Pomarańczowy pajac – lub po prostu … Trump

Wybory prezydenckie w USA były szokiem dla wszystkich. Poza Amerykanami, naturalnie. Bo gdyby były dla nich szokiem – znaczyłoby, że kompletnie nie znają swojego własnego kraju. Tak, my w reszcie świata byliśmy, jak by to powiedzieć – zamurowani? zdumieni?  Tylko czy powinniśmy? Chyba nie. Zawsze staramy się Amerykę (zwłaszcza w Polsce, no bo i prezydent Wilson, i Kennedy, i Reagan i ogólnie trauma pokoleń post peerelowskich) w Europie widzieć z wielką sympatią. Ta Statua Wolności, ta pełna demokracja, hippisi. I temu podobne polne kwiatki. Taaa… a juści. Figa z makiem i tyle. Statua to prezent z Francji; hippisów i tych z Flower Generation amerykańska policja tłukła pałami, że aż furczało. Tak, jak porządni Amerykanie po uwolnieniu biednych niewolników z plantacji – zatrudnili ich jako gosposie, sprzątaczki, szoferów, pucybutów, śmieciarzy. Tak, tak, nie musieli mieć własnych samochodów, przecież wolno im było używać komunikację miejską. Oczywiście w odpowiednich miejscach z odpowiednimi napisami Nur für Schwarze (po angielsku naturalnie, bo porządne amerykańskie chłopy i baby języki obce niespecjalnie znają …).

Złośliwy trochę jestem? Nieee, gdzie tam. Tyle, że unikam być naiwnym. Zawsze chciałem ich lubić i szanować. I zawsze w łeb jakąś pałą symboliczną dostałem za taką ochotę (choć i zimną lufę rewolweru policjanta amerykańskiego na karku kiedyś na Florydzie poczułem). Ameryka to nie Njujork, ani Sanfrancisko, ani Losandżeles, proszę szanownej niezbyt rozgarniętej publiki. Proszę mi uwagi na literowanie nie zwracać. Piszę po polsku, nie po angielsku, więc muszę wam pisać po ludzku, byśta zrozumieli. Wiadomo, Polacy to Europejczycy, więc niezbyt rozgarnięci. Trzeba kawę na ławę. Nie to, co w pępku świata – czyli wspaniałej Hameryce.

Więc ta wspaniała Ameryka poszła do urn wyborczych i wybrała swojego chłopa. Niby on sam z Nowego Jorku oryginalnie – ale mówi ich językiem i mówi, że jest taki jak oni. Ci z Florydy, z Georgii, z Arkansas, z Minnesoty, z Utah. Z tych wszystkich miasteczek i gmin, gdzie durny sklepikarz, sprzątacz w lokalnym Wallmarcie, i ‘hamburger flipper’ w MacDonaldzie wie, że jest obywatelem najwspanialszego i najmądrzejszego narodu na świecie. Bo Amerykanie to naród, głęboko w to wierzą i jakiekolwiek banialuki o etnicznym rodowodzie narodów, to gadanie, jak woda po deszczu. Chlup, chlup i guzik z tego chlupania.

Ameryka to naturalnie też NASA, to kilka jednych z najlepszych na świecie wielkich uniwersytetów. A dalej … dalej to setki uczelni, które są na niewiele lepszym poziomie niż dobra szkoła średnia w Europie. To też rzeczywistość. Taka bardzo rzeczywista, namacalna, widzialna, słyszalna.

O wyborze prezydenta w USA (to dość adekwatne do innych krajów i ich lokalnych wyborów – w Polsce też) nie decydują absolwenci Uniwersytetu Massachusetts ani Harvard. Decydują miliony Amerykanów, którzy nie mają pojęcia, gdzie jest Malta, jak nazywa się stolica Rumunii lub Bangladeszu, gdzie jest wielka Turcja, jak nazywa się stolica Ukrainy lub Szwecji.

Więc wybrali Pomarańczowego Pajaca. Tyle, że to pajac nie z wesołego objazdowego cyrku. To pajac z hollywoodzkiego niebezpiecznego horroru. Złośliwy maniak-psychopata.  Donald Trump.

Udawał ze swojej milionerskiej posiadłości w Mar-a-Lago, że jest jednym z nich: zwykłych, przeciętnych Amerykanów z karabinem maszynowym przewieszonym przez ramie, jak jakiś łuk Robin Hooda. Amerykanów, którzy wychowani są w micie nienawiści do podatków i ograniczania jakiegokolwiek ich wolności. Pamiętają skąd się wzięli (historycznie, nie etnicznie),  właśnie jako protest wobec podatków narzuconych im przez jakiegoś króla brytyjskiego. Było to za czasów panowania w Londynie dwóch kolejnych Jurków hanowerskich (Jerzego III i IV – dziadka i ojca Victorii). Więc wiedzę jak i dlaczego Ameryka powstała generalnie mają. Nie jest to wiedza zbyt detaliczna i zdecydowanie nie jest krytyczna. Tu trochę ukłon wobec moich rodaków nad Wisłą: tak, mamy podobieństwa do mentalności amerykańskiej. Nie osądzam, czy są to podobieństwa chwalebne i szlachetne – ale są. Patriotyzm obu narodów jest podobny też: gorący i chłodzący się z tej gorączki w dość płytkich wodach przybrzeżnych. Ktoś by powiedział – paplania się w błotku. Nie, nie ja bynajmniej, ale ktoś by może tak powiedział, LOL.

I z tej mgły błot historyczno-mitycznych wyłania się postać Donalda Pomarańczowego. Macha sztandarem, krzyczy, straszy, grozi, rzuca tanimi i dość plugawymi żartami … i wygrywa wybory. No, bo kto takiego równego swojaka by nie polubił?

Można się pośmiać, wymieniać kolejne dowcipy polityczne. Tylko, że ten Pomarańczowy Pajac ma jedną wadę i to zasadniczą – jest dyktatorkiem, który wiele może. Mniej niż mu się wydaje, ale ciągle bardzo dużo. To mimo wszystko przywódca najsilniejszego mocarstwa świata, a już bezwzględnie jednego z dwóch-trzech takich mocarstw.

Bez sensu wyliczać wszystkie konflikty, zaostrzenia, spory na świecie, gdzie Trump może mieć silny wpływ na ich rozwiązanie lub zaognienie. Nas tu interesują głównie sprawy najgorętsze teraz: Ukraina, Izrael-Palestyna i naturalnie Polska.

Ukraina ze względów niewymagających tłumaczenia i przypominania, ma dla Polski, jej bezpieczeństwa i pozycji międzynarodowej (zwłaszcza w Europie) zasadnicze, omal egzystencjalne znaczenie.

Jedną z zasadniczych obietnic Trumpa jest doprowadzenie w krótkim czasie do zakończenia wojny rosyjsko-ukraińskiej. Zakończenia nie przez traktat pokojowy, a przez wymuszenie rozejmu i zaprzestania tzw. gorącej wojny. Oznacza to wymuszenie na obu stronach zamrożenie obecnej linii frontu i zakaz dalszych działań powiększania zdobytego lub odzyskanego terytorium. Wiązać się to musi automatycznie z rezygnacją Ukrainy z olbrzymich terenów już przez Rosje zajętych, a jednocześnie jest absolutnie nie do pomyślenia, by Putin zgodził się na pozostawienie w rękach ukraińskich Obwodu Kurskiego. Jeśli Trump myśli, że wymusi taki warunek na Putinie – byłby to dowód jego kompletnej ignorancji politycznej.

Jednym słowem powstanie Linia Demarkacyjna. Przypomniało mu się widać z czasów poprzedniej Prezydentury, kiedy z tyrana Północnej Korei chciał zrobić przyjaciela i gołąbka pokoju, że coś takiego, taki pas ziemi niczyjej istnieje między Koreą Południową i Północną. Miał być, co prawda chwilową linią rozejmu – a istnieje już siedemdziesiąt lat. Ma długość kilkudziesięciu kilometrów. W Ukrainie musiałby mieć – bagatela – setki. Oczywiście każda linia demarkacyjna musi mieć jakichś strażników, obrońców (nie mogą to być z równie oczywistych powodów żołnierze stron konfliktu). Wedle najbliższych współpracowników kampanii Pomarańczowego Pajaca takimi żołnierzami winni być wojskowi Polski, Francji, Niemiec i Wlk. Brytanii.

Nie mam wątpliwości, że Szef Sztabu Generalnego już przygotowuje w Polsce lotną Brygadę Kawalerii Lekkiej, czyli tzw. zagończyków. Zagończycy jak wiemy, mają w kampaniach na stepach ukraińskich duże doświadczenie. Anglicy słabe, więc nie wiem, co będą robić. Stać na widecie? Bo Francuzi pewnie na bidecie. Niemcy zaś przygalopują z Królewca Czarnym Pułkiem Huzarów, dumie cesarza Wilusia.  Skąd takie dumki snuję?

1) Bo nie wyobrażam sobie innej reakcji rządów i dowódców armii tych krajów na tą absurdalną propozycję-wyzwanie.

2) Bo jeśli tak by się stało, to po co w ogóle do siebie strzelać czy z łuków czy z czołgów? Bez sensu kompletnie. Lepiej od razu odgrzać pewne sugestie, ponoć sugerowane lata temu przez imperatora Putina (miało to dotyczyć Ziemi Lwowskiej wówczas), i zwyczajnie zaproponować (jeśli o ziemie ukraińskie chodzi) granice Traktatu Ryskiego. Nie trzeba się kłócić o rzeczki, zagrody i miasteczka. Przekalkować linię graniczną ze starszych map i to wszystko. Po stronie polskiej ustanowić daleko idącą autonomię dla tych ziem (językową, samorządową we wszystkich szczeblach, szkolnictwo podstawowe i średnie, szczegóły szkolnictwa wyższego ustalić na wspólnej specjalnej komisji) i zagwarantować traktatowo pełne referendum w kwestii kontynuowania lub zakończenia tej unii. Referendum takie przeprowadzić jednocześnie, ale osobno na terenach polskich i na terenach ukraińskich – by Unia mogła być kontynuowana oba referenda musiałyby za tym głosować; jeśli jedna ze stron by nie chciała kontynuacji, Unia by się automatycznie rozpadła. Bajka? Nie. Zdaniem moim dość rozsądne wyjście, zdecydowanie lepsze dla Ukrainy (gdyby alternatywą była utrata olbrzymich terenów na rzecz Rosji na wschodzie i południowym wschodzie). Taka Ukraina sfederalizowana z Polską automatycznie by była częścią i NATO i Unii Europejskiej (pewnie jakieś drobne, specyficzne dla ziem ukraińskich regulacje przejściowe byłyby niezbędne).

Dla Polski taka unia zbyt atrakcyjnym rozwiązaniem by nie była z wielu powodów. Poza jednym – gdyby zabezpieczyło to na dziesięciolecia granice Polski i Europy przed otwartą wojną z Rosją Putina. A po dziesięciu latach blask samodzierżawcy cara Putina albo by już zgasł lub poważnie zbladł.

Ot, takie tam dumanie. W polityce sprawy najprostsze są zawsze najbardziej skomplikowane. Mity i legendy-koszmary przeszłości kłębią się z olbrzymim ego polityków i przywódców.

Pan Zełenski? Myśl, że bardzo już znużył wszystkich na świecie, łącznie z masą Ukraińców w Ukrainie i milionami poza Ukrainą. W olbrzymiej części w Polsce. Gdyby było inaczej – brygady, pułki i bataliony wojsk ukraińskich nie byłyby tak przerzedzone, wyczerpane na linii frontu bez szansy na wymianę. I tak są przeładowane żołnierzem w średniej sile wieku, bez najlepszego materiału bojowego, jakim są młodzi żołnierze.

To trochę żałosne już dziś i irytujące, gdy staje przed prezydentami i premierami państw, które zaopatrują armie ukraińskie w sprzęt, trening, amunicję i olbrzymie, miliardowe pożyczki, z czapką w jednej dłoni, a drugą grozi im palcem i poucza, jak mają postępować.

