Ile Polska zapłaci za arogancką ‘politykę historyczną’?

Raz jeszcze do tematu nowelizacji Ustawy o IPN wrócę. W poprzednim bardziej mnie interesował głębszy, moralny jej oddźwięk. Brak wizji historycznej i zacietrzewienie tanim nacjonalizmem. Brak wizji historycznej w całej tzw. polityce historycznej rządu polskiego. Polityce, której jedynym celem jest konkretny elektorat i konkretna ideologiczna wizja narodowości polsko-katolickiej – a ponieważ ta mieszanka dwóch od siebie odległych pojęć (polityki i religii) jest zawsze groźna – będzie musiała być w rezultacie szkodliwa dla obu systemów. Jeżeli uzależnia się, łączy decyzje polityczne państwa z religijnym ferworem i ortodoksją to uniemożliwia to prowadzenie elastycznej, pragmatycznej polityki państwowej. Polityki, której celem jest wzmocnienia państwa wewnatrz i na zewnatrz. Prowadzenie pragmatycznych rokowań, rozmów, umów bilateralnych i międzynarodowych. Osiągania pewnego consensusu wewnątrz kraju. Polityka szukająca oparcia w religii sama staje się częścią pewnego dogmatu, pewnej sztywności i niewrażliwości na zewnętrzne warunki. Stąd problemy niezmienne polskiej dyplomacji. Początkowo można było zrzucać część winy na kompletne beztalencie dyplomatyczne ministra Waszczykowskiego. Dziś na czele stoi człowiek o dużo lepszym doświadczeniu i z bardzo ładną kartą personalnej działalności wolnościowej. Cóż z tego, gdy stawia się go pod ścianą, gdy narzuca mu się sytuacje niemożliwe do wytłumaczenia lub nie ma wpływu na ich zmianę. Pozostaje makiawelizm. Ale zasadą makiawelizmu jest giętkość a nie sztywność. Pragmatyzm właśnie.

Nawet w warunkach skrajnych, wyborach dosłownych być albo nie być czyli podczas wojny, na polach bitewnych, gdy ważą się losy państwa, dowódca-strateg dokonuje wyborów praktycznych, poświęca całe jednostki, rzuca je na z góry przegrane pozycje, by uratować inne, bardziej zdolne i lepiej przygotowane by walkę kontynuować. A polityk czasu wojny gotowy jest na pertraktacje i wyrażenie zgody na coś, co by przez głowę mu w czasie pokoju nie przeszło – właśnie po to, by zachować możliwość kolejnej mobilizacji środków, danie sobie szansy na przetrwanie do lepszej możliwości. W równie złej sytuacji takie połączenie narodowościowej państwowości z religią stawia samą religię. Zmusza ją poniekąd takim sprytnym posunięciem do wsparcia polityki i polityków. Czyli uniemożliwia się jej zachowanie wyższego gruntu religijnej czystości własnych zasad teologicznych. Nie bez kozery Ojcowie Kościoła przestrzegali przed łamaniem zasady ‘Bogu co boskie, Cesarzowi co cesarskie’. Widać już wyraźnie coraz szersze pęknięcia w postawach hierarchii  Kościoła polskiego. Tych, którzy dostrzegają nie tyle błędność polityki PiS, ile sidła w jakie ta polityka zastawiła na Kościół i jego niezależność.

To wszystko legło gdzieś u podstaw tej złej dla Polski nowelizacji ustawy IPNowskiej. Czy jest możliwe, że w czadzie tromtadrackiego hurra patriotyzmu nie zauważono jej żałosnego tonu?  Że nikt nie traktuje poważnie krzyku: ja jestem niewinny i kto ośmiela się to kwestionować będzie srogo ukarany! ? A po chwili pojawiają się coraz głośniejsze szepty: ej, co on tak głośno protestuje?  Przecież nikt go jeszcze nie oskarżył nawet. A może by tak trzeba było, na wszelki wypadek, pójść do prokuratora czy aby śledztwa lepiej nie zaczął …?

