszyscy Polacy w Kanadzie pochodzą z tej samej parafii i należą do tego samego kółka różańcowego. Raczej zbliżonego do ‘teologii’ faszyzujących księży narodowców niż teologi księży Twardowskiego czy Tischnera – ‘dobra zmiana’ zanim zdobyła władzę polityczna w państwie, otoczyła mackami Kościół polski.

Jednocześnie, w tym samym okresie, następowała rewolucja elektroniczno-internetowa. Rewolucja, która miała kolosalny wpływ na przekazywanie informacji, na media. I kompletne załamanie się mediów tradycyjnych, a więc prasy.  Poskutkowało to prawie całkowitym upadkiem dobrej prasy polonijnej. To, co pozostało lub powstało nowego w tej dziedzinie w Kanadzie – to były bezwartościowe śmiecie. Cienie tylko dobrej prasy profesjonalnej, jaka istniała wcześniej. Aby zdobyć zanikającego czytelnika, prasa polonijna przestała edukować, oświecać, budzić poważne dyskusje – zaczęła sprzedawać się, jak tania prostytutka, po najmniejszej cenie dla najpopularniejszego klienta. Pisano nie, co pisane być powinno, a co niewybredny czytelnik oczekiwał.  Publikowano i w prasie drukowanej i w formach elektronicznych każdy komentarz, im bardziej chamski, ordynarny, personalny – tym lepszy poklask i popularność.  Niektóre gazety lokalne przestały prawie w ogóle pisać cokolwiek lokalnego, istotnego ‘tu i teraz’, a po prostu wypełniali szpalty przedrukiem artykułów z  kraju lub innych pism i agencji.

Ten stan rzeczy uległ pewnej poprawie dziś ale nie do końca udało się wyeliminować wszystkie wady ostatniego 20-lecia.

Kompletną tragedią było zaangażowanie się KPK (Kongres Polonii Kanadyjskiej) w jedną tylko opcję polityczno-ideologiczną: konserwatywno-prawicową w Kanadzie. I popadnięcie w klerykalizm polityczny połączony z wąską formą ultra-patriotyzmu zamkniętego.  Poskutkowało to całkowitym oderwaniem się Polonii zorganizowanej od Kanadyjczyków polskiego pochodzenia, którym taka forma nie odpowiadała i nie jest wobec nich w jakikolwiek sposób reprezentatywna.

Wszystko to, mimo tych wad, jako-tako działało, gdy placówki dyplomatyczno-konsularne RP w Kanadzie reprezentowały politykę i koncepcję demokratyczne, wyważone, wypośrodkowane.  A ze strony władz federalnych Kanady był jednocześnie (podobnie, jak Kongres Polonii) ultra-prawicowy rząd Stephena Harpera (ich bliskość ideowa wyraziła się  np. głośną sprawą budowy pomnika ofiar komunizmu w Ottawie, która wywołała tyle krytyki i oburzenia Kanadyjczyków ale i wielu Polaków).  Funkcjonowało, bo z jednej strony Polacy w Kanadzie mogli liczyć na pewne wsparcie i poparcie polskich instytucji (ambasady, konsulatów, Instytutów Kultury) RP w Kanadzie na realizację projektów demokratycznych, obywatelskich, a z drugiej KPK miał silne poparcie władz Kanady. Rok 2015 ten balans powalił w gruzy. Wszystko przekręciło się ‘do góry nogami’. Rząd i władze Polski przeszły transformację kompletną, na pozycje klerykalno-populistyczną, dla których słowa „pluralizm”, „tolerancja” są synonimami słów  „wróg”, „przeciwnik”;  w Kanadzie zaś nastąpiła polityczna zmiana w przeciwnym kierunku: na liberalizm ideowy i polityczny, na społeczeństwo obywatelskie, wielokulturowe, na pluralizm.  Polonia tradycyjna, zorganizowana, straciła uprzywilejowane dojścia do rządu federalnego, ale i polscy Kanadyjczycy spoza tej Polonii stracili pewne oparcie (choćby tylko symboliczne) w placówkach zagranicznych RP.

