Bogumił Pacak-Gamalski
Obiecałem ten cykl wielu już artykułów na ten temat, zamknąć ostatnim, który ma zawierać moje osobiste refleksje nt. antysemityzmu polskiego. Refleksje widziane w perspektywie historii ale i w perspektywie szerszej, europejskiej (w tej europejskiej tradycji poczytuję też nowe kraje, wyrosłe na gruncie europejskiego ekspansjonizmu: Australię, Nowa Zelandię, USA i Kanadę).
Niestety, dobre intencje natrafiają na równie dobre przeszkody. Zasada: im dalej w las, tym więcej drzew sprawdza się i tym razem. Co raz znajduję lub z zakamarków pamięci wydobywam nowy szczegół, nową perspektywę, która wydaje się ważna, ba – czasem wręcz niezbędna w zrozumieniu zagadnienia. I nie mogę ośmielić się bez tych fragmentów zasugerować odpowiedzi na kwestie jakim jest polski antysemityzm. Ze względów więc objętościowych tekstu muszę go podzielić na dwie części osobno opublikowane. Dziś ta pierwsza część .
Jak – w tej perspektywie – jawie się polski antysemityzm? Jest czymś wyjątkowym czy czymś porównywalnym do tych pozostałych krajów?
Trzeba będzie wszak osobno podkreślić i osobno, krótko opisać nie tylko zjawisko antysemityzmu w szerokich rzeszach ludności głównie chrześcijańskiej ale i też specyficzną cechę antysemityzmu rządowego, państwowego. Poniekąd urzędowego, z nakazu.
Czy niespotykany monstrualny i morderczy antysemityzm III Rzeszy Niemieckiej był prostą pochodną monstrualnego antysemityzmu Niemców, jako narodu, w latach 1938-45? Czy Crystal Nacht było odosobnioną akcją szturmówek NSDAP, przyjętą z oburzeniem i pogardą przez większość Niemców?
Nie mogę dać na to jednoznacznej odpowiedzi. Wydaje mi się, że Niemców znam dobrze. Odwiedzałem ten kraj wielokrotnie. Znam bardzo dobrze i blisko Hamburg, dobrze Berlin, Frankfurt nad Menem uwielbiam, to jedno z moich ukochanych miast Europy. Ale nie znam na to pytanie odpowiedzi. I nie ośmieliłbym się jej formułować.
Jakiś czas temu na Facebooku ukazał się wstrząsający post pana Piotra Osęki, którego obszerne fragmenty tu zacytuję:
Hitler jaki jest, taki jest, ale po wojnie należy mu się w Warszawie pomnik” – rajcowały sąsiadki moich dziadków, obserwując łunę nad płonącym gettem. Na ulicy dzieci bawiły się w „gonienie Żyda”, triumfalnie demaskując uciekinierów. A była to tzw. dobra kamienica na Starej Ochocie, urzędniczo-inteligencka, zamieszkiwana głównie przez żony polskich oficerów, których mężowie siedzieli w oflagu.
Na sąsiadów-antysemitów trzeba było uważać, bowiem od jesieni 1942 w mieszkaniu dziadków ukrywały się dwie żydowskie dziewczynki, Hania i Sabinka, jedyne ocalałe z wielodzietnej rodziny. Siedmioletnia Hania, rówieśniczka mojej mamy, była co prawda blondynką z niebieskimi oczami, ale potrafiła mówić tylko żargonem, mieszaniną polskiego i jidysz. Nastoletnia Sabinka z kolei posługiwała się literacką polszczyzną, jednak miała – tu straszny okupacyjny zwrot – „zły wygląd”. Chociaż w kamienicy ani w pobliskich domach nie było ani jednego Niemca, dziewczynki trzeba było wciąż upominać, żeby nie hałasowały, mówiły szeptem, trzymały się z dala od okien. Sabinka lepiej rozumiała grozę sytuacji, za to Hania okazała się żywym dzieckiem i kiedy odzyskała poczucie bezpieczeństwa, chciała bawić się i dokazywać.
Wreszcie stało się to, co nieuniknione. Dzwonek do drzwi. Dozorca. „Pani Piotrowska, sąsiedzi mówią, że pani tu Żydówki chowa. I że albo ja coś z tym zrobię, albo oni pójdą na gestapo”. Dzięki ostrzeżeniu katastrofy udało się uniknąć. Tej samej nocy Hani i Sabince znaleziono inne schronienie; obie przeżyły wojnę i jako młode dziewczyny wyjechały do Izraela. Moja mama i Sabinka przez wiele lat pisywały do siebie listy. (post z 21.04.2023)
Post, jak z dalszej treści wynika, był spowodowany nagonką na znaną historyczkę i badaczkę historii Żydów polskich, Barbarę Engelking. Nagonka, jak wiele takich, była zorganizowana przez środowisko PiSowskie, naturalnie.
Opisywana przez pana Osękę historia, którą zna dobrze dzięki swojej mamie, ma dwojaki efekt. Tak, opisuje prześladowanie Żydów, donosicielstwo, ale opisuje też uratowanie żydowskich dziewczynek. Uratowanie przez Polaków (rodzina pana Osęki) i przez dozorcę kamienicy. Może nawet w pewnym stopniu przez sąsiadów-Polaków, bo wszak mimo iż byli tym wystraszeni (‘sąsiedzi mówią, że pani tu Żydówki chowa. I że albo ja coś z tym zrobię, albo oni pójdą na gestapo’ ) to jednak ani oni ani dozorca na gestapo nie donieśli. I dzięki temu – groźnemu ale ostrzeżeniu – udało się je przenieść w inne, mniej gęsto zamieszkane i bezpieczniejsze miejsce.
Jest w tym tekście też inna refleksja. Wyjątkowa, bolesna. Opisująca piękne świadectwo tysięcy ‘polskich’ drzewek w Yad Vashem w Izraelu. Jakże smutnie i boleśnie zakończona: ‘Siedem tysięcy drzewek w Jerozolimie to wspaniałe świadectwo, ale gdyby drzewa posadzić też antysemitom i donosicielom – strach pomyśleć, dokąd sięgałby ten las’. Tylko, że to już tylko nasza tęsknota za szlachetnością, za człowieczeństwem nie zawsze w złych czasach dorastającym do naszych pragnień … . Raz jeszcze przytoczę pasujące tu wyjątkowo motto pierwszej powieści o Zagładzie autorstwa Zofii Nałkowskiej „ludzie ludziom zgotowali ten los”
W innym miejscu tego fejsbukowego postu autor przytacza też nie zawsze szlachetne lub wręcz haniebne postępowanie niektórych oddziałów AK, a zwłaszcza w latach po drugiej sowieckiej okupacji Polski w 1944-47. Tutaj się z takimi uproszczeniami zgodzić nie mogę. Dowództwo Naczelne tak w kraju, jak i rządu polskiego w Londynie kategorycznie potępiało i zabraniało prześladowania polskiej ludności żydowskiej. Czy istniały przypadki (może nawet częste) postępowania poszczególnych oddziałów AK w sposób niegodny munduru polskiego? Nie wątpię. I są na to zapewne dowody. Partyzantka, nawet najlepiej zorganizowana, to jednak nie regularne oddziały wojskowe, gdzie dyscyplinę i karność można wymusić. Przez większość czasu trwania okupacji niemieckiej w Polsce Ruch Oporu nie był w stanie nigdzie prawie zorganizować nawet namiastek ani wymiaru sprawiedliwości, ani kontroli administracyjno-policyjnej. Zupełnie inna sytuacja była na Kresach. I w dwóch innych okresach wyznaczających dwie różne okupacje sowieckie: tę pierwszą, efekt Paktu Ribbentrop-Mołotow i drugą w 1944. Problemy polsko-żydowskie w czasie tych sowieckich okupacji były bardzo różne od stosunków polsko-żydowskich na terenach okupowanych przez Niemców. W obszernym t.1 archiwum Rządu Polskiego w Paryżu i następnie w Londynie znajduję raporty z kraju (gen. Tokarzewskiego i płk. Roweckiego) do gen. Sosnkowskiego z pierwszych miesięcy obu okupacji: sowieckiej i hitlerowskiej. Spisywane suchym językiem zdyscyplinowanych wysokich oficerów są tam informacje na temat sytuacji Żydów polskich w Generalnej Guberni i na Wileńszczyźnie, Wołyniu i Podolu. Pamiętać należy, że to tylko miesiące po przegranej kampanii wrześniowej 39. Hitlerowskie mordercze polowanie na Żydów dalekie jeszcze było od tego, co miało nadejść wkrótce. Pierwsza jest nota płk. Roweckiego o pieniądzach polskich przekazanych w Paryżu do posła chilijskiego, Żyda polskiego Salomona Mikicińskiego. Mikiciński jechał z Paryża do Warszawy, jako poseł Chile by zlikwidować tam Konsulat Chile w Polsce. Minister SW RP, Stanisław Kot przekazał mu 6.5 miliona złotych do przekazania znanym mu zaufanym wysokim urzędnikom państwowym lub wysokim oficerom polskim. Z tej sumy do Roweckiego miało dotrzeć tylko poniżej 2 mln. Resztę pobrał za swoje koszta lub rozdał komu uznał za stosowne (cele charytatywne, jak to określił) sam Mikiciński.
