Grzegorz Braun – karykatura posła

Bodaj wczoraj lub dzień wcześniej ogladałem, na żywo, transmisję z procesu sądowego tej nienawistnej poczwary polskiej polityki, posła (sic!) Grzegorza Brauna.

Ta podła kreatura zachowywała się okropnie. Trafiłem akurat na fragment, gdy przesłuchiwano w charakterze świadka profesora Uniwersytetu w Ottawie (Kanada), pana Jana Grabowskiego. Akademika specjalizującego się w historii polskich Żydów, w szczególności okresu Holocaustu 2 wojny światowej i w pierwszych latach po wojnie.

Nigdy nie negowałem metodologii prof. Grabskiego ani jego wyjątkowej znajomości tematu, ale często nie zgadzałem się z jego konkluzjami. Nie będę powtarzał mojej argumentacji – wyłuszczyłem ją obszernie kilka dobrych lat temu w cyklu tematycznym na moim blogu. Wszak dojście do innych konkluzji i oceny etycznej i moralnej nie jest wszak w jakikolwiek sposób zaprzeczeniem dorobku naukowego Grabowskiego w tej materii. Naturalnie, że nie jest jedynym badaczem tego obszaru historii, a jednym z licznych historyków polskich, izraelskich i z innych państw, którzy tym olbrzymim i horrendalnym okresem się zajmowali. Ale jest, ze względu na zebrany materiał dowodowy, jednym z ważniejszych.

                Na wokandzie sądowej pan Grabowski był tylko świadkiem prokuratury oskarżającej posła Brauna o akty przemocy i wandalizmu. Chodziło w szczególności o ustalenie faktów i przebiegu zdarzeń z dnia, gdy kilka lat temu[i] miała miejsce prelekcja Jana Grabowskiego organizowana przez Wydział Historii Uniwersytetu Warszawskiego. Prelekcja, która de facto nie odbyła się, gdyż zaraz po wstępie profesora tenże faszysta Braun podbiegł do mównicy i po chuligańsko zdementował mikrofony i urządzenia nagłaśniające. W wyniku powstałego zmieszania i strachu wystąpienie akademika przerwano i nie mogło już w takiej sytuacji być kontynuowane. Niewątpliwie do zwiększenia zamieszania i konsternacji wspomogło też głośne przypominanie Brauna, że dokonuje ,interwencji poselskiej’. Pomyliły mu się widać wieki, bo od czasów I Rzeczypospolitej, gdy pojedyńczy szlachtura mógł sejm zerwać jednym  ‘nie pozwalam’[ii] minęly bezpowrotnie kilkaset lat temu. Niemniej okrzyk ‘przeprowadzam interwencję poselską’ mógł niektórych autentycznie wprowadzic w konsternację.

Wyobraźcie sobie państwo 460 posłow biegających po różnych miastach w Polsce, niszczących mikrofony i zrywających spotkania-zebrania mieszkańców tych miast! Sodoma i Gomora, LOL! Na szczęście chyba 99.5 procent posłow RP aż takimi wariatami nie jest. W każdym bądź razie nie do tego stopnia, by ich trzeba było zamykać w wariatkowie. Tak, rozumiem, że wielu czytelników może się ze mną w tej kwesti nie zgadzać i chętniej jednak by cały Sejm do wariatkowa (na wszelakij słuczaj, jak mawiają starożytni Rosjanie). Wracjamy wszak do tematu, bo nie było to zajście ani wesołe ani zabawne.

Prawdą jest, że Braun to wąż przebiegły i szczwany. Na szczęście polskie sądy już odzyskały w dużej części swobodę i niezawisłość, którą im odebrano w ciemnej nocy lat 2015-2022. Dzięki temu sędzia był bezwzględny wobec oburzających chwytów Brauna, który uważał, że uczyni z wokandy sądowej teatr polityczno-ideologiczny. Na przekór jego usilnych prób, tym razem mu się to nie udało. W pewnym momencie wyczerpał cierpliwość sędziego i tenże nakazał mu opuszczenie Sali sądowej na pewien okres czasu.  W czasie tej ‘banicji’ reprezentowało oskarżonego aż trzech obrońców-adwokatów. Po powrocie na sale rozpraw nieco skonfundowany poseł starał się mitygować. Ale naturę chuligana trudno nawet samemu okiełznać. Szczęściem przytomności i już chyba pewnej irytacji sędzia wielokroć informował świadków, że na niegrzeczne pytania oskarżonego nie mające nic z konkretem sprawy odpowiadać, lub wręcz ich zaczętą już odpowiedź przerywał, dając krótkie wyjaśnienie. Żal mi trochę było adwokatów oskarżonego, którzy zachowywali się przyzwoicie, a ich klient systematycznie swoimi perorami ośmieszał, żenował i niweczył wszelkie szanse na jakąkolwiek skuteczną strategię obronną.

Ileż padało z jego ust obraźliwych słów, które ze względu na kontekst jego wypowiedzi były szkalujące i szczujące. Hasła ‘Polak’, ‘patriota’, ‘Żyd’, ‘Szkop, ‘Niemiec’, ‘folkzdojcz’, ‘komuch’, ‘Ruski’, ‘Wołyń’, ‘Eurokołchoz’ były rzucane, jak piłeczki pingpongowe. I nic z przedmiotem sprawy nie mające wspólnego. Zwykła odrażająca natura tego człowieka, który gdy mówi, to pluje błotem.

Nie potrafię w jakikolwiek logiczny sposób wytłumaczyć i zrozumieć takich osobników.  Poza jedna ewentualnością: nienawiść traktowana , jako choroba psychiczna zżarła jego mózg kompletnie. Ale wtedy trzeba być konsekwentnym – taki osobnik, jako niebezpieczny dla otoczenia winien być izolowany w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym na czas nieograniczony.

Co jest bardzo smutne, to świadomość, że ktoś go na posła wybrał. Ktoś na niego głos oddał. Świadczy to o degrengoladzie pewnej (nielicznej, wierzę) części naszego społeczeństwa. Części, która jakby zapomniała, że największa część ofiar Holocaustu, to byli polscy obywatele, polscy Żydzi. To nie byli przybysze z kosmosu – to byli nasi sąsiedzi, nasi sklepikarze, nasi poeci, malarze, pisarze, kompozytorzy. Nasi, polscy Żydzi.

Pod tym łączem jest przekierowanie do mojego tekstu z października 2022 roku, który syntetycznie i dość jasno wyraża moje prywatne, osobiste rozumienie Zagłady i procesu emocjonalnego, który jako Polak musiałem przejść. To część trzecia cyklu, jaki wówczas pisałem i jako ostatnia najbliżej oddaje nie tyle racjonalne ile emocjonalny stan mojego rozumienia tamtych złych czasów.

Smutek i Brak. Cisza, którą trzeba wypełnić prawdą. – > > Pogwarki < <

[i] 30 maja, 2023 roku

[ii] liberum veto

Dawn of Generation and Change of Guards

Bogumil Pacak-Gamalski

September marks a time of somber thoughts, reflections. I am a Pole, Canadian Pole, European Pole – but Pole to the core, through and through. September is not only about approaching fall, of yellow and brown leaves, flowers fading and days getting shorter every evening.

For a Pole of my generation September is reminiscence of great and terrible world war, the one with number ‘2’ attached to it. Always, for as long as I remember: the national martyrology, almost a quasi religion: dark, mournful, full of pain. Yet, it is a true heavy feeling, not something you do because it is polite or out of obligation. No, it is not faked and it is not just laying wreaths at the bottom of some cenotaphs. It is happening at homes and inside the deep crevices of your soul.

The war was still inside us, our parents and grandparent lived through. It is true that there were also official circuses and commemorations to impress someone, to score some political points. Nonetheless, even these theatrical motions were performed by these people, who after returning home still had to go themself through these somber and sad moments. No one could escape it. After all, they were not remembering some magnificent Middle Age battle or campaign. No, the Second World War was a private Loss for everyone. It was such a total war, it touched all who lived through it and it touched their children. When I was a child – it touched me, touched my sisters, my cousins, all my friends. Us, young people, who were not even alive during the years 1939-45. We were all born mostly in years 1947-65, the majority of us during the 1950’s.

For generations of my grandparents it was particularly tragic and painful memory. They lived through the Bolshevik revolution of 1917, through the rebirth of Polish state in 1918, the victorious Polish-Soviet war of 1920. Now they are all gone, the last one was my grandma Wanda, who died in 1972.

But the truth is that for my generation all these previous wars were an ancient wars. Yes, exciting (particularly the battles for independence and the heroic Warsaw Battle against the Bolsheviks, which save Western Europe from communist oblivion) but at the end it was an ancient history, like the Greeks battle of Troy.

  Yet, that war, the last world war – was still alive everywhere; in my childhood not all cities and towns were fully rebuilt. Finding partial ruins or bombed house was not difficult, the same as partially rusted shells in forests, on shallow shores of rivers, streams. Nor was surprising finding every day fresh flowers on some streets, where Nazis did some executions by firing squad or public hanging. These flowers were a daily routine. They marked places were their friends, their lovers, sons or daughters perished. For our parents, and grandparents these people were their friends, lovers, husbands, wives and children.

By the time I was fifteen I used to go on my own need almost once a week to lay a flower (sometime stolen from a city flowers box – sorry, did not have always in my pocket an extra five or ten zlotych[i]) on an exact street corner in front of an enormous building of National Opera, where a young Warsaw poet was shot in 1944 – Krzysztof Kamil Baczynski[ii]. He was shot almost fifteen years before I was born. Yet for me, he was my slightly older friend, very dear and close. Now – I am old but still think of him as my friend. More, I think that I actually loved him as person. Is it possible to be in love with someone, whom you never met and who died years before you were born? I think – yes, it is.  After all I am still in love with Alexander of Macedonia, and that boy-king died not centuries but millennia ago!  