Świetnym przykładem takiej sytuacji są grupy KODowskie w Kanadzie. Ten niezwykły i błyskawicznie się rozwijający ruch obywatelskiej opozycji demokratycznej – zyskał bardzo szybko zwolenników w Kanadzie. Ale … . No właśnie: ale. Pozbawieni kompletnie jakiegokolwiek wsparcia ze strony polskich jednostek konsularno-dyplomatycznych, będący poza grupami zorganizowanymi Polonii i oparty w większości na indywidualnych jednostkach a nie grupach – nie potrafią odruchów sprzeciwu wobec tego, co rząd polski robi przeobrazić w środowisko skupiające innych o podobnych przekonaniach. A środowiska zorganizowane zostały dość dobrze przez ostatnie dwadzieścia lat zindoktrynowane. Nie bez ‘czułej’ opieki kleru polonijnego.  Zwłaszcza kleru zakonnego (Oblaci i Chrystusowcy), który ze zrozumiałych względów wykazuje się dużo większym posłuszeństwem i karnością wobec hierarchii kościelnej w Polsce niż zwykli ‘cywilni’ księża diecezjalni.  Więc ‘kanadyjscy kodowiczanie’ czują się trochę sfrustrowani, że nie potrafią lepiej i więcej robić. I w większej grupie. To naturalny odruch każdej nowej grupy, organizacji. Że nie od razu wszystko wychodzi.  Że pojawiają się piętrzące się problemy.  Podczas, gdy winni być dumni, że potrafili w tak krótkim czasie w ogóle się zorganizować. Zaistnieć, jako coś zupełnie innego i odmiennego, w środowisku. W środowisku niekoniecznie sympatycznym wobec nich (mówię naturalnie o środowisku polsko-kanadyjskim). W dodatku wymogi ruchu Komitetu Obrony Demokracji są kompletnie inne od wszystkiego, co do tej pory  w ‘polskiej’ Kanadzie mogli poznać; ten ruch wymaga działalności demokratycznej i na rzecz współczesnej demokracji.  Na przykład zgadzać się na to, że mamy inne poglądy. I że to nawet nie tolerancja, a po prostu zwykła rzeczywistość. Że nie wymaga żadnego wysiłku ani wyrzeczenia się czegokolwiek.   Gdy ktoś ci się zwierza: ‘nie znoszę mleka’ są dwie alternatywne reakcje:  a) ‘ to strasznie smutne, bo mleko przecież takie zdrowe! mam nadzieję, że przynajmniej inne produkty nabiałowe spożywasz’ (typowa i negatywna) i b) ‘a ja bardzo lubię. Ale dziękuje, że mi powiedziałeś, to będę uważać aby cię nie stawiać w kłopotliwej sytuacji i nie oferować szklanki mleka’  (zdrowa i demokratyczna). Zaczynam odnosić wrażenie, że dzięki skrajnej postawie obecnej większości parlamentarnej w Polsce – docenimy to, na co do tej pory uwagi nie zwracaliśmy. Paradoksalnie – poprzez coraz węższe obszary wolności, szacunku i początkowy, przerażająco głęboki rów dzielący Polaków – zacznie nam brakować siebie. Naszego dobrego sąsiedztwa, naszej fajnej ‘inności’ lub wręcz ‘egzotyki’.

