Daty, mity i fakty.  Aktorzy scen historii. Dates, myths, and facts. The actors of History.

Pencil sketch of me by my father (in 1984)

Rok za niecałe 24 godziny się kończy. Brzemienny bardziej niż wiele przed nim. Inny w wymiarze indywidualnym, osobistym i inny w wymiarze obywatelskim.

Inny dla mnie – Kanadyjczyka i inny dla mnie – Polaka. Jeszcze inny dla mnie – osoby. Nie Kanadyjczyka i nie Polaka – mnie, indywidualnej jednostki wobec której jakiekolwiek rządy, narody czy instytucje publiczne, polityczne i religijne praw żadnych nie mają.

In less than 24 hours the year will end.  Heavy with effect more than many before. Different in individual, private frame than in citizen’s feelings.

Different for me as a Canadian and different for me as a Pole. Different altogether for me as an individual, a sovereign person, a person beyond the sphere and powers of any government, any nation or institution public, private, or religious.

It might be easier to understand my opinions and reminisce about the last 12 months in two different languages: Polish and English. Emotions are complicated to translate, especially for an author.  I, a Canadian – have different opinions on Polish affairs from those of ‘I’ as a Pole. And vice versa.

Perhaps it wouldn’t be an issue for a translator, who doesn’t have to carry that bag of that individual history, its’ weight of guilt, defeat, and victory alike. Baggage that makes me, who I am. And I must admit the strange duality: I do not always feel the same in Polish as in ‘Canadian’.

                Over forty years ago a young guy, on the cusp of adulthood, landed in a snow-covered Montreal airport. He carried a heavy bag on his shoulders, much heavier than the material possessions he owned.  Spends the first night in a hotel arranged for him by the Canadian government and in the morning changes flights and goes to Calgary. Somehow he is much older than most of his new compatriots of the same biological age. He is in fact an old man carrying a very cognisant weight of native, European history and culture. But in some other way, he is an adolescent further from adulthood than most of his Canadian peers.

He lands there in the evening in a very cold, very snowy city. A typical, normal day in Calgary – at that time of the year, Calgary was always cold and snowy (unless there was a chinook – but even chinook does not erase winter from Calgary in February). It was the beginning of 1980’ in Alberta. Nobody knew anything about climate change – including the climate. Winter was winter and summer was summer. Year after year.  Until …

That was then, though. Now are the last hours of 2023. In Poland, it is already early morning of 2024. The young man, boy almost, who arrived in Calgary at the onset of 1982 is long gone. Nowhere to be seen or heard of. Nor his dreams, his hopes. Vanished with time. Who is he now? Let me think – if he could be wine, he would be either spoiled, gone bad, or the opposite: very expensive, LOL.  Yet, at times, maybe, just maybe – you could notice in the corners of his eyes the same spark or the same sadness the young one had. Maybe, who knows? But first is first. I was first Polish, so of Poland than at the closing of 2023. In Polish.

English part of my ‘musings’ of things important and perhaps less important but worth mentioning will have to be published separately – the sheer volume of the text of my Polish part would make it difficult to read. The English (Canadian) part will come in a day or two.

Polska wyszła w końcówce 2023 z okresu ustawicznej, blisko dziesięcioletniej dewastacji demokratycznego państwa prawa. Wcale nie jestem pewny czy faktycznie wszyscy, którzy głosowali za szeroką Koalicją Demokratyczną zdawali sobie sprawę jak dramatyczna i jak zmieniająca kraj i społeczeństwo ta dewastacja rzeczywiście była. Ludziom często łatwiej jest zobaczyć klikę złodziei i malwersantów, którzy przez wtyczki w PiS i z PiSem współpracujących ugrupowań dorobili się majątków niż dużo niebezpieczniejsze zapaści strukturalne państwa, murszenie jego podstaw tożsamościowych, fałszowanie jego historycznych korzeni i kulturowego dziedzictwa. Ci, co głosowali w dalszym ciągu za PiSem – już zostali oczadzeni. Czy kompletnie – czas pokaże. Mam nadzieję, że wielu obudzi się z tej śpiączki i odrętwienia hipnotycznego. Inaczej ta przyszłość kraju wygląda trudno. To tak, jak w tym starym czasie PRL-u mówił przerabiany wielokrotnie dowcip, kiedy ‘wiecznie żywy’ Lenin przebudził się faktycznie, rozejrzał wokół i rzekł ze zgrozą: trzeba zaczynać od nowa.  Dowcip był głupi, bo sugerował, że Lenin ‘chciał dobrze’, a jego następcy to wypaczyli. Ale intencja dowcipu była pozytywna.  Zresztą społeczeństwo PRLowskie w swej dużej proporcji do rzesz wykształconych rzetelnie i znających historię autentyczną nie należało.  Ale to już też historia. A mówimy o roku 2023.

Droga nie jest prosta przed Koalicją rządową. Jak zreperować i uzdrowić najbardziej zrujnowany aparat państwa, jego trzecią konstytucyjną ‘nogę’ – wymiar sprawiedliwości: Prokuraturę i Sądownictwo?  A bez sprawnie (tj. kompletnej niezawisłości i niezależności Sadów i Trybunałów wszystkich instancji) działającego wymiaru sprawiedliwości nie można mówić o sprawnej i funkcjonującej demokracji.  Polska taka już nie jest. Wybory parlamentarne, a w konsekwencji tego nowy rząd jakimś magicznym zaklęciem tego zrobić nie mogą. To wymagałoby absolutnej, konstytucyjnej większości obu izb Parlamentu i współpracy Prezydenta. A Andrzej Duda (bezapelacyjnie najgorszy i najmniej się do tej funkcji nadający chyba od czasów sięgających 1918 roku) prezydentem będzie jeszcze półtora roku. To dużo. Naprawiać metodami PiS bym odradzał. Bo jak władza raz, nawet z najbardziej szlachetnych pobudek, na tą drogę wejdzie, to bardzo łatwo nawet ta szlachetna intencja ulega zepsuciu. Gangsteryzm w polityce nie popłaca. Chyba, że to wybór świadomy, jak w przypadku Kaczyńskiego, Ziobry – tyle że rezultaty tego znamy i dla kraju i na końcu dla nich samych.