Back to the subject though, the subject of changing guard, of generational exchange. We are on the last leg of a run through life. Mind you, it is not yet the proverbial ‘one leg in the grave’. We are still running. No, it is not an Olympic sprint anymore. Some might still have a desire to dance and to fall in love with another person if they are single, some are still working – but almost all are in a official retired age, but we are also the next echelon of humanity that starts to leave the train of life on a regular pace. It is normal course, nothing tragic, part of the journey. The cycle of generations continues.

Of course there must be a caveat: It is true that there are still very few among us, who remember the war as seen through their eyes, but those were eyes of very young children. They are now in their late nineties or over a hundred years old. My oldest cousin was born still in Vilno (now capital of Lithuania, then a large Polish city) in 1944. But he is gone now, too. It is next to impossible that he could have remembered anything of the actual war and he never pretended that he did.

The reality and the fact is that for practical reasons people, who lived during that war are gone. Now it is us, the next echelon of humanity that’s starting to leave the train of life on a rather regular pace.  It is normal cycle of the generations.  In a few years, maybe a decade, we will cease to be intellectually and emotionally the engine of the society. Matter of fact we are no longer the main engine, just the extra smaller ‘enginette’. When we will stop being that canister of our memories of post-war reality a silent social revolution will take place, silent, yet very powerful change will occur.

We are the last ones, who were personally affected by the war. A war with silent battlefields, and silenced guns – a war, which long shadows still lingered on our streets; in our neighborhoods, in our homes and during family gatherings.  

The next generation – our children, nephews and nieces are free from the shackles and chains of that trauma. There are even free for most part from the memory of the abnormal reality of about forty years of living in the grey and absurdly tragicomical reality of PPR – Polish People Republic, a quasi-sovereign state in the years 1945-199o. Mind you – that quasi independent state was the only Poland I knew, were I was born, went to school, had my first romances. At the same time it must be stressed that this Polish state was sort of abnormality among all other Soviet satellites. There were even officially sanctioned other political parties that were not ideologically communist (unheard of in other Soviet satellites), there was a powerful Catholic Church, which resisted and maintained its independence with very powerful Church hierarchy, to a shock of the very first non-Italian pope in hundreds of years who was … a Polish cardinal – Karol Wojtyla, better known later as John Paul II. Stalin must have turned in his grave, LOL. Polish universities were of high scientific standards and a place of vigorous political and ideological debates – if not during formal classes then certainly on the corridors and courtyards. It comes to no surprise that the amazing first free trade union called ‘Solidarity’ was born in that ‘communist’ country. I had a small part in it being this union organizer in Warsaw. Even more important is that we, Poles, spoke freely at homes and on the streets. With caution – but freely. It was our daily rejection of the absurdity and abnormality of the Soviet system. In some strange way I could say that to a certain degree my generation of that Poland was perhaps freer than young people on the other side of the Iron Curtain. Not in laws and privileges given to us, but in cherishing and clinging to our internal freedom.

We also believed in certain civic decency. At that time a young intelligent Pole could not and would not call himself/herself a fascist.  That was a Rubicon we would never cross[iii], regardless whether you were even an ultra right in your political views. In our eyes fascism was synonymous with Hitlerism. That was as plain as the difference between night and day.

The II world war changed that word, that rightwing ideological view forever. It wasn’t, as in the pre-war times anymore that fascist view was tolerated. Before the last war fascism was interchangeable with ultra nationalism, with hurray type of patriotism. That changed after the experience with that total war. Just Italian Il Duce[iv], Spanish Franco or Portugal Salazar could not have achieved what Hitler achieved with that movement. He himself made it synonymous with crimes unspeakable, horror indescribably. It was an abandonment of humanity beyond any scale.

Fascism was the gate to the Factory of Death of Humanity. A Gate that had its name: Arbeit macht Frei.  Auschwitz, Buchenwald, Dachau. All of these names, places have one denominator: fascism.

That what my generation knew, understood. It came as the biblical Commandment you shall not kill, that we knew instinctively, that those who do kill are fascists, as simple as that.

An individual thief, a murderer, rapist – that is not the same. Those are individual crimes against society, crimes that could be judged, adjudicated and punished. Aberrations that, by proper education, could be avoided or corrected, minimized. 

Fascism was a symbol of Gates to Hell, to Hades.

                What I wrote above comes from one’s plea, one’s need to exalt in the reader of the next, younger generation this simple truth of History: fascism must be stopped, must be ostracized, must be condemn eternally. We, my generation and the generation of my parents knew that by heart, by true experience of what it is if it will ever get a free ride in public life, in public discussions. Yes, it could be discussed and taught in schools, universities as a painful lesson of history – a very tragic lesson. But it has to be stopped of having a right to be part of any public political platform of dangerous propaganda.

There are all these fascist or semi-fascist parties, movements, fascinations all over in Europe now: in France, even in one Land in Germany (sic!), to my horror in my dear Poland – has all the world gone crazy?

Wake up my dear Citizen, wake up and stop this aberration, this sickness that will devour your heart and mind. Don’t’ listen to these lies about patriotism that these people constantly spew from their mouths. The love of one’s country also means the love of all citizens of your country. But they profess only love of these citizens, who represent their sick minds. Only the whites, preferably the tall, only those born in very particular geographic location. So on and so on, to the exclusion of everyone else. But we all came from one and the same seed: the short ones and the tall, the white and the black, the blond and the brunette (and the red-hired too, of course), them of whatever sexual orientation, left-handed and right-handed, poor or rich, weak or strong, the Jew and the Gentile, the Muslim and the Christian (and Buddhist, of course) and don’t forget the ever more numerous non-believer.

Once you start making distinctions, selections, you are giving a moral right for others to judge you, to deselect you – to cast you aside. For what reason, you may ask?  Yes, I will answer that question. Remember – when I was mentioning that horrible place, the apogee of fascist thought: Auschwitz? When a train arrived to that Hell on Earth carrying hundreds, maybe thousands new prisoners there was a man there awaiting them. He was a medical doctor called The Angel of Death or simply Josef Mengele. He examined the prisoners and with one flick of his hand he decided, who will be killed instantly and who will live for a while. Thousands upon thousands of people went through that decision. Every time you start making these distinctions among other human beings – you start growing inside you a new Doctor Mengele – the Angel of Death. That is exactly what being fascist means.  

post scriptum

The picture that is attached to the article is somewhat symbolic. It is a simple exercise book, a typical ordinary school book to write in. I used it for some time now to write some of my texts, my poetry. I hardly ever leave home without carrying one of this type of notebooks. Have many of them laying around near my bed, my table. An old habit. That one is with the graphic symbol of Warsaw’s fighters in 1944 during Warsaw Uprising against fascism, the print below the graphic simply says: against fascism.

I started using that notebook around the time of first full term ultraright government in modern Poland in 2015. The first text in that notebook deals with growing dangers of far right politics and ideologies. This text you are reading now is the on the very last pages of that notebook. I think that the cover of the notebook is a fitting symbol of the same subject: protect freedom, protect rights of all. Otherwise a state becomes a gulag, prison.               


[i] ‘zloty’ is a Polish currency

[ii] Krzysztof Kamil Baczyński – Wikipedia

[iii] Crossing the Rubicon – Wikipedia

[iv] the popular title given to Italy’s dictator, Mussolini

Polskie deja vu

Bogumił Pacak-Gamalski

Oglądam i słucham codziennie wiadomości. Zawsze byłem ‘zwierzęciem politycznym’, na szczęście nigdy nie byłem politykiem. Często bywałem działaczem społecznym, co o politykę i polityków się poniekąd ociera. Mea culpa. Ale trudno zupełnie ją w życiu odrzucić, gdy jest wszędzie. Chcąc cokolwiek dla innych zrobić lub zwyczajnie choć nieco rzeczywistość nagiąć do własnych wyobrażeń i dążeń – bez ocierania się o tą brudną politykę nie sposób. Choć przy okazji pobrudzić się łatwo. Cóż, trudno.

Mam więc zawsze (z wiekiem silniej to występuje, bo naturalnie z biegiem lat bagaż zawodów wobec polityków staje się cięższy) duże nadzieje wobec polityków, którzy te nadzieje budzą wiedząc, że w większości wypadków się na końcu rozczaruję. Na usprawiedliwienie trzeba jasno powiedzieć, że nawet najlepsze intencje tej pani czy pana, którzy za politykę się biorą z czasem ulegają wyjałowieniu w zetknięciu z twardą rzeczywistością politycznej walki z przeciwnikami lub nawet sojusznikami, koalicjantami. W sumie najłatwiej to mają s…rwiele dyktatorzy i typki, które kompletnie w nosie mają przepisy i konstytucje. Czyli ci, którzy demokrację używają do zdobycia władzy, a po wygranej tą demokrację zamykają w Domu Wariatów za żelaznymi drzwiami i oknami z kratami.

Od czasu pewnego nikt mnie tak nie cieszy, a budzi z letargu, jak obecny Marszałek Sejmu RP, pan Włodzimierz Czarzasty. To stary wyjadacz politycznego chleba lewicy. Zaczynał, jako smarkacz jeszcze za nieboszczki PRL. Było to może i niechlubne – ale mówienie, dziś, że każdy młody chłopak czy dziewczyna, który do ZMP (młodzieżowa przybudówka PZPR) należał był świnią i zdrajcą, jest kłamstwem. To byli młodzi ludzie, często ze środowisk robotniczych, którzy kończąc szkoły, na ogół studia też, myśleli, że można to naprawić, że idee są dobre tylko źli wykonawcy. Prawda jest taka, że i wykonawcy nie wszyscy byli tacy źli. To właśnie idee były kompletnie złe. Do d…py, zwyczajnie. Ale zrozumieć to, gdy ma się lat 18 lub 20 i nigdy nie żyło się w kraju demokratycznym, a od urodzenia właśnie w tym PRl jest więcej niż niemożliwością. Szczęśliwi, którzy żyli w rodzinie i środowisku inteligenckim, wręcz anty-komunistycznym, anty-sowieckim.

Czarzasty nie ukrywa tego, ba! podkreśla, że jest politykiem lewicowym (w moim życiu przekonałem się, że Lewicy ufać można najbardziej jeśli chodzi o sprawy socjalne). Czy bym chciał aby Lewica tworzyła rząd w moim kraju? Chyba nie jednak – ale bardzo bym chciał by była takim języczkiem u wagi, by bez jej głosów rząd by tracił swoją parlamentarną większość.

Dzień czy trzy temu wysłuchałem pasjonującego wystąpienia pana Marszałka Czarzastego na spotkaniu z młodzieżą z całego kraju. Gdybym tam był osobiście (nie byłbym, bo młody nie jestem i politykiem też nie, LOL) bym z radością na stojąco bił brawo. Idee, tak! Wizje, tak – trzeba je mieć, trzeba w nie wierzyć. I trzeba czasem o nie zawalczyć. Niech młodzi nie machają ręką, że ci ‘starzy’ u steru władzy, te zgredy nigdy im na to nie pozwolą. Nie patrzcie na tych zgredów. Sami po swoje prawa sięgajcie, trzymajcie ich za ‘wyborcze gardło’, by obietnice spełniali. To chodzi o wasze życie, o waszą przyszłość.

Pokolenie waszych dziadków i pradziadków walczyło o Polskę w 2 wojnie światowej, waszych rodziców (ja) miało swoją ‘Solidarność’ – teraz czas na wasze pokolenie. Historia daje wam szansę wziąć ster i lejce we własne ręce. Tak, skoczcie bez siodła na grzbiet tej starej kobyły Historii i poprowadzcie ją na świeże pastwiska.

Poniżej te porywające wystąpienie tego mądrego ‘starego zgreda’ Marszałka Czarzastego.

Speech of the Prime Minister of Canada

Speech of the Prime Minister of Canada

Canada and United States have been involved for many months with negotiating a new bilateral Trade Agreement or extending the still legally existing trilateral Agreement between Canada, Mexico and USA.

As we know USA (and vice versa Canada for USA) is our largest and most important trading partner. The USA has huge industrial base, huge – in comparison to Canada – population and therefore larger market for both domestic and imported goods. Our large and mostly undefended border stretching between two oceans provides for easy transport of goods and services. Canada has a vast quantities of numerous natural resources badly needed in the USA.

For many years huge numbers of Canadians and Americans would cross our border in almost unrestricted manner, efficiently. Bringing needed dollars to American grocery sellers and to Canadians from large Americans visitors.

History made us different politically – we are confederate monarchy, they are a confederate republic. They had slavery and very long racial segregation decades longer than we did. They are a military superpower involved constantly in some sort of conflicts all over the globe; we have neglected our military numbers and strength for a long time, yet being recognized internationally as a peacekeepers either in United Nations Blue Helmets or other peace-making missions.

Of course, there was always a big dose of competition between our countries and societies. But never to the point of outright hostility. Until now. Until the last Administration in Washington..

Now, two words of my private story as a Canadian. Spent here almost my entire life here. Definitely (except maybe early-5-6 years) my entire adult life, my working life and now retirement. To summarize – Canada is my home. Home I cherish a lot.

I lived here through many Canadian governments (starting here with last months of famous Pierre Trudeau till now very competent Mark Carney.

In my now long life I remember – when I was still a boy back in Poland – US President Kennedy making a speech about the US war in Vietnam, remember President Johnson ending that bloody war, remember pivotal visit of President Reagan in Poland; remember Nixon resigning his Office; both Bushes; improbable and extremely important Barack Obama, Jeff Clinton, George Bush.

Some I liked, some disliked. It was always plain that for all of them – for better or for worse – they were Presidents, leaders of their country, who believed in that country and in the old values of the republic.

Until Donald Trump. Nothing was the same, nothing is. I stopped crossing the border, which seems at times resembling a border between East and West Germany, when there was Soviet Union.

Laws, customs, norms – all of it stopped being obvious, certain. Diplomacy? What is it in current Administration? Nobody is sure anymore.

Friends among nations? Who needs friends if you can have puppets?

Sure, it is a subject of funny jokes, agitated conversations. But at the end it is … very sad. Sad and tragic because we need the old, familiar America. America needs the old, pre-Trum America. For better or for worse but societies do need stability, knowing what tomorrow might bring, progress (even if very small and slow).

You need a country, which is much more than Exchange, Auctions. Country starts with idea, grows with love and respect. Country is people. Much more than land it posses. People make a country and their leaders serve the people. In a democracy, anyway.

Sometime countries disagree with each other, but otherwise they still respect each other. There established mechanisms to resolve these disputes. Accepted, with frames, norms.

All these norms, these mechanisms formed incrementally after I and II world wars. So we can avoid the next gargantuan war. With the demise or kept for historical attachments of Kings – the people took the reins in their hands. By the people, for the people … .

Than comes Donald Trump. Nothing matters anymore, nothing is important, that cannot have the weight of gold , precious stones, or rare minerals.

Mark Carney walks away from this type of ‘talks’ and took with himself entire Canadian delegation. When there are no rules but just whims of the obviously stronger and bigger opponent, there is no sense engaging in any discussion. One person dictate is not a discussion.

Thank you Mr. Carney for representing me as a Canadian. I am glad you did, what we expected you to do.

Canada is not for sale. To anyone.

Remembrance Day on November 11th

Remembrance Day on November 11th

The day we wear the red poppies attached to our other clothing. Why? Because on Flanders fields in Europe the red blood form thousands of young Canadian and Commonwealth countries soldiers saturated the fields so much, that a carpet of red poppies covered the dead ones mercifully and gave them peace. The final peace.

Did you know that the last soldier killed in that awful war was a Canadian boy from Saskatchewan? He was shot few seconds before the clock on the town’s square struck the 11 th hour. The armistice was signed already, the big guns were silent. That boy just went from his trenches to that little village/town to look around. Near by, stood a German soldier, a sharpshooter. He saw the allied soldier from far away, check the clock on the town’s tower and seeing that the large needle did not reach ’11’ yet – he aimed, pulled the trigger. The Canadian boy fell down instantly. Nothing was gain by it, not a single inch of land moved hands. By the time he gave his last breath – the war was over. The German soldier stopped being his mortal enemy, he stopped being the enemy of the German soldier.

The impossible stupidity of all wars. I remember I wrote a poem about that Saskatchewan boy many, many years ago. Now, every November 11 I remember some of the names of some of the great commanders of the massive armies, remember some of the huge battlefields on the Maginot Line, the gases used to kill silently hundreds of them, the awful swamps red-brown from the blood of the soldiers, who were ordered to climb over the trenches and mount another useless attack on foot and being instantly cut down by first submachine guns. Being cut like flowers by stroke of scythe. Later, after the guns stopped, the war ended – the fields were red not from blood, but from the poppies.

And I remember that lonely boy from Saskatchewan, who never really knew why they were fighting, probably knew from some small school near his town the name of the British king, the one he was going to die for. But why? He ever saw any big town or city in Canada – until he was on the train and saw the stations of Winnipeg, Toronto, finally Montreal, where he boarded a huge ship with hundreds of other boys and went across the huge and cold ocean. I’m sure he become seasick many times.

A boy from the prairies on a ship in the middle of Atlantic! He would have many stories to tell family and friends for many years to come! But he didn’t. He died, in that strange village. After being told by his officer or sergeant that the war is over. He did not tell stories his parents or grandparents. By now his parents are dead, his grandparents are dead, too. If he had any siblings and his siblings had children – they are dead, too. Many years, more than a hundred have passed.

But I remember him, more than any other king, general or Prime Minister from that time in the Commonwealth and Great Britain. Just by now, I am myself so much older than he is. I suppose by now, I am his grandfather?

These were my thoughts on a sunny, colourful Fall’s day, as I walked to the City Hall and our Cenotaph in New Westminster. Later, a short walk through the park to the Armory, a chat with a Captain, who was in command of the troops, who organized the short parade and laying of wreaths. His father (or was it grandfather?) served in the 2nd world war and took part in landing across the Ardens, near Falaise Pocket. I told the captain that my personal friend, Ted Kaminski was a parachuter in the 1st Polish Airborne Division and was dropped along his many friends to support the advance of a tank divisions of allied forces (among them the Canadian 1st Army of general Harry Crerar and the Polish Tank Division of general Stanislav Maczek). The Polish paratroopers were able to encircle major German forces in a Falaise Pocked, thus definitely eliminating a great many casualties of the marching allied tank formations. And I was able many years after the war to meet personally that Polish general of the Armored Division in that battle. I met him In London, I think must have been in 1982. We had nice chat. Therefore the young captain of the Canadian soldiers, whose father fought during the last world war near Falaise, had an invisible connection with my life and people I knew. Through events eighty years ago. Indeed a strange chance encounter.

But most of all, I thought of you, my young boy from Saskatchewan, who died when the clock in some village in Europe struck the 11th hour. When the guns went silent and when you took your last breath.

post scriptum:

just as a side note: over the last forty odd years I observed Remembrance Day every year. Sometime by just solitary or with my husband, individual visit to many Cenotaphs. Once in Calgary, in the late 1980s very officially: in the company of Mayor of Calgary, Canadian general, Commander of the large garrison in Calgary and the President of Polish Combatants Association in front of the Cenotaph, by the 3rd Street, in front of the old Library.

This year is the very first year that, to my shock I must admit, a majority of passers bye on the street did not wear a poppy. It was so noticeable. It shows a tremendous lack of respect to the memory of the people, who gave their life for us to be free in our country. I actually felt angry that these people showed such a cowardly indifference to my boy from Saskatchewan. No more on that subject, but just so you know what I think of you. And it is not much.

Prezydenci

Ktoś kiedyś, gdzieś powiedział: najważniejsze, by ktoś w odpowiednim czasie znalazł się we właściwym miejscu. Nikt już pewnie nie pamięta, kto i kiedy ukuł tą maksymę, ale powtarzana była odtąd tysiące razy. I pasuje jak ulał do wielu specyficznych i ważnych momentów dziejów.  

Często zdarza się, że jest to więcej niż jedna osoba, ale jedną na ogół jakoś się upamiętni, wyróżni w sposób szczególny i odtąd w annałach historii tą osobę będzie się głównie wymieniać, przypominać.

  1. 1914-1918, Polska: Józef Piłsudski – i koniec, kropka. Owszem są tam i Daszyński i Paderewski, i Dmowski. Ale w cieniu, w tle.
  2. 1980-1989, Polska: Lech Wałęsa i koniec, kropka. Znowu: Anna Walentynowicz, Ryszard Bujak, Frasyniuk, Michnik (nie, tam ‘obok’ nie ma jakichkolwiek Kaczyńskich, bo mówię o aktorach ról pierwszoplanowych, a nie o statystach) tylko w tle.
  3. 1989-1990, upadek komunizmu w Rosji i Europie Centralno-Wschodniej na przełomie 1989-90: znowu Wałęsa, Jan Paweł II, Ronald Reagan, i ostatni ‘samowładca’ ZSRR, Michał Gorbaczow (jak później historia udowodniła ponad wszelką wątpliwość, to właśnie ten ostatni ‘komunistyczny car’ był pierwszym i jak dotąd jedynym rosyjskim przywódcą, który był demokratą). I koniec, kropka. Reszta ważnych osób, to tylko tło.

Rok jest teraz 2025, w schyłkowej już fazie. Losy świata ważą się znowu.  Powietrze jest ciężkie, pełne prochu, strach zapalić zapałkę. Przypomina bardziej lata przed wybuchem obu ostatnich wojen światowych niż powiew wiosny z 1981-1989.   Bez wątpienia lata 1938-1939.

Tyle, że groźniej. Dużo groźniej. I dużo, dużo szerzej. Od Bałtyku po Morze Japońskie; od Kalifornii i Alaski po Morze Chińskie. Mocarstw jest dużo więcej. I wystarczająco mocarstwowych, by straty olbrzymie, gigantyczne zadać innym krajom. Kraje małe stały się mocarstwami (Korea Północna, Izrael) mogącymi zapalić lont pod całym globem.

Masowe ludobójstwo (genocide) stało się znowu narzędziem gry politycznej. Międzynarodowe instytucje powołane ‘by nigdy więcej’ i by ‘nikt ponad prawem’ są bezsilne wobec nagiej pięści mającej wsparcie największej opoki demokracji i prawa, która tą opoką być przestała – USA.

               Właśnie dobiegła końca Specjalna Sesja Zgromadzenia ONZ w Nowym Jorku. Organizacji, którą po to właśnie powołano, by ‘nigdy więcej’. Naturalnie górnolotne i szlachetne cele tej organizacji okazały się trochę tylko lepsze i silniejsze od nieboszczki Ligii Narodów z okresu Międzywojnia. Największą siłą ONZ jest opinia publiczna, pręgierz tej opinii. Zwłaszcza w dobie powszechnego, globalnego dostępu do informacji. I reakcje na samej Sali obrad ONZ.

Zatrzymam się na trzech przywódcach. Binjaminie Netanjahu, premierze Izraela, Karolu Nawrockim, prezydencie Polski i Donaldzie Trumpie, prezydencie Stanów Zjednoczonych, warto też wymienić na moment Sergieja Ławrowa – ministra MSZ Rosji.

Tragedia prawdziwie antyczna, niewyobrażalna z niczym prawie w czasach bardziej współczesnych zgotowana przez krwiożerczy, barbarzyński reżym izraelski jest trudna do opisania. Łamanie wszystkich praw, konwencji, umów międzynarodowych. Przy wsparciu cichym i aktywnym Donalda Trumpa. I naturalnie olbrzymiej większości diaspory żydowskiej – ale trzeba bardzo wyraźnie zaznaczyć, że i w tej diasporze, a nawet w samym Izraelu, są grupy i jednostki, które te zbrodnie rządu izraelskiego potępiają, odcinają się od nich. A to duża odwaga cywilna i rzecz niełatwa być Żydem i potępiać akcje państwa żydowskiego. Nisko chylę kapelusza wobec tych osób.

Więc jest ta sesja ONZ. Na mównicę wchodzi Binjamin Netanjahu, szef państwa izraelskiego. Potęgi nuklearnej. Zaczyna opowiadać swoje znane od dawna opowiastki. W tym samym czasie na resztki kompletnie zrujnowanej  i zamienionej w Warszawę po Powstaniu Warszawskim, Gazę – spadają kolejne bomby i armia izraelska wkracza do pełnej okupacji ziem palestyńskich. Okupacji i aneksji tych odwiecznie palestyńskich ziem. Zapowiadają zrobić to samo na terenach Organizacji i rządu palestyńskiego w West Bank (Zachodni Brzeg). Nie będę tu przypominał ni opisywał tego konfliktu. Wszyscy wiemy. Cały świat. Kiedy Netanjahu (człowiek, na którego wydano legalny nakaz aresztowania przez Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w Hadze) zaczyna mówić, powoli wstaje z miejsc olbrzymia większość delegatów na Sesję Plenarną ONZ i demonstracyjnie opuszcza salę obrad. Oskarżony o zbrodnie przeciw ludzkości premier Izraela mówi do pustych foteli i zmuszony jest oglądać z mównicy ten exodus wielu delegacji innych państw.

Jakie to ma znaczenie? Ma, bo widzi to na ekranach telewizorów, telefonów i innych narzędzi masowej komunikacji miliardy ludzi na świecie. Skończyły się czasy poufnych dyskusji gabinetowych.

Król jest nagi. I jest odrażający.

               Na moment tylko (bo nie jest przywódcą swojego kraju) Sergiej Ławrow, jeden z najinteligentniejszych ministrów spraw zagranicznych na świecie, świetny dyplomata.  Z ‘małym ale’: ze względu na fakt jaki rząd i państwo reprezentuje jest nałogowym kłamcą i idealnym przedstawicielem szkoły dyplomatycznej, która opowiada slogany nie mające nic wspólnego z rzeczywistością. Szkoła Kalego – jak Kali ukradnie to dobrze, jak ukradną Kalemu to świństwo[i].

Więc ten rosyjski Kali to robił. Opowiadał (prawdę) o występkach i łamaniu konwencji międzynarodowych przez tzw. Zachód i o tym … jak to Rosja musiała wejść na Ukrainę by … ratować demokrację na Ukrainie i prześladowania języka, ludności, religii i tradycji rosyjskich na Ukrainie. No i podkreślając ‘konstytucyjną nielegalność’ obecnych władz Ukrainy. Godna tradycja najlepszych ministrów spraw zagranicznych Rosji sowieckiej, od Mołotowa poczynając. Rodzaj idealnego dyplomaty Europy XVII i XVIII wieku. Inteligentny, mający świetny wywiad, gotowy służyć i panu Bogu i diabłu jednocześnie. Ot, i wsio na ten temat. Szkoda inkaustu na więcej.

               Donald Trump, prezydent USA.

Uff, oh! Wielki, wspaniały, najmądrzejszy, przystojny. LOL! Tak zadufanego w sobie człowieka na scenie politycznej nie widziano od lat. Kompletnie pozbawiony jakiejkolwiek dozy skromności i taktu. Cezar, demokrata, autokrata, król, cesarz i papież w jednej osobie. Zakochany głównie w sobie i swoich kontach bankowych. Wśród możnych tego świata jest wielu takich. Nikt z nich nie jest – na szczęście – prezydentem mocarstwa. Trump – niestety – jest. Największy pojemnik na wodę gazową z bąbelkami.  Nawet Putin, (choć pamiętamy jego zdjęcie na białym koniu, bez koszuli) tej mydlanej bańce trampowskiej nie dorównuje. Putin to typowy autokrata rosyjski, znający i historię i rozumiejący politykę. Jego zasadniczym celem nie jest budowanie własnego wizerunku bohatera, a odbudowa imperium.  Nieszczęściem Trumpa jest, że urodził się, jako człowiek, a nie orangutan, w dżungli Manhattanu, a nie w dżungli tropikalnej. Tam bicia w piersi koledzy by mu nie wytykali i chętnie wszystkie samice by mu oddawali. A dżungli, jako-takiej by nie zagrażał.

Moralny dowódca nieudanego zamachu i puczu na własną konstytucję i własny Parlament (pierwsza kadencja prezydencka), w czasie drugiej po kilkukrotnym ośmieszeniu się na arenie międzynarodowej – przybrał białe piórka gołąbka pokoju i bez żenady oświadczył, że należy mu się Pokojowa Nagroda Nobla, bo tyle wojen zażegnał na świecie!  Po nieudanej próbie rozwiązania masakry palestyńskiej przez próbę wysiedlenia Palestyńczyków z ich prastarej ojczyzny do Jordanii, Egiptu i Arabii Saudyjskiej, zaoferował samemu przejąć Gazę i wybudować tam nową Trump Tower i zrobić  z Gazy fantastyczny prywatny kurort morski. Chętnych nie było. W Jordanii i Egipcie też.  Urażony ich niewdzięcznością stwierdził, że w takim razie zakończy wojnę w Ukrainie.  Przecież tak dobrze znana i rozumie się z Putinem.  Putin na spotkanie na Alasce się zgodził.  I wystrychnął Donalda na dudka.  Czego się wszyscy spodziewali.  Z Oslo też nie oferowali Nagrody Nobla.  Świat tego geniusza po prostu nie rozumie.

