by Bogumil Pacak-Gamalski

Zapach powietrza, kolory wokół już jesienne. Złote, ciemna czerwień, biel puszków gdzie wczoraj kwiecie było, wyschniete liście dywanem się kładą. Ale cieplutko niczym wieczorem sierpniowym od dni już kilku. Na trasę przed zmierzchem się więc z aparatem wybrałem. A co zebrałem w tym aparacie – pokażę. Rzeczy, jakie są, jak je widzimy. Lub rzeczy, jakie być mogą, jak chcemy je widzieć. W wałęsających się lekkich mgłach wszystko jest możliwe. Linie elektryczne – pięciolinią z zawieszonym na niej bemolem samotnym. Stalowe konstrukcje – grafiką trójkątów i kwadratów o nieznanym przeznaczeniu. Na szlaku zachodniego końca Dartmouth.

Członkowie lokalnych grup kodowskich w Kanadzie coraz częściej informują publicznie o swojej działalności, otwierają drzwi dla nowych członków, sympatyków.  Tradycyjnie już w KODzie, którego początki sięgają właśnie grupy obywatelskiej, która spotkała się pierwszy raz właśnie wirtualnie na stronie Facebooka, tak i w Montrealu podstawą kontaktów, dyskusji jest strona Facebooka.  Ale nie musi to oznaczać zamknięcia przed innymi formami kontaktów, spotkań. Stąd decyzja ‘wyjścia’ na zewnątrz i prostej informacji jak i z kim można nawiązać kontakt dla chętnych, lub nawet tylko ciekawskich. Ogłoszenie montrealskiego KODu poniżej.obraz1

 

20LECIE.png

(felieton poniższy ukazał się oryginalnie w “Głosie Polonii” nr. 4/2016 w Vancouverze, niestety załączony wyżej plakat, w “Głosie” był kompletnie nieczytelny, gdyż redakcja opublikowała go w małym formacie i przez to nie spełniał swojej funkcji)

Bonjour

Teatr połączony z mini-recitalem fortepianowym. A jakże by inaczej, kiedy sztuka teatralna o Szopenie właśnie! Tak, tak – o naszym Panu Fryderyku: porywającym, kapryśnym, trudnym dla wykonawców,  a niesłychanie prostym dla słuchaczy. Jednym z naszych ukochanych i uwielbianych Wielkich Romantyków – i naturalnie, jak ci pozostali Wielcy, tez związanym większością swego dorosłego życia z Paryżem, z Francją.  U niego w dodatku ten związek wyjątkowo silny, bo wszak genetyczno-etniczny: czy nam się podoba czy nie (proszę nie strzelać! ha ha ha) był wszak pół-Francuzem z ojca, rodowitego Francuza. Mimo to do końca swych dni do kraju dzieciństwa i wczesnej młodości – Polski – tęskniącym …

A więc Salon Poezji, Muzyki i Teatru z Toronto, w osobach swoich gwiazd pierwszego blasku: tandemie matki z córką: Marii Nowotarskiej i Agaty Pilitowskiej właśnie inscenizację „Bon soir Monsieur Chopin” zaprezentuje nam w Surrey Art Centre 5 listopada 2016.

A czarodziejska muzyka samego Pana Fryderyka popłynie do nas spod palców Witolda Wardziukiewicza, zdolnego polskiego pianisty od wielu już lat przebywającego w Vancouverze.

Cóż bardziej właściwego dla uczczenia 11 Listopada – Święta Niepodległości Polski?