Zaczęło się od spektakularnej hucpy PiSu w budynkach TVP na Woronicza,a potem na placu Powstańców Warszawy. Oglądana na gorąco relacja z tego wydarzenia w pierwszym momencie wydała mi się jakimś przezabawnym cyrkiem idiotów PiS – od tej grupki staruchów-kibiców na zewnątrz, po niewyobrażalny kabaret Kaczyńskiego, Kempy, Glińskiego i całej wierchuszki pisowskiej. Pierwszy mój odruch był: świetnie! Niech to robią jak najdłużej, bo robią z siebie niespotykane pośmiewisko. Niech Polacy, w tym miękki elektorat PiSu, zobaczy co za zgraja półgłówków nimi przez dekadę rządziła.  Sytuacja jednak wcale nie była aż taka kabaretowa. Kaczor i Kurski doskonale zdawali sobie sprawę nie tylko z wagi tej Szczujni Narodowej, która była w rękach ich ludzi ale i z konstytucjonalnej niezależności Krajowej Rady Radiofonii i TV. Sytuacja zmieniała się z godziny na godzinę. Czyżby minister Sienkiewicz faktycznie przekroczył (i to poważnie) swoje uprawnienia rozwiązując gremia, których dotykać, jako minister nie miał prawa, bo decydowała o tym ta Rada – ciało konstytucyjne, a więc poza zasięgiem łapek rządu? To był argument poważny. To są sprawy dość skomplikowane ale i proste jednocześnie. Tak, minister kultury jest ‘właścicielem’ TVP, bo on ją utrzymuje finansowo. Ale jednocześnie jest ‘właścicielem’ na zasadzie Głównego Księgowego, który płaci pracownikom (w tym dyrektorowi firmy) pensje. Nie oznacza to jednak, że księgowy może zwalniać dyrektora lub zamykać firmę. Trochę byłem zaskoczony, że Tusk nie przebadał tej sprawy dokładnie. Bo bez wątpliwości o TVP musiał bardzo długo i bardzo dużo myśleć i się konsultować.  To zbyt ważna i newralgiczna instytucja, by jej statusu nie rozumieć lub nie znać. W sukurs przyszedł olbrzymi błąd i przeoczenie PiSu wówczas, gdy formowali tą Radę dziesięć lat temu na ‘obraz i podobieństwo swoje’. Byli wtedy w trakcie zamachu na Trybunał Konstytucyjny, w planach już był zamach na Sąd Najwyższy, Ziobro od zaraz zaczął rozwałkę Prokuratury Krajowej (on był dużo bardziej bezwzględny i nieugięty w zdecydowanym i pozbawionym hamulców niszczenia wszelkiej niezależności sędziowskiej, prokuratorskiej i policyjnej, nie unikał w tej kwestii nawet konfliktów ani z Kaczyńskim ani z prezydentem Dudą, gdy ci chcieli – zmuszeni sytuacją wewnętrzna a przede wszystkim zewnętrzną zwolnić te tempo lub nawet czasem cofnąć zbyt radykalne zmiany) – wiązało się to z dużym zamieszaniem w orzecznictwie sądowym i trybunalskim. Prawa ręka nie wiedziała dokładnie, co robi lewa. Przyłębskie, sędziowie-dublerzy,  wybitne Krysie Pawłowicz – to tylko szczyt góry lodowej galimatiasu sądowniczego ówczesnej Polski (wiec  i obecnej, bo wybory powszechne nie wybierają nowych sędziów). W tym galimatiasie zapomniano, nie dopatrzono pewnej drobnostki – Ustawa o Krajowej Radzie Radiofonii i TVP … nie została formalnie i legalnie do końca przeprocesowana. I pomimo, że zakładano, że była, więc ma moc gwarancji konstytucyjnej … nie ma. Uff. Najjaśniej jak mogłem wyjaśniłem. Jeśli ktoś nie rozumie, to skąd może żądać, by rozumieli np. Kaczyński czy Duda? Ale Sienkiewicz jednak zrozumiał. I użył prostych i mało skomplikowanych narzędzi zwykłej ustawy o Spółkach Akcyjnych.  Z której wynika, że ten, co posiada większość akcji danej firmy może prezesa zarządu takiej firmy wyrzucić na z… pysk i sam Radę rozwiązać i powołać nowego prezesa Zarządu. Proste. Środek tymczasowy   i brzydki. I można go zaskarżyć  do Sądu Powszechnego. Ale tymczasowo skuteczny. A czasami ‘tymczasowo’ wystarczy. Pisałem tyle o tej hucpie z TVP i Wiadomościami TVP, bo to było i spektakularne i pokazało, jakie wielkie przeszkody na drodze reperacji szkód w Polsce trzeba będzie pokonywać. Ale, że można będzie, choć niektóre będą dużo dłużej trwały.

Kaczyński, ze względu na swój wiek i na fakt, że jednak przegrał wybory i mimo wszystko fala brudów jego rządów nie będzie nawet tajemnicą Poliszynela – będzie publicznie i równie spektakularnie ujawniana – jest już politycznym trupem. Można swobodnie o nim mówić już w czasie przeszłym. O tym jestem przekonany.  Jeszcze macha krótkimi łapkami i nóżkami, jak pajac na sznurku. Ale to już kurz historii a nie wiatr przyszłości.

Swoją drogą ciekaw jestem, co stanie się z wyznawcami religii smoleńskiej? Czy msze dalej obywać się będą przy Schodkach do Nikąd na placu Piłsudskiego, czy wrócą na stare miejsce przed Pałacem Namiestnikowskim (który też do czasu wyboru nowego prezydenta będzie u mnie tą starą, zaborczo-rosyjską nazwę nosił)?   Może pan Duda nawet zgodzi się by robiono to za bramą, wewnątrz dziedzińca, by zapewnić większe bezpieczeństwo Kurdupla z Żoliborza? Ciekawe, jak ich stosunki się teraz ułożą? Mimo wszystko Kaczyński nazbyt przyjemny dla swojego prezydenta nie był, a ten nagle jest jedynym, który ma ciągle władzę w ręku. Nominalnie dość potężną władzę.

Tusk w przemówieniu noworocznym nie mówił już tym samym, tryumfalnym językiem zwycięstwa, jakiego użył w wystąpieniu w Sejmie w pierwszym expose ledwie kilka dni wcześniej.

I tamten, tryumfalny ton był potrzebny Polakom, bo był to tryumf Polaków ratowaniu ojczyzny przed czarną nocą. Najważniejszym dniu wyborów od sławnego roku 1991 pierwszych wolnych wyborów parlamentarnych po 1939.

Ale te noworoczne było już trzeźwiejsze politycznie, mniej tromtadrackie, bardziej pragmatyczne. Przy podkreśleniu nowej nadziei i zadowoleniu ze zwycięstwa o jakim tyle lat marzył, o powrocie na fotel premierowski – nie mogło w tym nie być nuty smutku. Nie tylko z zerkającej zza każdego politycznego rogu chciwości, malwersacji finansowych, moralnej miazgi politycznych klas, które zawładały Polską od jesieni 2014. Nie, z dużo poważniejszego problemu. Z problemu głębokiego podziału w kraju na ‘naszych’ i ‘tamtych’. Podziału, jakiego żadną ustawą ani żadnym rozporządzeniem czy rozdawnictwem pieniędzy państwowych zniwelować się nie da.

Pojednanie będzie najtrudniejsze’ . Te słowa Donalda Tuska zapamiętałem najbardziej. I o tym zadaniu, wyzwaniu myślałem i pisałem tutaj najczęściej w czasie ostatnich dziesięciu lat. Wcześniej niż wybory w 2014 – od czasu katastrofy smoleńskiej, która mogła Polaków zjednoczyć. A podzieliła.  To była pierwsza zbrodnia popełniona na Polsce przez Jarosława Kaczyńskiego. Której mu nigdy wybaczyć nie powinniśmy. Z latami te wszystkie teatralne, operowe niemalże ‘spektakle smoleńskie’ stały się faktycznie jakimś teatrem absurdu najpierw, a potem spektaklem kabaretowym. Ale wtedy – nastąpił wielki podział społeczny, narodowy. Który trwa do dziś, choć już nie wszyscy pamiętają, co leżało u jego źródeł.  To podzieliło, jak nigdy nic przedtem, nie tylko Polaków w kraju – podzieliło równie ostro i skłóciło Polaków i polskiego organizacje, środowiska poza granicami kraju. Wyjątkowo ostro w Ameryce Północnej, w Kanadzie. Zniszczono budowaną od dziesięcioleci spójność organizacyjną Polonii. Ten podział był tym silniejszy, że wielką rolę odegrały w nim polonijne kościoły katolickie, które murem stanęły po stronie coraz bardziej fałszowanej, coraz bardziej kato-faszystowskiej polityce PiS.  To też naturalne pokłosie sojuszu Kościoła Katolickiego w Polsce z PiSem i jego ultra-patriotycznym, czasem w wyraźnie szowinistycznym kolorze. Mimo podobieństw stylu rządzenia i ideologicznych zboczeń Kaczyńskiego, Szydło i Macierewicza z izraelskim Benjaminem Netanjahu – nie przeszkadzało im to wyciągnąć z lamusa historii starego, śmierdzącego naftaliną trupa antysemityzmu (nie przeszkadzało to zresztą tak silnie i Netanjahu). Pamiętacie akcje ‘obrony dobrego imienia Polski’? Napaść IPN-u sterowaną przez rząd na wszelkie niezależne badania naukowe i grzmienie o usiłowaniach rozgrabienia Polski na rzecz Żydów w USA i Izraelu?  Bardzo sumienny i znany historyk polsko–amerykański, Jan Tomasz Gross stał się nagle ‘sztandarem polakożerstwa’. Żyd usiłujący rozgrabić Polskę a Polaków uczynić gorszymi od hitlerowców antysemitami. Zabawne (jeśli można takie określenie w tym ohydnym oskarżeniu użyć), że Gross z czysto talmudycznego tłumaczenia w zasadzie nie jest polskim Żydem, a jest Polakiem wyznania żydowskiego  ( i nawet tego pewny nie jestem, bo nie mam informacji czy Gross jest osobą wierzącą a jeśli, to jakiego wyznania). Matka Grossa, Hanna Szumańska była polską herbową szlachcianką, wyszła za mąż za zasymilowanego Żyda polskiego Zygmunta Grossa, polskiego kompozytora i adwokata (w dobie stalinizmu był obrońcą Władysława Bartoszewskiego). Ale w propagandzie krypto-faszystowskiej nawet siedzenie w szkole w tej samej ławce z kolegą-Żydem czynić cię może  … przynajmniej pół-Żydem.  To tylko taki przykład atmosfery zaczadzenia, jaka nad Polską i Polonią zapanowała pod władzami PiS. Tematu ‘Jan Tomasz Gross” nie mam zamiaru tu rozwijać.

Powstanie tej przybudówki ‘Polakożerczej nagonki światowego żydostwa’ szalenie utrudniło w Ameryce Północnej polityczną akcję uświadamiania Polonii o prawdziwej twarzy PiSu. Jak powiedziałem już wyżej – tradycyjne ugrupowania i związki polonijne związane bardzo z parafiami polskimi były w najlepszym wypadku obojętne, a najczęściej wrogie wobec działalności pro-demokratycznej demaskującej prawdziwe oblicze PiSu Kaczyńskich, Terleckich, Ziobrów, Macierewiczów i Kurskich.

W takiej atmosferze działały w Kanadzie formalne grupy KOD-u (Komitet Obrony Demokracji) na mocy oficjalnej reprezentacji ZG KOD w Polsce, prowadzone przeze mnie, Annę Bocheńską i Marka Tucholskiego reprezentujące całą Kanadę (KOD-Canada). Obok KOD-Canada, niezależnie i na mocy osobnego porozumienia między ZG KOD w Warszawie i KOD-Canada istniał KOD-Ottawa. Działo się to na początku roku 2015. Nikt wówczas jeszcze nawet nie przypuszczał ogromu zniszczeń jakich dokona PiS w Polsce. KOD-Canada nigdy nie był w stanie (choć nasze grupy działały w większości dużych ośrodków miejskich w Kanadzie, a do najbardziej prężnych należały: Montreal, Toronto, Ottawa, obszar Greater Vancouver i częściowo Calgary) pobudzić masowego ruchu w Kanadzie. Mimo to był bardzo widoczny, odegrał bardzo pozytywna rolę w informowaniu o zagrożeniach demokracji w Polsce. Był jedynym w tamtym okresie znaczącym ośrodkiem informacji i protestu społecznego. W 2023 roku sytuacja świadomości społecznej (jak i olbrzymia wymiana ‘pokoleniowa’ osób zawiadujących życiem zorganizowanym Polonii) uległa diametralnej zmianie na lepsze. Miejsce KOD z dekady wcześniej zajęły grupy inne. Palma pierwszeństwa i najlepszej organizacji należy się DPACC (Democracy Poland Action Committe – Canada). Niestety, jeszcze w poprzednich wyborach w 2019 mimo tego wysiłku prawie wszystkie Komitety Wyborcze w Kanadzie (Montreal, Ottawa, Toronto, Saskatoon, Calgary, Edmonton i Vancouver) głosowały w dużej proporcji na PiS. Lista Koalicji Demokratycznej uzyskała drugie miejsce. Prawie wszystkie, poza jednym wyjątkiem: Vancouver. Tylko tam większość głosów oddano na Koalicję Demokratyczną, nie na PiS. Wiązało się to chyba jednak (bo Polacy w Vancouverze też przyjechali tu z tej samej Polski, nie z Księżyca) z uporczywą pracą wśród całej Polonii środowisk pro-demokratycznych. Z szeregu akcji jakie udało mi się tam przeprowadzić z udziałem może nie olbrzymiej grupy ludzi – ale ludzi znaczących w środowisku i szalenie oddanych.  Na początku było to z ramienia KOD, potem już sami lokalnie to robiliśmy w naszym, lokalnym imieniu. Nie bez znaczenia były dobrze zorganizowane środowiska  akademickie, artystyczne. Utrzymywałem dobre kontakty z Konsulatem i przy każdej okazji spotkań prywatnych podkreślałem, że placówki dyplomatyczne, a zwłaszcza już konsularne nie reprezentują de facto rządu i partii politycznej a Państwo i przestrzegałem przed agitacją polityczną, która i Konsulatowi i Rządowi tylko zaszkodzi. W zasadzie wszystkie i gazety polskie (było ich początkowo kilka w Vancouverze) i polonijne stacje radiowe były pro-demokratyczne, a jeśli jedna czasem starała się być (powiedzmy tak) ‘obiektywna’ była to pozycja bardzo umiarkowana. Nie unikałem udziału w silnych sporach, gdy zaszła potrzeba. Przede wszystkim widoczni  byliśmy w newralgicznych i ‘nie polonijnych’ miejscach miasta: w popularnym parku miejskim, przy zniczu olimpijskim, raz przed Konsulatem i tylko krótko. Naturalnie, na samym końcu efekty z całej Kanady razem zebrane dały to, co dały. Przestrzegał zresztą o tym podczas jednej z konferencji video sam Donald Tusk (konferencja środowisk pro-demokratycznych z całego świata), aby nie wojować za silnie nad np. wyborami korespondencyjnymi i większą liczbą okręgów wyborczych w Kanadzie, bo … zalejemy PiSem kanadyjskim wszystkie miejsca sejmowe. Rozsądny i świadomy rzeczywistości polityk.

Nie ulega najmniejszej jednak wątpliwości, że ziarno wolności,  że tłumaczenie zagrożenia jakie niesie PiS to praca żmudna. Najtrudniejsze było to, by odrzucić groźny hurra-patriotyzm PiSu i IPNu w tandemie z polonijnymi parafiami katolickimi. Patriotyzm, w którym wszystko było szyte grubymi, tradycyjnymi nićmi nacjonalizmu, szowinizmu, ‘obrony dobrego imienia Polski’ przed napadami lewactwa, syjonizmu i LGBTQ.  A tradycyjna, starsza Polonia była bardzo podatna na te ‘sztandary ojczyźniane’.  Teraz gwałtownie następuje wymiana generacyjna Polonii. Tysiące nowych kanadyjskich Polaków te głupie straszaki ‘trupów PRL i komuchów’ zbywa śmiechem i wzruszeniem ramion. 

Za niezłomność, upór i konsekwencje w rzetelnym informowaniu Polonii w Kanadzie w ostatnich latach, za umiejętność stworzenia silnej platformy prasowo-podcastowo-radiowej w sieciach nowych social-mediów i organizowaniu w ostatnich latach Democracy Poland Action Committe – Canada olbrzymie słowa uznania należą się Małgorzacie Bonikowskiej z Toronto, redaktor naczelnej popularnej „Gazety – Dziennika Polonii” i autorce popularnego “Polcastu”. Aktywnymi do dziś w rozpowszechnianiu tego dzieła demokratyczno-informacyjnego pozostali moi serdeczni przyjaciele Anna Bocheńska z Toronto i Marek Tucholski z Montrealu.  Pojawiły się nazwiska nowe, Polek i Polaków, którzy tu się osiedlili w ostatnich latach. Innej, nowoczesnej generacji. Bardziej kosmopolitycznych niż zaściankowi mojej i poprzedniej generacji. Nie obarczeni nie tylko bagażem PRL, ale nawet bagażem „Solidarności”, która dla mnie jest tym, czym AK była dla mojego ojca: mitem młodości, działalności, niezłomności, idealizmu. I bardzo mnie to cieszy. Bo mity potrafią być bardzo groźne. Mity powinno się zostawić na gruzach Herkulanum i Ateneum. Im dalej od współczesności – tym zdrowiej.

Co więc zostawiliśmy, z polskiego punktu widzenia, za sobą w 2023?

Dewastację i rozpadanie się polskiej demokracji. Najgroźniejsze w obszarze sądownictwa i wymiaru sprawiedliwości, podporządkowania służb policyjnych i szeregu agencji służb bezpieczeństwa partyjnym interesom rządzących (PiS) – a to prosta droga do dyktatury. Niszczenie przynależności Polski do Unii Europejskiej, faszyzację polityki międzynarodowej poprzez silną współpracę z faszyzującymi Węgrami i innymi rządami i ruchami ultra-prawicowymi, co jest zresztą nie tylko polskim fenomenem. Jest szokujące dla mnie, że taką siłę polityczną (a wiec poparcie w społeczeństwie) zyskały grupy faszystów Konfederacji. Jest to zresztą fenomen pierwszej ćwierci nowego wieku w całej Europie i nie tylko (faszyzacja np. Izraela pod rządami Netanjahu wydaje się być szokiem nad szokami). Pewnie jest to tym razem negatywny objaw odejścia z życia publicznego generacji, która tą gehennę przeżyła. A jednocześnie odzwierciedleniem niepewności i lęku ludzkości generalnie wobec wielkich zmian i zagrożeń wynikających z bardzo już widocznych i przyspieszających swój marsz zmian klimatycznych Ziemi. Przyspieszanych karygodną polityką całego świata.

Główne osoby bardzo ważne w Polsce, które otwierają nowy, 2024 rok wedle mojej oceny to:

  1. Donald Tusk bezwzględnie. Niezbyt przeze mnie lubiany polityk. Ale polityk na te czasy chyba najwłaściwszy.
  2. Niespodziewanie – nowy Marszałek Sejmu, Szymon Hołownia. Też niechętnie mu się przyglądałem. I byłem kompletnie zakochany w nim, gdy prowadził, jako Marszałek obrady Sejmu w tych gorących dniach upadku PiSu. To był taniec baletmistrza i filipiki godne Demostenesa. Symbolem jego marszałkowania pozostanie na zawsze natychmiastowe usunięcie barier ulicznych przed Parlamentem RP na Wiejskiej –  Polski Parlament wrócił w ręce Polaków, pracodawców posłów i senatorów.
  3. Rafał Trzaskowski – Prezydent Warszawy, który nigdy stolicy na pastwę PiSu nie oddał. Jedyny, który w poprzednich wyborach prezydenckich w Polsce minimalną tylko ilością głosów nie wygrał ich. To zapaliło pierwsza lampkę w ciemnościach tamtej Polski i pokazało, że niemożliwe jest możliwe. Ryzykowałbym stwierdzenie, że bez tamtej walki prezydenckiej i bez jego prezydentury w Stolicy kraju być może nie doszłoby do wygranej Koalicji Demokratycznej w październiku 2023. Nie mam pojęcia, czy Tusk formując Koalicje nie uczynił pewnych obietnic wobec Hołowni w sprawie kolejnych wyborów prezydenckich i nie obiecał, że Trzaskowski nie stanie w szranki. Wątpię, by Tusk i Hołownia tego typu niehonorowy pakt zawarli. Ale lękam się. Trzaskowski jest człowiekiem nowej Polski, świeckiej, pro-europejskiej, światowej. Pokładam w nim wielkie nadzieje. I liczę bardzo, że za półtora roku stanie w szranki i wygra wybory prezydenckie w Polsce.
  4. A teraz szok dla czytelnika – Andrzej Duda. Nie, nie pokładam w nim jakichkolwiek nadziei.  Jako Głowa państwa jest i był i zawsze będzie beznadziejny. Kompletnie się do tej funkcji nie nadaje. Pierwszy w historii Polski od czasów republikańskich Prezydent-niedorajda. Pod każdym względem. Nawet wliczając w to początki PRL-u, bo i Bierut (okrutna postać i okrutnie zapisana w tej historii) nie był niedorajdą. Ale Andrzej Duda JEST prezydentem RP.  I może jeszcze wiele szkody Polsce wyrządzić. Jedyną szansą jest, że  jego własny lęk przed konsekwencjami  obstrukcjonizmu może okazać się dla niego za wysoki. Oczywiście jest też możliwe niestety, że ulegnie typowym dla takich charakterów ciągotom – zawierzy swej mocy i swym umiejętnościom. Których nie posiada, ale w zdaniu poprzednim wyjaśniłem, że może być tego nieświadom. A polska Konstytucja daje prezydentowi sporo uprawnień i władzy.
  5. Ze świata kultury: Agnieszka Holland, która przyniosła tyle światowego rozgłosu dla polskiej kinematografii; Olga Tokarczuk za użycie swego nimbu literackiego Nobla nie tylko jako rozgłosu polskiej literatury, ale generalnie za stawanie w obronie wolności kultury i twórczości polskiej, wolności twórcy w dobrze tematów i ich realizacji.  Teatr Och_Teatr (w dawnym kinie ‘Ochota’) i jego dyrektorka Krystyna Janda za niezłomność programową i kreacje teatralne w najlepszych tradycjach polskiej sztuki teatralnej. Generalnie przytłaczającej ilości polskich twórców kultury w obronie wolności słowa, wolności artystycznej i zaangażowania politycznego po stronie ruchów demokratycznych. Więcej nazwisk wymieniać nie będę, bo by zajęło bardzo dużo miejsca.