Tyle, że w poważnej polityce dorosłych szczwanych lisów na poważne tematy (a hitleryzm, faszyzm i Holocaust to poważne tematy w polityce nie tylko historycznej ale i teraźniejszej. Tu nie ma miejsca na prostackie żarty o brudnym Żydzie-chałaciarzu i pijanym Polaczku, tak jak nikt nie studiuje faszyzmu niemieckiego oglądając film Chaplina) ta ustawę potraktowano poważnie. I z bardzo złymi dla Polski reakcjami. Jeżeli ktoś w Warszawie na Wiejskiej lub na Żoliborzu pomyślał, że prawicowy w końcu i też populista, Netanyahu który nie specjalnie się przejmował polskimi problemami z demokracją PiSu, da się jakoś udobruchać – ten kompletnie Izraela i Netanyahu nie rozumie. Są granice i tematy, których Netanyahu nie potraktuje, jako gry politycznej. Gdzie pragmatyzm już nie zadziała. Zwłaszcza, że przeciwnik nie stanowi dla niego jakiegokolwiek, najmniejszego nawet zagrożenia. Nawet pani senator Anna Anders to zrozumiała i tuż przed głosowaniem w Senacie spytała oficjalnie, zdumiona dyplomatycznym analfabetyzmem swych politycznych liderów: czy nikt nie rozumiał symbolicznej wymowy głosowania nad Ustawą w przededniu Dnia Pamięci Holocaustu? Senator Anders nie miała zarzutów do treści Ustawy ale przynajmniej wykazała się jakimś minimum zmysłu politycznego i dostrzegła, że nawet tych prostych skojarzeń jej przyjaciele partyjni nie pojmują. Pytanie to wypowiedziała publicznie do marszałka Senatu. Przerażona tym, co usłyszała bezpośrednio od polityków amerykańskich.  Ameryka jest na Polskę wściekła. I ta Trumpowska Ameryka, której prezydent przeniósł, wbrew tradycji amerykańskiej dyplomacji, stolicę USA do Jerozolimy, którego zięć jest silnie zaangażowanym w sprawy izraelskie Żydem Amerykańskim. I Ameryka Demokratów. Departament Stanu USA wydał bardzo szybko wyjątkowo ostre oświadczenie, że spór o zawarte w nowelizacji ustawy o IPN przepisy dotyczące karania za przypisywanie Polakom udziału w Holocauście może „mieć wpływ na strategiczne interesy Polski, a także jej relacje ze Stanami Zjednoczonymi”. Jak dosadnie określił to popularny polski dziennik: w języku dyplomatycznym to dosłownie walnięcie pięścią w stół.  Ameryka – najważniejszy sojusznik Rzeczypospolitej, kraj, którego wojska stacjonują na naszym terytorium, by odstraszać Rosję przed ewentualnym atakiem – w sporze o ocenę historii stanęła po stronie Izraela. I trudno się dziwić – znaczenie Izraela dla USA a znaczenie Polski dla USA nawet w przybliżeniu jest od siebie bardzo odległe.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
odrestaurowane resztki cmentarza żydowskiego pod Warszawa /fot. własna

Jedyne dobre, co do tej pory z tego zamieszania wyszło – to olbrzymi, niespotykany w skali przedtem dyskurs Polaków w Polsce i na Obczyźnie na ten temat. Ilość dokumentów, wspomnień, opinii, faktów i mitów jaka wypełniła wszystkie polskie media społecznościowe, media dziennikarskie jest niewyobrażalna. Bez względu na spory dyskutantów – większość zdaje się rozumieć wagę i powagę tematu. Wiele osób ze zdumieniem powtarza ten sam komentarz: pojęcia nie miałam/em, że takie dokumenty są, że to i tamto miało miejsce… Bo to faktycznie (poza pierwszą nieśmiałą próbą przy Jedwabnem) ciągle był albo temat tabu … albo temat mitów. Czyli kompletnie odwrotnego od zamierzenia tej Ustawy efektu.  Zdaje się jednak, ze ten efekt pozytywny jest przypłacony przez Polske cena zbyt wysoką.

Chętnym polecam ciekawe materiały na temat losów Żydów polskich w latach 1939-47 z archiwum Polskiej Akademii Nauk – Centrum Badań Nad zagładą Żydów.

Leave a comment