Polskie deja vu

Bogumił Pacak-Gamalski

Oglądam i słucham codziennie wiadomości. Zawsze byłem ‘zwierzęciem politycznym’, na szczęście nigdy nie byłem politykiem. Często bywałem działaczem społecznym, co o politykę i polityków się poniekąd ociera. Mea culpa. Ale trudno zupełnie ją w życiu odrzucić, gdy jest wszędzie. Chcąc cokolwiek dla innych zrobić lub zwyczajnie choć nieco rzeczywistość nagiąć do własnych wyobrażeń i dążeń – bez ocierania się o tą brudną politykę nie sposób. Choć przy okazji pobrudzić się łatwo. Cóż, trudno.

Mam więc zawsze (z wiekiem silniej to występuje, bo naturalnie z biegiem lat bagaż zawodów wobec polityków staje się cięższy) duże nadzieje wobec polityków, którzy te nadzieje budzą wiedząc, że w większości wypadków się na końcu rozczaruję. Na usprawiedliwienie trzeba jasno powiedzieć, że nawet najlepsze intencje tej pani czy pana, którzy za politykę się biorą z czasem ulegają wyjałowieniu w zetknięciu z twardą rzeczywistością politycznej walki z przeciwnikami lub nawet sojusznikami, koalicjantami. W sumie najłatwiej to mają s…rwiele dyktatorzy i typki, które kompletnie w nosie mają przepisy i konstytucje. Czyli ci, którzy demokrację używają do zdobycia władzy, a po wygranej tą demokrację zamykają w Domu Wariatów za żelaznymi drzwiami i oknami z kratami.

Od czasu pewnego nikt mnie tak nie cieszy, a budzi z letargu, jak obecny Marszałek Sejmu RP, pan Włodzimierz Czarzasty. To stary wyjadacz politycznego chleba lewicy. Zaczynał, jako smarkacz jeszcze za nieboszczki PRL. Było to może i niechlubne – ale mówienie, dziś, że każdy młody chłopak czy dziewczyna, który do ZMP (młodzieżowa przybudówka PZPR) należał był świnią i zdrajcą, jest kłamstwem. To byli młodzi ludzie, często ze środowisk robotniczych, którzy kończąc szkoły, na ogół studia też, myśleli, że można to naprawić, że idee są dobre tylko źli wykonawcy. Prawda jest taka, że i wykonawcy nie wszyscy byli tacy źli. To właśnie idee były kompletnie złe. Do d…py, zwyczajnie. Ale zrozumieć to, gdy ma się lat 18 lub 20 i nigdy nie żyło się w kraju demokratycznym, a od urodzenia właśnie w tym PRl jest więcej niż niemożliwością. Szczęśliwi, którzy żyli w rodzinie i środowisku inteligenckim, wręcz anty-komunistycznym, anty-sowieckim.

Czarzasty nie ukrywa tego, ba! podkreśla, że jest politykiem lewicowym (w moim życiu przekonałem się, że Lewicy ufać można najbardziej jeśli chodzi o sprawy socjalne). Czy bym chciał aby Lewica tworzyła rząd w moim kraju? Chyba nie jednak – ale bardzo bym chciał by była takim języczkiem u wagi, by bez jej głosów rząd by tracił swoją parlamentarną większość.

Dzień czy trzy temu wysłuchałem pasjonującego wystąpienia pana Marszałka Czarzastego na spotkaniu z młodzieżą z całego kraju. Gdybym tam był osobiście (nie byłbym, bo młody nie jestem i politykiem też nie, LOL) bym z radością na stojąco bił brawo. Idee, tak! Wizje, tak – trzeba je mieć, trzeba w nie wierzyć. I trzeba czasem o nie zawalczyć. Niech młodzi nie machają ręką, że ci ‘starzy’ u steru władzy, te zgredy nigdy im na to nie pozwolą. Nie patrzcie na tych zgredów. Sami po swoje prawa sięgajcie, trzymajcie ich za ‘wyborcze gardło’, by obietnice spełniali. To chodzi o wasze życie, o waszą przyszłość.

Pokolenie waszych dziadków i pradziadków walczyło o Polskę w 2 wojnie światowej, waszych rodziców (ja) miało swoją ‘Solidarność’ – teraz czas na wasze pokolenie. Historia daje wam szansę wziąć ster i lejce we własne ręce. Tak, skoczcie bez siodła na grzbiet tej starej kobyły Historii i poprowadzcie ją na świeże pastwiska.

Poniżej te porywające wystąpienie tego mądrego ‘starego zgreda’ Marszałka Czarzastego.

Speech of the Prime Minister of Canada

Speech of the Prime Minister of Canada

Canada and United States have been involved for many months with negotiating a new bilateral Trade Agreement or extending the still legally existing trilateral Agreement between Canada, Mexico and USA.

As we know USA (and vice versa Canada for USA) is our largest and most important trading partner. The USA has huge industrial base, huge – in comparison to Canada – population and therefore larger market for both domestic and imported goods. Our large and mostly undefended border stretching between two oceans provides for easy transport of goods and services. Canada has a vast quantities of numerous natural resources badly needed in the USA.

For many years huge numbers of Canadians and Americans would cross our border in almost unrestricted manner, efficiently. Bringing needed dollars to American grocery sellers and to Canadians from large Americans visitors.

History made us different politically – we are confederate monarchy, they are a confederate republic. They had slavery and very long racial segregation decades longer than we did. They are a military superpower involved constantly in some sort of conflicts all over the globe; we have neglected our military numbers and strength for a long time, yet being recognized internationally as a peacekeepers either in United Nations Blue Helmets or other peace-making missions.

Of course, there was always a big dose of competition between our countries and societies. But never to the point of outright hostility. Until now. Until the last Administration in Washington..

Now, two words of my private story as a Canadian. Spent here almost my entire life here. Definitely (except maybe early-5-6 years) my entire adult life, my working life and now retirement. To summarize – Canada is my home. Home I cherish a lot.

I lived here through many Canadian governments (starting here with last months of famous Pierre Trudeau till now very competent Mark Carney.

In my now long life I remember – when I was still a boy back in Poland – US President Kennedy making a speech about the US war in Vietnam, remember President Johnson ending that bloody war, remember pivotal visit of President Reagan in Poland; remember Nixon resigning his Office; both Bushes; improbable and extremely important Barack Obama, Jeff Clinton, George Bush.

Some I liked, some disliked. It was always plain that for all of them – for better or for worse – they were Presidents, leaders of their country, who believed in that country and in the old values of the republic.

Until Donald Trump. Nothing was the same, nothing is. I stopped crossing the border, which seems at times resembling a border between East and West Germany, when there was Soviet Union.

Laws, customs, norms – all of it stopped being obvious, certain. Diplomacy? What is it in current Administration? Nobody is sure anymore.

Friends among nations? Who needs friends if you can have puppets?

Sure, it is a subject of funny jokes, agitated conversations. But at the end it is … very sad. Sad and tragic because we need the old, familiar America. America needs the old, pre-Trum America. For better or for worse but societies do need stability, knowing what tomorrow might bring, progress (even if very small and slow).

You need a country, which is much more than Exchange, Auctions. Country starts with idea, grows with love and respect. Country is people. Much more than land it posses. People make a country and their leaders serve the people. In a democracy, anyway.

Sometime countries disagree with each other, but otherwise they still respect each other. There established mechanisms to resolve these disputes. Accepted, with frames, norms.

All these norms, these mechanisms formed incrementally after I and II world wars. So we can avoid the next gargantuan war. With the demise or kept for historical attachments of Kings – the people took the reins in their hands. By the people, for the people … .

Than comes Donald Trump. Nothing matters anymore, nothing is important, that cannot have the weight of gold , precious stones, or rare minerals.

Mark Carney walks away from this type of ‘talks’ and took with himself entire Canadian delegation. When there are no rules but just whims of the obviously stronger and bigger opponent, there is no sense engaging in any discussion. One person dictate is not a discussion.

Thank you Mr. Carney for representing me as a Canadian. I am glad you did, what we expected you to do.

Canada is not for sale. To anyone.

Remembrance Day on November 11th

Remembrance Day on November 11th

The day we wear the red poppies attached to our other clothing. Why? Because on Flanders fields in Europe the red blood form thousands of young Canadian and Commonwealth countries soldiers saturated the fields so much, that a carpet of red poppies covered the dead ones mercifully and gave them peace. The final peace.

Did you know that the last soldier killed in that awful war was a Canadian boy from Saskatchewan? He was shot few seconds before the clock on the town’s square struck the 11 th hour. The armistice was signed already, the big guns were silent. That boy just went from his trenches to that little village/town to look around. Near by, stood a German soldier, a sharpshooter. He saw the allied soldier from far away, check the clock on the town’s tower and seeing that the large needle did not reach ’11’ yet – he aimed, pulled the trigger. The Canadian boy fell down instantly. Nothing was gain by it, not a single inch of land moved hands. By the time he gave his last breath – the war was over. The German soldier stopped being his mortal enemy, he stopped being the enemy of the German soldier.

The impossible stupidity of all wars. I remember I wrote a poem about that Saskatchewan boy many, many years ago. Now, every November 11 I remember some of the names of some of the great commanders of the massive armies, remember some of the huge battlefields on the Maginot Line, the gases used to kill silently hundreds of them, the awful swamps red-brown from the blood of the soldiers, who were ordered to climb over the trenches and mount another useless attack on foot and being instantly cut down by first submachine guns. Being cut like flowers by stroke of scythe. Later, after the guns stopped, the war ended – the fields were red not from blood, but from the poppies.

And I remember that lonely boy from Saskatchewan, who never really knew why they were fighting, probably knew from some small school near his town the name of the British king, the one he was going to die for. But why? He ever saw any big town or city in Canada – until he was on the train and saw the stations of Winnipeg, Toronto, finally Montreal, where he boarded a huge ship with hundreds of other boys and went across the huge and cold ocean. I’m sure he become seasick many times.

A boy from the prairies on a ship in the middle of Atlantic! He would have many stories to tell family and friends for many years to come! But he didn’t. He died, in that strange village. After being told by his officer or sergeant that the war is over. He did not tell stories his parents or grandparents. By now his parents are dead, his grandparents are dead, too. If he had any siblings and his siblings had children – they are dead, too. Many years, more than a hundred have passed.

But I remember him, more than any other king, general or Prime Minister from that time in the Commonwealth and Great Britain. Just by now, I am myself so much older than he is. I suppose by now, I am his grandfather?

These were my thoughts on a sunny, colourful Fall’s day, as I walked to the City Hall and our Cenotaph in New Westminster. Later, a short walk through the park to the Armory, a chat with a Captain, who was in command of the troops, who organized the short parade and laying of wreaths. His father (or was it grandfather?) served in the 2nd world war and took part in landing across the Ardens, near Falaise Pocket. I told the captain that my personal friend, Ted Kaminski was a parachuter in the 1st Polish Airborne Division and was dropped along his many friends to support the advance of a tank divisions of allied forces (among them the Canadian 1st Army of general Harry Crerar and the Polish Tank Division of general Stanislav Maczek). The Polish paratroopers were able to encircle major German forces in a Falaise Pocked, thus definitely eliminating a great many casualties of the marching allied tank formations. And I was able many years after the war to meet personally that Polish general of the Armored Division in that battle. I met him In London, I think must have been in 1982. We had nice chat. Therefore the young captain of the Canadian soldiers, whose father fought during the last world war near Falaise, had an invisible connection with my life and people I knew. Through events eighty years ago. Indeed a strange chance encounter.

But most of all, I thought of you, my young boy from Saskatchewan, who died when the clock in some village in Europe struck the 11th hour. When the guns went silent and when you took your last breath.

post scriptum:

just as a side note: over the last forty odd years I observed Remembrance Day every year. Sometime by just solitary or with my husband, individual visit to many Cenotaphs. Once in Calgary, in the late 1980s very officially: in the company of Mayor of Calgary, Canadian general, Commander of the large garrison in Calgary and the President of Polish Combatants Association in front of the Cenotaph, by the 3rd Street, in front of the old Library.

This year is the very first year that, to my shock I must admit, a majority of passers bye on the street did not wear a poppy. It was so noticeable. It shows a tremendous lack of respect to the memory of the people, who gave their life for us to be free in our country. I actually felt angry that these people showed such a cowardly indifference to my boy from Saskatchewan. No more on that subject, but just so you know what I think of you. And it is not much.

Prezydenci

Ktoś kiedyś, gdzieś powiedział: najważniejsze, by ktoś w odpowiednim czasie znalazł się we właściwym miejscu. Nikt już pewnie nie pamięta, kto i kiedy ukuł tą maksymę, ale powtarzana była odtąd tysiące razy. I pasuje jak ulał do wielu specyficznych i ważnych momentów dziejów.  

Często zdarza się, że jest to więcej niż jedna osoba, ale jedną na ogół jakoś się upamiętni, wyróżni w sposób szczególny i odtąd w annałach historii tą osobę będzie się głównie wymieniać, przypominać.

  1. 1914-1918, Polska: Józef Piłsudski – i koniec, kropka. Owszem są tam i Daszyński i Paderewski, i Dmowski. Ale w cieniu, w tle.
  2. 1980-1989, Polska: Lech Wałęsa i koniec, kropka. Znowu: Anna Walentynowicz, Ryszard Bujak, Frasyniuk, Michnik (nie, tam ‘obok’ nie ma jakichkolwiek Kaczyńskich, bo mówię o aktorach ról pierwszoplanowych, a nie o statystach) tylko w tle.
  3. 1989-1990, upadek komunizmu w Rosji i Europie Centralno-Wschodniej na przełomie 1989-90: znowu Wałęsa, Jan Paweł II, Ronald Reagan, i ostatni ‘samowładca’ ZSRR, Michał Gorbaczow (jak później historia udowodniła ponad wszelką wątpliwość, to właśnie ten ostatni ‘komunistyczny car’ był pierwszym i jak dotąd jedynym rosyjskim przywódcą, który był demokratą). I koniec, kropka. Reszta ważnych osób, to tylko tło.

Rok jest teraz 2025, w schyłkowej już fazie. Losy świata ważą się znowu.  Powietrze jest ciężkie, pełne prochu, strach zapalić zapałkę. Przypomina bardziej lata przed wybuchem obu ostatnich wojen światowych niż powiew wiosny z 1981-1989.   Bez wątpienia lata 1938-1939.

Tyle, że groźniej. Dużo groźniej. I dużo, dużo szerzej. Od Bałtyku po Morze Japońskie; od Kalifornii i Alaski po Morze Chińskie. Mocarstw jest dużo więcej. I wystarczająco mocarstwowych, by straty olbrzymie, gigantyczne zadać innym krajom. Kraje małe stały się mocarstwami (Korea Północna, Izrael) mogącymi zapalić lont pod całym globem.

Masowe ludobójstwo (genocide) stało się znowu narzędziem gry politycznej. Międzynarodowe instytucje powołane ‘by nigdy więcej’ i by ‘nikt ponad prawem’ są bezsilne wobec nagiej pięści mającej wsparcie największej opoki demokracji i prawa, która tą opoką być przestała – USA.

               Właśnie dobiegła końca Specjalna Sesja Zgromadzenia ONZ w Nowym Jorku. Organizacji, którą po to właśnie powołano, by ‘nigdy więcej’. Naturalnie górnolotne i szlachetne cele tej organizacji okazały się trochę tylko lepsze i silniejsze od nieboszczki Ligii Narodów z okresu Międzywojnia. Największą siłą ONZ jest opinia publiczna, pręgierz tej opinii. Zwłaszcza w dobie powszechnego, globalnego dostępu do informacji. I reakcje na samej Sali obrad ONZ.

Zatrzymam się na trzech przywódcach. Binjaminie Netanjahu, premierze Izraela, Karolu Nawrockim, prezydencie Polski i Donaldzie Trumpie, prezydencie Stanów Zjednoczonych, warto też wymienić na moment Sergieja Ławrowa – ministra MSZ Rosji.

Tragedia prawdziwie antyczna, niewyobrażalna z niczym prawie w czasach bardziej współczesnych zgotowana przez krwiożerczy, barbarzyński reżym izraelski jest trudna do opisania. Łamanie wszystkich praw, konwencji, umów międzynarodowych. Przy wsparciu cichym i aktywnym Donalda Trumpa. I naturalnie olbrzymiej większości diaspory żydowskiej – ale trzeba bardzo wyraźnie zaznaczyć, że i w tej diasporze, a nawet w samym Izraelu, są grupy i jednostki, które te zbrodnie rządu izraelskiego potępiają, odcinają się od nich. A to duża odwaga cywilna i rzecz niełatwa być Żydem i potępiać akcje państwa żydowskiego. Nisko chylę kapelusza wobec tych osób.

Więc jest ta sesja ONZ. Na mównicę wchodzi Binjamin Netanjahu, szef państwa izraelskiego. Potęgi nuklearnej. Zaczyna opowiadać swoje znane od dawna opowiastki. W tym samym czasie na resztki kompletnie zrujnowanej  i zamienionej w Warszawę po Powstaniu Warszawskim, Gazę – spadają kolejne bomby i armia izraelska wkracza do pełnej okupacji ziem palestyńskich. Okupacji i aneksji tych odwiecznie palestyńskich ziem. Zapowiadają zrobić to samo na terenach Organizacji i rządu palestyńskiego w West Bank (Zachodni Brzeg). Nie będę tu przypominał ni opisywał tego konfliktu. Wszyscy wiemy. Cały świat. Kiedy Netanjahu (człowiek, na którego wydano legalny nakaz aresztowania przez Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w Hadze) zaczyna mówić, powoli wstaje z miejsc olbrzymia większość delegatów na Sesję Plenarną ONZ i demonstracyjnie opuszcza salę obrad. Oskarżony o zbrodnie przeciw ludzkości premier Izraela mówi do pustych foteli i zmuszony jest oglądać z mównicy ten exodus wielu delegacji innych państw.

Jakie to ma znaczenie? Ma, bo widzi to na ekranach telewizorów, telefonów i innych narzędzi masowej komunikacji miliardy ludzi na świecie. Skończyły się czasy poufnych dyskusji gabinetowych.

Król jest nagi. I jest odrażający.

               Na moment tylko (bo nie jest przywódcą swojego kraju) Sergiej Ławrow, jeden z najinteligentniejszych ministrów spraw zagranicznych na świecie, świetny dyplomata.  Z ‘małym ale’: ze względu na fakt jaki rząd i państwo reprezentuje jest nałogowym kłamcą i idealnym przedstawicielem szkoły dyplomatycznej, która opowiada slogany nie mające nic wspólnego z rzeczywistością. Szkoła Kalego – jak Kali ukradnie to dobrze, jak ukradną Kalemu to świństwo[i].

Więc ten rosyjski Kali to robił. Opowiadał (prawdę) o występkach i łamaniu konwencji międzynarodowych przez tzw. Zachód i o tym … jak to Rosja musiała wejść na Ukrainę by … ratować demokrację na Ukrainie i prześladowania języka, ludności, religii i tradycji rosyjskich na Ukrainie. No i podkreślając ‘konstytucyjną nielegalność’ obecnych władz Ukrainy. Godna tradycja najlepszych ministrów spraw zagranicznych Rosji sowieckiej, od Mołotowa poczynając. Rodzaj idealnego dyplomaty Europy XVII i XVIII wieku. Inteligentny, mający świetny wywiad, gotowy służyć i panu Bogu i diabłu jednocześnie. Ot, i wsio na ten temat. Szkoda inkaustu na więcej.

               Donald Trump, prezydent USA.

Uff, oh! Wielki, wspaniały, najmądrzejszy, przystojny. LOL! Tak zadufanego w sobie człowieka na scenie politycznej nie widziano od lat. Kompletnie pozbawiony jakiejkolwiek dozy skromności i taktu. Cezar, demokrata, autokrata, król, cesarz i papież w jednej osobie. Zakochany głównie w sobie i swoich kontach bankowych. Wśród możnych tego świata jest wielu takich. Nikt z nich nie jest – na szczęście – prezydentem mocarstwa. Trump – niestety – jest. Największy pojemnik na wodę gazową z bąbelkami.  Nawet Putin, (choć pamiętamy jego zdjęcie na białym koniu, bez koszuli) tej mydlanej bańce trampowskiej nie dorównuje. Putin to typowy autokrata rosyjski, znający i historię i rozumiejący politykę. Jego zasadniczym celem nie jest budowanie własnego wizerunku bohatera, a odbudowa imperium.  Nieszczęściem Trumpa jest, że urodził się, jako człowiek, a nie orangutan, w dżungli Manhattanu, a nie w dżungli tropikalnej. Tam bicia w piersi koledzy by mu nie wytykali i chętnie wszystkie samice by mu oddawali. A dżungli, jako-takiej by nie zagrażał.

Moralny dowódca nieudanego zamachu i puczu na własną konstytucję i własny Parlament (pierwsza kadencja prezydencka), w czasie drugiej po kilkukrotnym ośmieszeniu się na arenie międzynarodowej – przybrał białe piórka gołąbka pokoju i bez żenady oświadczył, że należy mu się Pokojowa Nagroda Nobla, bo tyle wojen zażegnał na świecie!  Po nieudanej próbie rozwiązania masakry palestyńskiej przez próbę wysiedlenia Palestyńczyków z ich prastarej ojczyzny do Jordanii, Egiptu i Arabii Saudyjskiej, zaoferował samemu przejąć Gazę i wybudować tam nową Trump Tower i zrobić  z Gazy fantastyczny prywatny kurort morski. Chętnych nie było. W Jordanii i Egipcie też.  Urażony ich niewdzięcznością stwierdził, że w takim razie zakończy wojnę w Ukrainie.  Przecież tak dobrze znana i rozumie się z Putinem.  Putin na spotkanie na Alasce się zgodził.  I wystrychnął Donalda na dudka.  Czego się wszyscy spodziewali.  Z Oslo też nie oferowali Nagrody Nobla.  Świat tego geniusza po prostu nie rozumie.

