List do Przyjaciela

List do Przyjaciela

List do Ciebie

Za grzbietem gór i szczytów niedostępnych z chmur jest taka przełęcz daleko stąd. Z niej, jak w kinie jakiś piękny film, otwiera okno się na morza łąk. Pojechać jeszcze miałem tam nim zapadnie mrok, odpłynie mój czas, zaśnie mój las.

Miałem przyjechać  i pokazać ci, jak piękny jednak jest ten świat. W nim, na kępach traw rosną sny, pachnie słodkim odurzeniem kwiat paproci, młodości gwiazd i chmur. Tam, tuż za grzbietem tych sinych gór – słodkim dniem, drżącym snem.

Ale ten czas, ten mój czas, kurczył się jak cień. Aż znikł prawie. Przyszedł zmierzch, nastała noc. Potykałem się o grań śliską nocy wilgocią. Odeszła gdzieś moja moc i młodość, która miała trwać oceanem sił, milionem chwil.

Jeszcze się w ognisku żagiew tlił, jeszcze ciepło od popiołów biło.  Ale tliło – nie gorzało już. Ognisko dogasało. I ramię drżało z lęku, gdy ci go użyczałem byś niepewnym krokiem nie potknął się o żerdź przerzuconą nad wartką roztoką.

Przełęcz ‘Krzyżnem’ zwana przez zbiegające się tam szlaki niebiańskie i turystyczne niech cię woła, niech wabi, niech czaruje śpiewem Tatr. Opowieściami muzycznymi Szymanowskiego, Karłowicza, niech mówi prawdy i kłamstwa o Witkacym, nuci Asnykiem. Niech szepcze do ucha o pocałunkach chłopców zakochanych w swoich odbiciach w źródlanej wodzie, o dziewczynach z warkoczami grubymi jak ramię, czarnymi jak noc w tatrzańskiej puszczy. Musisz tam pójść byś mógł to miejsce przez całe życie pamiętać.

Nie zgubisz się, nie lękaj się – będę z tobą nawet gdy mnie nie będzie.  A jest mnie coraz mniej, zasypia mój las i moje trasy mrok pokrywa coraz to gęstszą mgłą. Ale przyjdę. Może nie poznasz, nie zauważysz w tej mgle – ale będę. Gdy się potkniesz – podniosę. Gdy pośliźniesz się na grani – za rękaw podtrzymam.  Wiesz, że będę, gdy mnie nie będzie.  Będę drżał z lęku byś ty go nie odczuwał, bo mnie lęk nie straszy. Stracił swoją moc. Więc nie czekaj aż przyjadę i razem tam pójdziemy.  Może na pociąg, na samolot nie zdążę.  A wówczas będę czekał tam. Na jakimiś kamieniu sobie siądę, pod jakimś świerkiem, nad strumieniem jakimś. I będę gwizdał do ptaków, do gór i świstaków. Aż przyjdziesz. Bo przecież kiedyś będziesz chciał.

Z Krzyżnego wzrok zatoczysz, Morskie Oko puści ci oko, o Wołoszyn oprzesz się plecami i w dolinę zwrócisz wzrok. Tam, w oddali, otworzy ci ramiona Twoja młodość – z gwiazd i chmur. Chwyć ją pewnie, w plecak włóż. I to wszystko, i to już. Możesz wracać już spokojnie ku dolinom, ku ulicom miast dudniących, rozbieganych, zagonionych. Lecz Krzyżnego nie zapomnisz i młodości nie zagubisz. Może nawet kiedyś moją wspomnisz.

Ot, i noc w me okno puka, wiec już kończę, nie przedłużam (okno nocy, gdy w nie puka, nie otworzyć nie wypada) – ściskam cię serdecznie więc,

Twój przyjaciel, ja.


Karkonoska akwarela z przełomu lat 40. i 50. ubiegłego wieku autorstwa ojca autora, Milo Pacaka seniora

Zbrodnia i kara – w wersji izraelskiej

Naturalnie, że nie będę tu pisał ani o literaturze rosyjskiej ani o zjawisku ‘dostojewszczyzny’.  Ale będę tu pisał o pewnych zachowaniach, które żywcem prawie z duszy rosyjskiej przeciekły w duszę izraelską. Celowo i z rozmysłem nie piszę ‘w duszę żydowską’.  Izrael dzisiejszy, Izrael od wielu już lat kształtowany przez Netanjahu nie jest tym państwem, jakim był wcześniej. Izrael –państwo wymaga od wszystkich Żydów na świecie moralnego, pełnego i niekwestionowanego wsparcia i poparcia. I kategorycznie zabrania Żydom, obywatelom i mieszkańcom innych krajów, krytykowania poczynań izraelskich. Żyd, który krytykuje Izrael jest w oczach współczesnego Izraela zdrajcą. A zdrajca, to wiadomo: gorszy niż wróg.

Nawet Kaczyński w trumwiracie z Ziobrą i Szydło-Morawieckim nie ośmielił się tak oficjalnie mówić do mnie i setek tysięcy innych Polaków zamieszkałych poza granicami Polski, kiedy głośno i zdecydowanie wobec ich rządów mówilismy: No pasarán!

To w Rosji jest to umiłowanie ‘mateczki Rasiji’ bez względu na to, jaką jest ‘mateczką’. Rosja była zawsze (w rozumieniu rosyjskim) tą, która była niezrozumiała przez obcych, była poszkodowana, szkalowana, napadana. Otoczona zewsząd wrogami, którzy chcieli ja osłabiać, napadać, zagrażać jej istnieniu. Scenariusz wypisz-wymaluj oddający postawę Izraela wobec  nie tylko żydów ale i Żydów (przypomnę, że ‘żyd’ pisany z małej litery oznacza osobę wyznania mojżeszowego, niekoniecznie oznacza pochodzenie etniczne lub narodowe; podobnie jak ‘katolik’, ‘protestant’ czy ‘buddysta’ – pisane jest to z małej litery).

Jest bezwzględną prawdą, że Izrael  dwadzieścia, trzydzieści i czterdzieści  lat temu nie był państwem, jakim jest dzisiaj. Przeciwnie – był wyspą i oazą demokracji, praw człowieka i obywatela, tolerancji, otoczony morzem państw dalekich od tych ideałów. Świat arabski ( i nie tylko) Bliskiego Wschodu i Północnej Afryki był ciągle w mrokach. Nigdy nie był państwem idealnym. Od początku hołdował zasadzie apartheidu wobec mniejszości palestyńskiej w granicach Izraela. I od dziesięcioleci odmawiał Palestyńczykom ich niezbywalnego prawa do własnego, niezależnego i w pełni suwerennego państwa. Państwa, które te prawo miało potwierdzone od zarania istnienia ONZ – od tego samego czasu, gdy to samo prawo przyznano w ONZ dla Żydów. Ale był państwem, które ciągle miało szerokie uznanie i szacunek innych państw demokratycznych.

Pisałem o tym w szeregu tekstów z tym tematem związanych, więc dalej tego wstępu rozwijać nie będę.  Podobnie jak w długiej serii moich artykułów rozpatrywałem kwestie polskiego antysemityzmu – w świetle antysemityzmu innych państw cywilizacji chrześcijańskich.

Ale teraz o tym, co stało się ledwie dwa dni temu, 3 kwietnia.  A 3 kwietnia Izrael dokonał zbrodni niewytłumaczalnej, niewybaczalnej, zbrodni wojennej  wedle Konwencji Genewskiej. Nie, nie piszę o masowym mordowaniu dzieci, kobiet  i generalnie palestyńskiej ludności cywilnej. O tym też już pisałem i nic się w tej materii nie zmieniło (poza zwiększającą się stale liczbą ofiar cywilnych  terroru izraelskiego) – piszę o ataku na wyraźnie oznaczone, zapowiedziane wobec wojsk izraelskich samochody międzynarodowej organizacji pomocowej ofiar wojny – World Central Kitchen.

Dzięki temu właśnie, że były bardzo wyraźnie oznaczone, dzięki temu, że wojska izraelskie miały dokładnie podane namiary i śledziły ruch tych transportów żywności dla umierających z głodu dzieci i kobiet palestyńskich – wojska izraelskie ostrzelały je ogniem artyleryjskim i zamordowały cywilną obsługę tych samochodów. Nie pierwszy raz celem ataków lotniczych, rakietowych i artyleryjskich  byłe pojazdy międzynarodowych organizacji pomocowych – wiemy co stało się samochodami i ich załogą ONZ-owskiej organizacji niosącej pomoc Palestyńczykom. Hałas był też olbrzymi  – nie taki jednak silny i konsekwentny, jak obecnie.  Głównie dlatego, że transporty ONZ-owskie były obsługiwane przez załogi palestyńskie.  A życie Palestyńczyka, jak się wielokrotnie przekonaliśmy, jest bardzo tanie.

Tym razem hałas i żądania odpowiedzialności, przeprosin i dochodzenia, jak do tej zbrodni doszło były silne. Bardzo silne. I gniew wielu potężnych państw nie ukrywany. W Wielkiej Brytanii tysiące naukowców, polityków a nawet byłych sędziów Sądu Najwyższego opublikowały list publiczny domagający się natychmiastowego zaprzestania jakiejkolwiek pomocy w przekazywaniu środków militarnych dla Izraela. Zwolennicy Partii Demokratycznej w USA – mimo, że jest to rok decydujący o tym, kto stanie w przeciw Trumpowi w najbliższych wyborach prezydenckich – zagrozili Bidenowi odmową poparcia. A to byłby najprawdopodobniej koniec jego marzeń o kolejnej kadencji. Premier Kanady nie ukrywał swojego oburzenia i ostrego potępienia tej zbrodni w swoim publicznym wystąpieniu. Polska (co wyjątkowe w obecnym układzie sił politycznych w Polsce) w tandemie Premiera i Prezydenta wystosowała równie silne żądania wobec Izraela i powołanie niezależnej, międzynarodowej Komisji do zbadania tej zbrodni. Dlaczego teraz?

Oczywiście powodem jest też rosnące zniecierpliwienie świata tą trwającą już od wielu miesięcy totalną wojną Izraela wobec Palestyńczyków. Ale zasadniczą przyczyną był fakt, że ofiarami tej zbrodni padli woluntariusze innych niż palestyńska narodowości. W tym obywatel Kanady, USA i Polski.

W tle tego wszystkiego pojawia się nagle postać ambasadora Izraela w Warszawie, Yacova Livne.  Pan ambasador na oficjalnej stronie Ambasady na Twiterze wyraża swoje niezadowolenie i wyraźną wściekłość wobec Polski o nagłaśnianie tej sprawy, o jakieś żądania przeprosin, sankcji może nawet wobec Izraela. Oskarża ‘skrajną prawicę i lewicę w Polsce’ o antysemityzm. W tym oświadczeniu de facto przestawia fakty tak, by ci, którzy w Polsce są tym zamachem izraelskim oburzeni postawienie byli w świetle tej zmory i ohydnej ideologii antysemityzmu. Jest bez znaczenia, że np. Krzysztof Bosak z Konfederacji ma przypuszczalnie pewne tendencje (mówiąc bardzo ‘delikatynie’) antysemickie – ogólnie rzecz biorąc jest po prostu rasistą i ksenofobem.  Ale w świetle zamachu dokonanego na Polaku w tym ataku na transport  World Central Kitchen używanie przez ambasadora Izraela określeń : “antysemici zawsze pozostaną antysemitami, a Izrael pozostanie demokratycznym Państwem Żydowskim, które walczy o swoje prawo do istnienia. Również dla dobra całego świata zachodniego” jest po prostu ohydne. Zwłaszcza przy rażącym braku jednego: przepraszam.

Tu przytoczę in corpore oświadczenie Jakova Livne:

 „Amb. Yacov Livne 🇮🇱

@YacovLivne

Skrajna prawica i lewica w Polsce oskarżają Izrael o umyślne morderstwo we wczorajszym ataku, w skutek którego śmierć ponieśli członkowie organizacji humanitarnej, w tym obywatel Polski. Wicemarszałek Sejmu i lider Konfederacji Krzysztof Bosak twierdzi, że Izrael popełnia „zbrodnie wojenne” i terroryzuje organizacje humanitarne, aby zagłodzić Palestyńczyków. To ten sam Bosak, który do dziś nie zgodził się potępić masakry dokonanej przez Hamas 7 października i którego partyjny kolega, prawicowy ekstremista, zgasił gaśnicą chanukową menorę, którą zapaliliśmy w parlamencie w Warszawie. Wniosek: antysemici zawsze pozostaną antysemitami, a Izrael pozostanie demokratycznym Państwem Żydowskim, które walczy o swoje prawo do istnienia. Również dla dobra całego świata zachodniego.”

Po tym oświadczeniu pan ambasador został poproszony na rozmowę do gabinetu v-ce Ministra Spraw Zagranicznych i efektem tej rozmowy było jego ‘odwołanie’ tego oryginalnego twittu Ambasady Izraela i przeprosiny. Co w niczym nie zmieniło smrodu, jaki pan ambasador zostawił. Nie dostał też od Radka Sikorskiego listu persona non grata, który nakazywałby mu zbieranie manatek i wyjazd z Polski. A powinien. W zasadzie taka rozmowa, nawet bez owego określenia ‘persona non grata’ jest wskazówką, że winien sam wrócić do Tel Avivu. Czy tak się stanie – nie wiem. Polska chce utrzymać dobre stosunki z Izraelem. Choćby dla czasów przyszłych, gdy Izrael wróci (?) do rodziny narodów praworządnych i demokratycznych.

Teraz dwa słowa wyjaśnienia czemu we wstępie te odniesienia do ‘charakteru rosyjskiego’, do rusofilii zamieściłem.  Otóż pan Yakov Livne urodził się w Moskwie, gdzie mieszkał prawie do ósmego roku życia. I nigdy nie ukrywał serdecznych związków z Rosja i kulturą rosyjską.  Przeciwnie – cenił je sobie. Nie ukrywał też sympatii jaką darzy prezydenta Rosji, niejakiego Vladimira Putina. Co owocowało jego ambasadorowaniem w Rosji właśnie.  Tej słodko-romantycznej, mistycznej Rosji jego dzieciństwa…

Ach, łza się w oku , psiakrew, kręci …

Natomiast ja mam pytanie do byłego ministra Spraw Zagranicznych (z okresu tych ultra-patriotycznych rządów PiSu, z czasów tych ‘antysyjonistycznych’ kampanii IPN-u (niesławny Instytut Pamięci Narodowej, gdzie celowo mieszano szlachetne z podłym, by tym światłem szlachetnego pokryć bród tego podłego z naszej historii najnowszej): jak to się stało, że rząd PiSu udzielił akredytacji dla pana Livne? Czyżby romans i zachwyt wobec tego szmatławca Netanjahu, którym im imponował tą samą demagogią, tą samą niechęcią do niezależnego i silnego sądownictwa był silniejszy niż dobro i honor własnego kraju?

Nie, nie udzielę odpowiedzi na to pytanie. Naturalnie, że jest czysto retoryczne.

Putin, traktory i ‘chłopi’

Muzeum Narodowe w Krakowie; http://www.zbiory.mnk.pl ; ‘Żółkiewski pod Cecorą’ W. Piwnickiego

Przyglądam się z coraz większym niepokojem polskim szosą prowadzącym do przejść granicznych z Ukrainą. Tym kilometrowym wystawom sprzętu rolniczego, zwłaszcza ciągników i traktorów. Bardzo zresztą ładnym i nowoczesnym, tutaj furmanek czy zdezelowanych Ursusów nie uwidzisz. Polska wieś zasobna, gospodarna. Mam nadzieję, że gospodarna i że ktoś tym krówkom w stajniach i świnkom w kojcach siana i innej strawy na czas daje. Słowem, że gospodarstwa pilnuje. Wszak od dziesięcioleci słyszeliśmy, że chłop urlopu nie ma, bo w oborze i na zagonie ni zwierzę ni rola urlopu nie biorą – świątek, piątek czy niedziela. Pewnie panie Gospodynie wiejskie i dzieciaki chłopskie chłopa-męża dzielnie w tej pracy znojnej zastępują.

Ach, łza się w oku kręci, gdy taki obraz wsi polskiej maluję. Tyle, że jest to obraz, tak jak od Chełmońskiego, a nie rzeczywistość. Mamy de facto dziś producentów żywności. Chłopa z małego gospodarstwa na tych szosach nie obaczysz przypuszczalnie – na samą benzynę (lub ropę) by go stać nie było. Więc ci polscy przedsiębiorcy żywnościowi idą blokować granicę ukraińską by produkty rolne od obszarników ukraińskich nie zalewały polskiego i europejskiego rynku.

A co polskiemu klientowi w sklepach spożywczych za różnica, czy kupuje drogie jajka od obszarnika ukraińskiego czy od kułaka polskiego? Bo kurze to kompletnie obojętne, kto jej te jajka podbiera. A te ciągniki wysiewające stale zbędne i groźne, trujące otoczenie wyziewy spalinowe to na granicy ukraińskiej stać mogą – tylko pomyliliście na której granicy. Powinny być tam dalej na wschód, na rosyjsko-ukraińskiej.  Jak tabor Żółkiewskiego pod Cecorą. I nie pozwalać dziczy rosyjskiej wchodzić na dawne ziemie Rzeczypospolitej. Ale – tak, jak klęska Żółkiewskiego była w dużej mierze spowodowana zdradami i ucieczkami podwładnych Żółkiewskiego – tak i ci ‘ciągnikowi bohaterzy’ innemu panu dziś służyć się zdają.  Nie sułtanowi tureckiemu, z którym mierzył się Żółkiewski. Nie – carowi rosyjskiemu.

Wstyd i hańba polscy producenci żywności (chłopami was nie chce nazywać więcej,  bo jesteście faktycznie przedsiębiorcami i w dodatku wielu z was pewnie zatrudnia za psie pieniądze właśnie ukraińskich robotników rolnych), że własna chciwość i łasość na mamonę zastąpiła wszelkie poczucie odpowiedzialności za kraj, wszelką obywatelskość zgubiła. Ach , i jeszcze ta po-pisowska nienawiść do Unii Europejskiej, która chce narzucić wam przepisy nowego ‘zielonego ładu’! Krzyczycie, że wy sami najlepiej wiecie, jak środowisko naturalne ratować.

Ot, to wam powiem –  …no wiecie i tyle. Zaśmiecaliście od dziesięcioleci te środowisko, zatruwaliście je bez końca. Za czasów komuny i po 1990. Kiedy tam mieszkałem i później, gdy często odwiedzałem, widziałem to często i gęsto. Nie wszyscy naturalnie. Ale podejrzewam, że większość tych, co tymi ciągnikami blokują te szosy. Są piękne cechy chłopskie. Ale są i obrzydliwe – przysłowiową jest pazerność i upór. Znam i takich tu, w Kanadzie, gdzie mieszkam. Gdy trzeba wyciągać od rządu dotacje i daniny – to naturalnie identyczne hasła: my farmerzy, sól tej ziemi! My żywimy Kanadę i świat od świtu do nocy harując na rodzinnych gospodarstwach! Tyle, że przeciętny mieszczuch ciągle romantycznymi oczami widzi tą wizję domowego gospodarstwa: stara chata-rancho drewniana, kury w obejściu, sad za oknem i paręnaście-parędziesiąt hektarów ziemi ornej. Podczas, gdy w rzeczywistości to latyfundia na miarę tych polskich magnackich na starej Ukrainie. I tysiące letnich robotników rolnych sprowadzanych za grosze z Meksyku i trzymanych na ‘gospodarstwie’ w urągających warunkach po 3-6 osób na izbę.

Gdybym był Donaldem Tuskiem, to bym nie jechał do Brukseli odblokować jakieś fundusze dla was rolnicy-putinowcy na szosach. Wysłałbym siły policyjne i odpowiednie wozy do ściągnięcia tych ciągników z szosy, was ukarał grzywną za blokowanie infrastruktury przygranicznej i obarczył kosztami tej operacji policyjnej. I pożegnał pozdrowieniem, jakim za mojego dzieciństwa na polach się chłopi witali i żegnali – szczęść Boże!

Dwie wojny. Dwa inne światy i wymiary.

Dwa największe i najbardziej obecnie niebezpieczne dla pokoju światowego ogniska wojenne to wojna w Ukrainie i wojna w Gazie-Palestynie. To nie największe zagrożenie i nie najniebezpieczniejsze wojny dla świata. Ta zacznie się w Azji. Ale te dzieją się już teraz: z bombami, czołgami, rakietami i tysiącami zabitych.

Ten Wielki Konflikt, to zdaniem moim nieunikniony prawie konflikt amerykańsko-chiński. Chiny nie rozpoczną go, dopóki nie będą pewne swej autentycznej siły militarnej. Ale mowy być nie może, by mocarstwo (jakim Chiny są) pozwoliły sobie na nieustanną amerykańską dominację w Azji. Nie zamierzają tej dominacji kontestować ani w Europie, bezwzględnie nie w Ameryce Północnej, ani nawet w Ameryce Południowej. Nie ma jednak najmniejszej wątpliwości, że nie pogodzą się z ekspansjonizmem amerykańskim w Azji.  Afryka już jest i pozostanie miejscem rywalizacji obu mocarstw. Rosja jest ciągle wielką niewiadomą. Moim zdaniem to kolos na glinianych nogach. Ale może być dla Chin wygodnym sojusznikiem.

Do wielkiego wojennego zderzenia Chin i USA może być jeszcze długa droga. Jest możliwe nawet, że spór o dominacje w Azji będzie rozwiązany negocjacjami tych dwóch kolosów. O ile przedtem nie dojdzie do dużego zderzenia z innym kolosem azjatyckim – Indiami.

A wojny na Ukrainie i w Palestynie są teraz. I są bardzo groźne. I bardzo inne.  Tak przyczyny, jak i cele oraz gargantualne różnice w uzbrojeniu, możliwościach militarnych stron konfliktu na Bliskim Wschodzie i na Ukrainie – czynią te konflikty kompletnie ze sobą nieporównywalne.

Ukraina

Rosja napadła na drugie, suwerenne i niezależne państwo. Państwo z własna armią i bardzo duże (ponad sześć milionów km2 powierzchni i ok. 40 milionów mieszkańców). Rosja jest wielokrotnie większa i obszarem i ludnością – nie jest to jednak walka olbrzyma z karzełkiem. Zasoby ukraińskie, jak zaznaczyłem, nie są niewiele znaczące. Sam fakt, że Rosji nie udało się do tej pory – po dwóch latach walk – odnieść zdecydowanie olbrzymich i spektakularnych sukcesów świadczy o wytrzymałości i gotowości bojowej Ukrainy w wojnie obronnej. W wielkim stopniu znaczeniu masowej i nie do przecenienia pomocy finansowej i dostaw olbrzymiej ilości sprzętu wojskowego dla Ukrainy przez państwa zachodnie, na czele z USA.

Strefa Gazy

Totalna wojna Izraela na terenach Gazy, a od niedawna też na obszarze całej Strefy, łącznie z pograniczem egipskim między Rafah i Han Yunis. Na wielokrotnie większym obszarze Zachodniego Wybrzeża (wzdłuż rzeki Jordan, która tworzy granice miedzy Palestyną i Jordanią), gdzie znajdują się władze polityczne państwa Palestyńskiego nie ma bezpośredniej inwazji armii izraelskiej. Ma tam jednak miejsce nieustanna działalność grabieżczo-terrorystyczna uzbrojonych osadników izraelskich. Odbywa to się często przy współudziale lub milczącym przyzwoleniu żołnierzy izraelskich na akty napaści na Palestyńczyków tam  mieszkających. Jeszcze przed terrorystycznym napadem oddziałów Hamasu na te osiedla izraelskie po drugiej stronie granicy w Gazie – Palestyńczycy od wielu lat byli poddawani aktom wypędzania ich z rodzinnych farm i zbrojnego zajmowania ich domostw i gospodarstw przez napływających stale nowych osadników żydowskich. W ostatnich dekadach ci osadnicy przybywali głównie z Rosji i bardzo przypuszczalne jest, że charakteryzowali się pewną specyficzną mentalnością rosyjską, która przez pokolenia bez wątpienia odbiła się na ich własnej mentalności. Mentalności bezprawia, lub prawa pięści i brutalnej siły. Tego samego, które charakteryzuje rządy i Mikołaja II, i Stalina, i Putina.

Te szukanie podobieństwa emigracji żydowskiej z Rosji do Izraela i cechami mentalności jest jedynym podobieństwem wojny na Ukrainie i najazdu izraelskiego na Strefę Gazy.

1. Sytuacja na Ukrainie:

24 lutego 2022 Rosja rozpoczęła totalną wojnę przeciw Ukrainie. Główne siły uderzenia poszły z terenu Białorusi w kierunku Kijowa wykorzystując zgromadzone tam wcześniej potężne siły rosyjskie: 35 Armią i 127 Dywizję Zmechanizowaną; jednocześnie z drugiego brzegu Dniepru uderzyła 36 Armia wspomagane silnymi jednostkami wojsk powietrznych. W kolejnych tygodniach do natarcia dołączyły inne wielkie jednostki rosyjskie. W tym samym czasie rozpoczęły się natarcia rosyjskie z zajętych wcześniej separatystycznych prowincji Ługańskiej i Donieckiej oraz z zajętego przez Rosję kilka lat wcześniej Krymu. Z portów na Krymie działały jednostki rosyjskiej Floty Wojennej. Przewaga wojsk rosyjskich w sprzęcie, uzbrojeniu oraz liczebności była duża. Sami Rosjanie byli przekonani, że zajęcie stolicy – Kijowa – to kwestia krótkiego czasu.

Panowało też silne przekonanie, że istnieje duża sympatia pro-rosyjska w szerokich rzeszach obywateli ukraińskich, że sama Ukraina i pojęcie narodowości ukraińskiej jest sztucznym konstruktem. Słowem, że Ukraińcy to po prostu nieco inny odłam jednej wielkorosyjskiej rodziny narodowej. Rosjanie wykazali się w tym zdumiewająco naiwni i pozbawieni najbardziej podstawowej wiedzy historycznej. Wszak do czasów XVII wieku i rozejmu w wojnach polsko-rosyjskich  oraz  Powstania Chmielnickiego w XVII wieku – żadna znacząca terytorialnie część terenów nazywanych obecnie ‘Ukrainą’ do państwa rosyjskiego nigdy nie należała. Zmieniło się to drastycznie w ramach Ugody Perejasławskiej w 1654. Poza terenami od wieków średnich należącymi do Korony Polskiej lub Węgier, które przy Polsce pozostały do końca istnienia Królestwa Polskiego, a duże jej obszary również w okresie  II RP (1918-1945).

Mnie się wydaje, że Ugoda Perejasławska przyniosła więcej szkody Ukraińcom niż Polsce. Car zresztą nigdy nie podpisał tej Ugody wychodząc z założenia, że Samodzierżca nie może składać jakiejkolwiek przysięgi poddanym. Zapoczątkowało to silny proces rusyfikacji, podporządkowanie Cerkwi Kijowskiej Patriarchatowi Moskiewskiemu (do tej pory była w bezpośrednim podporządkowaniu Patriarchy Konstantynopola). Wszystko to opóźniło bardzo rozwój świadomości narodowej Ukraińców, jak i sam rozwój gospodarczo-ekonomiczny tych ziem. A Polskę uratowało od nieustannych problemów zatargów wewnętrznych z Kozaczyzną i powodowanych przez tą Kozaczyznę zatargów z Imperium Osmańskim. Ale wracajmy do XXI wieku.

Mimo wielkiej różnicy w sprzęcie wojskowym, a przede wszystkim potencjale ludzkim (potencjał ludzki Rosji to 144 mln mieszkańców; Ukrainy – 45 mln. ) – dwuletnia już agresja Rosji na Ukrainę jest jednak porażką agresora. Nie udało mu się odnieść wielkiego zwycięstwa w jakimkolwiek z założonych celów. Nie zdobył Kijowa; nie zajął całego terytorium (poza Wschodnią Ukrainą – też nie w całości). Po dwóch latach nieustannych walk  Rosja w zasadzie jest na tych samych pozycjach terytorialnych od ponad roku. Największe straty rosyjskie są na arenie politycznej:  przyspieszyła a nie zlikwidowała możliwości akcesu Ukrainy do NATO, w dużej mierze zjednoczyła naród ukraiński i większość sił politycznych w Ukrainie; otworzyła prostą drogę Ukrainy do partnerstwa, a w konsekwencji do członkostwa w Unii Europejskiej. Putin przeliczył się militarnie i politycznie na skalę olbrzymią.  To był chyba największy błąd polityczny w całej jego karierze. Stosunkowo duża łatwość z jaką udało mu się dwa lata wcześniej zająć Krym, przyłączyć Okręgi/Republiki Ługańską i Doniecką uniemożliwiła mu rozróżnienie tych w dużej mierze rosyjskojęzycznych Okręgów od reszty Ukrainy zasadniczej.  Jeśli kiedyś dojdzie ( a dojść musi) do konferencji pokojowej, do pertraktacji między Ukrainą a Rosją to możliwe, że będzie to gorzka pigułka-cena Ukrainy za pokój. Nie wolno zapomnieć, że powstanie niepodległej i suwerennej Ukrainy w granicach, jakie wyznaczyły jej władze ZSRR nie było koniecznie granicami, jakie historycznie do Ukrainy należały. Odbyło się to kosztem wielu innych państw i terytoriów historycznych wzdłuż całej granicy zachodniej: Polski, Zakarpacia, Węgier i Rumunii. Fakt, że Trójka Jałtańska (Stalin, Roosevelt i Churchill) ołówkami na mapie sobie nowe granice tworzyli nie oznacza, że te granice były historycznie czymkolwiek uwarunkowane. Jakiekolwiek z tych państw (być może Węgry Orbana miały jakąś nadzieję na odzyskanie skrawka Zakarpacia i stąd ich pro-Putinowskie nastawienie?). Ale żadne z tych państw pretensji terytorialnych dziś do Ukrainy nie zgłasza. Tak, jak w Polsce nikt nie domaga się zwrotu całych Grodów Czerwieńskich łącznie ze Lwowem – mimo, że to piastowska kolebka państwowości polskiej w większym stopniu niż wiele innych obszarów obecnej Polski. Dobrosąsiedztwo i pokój w Europie jest ważniejszy niż stare historyczne kształty granic. Zwłaszcza w Europie, gdzie od wielu już lat ludzie traktują granice państwowe, jako administracyjne linie na mapach niż jakiekolwiek utrudniania w przemieszczaniu się ludności europejskiej.

Od roku czasu trwa wojna pozycyjna na wschodzie Ukrainy, przypominająca beznadziejne walki na błotach flandryjskich I wojny światowej. W zasadzie zapowiadana od dawna ‘letnia’  ofensywa ukraińska załamała się i ugrzęzła w miejscu. Jednocześnie nieustanne bombardowania i ostrzeliwania całego terytorium Ukrainy (łącznie ze Lwowem, który wcześniej był świadomie przez Rosjan nie bombardowany) powoduje olbrzymie straty dla całej ekonomii ukraińskiej. Rosja już wie, że tej wojny wygrać nie może – to wcale nie oznacza, że Rosja pogodzi się z przegraniem tej wojny. Przegraniem militarnym (politycznie już ją dawno przegrała). I Rosja może sobie na to pozwolić, gdyż właśnie jej zasoby ludzkie są wielokroć większe niż ukraińskie. Jest co prawda możliwość zastosowania pełnego ‘kordonu sanitarnego’  wobec Putina (mam na myśli nie wybrane sankcje a kompletną izolację ekonomiczną Rosji) – nie sądzę jednak by to się stało i by Zachód miał na to ochotę i czy Zachód na to stać. Raczej nie. Na bardzo długą metę nie stać nas – Polski, NATO i Zachodu – na  taką długą wojnę pozycyjną. Nie stać też Ukrainy.  I tak ma coraz większe trudności z poborem do wojska. I znalezieniem rąk do pracy na stanowiskach, które są nie obsadzone przez tych, którzy musieli założyć mundury. Jest zdumiewające, że nie wprowadzono powszechnej mobilizacji w Ukrainie. A nie wprowadzono, ponieważ Ukraińcy nie chcą tej mobilizacji i Żeleński doskonale o tym wie.   Nawet najnowocześniejsze samoloty z USA, Francji i Anglii, najlepsze czołgi i haubice z Polski i Niemiec same strzelać, latać i jeździć nie będą. Spada też procent poparcia na olbrzymie darowizny i pożyczki wojenne dla Ukrainy, które początkowo były udzielane bez problemu i bez protestów społecznych. Kryzys ekonomiczny, jaki dotknął prawie całą Europę i  Północną Amerykę  te nastroje zmienia. Podobnie masowa emigracja Ukraińców. Sam tutaj, dziwię się widząc tylu młodych mężczyzn Ukraińców w Kanadzie. Rozumiem to z ludzkiego punktu widzenia – każdy woli żyć niż umierać na froncie. Ale nie jeden Kanadyjczyk zadaje sobie te pytanie: dlaczego jam mam bez końca płacić olbrzymie sumy z naszego budżetu, jeżeli ci młodzi ludzie tych karabinów za te pieniądze i tak nosić nie będą, bo oni są tutaj, nie tam?  To przykre słowa i tematy. Ale słyszalne, zauważalne.

W styczniu tego roku ukazał się długi i bardzo krytyczny wobec Ukrainy wywiad w „Kulturze Liberalnej”[i] z gen. Waldemarem Skrzypczakiem – cenionym bardzo przez sojuszników dowódcą polskich i międzynarodowych dużych jednostek w wojnach afganistańskiej i irackiej (otrzymał m.in. Medal Wdzięczności od Gubernatora Generała Kanady za wspomaganie i ochronę żołnierzy kanadyjskich w Afganistanie). Zaskoczony byłem jak silnie krytyczny wobec Ukrainy był ten wywiad.

Mowy być nie może byśmy mogli sobie pozwolić na ‘machnięcie ręką’ i rezygnację z dalszego wspierania Ukrainy. Już pomijając zwykłą solidarność między narodami i państwami, zwykłe poczucie sprawiedliwości. Nie możemy, bo utrata Ukrainy byłaby tragedią dla Polski i Europy. Pomijam oddalone kraje obu Ameryk.  Zaangażowaliśmy się (słusznie) w ten konflikt i nie możemy bez wielkiej szkody dla nas samych się teraz z tego wycofać. Rysuję jedynie pewne możliwe i realne możliwości jego zakończenia. W realnej, bezdusznej wielkiej polityce wszystko ma niestety swoją cenę. Oczywiście zdarzyć się może jakiś ‘przykry’ wypadek Putinowi (wszystko zdarzyć się może) – ale czekać na to w nieskończoność nie można. A Rosja to nie Polska, nie Francja, nie Kanada ani USA. Skala niezadowolenia społeczeństwa i masowe, wielkie protesty rządów rosyjskich nie zmienią … bo takich w Rosji nie będzie. Rosja to znowu Samodzierżawie, jak za ‘dobrych’ starych czasów Cara lub Carycy.     

2. Sytuacja w Strefie Gazy

Zacząć trzeba od jasnego stwierdzenia, że to nie jest wojna dwóch państw czy dwóch narodów. Sytuacja jest odwrotna – to Izrael napadł w totalnym najeździe na tereny palestyńskie Strefy Gazy. Wiemy od czego ta wojna się zaczęła, co było jej bezpośrednią przyczyną: niewyobrażalny w okrucieństwie napad bojowników organizacji wojskowej Hamasu na izraelskie kibuce w pobliżu granicy z Gazą. Zaskoczenie, szok i olbrzymie medialne nagłośnienie tej napaści legło u podstaw masowego oburzenia rządów i wielu społeczeństw państw Zachodu. Podjęta szybko przez Izrael akcja odwetowa była zrozumiała i znalazła poparcie tych państw. Najważniejsze i decydujące w tej kwestii było pełne poparcie i natychmiastowa pomoc tak militarna (obecność floty wojennej USA tak na Morzu Śródziemnym, jak i w pobliżu morza Czerwonego, na Morzu Arabskim), jak finansowa i polityczna Ameryki.  Prezydent Biden jednoznacznie publicznie udzielił pełnego wsparcia i poparcia wojskowej operacji Izraela. Mimo kryzysu politycznego w Kongresie USA – w kwestii natychmiastowego wparcia finansowego dla Izraela pokonał wszelkie kłopoty polityczne. Niestety, bardzo szybko stało się jasne, że celem Izraela nie jest szybka akcja wojskowa jako odwet-cena za napaść Hamasu, ani nawet chirurgiczne błyskawiczne akcje komandosów i Mosadu które mogły odbić porwanych przez Hamas zakładników izraelskich. Celem było kompletne zniszczenie Gazy, totalne, systematyczne – nic z tego miasta zostać nie miało. Nic nie było poza nieustannym bombardowaniem i ogniem artylerii żydowskiej: szkoły, meczety, szpitale. Łamiąc wszelkie prawa wojny ludność cywilna była bezustannym i nieustępliwym celem. Wyłączono elektryczność i dostawy gazu niezbędne nie tylko dla ludności cywilnej, ale niezbędne dla szpitali, które natychmiast zapełniły się umierającymi i rannymi. Tak, na bojowników Hamasu też oczywiście polowano – ale faktycznie głównym celem tych wszystkich akcji i głównymi ofiarami śmierci i ran była palestyńska ludność cywilna. Na nakazy opuszczenia miasta Gazy i przeniesienia się wyznaczoną drogą – tłumy uciekinierów ruszyły tą drogą. I zostały ostrzelane. Ofiary ludności cywilnej rosły setkami, potem tysiącami z dnia na dzień. I trwa to do dziś. Zniszczono prawie cała Strefę Gazy, doprowadzono do nędzy, głodu, braku wody pitnej steki tysięcy ludzi. Pozbawiono ich pomocy i jakiejkolwiek realnej opieki medycznej. Bohaterscy lekarze – w tym niezłomni medycy kanadyjskiego stowarzyszenia ‘Medycy bez granic’ – uciekali się do średniowiecznych metod amputacji bez znieczulenia i generalnie leczenia bez podstawowych środków współczesnej medycyny. Powoli rosło oburzenie i protest wielu społeczeństw. Politycy i przywódcy, którzy początkowo wsparli Izrael w pełni – zaczęli krytykować i odsuwać się od tego, co Izrael robi. Ale Biden bodaj najdłużej nie zmieniał swego stanowiska.  A stanowisko i pozycja USA były ze wszystkich najważniejsze. Decydujące.  Przyznaje, że ten człowiek obrzydł mi kompletnie. Straciłem wobec niego kompletnie wszelki szacunek. Mam nadzieję, że Demokraci amerykańscy przebudzą się i nie dopuszczą by kandydował w kolejnych wyborach. To by było nie tylko oddaniem prezydentury Trumpowi – to by był wielki cios dla samej Ameryki. Ten człowiek reprezentuje Amerykę sprzed wielu, wielu lat, i świat sprzed wielu, wielu lat . Jego ‘best before’ data już dawno minęła.

Netanyahu jest też najgorszym, co mogło spotkać Izrael. Nikt tyle szkody dla Żydów izraelskich i milionów Żydów żyjących w diasporze nie zrobił w czasach współczesnych, co on właśnie. Nikt nie może też zaprzeczyć, że był przez dekady bardzo wpływowym i  często cenionym politykiem, tak w samym Izraelu, jak i wielu innych krajach. Jest politykiem zdecydowanie ultraprawicowym.  A ultraprawicowi politycy maja jedna tendencję: nie widza różnicy między kasą państwowa a własna kasą prywatną. Zresztą sam ten oksymoron ‘polityk ultraprawicowy’ jest tylko mylącą koszulką: postawa ultraprawicowa nie jest odmianą patriotyzmu – to zwykły szowinizm. Szowinizm dziś to też populizm. W tych kręgach znalazł przyjaciół na arenie międzynarodowej i domowej. Z Trumpem tworzyli niezły duet – to znajomość bardzo stara, bo ,Bibi’ w latach młodości pracował razem z Fredem Trumpem, tatusiem Donalda i malwersantem finansowym w Nowym Jorku.  Ma bliskie stosunki z Putinem, którego określił, jako przyjaciela. Z brazylijskim Bolsanaro, z Berlusconim, z indyjskim Modim – same gwiazdy i gwiazdeczki światowego populizmu, malwersacji finansowych i szowinizmu etnicznego.

Czemu tyle miejsca poświęcam jednemu politykowi Izraela, jakby był carem-samodzierżawcą tego państwa odpowiedzialnym jednoosobowo za wszystko? Dlatego, że uważam, iż za konkretną sytuację tej okrutnej kampanii maksymalnego wyniszczenia Palestyńczyków w Strefie Gazy on właśnie jest odpowiedzialny personalnie. Nie ma wśród żyjących polityka izraelskiego, który by przez tyle dziesięcioleci miał taki silny, bezpośredni wpływ na politykę państwową, na kształt rozmów i rokowań izraelsko-palestyńskich. Na to, że de facto – mimo dobrobytu ekonomicznego Izraela, mimo wielu praw społecznościowych czyniących Izrael oazą wolności osobistych – jest to kraj od dziesięcioleci trwający w gotowości i niepewności wojennej, kraj oficjalnego apartheidu. Jest do pewnego stopnia (przez te konflikty) jednym z centrów zarzewia światowego konfliktu zbrojnego. Ten zdumiewający dualizm Izraela, jako państwa nowoczesnego, obywatelskiego zderza się bez przerwy z Izraelem, jako państwem uzbrojonym po zęby i bezwzględnie bezlitosnym wobec faktycznych i domniemanych wrogów. Państwem obywatelskim i państwem religijno-szowinistycznym. Ten trend religijno-szowinistyczny ‘narodu wybranego’ jest najbardziej dla pokoju i bezpieczeństwa w tym newralgicznym punkcie świata, punkcie styku cywilizacji i kontynentów najbardziej niebezpieczny.

W eseju opublikowanym w „Jeruzalem Post” 11 lutego 2024, Yitz Greenberg twierdził (jako odpowiedź na sugestie amerykańskie o konieczności realizacji postulatu dwóch państw: Izraela i Palestyny): Ameryka powinna dodać, jako warunek, że Palestyńczycy musza zdecydowanie przejść na pokojową taktykę nacjonalizmu, inaczej nie zasługują na państwo. Ludzie tracą prawo do samostanowienia jeśli podstawa ich  celu jest zniszczenie drugiego narodu[ii]. To jets pod wieloma względami dość racjonalny tekst. Nie można jednak nie zauważyć, że w tym konkretnym cytacie Greenberg opisuje dokładnie postawę i politykę Izraela wobec Palestyńczyków i Palestyny – wyniszczenie drugiego narodu.     


[i] https://kulturaliberalna.pl/2024/01/16/mielismy-szanse-by-rozbic-rosje-i-ja-zmarnowalismy/

[ii] https://www.jpost.com/opinion/article-786409

9 thermidor a Terror Praworządności. Naturalnie o Polsce.

Cóż ma piernik do wiatraka? Oryginalną cechą wiatraka były wielkie koła (napędzane skrzydłami) mielące ziarno, efektem czego była mąka. Piernik robi się z mąki.  Proste.

9 thermidor to data w kalendarzu Rewolucji Francuskiej, która była związana z terrorem ‘praworządności’ i zgilotynowaniem Robespierre’a. Wiadomo – rewolucja pożera swoje dzieci.

No ale co Rewolucja Francuska i jej terror ma wspólnego z Polską? Oj niedobrze, niedobrze, nic nie rozumiecie drodzy moi. Terror to terror, bez znaczenie czy to terror praworządności w Polsce czy we Francji. Raz poczęty z prawa czy z lewa, kończy się tym samym: nierządem. A nierząd (użyję tym razem słowa łatwo rozpoznawalnego i znanego wszystkim) to burdel. Może być na kółkach.

Powiedzmy sobie, że w 2015 rozpoczęto w Polsce rewolucję. Obalano (jak we Francji) ancien regime i zaczęto nowe rządy i system jakobiński. Mamy większość i pokażemy. Przeciwnych ‘gilotynowano’ politycznie, wprowadzano nowe Urzędy i Instytucje, stare wykastrowano najpierw, a potem wprowadzono do nich nową kastę kapłanów (najlepszym tego przykładem był Trybunał Konstytucyjny, ale powoli uległy temu też Sądy Powszechne na czele z Sądem Najwyższym). Kiedy już pewne rewolucyjne zmiany wprowadzono i skutecznej obrony przeciwnicy zrobić nie mogli, to ziobryści (najbardziej radykalny odłam jakobinów) zadbali o to, by ten nowy reżym prawnie ustawić. I ustawili, gdzie tylko się dało prawomocnymi ustawami. Nie, nie zwykłymi uchwałami – ustawami Parlamentu, podpisanymi przez prezydenta. Kiedy doszło do kolejnej rewolucji lub kontrrewolucji w październiku 2023 to marszałek Hołownia stanął wobec wielkich problemów. A wobec jeszcze większych – Premier Tusk. No bo z jakobinów i ziobrystów ostał się jeszcze Wielki Wóc. I zrozumiał, że chcieć to móc. Ten ustaw sejmowych podpisywać nie chciał. Na zagrożenie, że większość sejmowo-senacka potwierdzi je ponownie (po odrzuceniu poprawek prezydenckich) i wtedy prezydent podpisać je musi (nakaz konstytucyjny) – Wóc pomyślał, popytał się doradców nadwornych i zdecydował: dobrze, podpiszę. Ale automatycznie skieruję do Trybunału Konstytucyjnego z zapytaniem o zgodność konstytucyjną. A Trybunał, no to wiecie, takie dwa wielkie kwiecie: Przyłębska i ta druga, taka głośna a’la Hanka Bielicka. Tyle, że Bielicka się śmiała i miała humor. Cechy zdecydowanie obce tej sędzinie. Do tego jeszcze dodać można Sąd Najwyższy i jego Prezeskę, panią Manowską. Obie lubią spotkania towarzyskie i obiady u przyjaciół. Pani Prezes Przyłębska u Prezydenta, a pani Prezes Manowska nie chce do pałacu jeździć, więc zaprasza Prezydenta do siebie. Możliwe, że gotuje lepiej niż Przyłębska, więc się nie krępuje.

autor z założycielem KODu i jego Żoną przed budynkiem SN w Warszawie

Co tam jeszcze o sądach nie dopisałem? A, w tym Najwyższym są dwie Izby (pewnie więcej, bo gmaszysko baaardzo duże, wiem bo chodziłem tam na manifestacje poparcia dla poprzedniej pani I Prezes). Ale te dwie Izby to takie ważne. Widać, że jedna chce być ważniejsza od drugiej. Bo w tej samej sprawie (chodziło o spór – bagatelka –  między Prokuraturą Krajową i Prokuraturą Generalną) każda z Izb wydała dwie sprzeczne z sobą opinie/wyroki. Zastanawiam się, co by się stało, gdyby poszły na wokandę do innej izby (wszak pokoi w tym gmaszysku nie brakuje)? Inny wyrok? Inne prawo, inny zapis konstytucyjny, inna ustawa? Burdelik niezły, przyznać trzeba. Coś robić umiemy w końcu. A wstydzić się może nie ma powodu – ostatecznie kurwa to najstarszy zawód świata. A Polacy tradycję i historię szanują.

Więc ukłuł się publicystycznie i politycznie nawet termin – Terror Praworządności. Że niby by odzyskać czystość i jasność prawa – nie ma innej drogi jak … po trupach. Ostro i bez pardonu. Taka dziejowa sprawiedliwość i zemsta ludu (wyborców z października 2023, którym rozliczenie starej ekipy obiecano wprost). Jak jakiś przepis lub jakieś prawo w tym przeszkadza – to znaczy, że to prawo i przepis zły. Niegodnie wprowadzony, więc nieważny. Zaczynają się coraz głośniejsze nawoływania, że może czas by tą Konstytucję poprawić, uzupełnić. Jest faktem, że czasy gdy była uchwalana, po okresie przejściowym rządów premiera Mazowieckiego, były zupełnie nieporównywalne do czasów obecnych. To dwie różne Polski, dwa różne światy i społeczeństwa.

Ale póki ta Konstytucja, jaka jest – jest, to musi być szanowana i stosowana. Proponowany i częściowo stosowany już tenże Terror Praworządności jest absolutnie prawnie gorszący i niedopuszczalny. Kompletnie się z opinią bardzo szanowanych przeze mnie Prokuratora Generalnego, premiera Tuska i Marszałka Hołowni nie zgadzam. Konstytucja i prawo z konstytucją zgodne i na jej zapisie musi być bezwzględnie stosowane i respektowane. Sądy winny być – zgodnie z tą Konstytucją i wynikającymi z niej ustawami sejmowymi – zreformowane, przekształcone ale ich wyroki muszą być szanowane i wykonywane. Nawet jeśli się nowej władze niektóre nie podobają. Więcej – szczególnie wtedy, gdy się politykom, zwłaszcza rządzącym nie podobają. Inaczej otwieramy prostą drogę dla każdej kolejnej ekipy rządowej – jak wam prawo i sądy stoją w drodze do waszych rządów, to te prawo i te sądy po prostu olewajcie. Wygraliście wybory czyli możecie robić, co chcecie. Nawet jeśli możecie – to nie powinniście.

Moja bezpardonowa działalność i moja publicystyka na tematy krajowe od pierwszego zamachu na polską Konstytucję i polski Trybunał Konstytucyjny w styczniu 2015 na tym się właśnie opierała. Na obronie niezależności sądowniczej i Konstytucji RP. To sine qua non każdego państwa demokratycznego. I nic się w moim stanowisku i w moim punkcie widzenia na te tematy nie zmieniło. Nie możemy uznawać tylko tych sędziów, których uważamy za uczciwych (tacy, którzy przetrwali nagonkę i terror pisowski) a tzw. neo-sędziów nie uznawać ani ferowanych przez nich wyroków. Bo nie może być dwóch kategorii sądów i dwóch kategorii sędziów. Na wymianę jest inna, legalna i dużo dłuższa droga – ale to jedyna słuszna droga. Na przełaj nie można, tak jak nie można na czerwonych światłach przechodzić przez ulicę. Czerwone światło znaczy: stop. Nie wolniej, nie ‘ a może się uda’ – STOP i koniec. Poczekaj na zielone.

 

W tych czasach już wspomnianych początków Trzeciej Rzeczypospolitej ukazała się mała, głośna książeczka-broszurka, która wywołała skandaliki i była przez to popularna, „Pamiętnik Anastazji P.”. Skandalizujący zapis  erotycznych ekscesów tej pani z każdym bodaj politykiem tej nowopowstającej wolnej Polski. Niektórzy z nich do dziś żyją, choć już w bardzo podeszłym wieku. Anastazja Domaros vel Potocka mieszka teraz ponoć gdzieś pod Gdańskiem. Ile było prawdy w jej opowieściach – trudno powiedzieć. Przez resztę życia czynnego była głównie oszustką, wydała potem jakąś nie najgorsza płytę z własnymi piosenkami. Ale ten Sejm, ci posłowie i senatorowie (skrajna prawica i skrajna lewica w tej prawie pornograficznej spowiedzi wiedli prym) nowej Rzeczypospolitej wyglądali, jak tania knajpa lub remiza strażacka, gdzie wszyscy ze wszystkimi się … no tak, to właśnie robili. Jeden burdel. Może to skaziło bardzo poważnie przyszłe losy tej nowej Polski? Może ludziom się wydało, że tak właśnie politycy w wolnych krajach wszędzie się zachowują i nie należy się temu zbytnio dziwić? Ja mam inne widzenie na ten temat. Większość długiego już życia spędziłem w tych ‘innych’ krajach starych demokracji. Tak, skandale erotyczne zdarzają się i tu. Ale zdarzają, a nie są cechą typową dla polityków. Parlamenty to nie są burdele, nie są tak traktowane i tak oceniane. I politycy to w zasadzie dość porządni ludzie. Czasami ich nie znosimy za ich poglądy sprzeczne z naszymi. Ale nie za seksualną rozwiązłość.

Więc dość już z tymi odnośnikami do domów wesołej proweniencji. Szanujmy się w Polsce nawzajem. I szanujmy prawo i konstytucję. Bez terrorów, bez zemsty. Tak, powoli ale skutecznie rozliczać, wystawiać rachunki, wymieniać kadry. Wszystko w zgodzie z prawem. I pamiętajmy: fundamentem państwa jest sztywny rozdział na trzy władze: rządową, sądową i ustawodawczą. Ten rozdział i całkowita niezależność musi być przestrzegana bez zająknięcia.  

Wąsik, Kamiński i … Sempoliński

Ludwik Sempoliński

Oglądam posiedzenia Sejmu, a już zwłaszcza (ostatnio) posiedzenia Sejmowej Komisji Śledczej, która okazuje się lepsza od wielu tanich kryminałów.

Ale nad to wszystko najbardziej lubiłem zamieszanie wobec dwóch średniego wieku kryminalistów. Światek przestępczy z ‘wyższej półki’. Czasem lepszy nawet niż ten ze starego Bródna na warszawskiej Pradze. Otóż tych dwóch kryminalistów, mimo legalnego wyroku sądowego za czasów poprzedniej ekipy nie siedziało w ogóle. Nawet w areszcie. Pan Prezydent bardzo ich sobie polubił. Co trochę jest niesmaczne, bo i pan Prezydent jest żonaty i żonaci są ci rzezimieszkowi urzędnicy służb wywiadowczych. Trochę taka nadwiślańska wersja Agenta 07. Tyle, że agenciarze nadwiślańscy nie bronili państwa a je trochę tak jakby rozwalali od środka. Po zakończeniu pracy w tych agencjach wewnętrznego wywiadu (współczesna forma UB z lat znanych starszym) agencików wybrano staraniem opiekuńczej partii sprawiedliwości i ziobrystów do Sejmu. Tu ich nikt nie ruszy. A gdy ruszyć się starano poprzez Sądy – to pan Prezydent natychmiast ułaskawił. Okazało się bezprawnie, bo aktu łaski nie można stosować wobec wyroku, który jeszcze nie zakończył swej drogi i nie uzyskał stempelka prawomocności. Przeoczenie. Mógł pan Prezydent naprawić i łaski udzielić ponownie, gdy wyrok był już prawomocny. Ale się uwziął –  jestem Prezydentem Polski i nie będę dwa razy tego samego robił, prawomocny-smoczny, guzik mnie to obchodzi: jak ułaskawiam to ułaskawiam i dupy mi więcej tym nie zawracajcie! Mocny chłop, z jajami (co dla wielu było zaskoczeniem). Ale czasy się trochę zmieniły. Nowa władza do tej władzy doszła i chciała jednak agencików do ciupy wsadzić.  

Więc prezydent, facio sprytny zawołał Wąsika i Kamińskiego do Pałacu Prezydenckiego. Tu wam kochanieńcy nic nie grozi. Do własnej piersi przytulę i od kul uchronię.  A tak ich ściskał, tak obejmował, że aż łzy się zbierały ale i nieco jednak niewygodne zażenowanie mną wstrząsnęło. Ja wiem, słyszałem te legendy o pewnej erotycznej stronie cel więziennych – ale żeby tak publicznie, w Sali pałacu prezydenckiego, przed kamerami?!

I tu mi ten zapomniany a wspaniały, dawno temu zmarły Ludwik Sempoliński się przypomniał. Nienagannie zawsze we fraczku, ze swoimi szmoncesami. Jakże to on pięknie ujął, tą przyjaźń, to oczarowanie, pewien wręcz erotyzm uścisku i opiekuńczości mężczyzny wobec mężczyzny:

„… ten wąsik, ach ten wąsik, ten gest, ten ruch, ten pląsik! Titina, ach Titina – to cała piosnka ma! tralalala la, tralalal la …”  

Już słyszę, jak z płyty starej Pan Prezydent puszczał ten szlagier w Pałacu, emocjonując się sytuacją. I trochę jednak mi żal biednej Pani Prezydentowej … Bo ona wąsika wszak nie ma …

Od Sprawozdawcy sejmowego w styczniu roku 24

uwaga: w ostatnich dwóch dniach oglądałem obrady Sejmu Polskiego. Coś chciałem z tego … hmm, bajzlu(?) zrozumieć. Informuję, że sprawozdanie dziennikarskie było pracą niemożliwą lub ponad moje nadwątlone zdrowie i kondycję nerwową. Więc napisałem to w formie literackiej, a nie dziennikarskiej. Łatwiej mi było, bo to daje licencję i do aforystyki i do przenośni wielkich, omal cywilizacyjnych. Tyle celem wyjaśnienia. Koniec wstępu.

O Polsce raz jeszcze. O tej nowej, lub odrodzonej. O tej poczętej październikiem pamiętnego roku 2023, a faktycznie posiedzeniami Sejmu Walnego na Wiejskiej (a jakże – na Wiejskiej, bo Polska to kraj bogobojnych włościan przecież, więc nie na Miejskiej pełnej rynsztoków) w styczniu 2024. A jakże o Polsce bez jej przymiotu najważniejszego, najwartościowszego pisać? Jakież to przymioty? Naturalnie literatura! Wielka, wieszcząca, krwią i potem oblana (nie tylko potem, przedtem też). Słowem – ojczyźniana. Jak łan zboża i dzięcielina biała.

Wiec jakże, jak nie od tej Wielkiej i Pięknej literatury zacząć sejmowe sprawozdanie cytując najsłodszego pieściciela polskiego słowa, samego Juliana Tuwima w przepięknym poemacie, gdy każe się wpierw całować przez brać własną, żydowską, by w ostatniej części zwrócić się czule do braci słowiańskich, polskich:

Izraelitcy doktorkowie,

Wiednia, żydowskiej Mekki, flance,

Co w Bochni, Stryju i Krakowie

Szerzycie kulturalną francę;

Którzy chlipiecie z „Naje Fraje”

Swą intelektualną zupę,

Mądrale, oczytane faje,

Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Item ględziarze i bajdury,

Ciągnący z nieba grubą rentę,

 O, łapiduchy z Jasnej Góry,

Z Góry Kalwarii parchy święte,

I ty, księżuniu, co kutasa

Zawiązanego masz na supeł,

Żeby ci czasem nie pohasał,

Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Czas jednak na sale sejmowe, czas na sprawozdanie obrad. Najpierw o atmosferze, o ubiorach i zachowaniach Posłów i Posłanek Najjaśniejszej Rzplitej. Raz jeszcze głos oddam sprawozdawcy sejmowemu, też zresztą Julkowi i Tuwimowi z kwiatami polskimi w butonierce:

Krawacik musną, klapy obciągną

I godnym krokiem z mieszkań – na ziemię,

Taką wiadomą, taką okrągłą.

I oto idą, zapięci szczelnie,

Patrzą na prawo, patrzą na lewo.

A patrząc – widzą wszystko oddzielnie,

Że dom… że Stasiek… że koń… że drzewo…

Jak ciasto biorą gazety w palce

I żują, żują na papkę pulchną,

Aż papierowym wzdęte zakalcem,

Wypchane głowy grubo im puchną.

I znowu mówią, że Ford… że kino…

Że Bóg… że Rosja… radio, sport, wojna…

Warstwami rośnie brednia potworna,

I w dżungli zdarzeń widmami płyną.

Głowę rozdętą i coraz cięższą

Ku wieczorowi ślepo zwieszają.

(oba utwory Julka w wybranych przeze mnie fragmentach)

No tak. Nie wypada wszak tak zupełnie, bez własnej pracy intelektualnej, wysługiwać się tylko wielkim  poetą. Coś od siebie wypada dodać, myśl jakąś, może aforyzm, zwieńczenie oratoryjnego koncertu posłów i posłanek kochanej, patriotycznej Prawicy Polskiej. Szczególnie jedna, wzorem Rejtana niezapomnianego: do szlochu omal mnie nie przywiodła sama Wielka Kępa, czasem Kempą zwana, jeszcze przez innych Tępą. Jak ona broniła innych posłów (dwóch szczególnie) za ich prace i poświęcenie Ojczyźnie! Z jaką perorą płonącą wystąpiła w oku, niczym senator rzymski, w pewnym kroku na Ołtarz poświęcenia wiodła. Co dalej się w tym kroku działo – przyznaję, nie wiem a domyślać się nie śmiem. Osamotnione dwie, wygłodzone biedne niewiasty pokazała za balustradą ustawione. Te żony, a wdowy prawie-już tych posłów dwóch, których okrutny prokurator do lochów ciemnych zamknął. Białogłowy wychudzone, w szarych mundurkach, prosto pewnie z fabryk niemieckich fabrykantów, gdzie dla dzieci wygłodzonych na strawę harowały. O, Matko-Polko, co w Ostrej płaczesz Bramie, zmiłuj się nad nimi!

Słów wprost brakuje mnie, a te co się na papier pchają zbyt może są dosadne, zbyt często w mowie polskiej używane (w każde wkładane prawie zdanie), by nimi moment ten opisać. A serce łka, o …a.

Cóż wobec tych dramatów ludzkich znaczyć mogą mowy o czyichś gdzieś zarobkach? Jakież znaczenie może mieć, że sklepikarka, która jest prezesem jakiejś firmy – miliony w niej zarabia, a dziennikarka zwykła z telewizji setki tysięcy złotych? Że jakiś syn lub znajoma ciotki kogoś dostała pracę, gdzieś w zarządzie spółki wczoraj utworzonej? Jakieś obiadki w Pałacu Namiestnikowskim, u Namiestnika z udziałem sędzin i skazanych? Nic to, betka zwykła. Aż się Pegasus wzniósł na Wiejską i skrzydłem wielkim koło zrobił kierując się na Saską Kępę, która Wielka nie jest.

I wyszło Szydło z worka. Tym innym posłom, tym niecnotom bez serc i dusz – w dupie to jest i już! Im tylko forsa w głowach, nie dramat ludź (specjalnie dwóch ludziów). Ale na szczęście Namiestnik grzmi – liberum veto! Ja i Wielki Mały w dupie mamy wybory kasty waszej i się nie damy.

A tak już było dobrze przecie na tym polskim świecie. Kościelne kasy pełne, zadowolony dobry bóg i jeden ojciec Święty, który ogrzewa mieszczan zabiedzonych w mieście wielkiego Kopernika. Nie, nie ten gdzieś z Rzymu przewrotnego, o którym Wieszcz nasz wielki pisał: Polsko, Twoja zguba w Rzymie!’ – ten  nasz, bohater pieśni narodowej „Rudy, rudy, rudy rydz-yk lepszy niż maślaczek”. I Instytut Pamięci Narodowej zbudowano, by dziatwa miała, gdzie i co pamiętać (i za co), i Świątynię Opatrzności Bożej  prawem Wielkiego Sejmu Czteroletniego i króla Stasia zatwierdzoną w 1791. Tyle lat budowa trwała, nie od razu Warszawę zbudowano – ale idee wielkie nie giną! A wy tylko w tym nowym Sejmie o pieniądzach – gdzie, kto i za ile. Aż serce łka, o …a!

Actors, directors, writers and the public. Spectacle of the past and the future:  2023 versus 2024 – the English version

In ancient Greece, there was a special, feared temple in Delphi, where the women serving as the foretellers of tomorrow and fate would tell you what yours would look like. Pythia was seldom very clear in her oracles. I will try my best to be less confusing and complicated. Also, unlike a proper Pythia, I am not a user and therefore I am not high, as I write the story, LOL.  

But before we get to 2024, let’s look back to 2023. Normally, talking about history would seem to be very safe. Nothing could be more wrong than that wisdom. History, my dear reader is only objective about plain facts. You can say safely only one sentence: i.e. the Battle of Hastings took place in 1066. Anything else would be your opinion of the battle, not facts.

So maybe it is better to ‘use’ and be high and talk about the future. At least no one can say with a conviction that you are wrong or even a liar.

But I will try nonetheless to say a few things that I hope will be reasonable, seasoned, and not too emotional.

2023 in Canada

Eighth year of Justin Trudeau’s Liberal government. From happiness and joyful youth of hope at the beginning (that was very much needed at that time) to Covid years, social upheaval (Truck convoys, occupations of Ottawa, and border crossings), and polarization of the entire Canadian society. Not many could have survived it. He did. But badly damaged. I also think that he has become tired and not as enthusiastic about bringing a sunny future to Canadians. I doubt very much if he will be able to beat his father’s record of longest-serving PM in modern Canadian history.

2023 was a series of setbacks for our Government. On the domestic scene and international scene. Most of them were probably beyond anyone’s ability to solve or remedy. But in politics, excuses are seldom granted for those in power.

In the last two years, prices of everything just skyrocketed. And so did interest rates. But food and shelter become the biggest scare of all. That certainly was not a Canadian phenomenon – similar things happened everywhere in the developed world.  In Germany, France, Poland, in the USA. Originally a lot of it stemmed from the COVID years and total breakage in world transport of goods across continents and oceans. But once that was established  – the habits of raking huge profits became entrenched in the pockets of the oligarchs of domestic and world food distributions. Owners of supermarkets, car sales, oil and energy, landlords of apartments both big ones and individual ones. Almost overnight rents went up ten, twenty, and fifty percent higher. The high prices of home ownership were already habitually high putting us all at constant risk of collapse and financial crisis of the banking system (remember what happened in the US many years ago?). But it used to be in Vancouver, Toronto, and Montreal. Suddenly it happened in Halifax, St. John, and Fredericton – for no economic reason whatsoever since none of the Maritime Provinces experienced even a semblance of any economic boom – to the contrary.  I guess greed is a part of human nature. Not a nice one – but it is.

Eventually, wages went up, too. Not nearly enough – but surely. All of it made the fight against inflation even more difficult – but the Bank of Canada stayed its course and no serious inflation ever occurred. It wasn’t popular – but necessary. That is the difference between politicians and high-ranking Officers of the Crown (like national banks presidents). Politicians are at the mercy of voters; appointed Officers are at the mercy of only their terms, thus often doing what is right and not what is safer for them.

The result? 2023 was very expensive for ordinary Canadians. And definitely more expensive for ordinary citizens of most countries in the world. Regardless if the governments were rightist, leftist, or centrist.

I strongly believe that we managed as well as we could thanks to the unusual partnership between Jagmeet Singh of NDP and Justin Trudeau of Liberals. It wasn’t a coalition by any means (probably smart for Singh) but a careful partnership. But when you have a minority government your position as an ally is stronger. It was also an astute choice for Singh as he built his profile and popularity among voters.

Therefore my first choice in politicians of 2023 in Canada goes to him – Jagmeet Singh. Second to Justin Trudeau –  if for anything than for surviving. It was a very bad time for all politicians. Last by any margin of error – but most popular in recent polls, Pierre Poilievre. I understand that when people are angry and scared they run toward the one who is even angrier and scarier. But really? Is that what you want? The most fanatical, the one lacking on any cohesive policy for the massive challenges awaiting us in 2024? God have mercy. It is so easy to criticize existing policies and governments in times of global crisis. But to offer workable and logical, economically sound alternatives – not so much. Certainly, in the case of Poilievre, they are not forthcoming.  The few that he sort of mentioned are just absurd. They have no economic or social value. On the contrary – I think that it would create a much harsher situation for most of us  (very few very rich ones would absolutely gain a lot from it) in 2024.

Canada’s worst ‘enemy’ in 2023 in order of dangers:

  1. Huge forest fires and floods as a result of climate change – stretching from ocean to ocean to ocean. There was no escape. Ecological catastrophe and financial disaster for Provincial and Federal governments.
  2. War in Ukraine. On many fronts most difficult and terribly expensive in recent Canadian history. Our support for Ukraine extended well beyond our ability. And, of course, at the worst possible time. It is one way to be generous during ‘good times’ and a different thing to be generous in ‘bad times’.  Paying for armaments, munition, training, fulfilling obligations to NATO, and sending Canadian regiment to Estonia is very expensive, too. At a time when our Forces need very badly a large amount of budget in Canada to fix years of not doing enough. By all recent federal governments, Liberal and Conservative. Yet – we did not choose that war. The war is not only in Ukraine, somewhere very far away. The war is at the borders of NATO countries to whom we have an obligation. We either support the Ukrainian army, which is much smaller than that of the Russian aggressor – or we might end up doing the fighting ourselves if Russians overcome their defenses and attack NATO country or countries.  Remember a lesson from the 2 world War – if Europe (France and England) and the USA attacked Hitler when he invaded with almost all his armies Poland, maybe the war would not lasted almost six years but only a year or two. And maybe millions of people would have survived it. Just saying. Sometimes – sadly – starting a war against an evil aggressor makes the war shorter and less bloody. Now the ‘hitler’s name is Putin.  (Don’t forget that Stalin’s Russia was Hitler’s ally and invaded Poland from the East two weeks after Hitler started his invasion. If not that Hitler two years later changed his mind and attacked Russia – Stalin would have stayed by Germany’s side)
  3. The global crisis of economies, raising poverty and hunger.

Challenges in 2024

  1. This time the one that is unavoidable. One that dwarfs every other challenge. Climate change. One that can’t be stopped because we are not able to stop or reverse cosmic forces, forces of the Universe. Earth is not a world in itself. It is part of our solar system, our galaxy, and part of the Cosmos known and unknown.  Earth is a ‘living’ thing. Never stopped being one. Constantly changing its form, shape, and look. Just in a different time frame than our human perception. But from time to time it speeds up. It has been done many times before. Usually with very disastrous effects for the life forms, that exist in such times. Then life comes back, some species survive, and some new ones emerge. But one life form became so powerful in the last million or so years that affected that normal, cosmic timeframe. People. We. We can’t stop that change. But we shouldn’t speed it up, as we do.  This time it is not freezing in glaciers, not gigantic volcano eruptions followed by hundreds of years of darkness and acid monsoons. This time it is simply warming. 2003 was already the warmest in kept records. According to geological archeologists, it reached the level last seen 100,000 years ago. That will affect the entire planet, all humankind. It couldn’t care less about any states, borders, or nations. By acting accordingly, wise, and understanding the truly existential nature of that change we might have a chance to adapt, to survive, maybe even flourish later.  But we must. We. Everyone. Governments and international organizations can’t do that for us this time. We must elect only politicians, who are very serious about it, who accept that challenge as the most important one, who follow the plan and do not change it come every election. We can’t say: it must be China most; India most, Brazil first; Europe, Africa, and on and on. No. It must be Canada’s first in Canada. Yes, nations should develop and plan globally. But we can’t afford the time when all agree. We must do now, here. And it will cost money. Will cost us. Les if we start now, more if we start five years from now. By us, I mean us individually, not just some government in some town called Ottawa. Traditional oil-driven or coal-driven energy should be more expensive. And you can’t expect that all the costs will be covered by the government. If the government covers the full cost it means it will cut other services. You know that arithmetic very well. The National Bank doesn’t really just print money. If we fail that test and we will speed up the warming process everything else stops having any sense. Millions of people will die of starvation, hundreds of millions will become poor and desolate, and immigration will just overcome any national borders and border walls. It will be chaos on many fronts. Forest fires and floods? You have not seen anything, yet. Some nation-states are already disappearing in front of our own eyes. I mean – they are truly sinking out of the map.
  2. Two wars that must be stopped by any means. I mean any. Russia must be punished so harshly by all allied states (Europe, North America, Australia, New Zealand, and any other true ally that we have) that would cripple their economy. That will stop the war much faster than any rockets or tanks sent to Ukraine (but we must continue to support Ukraine in the meantime before the sanctions are formed and executed). That is possible and is in our best interest. Current sanctions are just a patchwork of here and there and this and that. We can’t wait for the majority of the world to agree to that. It might never come. We must use our own strict ‘club’ of Western Powers of democratic states and do it fully, comprehensibly, and at once. It is possible and it is doable. We must demand it from our governments.

 Israel – the massacre of Palestinians must stop. No ceasefire, no ‘more careful killings’. This is insanity and it serves no one. Except for one person – the disgusting malfeasant and populist Netanyahu. Now a war criminal.  United States is acting in an abhorrent way aiding in the massacre of people, who already suffered unspeakable theft of land, opportunities, and basic dignity. I do understand that Israel is a linchpin of US policy in the Middle East. But it is all based on old times of rivalry between East (communism and USSR) and West.   But regardless of that anachronistic policy – it is in the best long-time interest of Israel to have peace with Palestinians. It is the only solution to lasting peace there. What happened in December with the atrocious Hamas attack – happened. It has been dealt with. It cannot justify the unspeakable horror of what is happening in the ruins of Gaza City and all other cities and towns in the Gaza Strip. It is abhorrent.  Our, Canadian government can’t be part of it. There is no room to be ‘a little pregnant’ in this conflict. Children and women are dying in hundreds daily, hospitals are bombed as they tend to the wounded and dying, and starvation is happening now.  No medicine, no fresh water, no fuel, no food. The trickle that is coming (never sure if it is coming, and aid trucks have been already bombed, too) is only a fraction of what is needed. It is truly insanity and I can’t understand that some of us are even trying to discuss it politely that maybe this or maybe that, that it is all very complicated. No. It is not complicated at all. It kills innocent people. In thousands. People, who were already suffering. Including suffering from Hamas hands. During the history (a very short one after all) of Israel, it gathered a lot of support. People knew and remembered what was Holocaust, what were pogroms. That Jews deserve their own state. Safe state. And now a lot of it evaporates in thin air. A normal person just watches with astonishment and disbelief. For the sake of not only Palestinians (but mostly for them because they are being massacred) but also the secured and respected Israel – stop it. Kick Netanyahu to the garbage bin of history and restore peace. Both nations deserve it.

  • Last but not least – India. The largest democracy in the world. But is it? The USA wants it to be a counterbalance to China’s ambitions in Asia. I don’t trust this guy at all. Arrogant, populist, and ethno-religious chauvinist. I think that he is the worst that could have happened to this amazing subcontinent with thousands of years of history. How can you have a democracy if the leader is an authoritarian trumpist? Ask me, a Canadian Pole who observed from Canada for the last 10 years the democratically elected government of populists, religious fanatics, and idiots in Poland. They lost power in massive elections and popular protests in October last year. Now is January. It is absurd what is happening now in Poland. The party that lost occupies buildings in Warsaw, occupies the Public TV (equivalent to CBC in Canada), and daily emits anti-government programs. There is legal chaos as part of the Judiciary was chosen by the former chauvinistic government and wants to stop the new government from any normal governance. Democracy is not a panacea for everything. It works only if everyone respects the same rules. Not only the rules it likes.

OK, it looks like the morning is lurking in my window. Time to go to bed.  Enough for today. Good night and sleep well. Hope you can after reading this, LOL.

Daty, mity i fakty.  Aktorzy scen historii. Dates, myths, and facts. The actors of History.

Pencil sketch of me by my father (in 1984)

Rok za niecałe 24 godziny się kończy. Brzemienny bardziej niż wiele przed nim. Inny w wymiarze indywidualnym, osobistym i inny w wymiarze obywatelskim.

Inny dla mnie – Kanadyjczyka i inny dla mnie – Polaka. Jeszcze inny dla mnie – osoby. Nie Kanadyjczyka i nie Polaka – mnie, indywidualnej jednostki wobec której jakiekolwiek rządy, narody czy instytucje publiczne, polityczne i religijne praw żadnych nie mają.

In less than 24 hours the year will end.  Heavy with effect more than many before. Different in individual, private frame than in citizen’s feelings.

Different for me as a Canadian and different for me as a Pole. Different altogether for me as an individual, a sovereign person, a person beyond the sphere and powers of any government, any nation or institution public, private, or religious.

It might be easier to understand my opinions and reminisce about the last 12 months in two different languages: Polish and English. Emotions are complicated to translate, especially for an author.  I, a Canadian – have different opinions on Polish affairs from those of ‘I’ as a Pole. And vice versa.

Perhaps it wouldn’t be an issue for a translator, who doesn’t have to carry that bag of that individual history, its’ weight of guilt, defeat, and victory alike. Baggage that makes me, who I am. And I must admit the strange duality: I do not always feel the same in Polish as in ‘Canadian’.

                Over forty years ago a young guy, on the cusp of adulthood, landed in a snow-covered Montreal airport. He carried a heavy bag on his shoulders, much heavier than the material possessions he owned.  Spends the first night in a hotel arranged for him by the Canadian government and in the morning changes flights and goes to Calgary. Somehow he is much older than most of his new compatriots of the same biological age. He is in fact an old man carrying a very cognisant weight of native, European history and culture. But in some other way, he is an adolescent further from adulthood than most of his Canadian peers.

He lands there in the evening in a very cold, very snowy city. A typical, normal day in Calgary – at that time of the year, Calgary was always cold and snowy (unless there was a chinook – but even chinook does not erase winter from Calgary in February). It was the beginning of 1980’ in Alberta. Nobody knew anything about climate change – including the climate. Winter was winter and summer was summer. Year after year.  Until …

That was then, though. Now are the last hours of 2023. In Poland, it is already early morning of 2024. The young man, boy almost, who arrived in Calgary at the onset of 1982 is long gone. Nowhere to be seen or heard of. Nor his dreams, his hopes. Vanished with time. Who is he now? Let me think – if he could be wine, he would be either spoiled, gone bad, or the opposite: very expensive, LOL.  Yet, at times, maybe, just maybe – you could notice in the corners of his eyes the same spark or the same sadness the young one had. Maybe, who knows? But first is first. I was first Polish, so of Poland than at the closing of 2023. In Polish.

English part of my ‘musings’ of things important and perhaps less important but worth mentioning will have to be published separately – the sheer volume of the text of my Polish part would make it difficult to read. The English (Canadian) part will come in a day or two.

Polska wyszła w końcówce 2023 z okresu ustawicznej, blisko dziesięcioletniej dewastacji demokratycznego państwa prawa. Wcale nie jestem pewny czy faktycznie wszyscy, którzy głosowali za szeroką Koalicją Demokratyczną zdawali sobie sprawę jak dramatyczna i jak zmieniająca kraj i społeczeństwo ta dewastacja rzeczywiście była. Ludziom często łatwiej jest zobaczyć klikę złodziei i malwersantów, którzy przez wtyczki w PiS i z PiSem współpracujących ugrupowań dorobili się majątków niż dużo niebezpieczniejsze zapaści strukturalne państwa, murszenie jego podstaw tożsamościowych, fałszowanie jego historycznych korzeni i kulturowego dziedzictwa. Ci, co głosowali w dalszym ciągu za PiSem – już zostali oczadzeni. Czy kompletnie – czas pokaże. Mam nadzieję, że wielu obudzi się z tej śpiączki i odrętwienia hipnotycznego. Inaczej ta przyszłość kraju wygląda trudno. To tak, jak w tym starym czasie PRL-u mówił przerabiany wielokrotnie dowcip, kiedy ‘wiecznie żywy’ Lenin przebudził się faktycznie, rozejrzał wokół i rzekł ze zgrozą: trzeba zaczynać od nowa.  Dowcip był głupi, bo sugerował, że Lenin ‘chciał dobrze’, a jego następcy to wypaczyli. Ale intencja dowcipu była pozytywna.  Zresztą społeczeństwo PRLowskie w swej dużej proporcji do rzesz wykształconych rzetelnie i znających historię autentyczną nie należało.  Ale to już też historia. A mówimy o roku 2023.

Droga nie jest prosta przed Koalicją rządową. Jak zreperować i uzdrowić najbardziej zrujnowany aparat państwa, jego trzecią konstytucyjną ‘nogę’ – wymiar sprawiedliwości: Prokuraturę i Sądownictwo?  A bez sprawnie (tj. kompletnej niezawisłości i niezależności Sadów i Trybunałów wszystkich instancji) działającego wymiaru sprawiedliwości nie można mówić o sprawnej i funkcjonującej demokracji.  Polska taka już nie jest. Wybory parlamentarne, a w konsekwencji tego nowy rząd jakimś magicznym zaklęciem tego zrobić nie mogą. To wymagałoby absolutnej, konstytucyjnej większości obu izb Parlamentu i współpracy Prezydenta. A Andrzej Duda (bezapelacyjnie najgorszy i najmniej się do tej funkcji nadający chyba od czasów sięgających 1918 roku) prezydentem będzie jeszcze półtora roku. To dużo. Naprawiać metodami PiS bym odradzał. Bo jak władza raz, nawet z najbardziej szlachetnych pobudek, na tą drogę wejdzie, to bardzo łatwo nawet ta szlachetna intencja ulega zepsuciu. Gangsteryzm w polityce nie popłaca. Chyba, że to wybór świadomy, jak w przypadku Kaczyńskiego, Ziobry – tyle że rezultaty tego znamy i dla kraju i na końcu dla nich samych.

Zaczęło się od spektakularnej hucpy PiSu w budynkach TVP na Woronicza,a potem na placu Powstańców Warszawy. Oglądana na gorąco relacja z tego wydarzenia w pierwszym momencie wydała mi się jakimś przezabawnym cyrkiem idiotów PiS – od tej grupki staruchów-kibiców na zewnątrz, po niewyobrażalny kabaret Kaczyńskiego, Kempy, Glińskiego i całej wierchuszki pisowskiej. Pierwszy mój odruch był: świetnie! Niech to robią jak najdłużej, bo robią z siebie niespotykane pośmiewisko. Niech Polacy, w tym miękki elektorat PiSu, zobaczy co za zgraja półgłówków nimi przez dekadę rządziła.  Sytuacja jednak wcale nie była aż taka kabaretowa. Kaczor i Kurski doskonale zdawali sobie sprawę nie tylko z wagi tej Szczujni Narodowej, która była w rękach ich ludzi ale i z konstytucjonalnej niezależności Krajowej Rady Radiofonii i TV. Sytuacja zmieniała się z godziny na godzinę. Czyżby minister Sienkiewicz faktycznie przekroczył (i to poważnie) swoje uprawnienia rozwiązując gremia, których dotykać, jako minister nie miał prawa, bo decydowała o tym ta Rada – ciało konstytucyjne, a więc poza zasięgiem łapek rządu? To był argument poważny. To są sprawy dość skomplikowane ale i proste jednocześnie. Tak, minister kultury jest ‘właścicielem’ TVP, bo on ją utrzymuje finansowo. Ale jednocześnie jest ‘właścicielem’ na zasadzie Głównego Księgowego, który płaci pracownikom (w tym dyrektorowi firmy) pensje. Nie oznacza to jednak, że księgowy może zwalniać dyrektora lub zamykać firmę. Trochę byłem zaskoczony, że Tusk nie przebadał tej sprawy dokładnie. Bo bez wątpliwości o TVP musiał bardzo długo i bardzo dużo myśleć i się konsultować.  To zbyt ważna i newralgiczna instytucja, by jej statusu nie rozumieć lub nie znać. W sukurs przyszedł olbrzymi błąd i przeoczenie PiSu wówczas, gdy formowali tą Radę dziesięć lat temu na ‘obraz i podobieństwo swoje’. Byli wtedy w trakcie zamachu na Trybunał Konstytucyjny, w planach już był zamach na Sąd Najwyższy, Ziobro od zaraz zaczął rozwałkę Prokuratury Krajowej (on był dużo bardziej bezwzględny i nieugięty w zdecydowanym i pozbawionym hamulców niszczenia wszelkiej niezależności sędziowskiej, prokuratorskiej i policyjnej, nie unikał w tej kwestii nawet konfliktów ani z Kaczyńskim ani z prezydentem Dudą, gdy ci chcieli – zmuszeni sytuacją wewnętrzna a przede wszystkim zewnętrzną zwolnić te tempo lub nawet czasem cofnąć zbyt radykalne zmiany) – wiązało się to z dużym zamieszaniem w orzecznictwie sądowym i trybunalskim. Prawa ręka nie wiedziała dokładnie, co robi lewa. Przyłębskie, sędziowie-dublerzy,  wybitne Krysie Pawłowicz – to tylko szczyt góry lodowej galimatiasu sądowniczego ówczesnej Polski (wiec  i obecnej, bo wybory powszechne nie wybierają nowych sędziów). W tym galimatiasie zapomniano, nie dopatrzono pewnej drobnostki – Ustawa o Krajowej Radzie Radiofonii i TVP … nie została formalnie i legalnie do końca przeprocesowana. I pomimo, że zakładano, że była, więc ma moc gwarancji konstytucyjnej … nie ma. Uff. Najjaśniej jak mogłem wyjaśniłem. Jeśli ktoś nie rozumie, to skąd może żądać, by rozumieli np. Kaczyński czy Duda? Ale Sienkiewicz jednak zrozumiał. I użył prostych i mało skomplikowanych narzędzi zwykłej ustawy o Spółkach Akcyjnych.  Z której wynika, że ten, co posiada większość akcji danej firmy może prezesa zarządu takiej firmy wyrzucić na z… pysk i sam Radę rozwiązać i powołać nowego prezesa Zarządu. Proste. Środek tymczasowy   i brzydki. I można go zaskarżyć  do Sądu Powszechnego. Ale tymczasowo skuteczny. A czasami ‘tymczasowo’ wystarczy. Pisałem tyle o tej hucpie z TVP i Wiadomościami TVP, bo to było i spektakularne i pokazało, jakie wielkie przeszkody na drodze reperacji szkód w Polsce trzeba będzie pokonywać. Ale, że można będzie, choć niektóre będą dużo dłużej trwały.

Kaczyński, ze względu na swój wiek i na fakt, że jednak przegrał wybory i mimo wszystko fala brudów jego rządów nie będzie nawet tajemnicą Poliszynela – będzie publicznie i równie spektakularnie ujawniana – jest już politycznym trupem. Można swobodnie o nim mówić już w czasie przeszłym. O tym jestem przekonany.  Jeszcze macha krótkimi łapkami i nóżkami, jak pajac na sznurku. Ale to już kurz historii a nie wiatr przyszłości.

Swoją drogą ciekaw jestem, co stanie się z wyznawcami religii smoleńskiej? Czy msze dalej obywać się będą przy Schodkach do Nikąd na placu Piłsudskiego, czy wrócą na stare miejsce przed Pałacem Namiestnikowskim (który też do czasu wyboru nowego prezydenta będzie u mnie tą starą, zaborczo-rosyjską nazwę nosił)?   Może pan Duda nawet zgodzi się by robiono to za bramą, wewnątrz dziedzińca, by zapewnić większe bezpieczeństwo Kurdupla z Żoliborza? Ciekawe, jak ich stosunki się teraz ułożą? Mimo wszystko Kaczyński nazbyt przyjemny dla swojego prezydenta nie był, a ten nagle jest jedynym, który ma ciągle władzę w ręku. Nominalnie dość potężną władzę.

Tusk w przemówieniu noworocznym nie mówił już tym samym, tryumfalnym językiem zwycięstwa, jakiego użył w wystąpieniu w Sejmie w pierwszym expose ledwie kilka dni wcześniej.

I tamten, tryumfalny ton był potrzebny Polakom, bo był to tryumf Polaków ratowaniu ojczyzny przed czarną nocą. Najważniejszym dniu wyborów od sławnego roku 1991 pierwszych wolnych wyborów parlamentarnych po 1939.

Ale te noworoczne było już trzeźwiejsze politycznie, mniej tromtadrackie, bardziej pragmatyczne. Przy podkreśleniu nowej nadziei i zadowoleniu ze zwycięstwa o jakim tyle lat marzył, o powrocie na fotel premierowski – nie mogło w tym nie być nuty smutku. Nie tylko z zerkającej zza każdego politycznego rogu chciwości, malwersacji finansowych, moralnej miazgi politycznych klas, które zawładały Polską od jesieni 2014. Nie, z dużo poważniejszego problemu. Z problemu głębokiego podziału w kraju na ‘naszych’ i ‘tamtych’. Podziału, jakiego żadną ustawą ani żadnym rozporządzeniem czy rozdawnictwem pieniędzy państwowych zniwelować się nie da.

Pojednanie będzie najtrudniejsze’ . Te słowa Donalda Tuska zapamiętałem najbardziej. I o tym zadaniu, wyzwaniu myślałem i pisałem tutaj najczęściej w czasie ostatnich dziesięciu lat. Wcześniej niż wybory w 2014 – od czasu katastrofy smoleńskiej, która mogła Polaków zjednoczyć. A podzieliła.  To była pierwsza zbrodnia popełniona na Polsce przez Jarosława Kaczyńskiego. Której mu nigdy wybaczyć nie powinniśmy. Z latami te wszystkie teatralne, operowe niemalże ‘spektakle smoleńskie’ stały się faktycznie jakimś teatrem absurdu najpierw, a potem spektaklem kabaretowym. Ale wtedy – nastąpił wielki podział społeczny, narodowy. Który trwa do dziś, choć już nie wszyscy pamiętają, co leżało u jego źródeł.  To podzieliło, jak nigdy nic przedtem, nie tylko Polaków w kraju – podzieliło równie ostro i skłóciło Polaków i polskiego organizacje, środowiska poza granicami kraju. Wyjątkowo ostro w Ameryce Północnej, w Kanadzie. Zniszczono budowaną od dziesięcioleci spójność organizacyjną Polonii. Ten podział był tym silniejszy, że wielką rolę odegrały w nim polonijne kościoły katolickie, które murem stanęły po stronie coraz bardziej fałszowanej, coraz bardziej kato-faszystowskiej polityce PiS.  To też naturalne pokłosie sojuszu Kościoła Katolickiego w Polsce z PiSem i jego ultra-patriotycznym, czasem w wyraźnie szowinistycznym kolorze. Mimo podobieństw stylu rządzenia i ideologicznych zboczeń Kaczyńskiego, Szydło i Macierewicza z izraelskim Benjaminem Netanjahu – nie przeszkadzało im to wyciągnąć z lamusa historii starego, śmierdzącego naftaliną trupa antysemityzmu (nie przeszkadzało to zresztą tak silnie i Netanjahu). Pamiętacie akcje ‘obrony dobrego imienia Polski’? Napaść IPN-u sterowaną przez rząd na wszelkie niezależne badania naukowe i grzmienie o usiłowaniach rozgrabienia Polski na rzecz Żydów w USA i Izraelu?  Bardzo sumienny i znany historyk polsko–amerykański, Jan Tomasz Gross stał się nagle ‘sztandarem polakożerstwa’. Żyd usiłujący rozgrabić Polskę a Polaków uczynić gorszymi od hitlerowców antysemitami. Zabawne (jeśli można takie określenie w tym ohydnym oskarżeniu użyć), że Gross z czysto talmudycznego tłumaczenia w zasadzie nie jest polskim Żydem, a jest Polakiem wyznania żydowskiego  ( i nawet tego pewny nie jestem, bo nie mam informacji czy Gross jest osobą wierzącą a jeśli, to jakiego wyznania). Matka Grossa, Hanna Szumańska była polską herbową szlachcianką, wyszła za mąż za zasymilowanego Żyda polskiego Zygmunta Grossa, polskiego kompozytora i adwokata (w dobie stalinizmu był obrońcą Władysława Bartoszewskiego). Ale w propagandzie krypto-faszystowskiej nawet siedzenie w szkole w tej samej ławce z kolegą-Żydem czynić cię może  … przynajmniej pół-Żydem.  To tylko taki przykład atmosfery zaczadzenia, jaka nad Polską i Polonią zapanowała pod władzami PiS. Tematu ‘Jan Tomasz Gross” nie mam zamiaru tu rozwijać.

Powstanie tej przybudówki ‘Polakożerczej nagonki światowego żydostwa’ szalenie utrudniło w Ameryce Północnej polityczną akcję uświadamiania Polonii o prawdziwej twarzy PiSu. Jak powiedziałem już wyżej – tradycyjne ugrupowania i związki polonijne związane bardzo z parafiami polskimi były w najlepszym wypadku obojętne, a najczęściej wrogie wobec działalności pro-demokratycznej demaskującej prawdziwe oblicze PiSu Kaczyńskich, Terleckich, Ziobrów, Macierewiczów i Kurskich.

W takiej atmosferze działały w Kanadzie formalne grupy KOD-u (Komitet Obrony Demokracji) na mocy oficjalnej reprezentacji ZG KOD w Polsce, prowadzone przeze mnie, Annę Bocheńską i Marka Tucholskiego reprezentujące całą Kanadę (KOD-Canada). Obok KOD-Canada, niezależnie i na mocy osobnego porozumienia między ZG KOD w Warszawie i KOD-Canada istniał KOD-Ottawa. Działo się to na początku roku 2015. Nikt wówczas jeszcze nawet nie przypuszczał ogromu zniszczeń jakich dokona PiS w Polsce. KOD-Canada nigdy nie był w stanie (choć nasze grupy działały w większości dużych ośrodków miejskich w Kanadzie, a do najbardziej prężnych należały: Montreal, Toronto, Ottawa, obszar Greater Vancouver i częściowo Calgary) pobudzić masowego ruchu w Kanadzie. Mimo to był bardzo widoczny, odegrał bardzo pozytywna rolę w informowaniu o zagrożeniach demokracji w Polsce. Był jedynym w tamtym okresie znaczącym ośrodkiem informacji i protestu społecznego. W 2023 roku sytuacja świadomości społecznej (jak i olbrzymia wymiana ‘pokoleniowa’ osób zawiadujących życiem zorganizowanym Polonii) uległa diametralnej zmianie na lepsze. Miejsce KOD z dekady wcześniej zajęły grupy inne. Palma pierwszeństwa i najlepszej organizacji należy się DPACC (Democracy Poland Action Committe – Canada). Niestety, jeszcze w poprzednich wyborach w 2019 mimo tego wysiłku prawie wszystkie Komitety Wyborcze w Kanadzie (Montreal, Ottawa, Toronto, Saskatoon, Calgary, Edmonton i Vancouver) głosowały w dużej proporcji na PiS. Lista Koalicji Demokratycznej uzyskała drugie miejsce. Prawie wszystkie, poza jednym wyjątkiem: Vancouver. Tylko tam większość głosów oddano na Koalicję Demokratyczną, nie na PiS. Wiązało się to chyba jednak (bo Polacy w Vancouverze też przyjechali tu z tej samej Polski, nie z Księżyca) z uporczywą pracą wśród całej Polonii środowisk pro-demokratycznych. Z szeregu akcji jakie udało mi się tam przeprowadzić z udziałem może nie olbrzymiej grupy ludzi – ale ludzi znaczących w środowisku i szalenie oddanych.  Na początku było to z ramienia KOD, potem już sami lokalnie to robiliśmy w naszym, lokalnym imieniu. Nie bez znaczenia były dobrze zorganizowane środowiska  akademickie, artystyczne. Utrzymywałem dobre kontakty z Konsulatem i przy każdej okazji spotkań prywatnych podkreślałem, że placówki dyplomatyczne, a zwłaszcza już konsularne nie reprezentują de facto rządu i partii politycznej a Państwo i przestrzegałem przed agitacją polityczną, która i Konsulatowi i Rządowi tylko zaszkodzi. W zasadzie wszystkie i gazety polskie (było ich początkowo kilka w Vancouverze) i polonijne stacje radiowe były pro-demokratyczne, a jeśli jedna czasem starała się być (powiedzmy tak) ‘obiektywna’ była to pozycja bardzo umiarkowana. Nie unikałem udziału w silnych sporach, gdy zaszła potrzeba. Przede wszystkim widoczni  byliśmy w newralgicznych i ‘nie polonijnych’ miejscach miasta: w popularnym parku miejskim, przy zniczu olimpijskim, raz przed Konsulatem i tylko krótko. Naturalnie, na samym końcu efekty z całej Kanady razem zebrane dały to, co dały. Przestrzegał zresztą o tym podczas jednej z konferencji video sam Donald Tusk (konferencja środowisk pro-demokratycznych z całego świata), aby nie wojować za silnie nad np. wyborami korespondencyjnymi i większą liczbą okręgów wyborczych w Kanadzie, bo … zalejemy PiSem kanadyjskim wszystkie miejsca sejmowe. Rozsądny i świadomy rzeczywistości polityk.

Nie ulega najmniejszej jednak wątpliwości, że ziarno wolności,  że tłumaczenie zagrożenia jakie niesie PiS to praca żmudna. Najtrudniejsze było to, by odrzucić groźny hurra-patriotyzm PiSu i IPNu w tandemie z polonijnymi parafiami katolickimi. Patriotyzm, w którym wszystko było szyte grubymi, tradycyjnymi nićmi nacjonalizmu, szowinizmu, ‘obrony dobrego imienia Polski’ przed napadami lewactwa, syjonizmu i LGBTQ.  A tradycyjna, starsza Polonia była bardzo podatna na te ‘sztandary ojczyźniane’.  Teraz gwałtownie następuje wymiana generacyjna Polonii. Tysiące nowych kanadyjskich Polaków te głupie straszaki ‘trupów PRL i komuchów’ zbywa śmiechem i wzruszeniem ramion. 

Za niezłomność, upór i konsekwencje w rzetelnym informowaniu Polonii w Kanadzie w ostatnich latach, za umiejętność stworzenia silnej platformy prasowo-podcastowo-radiowej w sieciach nowych social-mediów i organizowaniu w ostatnich latach Democracy Poland Action Committe – Canada olbrzymie słowa uznania należą się Małgorzacie Bonikowskiej z Toronto, redaktor naczelnej popularnej „Gazety – Dziennika Polonii” i autorce popularnego “Polcastu”. Aktywnymi do dziś w rozpowszechnianiu tego dzieła demokratyczno-informacyjnego pozostali moi serdeczni przyjaciele Anna Bocheńska z Toronto i Marek Tucholski z Montrealu.  Pojawiły się nazwiska nowe, Polek i Polaków, którzy tu się osiedlili w ostatnich latach. Innej, nowoczesnej generacji. Bardziej kosmopolitycznych niż zaściankowi mojej i poprzedniej generacji. Nie obarczeni nie tylko bagażem PRL, ale nawet bagażem „Solidarności”, która dla mnie jest tym, czym AK była dla mojego ojca: mitem młodości, działalności, niezłomności, idealizmu. I bardzo mnie to cieszy. Bo mity potrafią być bardzo groźne. Mity powinno się zostawić na gruzach Herkulanum i Ateneum. Im dalej od współczesności – tym zdrowiej.

Co więc zostawiliśmy, z polskiego punktu widzenia, za sobą w 2023?

Dewastację i rozpadanie się polskiej demokracji. Najgroźniejsze w obszarze sądownictwa i wymiaru sprawiedliwości, podporządkowania służb policyjnych i szeregu agencji służb bezpieczeństwa partyjnym interesom rządzących (PiS) – a to prosta droga do dyktatury. Niszczenie przynależności Polski do Unii Europejskiej, faszyzację polityki międzynarodowej poprzez silną współpracę z faszyzującymi Węgrami i innymi rządami i ruchami ultra-prawicowymi, co jest zresztą nie tylko polskim fenomenem. Jest szokujące dla mnie, że taką siłę polityczną (a wiec poparcie w społeczeństwie) zyskały grupy faszystów Konfederacji. Jest to zresztą fenomen pierwszej ćwierci nowego wieku w całej Europie i nie tylko (faszyzacja np. Izraela pod rządami Netanjahu wydaje się być szokiem nad szokami). Pewnie jest to tym razem negatywny objaw odejścia z życia publicznego generacji, która tą gehennę przeżyła. A jednocześnie odzwierciedleniem niepewności i lęku ludzkości generalnie wobec wielkich zmian i zagrożeń wynikających z bardzo już widocznych i przyspieszających swój marsz zmian klimatycznych Ziemi. Przyspieszanych karygodną polityką całego świata.

Główne osoby bardzo ważne w Polsce, które otwierają nowy, 2024 rok wedle mojej oceny to:

  1. Donald Tusk bezwzględnie. Niezbyt przeze mnie lubiany polityk. Ale polityk na te czasy chyba najwłaściwszy.
  2. Niespodziewanie – nowy Marszałek Sejmu, Szymon Hołownia. Też niechętnie mu się przyglądałem. I byłem kompletnie zakochany w nim, gdy prowadził, jako Marszałek obrady Sejmu w tych gorących dniach upadku PiSu. To był taniec baletmistrza i filipiki godne Demostenesa. Symbolem jego marszałkowania pozostanie na zawsze natychmiastowe usunięcie barier ulicznych przed Parlamentem RP na Wiejskiej –  Polski Parlament wrócił w ręce Polaków, pracodawców posłów i senatorów.
  3. Rafał Trzaskowski – Prezydent Warszawy, który nigdy stolicy na pastwę PiSu nie oddał. Jedyny, który w poprzednich wyborach prezydenckich w Polsce minimalną tylko ilością głosów nie wygrał ich. To zapaliło pierwsza lampkę w ciemnościach tamtej Polski i pokazało, że niemożliwe jest możliwe. Ryzykowałbym stwierdzenie, że bez tamtej walki prezydenckiej i bez jego prezydentury w Stolicy kraju być może nie doszłoby do wygranej Koalicji Demokratycznej w październiku 2023. Nie mam pojęcia, czy Tusk formując Koalicje nie uczynił pewnych obietnic wobec Hołowni w sprawie kolejnych wyborów prezydenckich i nie obiecał, że Trzaskowski nie stanie w szranki. Wątpię, by Tusk i Hołownia tego typu niehonorowy pakt zawarli. Ale lękam się. Trzaskowski jest człowiekiem nowej Polski, świeckiej, pro-europejskiej, światowej. Pokładam w nim wielkie nadzieje. I liczę bardzo, że za półtora roku stanie w szranki i wygra wybory prezydenckie w Polsce.
  4. A teraz szok dla czytelnika – Andrzej Duda. Nie, nie pokładam w nim jakichkolwiek nadziei.  Jako Głowa państwa jest i był i zawsze będzie beznadziejny. Kompletnie się do tej funkcji nie nadaje. Pierwszy w historii Polski od czasów republikańskich Prezydent-niedorajda. Pod każdym względem. Nawet wliczając w to początki PRL-u, bo i Bierut (okrutna postać i okrutnie zapisana w tej historii) nie był niedorajdą. Ale Andrzej Duda JEST prezydentem RP.  I może jeszcze wiele szkody Polsce wyrządzić. Jedyną szansą jest, że  jego własny lęk przed konsekwencjami  obstrukcjonizmu może okazać się dla niego za wysoki. Oczywiście jest też możliwe niestety, że ulegnie typowym dla takich charakterów ciągotom – zawierzy swej mocy i swym umiejętnościom. Których nie posiada, ale w zdaniu poprzednim wyjaśniłem, że może być tego nieświadom. A polska Konstytucja daje prezydentowi sporo uprawnień i władzy.
  5. Ze świata kultury: Agnieszka Holland, która przyniosła tyle światowego rozgłosu dla polskiej kinematografii; Olga Tokarczuk za użycie swego nimbu literackiego Nobla nie tylko jako rozgłosu polskiej literatury, ale generalnie za stawanie w obronie wolności kultury i twórczości polskiej, wolności twórcy w dobrze tematów i ich realizacji.  Teatr Och_Teatr (w dawnym kinie ‘Ochota’) i jego dyrektorka Krystyna Janda za niezłomność programową i kreacje teatralne w najlepszych tradycjach polskiej sztuki teatralnej. Generalnie przytłaczającej ilości polskich twórców kultury w obronie wolności słowa, wolności artystycznej i zaangażowania politycznego po stronie ruchów demokratycznych. Więcej nazwisk wymieniać nie będę, bo by zajęło bardzo dużo miejsca.

Największe zagrożenia dla Polski:

  1. Kryzys klimatyczno-ekologiczny. To najniebezpieczniejsze zagrożenie całego świata, globalny kryzys egzystencjalny ludzkości. Dla samej Polski szczególnie niebezpieczny, ponieważ jest nie tylko zapóźniona w skutecznej działalności na tym polu ale i w wyjątkowo rabunkowej gospodarce zarządzania środowiskiem naturalnym. Dogonienie czołówki państw europejskich będzie się wiązało z bardzo wysokimi kosztami finansowymi dla Skarbu państwa, a więc też dla ludności Polski. I do tej pory nikt tego obywatelom tego kraju jasno i bez politycznych kłamstw nie powiedział. Dotacje Unii Europejskiej nie mogą zastąpić nakładów Polski, czyli jej obywateli.
  2. Wojna rosyjsko-ukraińska. Tu rozwodzić się nie trzeba.  Chyba wszyscy te zagrożenie rozumiemy. Kolosalne na wielu płaszczyznach z racji obecnych granic Polski, ze względów historycznych połączeń sięgających prawie zarania polskiej państwowości, z ryzyka wojny nuklearnej lub katastrofy nuklearnej, z obciążeń związanych ze wspieraniem państwa ukraińskiego, z masowej emigracji. Z konieczności wielkich wydatków na własne uzbrojenie i wielkość wojska. Liczenie tylko na ‘Hamerykę’ jest olbrzymim błędem. A zaciągnięte bankowe kredyty wojskowe ktoś kiedyś będzie musiał zwracać. Za mało się o tym mówi Polakom. Nawet Donald Tusk nie pojedzie (tak jak pojechał do Brukseli po zamrożone fundusze europejskie) na Biegun Północny prosić Mikołaja o specjalny lot saniami wypełnionymi po brzegi dolarami … .

Nie wszystko wyczerpałem. Ale starałem się najważniejsze zarysować. Z tymi zagrożeniami opisanymi w ostatnim paragrafie wiąże się jednak jeszcze jedno. Być może niewiadoma największa. Olbrzymim udziałem w wyborach Polacy pokazali światu piękny przykład masowego zaangażowania obywateli w odpowiedzialność obywateli w obronie demokracji. Pytanie ciągle bez odpowiedzi, to czy ta piękna akcja była kolejną polską piękną szarżą husarską czy przebudzeniem narodu do świadomej, mądrej obywatelskości na co dzień? Na samym końcu żaden rząd nie rządzi całkowicie (poza rządami autokratyczno-dyktatorskimi) w próżni. Rząd musi być ‘rządzony’ przez obywateli. Na co dzień. Tylko wtedy i nasze własne oczekiwania będą bliższe rzeczywistości i możliwości skarbowych państwa na ich zaspokojenie. Bo kupowanie przez rząd poparcia wyborcy – jak się gorzko przekonaliśmy – bywa często na lichwiarskich warunkach. 6+6=12. Nie 13 ani 14, jak ilość rocznych emerytur w Polsce.