Możliwość oglądania tego przedstawienia scenicznego i ponownego goszczenia w Vancouverze Nowotarskiej i Pilitowskiej (obie aktorki były zatrudnione w Teatrze Starym w Krakowie do wyjazdu na emigrację, a obecnie są bodaj najbardziej znanymi i cenionymi aktorkami polskiej sceny na Obczyźnie od Australii po Europę) zawdzięczamy rocznicy 20-lecia Stow. Artystów i Przyjaciół Sztuk „Pod skrzydłami Pegaza”. Pegaz (bo tak jest tu w skrócie znany) powstał w nad wyraz skromnych i bezpretensjonalnych warunkach. Ot, zaczęło się od chęci pomocy dla wówczas schorowanego i w biedzie wegetującego wielkiego rzeźbiarza Ryszarda Wojciechowskiego. To właśnie on był spiritus movens tego przedsięwzięcia zainicjowanego przez Krystynę Połubińską. I tak się zaczęło: od grupki kolegów, znajomych, którzy zaczęli się spotykać czytając swoje lub czyjeś wiersze, śpiewając piosenki, grając na gitarze, przynosząc swoje obrazy, obrazki, rzeźby, tkaniny. Jedne mniej, inne więcej warte artystycznie – ale wszystkie szczere i z tęsknoty za sztuką, za refleksja artystyczną. Jedni byli czystej klasy amatorami, po prostu miłośnikami sztuki, inni profesjonalistami lub quasi profesjonalistami. Najpierw w małej salce w Domu Kombatanta, potem przez kilka lat w lubianej i popularnej kawiarni artystycznej „Chasse” w Burnaby, ostatnie lata w prywatnym domu w Surrey. Zaczęto robić spotkania z poezją, koncerty i wystawy plastyczne dla całej Polonii, spotkania z ciekawymi twórcami sztuki, z jej animatorami; to wśród nich narodził się koncept wydawania pisma artystycznego, które w formie rocznika twórczości artystycznej „Strumień” prowadziłem przez blisko 10 lat nawiązując dobrą współpracę z czołowymi polskimi twórcami sztuki w Kanadzie i z czołowymi polskimi ośrodkami akademickimi w Polsce. Pegaz wspierał większość ważnych wydarzeń artystycznych tak w samej Polonii, jak i gości z Kraju; jego prezeska, pani Połubińska organizowała przez kilka lat z rzędu Polski Pawilon na niezwykle popularnym Festiwalu Fusion w Surrey, który w tamtym okresie zawsze plasował się w ścisłej czołówce najlepiej przygotowanych pawilonów etnicznych. Wreszcie – ze skromnych własnych funduszy – Pegaz każdego roku udziela stypendiów innym grupom lub wydarzeniom kulturalnym w ‘polskim Vancouverze’.

Czego Pegazowi brak to poważnych zebrań organizacyjnych, burzliwych wyborów, ubiegania się o funkcje, wyrzucania niewygodnych działaczy lub członków – ot, normalnej, typowej organizacji polonijnej … . co gorsze – w Pegazie zdaje się jest całkiem spora masa ludzi o bardzo różnych poglądach, wręcz (o tempora, o mores) światopoglądach i nikomu to nie przeszkadza. Ponoć się nawet lubią i szanują!  A szacunek i tolerancja to bardzo ważna rzecz, gdy się chce autentycznie służyć społeczności pro publico bono.  A może dlatego właśnie  mógł robić, to co robił? Odpowiedź pozostawiam czytelnikowi.

Z takiej służby, takiego umiłowania polskiej sztuki i kultury wyrósł założony 25 lat temu Salon Poezji, Muzyki i Teatru w Toronto. Nowotarska i Pilitowska – z napisanymi specjalnie dla nich przez dramatopisarza Kazimierza Brauna sztukami o wielkich Polkach – objechały sceny polskie i polonijne w wielu krajach, wszędzie zdobywając gorące oklaski i podziw. Dwukrotnie występowały już w Vancouverze. 5 listopada będziemy mieli okazje zobaczyć je w interpretacji życia i twórczości Szopena. Rok temu pokazywały to w Nowym Jorku; prosto omal od nas lecą do Miami na Florydzie z ta inscenizacją. Więc nie lada gratka przyjść i obejrzeć je w Surrey. I posłuchać subtelnej, uczuciowej gry Witolda Wardziukiewicza na fortepianie. Wypada chyba parafrazować tytuł przedstawienia i zakończyć – Bonjour, monsieur Chopin, bonjour Madames Maria, Agata, monsieur Witold!

A od pana Konstantego Ildefonsa wykraść kilka zwrotek:

stary szpinet, stary dwór,

ja mam tutaj coś w C-dur,

(taką drobnostkę, proszę pana),

w starych nutach stary śpiew,

jesień, leci liście z drzew.

Pan odchodzi? Hm. To żal.

Matko Boska, w taką dal!

Rękawiczki. Merci bien.

Bon soir, monsieur Chopin. 

RZEPLINSKI3

Dlaczego dzień specjalny za ‘uczciwe i godne’ wykonywanie swojej funkcji? Bo to dzis rzadkośc niespotykana na najwyższych urzędach państwa. Niestety.

Odznaczenia i ordery przyznane profesorowi Rzeplińskiemu przez Polske, Litwę i Papieża Franciszka I: