> > Pogwarki < <

by Bogumił Pacak-Gamalski

List ‘Szarego Człowieka’ do nas

Nie zamieszczam jakiegokolwiek komentarza. List pozostawiony przez Polaka, który podjął się tragicznego aktu samospalenia na Placu Defilad w Warszawie, zgodnie z życzeniem autora, publikuję dla wiadomości Czytelników.

“Protestów pod adresem obecnych władz mógłbym sformułować dużo więcej, ale skoncentrowałem się na tych. które są najbardziej istotne, godzące w istnienie i funkcjonowanie całego państwa i społeczeństwa.

Nie kieruję żadnych wezwań pod adresom obecnych władz, gdyż uważam, że nic by to nie dało. Wiele osób mądrzejszych i bardziej znanych ode mnie, podobnie jak wiele instytucji polskich i europejskich wzywało już tę władzę do różnych działań i niezmiennie te apele były ignorowano, a wzywający obrzucani błotom. Najpewniej i ja za to, co zrobiłem też takim błotem zostanę obrzucony. Ale przynajmniej bodę w dobrym towarzystwie.

Natomiast chciałbym, żeby Prezes PiS oraz cała PiS-owska nomenklatura przyjęła do wiadomości, że moja śmierć bezpośrednio ich obciąża i że mają moją krew na swoich rękach.

Wezwanie swoje kieruję do wszystkich Polek i Polaków, tych którzy decydują o tym kto rządzi w Polsce, aby przeciwstawili się temu co robi obecna władza i przeciwko czemu ja protestuję. I nie dajcie się zwieść temu, że co jakiś czas działalność władz uspokaja się i daje pozór normalności (jak choćby ostatnio) – za kilka dni czy tygodni znowu będą kontynuować ofensywę, znowu będą łamać prawo. I nigdy nie cofną się i nie oddadzą tego co już raz zdobyli.

Wprawdzie to już dość wyświechtane powiedzenie, ale bardzo tutaj pasuje: Jeśli nie my to kto? Kto jak nie my, obywatele ma zrobić porządek w naszym kraju?

Jeśli nie teraz to kiedy? Każda chwila zwłoki powoduje, że sytuacja w kraju staje się coraz trudniejsza i coraz trudniej będzie wszystko naprawić.

Przede wszystkim wzywam aby przebudzili się ci, którzy popierają PiS – nawet jeśli podobają się wam postulaty PiS-u to weźcie pod uwagę, że nie każdy sposób ich realizacji jest dopuszczalny. Realizujcie swoje pomysły w ramach demokratycznego państwa prawa, a nie w taki sposób jak obecnie.

Tych, którzy nie popierają PiS-u, bo polityka jest im obojętna albo mają inne preferencje wzywam do działania – nie wystarczy czekać na to co czas przyniesie, nie wystarczy wyrażać niezadowolenia w gronie znajomych, trzeba działać. A form i możliwości jest naprawdę dużo.

Proszę was jednak, pamiętajcie, że wyborcy PiS to nasze matki, bracia, sąsiedzi, przyjaciele i koledzy. Nie chodzi o to, żeby toczyć z nimi wojnę (tego właśnie by chciał PiS) ani „nawrócić ich” (bo to naiwne) ale o to aby swoje poglądy realizowali zgodnie z prawem i zasadami demokracji. Być maże wystarczy zmiana kierownictwa partii.

Ja, zwykły, szary człowiek, taki jak wy, wzywam was wszystkich – nie czekajcie dłużej! Trzeba zmienić tę władzę jak najszybciej zanim doszczętnie zniszczy nasz kraj, zanim całkowicie pozbawi nas wolności. A ja wolność kocham ponad wszystko. Dlatego postanowiłem dokonać samospalenia i mam nadzieję, że moja śmierć wstrząśnie sumieniami wielu osób, że społeczeństwo się obudzi i że nie będziecie czekać aż wszystko zrobią za was politycy – bo nie zrobią!

Obudźcie się! Jeszcze nie jest za późno!

  1. Protestuję przeciwko ograniczaniu przez władze wolności obywatelskich.
  2. Protestuję przeciwko łamaniu przez rządzących zasad demokracji, w szczególności

przeciwko zniszczeniu (w praktyce) Trybunału Konstytucyjnego i niszczeniu systemu niezależnych sądów.

  1. Protestuję przeciwko łamaniu przez władzę prawa, w szczególności Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Protestuję przeciwko temu, aby ci, którzy są za to odpowiedzialni (m.in. Prezydent) podejmowali jakiekolwiek działania w kierunku zmian w obecnej konstytucji – najpierw niech przestrzegają tej, która obecnie obowiązuje.
  2. Protestuję przeciwko takiemu sprawowaniu władzy, że osoby na najwyższych stanowiskach w państwie realizują polecenia wydawane przez bliżej nieokreślone centrum decyzyjne związane z Prezesem PiS, nieponoszące za swoje decyzje odpowiedzialności. Protestuję przeciwko takiej pracy w Sejmie, kiedy ustawy tworzone są w pośpiechu, bez dyskusji i odpowiednich konsultacji, często po nocach, a potem muszą być prawie od razu poprawiane.
  3. Protestuję przeciwko marginalizowaniu roli Polski na arenie międzynarodowej i ośmieszaniu naszego kraju.
  4. Protestuję przeciwko niszczeniu przyrody szczególnie przez tych, którzy mają ją chronić (wycinka Puszczy Białowieskiej i innych obszarów cennych przyrodniczo, forowanie lobby łowieckiego, promowanie energetyki opartej na węglu).
  5. Protestuję przeciwko dzieleniu społeczeństwa, umacnianiu i pogłębianiu tych podziałów. W szczególności protestuję przeciwko budowaniu „religii smoleńskiej” i na tym tle dzieleniu ludzi. Protestuję przeciwko seansom nienawiści, jakimi stały się „miesięcznice smoleńskie”: przeciwko językowi nienawiści i ksenofobii wprowadzanemu przez władze do debaty publicznej.
  6. Protestuję przeciwko obsadzaniu wszystkich możliwych do obsadzenia stanowisk swoimi ludźmi, którzy w większości nie mają odpowiednich kwalifikacji.
  7. Protestuję przeciwko pomniejszaniu dokonań, obrzucaniu błotem i niszczeniu autorytetów takich jak np. Lech Wałęsa, czy byli prezesi TK.
  8. Protestuję przeciwko nadmiernej centralizacji państwa i zmianom prawa dotyczącego samorządów i organizacji pozarządowych zgodnie z doraźnymi potrzebami politycznymi rządzącej partii.
  9. Protestuję przeciwko wrogiemu stosunkowi władzy do imigrantów oraz przeciw dyskryminacji różnych grup mniejszościowych: kobiet, osób homoseksualnych (i LGBT), muzułmanów i innych.
  10. Protestuję przeciwko całkowitemu ubezwłasnowolnieniu telewizji publicznej i niemal całego radia i zrobieniu z nich tub propagandowych władzy. Szczególnie boli mnie niszczenie (na szczęście jeszcze nie całkowite) Trójki – radia, którego słucham od czasów młodości.
  1. Protestuję przeciwko wykorzystywaniu służb specjalnych, policji i prokuratury do realizacji swoich własnych (partyjnych bądź prywatnych) celów.
  1. Protestuję przeciwko nieprzemyślanej, nieskonsultowanej i nieprzygotowanej reformie.
  2. Protestuję przeciwko ignorowaniu ogromnych potrzeb służby zdrowia”.

Apel polskich grup z Zagranicy do Polek i Polaków

z22538496IH,Zebrali-sie-pod-Palacem

KOD-Polonia i Grupy Demokratyczne Polonii z całego świata

·FRIDAY, 20 OCTOBER 2017
Środowiska, organizacje i liderzy grup pro-demokratycznych Polonii w Ameryce Północnej i Europie, z inicjatywy KOD_Kanada, przytłoczeni wielkim smutkiem wiadomości o tragicznym proteście Polaka, który dokonał samospalenia na Placu Defilad w Warszawie, 19 października 2017 kierują ten Apel do Polek i Polaków, rządzących i rządzonych.
Zgodnie z zostawionym przez tego Polaka listem, był to tragiczny akt protestu wobec poczynań władz PiS łamiących w jego przekonaniu Konstytucję RP, prawa krajowe i międzynarodowe obowiązujące Polskę. Jest on też smutnym apelem do wszystkich Polek i Polaków o podanie sobie dłoni, o zgodę narodową i szacunek wobec przekonań osób o innych poglądach. Ten apel jest więc do nas, nie do władzy.
Jesteśmy tym samotnym aktem do głębi wstrząśnięci. Apelujemy by nigdy nie musiał się powtórzyć w Polsce. Życie ludzkie jest wartością przerastającą polityczne różnice, ideologie i spory.
Do każdego człowieka, który może czuć się zdesperowany, osamotniony, przygnieciony ciężarem sporów politycznych i podziałów społecznych – wyciągamy przyjacielską dłoń z prośbą: przyjmij tą dłoń, porozmawiajmy. Nie jesteś sam. Wesprzemy Cię. Twoje życie jest ważne—jest najważniejsze. Dla Twoich bliskich, dla kraju.
Apelujemy jednocześnie do obu stron konfliktu ściśle politycznego: do partii rządzącej z koalicjantami i partii opozycyjnych w polskim Parlamencie; do polskich grup społecznych w Kraju i poza jego granicami:
domagamy się rozpoczęcia bezzwłocznie autentycznego dialogu społecznego i politycznego nad stanem Kraju. Polska to nie kawałek sukna wyrywany przez wszystkich dla siebie. Polska nie należy tylko do jednej, obojętnie jak licznej lub jak zamożnej czy silnej, grupy. Należy do wszystkich Polek i Polaków. Jest faktem niemożliwym do ukrycia, że jesteśmy skłóceni i podzieleni, jak nigdy dotąd w naszej ponad 25-letniej historii III Republiki. I że przekroczyło to już dawno ramy zwykłej i naturalnej różnicy opcji politycznych. Polska nie jest i być nie może zakładnikiem czyichkolwiek ambicji, politycznego rewanżu. Nie jest nagrodą w zawodach politycznych określanych powszechnymi wyborami. Nie stać nas, jako państwo i jako społeczeństwo, na zwycięzców i na przegranych. Rozpocznijcie te rozmowy natychmiast i bez wstępnych warunków .
Aby nigdy już w wolnej Polsce jakikolwiek Obywatel czy Obywatelka (dobro najwyższe każdego państwa) nie czuł się tak poniżony, tak odosobniony, tak bez cienia nadziei, by wybrał tak tragiczny akt protestu, jako jedyną możliwość apelu do naszych sumień. Tego wymaga dobro Kraju od każdego z nas.
Poniżej nazwiska działaczy i osób oraz nazwy Organizacji, które zdążyły przed publikacją ten Apel podpisać
KOD_Polonia_Kanada: Bogumił Pacak-Gamalski, Anna Bocheńska, Marek Tucholski; KOD_Norwegia: Igor Devold; KOD_Niemcy: Monika Saczyńska, Anna Krenz i Ula Ptak, Andreas Visser,  Ryszard Boba, Anna Maria Patanè, Elżbieta Jagiełło, Małgorzata, Krzysztof Skuła, Danuta Hossain i Andrzej Klukowski; Zbigniew Świrski z  KOD_UK; DOK-Democracy Is OK (międzynarodowa grupa pro-demokratyczna), Natasza Quelvennec; grupa Femini Berlin Polska; grupa “Manifest Wolnej Polski”, Niemcy; Berliński Kongres Kobiet; grupa “Dziewuchy Dziewuchom” z Francji; “Dziewuchy Dziewuchom” z Wlk. Brytanii; Paweł Tomasz Długosz, Dobiesław Pałeczka z KOD_USA i KOD_US West; grupa ‘Nous d’abord” z Francji; “Farsa” z Wlk. Brytanii; Jacek Duda z KOD-Nowy Jork; KOD_USA_Zachód; KOD_UK; Teresa Grabiec-Silverstein (Kalifornia), B.J. Biernatowski (Washington), Sylwester Kor (Maryland) i Robert Kowalski z KOD_USA_Zachód: Katharina Noga z KOD_Niemcy; Grażyna Kwadrans z KOD_Kanada-Toronto; Tamara Szymańska-Golik, Jacek Surma, Agnieszka Bylicki z KOD_Kanada-Vancouver; Kazimierz Klimek z KOD_Canada-Calgary; KOD_Niemcy; L’Association Défense de la Démocratie en Pologne (ADDP), Francja; Bo Kopcewicz z KOD-Ottawa; KOD_UK – Joanna Gos, Magdalena Szabert, Małgorzata Hallewell, Antoni Otffinowski, Mariusz Gąsior; Izabela J. Bary z College of Staten Island, New York, USA; KOD_USA_West; Andrzej Turski (Washington, USA); Maria Kowalewska z KOD_Canada-Montreal: Wawrzyniec Kuczyński z KOD_Canada-Vancouver;

Opcje władzy i opozycji i ich efektywność

by Bogumil Pacak-Gamalski

Jakiś czas temu, gdzieś około dwóch lat temu, społeczności dziś określane jako środowiska opozycyjne: stara polska inteligencja (nie cała, ale wystarczająco duża w swej uśpionej masie) i tzw. elity (nikt tak do końca nie potrafił mi tego pojęcia wytłumaczyć, bo wszak elitą władzy jest dziś PiS, co jest logiczne i jasne) bawiły się ślinotokiem i parą odwetu płynąca z uszu i nozdrzy nowej władzy Prezesa Wielkiego Choć Niskiego. Wszędzie przypominano niezapomniany przebój Wiesia Gołasa “W Polskę idziemy drodzy rodacy, w Polskę idziemy …” (co było jednocześnie ironizowaniem narodowo-katolicko-patriotycznego nurtu kaczystów). I to był błąd. Może było to słuszne odzwierciedlenie dużej masy elektoratu pisowskiego – ale nie głównych liderów tego ruchu (PiS w istocie nie jest partią polityczną a ruchem społeczno-ideologicznym, ale bez jasno określonej wizji – partia to tylko ich ramię polityczne). Kaczyński nie jest wystraszonym, nie rozumiejącym nowoczesnego świata starym kawalerem z Żoliborza, zgryźliwym dziadkiem do orzechów.  Albo inaczej – może i nie rozumie, jest starym kawalerem (cokolwiek to dziś oznacza) ale to wytrawny i sprytny gracz polityczny. Partię swoją ustawiał zawsze dość hierarchicznie: on u szczytu, poniżej tylko porucznicy. Pewnym wyjątkiem wydaje się być Antoni Macierewicz, ma jakby dużo wyższy stopień. Stad może dlatego u władzy nad armią … Jest zupełnie możliwe, że Macierewicz wie o Kaczyńskim wiele więcej niż pozostali – ostatecznie zawiadywał i rozgryzał polskie służby wywiadowcze już u zarania III Rzeczypospolitej i miał dostęp i do danych i archiwum dla większości (nawet wysoko postawionych polityków) niedostępnych. Być może jest to sytuacja pata politycznego: chwycił Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma… Być może jest to po prostu zwykła, typowa z czasów manipulacji KGB, sieć seksualno-erotyczna: faceta (najczęściej) lub facetkę wikła się w dwuznaczne sytuacje erotyczne, najlepiej homoseksualne i ma się takiego palanta w łapie na całe życie. Może taką sieć zastawili kiedyś na Trumpa towarzysze generalissimusa Putina? Może. Może coś takiego zrobił (lub wykrył) Macierewicz u Kaczyńskiego? Byłby się zdziwił szalenie, gdyby tą kartę odkrył i większość młodych Polaków wzruszyłaby ramionami…  Ale dla nich to nieistotne, co myślą młodzi (chyba, że z kręgów narodowościowo-faszystowskich) – tego raczej na pewno ani Kaczyński ani Macierewicz pojąc nie są w stanie. Współczesność obeszła ich obok. Nie rozumieją jej i jest im przez to wroga. Teraz więc tu i ówdzie ujawniają się szemrania, podchwytywane chętnie przez prasę, o jakiejś homoseksualnej przeszłości Prezesa. Nieszczęśliwej ponoć. Tu i ówdzie określa się go, jako geja. Co jest zupełnym absurdem. Jakkolwiek każdy gej jest homoseksualny, to niestety, zdarzają się przypadki osób homoseksualnych, które gejami nijak nie są. Nie jest gejem na pewno pan Jarosław z Żoliborza. Może być typowym przykładem medycznego określenia homofoba – kiedy jest to istotnie fobia psychiatryczna, tj. nieracjonalny lęk przed i nienawiść do osób homoseksualnych. Występuje rzadko i prawie w 100% u ukrywających się homoseksualistów. Opozycja i przeciwnicy PiS usiłowali to rozegrać na stronach wirtualnych i drukowanych różnych tabloidów i na stronach społeczności internetowej (Facebook itp.).  I też nie wyszło za bardzo. Znowu ta współczesność stanęła okoniem. Może większość starszych polityków i politykierów straciła w Polsce (nie tylko) kontakt z tą współczesnością? Straszak geja-polityka przestał działać. Ludzie z tego wyrośli. Mało tego – w wielu miejscach opozycyjnych wobec PiS znalazłem komentarze, że to nie fair argument i nic nie ma do rzeczy czy Kaczyński jest czy nie.

Skąd więc u mnie aż tyle miejsca temu poświęciłem?! By wykazać niemoc obecnej formalnej (parlamentarnej) opozycji w Polsce. Z bardzo nielicznymi wyjątkami. Zamarli w polityce sprzed 10-15 lat. A w międzyczasie dorosło i dojrzało kolejne pokolenie. Obce metodom takiej gry. Nie rozumiejące ‘liderów’, którzy nie potrafią do niczego wieść, prowadzić. Nie mają cienia charyzmy. Nie ma ich bezwzględnie jakikolwiek pierwszo-szeregowy polityk PiS – ale ma bezwzględność, zaciętość i nieustępliwość. A to w polityce też się liczy, zwłaszcza jeśli się jest u władzy. Zresztą zdecydowana większość chorążych PiSu to głównie karierowicze oczekujący (na ogół  dość skutecznie) na intratne interesy, posady, dorobienia się (a przy okazji dokopania swoim przeciwnikom, odegrania się).  Nie jest to kompania doborowa i gotowa ‘iść w ogień’ za przywódcę – ale zdyscyplinowana i nie zadająca pytań.

skrzyneczkaZ ideologów wymienić chyba tylko można samego Kaczyńskiego (nie jestem w stu procentach pewny, czy ideologia jego jest spójna i jedna), Macierewicza (zdecydowanie po stronie polskiego faszyzmu, już od bardzo, bardzo wielu lat, jeszcze z doby PRL i KOR tu niewiele zmienia), Dudę (ściśle pro Kościelna) i chyba Terleckiego. Inni, nawet jeśli mają jakąś ideologię polityczno-filozoficzną są z PiSem związani jedynie koniunkturalnie. Wierząc, że przy okazji im też coś kapnie. Jest to więc kompania dość osobliwa. Łączy ich niechęć do współczesnej, XXI wiecznej demokracji, do globalizmu ekonomicznego, który bezwarunkowo musi nieść globalizm kulturowy, niechęć do struktur poziomych w społeczeństwie a obstawanie przy hierarchicznych strukturach pionowych (stąd tendencja sprzyjania zasadzie wciągania się po drabinie stąpając na ręce tych poniżej). I zdecydowane rozumienie patriotyzmu, jako trybalizmu, plemienności. Przeciwieństwo obywatelskości. Aby taka ‘kompania’ mogła wygrać władzę w demokratycznych (sic!) wyborach musi oprzeć się na kampanii negatywnej. Idealnym tego przykładem i wzorem była kampania Trumpa w USA. Tani patriotyzm plemienny („America first”) i oskarżenie wszystkich z wewnątrz i zewnątrz o spisek przeciw takiej „Ameryce”. I polityka historyzmu ahistorycznego. Odwołania do ‘świetnej przeszłości’, zwłaszcza tej, której nikt z żyjących pamiętać już nie może. Próbowano, co prawda, użyć (w Polsce) też elementu bohaterskiej przeszłości nie aż tak odległej. Państwo Podziemne i AK. Po bardzo znamiennych porażkach (niestety, żyli jeszcze i ciągle nieliczni niestety żyją i teraz) – nagle Polskie Państwo z Rządem w Londynie i Armia Krajową jakby zniknęło z trybun propagandowych a wyłoniły się z grobów, nieliczne co prawda, szeregi cieni ‘żołnierzy wyklętych’. I kolejne narodowe widowiska i msze żałobne z okresu II wojny światowej i pierwszych lat po jej zakończeniu. Gdzie ni stąd ni zowąd wiodąca siłą zbrojnego ruchu oporu były nie tysiące żołnierzy AK i BCh ani regularni żołnierze Polskich Sil Zbrojnych – a kilkuset watażków, straceńców i zdaje się kilku zbrodniarzy wojennych. Czyli nawet w przypominaniu i gloryfikowaniu historii stosuje się tą konwencję negatywną, nie pozytywną. Konwencję ludzi i społeczeństw przegranych. Mesjanizm polski, encore! s’il vous plaît. Chrystus Królem Polski (mimo, że to bluźnierstwo teologiczne), różańcem otoczymy granice (w rocznicę zwycięstwa nad Turkami pod Lepanto, nie przez przypadek – ha ha ha – wiec o wyraźnym zabarwieniu anty-muzułmańskim. To święto Matki Boskiej Różańcowej było wprowadzone przez papieża właśnie, jako votum zwycięskiej bitwy z Imperium Osmańskim.) – a więc ponownie: zagrożenie, poświęcenie się. Niby wzniosłe cechy – ale negatywne, nie pozytywne. To nie jest memento vitae, to memento mori. Trudeau w Kanadzie zastosował dokładnie odwrotną taktykę w wyborach. Pozytywną na wskroś. Może aż nazbyt. Harper prowadził negatywną, a NDP ostrożną. Trudeau na starcie miał daleką, trzecią pozycję. Wygrał miażdżąco, pozostawiając innych w głębokim tyle. Uwierzyliśmy mu, że jesteśmy lepsi. Nie lepsi od innych. Lepsi od siebie. I mu uwierzyliśmy bez względu na fakt czy było to racjonalne i logiczne. Ale argumenty pozytywne ludziom dodają skrzydeł. Negatywne przypominają o naostrzeniu szabli, naładowaniu pistoletu.

Kaczyści (tak to możemy , jako pewien specyficzny ruch określić, ponieważ nie mając wspólnej i spójnej ideologii łączy ich głównie przywódca: Jarosław Kaczyński) , podobnie, jak Trump w USA, Erdogan w Turcji mają pewną wspólną cechę: nie zadawalają się zwycięstwem i nie uznają wspólnej pracy nad dobrem wszystkich po tym zwycięstwie. Wygrać to za mało. Po zwycięstwie trzeba ukarać pokonanych, trzeba im pokazać ‘ich miejsce’, zniszczyć wszystko prawie, co przed nimi ‘tamci’ dokonali. Nie szukać wspólnego mianownika a przeciwnie: od sumy odciąć, odjąć minusem tą część, która była im przeciwna. csm_rzeplinski_3875aa1ff3Nastały czasy, jak to określił wybitny konstytucjonalista europejski, prof. Andrzej Rzepliński, systemu posibilistycznego w Polsce. Posybilizm to taka potoczna od łacińskiego (possibilis) i angielskiego zwrotu ‘possible’. Czyli – możliwy, możliwe. Konstytucja może pewnych rzeczy w państwie zabraniać: ale w państwie realistycznym, racjonalnym. W państwie posibilistycznym – wszystko jest możliwe. Obecny Trybunał Konstytucyjny jest zorganizowany w sposób poza konstytucyjny. Formalnie nie można było tego tak zrobić. Ale zrobiono – i to bez ogłaszania, że Konstytucja jest nieważna. Następuje pewien dualizm lub wielowymiarowość rzeczywistości. Everything is possible. I znowu porównanie do ‘twitterowej dyplomacji’ prezydenta Trumpa: coś jest ujęte w prawo federalne, do pewnych rzeczy prezydent USA nie może wprowadzać zmian samodzielnie (dekretami). Ale konstytucja nie przewidziała, że kiedyś będzie Twitter! I stąd miast dyplomacji departamentu Stanu, miast konwencji międzynarodowych wynegocjowanych latami w pocie czoła – tweat tweat, tweat i wszystko jest do góry nogami. Atmosfera niepewności, niestałości. Też broń z arsenału polityki negatywnej.

Ale nie tylko Jarosława Kaczyńskiego można porównać do Donalda Trumpa (w narzędziach politycznych, nie w osobowościach! Trump to sybaryta, a Kaczyński raczej asceta,). Podobnego porównania można użyć wobec opozycji  tu i tam. Zawiodła. Jest bez wizji przeciwstawnej. I nie ma (oj, jak nie lubię tego określenia – ale jest w polityce czasem niezbędne) przywódcy, lidera.  Dawniej można by użyć jeszcze zwrotu ‘wodza’ ale dziś to raczej archaiczne i wręcz ośmieszające określenie. Chodzi o osobę, która pod pewnym ogólnym sztandarem pozytywnych odwołań i wizji potrafi skupić wokół siebie ludzi o odmiennych poglądach, zapatrywaniach, celach. Ale z jedną wspólna chęcią powrotu rzeczywistego czasu historycznego. Czasu dnia dzisiejszego. Chcących wysiąść z pociągu, który jedzie do tyłu. Polski wszystkich obywateli. Bez wyraźnych lub ustawowych praw nadzwyczajnych.  I trochę pozytywnie podniecającej. Ciekawszej. Weselszej. Nie nastawionej ustawicznie contra a raczej pro.  Zawiodła też trochęZakodowani_007 (bez niedoceniania olbrzymich zasług dla ratowania demokracji i porządku konstytucyjnego w Polsce) główna siła społecznej, spontanicznej opozycji: Komitet Obrony Demokracji. Być może tej masy nie można było utrzymać w ryzach pewnej dyscypliny i stałego zaangażowania. Nikt (poza politykami, oczywiście) nie chce być ‘zawodowym’ demonstrantem, manifestantem. Każdy chce po prostu normalnie żyć. No i konflikt personalny na szczeblach najwyższych KOD poważnie zranił ten ruch i wyrosłą z niego organizację. Bardzo sprytnie wykorzystany przez całkowicie zawłaszczony przez państwo aparat propagandowy. Wielkim zwycięstwem KOD było jednak pokazania Polakom, że protest jest możliwy. Czasem nawet skuteczny. Że Polska, mimo wszystkich ograniczeń, jest ciągle państwem o ustroju demokratycznym i jest członkiem Unii Europejskiej, która te podstawowe prawa gwarantuje i potrafi ich dociekać. Nie jestem pewny, czy bez KOD byłoby możliwe osiągnąć tak silne i masowe protesty ograniczania praw kobiet (tzw. Czarny Protest), czy nawet obecny, dramatyczny Protest Głodowy młodych medyków-rezydentów doszedłby do skutku, nie wspominając o walce w obronie niezależności polskich sądów – od Trybunału Konstytucyjnego poczynając – co było główna zasługą KOD w Polsce i na świecie.  I cała masa innych grup aktywnie dziś zaangażowana w walkę o prawa obywatelskie. To wszystko pośrednio a czasami bezpośrednio jest pokłosiem działalności KOD właśnie. Kolejnej legendy polskiego społecznikostwa.

Łatwo, przyznaje, jest ulec wizji negatywnej. Nie wymaga to specjalnej pracy i wysiłku. Ulec gorzkiej konstatacji, że jesteśmy społeczeństwem niskim, zapyziałym, zacofanym, sobkami i egoistami zapatrzonymi tylko we własny garnek (‘…niech na całym świecie wojna, byle polska wieś spokojna …”), nie wymaga to wysiłku intelektualnego. Ale gdyby to była prawda nie byłoby POW w latach przed i trakcie I wojny światowej, nie byłoby polskiej szkoły spółdzielczości  w Międzywojniu, nie byłoby Żegoty, nie byłoby KORu i „Solidarności” w 1980-1989, nie byłoby KOD też. Nie wymieniam ani AK ani ruchów partyzanckich i wojskowych – bo to walka o życie, o przetrwanie. Mówię o ruchach społecznych, których celem było dobro wszystkich a nie siebie i najbliższych. Nie trzeba może stale ‘niezłomnych’, wielkich, tragicznych, nawet ‘wyklętych’. Trzeba po prostu ludzi poczciwych, dobrych.

A takich jest najwięcej. I potrzebują dziś liderów, potrzebują kogoś, jakąś grupę, która poprowadzi ich nie na szaniec a do urny wyborczej. I zaproponuje im: nie głosujcie na Polskę wielką; nie głosujcie na Polskę małą. Spróbujmy raz zagłosować na Polskę normalną. Sympatyczną dla Polaków i dla sąsiadów. Nie przeciw czemuś lub komuś. Dla.

  • Ale tego nie można osiągnąć używając wszystkich dostępnych środków walki politycznej. Przede wszystkim trzeba w słowniku opozycji demokratycznej wymazać wszelkie odniesienia do ‘dobrego” i ‘gorszego sortu’. Jest jeden sort: obywatele Polski. Odróżniać satyrę od argumentu racjonalnego, politycznego. Pani Pawłowicz nie jest złą posłanką ponieważ jest samotna lub mało atrakcyjna. Jest złą poprzez to , co robi w Sejmie, jako posłanka. Kaczyński nie jest fatalnym liderem dla Polski, bo wygląda śmiesznie na skrzynce na Krakowskim Przedmieściu ponieważ jest niski, ani dlatego, że może jest osobą homoseksualną (na 100% nie jest gejem, co już wyjaśniłem) – jest fatalnym, bo Polskę cofa a nie prowadzi do przodu, bo ją izoluje na arenie międzynarodowej, pozbawia solidnych sojuszników. A przede wszystkim dlatego, że Polaków dzieli. I to jest jego wada największa. Koronnym argumentem winna być kwestia wręcz ‘być albo nie być’ Polski w przyszłości. W każdym razie takiej Polski, jaką chcielibyśmy, by nasze dzieci i wnuki odziedziczyły. Tą kwestią jest członkostwo Polski w Unii Europejskiej. Nie ma znaczenia, że nikt z przywódców PiSu nie powiedział jasno, że dążymy do wyjścia z Unii.  Cała działalność polityczna i ustawodawcza przeprowadzana przez PiS jest w dużej części w sprzeczności z duchem Karty Atlantyckiej a często i z literą prawa Unii. To nie może trwać w nieskończoność. Jestem pewny, że nie będzie.   Gdy tylko jako-tako wypracują się zasadnicze punkty negocjacji z Wielka Brytanią – Europa zwróci się w kierunku powstrzymania erozji traktatów i konwencji europejskich w państwach członkowskich. Dwa kolce to głównie tylko Węgry i Polska. Z czego Polska dużo ważniejsza i dużo przez to niebezpieczniejsza dla Unii. Status quo Unia zostawić sobie samemu nie może. Wszelkimi metodami będzie chciała Polskę, jako członka utrzymać. Ale nie wszystkimi i nie za każdą cenę.  Sojusz francusko-niemiecki na to nie pozwoli. I większość innych krajów też. Nawet za cenę wymuszonych zmian traktatowych. Ostatecznie dla Polaków najważniejsza jest Polska – takie wrażenie odnosi się w Brukseli i większości stolic europejskich. Dla Berlina i Paryża, raczej też dla większości innych stolic: najważniejsza jest Europa. Młode pokolenie Niemców, Francuzów, Hiszpanów, Holendrów, Włochów nie wyobraża sobie świata w zamkniętych granicach krajowych. Oni są już Europejczykami. Z moich rozmów i obserwacji tego samego pokolenia w Polsce odnoszę wrażenie, że ma podobne aspiracje. To im trzeba wyraźnie powiedzieć. Niech mają świadomość wyborów.13001294_1080214845404011_8774310758556996483_n Tak – Europa to jedność kulturowo-cywilizacyjna. Ale to też jedność polityczna. A jedność polityczna nie jest dana raz na zawsze. To decyzje polityczne i ich konsekwencje. Polska ma duży potencjał gospodarczy, ekonomiczny i polityczny. Ma go w Unii. Samotnie jej potencjał jest tak mały, że znaczenia żadnego mieć nie będzie.

 

Wystawa retrospektywna Waldemara Smolarka

Bogumił Pacak-Gamalski

 

Obraz1.png

SIDNEY AND GERTRUDE ZACK GALLERY – Vancouver, 950 West 41 Ave (w budynku Jewish Cultural Centre)

7 września ‘Sidney and Gertrud Zack Gallery’ otwiera wystawę retrospektywną zmarłego w Vancouverze w 2010 znanego polskiego malarza awangardowego, Waldemara Smolarka. Wystawa trwać będzie do 14 października.

Smolarek był jednym z czołowych warszawskich malarzy-awangardzistów, o których zrobiło się głośno w świecie zachodnim, gdy zaczęli wystawiać swoje prace ‘pod chmurką’, na murach warszawskiego Barbakanu.  Będąc poza obiegiem oficjalnych galerii sztuk uniknęli dzięki temu kurateli i ‘opieki’ PRL-owskich cenzorów sztuki.

Po roku 2000 i założeniu w Warszawie Fundacji ArtBarbakan nastąpił renesans ich twórczości, który zaowocował wielokrotnym wystawianiem prac grupy Niezależni69, której Smolarek był członkiem, w Warszawie i innych miastach Polski.

W 2012 vancouverski Rocznik Twórczości “Strumień’ prezentował na swoich łamach szereg jego obrazów i zarysował tamże jego sylwetkę jako artysty.

Bardzo serdecznie polecam uwadze Państwa tego nad wyraz interesującego malarza i jego niezwykle bogata paletę żywych, ostrych kolorów. które wręcz ‘wybuchają’ z jego płócien.

Dla amatorów sztuki malarskiej będzie to też wyjątkowa okazja nabycia jednego z jego obrazów.

Poniżej kilka przykładów malarstwa Waldemara Smolarka.

2018 – rok stulecia Niepodległości

Drukowanie

Polskie środowiska twórcze i ludzie związani bezpośrednio z kulturą polską tworzą projekt solidnego upamiętnienia roku 2018. Roku rocznicy odzyskania niepodległości po 123 latach zaborów.

To, co w historii państw i narodów najtrwalsze, najistotniejsze – to własnie kultura i sztuka. Osiągnięcia materialne, przemysłowe, militarne, ekonomiczne mimo swej wagi i znaczenia, częstokroć po okresie rozwoju i zenitu – upadają, zanikają, tracą na ważności i znaczeniu. To własnie te efemeryczne – wydawałoby się – wydarzenia i osiągnięcia kulturalne stanowią o tym kim, jako państwo i obywatele jestesmy.
Żadne granice ani ustawy polityczne nie określają nas tak wyraźnie, jak kultura właśnie. Nie może więc być wolnego państwa bez wolnej kultury. A bez wolności nie ma suwerenności. To warunek sine qua non.

Tak więc hasło “Kultura Niepodległa” jest de facto hasłem “Kultura Niezależna, Wolna”. Tylko taka zresztą może istnieć, powstawać. Kultura nakazowa, sterowana jest zaprzeczeniem jej twórczych soków, jej naturalnej umiejętności znajdowania Norwidowskich diamentów w lawie błota przeciętności i jednorodności.

Być może ten projekt, bez politycznego sterowania z zewnątrz, zrodzony przez same środowiska twórcze będzie najtrwalszym i najwartościowszym sposobem uczczenia tej Rocznicy.

Elity – wbrew opiniom ideologicznych wyznawców maoizmu, stalinizmu i kaczyzmu – nie są rakiem społeczeństwa. Elity to drożdże zdrowego społeczeństwa i narodu.

Kultura Niepodległa

o spacerach, historii i współczesności … o białej róży i drewnianym krzyżu na Krakowskim Przedmieściu

Bogumił Pacak-Gamalski

 

P4100092.JPGLubią warszawiacy chadzać po Trakcie Królewskim. Ujazdowskimi, przez Nowy Świat ku Krakowskiemu. I ja nie raz cały ten szlak od Dolnych Łazienek aż pod Zamek odbyłem. Zawsze w tłumach cieni postaci i wydarzeń znanych z historii tego miasta i kraju. Obrazy Canaletta mijałem, obiady w salonie pani Kalergis, Orzeszkową spotykałem, Prusa, na Nowym Rynku wychodzącą z pensjonatu klasztornego młodą Konopnicką, za Marszałkiem pochylonym szedłem, gdy rano chodził do Ministerstwa Spraw Wojskowych z Belwederu, mijałem Witosa i Daszyńskiego, prezydenta Narutowicza, gdy jechał na otwarcie wystawy w Zachęcie, prezydenta Wojciechowskiego, gdy jechał na Most Poniatowskiego, młodego Baczyńskiego, gdy ze śmiechem wybiegał z bramy uniwersyteckiej… Widziałem przez mgłę historii sotnie kozackie pędzące w 1905 demonstrantów w tym samym miejscu, w którym milicja pędziła studentów w 1967.
Teraz widzę na filmach i zdjęciach tysiące policjantów, ludzi wciąganych do wozów policyjnych …

Trakt Smoleński

Chodziłem tym Traktem Króli i Prezydentów,
spacerowałem od Belwederu, przez parki kolejne
ku gmachom Ministerstwa,
śladami smutnego Pana w maciejówce
na głowie i Polsce w sercu.
Potem dalej nieco, gdzie skręcało
się w Wiejską, gdzie chodził
poważny wiejski gospodarz
z podkrakowskiej wsi, gdy
rolę krajową przyszło mu chędożyć.
Za kościołem św. Aleksandra Trakt
zwęża się w kupiecką uliczkę nowo-światową,
kawiarnianą, aż do bram uniwersyteckich.
Pani – w sukniach długich, z parasolką – Orzeszkowa,
tam spacerowała, pan Prus przechadzał się do sklepu
kolonialnego pana Wolskiego.
Pałac Namiestnikowski złe chwile przypominał,
więc szybko go mijam, by nahajką kozacką
przez plecy nie być pogłaskanym.
Ot i znowu, policja jawna i tajna kordonami
go otoczyła, mały człowiek w czarnym surducie
z uporem policmajstra i wiarą Czarnej Sotni
w świętość Ławry Poczajowskiej,
mówi, że kto w Boga wierzy – wierzy w Cara.
Już widać fasadę św. Anny i katolickiego
Szweda z krzyżem w dłoni na kolumnie.
I czerwoną fasadę Zamku Królewskiego.
Ale do placu ze Szwedem kolumnowym
dostać się nie sposób. On swojej kolumny
krzyżem i szablą broni, a kolumny jazdy kozackiej
bronią dojścia do Zamku. Policmajster – dowódca Sotni –
w czarnym surducie sortuje obywateli
na prawilnych i tych mniej, pół-szwedzkich prawie.
Ławra Poczajowska rozwija sztandar najświętszy
Bojarów Wyklętych: Boh, Cześć i Car.

/B. Pacak-Gamalski, 11 sierpnia , 2017/

TRAKT ZNIEWOLENIA

Miesięcznice smoleńskie. Taką nazwą określono odbywające się od kilku lat manifestacje  organizowane przez Jarosława Kaczyńskiego, posła na Sejm RP i Prezesa PiS. Od końca 2015 roku te miesięcznice stały się jakoby symbolicznym centrum zmian zachodzących w Polsce. Zmian systemowych, samego charakteru państwa polskiego.

Jakkolwiek boje polityczne, ideologiczne odbywają się wewnątrz gmachów publicznych: w Sejmie, w Trybunale Konstytucyjnym, Sądzie Najwyższym, Pałacu Prezydenckim i budynku Rady Ministrów oraz na sąsiadujących z nimi ulicach i placach (demonstracje i protesty ludności) – to właśnie tu, na tych miesięcznicach smoleńskich, na krótkim odcinku od archikatedry św. Jana do Pałacu Prezydenckiego odbywa się główna walka moralna, walna bitwa wojny o duszę i charakter państwa. Nic z katastrofą smoleńską nie mająca już wspólnego. I co raz bardziej przypominająca wielomiesięczne, wieloletnie wręcz, wielkie bitwy Frontu Zachodniego I wojny światowej. Ofiary się piętrzą a nikt ani o krok nie jest bliższy zwycięstwa. Jeśli zaś nie ma zwycięzców – nie ma też przegranych. Poza jednym.  Poza twarzą Polski. Z każdym miesiącem mniej sympatyczną, mniej dobrosąsiedzką. Pokazują się co raz bardziej widoczne rysy zaciętości, nieustępliwości, wrogości między sobą. Braku zaufania jednej strony konfliktu wobec drugiej.

Na północno-zachodnim krańcu warszawskiego Traktu Królewskiego powstaje trakt inny, dotąd nieznany warszawiakom i turystom krajowym i zagranicznym. Trakt Zniewolenia. To nie trakt Orląt a trakt Kruków i Wron.

Niechże symbolem tego nowego Traktu będzie ten, wyrywkowy, personalny a jakże charakter tych zmian nastrojów wyraźnie zarysowujący, reportaż ze stron organizacji Obywatele RP.

(tekst pod linkiem tutaj): KLIKNIJ NA LINK

Sprawa polska a Rewolucja Francuska

by: Bogumił Pacak-Gamalski

 

 

Danton, słynny działacz i lider Rewolucji Francuskiej – postać tragiczna i krwawa jednocześnie – powiedział, że “rewolucja, jak Saturn, pożera własne dzieci”. Co i jemu samemu na końcu (wraz z wieloma innymi przywódcami tej francuskiej i wielu innych rewolucji) się przydarzyło.

W pewnym symbolicznym stopniu rewolucją było powstanie KODu w Polsce w 2015. Pierwszego ruchu ogólnospołecznego nie opierającego się na ideologii i światopoglądzie politycznym a skierowanego do wszystkich obywateli. Jedynym celem była obrona szeroko rozumianej demokracji. Ale demokracji nie XIX ani nawet XX wieku, a demokracji na kształt i na miarę wieku XXI. Nowoczesnej. Obywatelskiej. Tzn. nie w oparciu o nacje, a o obywatelstwo państwowe. Pozbawionej kolorytu (zwłaszcza ciemnych jego barw) etniczności, płci, wyznaniowości, seksualności. Demokracji wolnych obywateli państwa, którego niewzruszalnym fundamentem jest praworządność i absolutnie przestrzegany podział władz: politycznej, legislacyjnej i sądowej.

Ale, jak Danton smutnie zauważył, ruchy masowe są podatne na wstrząsy wewnętrzne. Poprzez własne rozdarcie i chęć podkreślenia jednej lub kilku opcji nad innymi; przez silne konflikty personalne i przez sprytnie sterowane działanie sil zewnętrznych – tych ostatnich zwłaszcza wtedy, gdy ruch jest skierowany przeciw rachowaniom władzy. Tak też i stało się w KODzie. Może nie mogło stać się inaczej. Może Danton, faktycznie nie rzucił po prostu literackiego powiedzenia a odkrył pewną prawidłowość dziejów? Nigdy pewnie się nie dowiemy, a nawet jeśli, to i tak nie zmieni to przeszłości. Przeszłości nic i nikt nie zmieni. Ona już była. Kropka. Co jest ważne, to fakt aby w pewnym momencie być, przez znajomość historii, mądrzejszym i zatrzymać upływ krwi, rozpocząć leczenie i wrócić do celów działania. Najgorszym jest szukanie nowych konfliktów. Jak ktoś gdzieś zdoła ugasić pożar – natychmiast zaczynać drugi gdzie indziej. Na samym końcu zostaje tylko pogorzelisko. Nie służące nikomu. Skoro już historyczne sentencje przypominamy, to jedną jeszcze warto wspomnieć. Starszą od Rewolucji Francuskiej o całe millenia. W 279 roku poprzedniej ery, król Epiru, Pyrrus, po krwawym zwycięstwie nad Rzymianami miał powiedzieć, że jeszcze jedno takie zwycięstwo i będzie zgubiony. Ergo pojęcie ‘zwycięstwa pyrrusowego’.

Demokracja to nie jest moja racja. To w ogóle nie ‘racja’. Niczyja. To zbiór dóbr powszechnych wszystkim dającym szerokie wolności i wszystkich trochę ograniczające. W XIX i XX wieku demokracja często używała pojęcia tolerancji. Czyli zgody na inność, ale zgody, która była pewną łaską władzy politycznej (władcy lub większości rządowej), przyzwoleniem, pobłażliwością. Demokracja XIX wieku opiera się na afirmacji inności. Na prawie a nie na łasce. Na normie a nie na pobłażaniu.

Po wyborach na I Krajowym Zjeździe KODu pozostały pewne pęknięcia, pewne frakcje. To jest też normalne i ‘OK’. Ale ściśle krajowych i ściśle związanych z pozycją lidera krajowych władz KOD ‘pęknięć’ nie wolno przenosić na sceny polonijne.  One nas bezpośrednio nie dotyczą. Naszym celem jest afirmacja idei KOD, a nie jego personaliów.  Tutaj nie ma nadmiaru liderów i kolejki o nieistniejącą praktycznie władzę. Potrzeba po prostu szczerych animatorów demokratyzacji w szeregach Polonii.  Nie będziemy stawiać  symbolicznych ‘gilotyn’. I nie będziemy uznawać czy nie uznawać legalnie wybranych władz ruchu w Polsce. Będziemy pracować i z Kijowskimi i z Łozińskimi. Tak długo, jak będzie trzeba dla Polski i dla nas. Dla nas tu – w Polonii, która tez wymaga reorganizacji i wkroczenia w XXI wiek. Dla większości z nas smętny kujawiak czy dziarski mazur to już za mało, by wszystko tym pokryć i rzewnie się rozpłakać.  Trzeba codziennego działania polonijnego, które Polsce nowoczesnej i nowoczesnemu Polakowi, gdziekolwiek by nie mieszkał, sprawiało satysfakcje i dumę z tego, co sobą reprezentujemy. I tradycji nie trzeba odrzucić. Z tradycji trzeba po prostu wybrać to, co było słuszne, piękne i godne. A nie wszystko było. Nigdzie wszystko nie było. Nie mamy czego się tak strasznie wstydzić. Ale nie mamy znowu jakichś nadzwyczajnych powodów do wypinania piersi o wszystko i za wszystko. Przez chwilkę bądźmy zwykłymi, normalnymi ludźmi. Powszednimi. Nie przeklętymi, nie wyklętymi, nie wybranymi. Normalnymi. To całkiem fajne uczucie.

To – zupełnie niezamierzenie – wielki prezent dla nas od PiSu. Dzieląc nas, wprowadzając waśnie i wrogość między obywatelami – zmusza nas do szukania jedności. Im bardziej skłócać się będziemy w Polonii – tym większe będzie zadowolenie emisariuszy PiSu w Kanadzie i innych krajach osiedlenia i zamieszkania Polaków.

Przy wielkich zadaniach stojących przed KODem i innymi ruchami pro-demokratycznymi w Polsce (niezależne sądownictwo, niezależność mediów, ratunek środowiska naturalnego przed jej totalnym niszczeniem przez politykę rządu, obrona praw kobiet przed ich ‘islamizacją anty-aborcyjną’, obrona szkół i edukacji polskiej przed jej infantylizacją, walka o wolność twórczą polskiej sztuki i kultury) naszym głównym wyzwaniem w Polonii jest wejście w XXI wiek.  Robienie tego właśnie, co w Polsce jest obecnie cenzurowane lub niedopuszczane do swobodnego przekazu:  wolna i otwarta prasa  tradycyjna i elektroniczna; różnorodność opinii i postaw szanowana przez organizacje i wspierana w możliwości jej prezentacji, wspieranie ruchów pro-demokratycznych w kraju przez wskazywanie dobrych przykładów i rozwiązań demokratycznych w naszych miejscach zamieszkania; otwarta i szczera dyskusja historyczna bez różowych i bez czarnych okularów.  Może to się wiązać z pewnymi sankcjami. Głownie finansowymi. Tak, od lat większość polskich organizacji przyzwyczaiła się do finansowego wspierania różnych projektów przez konsulaty, przez Senat RP, przez Tow. Łączności z Polonią.  Niektórzy wpadli wręcz w uzależnienie się od tej pomocy.  Nie było w tym nic złego, tak długo, jak nie było to związane z pewnymi przyrzeczeniami bądź wyraźnie określonymi oczekiwaniami od dawcy dotacji. Nie ma nic nienormalnego, gdy stara ojczyzna wspiera propagacje jej kultury przez grupy zagraniczne. W końcu służyło to i pootrzymywaniu związków z krajem pochodzenia i propagację polskiego dorobku cywilizacyjnego w kraju osiedlenia. Ale dziś to może być (i jest wielokroć) pewien kaganiec ‘wierności poddańczej’. A na to nikt pozwolić sobie nie może. My nie możemy.  Aby te cele osiągnąć niezbędna jest jedność grup pro-demokratycznych za granicą. Rezygnacja z mojej, ‘najlepszej racji’. 40 blisko milionowa Polska może sobie na waśnie wewnątrz-organizacyjne pozwolić. Zasoby ludzkie do wypełnienia luk są nieprzebrane. My, na Obczyźnie, takich zapleczy nie mamy. Zanim się więc podzielimy na ‘murarzy’ i ‘stolarzy’,  na ‘wytrwałych’ i ‘zmiennych’ – zastanówmy się czy nas na takie eksperymenty stać. Odnoszę wrażenie, że nie. Jeszcze nie w tej chwili, jeszcze nie teraz. Na razie : ,każda ręka na pokład’!

 

Uchodźca – temat moralny czy polityczny?

Bogumił Pacak-Gamalski

 

Czy możemy, jako społeczeństwo, jako naród, być autentycznie zadowoleni z siebie w naszej reakcji na straszliwe nieszczęście tysięcy ludzi po drugiej stronie Morza Śródziemnego? Czy możemy mieć uczucie czystego sumienia, że gdy to morze, do niedawna symbol słonecznych plaż i wina i śpiewów, zamienia się w wielką zbiorową mogiłę nie uczyniliśmy niczego by temu zaradzić (poza samym radzeniem)? Nie, Polacy ani Polska nie są przyczyną tej tragedii. To nie myśmy zgotowali im ten los. Ale czy zrobiliśmy cokolwiek, by choć trochę tej tragedii zapobiec? Czy wyciągnelismy zwykłą, ludzka dłoń miłosiedzia i pomocy wobec tych setek tysięcy nieszczęśników pozbawionych realnej szansy na stosunkowo normalne życie?  Na moment przestańmy się podniecać polityką i przestańmy się tłumaczyć a po prostu zamknijmy oczy i wyobraźmy sobie, że to my, nasze żony, rodzice, mężowie, że to nasze dzieci uciekają przed jakimś nieokreślonym kataklizmem na łodziach i pontonach przez Bałtyk do Skandynawii.  A Skandynawowie w tym czasie prowadzą wielomiesięczną dyskusję podniecaną jakimiś statystykami ilu Polaków kiedyś gdzieś popełniło przestępstwa w innych krajach, ilu dopuściło się gwałtów na lokalnych kobietach, ilu ukradło coś z jakiegoś sklepu. Ta dyskusja wywołuje emocje w ich społeczeństwach a rząd decyduje, że dopóki nie będzie wyraźnego poparcia te łodzie do brzegów skandynawskich nie mogą dobić. Dyskusja w Skandynawii trwa. A polskie dzieci, polskie matki, polscy staruszkowie toną we wzburzonych falach zimnego Bałtyku.  Czy dalej o tych ‘skandynawach’ będziemy myśleć z sympatią? Czy zgodzimy się z oczywistym faktem, że to ostatecznie ich kraje i nikt nie może od nich wymagać by kogokolwiek przyjęli wbrew swoim obawom? To faktycznie suwerenne państwa i nikt ich do tego zmusić nie ma prawa…

No więc czas oczy otworzyć i stanąć przed lustrem. Tak to wygląda. Tyle, że to nie ów “Bałtyk” a Morze Śródziemne. W tych łodziach, pontonach siedzą nie polskie a syryjskie dzieci, somalijscy staruszkowie, sudańskie kobiety.  A ta “Skandynawia” to Polska. Ludzie. Tacy sami, jak my. Dobrzy i źli. Mądrzy i głupi. Chcą mieć szansę na życie. Na przeżycie. Nie, nie są ‘inni’. Może się inaczej ubierają, mają jaśniejszą lub ciemniejszą karnację skóry – ale to tylko powierzchowne różnice. Mają te same oczy, dwie ręce, dwie nogi, tak samo się kochają (i tak, tak samo nienawidzą) i tak samo na końcu, z tym samym lękiem umierają.

Czy dalej ze spokojem możemy patrzeć na nasze odbicie w lustrze?

 

(tekst poniżej jest  pełną kopią tekstu, jaki ukazał się w “Laboratorium Więzi”, elektronicznego wydania wydawnictwa “Więź”, które oferuje od ponad 50 lat nurt chrześcijański, zwłaszcza katolicki, w dyskursie narodowym.)

Kard. Nycz: Jak długo można czekać na polityków w sprawie uchodźców?

Wypowiedzi z konferencji „Uchodźcy – pytanie o fundamenty Europy” zorganizowanej przez Fundację Służby Rzeczypospolitej 8 czerwca.

Maciej Zięba OP (Fundacja Służby Rzeczpospolitej):

W myśleniu o kwestii uchodźców najbardziej boli mnie to, że narzucono nam język socjologii i polityki. Bardzo mało słychać natomiast języka etyki, języka humanitarnego, języka Ewangelii. Brakuje zdecydowanego, dobrego głosu w sprawie uchodźców, brakuje go także ze strony Kościoła. Zorganizowaliśmy tę konferencję właśnie w celu przywrócenia obiektywnego, humanitarnego i ewangelicznego języka w dyskusji na temat uchodźców.

Prof. Adam Daniel Rotfeld:

Problem uchodźców w Polsce nie jest problemem nowym. Jeszcze w latach 90. przyjęliśmy do Polski blisko sto tysięcy uchodźców z Czeczenii. Nie pamiętam żadnej większej publicznej debaty, sporów, ani zamachów dokonanych przez Czeczenów, którzy przecież cechują się silnym temperamentem.

W dzisiejszej sytuacji moim zdaniem największym problemem jest to, że sprawa uchodźców stała się w Polsce kwestią bieżącej polityki wewnętrznej. Choć na problem uchodźczy można spojrzeć z wielu praktycznych perspektyw, np. z perspektywy ekonomicznej, zdrowotnej, bezpieczeństwa, to według mnie najistotniejszy jest wymiar etyczno-moralny, który znajduje się jednak pod silną presją narracji upolitycznionej.

Chciałbym podziękować Kościołowi w Polsce za to, że w kwietniowym dokumencie „Chrześcijański kształt patriotyzmu” postawił w centrum aspekt etyczno-moralny. Najpilniejszą kwestią w problemie uchodźczym jest odpolitycznienie go, uczynienie z niego sprawy wspólnej dla całego narodu. Obecna droga prowadzi donikąd.

W Europie w ostatnim czasie wydano 17,5 miliarda euro na uszczelnienie granic. Gdyby zamiast tego wydano te pieniądze na utrzymanie rodzin uchodźców, które potrzebują pomocy, bardzo wiele problemów zostałoby prawdopodobnie rozwiązanych.

Trzeba sobie jednak uczciwie powiedzieć, że nie ma jednego klucza do rozwiązania kryzysu uchodźczego. Między innymi dlatego, że będzie się on przeciągał na kilka najbliższych pokoleń, nie tylko z powodów wojen, ale także zmian klimatycznych. Jednym z rozwiązań mógłby być nowy „plan Marshalla”, który przecież po II wojnie światowej nie tylko wydatnie pomógł Europie, ale ostatecznie pomógł także samej Ameryce. O ile Syria, Irak i Libia potrzebują pomocy natychmiastowej, o tyle pomoc Afryce wymaga myślenia w dalszej perspektywie czasowej.

Bp Krzysztof Zadarko (Konferencja Episkopatu Polski):

Nauczanie Kościoła Katolickiego na temat uchodźców jest znane od czasu zakończenia II wojny światowej. Ma ono wyraźną wymowę: wobec uchodźców, niezależnie od ich pochodzenia i religii, każdy chrześcijanin powinien okazać miłość bliźniego. Mówi o tym 25. rozdział Ewangelii wg św. Mateusza, który wyraźnie wskazuje, że postawa wobec przybysza, obcego, ma rozstrzygające znaczenie w kwestii życia wiecznego.

Kościół definiuje jednak swoje nauczanie uwzględniając także współczesną wiedzę naukową. Ostatni dokument kościelny z 2013 r. mówi o obowiązku przyjęcia uchodźców, o otwarciu się na drugiego człowieka. Odwołując się do regulacji UNHCR (United Nations High Commissioner for Refugees – Wysoki Komisarz Narodów Zjednoczonych do spraw Uchodźców), proponuje tryby opieki nad uchodźcą.

Kościół nie mówi o bezwarunkowości pomocy dla każdego przybysza, tj. niekoniecznie trzeba pomagać zawsze i wszystkim. Nie ma sporu co do tego, że trzeba pomóc zawsze wszystkim tym, których życie jest zagrożone. Ale co z tymi, którzy są migrantami i ich życie nie jest bezpośrednio zagrożone? Kościół uczy, że ci, których przyjmujemy, mają także pewne powinności wobec kraju, który ich gości. Tylko jak skutecznie i mądrze egzekwować to, by przybysz szanował nasz porządek prawny i nauczył się naszego języka?

Należy także przypomnieć o tym, że Kościół ma swoje miejsce w hierarchii pomocy. Najpierw na kryzys odpowiada państwo, potem samorządy, a następnie organizacje społeczeństwa obywatelskiego, w tym Kościół. Myślę, to że dobry i obowiązujący schemat dla wszystkich krajów Europy: tak się dzieje w Niemczech, Austrii i Szwajcarii. Nie możemy go naruszać, bo moglibyśmy tym zaszkodzić.

Problem w tym, że w 2015 roku zmieniło nam się państwo, zmieniły nam się władze. Jeśli dziś służby mówią, że nie są w stanie kontrolować tego, kto przyjeżdża do Polski w ramach systemu przyjmowania uchodźców, to nic nie możemy z tym zrobić. Jeżeli mamy odpowiedzieć na kryzys uchodźczy, możemy to zrobić w ramach możliwości, które istnieją. I taką odpowiedzą jest program Caritas Polska „Rodzina rodzinie”.

dr Massimiliano Signifredi (Wspólnota Sant’Egidio):

Wspólnota Sant’Egidio wraz z włoskimi Kościołami ewangelickimi zaproponowała program korytarzy humanitarnych jako odpowiedź na kryzys uchodźczy na Bliskim Wschodzie. Jest to recepta na wskroś włoska, przykład awangardy solidarności, będący w zgodzie z zasadami konstytucji włoskiej.

Korytarze są jednak także wzorem dla Europy, kontynentu, który z trudem stara się pogodzić swoje tradycje i korzenie z wymogami bezpieczeństwa i prawa. Drogą tą poszła także Francja, gdzie zaadaptowano ideę korytarzy humanitarnych. We Włoszech udało się uzgodnić utworzenie kolejnego korytarza, tym razem dla uchodźców z Etiopii, w tej sprawie trwają rozmowy także w Hiszpanii. Jak wiemy, również polski Episkopat proponował projekt korytarzy humanitarnych polskiemu rządowi, ale jak na razie nie udało się go zrealizować.

We Włoszech w 17 regionach udało się przyjąć ok. 800 osób z Syrii. Uchodźcy asymilują się, zaczynając od nauki języka. Do kraju dostają się samolotem rejsowym, zamiast w łodzi przemytników. Tragedia wielu innych każe nam pamiętać, że w ostatnich latach Morze Śródziemne, które pochłania kobiety, dzieci i mężczyzn, stało się naturalnym murem z wody. Jest dziś ono uważane za najbardziej niebezpieczną granicę państwową na świecie. Tylko w zeszłym roku zginęło w nim ponad 5500 osób, co oznacza przyrost o 1300 ofiar w porównaniu z rokiem ubiegłym.

„Imigranci nie są liczbami, mają twarze, imiona, historie” – powiedział Franciszek na Lesbos. Jednak liczby, w naszym przypadku liczby ofiar, również skłaniają do refleksji. Wolfgang Bauer, niemiecki reporter i dziennikarz, porównał Morze Śródziemne z murem berlińskim. „W ciągu 30 lat istnienia muru berlińskiego zostało zabitych 125 osób, z tego względu stał się on symbolem nieludzkiego okrucieństwa”. Jak reagować na nieporównywalnie większe cierpienia osób na Morzu Śródziemnym? Mare Nostrum dzieli ludzi na tych, którzy mają wszystko i tych, którzy nie mają nic.

Jak Włoch i Europejczyk, chciałbym zadać pytanie: co Polska zrobiła z dziedzictwem Solidarności i swojego wielkiego rodaka Jana Pawła II? „Jego spuścizna to obalenie murów między narodami i wewnątrz narodów” – słyszeliśmy dwa tygodnie temu w słowach Andrei Riccardiego, założyciela Wspólnoty Sant’Egidio, który gościł w Warszawie.

kard. Kazimierz Nycz (metropolita warszawski):

Niedawno uczestniczyłem w pewnej konferencji w środowisku kościelnym, na którym miała miejsce dyskusja o liczbie uchodźców, których należałoby przyjąć. Prowadziło to do poważnych sporów: przyjmować 7, 8 czy 9 tysięcy?

Ktoś jednak przytomnie zauważył bezsens takich dyskusji. Jeśli Europa z różnych względów, także przez swoje przewinienia, stoi przed wyzwaniem przyjęcia 300 milionów imigrantów w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat, to rozmawianie o tak małych liczbach jest śmieszne. Ten problem jest wśród nas, ale także przed nami. Trzeba wrócić do tego, co umownie nazywamy myśleniem o Polsce i Europie w kategoriach „Polski jagiellońskiej”.

Ciągle czekamy na drugą stronę [państwową – dop. red.], która jest do tego konieczna, aby otworzyć przynajmniej korytarze humanitarne. Ale pytanie: jak długo można czekać na polityków?

Mamy ogromny potencjał w samorządach, który chcemy wykorzystać. Możemy się nigdy nie doczekać na otwartość ze strony państwa, dlatego chcemy jeszcze w czerwcu w samorządach i parafiach archidiecezji warszawskiej zorganizować spotkania dotyczące możliwości współpracy w zakresie pomocy uchodźcom.

Powyższe wypowiedzi są fragmentami wystąpień prelegentów podczas konferencji „Uchodźcy – pytanie o fundamenty Europy”, zorganizowanej przez Fundację Służby Rzeczypospolitej na Uniwersytecie Warszawskim 8 czerwca 2017 r.