Przed wyjazdem z Vancouveru, Krzysztof Olendzki (do niedawna Konsul Generalny RP) wygłosił oryginalną prelekcję na temat organizacji społecznych i roli pieniądza w NGO. Dziwną, bo sugerował, że działalność społeczna bądź łączenie się w grupy to cecha ściśle chrześcijańska. Naturalnie, że masa jest i była grup , które robiły to na bazie wiary chrześcijańskiej. Ale sugerowanie, że to jedyna lub nawet główna forma organizowania się (wiara) jest absurdem pozbawionym jakiegokolwiek oparcia w wiedzy historycznej. Ale to mnie nie zdziwiło Było strasznym zawężeniem, ale nie było fałszem. Co mnie najbardziej zaskoczyło, to jego apel  do zebranych na prelekcji, wygłoszonej na uniwersytecie, przedstawicieli grup liderskich Polonii. Apel by łączyli się z tymi, których znają, którzy mają podobne do nas poglądy, podobne upodobania. Bo wtedy ta działalność będzie pozytywna i bezkonfliktowa.  Wydało mi się to szalenie płytkie i zbyt łatwe rozwiązanie. Dobre dla kółka wzajemnej adoracji, nie zdrowej organizacji demokratycznej. Dopiero po chwili zrozumiałem, że było to grzeczne ostrzeżenie liderów polonijnych by nie dopuszczali w swoje szeregi Polaków inaczej myślących. Niezależnych. Że nie chodziło o rozwój Polonii kanadyjskiej a zatrzymanie jej w czasie, obarykadowanie. I to była bardzo zła rada. Teraz pan Olendzki będzie przewodniczył nowemu mega-instytutowi, który otrzyma wielkie fundusze i pieczę nad kontaktami kulturalno-historycznymi z Polonią.  A naszym – demokratów – zadaniem jest zaprzeczenie wizji pana Olendzkiego. Jest budowanie mostów a nie barykad.  Otwieraniem drzwi i furtek, a nie otaczanie domów zasiekami z drutu kolczastego.  Nigdy nie byliśmy wszyscy tacy sami. Dlaczegóż teraz mielibyśmy udawać, że jesteśmy? Jakiż to wróg śmiertelny stoi u naszych bram, byśmy musieli zrezygnować z naszych indywidualności, z naszych pięknych różnic?  To one tworzą koloryt Polski i Polaków. Na samym końcu prawdą niepodważalną jest to, że państwo i władza są wtedy tylko reprezentatywne i na tyle tylko na ile bronią wolności osobistej swoich obywateli. Bo na co dzień nie prowadzi się wojny i nie robi pospolitego ruszenia. Na co dzień ma panować pokój i spokój.  I uśmiechnięci obywatele spacerujący w drodze do swoich kościołów, zborów, domów modlitewnych, świątyń, meczetów, soborów, synagog lub też po prostu do parku, kina, kawiarni, pubu.  Każdy, gdzie chce indywidualnie. I zjednoczony jedną tylko myślą i celem zasadniczym – byśmy wszyscy mogli to robić i szanowali siebie nawzajem.  Cała wielka teoria polityczna. Prosta i jasna. Nie zajmujmy się sumieniami i losem pozagrobowym innych. Zajmujmy się swoim sumieniem.  A nagle okaże się, że ten ‘inny’ to zwykły, sympatyczny współobywatel. Sąsiad. Znajomy. Fajny facet lub facetka, z którymi się fajnie rozmawia. I ciekawie, bo mówią rzeczy , które mało nam są znane – a przez to właśnie ciekawe. Więc zakładajmy organizacje właśnie z ludźmi bardzo różnymi. Nie będzie wówczas wiało nudą na tych zebraniach, spotkaniach.  Bo, jak jest nudno i sztywno to wiadomo – z nudów zaczynamy się kłócić …

Dużo osób nie lubiło Platformy Obywatelskiej i rządów PO.  PO przegrała, ale Polska pozostała. Dużo osób w Kanadzie nie lubiło konserwatystów i rządów Harpera –  przegrali, ale Kanada pozostała. Wielu z nas nie może patrzeć i słuchać, co robią obecne władze PiS w kraju. OK, tylko, że oni też miną – a Polska pozostanie. I pozostaną Polacy, którzy są za i przeciw. Będziemy musieli razem żyć. Więc tych murów miedzy sobą nie budujmy za wysokich, bo i tak trzeba będzie je potem burzyć. I pogódźmy się w końcu z faktem, z rzeczywistością a nie mitem: nie jesteśmy narodem i państwem jednomundurowym, nie należymy do cywilizacji bizantyjskiej z bogiem-carem-patriarchą na czele.

Polskę budowało i za Polskę ginęło wiele grup etnicznych, przedstawiciele wielu wyznań i religii i niewierzący też.  To jest też ich kraj. Nie należy w całości do jednej, choćby najliczniejszej, grupy. Należy do wszystkich.