Drugim dokumentem jest raport nr 17 z 8 lutego 1940 (Płk. Rowecki do Gen. Sosnkowskiego w Paryżu). To już szerszy raport wywiadowczo-sytuacyjny z obszaru obu okupacji (niemieckiej i sowieckiej, przyp. moje). Ciekawe (w kontekście tematu moich artykułów) są tu spostrzeżenia stosunków społecznych na terenach Wileńszczyzny i Polesia. Rowecki konkluduje, że szczególnie nasiliło się w masach chłopskich i drobnomieszczańskich (polskich i białoruskich) uczucie nienawiści do Żydów, ze względu na sympatie do okupanta sowieckiego oraz liczny udział Żydów miejscowych w administracji i milicji bolszewickiej. Zauważa jednak, że ta kolaboracja żydowsko-sowiecka spotyka się ze sprzeciwem żydowskich działaczy syjonistycznych i tych z Bundu (socjaliści żydowscy). („Armia Krajowa w Dokumentach 1939-1945” t.1 ‘Wrzesień 1939 – Czerwiec 1941’. wyd. Studium Polski Podziemnej, Londyn, 1970, wyd. Gryf, Wlk. Brytania)
Okres drugiej okupacji sowieckiej (w 1944) sytuację i stosunki polsko-żydowskie pogorszył na skalę niespotykaną.
Na Wileńszczyźnie, Ziemi Nowogrodzkiej, na Polesiu zapanował nieopisany terror lokalnej partyzantki sowieckiej, wspieranej przez regularne oddziały wkraczających wojsk sowieckich. Ludność etnicznie polską mordowano masowo w wielu miejscowościach. W miastach, miasteczkach i osadach wymordowano tysiące Polaków. To nie dotyczyło obywateli polskich innej etniczności. To było zaplanowane ludobójstwo elementu etnicznie polskiego. W głąb Rosji wywieziono z Wileńszczyzny ponad 80 tysięcy Polaków miedzy 1944-45. Tysiące wywieziono z Białostocczyzny, Grodzieńszczyzny. Tak wywieziono mojego ojca i jego brata w obławie pod Miednikami – blisko dwadzieścia tysięcy żołnierzy V Wileńskiej Brygady AK. Terror, jaki tam zapanował (w stosunkowo krótkim, kilkumiesięcznym czasie) był nie do opisania. Co to ma wspólnego z tematem? Ma, niestety. Pomijając zsyłki w głąb Rosji (naturalnie te były organizowane i przeprowadzane przez regularne oddziały wojska sowieckiego i NKWD) – ta akcja miała bardzo często (sterowany przez Sowietów i ich agentów na Kresach) charakter lokalnej czystki przeprowadzanej rękoma lokalnych partyzantów sterowanych przez sowietów, składających się z lokalnej ludności nie-polskiej. Najliczniejszym (poza etnicznie polskim) elementem zamieszkującym Wileńszczyznę była ludność żydowska. Element litewski na tych terenach był bardzo znikomy statystycznie, znaczenie mogła mieć jeszcze ludność białoruska. Czasem w niektórych opracowaniach te oddziały partyzanckie napadające na ludność polską określano, jako oddziały żydowskie. Tu trzeba jasno powiedzieć, że to niezgodne z wiedzą historyczną. W tych oddziałach było bardzo dużo partyzantów pochodzenia żydowskiego – ale dowodzenie było ściśle sowieckie i przez Rosjan kontrolowane. To dało też początek popularnego w latach 1944-55 (ale obecnego w popularnym żargonie polityczno-mitycznym jeszcze długie dziesięciolecia później) określenia ‘żydokomuna’.
Łatwiej pewniej Polakom było zachować uczucie ‘niewinności’ wobec ogromu terroru i zbrodni popełnianej przez nowe polskie władze polityczne widząc wszędzie polskiego Żyda-komunistę. I znowu – niuanse, niestety … . Tak, w nowych władzach politycznych i Urzędu Bezpieczeństwa (Bezpieka polska) było sporo osób pochodzenia żydowskiego. Ale doprawdy nie trzeba robić mozolnych badań historycznych, by ten mit obalić. Kto, będąc osobą myślącą przypuszczać może, że po latach niemieckiego terroru, po Zagładzie, cały polski aparat terroru stalinowskiego był zdominowany przez Żydów? Czyżby jakaś nowa fala emigracyjna Żydów z Kosmosu? A przecież po licznych i wąskich uliczkach dzielnic żydowskich w polskich miastach nie chodziły tłumy komunistycznych i antypolskich agitatorów. Nie, chodziły tam tłumy żydów. Wyznawców i członków żydowskiej religii. Pejsy, specyficzne czarne lub futrzane kapelusze u mężczyzn i specjalne peruki na głowach kobiet to nie był symbol Kominternu a starożytnego wyznania religijnego. Czy byli znani i bardzo aktywni działacze polityczni, agitatorzy komunizmu? Oczywiście. Któż nie słyszał o Róży-Luksemburg, o Alfredzie Lampe? Przeciwnikach niepodległości w 1918. Tak, ich celem była komunistyczna Europa, a na przeszkodzie tego stanęła ta nowa Polska. Ale czy postacie np. Juliana Marchlewskiego lub wręcz samego Feliksa Dzierżyńskiego świadczą o istnieniu ‘polonokomuny’? No, bo gdybyśmy byli logicznie konsekwentni, to jeśli ‘żydokomuna’, to jednak i ‘polonokomuna’ … .
Mówiąc o Wileńszczyźnie i skomplikowanej sytuacji etnicznej tam, nie sposób nie wspomnieć opanowania Wilna w 1919 przez oddziały płk. Beliny-Prażmowskiego (nie mylić z ponownym zajęciem Wilna w 1920 przez gen. Żeligowskiego). Nikt inny, jak tenże skądinąd autentyczny bohater legionowy, Belina-Prażmowski, dopuścił się wówczas w Wilnie pogromu na wileńskich Żydach w wyniku którego zginęło ponad 50 Żydów, wielu było pobitych, zniszczono stoiska i jatki handlowe, zdewastowano cmentarze żydowskie.
Wojny, zwłaszcza wojny na terenach skomplikowanych etnicznie, niosą ze sobą spustoszenia i zbrodnie popełniane na ludności cywilnej. Popełniane nie tylko przez najeźdźców. Często są to stare, nawarstwione żale i porachunki wobec różnych grup etnicznych, religijnych.
Wszystko się w tej duszącej mazi antysemityzmu miesza. Wszystkie historyczne, odwieczne fobie, polityczne intrygi, mity i legendy prawdziwe i sfałszowane.

Jako ciekawostkę dodać warto, że właśnie Julian Marchlewski wydał bardzo inteligentną dysertację w 1920 w Lublinie „Antysemityzm a robotnicy”. Ta ciekawa praca historyczna opisująca dzieje antysemityzmu w części wstępnej sięga historii tego przekleństwa Europy na przestrzeni ponad 2000 lat. Nie będę tu się rozwodził nad zasadniczym tematem (antysemityzm a robotnicy) ale przytoczę specyficzny akapit ze s. 9. Chodzi tu o opis budzenia się antysemityzmu w Rzymie w latach po wygnaniu Żydów z Palestyny. Budzenia się, lub adekwatniej: sterowania przez cesarzy gniewu Rzymian w kierunku odróżniającej się od pozostałych mieszkańców Rzymu grupy etniczno-religijnej: Żydów. Marchlewski pisze: ‘Ten tłum zaś często burzył się, gdy go obdzierał cezar, gdy drożyzna panowała, gdy żołdactwo nazbyt swawoliło. Wtedy dobrze mieć kozła ofiarnego, na którym tłum swarliwy, używszy sobie, zaniecha innych celów swego niezadowolenia. W ten sposób Nerony, Kalligule, Tyberiusze nabrali wprawy w urządzaniu pogromów. Wszczął się pożar – bito żydów, drożyzna – bito żydów, pomór – bito żydów’.
Brzmi znajomo, prawda? Mało tego – wyprzedza to o sporo lat antysemityzm zbudowany na płaszczyźnie wiary katolickiej, synodów chrześcijańskich i Listów Pasterskich papieży i biskupów Rzymu i Konstantynopola.
W istocie zaczyna się rodzić dziwne uczucie. To jaki w końcu jest ten antysemityzm? Dlaczego? Co leży u jego zarania? Czym polski się różni od francuskiego, włoskiego a nawet rzymskiego z czasów Cesarstwa?
Link do cz. V https://kanadyjskimonitor.blog/2023/04/26/chasydzm-i-odrodzenie-nowej-rzeczypospolitej/