Wracajmy jednak do Sesji Specjalnej ONZ.  Przemawia Donald Trump.  Najpierw informuje (gdybyśmy nie wiedzieli) jaki jest wspaniały i ile Nobli (Pokojowych, oczywiście) powinien dostać.  Potem poucza Europę, co ma zrobić.  I że w końcu, choć częściowo się go na szczęście posłuchała. Potem okazuje się, że nie ma żadnego ocieplenia klimatu ani innych tego typu bzdur. Jego kraj (USA) nigdy nie był w takiej prospericie, jak obecnie.  Zażegnał prawie wszystkie wojny na świecie.  A przede wszystkim powstrzymał kolejną inwazję meksykańską na USA:

“Na naszej południowej granicy z pełnym sukcesem powstrzymaliśmy kolosalną inwazję. Przez ostatnie cztery miesiące z rzędu ilość nielegalnych obcych wpuszcznych do naszego kraju równa jest zeru. Trudno uwierzyć, gdy patrzymy wstecz, tylko cztery lata temu to były miliony i miliony ludzi najeżdżających nas z całego świata – z więzień, z zakładów psychiatrycznych, handlarzy narkotyków zewsząd. Najechali nas. Po prostu najechali w tej idiotycznej polityce otwartych granic za prezydentury Biddena. (…)

W moich pierwszych czterech latach ja zbudowałem najwspanialszą ekonomię w historii świata. Mieliśmy najlepszą gospodarkę odkąd istniejemy. I teraz znowu robię to samo, tyle, że teraz nawet lepiej i więcej” (czy to w ogóle możliwe?! – przyp autora)

Potem narzekał, że schody ruchome nie działały i winda zawiodła, i że ONZ się rozpada. No, ale przecież jest ktoś, kto mógł tą ruderę ONZ w pięknym stanie utrzymać. I prawdziwy Trump-handlarz nieruchomości nie wytrzymał:

Wiele lat temu, świetny deweloper z Nowego Jorku, znany jako Donald Trump zaproponował wam renowacje i przebudowę właśnie tego budynku. Pamietam to świetnie. Powiedziałem wtedy, że zrobię to za 500 milionów dolarów –przebudowałbym to przepięknie. Mowiłem o mamurowych podłogach, o terakocie. Mówiłem wam o ścianach z mahoganu … [ii]

To tylko fragmenty krótkie, Trump lubi mówić dużo. Po pouczaniu i napominaniu ONZ, Trump powiedział jeszcze sporo o Europie, Londynie, Australii – o tym, że wszyscy jesteśmy na drodze do piekła, do gwałtów na naszych kobietach, do wprowadzenia nakazów prawa islamskiego w naszych miastach … .  O tym, że Narody Zjednoczone nic nie potrafią zrobić, a tylko wyciągają pieniądze na administrację tej beznadziejnej instytucji. A przecież mogliby się od niego właśnie uczyć, jak to robić.

To było przemówienie Prezydenta Stanów Zjednoczonych na Specjalnej rocznicowej Sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Lepszego męża stanu trudno sobie wyobrazić.  Stalin? Mołotow? Mao Tse Tung? Słoneczko Narodów …

Dosyć jednak o tym Mojżeszu, Abrahamie i Mahomecie w jednej osobie. Już tylko niecałe dwa lata, może jakoś bez hekatomby jakiejś się obejdzie. Tylko, że to wyjątkowo złe czasy na takiego prezydenta, gdy świat stoi nad przepaścią kataklizmów wojennych i ekologicznych. Ech …

Teraz dwa słowa o znajomym tegoż Wielkiego Prezydenta, nawet się lubią i trochę podobną znajomość arkanów dyplomacji i wielkiej polityki mają.

 O panu prezydencie RP, Karolu Nawrockim. Otóż pan Prezydent Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, jako Głowa Państwa na Sesję ONZ też naturalnie pojechał. Towarzyszył mu w tej podróży najwybitniejszy od czasów Władysława Bartoszewskiego polski minister spraw zagranicznych, Radosław Sikorski. Zapewne wiele cennych uwag Prezydentowi Nawrockiemu udzielił przed wystąpieniem w ONZ. Zgodnie ze starą zasadą, że w domu możemy się kłócić i nie lubić, ale na zewnątrz występujemy, jako jedna rodzina i jedno dobro mamy na uwadze.

No i pan prezydent Nawrocki wstąpił na ambonę.  Pardon moi – na mównicę, oczywiście! Początkowo mówił do rzeczy i w miarę sprawnie. Ale potem poszedł w manowce polskiego podwórka politycznego i zaczął  p… . No, tego tam, jak to określić?  Używać pewnej popularnej przyprawy stołowej? Jak już mówił o nienarodzonych i ich prawie do życia i temu podobnych hasłach Ordo Iuris, to słuchać przestałem.  

Ale jeden maleńki a charakterystyczny drobiazg spamiętałem i pewnie już nigdy nie zapomnę. Głupstwo takie trochę. A przez skojarzenie z innym wydarzeniem – utkwiło w pamięci.

Dawniej pewni mówcy polityczni (głównie z dwóch najskrajniejszych odmian ideologicznych: skrajnej prawicy i skrajnej lewicy) lubili akcentować to, co mówią uderzając ręką w pulpit mównicy. Robił to świetnie Władysław Gomułka w Polsce peerelowskiej, pamiętam.  Pewnie dodaje to animuszu głównie temu, co przemawia. Trochę taka własna a’la perkusja. Ale specjalnie utkwił w pamięci inny ‘deplomata’ , I Sekretarz KC Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, Nikita Chruszczow.  Ten już tam sobie paluszkami po blacie nie biegał – zdjął pantofel i walił nim w mównicę na Sesji Plenarnej ONZ. A co tam, paluszkami niech burżuje stukają!

Otóż pan Karol Nawrocki komunistą zdecydowanie nie jest i basta. Nawet, jeśli nieświadomie coś tam robi, co jest Putinowi na rękę. Bycie nieświadomym lub mało kompetentnym, przestępstwem nie jest. Ale Radek Sikorski zapomniał pouczyć chyba prezydenta Nawrockiego, że nawet paluszkami przy mikrofonie stukać nie należy. Zwłaszcza, gdy to mikrofon nadający na cały świat. No i tak poleciało w ten świat te rytmiczne, perkusyjne stulanie po pulpicie pana prezydenta RP. I już nigdy nie wymarzę z mojej biednej pamięci tego stukania i będę widział w koszmarach taki duet Chruszczowa i Nawrockiego na perkusji.  Ech …


[i] jedna z kolorowych postaci w popularnej powieści  H. Sienkiewicza dla młodzieży, „W pustyni i w puszczy”

[ii] Donald Trump’s full speech at UNGA: Here’s everything the US president said – The Economic Times

Rocznica Smoleńska, PiS, wybory prezydenckie 2025

Rocznica Smoleńska, PiS, wybory prezydenckie 2025

Mija właśnie piętnaście lat od tragicznej i strasznej katastrofy polskiego samolotu na lotnisku w Smoleńsku, blisko lasku katyńskiego. Wydarzenia samego w sobie o wyjątkowym znaczeniu dla państwa polskiego, dla układów polityczno-społecznych. Wydarzenia, które mogło i które zjednoczyło na krótko w głębokim żalu i smutku całe społeczeństwo. Poczym równie szybko rozdarło go na połowę skutkiem szatańskiej gry brata Prezydenta Polski, Jarosława Kaczyńskiego, wsparte późniejszym z piekła rodem ‘śledztwem’ i Podkomisją szaleńca Antoniego Macierewicza. Nie mogła nosić nazwy ‘Komisja”, gdyż brakowało w niej (sic!) przedstawicieli polskiego Lotnictwa wojskowego. Właściwie zorganizowaną Komisją kierował Leszek Miller.

Nie będę tu przypominał detali prac Komisji i Podkomisji, Millera i Macierewicza – pisałem o tym i badałem te dochodzenia i i ich raporty bardzo szczegółowo w ówczesnych czasach. Otwieranie ponowne tej puszki Pandory, może doprowadzić do szału każdego normalnego człowieka.

Tragiczny wypadek w Smoleńsku otworzył drogę do władzy Jarosławowi Kaczyńskiemu, Rasputinowi polskiej sceny politycznej od prawie początków całej historii suwerennej Polski od upadku komunizmu w Europie, czyli mniej więcej od 1991 roku. A jednym z filarów politycznej kariery Jarosława był właśnie przez długie lata Antoni Macierewicz. Macierewicz dziś to raczej komiczny pionek sceny politycznej, jego gwiazda już dawno zgasła. Nigdy nie miał sprytu i zimnej krwi gracza, jakim jest jego polityczny dowódca – Jarosław. W pamięci powszechnej pozostanie zabawnym pajacem od latającej brzozy i bomby barycznej. Ale dobry historyk doskonale i po stu latach zrozumie jego olbrzymią pracę na podziałem Polaków, nad niewymiernymi szkodami, jakie Polsce przyniósł.

Filarem, potęgą instytucjonalną władzy, zaplecza finansowego i politycznego jest przekształcona, przebudowana prawie od podstaw i zdyscyplinowana partia polityczna PiS. To szeregi nie tylko aktywu i członków partii – to rzesze jej wyznawców, nowy rodzaj religii narodowej. A jak w każdej religii: ziarno od plew trudno odróżnić, fakt od mitu niemożliwy do rozłączenia. I potęga finansowa przekraczająca składki członkowskie, daniny rzesz wyznawców. Kaczyński to wiedział, znał i rozumiał. I nad tym bardzo skutecznie pracował. Można się śmiać i żartować ze starszego pana wyglądającego niezaradnie w poplamionym, wymiętoszonym garniturze, z jego kota i ‘misiewiczów’ podsyłanych tajemnie dla starzejącego się homofoba-homoseksualisty. To już jednak tylko zabawne dla motłochu i satyryków tajemnice dworu imperialnego Jarosława Pisowskiego, który marzył nocami, by dodano mu przydomek, jeśli nie „Mądry”, to choć ‘Wspaniały”. Ale nie wyszło. Rzędy starych babć kościelnych nie mają na to wpływu.

Co wyżej pisałem, to zaplecze sprawnej organizacji politycznej. PiS na tym nie poprzestał, ani na daninach rzesz starzejących się z każdym rokiem i odchodzących powoli z aktywnej sceny politycznej i finansowej zasobności ‘bab kościelnych’.  Jarosław Kaczyński po objęciu pełnych rządów i przy zawładnięciu wymiarem sprawiedliwości, a głównie Trybunału Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego, mógł zacząć budować jawną i bezprecedensową hierarchię finansowego imperium partii i jej członków. Usłużni prokuratorzy i sędziowie, którzy dostali od niego togi urzędnicze szybko podporządkowali sobie nawet służby policyjne. Nikt nie stał na przeszkodzie … robienia wielkiej kasy. Nie danin – Wielkiej Kasy polskiej gospodarki, przedsiębiorstw. Tu politycy, autentyczni wyznawcy idei politycznej, wizji Polski ‘pod sztandarami Chrystusa i Marii Panny’, byli zbędni. Nie, to zaplecze już istniało poprzez chojne, milionowe zasiłki ze Skarbu Państwa dla diecezji, etatów państwowych dla armii szkolnych katechetów, różnych duszpasterstw przy zawodowych i ochotniczych remizach strażackich, pensjach i pałacach dla kapelanów wojskowych (obleśny ksiądz-general Głódż tu przkładem wymownym). Trzeba było sięgnąć głębiej. Do polskiego przemysłu, polskiej gospodarki i aktywów państwowych. Znaleziono ‘Obajtków’ różnej maści, ale jednego rysu charakteru: pełna dyspozycyjność wobec centralnej władzy politycznej. Polski przemysł i aktywa gospodarcze od tego momentu były feudalną własnością rządu i dykasterii władz państwowych podległych PiSowi i Kaczyńskiemu. Działy się rzeczy niewyobrażalne w nowoczesnym państwie w środku Europy.

Jeszcze dziś nie wiemy wszystkiego, jeszcze toczą się śledztwa i procesy zwalniane uporczywie przez pozostałości PiS w Parlamencie, w Sądach Powszechnych, w Trybunale Konstytucyjnym. Nawet w czasach komunistycznego, z sowieckiej łaski systemu PRL, nikomu z ówczesnych ministrów, premierów czy sekretarzy PZPR przekręty finansowe na taką skalę się nie śniły. W porównaniu do PiSu i jego malwersacji i korupcji – tamci partyjniacy wyglądają, jak dziecinni złodzieje kieszonkowi. Pierwszoklasiści, a ci współcześni to już po jakiejś specjalnej akademii najwyższego sortu. Coś w rodzaju Colegium Humanum, LOL, które miało ich nobilitować. A skompromitowało wszystkich, którzy się o nie otarli.

Dochodzimy do wiosny 2025, do wyborów nowego prezydenta, który ma zastąpić ‘pieczątkę Kaczyńskiego’, jaką był pan Andrzej Duda.

               Jak wiemy z poważnych i bardziej znanych kandydatów zaakceptowanych przez Państwową Komisję  Wyborczą, to: Rafał Trzaskowski, Prezydent  Warszawy (reprezentujący program Platformy Obywatelskiej); Szymon Hołownia, Marszałek Sejmu RP, reprezentuje ruch Polska 2050 Szymona Hołowni; Sławomir Mentzen, doradca podatkowy, reprezentuję Konfederację Wolność i Niepodległość szerząca program faszystowski; Karol Nawrocki, urzędnik państwowy w niesławnym Instytucie Pamięci Narodowej (IPN to ‘dziecko’ Jarosława Kaczyńskiego, siedziba myśli faszystowsko-wielkopolskiej i katolickiej) mający naturalnie silne poparcie PiS; Grzegorz Braun, euro poseł, reprezentujący skrajnie prawicową Konfederację Korony Polskiej.

Nie kończą oni listy kandydujących, gdyż prawo startu w wyborach dostało łącznie trzynaście osób (tak, 13, o czym wiele osób już pewnie nie pamięta) – nie wymieniam nazwisk pozostałych, gdyż doprawdy tylko tzw ingerencja Opatrzności mogłaby im dać realne szanse, a w Opatrzność nie wierzę. Dodam tylko informacje o konstytucyjnym organie wyborczym, jakim jest Państwowa Komisja Wyborcza, niezależna od władzy politycznej, która wybory organizuje, kontroluje i zatwierdza.

Komisja Wyborcza jest jedynym ciałem mającym konstytucyjne uprawnienia zaakceptowania lub odmowy akceptacji proponowanych kandydatów. Warto przypomnieć, że odmówiła akceptacji na kandydatów aż czterem osobom: Pawłowi J. Tanajno, Dawidowi J. Jackiewiczowi, Romualdowi Starosielcowemu i Wiesławowi Lewickiemu.

Kto wygra, pytasz Czytelniku? Zły adres pytania. Powinieneś spytać siebie, bo ty będziesz głosować. Jedyny, wyjątkowy moment raz na kilka dobrych lat, gdy jesteś królem, władcą, decydentem. Tak, ty! Nie ja, nie Stach ani Elka. Nawet nie wszechpotężny Naczelnik Policji w twoim miasteczku. Nie, on ma tylko jeden głos. Jeden ma biskup i jeden ma pan wojewoda potężny. Tak, jak ty. A jeden głos to więcej niż dawniej jedna szabla. Bez tego jednego głosu wybory można unieważnić.

Ja mogę jedynie napisać kto i dlaczego moim zdaniem wygrać powinien, a kto stracił moralne i etyczne prawo do kandydowania nawet. Zdaniem jednej osoby. A że gębę mam niewyparzoną i opinii swoich nie kryję, to i tym razem się nimi podzielę. A nuż kilka osób się zastanowi? To dużo – pamiętajcie o tym jednym głosie.

Tylko machinacjami sił politycznych w Sejmie przy pełnym poparciu prezydenta Dudy, oddaniu wręcz służebnym pewnej sędziny (pożal się Boże) z Trybunału Konstytucyjnego i ciągle nie w pełni funkcjonującemu Sądowi Najwyższemu udało się Jarosławowi Kaczyńskiemu i całej partii Prawo i Sprawiedliwość uniknąć do tej pory rozwiązania i zakazu funkcjonowania (dla partii) oraz procesu z wysoką możliwością kary więzienia dla drugiego aktora – Jarosława Kaczyńskiego.

Gdyby tej partii nie było – nie mogłaby wystawić kandydatury Karola Nawrockiego. Musiałby dalej zaspakajać swoje ambicje otwieraniem drzwi dla swego wodza w budynku na Nowogrodzkiej. Funkcji, do której być może ma kwalifikacje.

Ze względu na olbrzymie zagrożenie demokracji i praw obywatelskich, ochrony wszelkich mniejszości (większość nigdy sobie samej nie zaszkodzi i nie zagrozi) – nie wolno pod jakimkolwiek względem oddawać głosu na kandydata faszystów (Konfederacja). To by było splunięciem w twarz naszej historii i wskrzeszeniem upiorów Dmowskiego i ruchów nacjonalistyczno-faszystowskich. Te ruchy były wówczas w Europie bardzo popularne – ale doskonale wiemy czym się skończyły: narodowym socjalizmem, który dał początek władzy Hitlera w Niemczech. Nie wolno zapominać lekcji historii. Inaczej skazani jesteśmy na popełnianie tych samych błędów.

Polska stoi na wąskiej miedzy dzielącej ostre zagrożenie od autentycznej wojny. O tej realności w jakikolwiek sposób zapominać nie można. Wysiłki nowej administracji amerykańskiej idą bardziej w kierunku misji ‘pokojowych’ Anglików i Francuzów w Monachium w 1938, które miały zapobiec dalszej agresji Niemiec hitlerowskich, a zakończyły się kompletnym fiaskiem. Tak się nie buduje trwałego pokoju. Nie przez układy z najeźdźcą, z agresorem. Putin nie jest partnerem do negocjacji. Należy kontynuować, zwiększyć wręcz wsparcie dla Ukrainy, która jest jedynym buforem między Polską z Europą Zachodnią a armiami rosyjskimi. To jest rzeczywistość namacalna, sprawdzalna. Trump może, co najwyżej, zostać drugim Chamberlainem lub Deladierem[i] – nigdy Rooseveltem ani Churchillem. Jego narcystyczne marzenia o Pokojowym Noblu są nieuleczalną chorobą maniaka nierozumiejącego otaczającej go rzeczywistości. To wymaga leczenia a nie nagradzania. Wszystko to zwiększa bezpośrednio zagrożenie granic Polski, jako najdalej wysuniętej flanki NATO. Pierwszą poważniejszą przeszkodą przed frontalnym atakiem armii rosyjskich na Europę Zachodnią.  Rok 1920 coś kogoś nauczył?

Z tego względu i przede wszystkim świadomy sytuacji i zagrożeń międzynarodowych obywatel polski winien głosować przede wszystkim na Rafała Trzaskowskiego. Wydaje mi się, że prezydent Trzaskowski miałby najlepsze szanse ofensywy dyplomatycznej na świecie w celu wzmocnienia pozycji Polski, a jednocześnie skupiłby się na wspólnych z rządem Tuska planach wzmocnienia i modernizacji polskich wojsk. Trump będzie prezydentem USA dużo krócej niż Putin prezydentem Rosji. Z tej przyczyny, tego autentycznego zagrożenia wojną – winniśmy oddać głos na silnego i zdecydowanego polityka, który jednocześnie wykazał się znaczącym przywiązaniem dla praw człowieka i obywatela. Zagrożenie wojną i nieustanna erozja (choć w końcu z widocznym elementem zwartej kontrofensywy sił demokratycznych) nowoczesnej demokracji musi nas obudzić.   


[i] premierzy Wlk. Brytanii i Francji, którzy spotkali się z Hitlerem na konferencji w Monachium w 1938 dla ‘ratowania pokoju’ w Europie

Świat Donalda Trumpa

Elon Musk czy Donald Trump?  Kto z nich jest głównym architektem największego zagrożenia pokoju światowego od czasów Kryzysu Kubańskiego?

Bez względu na wyjątkowo ohydną osobowość najbogatszego (jakby w tej grupie multimiliarderów miało to jakiekolwiek znaczenie) człowieka na świecie, ja uważam, że Trump, jako prezydent światowego mocarstwa, ponosi odpowiedzialność największą.  To on jest tym, który decyzje podpisuje, on dowodzi armią, on jest kapitanem tego statku nazywanego „Ameryka”. Niestety, jego megalomania nie zna granic. Porównać ją można jedynie do jego arogancji i ignorancji niespotykanej w skali do każdego obecnego dyktatora – z tych ważnych i istotnych dyktatorów (Chiny, India, Brazylia, i tak nawet Rosja). O mniejszych kacykach wspominać nie ma sensu, bo w skali ich znaczenia dla pokoju światowego, jest to bliskie lub poniżej zera. Być może z pominięciem tego potwora Północnej Korei, ale on może wywołać jedynie katastrofę w swoim rejonie Azji – o jego możliwościach pokonania (i w jakim celu?) Ameryki Północnej, Europy czy Ameryki Południowej szkoda nawet rozmawiać. Są żadne.  

Najlepszym przykładem kompletnej ignorancji Trumpa jest właśnie Kanada i jego kuriozalne, wręcz nienormalne, ‘propozycje’ wobec Palestyńczyków i budowa ‘riviery’ w Gazie.  I oczywiście skandaliczne ‘rozmowy pokojowe’ z Rosją o zakończeniu wojny w Ukrainie – bez udziału Ukrainy.

Zacznijmy od Kanady. Trump przegrał ‘wojne amerykańsko-kanadyjską’ w trakcie jego pierwszej kadencji. Można ten absurd amerykańsko-meksykańsko-kanadyjski nazywać i oceniać, jak się chce. Fakt pozostaje faktem, że Trudeau tamtą batalię wygrał i wygrał w spektakularnym stylu. A zadufany w sobie i arogancki pajac, jakim bez wątpienia Trump jest nigdy mu tego nie mógł darować.

Kanada jest idealnym i najlepszym z możliwych partnerem USA. Była od XIX wieku bez przerwy. Nie tylko, jako przyjazny sojusznik – jako olbrzymie zaplecze bogactwa naturalnego Kanady, które bez problemów było zawsze łatwo dostępne głodnemu wiecznie olbrzymowi amerykańskiemu. Mało jest przykładów na świecie tak bliskiej współpracy gospodarczej, ekonomicznej i politycznej (w tym militarnej), jak współpraca amerykańsko-kanadyjska. Poza może wieloletnim problemem handlu drewnem, który od długich lat jest przedmiotem zatarć. Ze względów naturalnych zasoby drzewostanu, a już zwłaszcza tzw. ‘starego lasu’ (dużych, dorosłych i dorodnych drzew) sa o wiele większe i tańsze w Kanadzie niż w wysoko zurbanizowanych i uprzemysłowionych Stanach. Ostatecznie Kanada jest obszarowo większa od USA, a ludnościowo dużo mniejsza. Ale to tylko jeden niezbyt aż tak ważny przykład. Pod każdym względem jest partnerem niezwykle gospodarczo wartościowym dla USA. Bez specyficznego ciężkiego oleju bitumicznego – Ameryka byłaby w poważnych problemach energetycznych.  Mimo, ze sama ma tegoż duże zasoby też. Ale ani wystarczające dla energochłonnej gospodarki amerykańskiej, a z tych, które eksploatuje duża część nie nadaje się do rafinerii amerykańskich nastawionych właśnie na ten olej bitumiczny. To jedynie jeden z licznych (ale najbardziej newralgiczny dla gospodarki amerykańskiej) bogactw naturalnych niezbędnych dla przemysłu amerykańskiego. Naturalnie te więzy gospodarcze idą w obie strony. Kanada jest bardzo (zbyt zdaniem moim) chętnym i ustabilizowanym klientem produktów gospodarki amerykańskiej, czy to naturalnych (owoce, warzywa, wszelkie produkty żywnościowe – na ogół dużo gorszego gatunku niż kanadyjskie) czy przemysłowych (większość uzbrojenia armii kanadyjskiej, samoloty (tutaj wymiana jest w obie strony), samochody. Wymieniać można w nieskończoność. Trudno chyba znaleźć dwa państwa złączone specjalnym układem wymiany handlowej (umowa trio-państwowa USA- Kanada-Meksyk), tak intensywnie i organicznie złączonym, jak te gospodarki właśnie. Naturalnie elementem nierozłączne z tym związanym jest obopólna turystyka miedzy tymi narodami przynosząca setki milionów towarów dla tych partnerów.  Dla Trumpa jest to rozumienie zbyt skomplikowane. Kompletnie go takie stosunki nie interesują. On widzi to jedynie w pryzmacie uproszczonego układu Pryncypialnego Księcia (USA) i wasali (Kanada i Meksyk). Autentyczna historia i wnikające z niej szczególne uzależnienia, umowy, powiązania są czymś, co wykracza poza możliwości jego percepcji. Nie chce mieć partnerów, szuka poddanych. Nowy Habsburg, lub Kaiser. Naturalnie nieistniejąca dziś Korona Imperium Brytyjskiego też by go satysfakcjonowała. Gotów podzielić świat na strefy wpływów i bezustannej ingerencji między Chiny, USA i Rosję. Cała reszta (w tym Europa, której chyba kompletnie nie rozumie i jej nie znosi).

Trump-Gołąbek Pokoju. Temat na satyrę nie kończącą się. Wojny na Ukrainie w ogole by nie było, gdyby to on, a nie Biden był prezydentem. Ale to drobiazg. On ją i tak zakończy.  

Zacznijmy od Konferencji Pokojowej wojny rosyjsko-ukraińskiej. Na szczeblu ministrów spraw zagranicznych. Nie, nie – Ukrainy zapraszać nie będziemy do udziału i rozmów. I zwołamy ją w … Arabii Saudyjskiej. Czemu nie? Do Jałty nie wypada trochę teraz …  (jednocześnie może się jednak uda się z boku namówić Saudyjczyków na osiedlenie na ich rozległych piaskach kilku milionów tych durnych Palestyńczyków. Co, jak co, ale zimno im tam nie będzie), więc Rijad jak ulał. 

Była już kiedyś taka konferencja ministrów spraw zagranicznych. I pewne umowy podpisano. Rosja (wówczas ZSRR) brała w niej udział. Trump (sorry – Adolf Hitler oczywiście!) wyznaczył Joahima Ribbentropa, Putin (sorry – Stalin oczywiście!) Wiaczesława Mołotowa. Dla zabezpieczenia pokoju światowego (naturalnie z tymi wzniosłymi myślami)… i napadli wspólnie na Polskę. Nie, pokoju światowego nie uratowali, a na końcu sami się za łby też wzięli. I Stalin był cwańszy i Adolfa wykończył na końcu. Podobnie, jak Putin jest cwańszy i wyroluje Trumpa, bez cienia wątpliwości.

Jeszcze wcześniej nieco spotkali się w Monachium naiwny brytyjski premier Chamberlain, jeszcze bardziej naiwny francuski Daladier i oczywiści kompletnie neutralny Benittko, Mussolini zresztą. Zjechali się uratować Czechów przed wojną. Nie, Czechów nie zaproszono. Ten może fragment historii, Musk podsunął Trumpowi do przeczytania i stąd zrozumiałe, że Trump Ukraińców na rozmowy w Rijadzie nie zaprosił.

Można tak bez końca. Historia długa ludzkości pełna jest – niestety – takich oszalałych dyktatorów zapatrzonych w siebie i umiejętnych, a zdecydowanie cwańszych i inteligentniejszych doradców tronów, których najczęstszym testamentem są rzeki krwi i cierpienia ludzkiego. Narody wypędzone, przesiedlane, mordowane.

Ale średni poziom wiedzy o świecie, stosunkowy (porównywalnie) wysoki poziom życia i edukacji olbrzymiej masy wielu narodów od ostatniej dekady XX i dwóch pierwszych XXI wieków daje szansę na to, że przetrwamy, pokonamy i przeżyjemy Trumpów, Putinów i Musków (proszę wymawiać dokładnie: m-u-s-k-ó-w nie m-u-z-g-ó-w!).  Inaczej czeka nas zapaść nieopisywalna. Czarna chmura, która może pochłonąć każde światło, jak zapadająca się gwiazda. Nasza wysoko rozwinięta cywilizacja dała nam możliwości niemal globalnego samozniszczenia.

Wydaje mi się, że Europa specjalnie, a szerzej cały tzw. świat zachodniej kultury (tj. tych wyznających główne zasady – tenet – demokracji parlamentarnej) jest w stanie odrzucić te niebezpieczeństwo. Nie dąć się zastraszyć i odmówić udziału w tej niebezpiecznej grze.

Jedno w swej pysze, w swym zarozumialstwie i obrzydliwym samo zachwycie Donald Trump osiągnął. Świat o nim mówi i mówi z lękiem. Lękiem usprawiedliwionym. Ale świat musi i może go odrzucić.  Zadać mu klęskę najgorszą: uśmiechać się, jeśli nie ma możliwości uniknąć tego, to podać mu rękę, gdy sytuacja i protokół tego wymaga – i kompletnie ignorować w swoich własnych decyzjach i decyzjach własnych krajów i grup zrzeszających te kraje. Nec Hercules contra plures, mości Panowie i Panie Obywatele Demokracji.   

Prosecutor of ICC issues arrest warrants in case against PM of Israel and it’s Defense Minister for war crimes against humanity.

Today, on 21 November 2024, Pre-Trial Chamber I of the International Criminal Court (‘Court’), in its composition for the Situation in the State of Palestine,unanimously issued two decisions rejecting challenges by the State of Israel (‘Israel’) brought under articles 18 and 19 of the Rome Statute (the ‘Statute’). It also issued warrants of arrest for Mr Benjamin Netanyahu and Mr Yoav Gallant.

Decisions on requests by the State of Israel

The Chamber ruled on two requests submitted by the Israel on 26 September 2024. In the first request, Israel challenged the Court’s jurisdiction over the Situation in the State of Palestine in general, and over Israeli nationals more specifically, on the basis of article 19(2) of the Statute. In the second request, Israel requested that the Chamber order the Prosecution to provide a new notification of the initiation of an investigation to its authorities under article 18(1) of the Statute. Israel also requested the Chamber to halt any proceedings before the Court in the relevant situation, including the consideration of the applications for warrants of arrest for Mr Benjamin Netanyahu and Mr Yoav Gallant, submitted by the Prosecution on 20 May 2024.

As to the first challenge, the Chamber noted that the acceptance by Israel of the Court’s jurisdiction is not required, as the Court can exercise its jurisdiction on the basis of territorial jurisdiction of Palestine, as determined by Pre-Trial Chamber I in a previous composition. Furthermore, the Chamber considered that pursuant to article 19(1) of the Statute, States are not entitled to challenge the Court’s jurisdiction under article 19(2) prior to the issuance of a warrant of arrest. Thus Israel’s challenge is premature. This is without prejudice to any future possible challenges to the Court’s jurisdiction and/or admissibility of any particular case.

Decision on Israel’s challenge to the jurisdiction of the Court pursuant to article 19(2) of the Rome Statute

The Chamber also rejected Israel’s request under article 18(1) of the Statute. The Chamber recalled that the Prosecution notified Israel of the initiation of an investigation in 2021. At that time, despite a clarification request by the Prosecution, Israel elected not to pursue any request for deferral of the investigation. Further, the Chamber considered that the parameters of the investigation in the situation have remained the same and, as a consequence, no new notification to the State of Israel was required. In light of this, the judges found that there was no reason to halt the consideration of the applications for warrants of arrest.

Decision on Israel’s request for an order to the Prosecution to give an Article 18(1) notice

Warrants of arrest

The Chamber issued warrants of arrest for two individuals, Mr Benjamin Netanyahu and Mr Yoav Gallant, for crimes against humanity and war crimes committed from at least 8 October 2023 until at least 20 May 2024, the day the Prosecution filed the applications for warrants of arrest.

The arrest warrants are classified as ‘secret’, in order to protect witnesses and to safeguard the conduct of the investigations. However, the Chamber decided to release the information below since conduct similar to that addressed in the warrant of arrest appears to be ongoing. Moreover, the Chamber considers it to be in the interest of victims and their families that they are made aware of the warrants’ existence.

At the outset, the Chamber considered that the alleged conduct of Mr Netanyahu and Mr Gallant falls within the jurisdiction of the Court. The Chamber recalled that, in a previous composition, it already decided that the Court’s jurisdiction in the situation extended to Gaza and the West Bank, including East Jerusalem. Furthermore, the Chamber declined to use its discretionary proprio motu powers to determine the admissibility of the two cases at this stage. This is without prejudice to any determination as to the jurisdiction and admissibility of the cases at a later stage.

With regard to the crimes, the Chamber found reasonable grounds to believe that Mr Netanyahu, born on 21 October 1949, Prime Minister of Israel at the time of the relevant conduct, and Mr Gallant, born on 8 November 1958, Minister of Defence of Israel at the time of the alleged conduct, each bear criminal responsibility for the following crimes as co-perpetrators for committing the acts jointly with others: the war crime of starvation as a method of warfare; and the crimes against humanity of murder, persecution, and other inhumane acts.

The Chamber also found reasonable grounds to believe that Mr Netanyahu and Mr Gallant each bear criminal responsibility as civilian superiors for the war crime of intentionally directing an attack against the civilian population.

Alleged crimes

The Chamber found reasonable grounds to believe that during the relevant time, international humanitarian law related to international armed conflict between Israel and Palestine applied. This is because they are two High Contracting Parties to the 1949 Geneva Conventions and because Israel occupies at least parts of Palestine. The Chamber also found that the law related to non-international armed conflict applied to the fighting between Israel and Hamas. The Chamber found that the alleged conduct of Mr Netanyahu and Mr Gallant concerned the activities of Israeli government bodies and the armed forces against the civilian population in Palestine, more specifically civilians in Gaza. It therefore concerned the relationship between two parties to an international armed conflict, as well as the relationship between an occupying power and the population in occupied territory. For these reasons, with regards to war crimes, the Chamber found it appropriate to issue the arrest warrants pursuant to the law of international armed conflict. The Chamber also found that the alleged crimes against humanity were part of a widespread and systematic attack against the civilian population of Gaza.

The Chamber considered that there are reasonable grounds to believe that both individuals intentionally and knowingly deprived the civilian population in Gaza of objects indispensable to their survival, including food, water, and medicine and medical supplies, as well as fuel and electricity, from at least 8 October 2023 to 20 May 2024. This finding is based on the role of Mr Netanyahu and Mr Gallant in impeding humanitarian aid in violation of international humanitarian law and their failure to facilitate relief by all means at its disposal. The Chamber found that their conduct led to the disruption of the ability of humanitarian organisations to provide food and other essential goods to the population in need in Gaza. The aforementioned restrictions together with cutting off electricity and reducing fuel supply also had a severe impact on the availability of water in Gaza and the ability of hospitals to provide medical care.

The Chamber also noted that decisions allowing or increasing humanitarian assistance into Gaza were often conditional. They were not made to fulfil Israel’s obligations under international humanitarian law or to ensure that the civilian population in Gaza would be adequately supplied with goods in need. In fact, they were a response to the pressure of the international community or requests by the United States of America. In any event, the increases in humanitarian assistance were not sufficient to improve the population’s access to essential goods.

Furthermore, the Chamber found reasonable grounds to believe that no clear military need or other justification under international humanitarian law could be identified for the restrictions placed on access for humanitarian relief operations. Despite warnings and appeals made by, inter alia, the UN Security Council, UN Secretary General, States, and governmental and civil society organisations about the humanitarian situation in Gaza, only minimal humanitarian assistance was authorised. In this regard, the Chamber considered the prolonged period of deprivation and Mr Netanyahu’s statement connecting the halt in the essential goods and humanitarian aid with the goals of war.

The Chamber therefore found reasonable grounds to believe that Mr Netanyahu and Mr Gallant bear criminal responsibility for the war crime of starvation as a method of warfare.

The Chamber found that there are reasonable grounds to believe that the lack of food, water, electricity and fuel, and specific medical supplies, created conditions of life calculated to bring about the destruction of part of the civilian population in Gaza, which resulted in the death of civilians, including children due to malnutrition and dehydration. On the basis of material presented by the Prosecution covering the period until 20 May 2024, the Chamber could not determine that all elements of the crime against humanity of extermination were met. However, the Chamber did find that there are reasonable grounds to believe that the crime against humanity of murder was committed in relation to these victims.

In addition, by intentionally limiting or preventing medical supplies and medicine from getting into Gaza, in particular anaesthetics and anaesthesia machines, the two individuals are also responsible for inflicting great suffering by means of inhumane acts on persons in need of treatment. Doctors were forced to operate on wounded persons and carry out amputations, including on children, without anaesthetics, and/or were forced to use inadequate and unsafe means to sedate patients, causing these persons extreme pain and suffering. This amounts to the crime against humanity of other inhumane acts.

The Chamber also found reasonable grounds to believe that the abovementioned conduct deprived a significant portion of the civilian population in Gaza of their fundamental rights, including the rights to life and health, and that the population was targeted based on political and/or national grounds. It therefore found that the crime against humanity of persecution was committed.

Finally, the Chamber assessed that there are reasonable grounds to believe that Mr Netanyahu and Mr Gallant bear criminal responsibility as civilian superiors for the war crime of intentionally directing attacks against the civilian population of Gaza. In this regard, the Chamber found that the material provided by the Prosecution only allowed it to make findings on two incidents that qualified as attacks that were intentionally directed against civilians. Reasonable grounds to believe exist that Mr Netanyahu and Mr Gallant, despite having measures available to them to prevent or repress the commission of crimes or ensure the submittal of the matter to the competent authorities, failed to do so.

Background

On 1 January 2015, The State of Palestine lodged a declaration under article 12(3) of the Rome Statute accepting jurisdiction of the Court since 13 June 2014.

On 2 January 2015, The State of Palestine acceded to the Rome Statute by depositing its instrument of accession with the UN Secretary-General. The Rome Statute entered into force for The State of Palestine on 1 April 2015.

On 22 May 2018, pursuant to articles 13(a) and 14 of the Rome Statute, The State of Palestine referred to the Prosecutor the Situation since 13 June 2014, with no end date. 

On 3 March 2021, the Prosecutor announced the opening of the investigation into the Situation in the State of Palestine. This followed Pre-Trial Chamber I’s decision on 5 February 2021 that the Court could exercise its criminal jurisdiction in the Situation and, by majority, that the territorial scope of this jurisdiction extends to Gaza and the West Bank, including East Jerusalem. 

On 17 November 2023, the Office of the Prosecutor received a further referral of the Situation in the State of Palestine, from South Africa, Bangladesh, Bolivia, Comoros, and Djibouti, and on 18 January 2024, the Republic of Chile and the United Mexican State additionally submitted a referral to the Prosecutor with respect to the situation in The State of Palestine.