I – poza wspieraniem głównych działań Komitetu Obrony Demokracji w kraju – niech nie zapominaja o tej przyszłości KODerzy kanadyjscy. Nie chodzi o to, byśmy wrócili do starych nawyków, które zaowocowały taką  skostniałą, sztywną i nietolerancyjna Polonią, jaka wysłoniła się w ostatnim 20-leciu i starali się tą ‘wojenkę’ ideową wygrać z okrzykiem: ‘teraz my wam pokażemy!  Polskość to my a nie wy’. Nie, chodzi o coś dokładnie odwrotnego. Polskośc to nie ‘my’ ani ‘oni’. Polskość, a sciśle mówiąc: demokratyczna polskość, to i ‘oni’ i ‘my’.  Oparta na wzajemnym szacunku i uznaniu ‘ich’ i ‘nas’. Na uznaniu, że jest tej ‘polskości’ wiele. I każda ma prawo bycia. Ten konflikt, który obecnie roznieciły i wyolbrzymiły rządy PiS, jest de facto olrzymią szansą na odbudowę zdrowych relacji i pogodzenie się z rzeczywistością. A nie gnuśnięciu w mitach.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Profesor Andrzej Rzepliński – przykład godnego sprawowania Wysokiego Urzędu państwa

Prezez Trybunału Konstytucyjnego w Polsce, najwyższego i ostatecznego organu sądowego w orzekaniu zgodności praw i ustaw z Konstytucją RP,  jest jedną z czołowych, jeśli nie najważniejszą postacią dramatycznego kryzysu politycznego, jaki dzieli dziś Polskę i zatacza bardzo poważne i szerokie kręgi międzynarodowe. Andrzej Rzepliński jest być może osatnim strażnikiem praworządności w Polsce. Jego działalność i niewzruszona postawa jest przedmiotem olbrzymiego nacisku, szantażu i wręcz gróźb ze strony organów władzy politycznej w Polsce, ze szczególnym naciskiem ze strony ministra sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego, pana Ziobro. Ten człowiek jest bodaj ostatnim Wysokim Urzędnikiem w Polsce, który swój Urząd sprawuje zgodnie z Konstytucją i dobrem kraju, a nie zgodnie z dobrem i interesami politycznymi jakiejkolwiek partii. Stąd, z inicjatywy Grupy KOD w Vancouverze i w oparciu o ogółnokanadyjską KOD_Canada, organizowany jest Dzień Podziekowania dla Profesora Andrzeja Rzeplińskiego. Ta inicjatywa spotkała się z szerokim poparciem tak w Kraju, jak i wielu innych miejscach poza granicami Polski.

Organizatorzy tej akcji zwracają się do wszystkich Polaków, bez względu na dzielące nas różnice, aby 6 czerwca skopiowali te zdjęcie-plakat i opublikowali je na swoich stronach internetowych: Facebook, blogów i innych social mediach.

RZEPLINSKI2

Grafiki ruchu demokratycznego w Polsce

Komitet Obrony Demokracji w Polsce, jak i różne grupy i organizacje popierające ten Ruch, jakie powstały prawie na całym świecie (to bez wątpienia od czasów oryginalnej NSZZ Solidarność z lat 80 ub. wieku najpopularniejszy polski ruch demokratyzacji kraju) zyskały dużą popularność wśród wielu ludzi sztuki. Tak, jak wówczas, w dobie walki z komuną, tak i teraz artyści polscy stają w pierwszym szeregu i oddają swoje umiejętności na rzecz walki o demokrację polską. Szczególnym elementem tego są ciekawe grafiki. Z biegiem lat, szereg z nich będzie kiedyś obiektem wysta muzealnych i cenionych kolekcji, jako świadek epoki. Z wielu stron internetowych zebralismy maleńki wycinek tych afiszy, plakatów, czy po prostu ikonografii demokratycznej.

 

RZEPLINSKI3

Dlaczego dzień specjalny za ‘uczciwe i godne’ wykonywanie swojej funkcji? Bo to dzis rzadkośc niespotykana na najwyższych urzędach państwa. Niestety.

Odznaczenia i ordery przyznane profesorowi Rzeplińskiemu przez Polske, Litwę i Papieża Franciszka I: