KOD-Ottawa przed Amabsadą RP w Ottawie, Kanada
KOD-Toronto przed Konsulatem RP w Toronto
migawki z różnych miejsc w Zachodnim USA (Los Angeles, Sacramento, Seattle)
(kliknij na link poniżej)

To poszło jak burza. Prezydent Andrzej Duda ułaskawił Mariusza Kamińskiego, skazanego na 3 lata pozbawienia wolności i 10 lat zakazu pełnienia funkcji publicznych, nie czekając na uprawomocnienie wyroku sądu. W rządzie PiS Kamiński został ministrem od służb specjalnych. Prezydent odmówił też zaprzysiężenia sędziów Trybunału Konstytucyjnego, wybranych przez Sejm poprzedniej kadencji. W Sejmie, gdzie po jesiennych wyborach większość ma PiS, błyskawicznie przegłosowano nowych kandydatów. Na przewodniczącego sejmowej Komisji Sprawiedliwości PiS wybrał Stanisława Piotrowicza, byłego członka PZPR, który jako prokurator w 2001 r. wsławił się umorzeniem śledztwa przeciw oskarżonemu o molestowanie dzieci proboszczowi w Tylawie. Mamy też PiS-owskiego ministra kultury, który urzędowanie rozpoczął od żądania odwołania premiery we wrocławskim teatrze, chociaż nie widział spektaklu. A potem zapowiedział porządki w mediach publicznych.
Polacy się obudzili. Bo gdy jedna, zwycięska partia bierze Sejm, rząd i chce mieć „swój” Trybunał oraz media – to już nie jest demokratyczna trójwładza, to pachnie autorytaryzmem. No nie. „Nie o take” Polskę nam chodziło.
18.11.15 Krzysztof Łoziński, dziennikarz, pisarz i były opozycjonista, w internetowym Studio Opinii rzucił hasło: „Trzeba założyć Komitet Obrony Demokracji, wzorowany na Komitecie Obrony Robotników”. Podchwycił je Mateusz Kijowski – informatyk, ojciec czwórki dzieci, bloger. Wysoki, barczysty facet w okularach, z brodą i długimi włosami zebranymi w kitkę, któremu tylko swetra z owczej wełny brak, by wyglądał jak opozycjonista z lat 80. Następnego dnia (19.11.15), niemal w samo południe, Kijowski założył grupę KOD na Facebooku. Jedną z pierwszych osób, które nowinę podały dalej, była Danuta Kuroń, wdowa po Jacku Kuroniu. Dzień później KOD liczył 2.000 członków. W południe miał manifest. Następnego dnia regulamin, fanpage oraz… 18.500 członków. Trzeciego dnia po założeniu (22.11.15) „ludzi KOD” było ponad 33.000. Jakby działały dobre, obywatelskie drożdże: pojawiły się grupy regionalne, liderzy, aktywiści, rozdzielono zadania… w podobny sposób i w podobnym tempie powstawała w 1980 r. „Solidarność”.
Symbolem KOD szybko stał się opornik – taki sam, jaki wielu Polaków nosiło w stanie wojennym, wysyłając sygnał komunistycznej władzy: „Jesteśmy przeciw”. 3.12.15 już ponad 40.000 ludzi uważało, że demokracja w Polsce jest zagrożona. Wielu z nich tego dnia wzięło udział w pierwszej publicznej akcji KOD – pikiecie pod siedzibą Trybunału. Kim są? Dlaczego dołączyli do KOD?
(Jerzy Sychut (67 lat), Sztokholm) Po 1989 r. mało interesowałem się wydarzeniami w Polsce. Wszystko szło ku lepszemu. Zaniepokoiłem się, gdy kilka razy usłyszałem określenie: „IV Rzeczypospolita”. O co chodzi? Zacząłem się przysłuchiwać obradom Sejmu. Nauczyłem się odróżniać polityków po retoryce – niektórzy gadają przez zaciśnięte zęby. Uważnie obserwowałem ostatnie wybory. Byłem przerażony sukcesami hołoty i ich argumentacją: żądaniami głów, krwi, zemsty. Nic nie mogłem zrobić. Nawet głosować, bo nie mam polskiego paszportu. Po przejęciu władzy przez PiS załamałem się. Gdy na Facebooku zobaczyłem zaproszenie z Komitetu Obrony Demokracji – ostrożnie się przyjrzałem… to może być sensowna inicjatywa!… Czy mogę pomóc? Może udział w proteście przed ambasadą? Ważna jest wiara, że biorę udział w czymś ważnym i potrzebnym. Wróciła mi nadzieja i energia!
(Anna Serczyk (39 lat), Kraków.) Przystąpiłam w akcie desperacji. Słuchałam doniesień medialnych i z minuty na minutę rosło wrażenie, że biorę udział w jakimś kosmicznym żarcie, że to nie może być prawda, żeby tak lekceważyć prawo i poglądy innych! Czułam bezsilność, a myślę, że nie ma nic gorszego. Pamiętam bezsilność ze szpitala, gdy nie byłam w stanie pomóc synowi, bo wszystko zależało od tego, czy znajdzie się dawca…. Nie chcę znowu czuć się bezsilna.
(Magda Topińska (44 lata), Warszawa.) Jestem w KOD, bo pragnę wolności dla siebie, swoich dzieci, dla ludzi bliskich i dalszych. Wszystkich, którym bliskie jest poczucie etyki i zasad, którzy potrafią różnić się kulturalnie, a nawet pięknie. Jestem w KOD, bo pochodzę z rodziny o długiej tradycji walki o wolność i pracy społecznej – rzec można, „mam to w genach”
(Barbara Graszek-Hertig, (62 lata) Augsburg) Bo zależy mi na Ojczyźnie, w której przeżyłam większą część życia, gdzie żyli moi przodkowie. Tu są moje korzenie. Polacy to jest Naród-Unikat! Boli mnie, że obecnie tak podzielony. Powiem otwarcie: nie lubię Kaczyńskiego. Nie PiS, bo tam są ludzie tacy jak ja, ale ich prezes i jego gwardia to źli ludzie. Myślę, że są zaślepieni zemstą i władzą, nie zależy im w ogóle na Polakach.
(Michalina Szczęsna (18 lat), Grodzisk Mazowiecki.) Lubię teatr, książki psychologiczne, słucham bardzo dużo muzyki. Jestem jedynaczką. Tata nie żyje, wychowuje mnie mama. Jestem w KOD, bo przeraża mnie wizja fanatycznej, katolickiej Polski. Przedstawiciele władz, na mocy konstytucji, mają obowiązek zachować bezstronność religijną. Chcę żyć w kraju świeckim, w którym ludzie zasiadający w Sejmie mają wiedzę i obycie, gdzie „człowiek człowiekowi bliźnim’’ i nie ma podziałów na lepszych i gorszych, a wiara, orientacja i kolor skóry nikogo nie stygmatyzują. Marzę o takim kraju… Mam nadzieję, że w tych marzeniach nie jestem sama.
(Jadwiga Jurkowska (91 lat), Warszawa) Śmiertelnie się bałam, że do władzy dojdzie Macierewicz, że wróci Kamiński. No i dożyłam! Mamy trzecią okupację… – mówi mi przez telefon. – Staram się zachować dystans do ostatnich wydarzeń, ale jakoś nie mogę. Chcemy z mężem dołączyć do KOD i wspierać go na wszelkie możliwe sposoby.
Wypatrujcie państwa Jurkowskich na pikietach i demonstracjach KOD! To nic, że są po 90-tce. Zapowiedzieli, że przyjdą oboje.