Wracajmy jednak do Sesji Specjalnej ONZ.  Przemawia Donald Trump.  Najpierw informuje (gdybyśmy nie wiedzieli) jaki jest wspaniały i ile Nobli (Pokojowych, oczywiście) powinien dostać.  Potem poucza Europę, co ma zrobić.  I że w końcu, choć częściowo się go na szczęście posłuchała. Potem okazuje się, że nie ma żadnego ocieplenia klimatu ani innych tego typu bzdur. Jego kraj (USA) nigdy nie był w takiej prospericie, jak obecnie.  Zażegnał prawie wszystkie wojny na świecie.  A przede wszystkim powstrzymał kolejną inwazję meksykańską na USA:

Na naszej południowej granicy z pełnym sukcesem powstrzymaliśmy kolosalną inwazję. Przez ostatnie cztery miesiące z rzędu ilość nielegalnych obcych wpuszcznych do naszego kraju równa jest zeru. Trudno uwierzyć, gdy patrzymy wstecz, tylko cztery lata temu to były miliony i miliony ludzi najeżdżających nas z całego świata – z więzień, z zakładów psychiatrycznych, handlarzy narkotyków zewsząd. Najechali nas. Po prostu najechali w tej idiotycznej polityce otwartych granic za prezydentury Biddena. (…)

W moich pierwszych czterech latach ja zbudowałem najwspanialszą ekonomię w historii świata. Mieliśmy najlepszą gospodarkę odkąd istniejemy. I teraz znowu robię to samo, tyle, że teraz nawet lepiej i więcej” (czy to w ogóle możliwe?! – przyp autora)

Potem narzekał, że schody ruchome nie działały i winda zawiodła, i że ONZ się rozpada. No, ale przecież jest ktoś, kto mógł tą ruderę ONZ w pięknym stanie utrzymać. I prawdziwy Trump-handlarz nieruchomości nie wytrzymał:

Wiele lat temu, świetny deweloper z Nowego Jorku, znany jako Donald Trump zaproponował wam renowacje i przebudowę właśnie tego budynku. Pamietam to świetnie. Powiedziałem wtedy, że zrobię to za 500 milionów dolarów –przebudowałbym to przepięknie. Mowiłem o mamurowych podłogach, o terakocie. Mówiłem wam o ścianach z mahoganu … [ii]

To tylko fragmenty krótkie, Trump lubi mówić dużo. Po pouczaniu i napominaniu ONZ, Trump powiedział jeszcze sporo o Europie, Londynie, Australii – o tym, że wszyscy jesteśmy na drodze do piekła, do gwałtów na naszych kobietach, do wprowadzenia nakazów prawa islamskiego w naszych miastach … .  O tym, że Narody Zjednoczone nic nie potrafią zrobić, a tylko wyciągają pieniądze na administrację tej beznadziejnej instytucji. A przecież mogliby się od niego właśnie uczyć, jak to robić.

To było przemówienie Prezydenta Stanów Zjednoczonych na Specjalnej rocznicowej Sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Lepszego męża stanu trudno sobie wyobrazić.  Stalin? Mołotow? Mao Tse Tung? Słoneczko Narodów …

Dosyć jednak o tym Mojżeszu, Abrahamie i Mahomecie w jednej osobie. Już tylko niecałe dwa lata, może jakoś bez hekatomby jakiejś się obejdzie. Tylko, że to wyjątkowo złe czasy na takiego prezydenta, gdy świat stoi nad przepaścią kataklizmów wojennych i ekologicznych. Ech …

Teraz dwa słowa o znajomym tegoż Wielkiego Prezydenta, nawet się lubią i trochę podobną znajomość arkanów dyplomacji i wielkiej polityki mają.

 O panu prezydencie RP, Karolu Nawrockim. Otóż pan Prezydent Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, jako Głowa Państwa na Sesję ONZ też naturalnie pojechał. Towarzyszył mu w tej podróży najwybitniejszy od czasów Władysława Bartoszewskiego polski minister spraw zagranicznych, Radosław Sikorski. Zapewne wiele cennych uwag Prezydentowi Nawrockiemu udzielił przed wystąpieniem w ONZ. Zgodnie ze starą zasadą, że w domu możemy się kłócić i nie lubić, ale na zewnątrz występujemy, jako jedna rodzina i jedno dobro mamy na uwadze.

No i pan prezydent Nawrocki wstąpił na ambonę.  Pardon moi – na mównicę, oczywiście! Początkowo mówił do rzeczy i w miarę sprawnie. Ale potem poszedł w manowce polskiego podwórka politycznego i zaczął  p… . No, tego tam, jak to określić?  Używać pewnej popularnej przyprawy stołowej? Jak już mówił o nienarodzonych i ich prawie do życia i temu podobnych hasłach Ordo Iuris, to słuchać przestałem.  

Ale jeden maleńki a charakterystyczny drobiazg spamiętałem i pewnie już nigdy nie zapomnę. Głupstwo takie trochę. A przez skojarzenie z innym wydarzeniem – utkwiło w pamięci.

Dawniej pewni mówcy polityczni (głównie z dwóch najskrajniejszych odmian ideologicznych: skrajnej prawicy i skrajnej lewicy) lubili akcentować to, co mówią uderzając ręką w pulpit mównicy. Robił to świetnie Władysław Gomułka w Polsce peerelowskiej, pamiętam.  Pewnie dodaje to animuszu głównie temu, co przemawia. Trochę taka własna a’la perkusja. Ale specjalnie utkwił w pamięci inny ‘deplomata’ , I Sekretarz KC Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, Nikita Chruszczow.  Ten już tam sobie paluszkami po blacie nie biegał – zdjął pantofel i walił nim w mównicę na Sesji Plenarnej ONZ. A co tam, paluszkami niech burżuje stukają!

Otóż pan Karol Nawrocki komunistą zdecydowanie nie jest i basta. Nawet, jeśli nieświadomie coś tam robi, co jest Putinowi na rękę. Bycie nieświadomym lub mało kompetentnym, przestępstwem nie jest. Ale Radek Sikorski zapomniał pouczyć chyba prezydenta Nawrockiego, że nawet paluszkami przy mikrofonie stukać nie należy. Zwłaszcza, gdy to mikrofon nadający na cały świat. No i tak poleciało w ten świat te rytmiczne, perkusyjne stulanie po pulpicie pana prezydenta RP. I już nigdy nie wymarzę z mojej biednej pamięci tego stukania i będę widział w koszmarach taki duet Chruszczowa i Nawrockiego na perkusji.  Ech …


[i] jedna z kolorowych postaci w popularnej powieści  H. Sienkiewicza dla młodzieży, „W pustyni i w puszczy”

[ii] Donald Trump’s full speech at UNGA: Here’s everything the US president said – The Economic Times

Rocznica Smoleńska, PiS, wybory prezydenckie 2025

Rocznica Smoleńska, PiS, wybory prezydenckie 2025

Mija właśnie piętnaście lat od tragicznej i strasznej katastrofy polskiego samolotu na lotnisku w Smoleńsku, blisko lasku katyńskiego. Wydarzenia samego w sobie o wyjątkowym znaczeniu dla państwa polskiego, dla układów polityczno-społecznych. Wydarzenia, które mogło i które zjednoczyło na krótko w głębokim żalu i smutku całe społeczeństwo. Poczym równie szybko rozdarło go na połowę skutkiem szatańskiej gry brata Prezydenta Polski, Jarosława Kaczyńskiego, wsparte późniejszym z piekła rodem ‘śledztwem’ i Podkomisją szaleńca Antoniego Macierewicza. Nie mogła nosić nazwy ‘Komisja”, gdyż brakowało w niej (sic!) przedstawicieli polskiego Lotnictwa wojskowego. Właściwie zorganizowaną Komisją kierował Leszek Miller.

Nie będę tu przypominał detali prac Komisji i Podkomisji, Millera i Macierewicza – pisałem o tym i badałem te dochodzenia i i ich raporty bardzo szczegółowo w ówczesnych czasach. Otwieranie ponowne tej puszki Pandory, może doprowadzić do szału każdego normalnego człowieka.

Tragiczny wypadek w Smoleńsku otworzył drogę do władzy Jarosławowi Kaczyńskiemu, Rasputinowi polskiej sceny politycznej od prawie początków całej historii suwerennej Polski od upadku komunizmu w Europie, czyli mniej więcej od 1991 roku. A jednym z filarów politycznej kariery Jarosława był właśnie przez długie lata Antoni Macierewicz. Macierewicz dziś to raczej komiczny pionek sceny politycznej, jego gwiazda już dawno zgasła. Nigdy nie miał sprytu i zimnej krwi gracza, jakim jest jego polityczny dowódca – Jarosław. W pamięci powszechnej pozostanie zabawnym pajacem od latającej brzozy i bomby barycznej. Ale dobry historyk doskonale i po stu latach zrozumie jego olbrzymią pracę na podziałem Polaków, nad niewymiernymi szkodami, jakie Polsce przyniósł.

Filarem, potęgą instytucjonalną władzy, zaplecza finansowego i politycznego jest przekształcona, przebudowana prawie od podstaw i zdyscyplinowana partia polityczna PiS. To szeregi nie tylko aktywu i członków partii – to rzesze jej wyznawców, nowy rodzaj religii narodowej. A jak w każdej religii: ziarno od plew trudno odróżnić, fakt od mitu niemożliwy do rozłączenia. I potęga finansowa przekraczająca składki członkowskie, daniny rzesz wyznawców. Kaczyński to wiedział, znał i rozumiał. I nad tym bardzo skutecznie pracował. Można się śmiać i żartować ze starszego pana wyglądającego niezaradnie w poplamionym, wymiętoszonym garniturze, z jego kota i ‘misiewiczów’ podsyłanych tajemnie dla starzejącego się homofoba-homoseksualisty. To już jednak tylko zabawne dla motłochu i satyryków tajemnice dworu imperialnego Jarosława Pisowskiego, który marzył nocami, by dodano mu przydomek, jeśli nie „Mądry”, to choć ‘Wspaniały”. Ale nie wyszło. Rzędy starych babć kościelnych nie mają na to wpływu.

Co wyżej pisałem, to zaplecze sprawnej organizacji politycznej. PiS na tym nie poprzestał, ani na daninach rzesz starzejących się z każdym rokiem i odchodzących powoli z aktywnej sceny politycznej i finansowej zasobności ‘bab kościelnych’.  Jarosław Kaczyński po objęciu pełnych rządów i przy zawładnięciu wymiarem sprawiedliwości, a głównie Trybunału Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego, mógł zacząć budować jawną i bezprecedensową hierarchię finansowego imperium partii i jej członków. Usłużni prokuratorzy i sędziowie, którzy dostali od niego togi urzędnicze szybko podporządkowali sobie nawet służby policyjne. Nikt nie stał na przeszkodzie … robienia wielkiej kasy. Nie danin – Wielkiej Kasy polskiej gospodarki, przedsiębiorstw. Tu politycy, autentyczni wyznawcy idei politycznej, wizji Polski ‘pod sztandarami Chrystusa i Marii Panny’, byli zbędni. Nie, to zaplecze już istniało poprzez chojne, milionowe zasiłki ze Skarbu Państwa dla diecezji, etatów państwowych dla armii szkolnych katechetów, różnych duszpasterstw przy zawodowych i ochotniczych remizach strażackich, pensjach i pałacach dla kapelanów wojskowych (obleśny ksiądz-general Głódż tu przkładem wymownym). Trzeba było sięgnąć głębiej. Do polskiego przemysłu, polskiej gospodarki i aktywów państwowych. Znaleziono ‘Obajtków’ różnej maści, ale jednego rysu charakteru: pełna dyspozycyjność wobec centralnej władzy politycznej. Polski przemysł i aktywa gospodarcze od tego momentu były feudalną własnością rządu i dykasterii władz państwowych podległych PiSowi i Kaczyńskiemu. Działy się rzeczy niewyobrażalne w nowoczesnym państwie w środku Europy.

Jeszcze dziś nie wiemy wszystkiego, jeszcze toczą się śledztwa i procesy zwalniane uporczywie przez pozostałości PiS w Parlamencie, w Sądach Powszechnych, w Trybunale Konstytucyjnym. Nawet w czasach komunistycznego, z sowieckiej łaski systemu PRL, nikomu z ówczesnych ministrów, premierów czy sekretarzy PZPR przekręty finansowe na taką skalę się nie śniły. W porównaniu do PiSu i jego malwersacji i korupcji – tamci partyjniacy wyglądają, jak dziecinni złodzieje kieszonkowi. Pierwszoklasiści, a ci współcześni to już po jakiejś specjalnej akademii najwyższego sortu. Coś w rodzaju Colegium Humanum, LOL, które miało ich nobilitować. A skompromitowało wszystkich, którzy się o nie otarli.

Dochodzimy do wiosny 2025, do wyborów nowego prezydenta, który ma zastąpić ‘pieczątkę Kaczyńskiego’, jaką był pan Andrzej Duda.

               Jak wiemy z poważnych i bardziej znanych kandydatów zaakceptowanych przez Państwową Komisję  Wyborczą, to: Rafał Trzaskowski, Prezydent  Warszawy (reprezentujący program Platformy Obywatelskiej); Szymon Hołownia, Marszałek Sejmu RP, reprezentuje ruch Polska 2050 Szymona Hołowni; Sławomir Mentzen, doradca podatkowy, reprezentuję Konfederację Wolność i Niepodległość szerząca program faszystowski; Karol Nawrocki, urzędnik państwowy w niesławnym Instytucie Pamięci Narodowej (IPN to ‘dziecko’ Jarosława Kaczyńskiego, siedziba myśli faszystowsko-wielkopolskiej i katolickiej) mający naturalnie silne poparcie PiS; Grzegorz Braun, euro poseł, reprezentujący skrajnie prawicową Konfederację Korony Polskiej.

Nie kończą oni listy kandydujących, gdyż prawo startu w wyborach dostało łącznie trzynaście osób (tak, 13, o czym wiele osób już pewnie nie pamięta) – nie wymieniam nazwisk pozostałych, gdyż doprawdy tylko tzw ingerencja Opatrzności mogłaby im dać realne szanse, a w Opatrzność nie wierzę. Dodam tylko informacje o konstytucyjnym organie wyborczym, jakim jest Państwowa Komisja Wyborcza, niezależna od władzy politycznej, która wybory organizuje, kontroluje i zatwierdza.

Komisja Wyborcza jest jedynym ciałem mającym konstytucyjne uprawnienia zaakceptowania lub odmowy akceptacji proponowanych kandydatów. Warto przypomnieć, że odmówiła akceptacji na kandydatów aż czterem osobom: Pawłowi J. Tanajno, Dawidowi J. Jackiewiczowi, Romualdowi Starosielcowemu i Wiesławowi Lewickiemu.

Kto wygra, pytasz Czytelniku? Zły adres pytania. Powinieneś spytać siebie, bo ty będziesz głosować. Jedyny, wyjątkowy moment raz na kilka dobrych lat, gdy jesteś królem, władcą, decydentem. Tak, ty! Nie ja, nie Stach ani Elka. Nawet nie wszechpotężny Naczelnik Policji w twoim miasteczku. Nie, on ma tylko jeden głos. Jeden ma biskup i jeden ma pan wojewoda potężny. Tak, jak ty. A jeden głos to więcej niż dawniej jedna szabla. Bez tego jednego głosu wybory można unieważnić.

Ja mogę jedynie napisać kto i dlaczego moim zdaniem wygrać powinien, a kto stracił moralne i etyczne prawo do kandydowania nawet. Zdaniem jednej osoby. A że gębę mam niewyparzoną i opinii swoich nie kryję, to i tym razem się nimi podzielę. A nuż kilka osób się zastanowi? To dużo – pamiętajcie o tym jednym głosie.

Tylko machinacjami sił politycznych w Sejmie przy pełnym poparciu prezydenta Dudy, oddaniu wręcz służebnym pewnej sędziny (pożal się Boże) z Trybunału Konstytucyjnego i ciągle nie w pełni funkcjonującemu Sądowi Najwyższemu udało się Jarosławowi Kaczyńskiemu i całej partii Prawo i Sprawiedliwość uniknąć do tej pory rozwiązania i zakazu funkcjonowania (dla partii) oraz procesu z wysoką możliwością kary więzienia dla drugiego aktora – Jarosława Kaczyńskiego.

Gdyby tej partii nie było – nie mogłaby wystawić kandydatury Karola Nawrockiego. Musiałby dalej zaspakajać swoje ambicje otwieraniem drzwi dla swego wodza w budynku na Nowogrodzkiej. Funkcji, do której być może ma kwalifikacje.

Ze względu na olbrzymie zagrożenie demokracji i praw obywatelskich, ochrony wszelkich mniejszości (większość nigdy sobie samej nie zaszkodzi i nie zagrozi) – nie wolno pod jakimkolwiek względem oddawać głosu na kandydata faszystów (Konfederacja). To by było splunięciem w twarz naszej historii i wskrzeszeniem upiorów Dmowskiego i ruchów nacjonalistyczno-faszystowskich. Te ruchy były wówczas w Europie bardzo popularne – ale doskonale wiemy czym się skończyły: narodowym socjalizmem, który dał początek władzy Hitlera w Niemczech. Nie wolno zapominać lekcji historii. Inaczej skazani jesteśmy na popełnianie tych samych błędów.

Polska stoi na wąskiej miedzy dzielącej ostre zagrożenie od autentycznej wojny. O tej realności w jakikolwiek sposób zapominać nie można. Wysiłki nowej administracji amerykańskiej idą bardziej w kierunku misji ‘pokojowych’ Anglików i Francuzów w Monachium w 1938, które miały zapobiec dalszej agresji Niemiec hitlerowskich, a zakończyły się kompletnym fiaskiem. Tak się nie buduje trwałego pokoju. Nie przez układy z najeźdźcą, z agresorem. Putin nie jest partnerem do negocjacji. Należy kontynuować, zwiększyć wręcz wsparcie dla Ukrainy, która jest jedynym buforem między Polską z Europą Zachodnią a armiami rosyjskimi. To jest rzeczywistość namacalna, sprawdzalna. Trump może, co najwyżej, zostać drugim Chamberlainem lub Deladierem[i] – nigdy Rooseveltem ani Churchillem. Jego narcystyczne marzenia o Pokojowym Noblu są nieuleczalną chorobą maniaka nierozumiejącego otaczającej go rzeczywistości. To wymaga leczenia a nie nagradzania. Wszystko to zwiększa bezpośrednio zagrożenie granic Polski, jako najdalej wysuniętej flanki NATO. Pierwszą poważniejszą przeszkodą przed frontalnym atakiem armii rosyjskich na Europę Zachodnią.  Rok 1920 coś kogoś nauczył?

Z tego względu i przede wszystkim świadomy sytuacji i zagrożeń międzynarodowych obywatel polski winien głosować przede wszystkim na Rafała Trzaskowskiego. Wydaje mi się, że prezydent Trzaskowski miałby najlepsze szanse ofensywy dyplomatycznej na świecie w celu wzmocnienia pozycji Polski, a jednocześnie skupiłby się na wspólnych z rządem Tuska planach wzmocnienia i modernizacji polskich wojsk. Trump będzie prezydentem USA dużo krócej niż Putin prezydentem Rosji. Z tej przyczyny, tego autentycznego zagrożenia wojną – winniśmy oddać głos na silnego i zdecydowanego polityka, który jednocześnie wykazał się znaczącym przywiązaniem dla praw człowieka i obywatela. Zagrożenie wojną i nieustanna erozja (choć w końcu z widocznym elementem zwartej kontrofensywy sił demokratycznych) nowoczesnej demokracji musi nas obudzić.   


[i] premierzy Wlk. Brytanii i Francji, którzy spotkali się z Hitlerem na konferencji w Monachium w 1938 dla ‘ratowania pokoju’ w Europie

Świat Donalda Trumpa

Elon Musk czy Donald Trump?  Kto z nich jest głównym architektem największego zagrożenia pokoju światowego od czasów Kryzysu Kubańskiego?

Bez względu na wyjątkowo ohydną osobowość najbogatszego (jakby w tej grupie multimiliarderów miało to jakiekolwiek znaczenie) człowieka na świecie, ja uważam, że Trump, jako prezydent światowego mocarstwa, ponosi odpowiedzialność największą.  To on jest tym, który decyzje podpisuje, on dowodzi armią, on jest kapitanem tego statku nazywanego „Ameryka”. Niestety, jego megalomania nie zna granic. Porównać ją można jedynie do jego arogancji i ignorancji niespotykanej w skali do każdego obecnego dyktatora – z tych ważnych i istotnych dyktatorów (Chiny, India, Brazylia, i tak nawet Rosja). O mniejszych kacykach wspominać nie ma sensu, bo w skali ich znaczenia dla pokoju światowego, jest to bliskie lub poniżej zera. Być może z pominięciem tego potwora Północnej Korei, ale on może wywołać jedynie katastrofę w swoim rejonie Azji – o jego możliwościach pokonania (i w jakim celu?) Ameryki Północnej, Europy czy Ameryki Południowej szkoda nawet rozmawiać. Są żadne.  

Najlepszym przykładem kompletnej ignorancji Trumpa jest właśnie Kanada i jego kuriozalne, wręcz nienormalne, ‘propozycje’ wobec Palestyńczyków i budowa ‘riviery’ w Gazie.  I oczywiście skandaliczne ‘rozmowy pokojowe’ z Rosją o zakończeniu wojny w Ukrainie – bez udziału Ukrainy.

Zacznijmy od Kanady. Trump przegrał ‘wojne amerykańsko-kanadyjską’ w trakcie jego pierwszej kadencji. Można ten absurd amerykańsko-meksykańsko-kanadyjski nazywać i oceniać, jak się chce. Fakt pozostaje faktem, że Trudeau tamtą batalię wygrał i wygrał w spektakularnym stylu. A zadufany w sobie i arogancki pajac, jakim bez wątpienia Trump jest nigdy mu tego nie mógł darować.

Kanada jest idealnym i najlepszym z możliwych partnerem USA. Była od XIX wieku bez przerwy. Nie tylko, jako przyjazny sojusznik – jako olbrzymie zaplecze bogactwa naturalnego Kanady, które bez problemów było zawsze łatwo dostępne głodnemu wiecznie olbrzymowi amerykańskiemu. Mało jest przykładów na świecie tak bliskiej współpracy gospodarczej, ekonomicznej i politycznej (w tym militarnej), jak współpraca amerykańsko-kanadyjska. Poza może wieloletnim problemem handlu drewnem, który od długich lat jest przedmiotem zatarć. Ze względów naturalnych zasoby drzewostanu, a już zwłaszcza tzw. ‘starego lasu’ (dużych, dorosłych i dorodnych drzew) sa o wiele większe i tańsze w Kanadzie niż w wysoko zurbanizowanych i uprzemysłowionych Stanach. Ostatecznie Kanada jest obszarowo większa od USA, a ludnościowo dużo mniejsza. Ale to tylko jeden niezbyt aż tak ważny przykład. Pod każdym względem jest partnerem niezwykle gospodarczo wartościowym dla USA. Bez specyficznego ciężkiego oleju bitumicznego – Ameryka byłaby w poważnych problemach energetycznych.  Mimo, ze sama ma tegoż duże zasoby też. Ale ani wystarczające dla energochłonnej gospodarki amerykańskiej, a z tych, które eksploatuje duża część nie nadaje się do rafinerii amerykańskich nastawionych właśnie na ten olej bitumiczny. To jedynie jeden z licznych (ale najbardziej newralgiczny dla gospodarki amerykańskiej) bogactw naturalnych niezbędnych dla przemysłu amerykańskiego. Naturalnie te więzy gospodarcze idą w obie strony. Kanada jest bardzo (zbyt zdaniem moim) chętnym i ustabilizowanym klientem produktów gospodarki amerykańskiej, czy to naturalnych (owoce, warzywa, wszelkie produkty żywnościowe – na ogół dużo gorszego gatunku niż kanadyjskie) czy przemysłowych (większość uzbrojenia armii kanadyjskiej, samoloty (tutaj wymiana jest w obie strony), samochody. Wymieniać można w nieskończoność. Trudno chyba znaleźć dwa państwa złączone specjalnym układem wymiany handlowej (umowa trio-państwowa USA- Kanada-Meksyk), tak intensywnie i organicznie złączonym, jak te gospodarki właśnie. Naturalnie elementem nierozłączne z tym związanym jest obopólna turystyka miedzy tymi narodami przynosząca setki milionów towarów dla tych partnerów.  Dla Trumpa jest to rozumienie zbyt skomplikowane. Kompletnie go takie stosunki nie interesują. On widzi to jedynie w pryzmacie uproszczonego układu Pryncypialnego Księcia (USA) i wasali (Kanada i Meksyk). Autentyczna historia i wnikające z niej szczególne uzależnienia, umowy, powiązania są czymś, co wykracza poza możliwości jego percepcji. Nie chce mieć partnerów, szuka poddanych. Nowy Habsburg, lub Kaiser. Naturalnie nieistniejąca dziś Korona Imperium Brytyjskiego też by go satysfakcjonowała. Gotów podzielić świat na strefy wpływów i bezustannej ingerencji między Chiny, USA i Rosję. Cała reszta (w tym Europa, której chyba kompletnie nie rozumie i jej nie znosi).

Trump-Gołąbek Pokoju. Temat na satyrę nie kończącą się. Wojny na Ukrainie w ogole by nie było, gdyby to on, a nie Biden był prezydentem. Ale to drobiazg. On ją i tak zakończy.  

Zacznijmy od Konferencji Pokojowej wojny rosyjsko-ukraińskiej. Na szczeblu ministrów spraw zagranicznych. Nie, nie – Ukrainy zapraszać nie będziemy do udziału i rozmów. I zwołamy ją w … Arabii Saudyjskiej. Czemu nie? Do Jałty nie wypada trochę teraz …  (jednocześnie może się jednak uda się z boku namówić Saudyjczyków na osiedlenie na ich rozległych piaskach kilku milionów tych durnych Palestyńczyków. Co, jak co, ale zimno im tam nie będzie), więc Rijad jak ulał. 

Była już kiedyś taka konferencja ministrów spraw zagranicznych. I pewne umowy podpisano. Rosja (wówczas ZSRR) brała w niej udział. Trump (sorry – Adolf Hitler oczywiście!) wyznaczył Joahima Ribbentropa, Putin (sorry – Stalin oczywiście!) Wiaczesława Mołotowa. Dla zabezpieczenia pokoju światowego (naturalnie z tymi wzniosłymi myślami)… i napadli wspólnie na Polskę. Nie, pokoju światowego nie uratowali, a na końcu sami się za łby też wzięli. I Stalin był cwańszy i Adolfa wykończył na końcu. Podobnie, jak Putin jest cwańszy i wyroluje Trumpa, bez cienia wątpliwości.

Jeszcze wcześniej nieco spotkali się w Monachium naiwny brytyjski premier Chamberlain, jeszcze bardziej naiwny francuski Daladier i oczywiści kompletnie neutralny Benittko, Mussolini zresztą. Zjechali się uratować Czechów przed wojną. Nie, Czechów nie zaproszono. Ten może fragment historii, Musk podsunął Trumpowi do przeczytania i stąd zrozumiałe, że Trump Ukraińców na rozmowy w Rijadzie nie zaprosił.

Można tak bez końca. Historia długa ludzkości pełna jest – niestety – takich oszalałych dyktatorów zapatrzonych w siebie i umiejętnych, a zdecydowanie cwańszych i inteligentniejszych doradców tronów, których najczęstszym testamentem są rzeki krwi i cierpienia ludzkiego. Narody wypędzone, przesiedlane, mordowane.

Ale średni poziom wiedzy o świecie, stosunkowy (porównywalnie) wysoki poziom życia i edukacji olbrzymiej masy wielu narodów od ostatniej dekady XX i dwóch pierwszych XXI wieków daje szansę na to, że przetrwamy, pokonamy i przeżyjemy Trumpów, Putinów i Musków (proszę wymawiać dokładnie: m-u-s-k-ó-w nie m-u-z-g-ó-w!).  Inaczej czeka nas zapaść nieopisywalna. Czarna chmura, która może pochłonąć każde światło, jak zapadająca się gwiazda. Nasza wysoko rozwinięta cywilizacja dała nam możliwości niemal globalnego samozniszczenia.

Wydaje mi się, że Europa specjalnie, a szerzej cały tzw. świat zachodniej kultury (tj. tych wyznających główne zasady – tenet – demokracji parlamentarnej) jest w stanie odrzucić te niebezpieczeństwo. Nie dąć się zastraszyć i odmówić udziału w tej niebezpiecznej grze.

Jedno w swej pysze, w swym zarozumialstwie i obrzydliwym samo zachwycie Donald Trump osiągnął. Świat o nim mówi i mówi z lękiem. Lękiem usprawiedliwionym. Ale świat musi i może go odrzucić.  Zadać mu klęskę najgorszą: uśmiechać się, jeśli nie ma możliwości uniknąć tego, to podać mu rękę, gdy sytuacja i protokół tego wymaga – i kompletnie ignorować w swoich własnych decyzjach i decyzjach własnych krajów i grup zrzeszających te kraje. Nec Hercules contra plures, mości Panowie i Panie Obywatele Demokracji.   

Prosecutor of ICC issues arrest warrants in case against PM of Israel and it’s Defense Minister for war crimes against humanity.

Today, on 21 November 2024, Pre-Trial Chamber I of the International Criminal Court (‘Court’), in its composition for the Situation in the State of Palestine,unanimously issued two decisions rejecting challenges by the State of Israel (‘Israel’) brought under articles 18 and 19 of the Rome Statute (the ‘Statute’). It also issued warrants of arrest for Mr Benjamin Netanyahu and Mr Yoav Gallant.

Decisions on requests by the State of Israel

The Chamber ruled on two requests submitted by the Israel on 26 September 2024. In the first request, Israel challenged the Court’s jurisdiction over the Situation in the State of Palestine in general, and over Israeli nationals more specifically, on the basis of article 19(2) of the Statute. In the second request, Israel requested that the Chamber order the Prosecution to provide a new notification of the initiation of an investigation to its authorities under article 18(1) of the Statute. Israel also requested the Chamber to halt any proceedings before the Court in the relevant situation, including the consideration of the applications for warrants of arrest for Mr Benjamin Netanyahu and Mr Yoav Gallant, submitted by the Prosecution on 20 May 2024.

As to the first challenge, the Chamber noted that the acceptance by Israel of the Court’s jurisdiction is not required, as the Court can exercise its jurisdiction on the basis of territorial jurisdiction of Palestine, as determined by Pre-Trial Chamber I in a previous composition. Furthermore, the Chamber considered that pursuant to article 19(1) of the Statute, States are not entitled to challenge the Court’s jurisdiction under article 19(2) prior to the issuance of a warrant of arrest. Thus Israel’s challenge is premature. This is without prejudice to any future possible challenges to the Court’s jurisdiction and/or admissibility of any particular case.

Decision on Israel’s challenge to the jurisdiction of the Court pursuant to article 19(2) of the Rome Statute

The Chamber also rejected Israel’s request under article 18(1) of the Statute. The Chamber recalled that the Prosecution notified Israel of the initiation of an investigation in 2021. At that time, despite a clarification request by the Prosecution, Israel elected not to pursue any request for deferral of the investigation. Further, the Chamber considered that the parameters of the investigation in the situation have remained the same and, as a consequence, no new notification to the State of Israel was required. In light of this, the judges found that there was no reason to halt the consideration of the applications for warrants of arrest.

Decision on Israel’s request for an order to the Prosecution to give an Article 18(1) notice

Warrants of arrest

The Chamber issued warrants of arrest for two individuals, Mr Benjamin Netanyahu and Mr Yoav Gallant, for crimes against humanity and war crimes committed from at least 8 October 2023 until at least 20 May 2024, the day the Prosecution filed the applications for warrants of arrest.

The arrest warrants are classified as ‘secret’, in order to protect witnesses and to safeguard the conduct of the investigations. However, the Chamber decided to release the information below since conduct similar to that addressed in the warrant of arrest appears to be ongoing. Moreover, the Chamber considers it to be in the interest of victims and their families that they are made aware of the warrants’ existence.

At the outset, the Chamber considered that the alleged conduct of Mr Netanyahu and Mr Gallant falls within the jurisdiction of the Court. The Chamber recalled that, in a previous composition, it already decided that the Court’s jurisdiction in the situation extended to Gaza and the West Bank, including East Jerusalem. Furthermore, the Chamber declined to use its discretionary proprio motu powers to determine the admissibility of the two cases at this stage. This is without prejudice to any determination as to the jurisdiction and admissibility of the cases at a later stage.

With regard to the crimes, the Chamber found reasonable grounds to believe that Mr Netanyahu, born on 21 October 1949, Prime Minister of Israel at the time of the relevant conduct, and Mr Gallant, born on 8 November 1958, Minister of Defence of Israel at the time of the alleged conduct, each bear criminal responsibility for the following crimes as co-perpetrators for committing the acts jointly with others: the war crime of starvation as a method of warfare; and the crimes against humanity of murder, persecution, and other inhumane acts.

The Chamber also found reasonable grounds to believe that Mr Netanyahu and Mr Gallant each bear criminal responsibility as civilian superiors for the war crime of intentionally directing an attack against the civilian population.

Alleged crimes

The Chamber found reasonable grounds to believe that during the relevant time, international humanitarian law related to international armed conflict between Israel and Palestine applied. This is because they are two High Contracting Parties to the 1949 Geneva Conventions and because Israel occupies at least parts of Palestine. The Chamber also found that the law related to non-international armed conflict applied to the fighting between Israel and Hamas. The Chamber found that the alleged conduct of Mr Netanyahu and Mr Gallant concerned the activities of Israeli government bodies and the armed forces against the civilian population in Palestine, more specifically civilians in Gaza. It therefore concerned the relationship between two parties to an international armed conflict, as well as the relationship between an occupying power and the population in occupied territory. For these reasons, with regards to war crimes, the Chamber found it appropriate to issue the arrest warrants pursuant to the law of international armed conflict. The Chamber also found that the alleged crimes against humanity were part of a widespread and systematic attack against the civilian population of Gaza.

The Chamber considered that there are reasonable grounds to believe that both individuals intentionally and knowingly deprived the civilian population in Gaza of objects indispensable to their survival, including food, water, and medicine and medical supplies, as well as fuel and electricity, from at least 8 October 2023 to 20 May 2024. This finding is based on the role of Mr Netanyahu and Mr Gallant in impeding humanitarian aid in violation of international humanitarian law and their failure to facilitate relief by all means at its disposal. The Chamber found that their conduct led to the disruption of the ability of humanitarian organisations to provide food and other essential goods to the population in need in Gaza. The aforementioned restrictions together with cutting off electricity and reducing fuel supply also had a severe impact on the availability of water in Gaza and the ability of hospitals to provide medical care.

The Chamber also noted that decisions allowing or increasing humanitarian assistance into Gaza were often conditional. They were not made to fulfil Israel’s obligations under international humanitarian law or to ensure that the civilian population in Gaza would be adequately supplied with goods in need. In fact, they were a response to the pressure of the international community or requests by the United States of America. In any event, the increases in humanitarian assistance were not sufficient to improve the population’s access to essential goods.

Furthermore, the Chamber found reasonable grounds to believe that no clear military need or other justification under international humanitarian law could be identified for the restrictions placed on access for humanitarian relief operations. Despite warnings and appeals made by, inter alia, the UN Security Council, UN Secretary General, States, and governmental and civil society organisations about the humanitarian situation in Gaza, only minimal humanitarian assistance was authorised. In this regard, the Chamber considered the prolonged period of deprivation and Mr Netanyahu’s statement connecting the halt in the essential goods and humanitarian aid with the goals of war.

The Chamber therefore found reasonable grounds to believe that Mr Netanyahu and Mr Gallant bear criminal responsibility for the war crime of starvation as a method of warfare.

The Chamber found that there are reasonable grounds to believe that the lack of food, water, electricity and fuel, and specific medical supplies, created conditions of life calculated to bring about the destruction of part of the civilian population in Gaza, which resulted in the death of civilians, including children due to malnutrition and dehydration. On the basis of material presented by the Prosecution covering the period until 20 May 2024, the Chamber could not determine that all elements of the crime against humanity of extermination were met. However, the Chamber did find that there are reasonable grounds to believe that the crime against humanity of murder was committed in relation to these victims.

In addition, by intentionally limiting or preventing medical supplies and medicine from getting into Gaza, in particular anaesthetics and anaesthesia machines, the two individuals are also responsible for inflicting great suffering by means of inhumane acts on persons in need of treatment. Doctors were forced to operate on wounded persons and carry out amputations, including on children, without anaesthetics, and/or were forced to use inadequate and unsafe means to sedate patients, causing these persons extreme pain and suffering. This amounts to the crime against humanity of other inhumane acts.

The Chamber also found reasonable grounds to believe that the abovementioned conduct deprived a significant portion of the civilian population in Gaza of their fundamental rights, including the rights to life and health, and that the population was targeted based on political and/or national grounds. It therefore found that the crime against humanity of persecution was committed.

Finally, the Chamber assessed that there are reasonable grounds to believe that Mr Netanyahu and Mr Gallant bear criminal responsibility as civilian superiors for the war crime of intentionally directing attacks against the civilian population of Gaza. In this regard, the Chamber found that the material provided by the Prosecution only allowed it to make findings on two incidents that qualified as attacks that were intentionally directed against civilians. Reasonable grounds to believe exist that Mr Netanyahu and Mr Gallant, despite having measures available to them to prevent or repress the commission of crimes or ensure the submittal of the matter to the competent authorities, failed to do so.

Background

On 1 January 2015, The State of Palestine lodged a declaration under article 12(3) of the Rome Statute accepting jurisdiction of the Court since 13 June 2014.

On 2 January 2015, The State of Palestine acceded to the Rome Statute by depositing its instrument of accession with the UN Secretary-General. The Rome Statute entered into force for The State of Palestine on 1 April 2015.

On 22 May 2018, pursuant to articles 13(a) and 14 of the Rome Statute, The State of Palestine referred to the Prosecutor the Situation since 13 June 2014, with no end date. 

On 3 March 2021, the Prosecutor announced the opening of the investigation into the Situation in the State of Palestine. This followed Pre-Trial Chamber I’s decision on 5 February 2021 that the Court could exercise its criminal jurisdiction in the Situation and, by majority, that the territorial scope of this jurisdiction extends to Gaza and the West Bank, including East Jerusalem. 

On 17 November 2023, the Office of the Prosecutor received a further referral of the Situation in the State of Palestine, from South Africa, Bangladesh, Bolivia, Comoros, and Djibouti, and on 18 January 2024, the Republic of Chile and the United Mexican State additionally submitted a referral to the Prosecutor with respect to the situation in The State of Palestine.

Pomarańczowy pajac – lub po prostu … Trump

Wybory prezydenckie w USA były szokiem dla wszystkich. Poza Amerykanami, naturalnie. Bo gdyby były dla nich szokiem – znaczyłoby, że kompletnie nie znają swojego własnego kraju. Tak, my w reszcie świata byliśmy, jak by to powiedzieć – zamurowani? zdumieni?  Tylko czy powinniśmy? Chyba nie. Zawsze staramy się Amerykę (zwłaszcza w Polsce, no bo i prezydent Wilson, i Kennedy, i Reagan i ogólnie trauma pokoleń post peerelowskich) w Europie widzieć z wielką sympatią. Ta Statua Wolności, ta pełna demokracja, hippisi. I temu podobne polne kwiatki. Taaa… a juści. Figa z makiem i tyle. Statua to prezent z Francji; hippisów i tych z Flower Generation amerykańska policja tłukła pałami, że aż furczało. Tak, jak porządni Amerykanie po uwolnieniu biednych niewolników z plantacji – zatrudnili ich jako gosposie, sprzątaczki, szoferów, pucybutów, śmieciarzy. Tak, tak, nie musieli mieć własnych samochodów, przecież wolno im było używać komunikację miejską. Oczywiście w odpowiednich miejscach z odpowiednimi napisami Nur für Schwarze (po angielsku naturalnie, bo porządne amerykańskie chłopy i baby języki obce niespecjalnie znają …).

Złośliwy trochę jestem? Nieee, gdzie tam. Tyle, że unikam być naiwnym. Zawsze chciałem ich lubić i szanować. I zawsze w łeb jakąś pałą symboliczną dostałem za taką ochotę (choć i zimną lufę rewolweru policjanta amerykańskiego na karku kiedyś na Florydzie poczułem). Ameryka to nie Njujork, ani Sanfrancisko, ani Losandżeles, proszę szanownej niezbyt rozgarniętej publiki. Proszę mi uwagi na literowanie nie zwracać. Piszę po polsku, nie po angielsku, więc muszę wam pisać po ludzku, byśta zrozumieli. Wiadomo, Polacy to Europejczycy, więc niezbyt rozgarnięci. Trzeba kawę na ławę. Nie to, co w pępku świata – czyli wspaniałej Hameryce.

Więc ta wspaniała Ameryka poszła do urn wyborczych i wybrała swojego chłopa. Niby on sam z Nowego Jorku oryginalnie – ale mówi ich językiem i mówi, że jest taki jak oni. Ci z Florydy, z Georgii, z Arkansas, z Minnesoty, z Utah. Z tych wszystkich miasteczek i gmin, gdzie durny sklepikarz, sprzątacz w lokalnym Wallmarcie, i ‘hamburger flipper’ w MacDonaldzie wie, że jest obywatelem najwspanialszego i najmądrzejszego narodu na świecie. Bo Amerykanie to naród, głęboko w to wierzą i jakiekolwiek banialuki o etnicznym rodowodzie narodów, to gadanie, jak woda po deszczu. Chlup, chlup i guzik z tego chlupania.

Ameryka to naturalnie też NASA, to kilka jednych z najlepszych na świecie wielkich uniwersytetów. A dalej … dalej to setki uczelni, które są na niewiele lepszym poziomie niż dobra szkoła średnia w Europie. To też rzeczywistość. Taka bardzo rzeczywista, namacalna, widzialna, słyszalna.

O wyborze prezydenta w USA (to dość adekwatne do innych krajów i ich lokalnych wyborów – w Polsce też) nie decydują absolwenci Uniwersytetu Massachusetts ani Harvard. Decydują miliony Amerykanów, którzy nie mają pojęcia, gdzie jest Malta, jak nazywa się stolica Rumunii lub Bangladeszu, gdzie jest wielka Turcja, jak nazywa się stolica Ukrainy lub Szwecji.

Więc wybrali Pomarańczowego Pajaca. Tyle, że to pajac nie z wesołego objazdowego cyrku. To pajac z hollywoodzkiego niebezpiecznego horroru. Złośliwy maniak-psychopata.  Donald Trump.

Udawał ze swojej milionerskiej posiadłości w Mar-a-Lago, że jest jednym z nich: zwykłych, przeciętnych Amerykanów z karabinem maszynowym przewieszonym przez ramie, jak jakiś łuk Robin Hooda. Amerykanów, którzy wychowani są w micie nienawiści do podatków i ograniczania jakiegokolwiek ich wolności. Pamiętają skąd się wzięli (historycznie, nie etnicznie),  właśnie jako protest wobec podatków narzuconych im przez jakiegoś króla brytyjskiego. Było to za czasów panowania w Londynie dwóch kolejnych Jurków hanowerskich (Jerzego III i IV – dziadka i ojca Victorii). Więc wiedzę jak i dlaczego Ameryka powstała generalnie mają. Nie jest to wiedza zbyt detaliczna i zdecydowanie nie jest krytyczna. Tu trochę ukłon wobec moich rodaków nad Wisłą: tak, mamy podobieństwa do mentalności amerykańskiej. Nie osądzam, czy są to podobieństwa chwalebne i szlachetne – ale są. Patriotyzm obu narodów jest podobny też: gorący i chłodzący się z tej gorączki w dość płytkich wodach przybrzeżnych. Ktoś by powiedział – paplania się w błotku. Nie, nie ja bynajmniej, ale ktoś by może tak powiedział, LOL.

I z tej mgły błot historyczno-mitycznych wyłania się postać Donalda Pomarańczowego. Macha sztandarem, krzyczy, straszy, grozi, rzuca tanimi i dość plugawymi żartami … i wygrywa wybory. No, bo kto takiego równego swojaka by nie polubił?

Można się pośmiać, wymieniać kolejne dowcipy polityczne. Tylko, że ten Pomarańczowy Pajac ma jedną wadę i to zasadniczą – jest dyktatorkiem, który wiele może. Mniej niż mu się wydaje, ale ciągle bardzo dużo. To mimo wszystko przywódca najsilniejszego mocarstwa świata, a już bezwzględnie jednego z dwóch-trzech takich mocarstw.

Bez sensu wyliczać wszystkie konflikty, zaostrzenia, spory na świecie, gdzie Trump może mieć silny wpływ na ich rozwiązanie lub zaognienie. Nas tu interesują głównie sprawy najgorętsze teraz: Ukraina, Izrael-Palestyna i naturalnie Polska.

Ukraina ze względów niewymagających tłumaczenia i przypominania, ma dla Polski, jej bezpieczeństwa i pozycji międzynarodowej (zwłaszcza w Europie) zasadnicze, omal egzystencjalne znaczenie.

Jedną z zasadniczych obietnic Trumpa jest doprowadzenie w krótkim czasie do zakończenia wojny rosyjsko-ukraińskiej. Zakończenia nie przez traktat pokojowy, a przez wymuszenie rozejmu i zaprzestania tzw. gorącej wojny. Oznacza to wymuszenie na obu stronach zamrożenie obecnej linii frontu i zakaz dalszych działań powiększania zdobytego lub odzyskanego terytorium. Wiązać się to musi automatycznie z rezygnacją Ukrainy z olbrzymich terenów już przez Rosje zajętych, a jednocześnie jest absolutnie nie do pomyślenia, by Putin zgodził się na pozostawienie w rękach ukraińskich Obwodu Kurskiego. Jeśli Trump myśli, że wymusi taki warunek na Putinie – byłby to dowód jego kompletnej ignorancji politycznej.

Jednym słowem powstanie Linia Demarkacyjna. Przypomniało mu się widać z czasów poprzedniej Prezydentury, kiedy z tyrana Północnej Korei chciał zrobić przyjaciela i gołąbka pokoju, że coś takiego, taki pas ziemi niczyjej istnieje między Koreą Południową i Północną. Miał być, co prawda chwilową linią rozejmu – a istnieje już siedemdziesiąt lat. Ma długość kilkudziesięciu kilometrów. W Ukrainie musiałby mieć – bagatela – setki. Oczywiście każda linia demarkacyjna musi mieć jakichś strażników, obrońców (nie mogą to być z równie oczywistych powodów żołnierze stron konfliktu). Wedle najbliższych współpracowników kampanii Pomarańczowego Pajaca takimi żołnierzami winni być wojskowi Polski, Francji, Niemiec i Wlk. Brytanii.

Nie mam wątpliwości, że Szef Sztabu Generalnego już przygotowuje w Polsce lotną Brygadę Kawalerii Lekkiej, czyli tzw. zagończyków. Zagończycy jak wiemy, mają w kampaniach na stepach ukraińskich duże doświadczenie. Anglicy słabe, więc nie wiem, co będą robić. Stać na widecie? Bo Francuzi pewnie na bidecie. Niemcy zaś przygalopują z Królewca Czarnym Pułkiem Huzarów, dumie cesarza Wilusia.  Skąd takie dumki snuję?

1) Bo nie wyobrażam sobie innej reakcji rządów i dowódców armii tych krajów na tą absurdalną propozycję-wyzwanie.

2) Bo jeśli tak by się stało, to po co w ogóle do siebie strzelać czy z łuków czy z czołgów? Bez sensu kompletnie. Lepiej od razu odgrzać pewne sugestie, ponoć sugerowane lata temu przez imperatora Putina (miało to dotyczyć Ziemi Lwowskiej wówczas), i zwyczajnie zaproponować (jeśli o ziemie ukraińskie chodzi) granice Traktatu Ryskiego. Nie trzeba się kłócić o rzeczki, zagrody i miasteczka. Przekalkować linię graniczną ze starszych map i to wszystko. Po stronie polskiej ustanowić daleko idącą autonomię dla tych ziem (językową, samorządową we wszystkich szczeblach, szkolnictwo podstawowe i średnie, szczegóły szkolnictwa wyższego ustalić na wspólnej specjalnej komisji) i zagwarantować traktatowo pełne referendum w kwestii kontynuowania lub zakończenia tej unii. Referendum takie przeprowadzić jednocześnie, ale osobno na terenach polskich i na terenach ukraińskich – by Unia mogła być kontynuowana oba referenda musiałyby za tym głosować; jeśli jedna ze stron by nie chciała kontynuacji, Unia by się automatycznie rozpadła. Bajka? Nie. Zdaniem moim dość rozsądne wyjście, zdecydowanie lepsze dla Ukrainy (gdyby alternatywą była utrata olbrzymich terenów na rzecz Rosji na wschodzie i południowym wschodzie). Taka Ukraina sfederalizowana z Polską automatycznie by była częścią i NATO i Unii Europejskiej (pewnie jakieś drobne, specyficzne dla ziem ukraińskich regulacje przejściowe byłyby niezbędne).

Dla Polski taka unia zbyt atrakcyjnym rozwiązaniem by nie była z wielu powodów. Poza jednym – gdyby zabezpieczyło to na dziesięciolecia granice Polski i Europy przed otwartą wojną z Rosją Putina. A po dziesięciu latach blask samodzierżawcy cara Putina albo by już zgasł lub poważnie zbladł.

Ot, takie tam dumanie. W polityce sprawy najprostsze są zawsze najbardziej skomplikowane. Mity i legendy-koszmary przeszłości kłębią się z olbrzymim ego polityków i przywódców.

Pan Zełenski? Myśl, że bardzo już znużył wszystkich na świecie, łącznie z masą Ukraińców w Ukrainie i milionami poza Ukrainą. W olbrzymiej części w Polsce. Gdyby było inaczej – brygady, pułki i bataliony wojsk ukraińskich nie byłyby tak przerzedzone, wyczerpane na linii frontu bez szansy na wymianę. I tak są przeładowane żołnierzem w średniej sile wieku, bez najlepszego materiału bojowego, jakim są młodzi żołnierze.

To trochę żałosne już dziś i irytujące, gdy staje przed prezydentami i premierami państw, które zaopatrują armie ukraińskie w sprzęt, trening, amunicję i olbrzymie, miliardowe pożyczki, z czapką w jednej dłoni, a drugą grozi im palcem i poucza, jak mają postępować.

– c’est fini


Izraelskie ludobójstwo i masakra Palestyńczyków już nie tylko w samej Strefie Gazy, ale we wszystkich enklawach palestyńskich leżących poza stricte sensu Strefą Gazy. Administracja Joe Bidena i jego misja nie tylko trwałego rozejmu, ale nawet domaganie się utworzenia w końcu suwerennej, niepodległej Palestyny – zawiodła, te plany i hasła sczezły wszystkie na niczym. Kompletne fiasko w każdym aspekcie. Biden uwiązany był i jest bardzo skomplikowanymi węzłami gwarantora istnienia Izraela i bezpieczeństwa pod wpływem przemożnego (liczebnie, finansowo i PR-owego) lobby. Napominanie Izraela, grożenie palcem miało takie same znaczenie i konsekwencje, jak burza w szklance wody. Byłoby śmieszne, gdyby nie było okrutne w wymiarze praktycznym.

Zbrodniarz wojenny, którym Netanjahu bez wątpienia jest, znajdzie teraz pełne poparcie u Trumpa. I nie dlatego, że są te tradycyjne gwarancje amerykańskie wobec Izraela, i nie dlatego, że Trump jest zwolennikiem i przyjacielem Żydów i Izraela. Trump jest rasistą czystej krwi, a Palestyńczyk to dla Trumpas po prostu Arab. Brudny Arab naturalnie. Tak, jak Meksykanie.

A Bibi? A Bibi ma alibi – jest dyktatorkiem czystej krwi. Trump, to prócz tych innych cech charakterologicznych już po części wymienionych – też klasyczny oportunista. Jeśli by bardziej mu się opłacało poprzeć Palestyńczyków – odstawiłby Netanjahu ‘na odstrzał’. Bez wahania. Więc mniej Panie w opiece tych, których Trump określa mianem sojuszników i partnerów. Łaska pańska na pstrym koniu jeździ.

I to by było tyle na razie. Zbyt skomplikowane analizy tego Pomarańczowego Pajaca są kompletną stratą czasu. Bo aby analizować charakter męża stanu trzeba:

a) badać męża stanu;

b) badany musi mieć charakter.          

– c’est fini

The unsung Hero of Warsaw Uprising of 1944

August 1, 2024 – one of European capital cities stands still. At the prescribed hour (in that city called “The Hour W”) the sirens gave loud signal, and everything stopped: the cars, the transit, people on the streets, even in stores. The letter “W” contains two words: Warsaw and Fight (Warszawa and Walka). Yest, that city is Warsaw, capital of Poland. Happens to be also my city, the city of my most formative years – my youth.

What happened? Why? Did Warsaw pick up arms and went to war? No, of course it did not. Warsaw remembered. The entire country remembered. All major capitals of Europe remembered, too. The President of Germany came to Warsaw to remember, and to offered sincere apology and asked for forgiveness. The entire Diplomatic Corp in Warsaw took part in that event. I assumed the Canadian Embassy, also did. It is hard to say because not a single major newspaper or major TV Network in Canada did even mention it during their news. Really? This was not a news for Canadian CBC or CTV?  While giving us typical news of the day, little stories of this and that. But nothing of major event in major capital of Europe? Shame on CBC and on CTV, shame on ‘Globe and Mail”, ‘Toronto Star’ ‘Winnipeg Press”, ‘Montreal Gazette’ and others.

August 1, 1944. Eighty years ago.

After five long years of bloody terror of Nazi occupation, young men and women of Warsaw area hoped to take revenge on the occupiers, to exact a price for their daily executions, for the annihilation of Jewish ghetto, for years of indignity and suffering.

On the Eastern Front the Soviet Army was marching and bringing new form of occupation and territorial Anschluss of entire Eastern Poland. On the Western and Southern front, the US, the Brits and Polish armies with major help from Canadian divisions were liberating Italy, France, Belgium and Holland.  But the progress on the Western Front was slower than the advances of the Soviets. Originally the main puch of the armies of the West was going to be through the Balkans – making it a faster and better route. But Stalin demanded that their aim should concentrate of the Western, not southern advance. Through Normandy. He wanted to secure Poland as the future satellite of Soviet empire. Stalin knew that if these armies with Polish soldiers under the command of general Anders and Sosnkowski would enter Poland – the entire nation would stood with them and fight the Soviets. Churchill and Roosevelt capitulated and gave Stalin what he wanted.

Polish Government in London and the Polish Underground Home Army (AK) in Poland were hoping – against visible signs that it will not happen – that it will be able to use massive air bombardments of German forces in Poland, even sent to Warsaw Polish Airborne Brigade1 and aid the Warsaw fighters. Therefore, plans have been prepared for the underground forces in Warsaw to plan for the Uprising.

When it become clear that none of the help would come – it was too late to stop the young men and women, that preparation went too far, the original victorious propaganda worked and people believed that victory and revenge was possible. At the end – the Polish Commander-in-Chief in London gave the underground commanders in Warsaw advice that they must make that decision themselves. To try to postpone the” W” hour, if possible, but otherwise it would be their decision. But things were too advanced, young people were ready and eager. A noticeable movement of people, armaments in days prior to the uprising did not go unnoticed by the German army intelligence and the SS. They started making preventive arrests, searches for arms and people.   In the meantime, the Soviet armies were gathering right outside of Warsaw and Poles did not want to change the Nazi occupation to Soviet occupation. Young people of Warsaw believed it was now or never. They wanted to establish rightful representatives of legal Polish Government and welcome the Soviets not to occupied Warsaw, but free democratic Warsaw with legal local governments and councils under the auspices of the legal Government and Polish Constitution.

On August 1. 1944, it started at 5 PM. It lasted two months. Lack of arms was the decisive factor in their inability to overcome massive German garrison in Warsaw, heavy bombardment by air, artillery. The unheard-of heroism of the freedom fighters and entire population couldn’t change the reality. The result was the total and meticulously planned full and complete destruction of the entire city. Street by street, district by district.  Whoever survived in the ruins were marched in columns out of the city.

Each one of the people who survived went through hell and deserves undying respect for their heroism. Now, eighty years later there are only a handful of them still alive.

I remember from my childhood, youth and early adulthood many of them. Back in Poland and those I met later in the Polish diaspora in England, Italy and Canada. They were my dear friends and I miss them a lot. Our talks, their stories. Remember by heart their poems of that time, sung their songs. My every visit in Poland includes my solitary (or with the youngest family) visits to special places on Warsaw streets, with special monuments (mostly the familiar little plaques or cement tableaus on buildings of people, who died there: poets, high ranking commanders, places od famous street battles or name of battalions and formations).

In the Wola District there are three places I’m thinking of right now: the Museum of the Warsaw Uprising; a little cemetery of Reformed Evangelical Church, and small two bedroom apartment on Szpitalna Street 1 in the center of Warsaw.  It is all connected to one very special person, very special to my heart. A small but always very fast-moving frame of an older woman. My aunt. Professor of Pediatrics (or, as she called herself ‘children’s doctor) Zofia Lejmbach. My Hero of the Uprising. True unsung hero.

Here is my story of that small-framed woman.

Must go back to the beginning of 1970ies: I am just entering my early teens, still before my high school. Don’t remember where exactly I met her the first time, at what family gathering. But I remember the years when I started visiting her on my own. Usually it had to do with either evening concert in the Warsaw Philharmonic (a short walking distance to Szpitalna Street) or theater performance in Atheneum Theater, or Polski Theater or Dramatyczny – all close to that apartment. At that time I lived with my parent in a small town about an hour’s drive by train from Warsaw. Neithe they nor myself wanted to travel on that train by night. Could stay with my grandma, who lived lived in Mokotów District. My excuse was that Mokotów is o far away from the center of Warsaw. So, Aunt Zofia volunteered that I should come and stay overnight with her anytime I want to. And I did. I loved it.

She always made sure I had a nice supper and breakfast in the morning but no fuss whatsoever. Supper and breakfast were when we talked. Otherwise, she was busy writing, studying books that were lying everywhere: on her desk, on shelves, on the floor.  Often there would be visits from some young doctors from the clinic asking for some advice or tutoring.  Once a week there was an elderly elegant woman, Auntie welcomed her cordially, asked me not to disturb them and that women would go to Auntie study and door would be closed. Once I asked her about the visits and she told me that she is an older French language teacher on a very meager pension and under the pretext that Auntie needs conversational lessons in French – she helps her to maintain financial stability and dignity. Soon, I started to suspect that they were simply old lovers, and the French lessons was just an excuse. Zofia spoke perfect French; I heard her many times over the phone using it.  Maybe I was wrong, but maybe not. But she was after all a single woman. Was her entire life. Both of her sisters married, had children and grandchildren. She never did. She gave me once some feeble romantic story from Kiev just before the Bolshevik revolution where she fell in love and her lover drowned in the ‘porohy of Dniepr’ (a fast running water with natural steps-falls in the bed of the river creating deep pools of whirling water). Maybe. It was a bit too bookish for me, at that time it was already over sixty years old story. But also – maybe down deep Aunt was very romantic. After all, she was from the old times, when stories like that were not out of sort. And she didn’t need a man to secure her material existence – she was well paid and renowned doctor.  On the other hand, Zofia’s demeanor was sort of of … manly? As we would say today  – lesbianish, LOL? I think so.  As I grew older I think she suspected that I was from the ‘other Parish’, too. But it was different time – no one talked about things like that. Not in family gatherings with the youngsters being present, Heavens forbid! 

My mind takes me back to that room I often occupied on Szpitalna 1. I was left to myself in that guest room, where I had an entire library full of amazing books. No idle talks.  If I went to grandma’s, I would have to devote all my time to her and we would talk all the time, nonstop. Sometimes it was OK – sometimes I just wanted to scream. With Aunt Zofia none of that applied. If I had a question about some of the books (there were a lot of non-literary titles) – I would ask her, and she would almost always reply: I am too busy right now but please come back in two- or three-days’ time and we will talk about it. Sure enough – at that time when I did, she had another two or three books that she suggested I should use as a reference and had her own short talk that explained the subject to me in a language more to my age and knowledge. Some of the books I started reading were seriously above my level. But never ever have I heard her saying the famous and dismissive: my dear, you are too young to understand it, it is not a book for you. I was a young adult, not a child. At least that was how she related to me. That was my Aunt I remembered personally and fondly.

But there was another Zofia Lejmbach I have learnt about later, from other family members and mostly from books and documents much later. She never talked about herself unless absolutely forced.

Zofia Lejmbach was born in 1901 in Minsk in Belarus (at that time all these territories of Lithuania, Belarus and Western Ukraine were part of an old Polish Commonwealth). My grandma’s mom and Zofia’s mom were sisters. In her early youth she was a member of Polish independence movement POW (Polish Military Organization) leading to the I world war. The front of that war found her in Kiev, where she was taking some nursing courses and tended to wounded soldiers coming from the battles. After the war she went to Warsaw and graduated from the Medical Faculty of Warsaw University. Later she worked in hospitals in Warsaw, Poznan, Paris, Rome and Strasbourg.   When she came back to Warsaw she decided to specialize in pediatrics and work closely in the famous Hospital Karola and Marii in Wola District under the tutelage of famous pediatrician, professor Władysław Szenajch – father of Polish pediatrics. She remained with that hospital her entire long life.  Including the years of German occupation and Warsaw Uprising. But of that later.

Part of the hospital became later (after the 2 world war) Działdowska Street Clinic for Sick Children, where for decades she was a Clinical Director. She was professor and pro-rector of the Warsaw Medical Academy in the 1960ties.

During the 2 world war she stayed in Warsaw with her hospital in Wola. Of course, early on she joined the Polish underground network of the Home Army (AK). Having not only high medical credentials but also military career during I world war, the Headquarters made her a Chief Sanitary Inspector for the District of Warsaw (that involved towns and villages near the capital) and during the Uprising – the Chief Sanitary Inspector of Warsaw proper. The Wola District was in a way the last stronghold of the Uprising and some of the bloodiest street battles took place there (of course apart from the worst and most gruesome fighting in the Old Town and the underground canals of Center Warsaw).

Prior to the start of the Uprising, she organized through Warsaw a string of small hospitals devoted to expected wounded fighters and the civilian population. She herself remained through the Uprising in the Wola District in the Hospital Karola and Marii. They were overwhelmed with heavy casualties, run out of medical supplies. The hospital itself was used as a target of German shelling and machinegun fire. Zofia Lejmbach was wounded herself but refused to step down from her position and tended to the wounded.  After receiving information that the Germans were executing wounded fighters found in other hospitals, she decided to evacuate the hospital and all the patients. But it was 1944 in Warsaw, not at the front lines of opposing armies with transportation and order. There was no available cars or anything. She scoured the neighborhood and commandeered a single horse drawn carriage and loaded it to the brim with all her wounded patients. All the streets were in flames and Zofia was wounded herself in her arm. She had a plan. Her father, also a medical doctor, had a manor in Skorosie, not far away from Wola and Warsaw. She knew the local roads.  Through the hellish streets of Warsaw, she led the carriage to the manor and saved all her patients. Not even one was killed. Later she learnt about the massacres the German and their allied right-wing Kamniski RONA Brigade2 perpetrated. The sheer barbarity and cruelty of the RONA soldiers shocked even the German SS Waffen. RONA Brigade consisted of Russian fascists.

And my mind takes again to that small room on Szpitalna Street no. 1. I am, let’s say 13 years old.  Just finished reading famous book by Bronislaw Malinowski3, whose voyages to Australia and Oceania and Micronesia in the early XX century gave birth to modern anthropology, understanding of sexuality; he was doctor honoris causa of Harvard and professor at Yale University. His books – at that time – caused shock and havoc among scientists and among educated classes.   Well, they did that time in my head – I was a 13-year-old boy! And it was 1970ties, not 2017, LOL. It was a different world. Aunt Zofia knock on the door to the room, I invite her, she smiles politely and says matter-of-fact: I noticed you are reading Malinowski’s book. Excellent choice.  My face becomes instantly red and I mumble something, putting that book away. She pays no attention to my discomfort and adds: good, it is a very important book. If you don’t mind, I can find you something more modern and maybe clearer on these subjects. But do continue reading him, he was such an excellent writer. Do you want me to make you a lemon tea? She closes the door quietly and goes to the kitchen. Wasn’t she a wonderful aunt for a young fellow like me? Again – I was a young adult, not a child. How I appreciated that. And how upset and revolted my old dear grandma would have been with her cousin, LOL.  

Zofia Lejmbach died in September 1995 in Warsaw. She was 94 years old. Her last few years were difficult as she fell down a ladder getting some books from a shelf and broke her hip.  She lived alone all her life after the war. But managed to crawl to the phone on the wall and call for help.  I left Poland in 1981 but kept in touch with her by way of letters. After the collapse of the Soviet system in Poland – things were very bad materially. Poland was broken by economic disaster of the system. Shelves were empty, no supplies of anything. That included medical institutions and the health system. With my friend I organized in Calgary some basic medical supplies, specifically for surgeries and for children’s health from the 3M Corporation. We packed everything in two large parcels and sent it off to Aunt Zofia. She was very thankful and told me how happy her working colleagues were at the clinic. Well, they all were her ‘children’.  

In the red brick building on Obozowa Street in Warsaw Wola there is a huge Museum of the Warsaw Uprising. As you go from the Main Floor exhibition, using a large iron staircase there is a huge picture of young women running through the street during the Uprising. They all have the armbands of the Uprising. Zofia Lejmbach, their comandante, is the second from the front.

A little bit further, toward the Gdanski Train Station, on Żytnia Street is a small cemetery of the Protestant Reformed Church in Poland. Zofia Lejmbach and her family came from that old, historical  branch of the Protestant religion in the eastern borderlands (Kresy) of old Polish Commonwealth. Doesn’t matter of fact she was the very first woman in Poland that rosed to the top rank in that Church – the President of the General Consistory.  And that’s were, on that tiny cemetery, she was buried, in the same grave as her father, and her sister Natalia Wiśnicka. Her other sister, Irena Zakrzewska is buried ‘next door’, on much larger Protestant Augsburg Cemetery on Mlynarska Street.

Both of her sisters – Irena Zakrzewska (very distinguished and elegant older lady, who lived on Madaliński Street in a small bachelor connected to larger apartment of her son, Polish painter Leszek Zakrzewski, his wife and daughter) and Natalia Wiśnicka (lived on Krasicki Street in Żoliborz District) were also serving in Women Service battalions during the Uprising of 1944.

This is my story of a true hero of Warsaw Uprising. My Aunt Zofia Lejmbach. Freedom and independence fighter.


  1. https://en.wikipedia.org/wiki/1st_Independent_Parachute_Brigade_(Poland)
  2. https://en.wikipedia.org/wiki/Kaminski_Brigade
  3. https://en.wikipedia.org/wiki/Bronis%C5%82aw_Malinowski