Największe zagrożenia dla Polski:

  1. Kryzys klimatyczno-ekologiczny. To najniebezpieczniejsze zagrożenie całego świata, globalny kryzys egzystencjalny ludzkości. Dla samej Polski szczególnie niebezpieczny, ponieważ jest nie tylko zapóźniona w skutecznej działalności na tym polu ale i w wyjątkowo rabunkowej gospodarce zarządzania środowiskiem naturalnym. Dogonienie czołówki państw europejskich będzie się wiązało z bardzo wysokimi kosztami finansowymi dla Skarbu państwa, a więc też dla ludności Polski. I do tej pory nikt tego obywatelom tego kraju jasno i bez politycznych kłamstw nie powiedział. Dotacje Unii Europejskiej nie mogą zastąpić nakładów Polski, czyli jej obywateli.
  2. Wojna rosyjsko-ukraińska. Tu rozwodzić się nie trzeba.  Chyba wszyscy te zagrożenie rozumiemy. Kolosalne na wielu płaszczyznach z racji obecnych granic Polski, ze względów historycznych połączeń sięgających prawie zarania polskiej państwowości, z ryzyka wojny nuklearnej lub katastrofy nuklearnej, z obciążeń związanych ze wspieraniem państwa ukraińskiego, z masowej emigracji. Z konieczności wielkich wydatków na własne uzbrojenie i wielkość wojska. Liczenie tylko na ‘Hamerykę’ jest olbrzymim błędem. A zaciągnięte bankowe kredyty wojskowe ktoś kiedyś będzie musiał zwracać. Za mało się o tym mówi Polakom. Nawet Donald Tusk nie pojedzie (tak jak pojechał do Brukseli po zamrożone fundusze europejskie) na Biegun Północny prosić Mikołaja o specjalny lot saniami wypełnionymi po brzegi dolarami … .

Nie wszystko wyczerpałem. Ale starałem się najważniejsze zarysować. Z tymi zagrożeniami opisanymi w ostatnim paragrafie wiąże się jednak jeszcze jedno. Być może niewiadoma największa. Olbrzymim udziałem w wyborach Polacy pokazali światu piękny przykład masowego zaangażowania obywateli w odpowiedzialność obywateli w obronie demokracji. Pytanie ciągle bez odpowiedzi, to czy ta piękna akcja była kolejną polską piękną szarżą husarską czy przebudzeniem narodu do świadomej, mądrej obywatelskości na co dzień? Na samym końcu żaden rząd nie rządzi całkowicie (poza rządami autokratyczno-dyktatorskimi) w próżni. Rząd musi być ‘rządzony’ przez obywateli. Na co dzień. Tylko wtedy i nasze własne oczekiwania będą bliższe rzeczywistości i możliwości skarbowych państwa na ich zaspokojenie. Bo kupowanie przez rząd poparcia wyborcy – jak się gorzko przekonaliśmy – bywa często na lichwiarskich warunkach. 6+6=12. Nie 13 ani 14, jak ilość rocznych emerytur w Polsce.

Leave a comment