– c’est fini


Izraelskie ludobójstwo i masakra Palestyńczyków już nie tylko w samej Strefie Gazy, ale we wszystkich enklawach palestyńskich leżących poza stricte sensu Strefą Gazy. Administracja Joe Bidena i jego misja nie tylko trwałego rozejmu, ale nawet domaganie się utworzenia w końcu suwerennej, niepodległej Palestyny – zawiodła, te plany i hasła sczezły wszystkie na niczym. Kompletne fiasko w każdym aspekcie. Biden uwiązany był i jest bardzo skomplikowanymi węzłami gwarantora istnienia Izraela i bezpieczeństwa pod wpływem przemożnego (liczebnie, finansowo i PR-owego) lobby. Napominanie Izraela, grożenie palcem miało takie same znaczenie i konsekwencje, jak burza w szklance wody. Byłoby śmieszne, gdyby nie było okrutne w wymiarze praktycznym.

Zbrodniarz wojenny, którym Netanjahu bez wątpienia jest, znajdzie teraz pełne poparcie u Trumpa. I nie dlatego, że są te tradycyjne gwarancje amerykańskie wobec Izraela, i nie dlatego, że Trump jest zwolennikiem i przyjacielem Żydów i Izraela. Trump jest rasistą czystej krwi, a Palestyńczyk to dla Trumpas po prostu Arab. Brudny Arab naturalnie. Tak, jak Meksykanie.

A Bibi? A Bibi ma alibi – jest dyktatorkiem czystej krwi. Trump, to prócz tych innych cech charakterologicznych już po części wymienionych – też klasyczny oportunista. Jeśli by bardziej mu się opłacało poprzeć Palestyńczyków – odstawiłby Netanjahu ‘na odstrzał’. Bez wahania. Więc mniej Panie w opiece tych, których Trump określa mianem sojuszników i partnerów. Łaska pańska na pstrym koniu jeździ.

I to by było tyle na razie. Zbyt skomplikowane analizy tego Pomarańczowego Pajaca są kompletną stratą czasu. Bo aby analizować charakter męża stanu trzeba:

a) badać męża stanu;

b) badany musi mieć charakter.          

– c’est fini

The unsung Hero of Warsaw Uprising of 1944

August 1, 2024 – one of European capital cities stands still. At the prescribed hour (in that city called “The Hour W”) the sirens gave loud signal, and everything stopped: the cars, the transit, people on the streets, even in stores. The letter “W” contains two words: Warsaw and Fight (Warszawa and Walka). Yest, that city is Warsaw, capital of Poland. Happens to be also my city, the city of my most formative years – my youth.

What happened? Why? Did Warsaw pick up arms and went to war? No, of course it did not. Warsaw remembered. The entire country remembered. All major capitals of Europe remembered, too. The President of Germany came to Warsaw to remember, and to offered sincere apology and asked for forgiveness. The entire Diplomatic Corp in Warsaw took part in that event. I assumed the Canadian Embassy, also did. It is hard to say because not a single major newspaper or major TV Network in Canada did even mention it during their news. Really? This was not a news for Canadian CBC or CTV?  While giving us typical news of the day, little stories of this and that. But nothing of major event in major capital of Europe? Shame on CBC and on CTV, shame on ‘Globe and Mail”, ‘Toronto Star’ ‘Winnipeg Press”, ‘Montreal Gazette’ and others.

August 1, 1944. Eighty years ago.

After five long years of bloody terror of Nazi occupation, young men and women of Warsaw area hoped to take revenge on the occupiers, to exact a price for their daily executions, for the annihilation of Jewish ghetto, for years of indignity and suffering.

On the Eastern Front the Soviet Army was marching and bringing new form of occupation and territorial Anschluss of entire Eastern Poland. On the Western and Southern front, the US, the Brits and Polish armies with major help from Canadian divisions were liberating Italy, France, Belgium and Holland.  But the progress on the Western Front was slower than the advances of the Soviets. Originally the main puch of the armies of the West was going to be through the Balkans – making it a faster and better route. But Stalin demanded that their aim should concentrate of the Western, not southern advance. Through Normandy. He wanted to secure Poland as the future satellite of Soviet empire. Stalin knew that if these armies with Polish soldiers under the command of general Anders and Sosnkowski would enter Poland – the entire nation would stood with them and fight the Soviets. Churchill and Roosevelt capitulated and gave Stalin what he wanted.

Polish Government in London and the Polish Underground Home Army (AK) in Poland were hoping – against visible signs that it will not happen – that it will be able to use massive air bombardments of German forces in Poland, even sent to Warsaw Polish Airborne Brigade1 and aid the Warsaw fighters. Therefore, plans have been prepared for the underground forces in Warsaw to plan for the Uprising.

When it become clear that none of the help would come – it was too late to stop the young men and women, that preparation went too far, the original victorious propaganda worked and people believed that victory and revenge was possible. At the end – the Polish Commander-in-Chief in London gave the underground commanders in Warsaw advice that they must make that decision themselves. To try to postpone the” W” hour, if possible, but otherwise it would be their decision. But things were too advanced, young people were ready and eager. A noticeable movement of people, armaments in days prior to the uprising did not go unnoticed by the German army intelligence and the SS. They started making preventive arrests, searches for arms and people.   In the meantime, the Soviet armies were gathering right outside of Warsaw and Poles did not want to change the Nazi occupation to Soviet occupation. Young people of Warsaw believed it was now or never. They wanted to establish rightful representatives of legal Polish Government and welcome the Soviets not to occupied Warsaw, but free democratic Warsaw with legal local governments and councils under the auspices of the legal Government and Polish Constitution.

On August 1. 1944, it started at 5 PM. It lasted two months. Lack of arms was the decisive factor in their inability to overcome massive German garrison in Warsaw, heavy bombardment by air, artillery. The unheard-of heroism of the freedom fighters and entire population couldn’t change the reality. The result was the total and meticulously planned full and complete destruction of the entire city. Street by street, district by district.  Whoever survived in the ruins were marched in columns out of the city.

Each one of the people who survived went through hell and deserves undying respect for their heroism. Now, eighty years later there are only a handful of them still alive.

I remember from my childhood, youth and early adulthood many of them. Back in Poland and those I met later in the Polish diaspora in England, Italy and Canada. They were my dear friends and I miss them a lot. Our talks, their stories. Remember by heart their poems of that time, sung their songs. My every visit in Poland includes my solitary (or with the youngest family) visits to special places on Warsaw streets, with special monuments (mostly the familiar little plaques or cement tableaus on buildings of people, who died there: poets, high ranking commanders, places od famous street battles or name of battalions and formations).

In the Wola District there are three places I’m thinking of right now: the Museum of the Warsaw Uprising; a little cemetery of Reformed Evangelical Church, and small two bedroom apartment on Szpitalna Street 1 in the center of Warsaw.  It is all connected to one very special person, very special to my heart. A small but always very fast-moving frame of an older woman. My aunt. Professor of Pediatrics (or, as she called herself ‘children’s doctor) Zofia Lejmbach. My Hero of the Uprising. True unsung hero.

Here is my story of that small-framed woman.

Must go back to the beginning of 1970ies: I am just entering my early teens, still before my high school. Don’t remember where exactly I met her the first time, at what family gathering. But I remember the years when I started visiting her on my own. Usually it had to do with either evening concert in the Warsaw Philharmonic (a short walking distance to Szpitalna Street) or theater performance in Atheneum Theater, or Polski Theater or Dramatyczny – all close to that apartment. At that time I lived with my parent in a small town about an hour’s drive by train from Warsaw. Neithe they nor myself wanted to travel on that train by night. Could stay with my grandma, who lived lived in Mokotów District. My excuse was that Mokotów is o far away from the center of Warsaw. So, Aunt Zofia volunteered that I should come and stay overnight with her anytime I want to. And I did. I loved it.

She always made sure I had a nice supper and breakfast in the morning but no fuss whatsoever. Supper and breakfast were when we talked. Otherwise, she was busy writing, studying books that were lying everywhere: on her desk, on shelves, on the floor.  Often there would be visits from some young doctors from the clinic asking for some advice or tutoring.  Once a week there was an elderly elegant woman, Auntie welcomed her cordially, asked me not to disturb them and that women would go to Auntie study and door would be closed. Once I asked her about the visits and she told me that she is an older French language teacher on a very meager pension and under the pretext that Auntie needs conversational lessons in French – she helps her to maintain financial stability and dignity. Soon, I started to suspect that they were simply old lovers, and the French lessons was just an excuse. Zofia spoke perfect French; I heard her many times over the phone using it.  Maybe I was wrong, but maybe not. But she was after all a single woman. Was her entire life. Both of her sisters married, had children and grandchildren. She never did. She gave me once some feeble romantic story from Kiev just before the Bolshevik revolution where she fell in love and her lover drowned in the ‘porohy of Dniepr’ (a fast running water with natural steps-falls in the bed of the river creating deep pools of whirling water). Maybe. It was a bit too bookish for me, at that time it was already over sixty years old story. But also – maybe down deep Aunt was very romantic. After all, she was from the old times, when stories like that were not out of sort. And she didn’t need a man to secure her material existence – she was well paid and renowned doctor.  On the other hand, Zofia’s demeanor was sort of of … manly? As we would say today  – lesbianish, LOL? I think so.  As I grew older I think she suspected that I was from the ‘other Parish’, too. But it was different time – no one talked about things like that. Not in family gatherings with the youngsters being present, Heavens forbid! 

My mind takes me back to that room I often occupied on Szpitalna 1. I was left to myself in that guest room, where I had an entire library full of amazing books. No idle talks.  If I went to grandma’s, I would have to devote all my time to her and we would talk all the time, nonstop. Sometimes it was OK – sometimes I just wanted to scream. With Aunt Zofia none of that applied. If I had a question about some of the books (there were a lot of non-literary titles) – I would ask her, and she would almost always reply: I am too busy right now but please come back in two- or three-days’ time and we will talk about it. Sure enough – at that time when I did, she had another two or three books that she suggested I should use as a reference and had her own short talk that explained the subject to me in a language more to my age and knowledge. Some of the books I started reading were seriously above my level. But never ever have I heard her saying the famous and dismissive: my dear, you are too young to understand it, it is not a book for you. I was a young adult, not a child. At least that was how she related to me. That was my Aunt I remembered personally and fondly.

But there was another Zofia Lejmbach I have learnt about later, from other family members and mostly from books and documents much later. She never talked about herself unless absolutely forced.

Zofia Lejmbach was born in 1901 in Minsk in Belarus (at that time all these territories of Lithuania, Belarus and Western Ukraine were part of an old Polish Commonwealth). My grandma’s mom and Zofia’s mom were sisters. In her early youth she was a member of Polish independence movement POW (Polish Military Organization) leading to the I world war. The front of that war found her in Kiev, where she was taking some nursing courses and tended to wounded soldiers coming from the battles. After the war she went to Warsaw and graduated from the Medical Faculty of Warsaw University. Later she worked in hospitals in Warsaw, Poznan, Paris, Rome and Strasbourg.   When she came back to Warsaw she decided to specialize in pediatrics and work closely in the famous Hospital Karola and Marii in Wola District under the tutelage of famous pediatrician, professor Władysław Szenajch – father of Polish pediatrics. She remained with that hospital her entire long life.  Including the years of German occupation and Warsaw Uprising. But of that later.

Part of the hospital became later (after the 2 world war) Działdowska Street Clinic for Sick Children, where for decades she was a Clinical Director. She was professor and pro-rector of the Warsaw Medical Academy in the 1960ties.

During the 2 world war she stayed in Warsaw with her hospital in Wola. Of course, early on she joined the Polish underground network of the Home Army (AK). Having not only high medical credentials but also military career during I world war, the Headquarters made her a Chief Sanitary Inspector for the District of Warsaw (that involved towns and villages near the capital) and during the Uprising – the Chief Sanitary Inspector of Warsaw proper. The Wola District was in a way the last stronghold of the Uprising and some of the bloodiest street battles took place there (of course apart from the worst and most gruesome fighting in the Old Town and the underground canals of Center Warsaw).

Prior to the start of the Uprising, she organized through Warsaw a string of small hospitals devoted to expected wounded fighters and the civilian population. She herself remained through the Uprising in the Wola District in the Hospital Karola and Marii. They were overwhelmed with heavy casualties, run out of medical supplies. The hospital itself was used as a target of German shelling and machinegun fire. Zofia Lejmbach was wounded herself but refused to step down from her position and tended to the wounded.  After receiving information that the Germans were executing wounded fighters found in other hospitals, she decided to evacuate the hospital and all the patients. But it was 1944 in Warsaw, not at the front lines of opposing armies with transportation and order. There was no available cars or anything. She scoured the neighborhood and commandeered a single horse drawn carriage and loaded it to the brim with all her wounded patients. All the streets were in flames and Zofia was wounded herself in her arm. She had a plan. Her father, also a medical doctor, had a manor in Skorosie, not far away from Wola and Warsaw. She knew the local roads.  Through the hellish streets of Warsaw, she led the carriage to the manor and saved all her patients. Not even one was killed. Later she learnt about the massacres the German and their allied right-wing Kamniski RONA Brigade2 perpetrated. The sheer barbarity and cruelty of the RONA soldiers shocked even the German SS Waffen. RONA Brigade consisted of Russian fascists.

And my mind takes again to that small room on Szpitalna Street no. 1. I am, let’s say 13 years old.  Just finished reading famous book by Bronislaw Malinowski3, whose voyages to Australia and Oceania and Micronesia in the early XX century gave birth to modern anthropology, understanding of sexuality; he was doctor honoris causa of Harvard and professor at Yale University. His books – at that time – caused shock and havoc among scientists and among educated classes.   Well, they did that time in my head – I was a 13-year-old boy! And it was 1970ties, not 2017, LOL. It was a different world. Aunt Zofia knock on the door to the room, I invite her, she smiles politely and says matter-of-fact: I noticed you are reading Malinowski’s book. Excellent choice.  My face becomes instantly red and I mumble something, putting that book away. She pays no attention to my discomfort and adds: good, it is a very important book. If you don’t mind, I can find you something more modern and maybe clearer on these subjects. But do continue reading him, he was such an excellent writer. Do you want me to make you a lemon tea? She closes the door quietly and goes to the kitchen. Wasn’t she a wonderful aunt for a young fellow like me? Again – I was a young adult, not a child. How I appreciated that. And how upset and revolted my old dear grandma would have been with her cousin, LOL.  

Zofia Lejmbach died in September 1995 in Warsaw. She was 94 years old. Her last few years were difficult as she fell down a ladder getting some books from a shelf and broke her hip.  She lived alone all her life after the war. But managed to crawl to the phone on the wall and call for help.  I left Poland in 1981 but kept in touch with her by way of letters. After the collapse of the Soviet system in Poland – things were very bad materially. Poland was broken by economic disaster of the system. Shelves were empty, no supplies of anything. That included medical institutions and the health system. With my friend I organized in Calgary some basic medical supplies, specifically for surgeries and for children’s health from the 3M Corporation. We packed everything in two large parcels and sent it off to Aunt Zofia. She was very thankful and told me how happy her working colleagues were at the clinic. Well, they all were her ‘children’.  

In the red brick building on Obozowa Street in Warsaw Wola there is a huge Museum of the Warsaw Uprising. As you go from the Main Floor exhibition, using a large iron staircase there is a huge picture of young women running through the street during the Uprising. They all have the armbands of the Uprising. Zofia Lejmbach, their comandante, is the second from the front.

A little bit further, toward the Gdanski Train Station, on Żytnia Street is a small cemetery of the Protestant Reformed Church in Poland. Zofia Lejmbach and her family came from that old, historical  branch of the Protestant religion in the eastern borderlands (Kresy) of old Polish Commonwealth. Doesn’t matter of fact she was the very first woman in Poland that rosed to the top rank in that Church – the President of the General Consistory.  And that’s were, on that tiny cemetery, she was buried, in the same grave as her father, and her sister Natalia Wiśnicka. Her other sister, Irena Zakrzewska is buried ‘next door’, on much larger Protestant Augsburg Cemetery on Mlynarska Street.

Both of her sisters – Irena Zakrzewska (very distinguished and elegant older lady, who lived on Madaliński Street in a small bachelor connected to larger apartment of her son, Polish painter Leszek Zakrzewski, his wife and daughter) and Natalia Wiśnicka (lived on Krasicki Street in Żoliborz District) were also serving in Women Service battalions during the Uprising of 1944.

This is my story of a true hero of Warsaw Uprising. My Aunt Zofia Lejmbach. Freedom and independence fighter.


  1. https://en.wikipedia.org/wiki/1st_Independent_Parachute_Brigade_(Poland)
  2. https://en.wikipedia.org/wiki/Kaminski_Brigade
  3. https://en.wikipedia.org/wiki/Bronis%C5%82aw_Malinowski

Mulier et potentia – kobieta i moc

Zdumiewające jak jedna decyzja może pomieszać szyki całej plejady potężnych polityków na całym świecie. Jedna decyzja jednego polityka. Nie, nie decyzja wywołania jakiejś wojny lub podpisania jakiegoś pokoju. Nawet nie decyzja kandydowania do jakiegoś potężnego, ważnego stanowiska – wręcz przeciwnie. Decyzja jednego bardzo podeszłego wiekiem polityka, że właśnie kandydować nie będzie.

Naturalnie, aby takie rewerberacje decyzji kogoś bardzo starszego były – musi to być jakiś bardzo ważny człowiek. Z potężnymi wpływami i potężnymi możliwościami. Powiedzmy – Prezydent USA.

Nagle prawie nieuniknione widmo prawie zapewnionego fotela prezydenckiego w zbliżających się z końcem roku wyborach amerykańskich dla Donalda Trumpa przestało mieć charakter czegoś, co jest prawie nieuniknione. Odwrotnie – szanse kandydatury Trumpa w ciągu jednego dnia zmalały kosmicznie.

Nie twierdzę, że Trump nie ma szans. Ciągle może te wybory wygrać. Ma kompletnie przez siebie podporządkowaną maszynę wyborczą prawie całej Partii Republikańskiej. Ale tak, jak w Polsce żadna partia polityczna nie ma milionów członków, którzy swoją masą sami mogą wybrać kogo chcą i do czego chcą, tak samo w USA ani Demokraci ani Republikanie takiej szansy nie mają. A sam tzw. twardy elektorat Trumpa to w dzisiejszej Ameryce zdecydowanie za mało by mógł to zrobić.

Tak, jak pan Kaczyński nie ma na to szansy w Polsce tylko z elektoratem PiSu, ani pan Tusk nie ma tylko z elektoratem PO. Co ciekawe, to wydaje mi się, że tej regule nie podlega kandydatura Rafała Trzaskowskiego na Prezydenta RP. O ile nie nastąpi jakaś katastrofalna pomyłka – jestem przekonany, że wybory prezydenckie w Polsce wygra. Co by kolosalnie poprawiło sytuację polityczną i chyba przez to ekonomiczną w Polsce. Przede wszystkim zlikwidowałoby paraliż legislacyjny Sejmu i Senatu wprowadzony przez totalny obstrukcjonizm prezydenta Dudy, który jest niewyobrażalnym aktem sabotażu państwowego. Nagle Prezydent-marionetka poczuł potęgę prezydenckiej mocy. A jako że kwalifikacji męża stanu jakichkolwiek nie posiada – ta aktywność prezydencka bardzo Polsce szkodzi.

Ale – ani Duda, ani Trzaskowski takiego wpływu na świat nie mają i mieć nie będą, jak prezydent USA. Więc wróćmy do tej sprawy.

Kto więc (zamiast Bidena) taki ból głowy Trumpowi przysporzył? Podpowiem dla ułatwienia – ta sama płeć, jaka od kilku dobrych lat tyle kłopotów finansowych, sądowych i wizerunkowych Trumpowi przysporzyła. Tak, kobieta. Co gorsze – była Prokurator Naczelna największego stanu USA, Kalifornii. Jak sama powiedziała ostatnio w jednym z wystąpień – jej doświadczenie w prowadzenie spraw sądowych przeciw malwersantom, pasożytom unikającym płacenia podatków mimo statusu milionerów, patologicznym kłamcom, bardzo jej ułatwi prowadzenie kampanii przeciw takiemu właśnie przeciwnikowi, bo doskonale zna ich modus operandi. 

Tak, naturalnie, że wiecie. Mówię o Kamali Haris.

Po bardzo pewnie nerwowych dniach i nocach ostatnich tygodni, gdy rosło prawdopodobieństwo wygranej Trumpa w proporcji do co raz bardziej widocznego słabnięcia fizycznego i mentalnego Joe Bidena mogą teraz odetchnąć z ulgą przywódcy innych krajów, a z nerwowym zaniepokojeniem inni:

Wołodymyr Zełenski, Prezydent Ukrainy: nie ulegało jakiejkolwiek wątpliwości, po której stronie konfliktu rosyjsko-ukraińskiego stoi Donald Trump. Dla tych, którzy nie są sto procent pewni, podpowiem: to nie była strona Ukrainy. Ulga dla niego.

Binjamin Netanjahu, Premier Izraela: oportunista, malwersant, populista par excellence i rasista, wedle wszelkich informacji i wstępnych wyroków Międzynarodowego Trybunału w Hadze uważany za ludobójcę. Urodzony w Izraelu ale … syn polskiego Żyda z Warszawy, Bencyjona Milejkowskiego, który w 1920 wyemigrował do Palestyny i przybrał nazwisko od miejscowości palestyńskiej – Netanja. Zaniepokojenie dla niego.

Jens Stoltenberg, Szef NATO, Norweg – bezwzględnie oddycha z wielka ulgą, że zwycięstwo Trumpa stoi teraz pod dużym znakiem zapytania. Ulga dla niego.

Mark Rutte Holender, będzie od października nowym Szefem NATO. To specjalnie silna ulga dla niego.

Władimir Putin, nie, nie będę przedstawiał. Tego niebezpiecznego wariata, bandytę, zabójcę, który niestety ma dostęp do tych szyfrów i śmiercionośnych pocisków – wszyscy znają. Na pewno szacunkiem Trumpa nie darzył, ale był mu wyjątkowo użyteczny w jego obłąkanych marzeniach rosyjskiego Samodzierżawia. Zaniepokojenie dla niego.

Nad Wisłę tylko na moment powróćmy do głównych politycznych graczy: premier Donald Tusk i prawie pewny przyszły Prezydent Polski, Rafał Trzaskowski – dla nich ulga bezwzględnie.  Obecny prezydent, który od składającego podpisy niemowy legislacyjnego zamienił się naglę w ‘chciałaby, ale nie może’ silnego pożal się Boże męża stanu, Andrzeja Dudy, to raczej żenujące zaniepokojenie. W tej prezentacji nie może naturalnie zabraknąć węgierskiego faszysty i oszusta, Victora Orbana. Ze względów nie wymagających uzasadnienia – zaniepokojenie dla niego.

Nie mogę oczywiście nie wspomnieć Kanady i jej premiera, Justina Trudeau. Jeden z najdłużej urzędujących premierów w całym demokratycznym świecie. Nie tylko – on był premierem naturalnie już za pierwszej (miejmy nadzieję – ostatniej) prezydentury Trumpa. I większość pojedynków z nim wygrał na korzyść Kanady. Czego pewny siebie Trump nie może mu zapomnieć. W dodatku Trudeau lubi się lansować jako feminista i przyjaciel środowisk LGBTQ+. Jaką opinię o kobietach ma Trump nie ma sensu wyjaśniać, podobnie o LGBTQ – jest mizoginem i cywilizacyjnym orangutanem. Więc informacja o kandydaturze pani Haris na prezydenturę USA to bez wątpienia dla niego ulga. Jeśli przypomnimy, że Kamala Haris chodziła do szkoły i uniwersytetu w … Montrealu, to cóż więcej można dodać? Ah, skoro Kanada, to trudno (choć naprawdę wolałbym na jego temat nic nigdy nie pisać) pominąć rozłoszczonego pajaca populistycznej sceny – Pierra Poilievre. Onże bardzo musi być nie tylko zaniepokojony, ale wręcz zagubiony. Jak mały lokalny łobuziak, którego doszła wiadomość, że może utracić silnego opiekuna gangsterskiego.

Ecce homo – to jest ten człowiek, rzekł Piłat

Wojny, zagrożenia, a przede wszystkim olbrzymia zmiana klimatu Ziemi i wielkie przeludnienie zachwiały kilkutysięczny relatywny spokój rozwoju ludzkości. Nawet niewyobrażalne dziś wstrząsy 2 i 1 wojen światowych, krwawego pochodu osiemset lat temu z mongolskich stepów wielkich armii Gingis-hana, jego synów i wnuków nie zagroziły ludzkości tak, jak współczesne niebezpieczeństwa. Bo jak porównać możliwość prawdziwej hekatomby ogniem i mieczem wobec możliwości setek głowic nuklearnych, atomowych zmagazynowanych przez co raz większą ilość państw?

Wszystko to nie nastraja optymistycznie. Być może do zmian klimatycznych, których odwrócić nie jesteśmy w stanie – bylibyśmy jednak zdolni się dostosować. Nasz gatunek wykazał niesamowitą inteligencję i umiejętności przetrwania, dostosowania się w ciągu ostatnich 300 tysięcy lat. Jak wyjdzie jednak z potrzasku przeludnienia? Głodu? Tak, wiem – przemysłowa produkcja żywności, fabryki mięsa hodujące dziwne stworzenia, które nigdy w życiu nie widziały łąki, lasu, rzeki, morza… Ale nie wszędzie i nie dla wszystkich. Przeludnienie jest prekursorem wyjałowienia terenów agrarnych, spustoszenia naturalnych zasobów mórz i wielkich rzek. Efektem jest głód. A głód naturalnie w naszej historii powoduje wędrówkę ludów. Za jedzeniem, za szansą przeżycia. Ten lebensraum. Tym razem dosłowny – przestrzeń do życia. Jest nas po prostu niebezpiecznie za dużo. A wszyscy prawie przywódcy państw i narodów ciągle krzyczą o niskim przyroście naturalnym. Jak ten przyrost może być niski, jeśli jest nas każdego roku nieustannie więcej? Jakaś nowa arytmetyka. Dla przetrwania ludzkości, człowieka, nie ma znaczenia jakim językiem on mówi ani jaki ma odcień skóry. Nie ma podgatunku człowieka o nazwie ‘Polak’, ‘Amerykanin’, ‘Rosjanin’, ‘Niemiec’ czy ‘Hindus’. Nawet ‘Chińczyk’ nie istnieje w tej kategoryzacji gatunkowej. To są wszystko konstrukty kulturowe. Miłe, przyjemne, wygodne. Ale do przeżycia człowieka potrzebny jest chleb a nie „Pan Tadeusz” czy „Hamlet”. Gdy nas wszystkich szlag trafi, kto je będzie czytał? Szczury i karaluchy (one ponoć wszystko przetrwają, LOL)?

Więc byśmy mogli dalej poematy o miłości, powieści o losach człowieka pisać, malować słoneczniki i pejzaże, rzeźbić Dawida i komponować Eroiki -musimy wpierwej zadbać by człowiek przetrwał. Jako gatunek biologiczny, a nie szczegół etniczny. Nie mordować się z takim zawzięciem, nie budować wszędzie zasieków i murów chińskich.

Tak mało zostało czasu. Ta smutna myśl, co spotkać może moich kochanych najbliższych i najmłodszych w Polsce, moich kochanych przyjaciół w Kanadzie, wiele nocy i godzin za dnia mi pochłania. I ten lęk ogólny, egzystencjalny. Tyle wspaniałych mimo wszystko rzeczy stworzyliśmy przez te tysiące lat, tyle siódmych cudów świata. Dajmy sobie szansę.

Kiedyś, w latach 90. ubiegłego wieku ulegając prośbom znajomych czytelników wydałem w maleńkim nakładzie autorskim zeszyt poetycki zatytułowany „I nie zapomnisz swojego Czasu’. Składał się z cyklu historiozoficznych Rozmów (4) i ośmiu wierszy. Nie rejestrowałem tego w jakimkolwiek systemie archiwizacyjnym, po prostu dla tej grupki czytelników miłych. Nie pamiętam nawet ile było tych egzemplarzy. Jeden zachował się u mnie w różnych szpargałach. Całość jest właśnie takim świadectwem tego leku egzystencjalnego. I smutku. Dwa tu (bez jakichkolwiek późniejszych edycji) przytoczę.

●●●

Stoimy na skraju –

Za nami kurzawa rydwanów Azji,

Przed nami krań otchłani zapomnienia.

Tak dobiega kresu nasz

zwycięski marsz piękna i pożogi.

Od kolumn doryckich do Ameryki.

Oto przychodzi czas

Robienia rachunków za przeszłość

I decyzji ostatecznej na dzisiaj.

Przyszłości już nie ma –

Nie z tarczą a na tarczy nasza droga

Gościńcem z gazonami róż i gruzu.

Piękno i pożogi,

Róże i gruz –

Historii wóz

Dobiegł kresu drogi.

 Epilog

Na oszalałych rumakach wojny

Pędzą gościńcem dziejów zwycięzcy.

Kopyta wzbijają tumany kurzu

Zmieszanego z grudami tratowanej ziemi,

Z pysków i boków lecą płachy piany,

Na tarczach dumne: ‘Bóg z nami’

A proporce łopocą: ‘Allach jest wielki’.

Szyszaki skrzą się w blasku chwały

Objawionej Prawdy i Słuszności.

Łopoczą białe płaszcze z czarnym krzyżem

I lśnią złote kordelasy w kształcie półksiężyca.

Oto gna stukołowy wóz chodnikiem historii,

Obity złotą blachą dyszel skrzy się

W blasku księżyca niczym białe śniegi Alp,

Gdy deptały je potężne jak dębowe pnie

Nogi armii Hannibala.

Dojechał już do bram Rzymu,

Już mija opłotki Zatybrza i nie zwalniając

Biegu przeprawia się przez rzekę

Na wprost Warowni Świętego Anioła.

Od stukołowego huku pękają szyby

I wala się z łoskotem na bruk Imperium.

Za odłamkami szkła lecą porozrywane

Wory z juchtowej skóry pełne

Mamony złożonej w ofierze odkupienia.

‘Panie zmiłuj się’ i ‘odpuść nam

Jako i my (nie)odpuszczamy.

Ze szczytów ziguratów zawodzą kapłani

W szatach z krwawej purpury.

            A darowane będzie tylko tym, co za myśl złą

            W dwójnasób opłacili bezinteresownym darem,

            W trójnasób miłowali oblubieńca, który nim nie był,

             A w sześciokroć opłacili złe czyny.

Tak – o politykach (niestety) znowu …

Dawno w publicystykę polityczną tu się nie bawiłem. Jakoś ot, takie rzeczy zwykłe, człowiecze, bardziej czas i myśli zaplątały. Uczucia, strata, miłość, ba – nawet taka cichutka, skromna czułość. Tematy, do których opisania język publicystyczny słabo się nadaje.

Ale świat, zbiorowość toczy się dalej. Ponad indywidualną troską i radością. Człowiek pomnożony przez tysiące staje się społeczeństwem. I grupowo inne często stosuje miary niż wedle drogowskazu jednostkowego.

Dwie sprawy, dwa zasadnicze zagadnienia są absolutnie priorytetowe we wszystkim innym: wojna i pokój. Zdecydowanie nie w Tołstojowskim wydaniu. Raczej w takim uproszczonym na współczesność: kula w łeb, śmierć lub życie.

Wojny toczą się wszędzie i bez przerwy. O tych małych, lokalnych prawie nie wiemy nic, zwłaszcza gdy oddalone o tysiące kilometrów, na innych kontynentach. Aby o nich coś powiedzieć należy zgłębić kontekst historyczny miejsca, przyczyny, racje stron. Bywają wojny czysto obronne, przed obcym najazdem – te są usprawiedliwione, są broniącym się narzucone. Pomijając wszak wszystkie te racje, to mimo to kosztują życia indywidualnych ludzi. Ich marzeń, pragnień.

Znam natomiast dość dobrze podłoża dwóch obecnie wielkich wojen. Jedna zagraża wręcz pokojowi światowemu, druga poważnemu konfliktowi regionalnemu. Naturalnie mówię o najeździe rosyjskim na Ukrainę i izraelskiej masakrze Palestyńczyków w Strefie Gazy.

Trzeba jasno powiedzieć, bez bycia zbędnie delikatnym, bo przy mordercach w delikatność bawić się nie uchodzi: tacy mordercy jak Netanjahu i Putin winni być możliwie błyskawicznie wysłani do piekła, ich pobyt w tym wymiarze rzeczywistości ziemskiej jest kontynuowaniem zbrodni. Więc niech tam się znajdą tak szybko, jak możliwe. Trump może ich tam odwiedzać i mogą w przerwach między sauną w gorącej smole robić sobie rundki golfa, jak w Mar-a-Lago.

A do dobrego dziadka z Białego Domu mam szczery apel: Joe, you have done enough. I mówię to szczerze i z wdzięcznością, na którą zasłużyłeś. Odejdź w nimbie mędrca, augura, a nie błazna i upartego starca. Wierz mi, że oficjalna kawalkada limuzynowa w honorowej asyście Marine Corp jest o wiele lepsza niż taczka. A jak się będziesz upierał, toś cep stary i to wszystko. A taczka czekać na ciebie będzie na Konwencji Demokratów. Nie uchodzi byś tak z tej Konwencji wyjeżdżał.  

To zdumiewające, jak politycy państw demokratycznych ubzdurali sobie, że są panującymi, a nie rządzącymi z dobrej woli społecznej. Nagle zaczęły się im śnić korony i kadencje od pierwszego wyboru do … grobowej deski. Wszędzie. Jak ta władza cholera kusi. Mądrzy też temu ulegają i się psują kompletnie. Zapomnieli, że te panowanie ‘z Bożej Łaski’ nie zawsze takie szczęśliwe. A to szafoty po drodze, a to gilotyny i rewolucje, a potem strzały z nagana … .  Nawet prześwietny Szach nad Szachami 2.5-tysiącletniej Persji, Mohammad Reza Pahlawi ledwie z życiem uciekł w czasach już bardzo współczesnych. A powinno być zdecydowanie dwie kadencje i nie więcej – i dla prezydentów i dla premierów, bez pardonu. Nie trzeba nam zbawców ojczyzny, dosyć się na niej przejechaliśmy równo w dół nie raz.

Co to za partia polityczna, której lider uważa, że nie ma w niej w każdym momencie kilku zdolnych i uczciwych, którzy go na funkcji mogą zastąpić? Chcecie rządzić w państwie demokratycznym, a we własnej partii uprawiacie zamordyzm i autokratyzm. Dziwne zaiste.  Jedynym odstępstwem od takiej żelaznej reguły może być jedynie stan wojny. Okres wojny do ilości i długości kadencji winien się nie liczyć.

Dla zbyt wielu polityków (w skali lokalnej też) – polityk stał się zawodem. Tak de facto widział to Arystoteles w swoim dziele „Polityka”[i]. Chcesz należeć do klasy obywatela, to musisz mieć środki i czas na zajmowanie funkcji publicznych. Tylko w starożytnych greckich Polis nie płacono politykom za pełnienie funkcji publicznych, musieli sami mieć na to środki. Słowem szlachetność kosztowała. A dziś ‘szlachetność’ daje szansę na nabicie własnej kiesy.

Naturalnie, że trochę to refleksje naiwne. Wszak tyle razy nam wmawiano, że aby najzdolniejszych pozyskać, musimy im godziwie płacić – inaczej najlepsi pójdą do biznesu lub będą w rządzie kraść. Lub rządzić będą niedorajdy. Dwa na to świetne są antidota: tych, co kradną, bez względu za zasługi inne, karać bezlitośnie i osadzać w więzieniach. I sądzić nie w jakiś beznadziejnych Trybunałach Stanu (jak w Polsce choćby) ale w normalnych Sądach karnych. Czy tylko słabi bez ambicji będą się więc do polityki pchać?  No cóż, jeśli będzie to kraj, gdzie tzw. godny i mądry obywatel będzie stronił od służenia dobru tego państwa i narodu – to takie państwo zasłużyło na niedorajdów, którzy będą nimi rządzili. I koniec. Lub może inni, z zewnątrz, winni takim państwem zarządzać. Jakiś balans w naturze być musi.

I to by było chyba na tyle, uraziłem pewnie wystarczająco wielu. Na dziś w każdym raziemnie


            Aliści, aliści dobrodziejko i dobrodzieju-czytelniku, rzecz wczoraj jedna uderzyła mnie nieco przeglądając różne strony wszechmocnego Fejsbuka:  

Pewien bardzo uznany badacz-historyk Uniwersytetu w Ottawie, ale i członek szanownych instytucji naukowych w Polsce specjalizujący się w gehennie tragicznych losów Żydów w Polsce (nie tylko w Polsce, ale tam głównie) w latach Holocaustu zamieścił na swoim profilu zdjęcie jakiegoś tam oświadczenia niejakiego Matuszka (Morawieckiego zresztą), w którym tenże Mateuszek brał w obronę dzielny Naród Polski wobec oskarżeń o masowe szmalcownictwo i brak aktywności Polaków etnicznych w ratowaniu większej ilości naszych współobywateli wyznania Mojżeszowego. Mateuszek podpisał się w tym Oświadczeniu jako ‘historyk’. A nawet dodał (czort wie po co) w tymże piśmie, że historykiem jest też Donald Tusk[ii]. Kompletnie mnie nie interesuje bohaterska obrona Polaków przez tegoż Matuszka-Kłamczuszka. Ci, którzy ratowali Żydów – nie robili tego, by oczekiwać od niego takiej ‘obrony’. I on to oświadczenie wydał tylko w jednym celu – podlizaniu się swojemu twardemu elektoratowi twardogłowych, a nie z szacunku dla tych, którzy ryzykowali życie swoje i swoich najbliższych za pomoc Żydom polskim. Ale pod tym postem tegoż pana profesora wywiązała się dziwna dyskusja. Chwilami bardzo dziwna. Ktoś np. napisał, że statystycznie łatwiej było przeżyć obóz koncentracyjny niż żyć wśród Polaków … Czyli logicznie konkludując Niemcy budowali Auschwitz by ratować Żydów przed krwawymi represjami zdziczałych Polaków. Hitlerowcy ratowali Żydów przed Polakami. Nie wiem w ogóle w jakiej kategorii tego typu ‘refleksję’ zaliczyć: szaleństwa czy odrażającego kłamstwa? Inny uczestnik dyskusji napisał: „Pan premier Morawiecki zapomina, że dziesiątki tysięcy Żydów nie przeżyły wojny dzięki Polakom i niestety więcej dzięki Polakom ich nie przeżyło niż przeżyło. „ Oj, słów by wiele użyć można. Nie użyję, bo temat zbyt bolesny, tragiczny by głupie dyskusje prowadzić. Ale jedno tym dyskutantom szczerze mogę zaproponować: jeśli wy wiecie, co wówczas należało robić, jakiego heroizmu sięgać to proszę kupić bilet do Strefy Gazy i pojechać tam (nie w czołgu a z plecakiem pełnym opatrunków sanitarnych) by udzielać pomocy umierającym od bomb, pocisków i ze zwykłego głodu dzieciom palestyńskim. Giną codziennie w setkach (jeśli dzień dobry to tylko w dziesiątkach). Sam wówczas posadzę wam drzewko oliwkowe Sprawiedliwego i uznam wasze moralne prawo do wymagania od innych bezprzykładnego heroizmu i poświęcenia.

Tym razem kończę. A wcale nie tak kończyć ten tekst chciałem.


[i] Aristotle; ‘The Politics’;  wyd Penguin Classics, s.506; 1981 (tł. T.A. Sinclair)

[ii] (7) Polish former PM Mateusz Morawiecki has… – Jan Zbigniew Grabowski | Facebook

Niebezpieczne czasy

Prawda, że dziwna wyliczanka? Dwóch nazwisk mogłoby tu nie być, bo Trudeau i Poillievre wpływu większego ni znaczenia w temacie zasadniczym nie mają i mieć nie będą (choć byliby aktorami i uczestnikami politycznymi, tylko że w trzecim, powiedzmy, rzędzie). Ale koszula ciału bliższa … .

O jakim wydarzeniach więc mówię? O wojnie w Europie, która jak każda wojna ogólno-europejska od czasów wielkiej wojny francusko-hiszpańsko-angielskiej o sukcesję – zawsze decydowały o wojnie lub pokoju całego Nowego Świata, czyli kontynentu dzisiejszych USA, Kanady i Meksyku. Czyli całego Zachodniego Świata. Czyli wielkie konflikty całej cywilizacji okcydentalnej, a od czasów 2 wojny – też cywilizacji orientalnej. Słowem – Europa nauczyła się podpalać cały świat.

No ale dość tej zabawy w terminologię antropologiczno-historyczną i czasy wojen wielkich dynastii. Z tych dynastii ostała się dziś tylko jedna – właśnie ta, o losy której zaczął tą wojnę o Sukcesję Ludwik Słońce: dynastia Burbonów, która (po krótkiej przerwie dyktatury Franco) do dziś panuje w Hiszpanii. Gdyby Ludwik francuski przebudził się, to by z zadowoleniem potwierdził, że jego słońce nigdy nie zgasło. Nie ma dynastii angielskiej z tamtych czasów, nie ma ani jednego panującego Habsburga, choć są ciągle panujący w Niderlandach (Holandia) kontynuatorzy linii Orańskiej-Nassau.

          Temat zasadniczy więc to, pytanie czy będzie wojna na skalę europejską? Nie musi być. Ale jest to realne w kilku wariantach. Przede wszystkim wojny rosyjsko-ukraińskiej nie może wygrać Rosja. Czytelnik wzrusza tu ramionami – ależ autor tego tekstu nowość nam powiedział. Wszyscy o tym wiemy, to rozumiemy i dlatego wszyscy Ukrainy nie pozostawimy samej i tak jak wspieraliśmy, tak dalej wspierać wszyscy będziemy. Wspieramy, prawda. Do jakiego czasu? Aż jej faktycznie zabraknie żołnierzy? Tak, tego okrutnie, ale adekwatnie używanego terminu: mięsa armatniego. Bo zasoby ludzkie Ukrainy są ograniczone, dużo bardziej niż te zasoby po stronie rosyjskiej. Ani jej nie uzbrajamy na tego typu wojnę (która dałaby jej szansę na wypchnięcie Rosji, poza oryginalne granice ukraińskie sprzed najazdu rosyjskiego) ani dużo bardziej możemy bez zbytniego osłabienia wojsk własnych i ich zasobów. Wszystkim zaczyna brakować takiej głupiej i prostej rzeczy, jak … naboi i prochu do tych naboi. Bez względu czy to naboje do ręcznego karabinu maszynowego czy ‘naboje’ pocisków rakietowych, artylerii, czołgów i innych pojazdów opancerzonych. Brakuje też naboi dla samolotów. Z czasem, mogą się też – mimo wszystko – zmienić postawy samych Ukraińców (zwłaszcza, że spora ich część ma jeśli nie pełne to częściowe pochodzenie rosyjskie). Straty w ludności cywilnej – zwłaszcza w porównaniu do niewyobrażalnego ludobójstwa ludności palestyńskiej w Strefie Gazy – nie są olbrzymie, są jednak wystarczająco uciążliwe i dotkliwe. Gospodarka rosyjska już się przestawiła na gospodarkę stanu wojennego. Europejska jeszcze jest od tego daleko. I nie tylko, że nie chce, ale w demokracjach przestawić państwo na gospodarkę wojenną w czasie, gdy to państwo nie jest bezpośrednio w stanie wojny z jakimkolwiek najeźdźcą tak po prostu nie można. Ani konstytucyjnie, ani przez porozumienia polityczne. W całej Europie tylko Koalicja rządowa Donalda Tuska podjęła ten wysiłek. Tylko … podjąć wysiłek budżetowy i ustawowy (mimo wielu przeszkód) jest o wiele łatwiej niż wybudować czołg, wyprodukować samoloty i zapełnić magazyny tymi ‘nabojami’.  Nie ma w zasadzie krajów eksportujących uzbrojenie, gdzie można ot tak, przyjechać z walizką pieniędzy i wrócić z wielkim kontenerowcem pełnym czołgów i samolotów.

Ale plany w Warszawie już są formułowane. Jest plan umocnienia i przygotowanie bardzo starego traktu, którym na Polskę wszystkie agresje ze wschodu szły: tzw. Brama Brzeska.  Przygotowania obronnego, tj. budowa fortyfikacji, skierowanie na stałe odpowiedniej formacji wojskowej tam operującej, budowa tam spiętrzających wody rzek, które można otworzyć i zalać duże tereny czyniąc je bardzo trudnymi do przebycia przez ciężkie wozy bojowe (czołgi) i inne odpowiednie fortyfikacje. Droga inwazyjna przez historyczną Bramę Przemyską jest dużo trudniejsza i uciążliwsza dla wielkich jednostek wojskowych i daje dużo większe możliwości obrony i kontrataku wojsk polskich. I daje to, co zawsze było dla nas ważne – czas. Czas na odsiecz i wsparcie od naszych sojuszników w NATO i Europie.

Ta droga przez Bramę Brzeską daje nam ok. 7 dni na dotarcie mas rosyjskich pod Warszawę.  O ile wojska rosyjskie będą skuteczne. No i niestety – będzie musiało dojść do walnej bitwy. Znowu pod Warszawą. Tak jak w czasach średniowiecznych, te zasady się nic tu nie zmieniły. O pełnej wygranej decyduje na końcu walna bitwa – wszystko albo nic. Tędy szedł Tuchaczewski. Tędy przypuszczalnie będzie chciał iść Putin, o ile kiedykolwiek to wielkie ryzyko podejmie.

          W ten sposób wracamy do nazwisk polityków z tytułu tego tekstu. Ta opcja wojenna dla Putina jest możliwa tylko, gdy padnie Ukraina i nie będzie musiał prowadzić wielkiej wojny wielofrontowej. Opcja druga to wywołanie zamieszania w krajach bałtyckich i atak na Litwę i Estonię. Do tego będzie mógł wykorzystać Okręg Królewca, gdzie ma potężną bazę wojskową. Nie mówię nawet o jego Flocie Bałtyckiej, która może być pozbawiona możliwości manewru – zwłaszcza po wejściu do NATO i Szwecji i Finlandii. Ale baza w Królewcu to przecież nie tylko okręty – to wojska rakietowe, piechota morska. Nie mówiąc o tym, że współczesny okręt nie musi wychodzić z portu by użyć salw swoich pocisków rakietowych. Nie sądzę by do tego doszło bez bardzo silnej akcji dywersyjnej Rosjan mieszkających w dużych ilościach w Estonii. Tylko, że zdesperowany Putin może podjąć decyzję szaleńczą. Jego marzenia wielkorosyjskie stały się obłędem. Nie chce pogodzić się z faktem, że Rosja przestała być drugim graczem na arenie międzynarodowej. Kolos na glinianych nogach.

To jest niewiadoma pod nazwą ‘Putin’, któremu ciągle marzą się czasy bicia, jak Chruszczow, butem w mównicę na forum ONZ. Bez salwy śmiechu ze strony słuchaczy.

Teraz bardziej realne i oparte na polityce i rzeczywistości politycznej opcje.

Wspominałem o Tusku i jego Koalicji, który w przygotowaniach wojennych raczej na pewno liczyć może na silne poparcie (choćby z przygryzioną do krwi wargą) opozycji tak PiSowskiej, jak i Konfederacji.

Naturalnie naszą tarcza największą jest NATO i państwa członkowskie NATO. Czyli de facto cała Europa Turcja, poza obszarem na wschód od Bugu. Ale państwa członkowskie mogą skorzystać z jednej, bardzo jednak skutecznej, opcji obejścia reguły ‘atak na jednego członka Sojuszu jest atakiem na wszystkich członków Sojuszu‘. Ta opcja to … wystąpienie z Sojuszu. Nikt nie może nikomu zabronić złożenia deklaracji przedstawionej nawet w formie błyskawicznej i niezapowiedzianej: przykro nam ale od dnia dzisiejszego rezygnujemy z członkostwa w tej grupie, bye bye. A kandydat (i to bardzo prawdopodobny, niestety) na kolejnego prezydenta USA dość wyraźnie zaznaczył, że każda opcja jest przez niego rozpatrywana. To jest coś absolutnie niewyobrażalnego – ale jest. Nic nie jest niewyobrażalne w głowie tego osobnika. O ile taka zaiste nuklearna opcja jest mało prawdopodobna ze względu na Kongres, który ma wielką władzę, jak i służby wywiadowcze (słynne CIA i FBI) – o tyle Trump może zrobić wiele złego dla Ukrainy w jego prerogatywach egzekucyjnych. Może powstrzymać lub zatrzymać poważnie dostawy broni i amunicji dla Ukrainy i wpłynąć tym zasadniczo na możliwości wojenne wojsk ukraińskich. Bardzo zasadniczo. I co najbardziej prawdopodobne, to robota krecio pro-Putinowska. Może zmusić Ukrainę tym szantażem do konferencji pokojowej (którą sam może zwołać i zainicjować, co jakże by jego megalomanię połaskotało i już widzę, jak ustawia się w jednym szeregu do portretu z uczestnikami konferencji teherańskiej, jałtańskiej i poczdamskiej, które ustanowiły nowy porządek świata u schyłku 2 wojny światowej. Ot, taki portrecik trzech wielkich prezydentów: Roosvelta, Trumana i Trumpa wiszący na biurkiem w Oval Office w Białym Domu …).

Wstępne rysy tego nowego ‘traktatu pokojowego’ między Rosją a Ukrainą przesuwałyby granice obecne na zachód o paręset kilometrów. Naturalnie Lugańsk i Donieck, oczywiście cały Krym, pewnie i Cherson. Czy Odessa by była uratowana dla Ukrainy? Nie wiem. Zależy czy Putin by się zgodził. Bo wtedy byłby to już dyktat i Żeleński zbyt wiele by do powiedzenia nie miał.

Gdyby we Francji stała się tragedia i faszyści by doszli do władzy skomplikuje to sprawy jeszcze bardziej. A wielki zwolennik Putina, pan Orban, pomarzy znowu o Zakarpaciu. Pokonana i bardzo okrojona Ukraina mogłaby być zmuszona do obudzenia starych majaków historycznych. Brzmi to jak z powieści fantastycznej ale nie jest kompletnie poza realnością polityczną. Np. Ukraina w granicach piłsudsko-petlurowkich? Naturalnie bez Podola, Zaleszczyk i Pokucia dla Polski. Ale korytarz lwowski? Nie by jakikolwiek realny apetyt w Polsce na to istniał. Ale nie jest nierealne, że to lwowiacy ukraińscy i te resztki etnicznych Polaków zwróciliby się do Polski z taką prośbą. Bo tego typu Ukraina musiałaby być siłą rzeczy po wielkiej przegranej w wojnie z Putinem, zdewastowana ekonomicznie, socjalnie, finansowo, być może i kulturowo. No i taka Ukraina musiałaby się zgodzić na wycofanie z planów członkostwa w NATO i Unii Europejskiej.  To by zmieniało wszystko.  Pomijając już zupełnie prawdziwe historyczne związki państwa polskiego z całymi tzw. Grodami Czerwieńskimi. Lwów był częścią tego państwa prawie od zarania. Jeżeli nie ma znaczenia to żadnego dzisiaj, to dlaczego zachowaliśmy ziemie rzeszowskie?  Lwowszyzna nie ma też nic wspólnego z Rzeczpospolitą Obojga Narodów (jak Litwa, Wileńszczyzna, Polesie). Tu mówimy o czasach piastowskich i Królestwie Polskim. O wczesnych wiekach naszej państwowości.

Polska nie może i pewny jestem, że nie chce tego typu rozwiązań nawet sugerować. Natomiast nie jest niczym niewłaściwym w niektórych kręgach (raczej oddalonych od jakiejkolwiek władzy politycznej w Polsce) akademicko-socjalnych zastanawiać się nad takimi teoretycznymi rozwiązaniami i czy byłyby dla Polski i dla ludności ukraińskiej korzystne w reakcji na najgorsze rozwiązanie obecnego konfliktu w Ukrainie. Tzw. porządek jałtański nie może być kulą u nogi bezpieczeństwa europejskiego, być może światowego. De facto został i tak pogrzebany rozkładem Jugosławii i powstaniem na olbrzymich przestrzeniach bałkańskich państw, jakie w porządku jałtańskim nie istniały. O casusie Kosowa nawet nie wspomnę. Zresztą cały ten porządek legł z gruzami Muru Berlińskiego.

Ta wtyczka o ‘korytarzu lwowskim’ to zresztą tylko wtrącenie pobocznej uwagi, bo bardzo by mi było żal, jako Polakowi i potomkowi kresowiaków, upadku tej bardzo starej dzielnicy wyjątkowo w kulturze i nauce polskiej zasłużonej.

Wracając na moment do samej Hameryki : szczerze uważam, że Biden jest za stary i z widocznym osłabieniem fizycznym i intelektualnym, by kandydować w następnych wyborach. Winien ustąpić sam z kandydowania i zrobić to bardzo szybko by dać szansę Demokratom na znalezienie najlepszego kandydata- kandydatki do stanięcia w nieuniknione szranki z Trumpem. Republikanie jako stara, dumna partia nie istnieją.  Ci co są w Kongresie, to po prostu posługacze Trumpa. Łącznie z tymi, którzy w tym Kongresie byli na lata zanim ktokolwiek o Trumpie, jako polityku usłyszał. Jest dla mnie niezrozumiałe jak mogli tak nisko upaść – ale upadli i już się nie podniosą przed tymi wyborami.

Niektórzy znani komentatorzy amerykańscy i kanadyjscy wysuwali tezę, że oglądalność tej debaty nie była aż tak wysoka, że Biden tylko ten jeden raz zrobił tą ‘gafę’ , Żałosne aby poważny komentator coś takiego mówił. Tym mówieniem na ten temat ad nausea – spowodowali, że wszyscy przez kilka dni na wszystkich kanałach oglądali właśnie ten tylko jeden fatalny fragment wystąpienia Bidena. I teraz wszyscy ten tylko właśnie fragment widzieli w USA.

Uwaga jeszcze jedna – USA mają tradycyjne bloki stanów, które są albo bardzo pro-demokratyczne, albo bardzo pro-republikańskie. W sytuacjach wyrównanych szans obu kandydatów(tek) decydują nie te bloki, a mała grupa tzw. swing States – stanów, które nie są ani zdecydowanie demokratyczne ani zdecydowanie republikańskie. Taki języczek u wagi. I to w tych stanach właśnie Biden stracił po tej debacie najwięcej.

I powiedziawszy prawdę, gdyby miało dojść do bezpośredniej wojny Polski, a więc i Europy, z Rosją – wolałbym, aby Naczelnym Wodzem wojsk amerykańskich nie był Biden. On już się na to nie nadaje. I nie ma w tym wstydu. To wieloletni i bardzo mądry polityk amerykański. Ale już nie Wódz Naczelny. Naturalnie, że w chwili obecnej jego alternatywa jest jeszcze gorsza: podejmowanie decyzji bardzo szybko, ale bez zaplecza wiedzy i mądrości polityki wojskowej i dyplomatycznej. I to sam Biden winien docenić i dać szansę wygrania wyborów przez innego znanego i cenionego polityka. Błędem było też oświadczenie Prezydenta, że spotka się z rodziną, a zwłaszcza swoją żoną i spyta ich o radę, jak winien postąpić. Pierwsza Dama, pani Biden, to urocza i bardzo mądra osoba. Ale tytuł Pierwszej Damy nie jest tytułem konstytucyjnym a zwrotem grzecznościowym. Wolałbym, aby Pierwsza Dama nie była w sytuacji, w której tego typu radę winna udzielać (choć były i wielka Eleanora Roosvelt i mniej wielka ale bardzo skuteczna – niestety – pani Reagan). Po radę Prezydent winien się udać do swojego Gabinetu, może nawet Służb amerykańskich, do grupy zaufanych i szanowanych polityków partii Demokratycznej. 

Wybory amerykańskie będą już w listopadzie tego roku. Czasu jest bardzo mało. Prezydent Biden winien jasno określić swoje stanowisko bardzo szybko. Gdyby zdecydował stanąć w kolejne szranki wyborcze, czy ma szansę wygrać? Oczywiście, że ma. W polityce nie istnieje pojęcie niemożliwości. Jak realna jest ta szansa? Mało.

Jeśli Trump wygra należy się spodziewać ostrej krytyki kanadyjskiego Justina Trudeau i wyraźnego poparcia dla szefa konserwatystów kanadyjskich, Pierra Poillievre. Trumpisty i populisty extraordinaire. Wybory kanadyjskie dopiero za dwa lata. Ale obecne sondaże wykazują na dziś wielką przewagę Poillievre. Czy Trudeau zmobilizuje siły na poparcie dla siebie? Mam nadzieję, bo czekałyby nas w Kanadzie trudne czasy. Odstąpienie od wszystkich prawie istotnych programów progresywnych, nowoczesnych, socjalnych. Być może jest szansa na kolejne rządy mniejszościowe.

W Polsce zwycięstwo Trumpa wzmocniłoby pozycję PiS. Nie w jakiś spektakularny sposób – ale by wzmocniło. Zważywszy, że to partia mająca i tak najwięcej posłów w Sejmie, a rząd Tuska to bardzo szeroka koalicja wielu partii o bardzo szerokim (a więc i oddalonym od siebie ideologicznie) wachlarzu poglądów – nie jest to koalicją wyjątkowo silna i trwałą. Najsłabszym jej ogniwem wydaje się być PSL, ludowcy. Najsłabszym, bo najbardziej konserwatywnym. Nawet chyba bardziej niż PiS. Spektakularny jest upadek w Polsce partii socjalistycznych, całej lewicy. A przecież polski socjalizm to kolebka polskiego ruchu wyzwoleńczego w latach przed i w trakcie I wojny światowej. To nikt inny tylko Piłsudski, jako towarzysz Wiktor składał czcionki „Robotnika” w tajnej drukarni, to on prowadził akcje napadów na ośrodki rosyjskie w ramach Organizacji Bojowej PPS. Nie potrafię tego zrozumieć. Jedyne autentyczne resztki tego ruchu obecnie to partia ‘Razem’ Zandberga. Głośne założenie ‘Wiosny’ Biedronia okazało się niewypałem. Nowa Lewica, której twarzą są ciepłe kluski zabawnego ‘wujcia” Włodzimierza Czarzastego w roli v-ce Marszałka Sejmu – to smutny żart polityczny.

Kończą kilka uwag bardzo ważnych, mimo, że z tematem zasadniczym prawie nie związanym. O prawach człowieka. Tak jak żartem politycznym i de facto obrażaniem milionów kobiet i milionów osób LGBTQ+ jest debata na temat aborcji i na temat związków partnerskich i praw rodzicielskich w tych związkach. Ja, jako osoba LGBTQ+ (ale już poza wiekiem w którym rodzicielstwo i nowy związek formalny by mnie interesowały) powiedziałbym czcigodnym politykom i panu Tuskowi, słynnym zwrotem Aliny Janowskiej w popularnym skeczu z lekarką: pocałujcie się w d… . I tam mam i wasze związki i wasze obrzydliwe dyskusje na temat praw rodzicielskich małżeństw jednopłciowych. A tym osobom LBTQ+ mówię – olejcie to i wyjeżdżajcie do innego kraju w Europie by zawierać normalne małżeństwa i być rodzicami normalnymi. To wszystko, co rząd Tuska obiecuje dla tych raczej na pewno kilku milionów a nie kilkuset tysięcy Polek i Polaków to o epokę za późno i za mało. To po prostu żałosne. Praw człowieka się nie dawkuje w kroplówce. Wszystkie zwierzęta są równe – Orwell nie pisał „Folwarku zwierzęcego’, jako żartu, ale jako przestrogę.       

Brunatny nie jest biały ani czerwony ani niebieski.

Populizm ostatniej dekady to zdaniem moim nic innego niż puder i makijaż nałożony na straszna gębę faszyzmu. Na całym świecie. Jako, że faszyzm kojarzy się ciągle jeszcze z hitleryzmem, z obozami śmierci i obozami koncentracyjnymi, z Oświęcimiem, Majdankiem i Dachau – to lepiej nazwać tą wykrzywioną nienawiścią gębę ‘populizmem’. Mało sympatyczne słowo, ale nie gorszące aż tak. Zwłaszcza, gdy postawimy je jako antidotum wobec elitaryzmu, czyli tych światowych bankierów i gabinetowych polityków pociągających sznureczki kukiełek w starej grze wędrującej grupy sztukmistrzów i błaznów wyśmiewających naiwną gawiedź oglądającą te przedstawienie. Czyli jak rządzić by rządzący myśleli, że to dla ich dobra i że to oni są kukmistrzami, a nie kukiełkami.

Otóż współczesny ‘populista’ to nowa twarz i faszysty, i dyktatora, i polityka ohydnego pod każdym względem. Bardzo niebezpiecznego.

Wczoraj rozmawiałem z młodym człowiekiem niedawno osiadłym w Kanadzie. Emigrantem z Indii, Hindusem etnicznym. W rozmowie brała udział też znajoma Kanadyjka pochodzenia chińskiego, mieszkająca tu już od dwóch lub trzech dziesięcioleci.

Chińska Kanadyjka była oburzona, jak jej znajomy Hindus narzekał na Kanadę, jej strasznie wysokie ceny kupna lub wynajmu mieszkania w kontraście do zarobków nowych emigrantów. Narzekając na kanadyjskiego premiera Justina Trudeau, który był w jego opinii elitarnym i zadufanym w sobie politykiem nie rozumiejącym przeciętnego człowieka – wychwalał premiera Indii, niejakiego pana Modi. Spytała się jego ostro: skoro tam jest tak dobrze, a tu tak źle, to po co tu przyjechałeś i czemu nie wracasz? Ja też przyjechałam z Azji, z Chin. I zostałam na stałe, bo to o niebo lepszy kraj. Tam za narzekanie na prezydenta Chin znalazłabym się w więzieniu lub była pobita przez policję. Tu za narzekanie na premiera Kanady nic mi nie grozi. Narzekanie na rząd w wolnych krajach to raczej rodzaj sportu, spędzania wolnego czasu.

Byłem z niej dumny. Sam jako uchodźca przybyłem tu wiele dekad temu. Kraj przyjazny, zdecydowanie wolny. Żyłem i mieszkałem pod każdym prowincjonalnym i federalnym rządem: lewicowym, prawicowym i po środku. Wszystkie były demokratyczne i praworządne. Niektóre lubiłem, inne mniej. Zawsze, co kilka lat ja i moi współobywatele mogliśmy je zmienić. Lub nie, bo byliśmy akurat w mniejszości. Nikt nas za to nie pobił, nie zamknął w więzieniu, nikt nie szykanował.

Tak, dekady temu czasy były lepsze. Ceny nieporównywalne, zwłaszcza ceny mieszkań i na kupno i na wynajem. Ale czasy były lepsze w całym tzw. wolnym świecie. Bez porównywalnie. Lata pandemii covidowskiej zmieniły z dnia na dzień wszystko. Klasa korporacyjna przejęła w dużym stopniu komercyjną kontrolę nad społeczeństwem. Chciwość stała się poniekąd orderem dumy ekonomicznych możnowładców.

Spytałem więc tego znajomego Hindusa: a co myślisz o premierze Modi w Indiach? Odpowiedział, że jest wspaniały, że bardzo dba o Hindusów i Indie.

Kontynuowałem pytania: ty jesteś etnicznym Hindusem, prawda i wyznania hinduskiego? Ponownie – odpowiedź twierdząca.  Borowałem więc głębiej: znasz Indie bez porównywalnie lepiej niż ja, więc wiesz, że w tym olbrzymim kraju jest wiele grup etnicznych, wiele religii – czy wszyscy mają równe prawa z największą grupą hinduską?  Moment (ale bardzo krótki) jeden zastanowienia i odpowiedź: ci którzy pamiętają, że żyją w hinduskich Indiach i szanują premiera, którego wybraliśmy – tak.

Otóż i idealny, prawie bukoliczny obraz ‘demokracji ‘z łaski większości’. Jeśli dziedzicowi się pokłonisz, dziesięcinę odrobisz, to kijów na plecy nie dostaniesz.

A był to jednocześnie moment, kiedy służby kanadyjskie wydały jednoznaczną opinię, że rząd indyjski dokonał dwóch śmiertelnych zamachów w Kanadzie na kanadyjskich Hindusach islamskiego wyznania postulujących niepodległość lub autonomię Kaszmiru – od lat kości niezgody między Pakistanem i Indiami.

Zbędnym jest chyba przypomnienie tragicznych lat, gdy po ogłoszeniu niepodległości Indii kraj objęła pożoga bratobójczej wojny kierowanej właśnie przez wyznawców hinduizmu przeciw Hindusom wyznania mahometańskiego. Sąsiad mordował sąsiada, kuzyn wypędzał kuzyna. Tak powstał Pakistan i Bangladesz i współczesne Indie: w morzu bratobójczej krwi.

Dziś ten sentyment podgrzewa na nowo premier Modi – zbudzony z odmętów przeszłości populista, hinduski faszysta.

Bo czymże zaprawdę jest ten ‘populizm’? Brzmi niewinnie, prawda? Podobne do od ‘popularność’. A cóż złego być popularnym? Oczywiście właściwe pochodzenie lingwistyczne jest z łaciny i oznacza generalnie: ogólne, wszystkich, ludu.

Ale czyż nie był populistą ostatecznie sam Hitler?  Polityczny kombinator wyrosły na fali rewanżyzmu za poniżenie wersalskie?  Salazar był populistą, kimże innym niż popularnym trybunem ludowym był niejaki Il Duce – Benito Mussolini? Czyż ultrakatolicka Hiszpania nie kochała popularnego obrońcy wiary, Generalissimusa Franco? 

Po zwycięstwie faszystowskich ugrupowań we Francji w ostatnich wyborach europejskich, Prezydent Republiki Emmanuel Macron podjął wyzwanie rzucone mu przez francuską faszystkę Le Pen i jej sprzymierzeńca Jordana Bardella i zarządził nowe wybory parlamentarne w czerwcu. Nie musiał. Ale Macron jest demokratą. Nie będzie trzymał się władzy tylko dlatego, że może. To nie Andrzej Duda – to człowiek honoru i dumy. Jeśli Macron i jego koalicja wybory przegra, czy Francja, podobnie jak w 1941, przeniesie swój rząd do Vichy? Mam nadzieję, że jeśli wygra Le Pen i Bardellla nie zhańbią Paryża i przeniosą.

Fala europejskiego faszyzmu wraca do wielu krajów, w których kwitła w latach 30.  Francuscy populiści krzyczeli: nie będziemy umierać za Gdańsk! Dziś krzyczą: nie będziemy umierać za Ukrainę! Czym różni się premier Słowacji Fico dzisiaj, of premiera Słowacji księdza Tiso w latach 40. ubiegłego wieku? Różnice pewnie podobne do tych, jakie są między premierem Węgier Orbanem w 2024 a regentem Węgier w 1939 admirałem Horthy. Horthy ogłosił się regentem króla Karola … ale biednego Karola nigdy po koronacji do Budapesztu nie wpuścił, samemu zostawiając sobie nieograniczoną władzę królewską, a króla zmuszając na banicję i wczesną śmierć na Maderze.

Przypominane w dłuższym wstępie nazwiska i postacie współczesne i historyczne różnią się między sobą metodami rządów (a nawet i celami dalekosiężnymi) i środkami, samym charakterem, osobowością tych przywódców. Ale łączy je kilka cech bardzo zasadniczych: 1) głód nieograniczonej władzy, 2) generalna niechęć do klasycznej demokracji opartej na wolnym wyborze; 3) niechęć do wszelkich mniejszości: etnicznych, socjalnych, religijnych, które są zawsze podejrzewane o hołdowanie obcej tradycji, a przez to ponętne na sprzyjanie opcji przeciwnej populistom (wewnętrznie i zewnętrznie). 4) Nie zawsze wyraźnym i praktycznym jest też marzenie o powiększaniu własnej ‘przestrzeni życiowej’, tegoż wyraźnie określonego przez Hitlera lebensraum. Ale zawsze podkreślanym jest element bronienia ‘za każdą cenę’ lebensraum istniejącego – ten element jest sprytnie połączony jako nierozłączna część patriotyzmu (‘nie oddamy piędzi ziemi naszej’). Więc bardzo dobrze jest tworzyć nawet wyimaginowanego wroga-najeźdźcę.

W tym znaczeniu faszystowskiego populizmu, populistą był batiuszka Stalin. Rewolucja społeczna i komunizm/radykalny socjalizm były tylko wygodnym narzędziem, pojazdem do osiągnięcia marzeń terytorialnych. Nikt przy zdrowych zmysłach nie może przypuszczać, że Stalin pozwoliłby lokalnym komunistom niemieckim czy francuskim na samodzielne i niezależne rządzenie Francją czy Niemcami. Zresztą okres 1945-1990 wykazał w praktyce, jak ta niezależność i samodzielność wyglądała w państwach RWPG i Układu Warszawskiego.

Aby nie było cienia wątpliwości dwie zasadnicze końcowe refleksje:

  1. Polska – celebrowano fakt, że wyborach europejskich Polska wyraźnie stanęła w poprzek populistycznych zwycięstw tradycyjnych bastionów demokracji w Europie. Ale patrzono na to jedynie z perspektywy zwycięstwa PO i KO nad PiSem. Politycznie wygodne kłamstwo. Czemu kłamstwo? Dlatego, że poza PiSem i jego przybudówkami politycznymi (ziobryści, itd.) była jeszcze naturalnie jedna, bardzo poważna siła polityczna. Siła, która nie była koalicjantem PiS. Ale nie była bastionem tradycji zachodniej tradycji demokratycznej. Mówię o Konfederacji. Konfederacja zyskała w Polsce dużo więcej głosów niż i cała Lewica, ludowcy i Trzecia Droga. Z mojego punktu widzenia i rozważań na temat czym jest populizm – Konfederacja w tym zakamuflowanym faszystowskim populizmie mieści się idealnie. Gdy połączę więc procentowe wyniki wyborów w Polsce, to jasno się okazuje, że połączone na tej zasadzie wyniki wyborcze PiS i Konfederacji masowo pokonały cały blok demokratyczny. I to jest zatrważające. I odrażające.
  2. Jednego państwa nie wymieniłem. A pominąć milczeniem nie można. Izrael. Nie interesują mnie jakiekolwiek wyjaśniania i tłumaczenia na płaszczyźnie religijnej. Kto, skąd i dlaczego jest Żydem, kto jest tylko (lub aż) żydem? Kompletnie mnie te legendy religijne nie interesują. Interesuje mnie Żyd etniczny, który jest większością etniczną w tym państwie i który od samego początku tego państwa nim rządzi. Więc te państwo jest (wyjątkowo ostro i jaskrawo w ostatnich miesiącach ludobójczej wojny przeciw Palestyńczykom) na wskroś państwem populistycznym. Pod obecnymi rządami Netanjahu na wskroś faszystowskim.   

Świadectwa i oceny polskich polityków. cz.2

Więc przyszedł ten rok 2015. Rok, który rozpoczął chyba najgorszą w Polsce epokę od czasów powstania republiki w 1918. Włączając w to czasy bozów partyjnych lat PRL-u i polityków sanacyjnych po 1935[i] w II RP.

Rok 2015 to autentyczny czas powrotu do ‘świetnej’ przeszłości Najjaśniejszej Rzplitej – czasów rozdawnictwa, przekupstwa przywilejów, tytułów dworskich i publicznych, szastania stale kurczącymi się dobrami tzw. królewszczyzny (tj. dóbr, ziem i lasów należących do Korony, czyli do państwa). Tego wszystkiego, co do upadku tej wielkiej Rzeczypospolitej się przyczyniło najbardziej:  okradanie Skarbu państwa, kupowania i sprzedawania Urzędów koronnych, wojewódzkich, powiatowych. W czasach obecnych te tzw. dobra koronne zamieniły się w zakłady przemysłowe, spółki handlowe, spółki holdingowe i akcyjne w których Skarb państwa miał swoje udziały.

Nie można będzie pominąć w tym wszystkim Kościoła polskiego, jego latyfundiów i silnych związków polityczno-materialnych z władzą rządową.  Hierarchia kościelna stała się siłą polityczną na skale nieporównywalną. Nawet w stosunku do bardzo silnej pozycji hierarchów w okresie sanacyjnym (kardynałowie Aleksander Kakowski, który zachował tytuł Prymasa … Królestwa (sic!) Polskiego, mimo, że ani Królestwa carskiego już nie było ani takiej funkcji; I August Hlond, właściwy Prymas Polski; oraz arcybiskup Krakowa kardynał Adam Sapieha ) – wpływy Hierarchii katolickiej a nawet zwykłych proboszczów parafialnych po 2015 były nieporównywalnie większe. Każda sikawka strażacka  w każdym Zadupiu z pięcioma stodołami i dwoma pijanymi strażakami-ochotnikami miała własnego kapelana. Którego naturalnie utrzymywał na pensji lokalny Urząd Gminny lub bezpośrednio (pijany oczywiście) sołtys. Im wyżej i w im większych miastach – tym apanaże wyższe. Szczytem chyba tej góry lodowej było dwóch profesjonalnych dojarzy Skarbu państwa: biskup polowy, ks. generał Głódź i kaznodzieja (do dupy, jako kaznodzieja, bo był zwykłym ordynarnym partyjnym naganiaczem z ambony) toruński ojciec Tadeusz Rydzyk.  Tych dwóch wydoiło chyba więcej niż cały Episkopat polski. To nie był barok – to było rozszalałe rokoko. Ale nie będę tu Kościoła rozliczał. Kościół i księża nocą nie wkradali się do Banku Narodowego i nie włamywali się do sejfów.  Nie – te pieniądze im dawało Państwo rękoma pisowskich magnatów. Nie rozumieli idioci z PiS i z Kościoła, że wyrządzali sobie niedźwiedzia przysługę. Nigdy Kościół Polski (chyba od czasów trwających blisko 200 lat wojen chrześcijańsko-pogańskich w latach pierwszych Piastów) tak nie opustoszał w ławach kościelnych i faktycznym uczestnictwie w kościelnych obrządkach, jak w tym czasie po 2015. Gdyby nie fakt, że tzw. formalne odejście z Kościoła jest tak strasznie skomplikowane – to Kościół katolicki być może zmalałby do rozmiarów niewiele większych od kościołów protestanckich w Polsce (które nota bene w tym samym okresie nie utraciły takich rzesz wyznawców, bo w tej  procedurze grabienia mienia państwowego udziału nie brały).  

Jak więc kwalifikować te rządy wóca Jarosława Kaczyńskiego i jego premierów, ministrów, bankierów?  Tych Szydeł, Morawieckich, Ziobrów, Radziwiłłów, Gowinów (nie, nie wybaczam mu, bo brał w tym udział bardzo świadomy i bez najmniejszej wątpliwości godnym mecenasem kultury i sztuki polskiej i jej twórców absolutnie nie był, a przy okazji udało mu się dla dalekich kuzynów załatwić głośny przekręt z wawelską ‘Damą z Łasiczką’, za którą państwowa Kasa wydała 108 milionów euro[ii]); Macierewiczów od fruwających brzóz i reszty tych oszołomów, którzy, jak się okazało, byli kuci na cztery kopyta szatańskie.

Więc ta moja kategoryzacja od ‘a’ aż do ‘e’ – aż pięć stopni do wyboru na świadectwo.

Wszystkim – bez wyjątku, bo nikt na taki nie zasłużył – dwa te same stopnie:

  • B – dranie i złodzieje, którzy patrzą za lekkim chlebem i synekurkami za pieniądze podatników;
  • C – ideolodzy, najgorsi z najgorszych. I najwredniejsi, bo jak taki facet czy facetka z misją, to mowy nie ma o jakiejkolwiek dyskusji. O tzw. consensusie, dogadaniu się.

Nie może być mowy o taryfie ulgowej. Nie ma usprawiedliwienia, że idiota nieświadom, co czyni. Wiem, że dla poprawienia własnego samopoczucia moglibyśmy upierać się przy popularnych opisach: Kaczyński to ‘stary, schorowany dziad, który nie potrafi własnych spodni zapiąć, w poplamionej marynarce, niechluj zaczadzony niewiedzą i nieznajomością świata’; że Macierewicz to po prostu ‘wariat i koniec, powinien nosić kaftan bezpieczeństwa, dostał zupełnego pomieszania zmysłów i z praktycznego punktu widzenia nadawał się jedynie do podrzucania Wodzowi od czasu do czasu jakiś młodych Misiewiczów… .

Ale to opisy fałszywe i mijające się z prawdą. Taka uproszczona propaganda strony demokratycznej (bo demokracja też korzysta z propagandy). Byliśmy – jako społeczeństwo – trochę wówczas podobni do starego, głuchego spowiednika w konfesjonale, który nie słyszał co mówi spowiadający się i dawał wszystkim te same rozgrzeszenia: zmów synu/córko trzy Zdrowaśki i dwa Pater Noster a będzie ci darowane. I dla chłopaka, który ukradł dwa cukierki w sklepie i dla bandziora, który pobił własną babcię, bo mu nie chciała dać całej swojej renty. Tak było nam łatwiej – bo wstyd się było cholera przyznać, że jako naród tych ludzi my wybraliśmy. Bo wybraliśmy. Wygrali wybory – bez sowieckiego nagana i hitlerowskiego lugera.

Ale

Ale. Zawsze jakieś ‘ale’ się gdzieś, kiedyś znajdzie. Ot, taki drobny człowieczek. Niepozorny i niegłośny. Sędzia. I to nawet nie sędzia ‘dobrej zmiany’ PiSu w ich walce z Krajową Radą Sądowniczą. Jeszcze z czasów przedpisowskich, normalnych. Nie jakiś wybitny. Raczej dość przeciętny, może nawet mniej niż przeciętny, bo kariery jako sędzia wieloletni zrobić nie mógł. I nagle, bez hałasu i bez jakiejś nagonki czy kampanii publicznej, sędzia postanowił wyjechać … do Mińska. Nie, nie Mińska Mazowieckiego – do Mińska białoruskiego.  I nie w jakiejś delegacji sędziowskiej, by sprawdzić warunki prześladowanych tam Polaków. Nie. No, może nie wyjechał. Uciekł, przez ‘zieloną granicę’. Jako uchodźca polityczny. Mimo, że nikt jeszcze go nie ścigał. Niejaki pan Tomasz. Tomasz Szmydt. Nie Smith, nie Schmitt. Po prostu Szmydt[iii].


I ten pan właśnie uciekając do Białorusi wszystko zmienił w ciągu kilku ledwie dni. Nagle ze zwykłych złodziejaszków (owszem, na okazałe bardzo sumy, często więcej od sześciu zer na końcu), oszustów i malwersantów – zostaliście wszyscy – zdrajcami. Tak, najgorszym z najgorszych.  Gorszymi od padalców. Zostaliście współczesnymi folksdojczami. Najbardziej i najzwyczajniej donosiliście Rosji za judaszowe pieniądze. Wszyscy, cała ta zgraja pisowska. Ci z tymi rodowodami solidarnościowymi, ci z przeszłością PZPR,  z KORem i ROPCiO za plecami. Boście w tych ruchach nie pracowali dla wolniejszej Polski. Pracowaliście w nich by je od wewnątrz rozpracować. Zwykli, ordynarni zdrajcy wobec najpotężniejszego wroga własnego kraju. Całe to wasze PiS to jedna wielka wylęgarnia szpiegów rosyjskich i wrogów polskiego państwa. Dzięki sprawnie jednak dalej pracującymi służbami wywiadowczymi, agencjami bezpieczeństwa wewnętrznego, ujawniono wasze zbrodnie. I bardzo wdzięczny jestem, że premier Donald Tusk podjął decyzję przekazaniu tej wiedzy dla społeczeństwa. Że nie zamknięto tych ściśle tajnych raportów w sejfie. Że je uwolniono od klauzuli milczenia. Przy takim rozmiarze zbrodni i przy wojnie u granic Polski ta wiedza musiała zostać społeczeństwu przekazana.

Tak to w łeb wzięła moja skala ocen. Tych pięć stopni od ‘A’ do ‘E’. Tych zwłaszcza dwóch najgorszych: dla złodziei i malwersantów i dla ideologów groźnych.  Sądziłem, że najgorszych. A byłem w błędzie.  Zabrakło w tej skali jednej jeszcze oceny, poniżej oceny niedostatecznej.  Oceny ‘Z’. ‘Z’ dla zdrajcy kraju. Oceny na jaką ciężko (ale i suto) zapracowaliście. Wy – główni politycy i twórcy całego PiSu. Nie, nie szeregowi członkowie, których też oszukaliście, bo do głowy im nie przyszło, że coś takiego jest możliwe. Okazało się, że jest. Że jesteście zdrajcami.  Mam nadzieję, że teraz służby nie tajne a jawne wymiaru sprawiedliwości podejmą niezbędne działania, których efektem będzie wokanda sądowa, procesy i wyroki. Wycięcie tego raka jest jedyną możliwą terapią.

Informacje z ostatniej chwili: wbrew wcześniejszym oświadczeniom i rządu i prasy były sędzia Szmydt (były, gdyż Najwyższy Sąd Administracyjny cofnął mu uprawnienia sędziowskie) nie uciekł przez ‘zieloną granicę’ jako uchodźca, a oficjalnie przeszedł konrolę graniczną w Terespolu – jedyne otwarte i czynne przejście graniczne dla ruchu turystycznego (sic!). Był sprawdzony przez Służbę Graniczną i bez problemu przez tą służbę przepuszczony. Nie była to zresztą jego pierwsza wizyta w Białorusi.

W ubiegłym roku tą granicę w ten sam sposób przeszło 3 miliony ludzi, głównie Białorusinów. W tym roku (dopiero maj) już ponad 700 tysięcy ‘turystów’[IV]. Jakby żadnej wojny na Ukrainie nie było. Jakby Białoruś nie była częścią tej wojny, choćby w formie hybrydowej. Dla przypomnienia – Białoruś jest po stronie rosyjskiej w tej wojnie, co dodaję na wszelki wypadek, bo normalny człowiek po tych informacjach mógłby pomyśleć, że jest po stronie ukraińskiej. Coś nie tak albo z wiedzą albo ze zdrowym rozsądkiem władz polskich i kompletny jednak błamaż jesli chodzi o polskie służby wywiadowcze. Rozumiem, że było tak za czasów PiS, ale teraz?!

Nie zmienia to w niczym kwalifikacji moralnej i obywatelskiej pana Szmydta – pozostaje zdrajcą i szpiegiem na rzecz Rosji. Ale bardzo zmienia opinię o sprawczości i prężności państwa polskiego i jego władz. Donald Tusk zmalał w moich oczach o kilka dobrych centymetrów. Bo jednak on jest szefem rządu – nie Dud.-ek, nie jakikolwiek minister ale ten, który ich dobiera i udziela ministerialnych plenipotencji.


[i]  w 1935 roku zmarł Marszałek Józef Piłsudski i rozpoczął się okres tzw. ‘rządów pułkowników’, nazywany też okresem sanacji. Mało chwalebny okres w bardzo trudnym dla państwa czasie.

[ii] https://www.newsweek.pl/polska/polityka/dama-z-gronostajem-ile-polski-rzad-zaplacil-fundacji-czartoryskich/rbgdcd6

[iii] https://www.rmf24.pl/regiony/warszawa/news-tomasz-szmydt-ktory-uciekl-na-bialorus-nie-jest-juz-sedzia,nId,7500597#crp_state=1

[IV] https://www.rp.pl/przestepczosc/art40333621-sedzia-poza-kontrola-sluzb-jak-tomasz-szmydt-wyjechal-z-polskihttps://www.rp.pl/przestepczosc/art40333621-sedzia-poza-kontrola-sluzb-jak-tomasz-szmydt-wyjechal-z-polski

Kategoryzacja lub oceny na Świadectwach Niedojrzałości polityków – cz. 1

A koła się kręcą. Koła czasu naturalnie i koła dziejów. Świata – nie tych niezliczonych a zagubionych w niekończących się galaktykach, a tego tu – gdzieś w maleńkim rogu małego układu słonecznego z jedną niebieską planetą – Ziemią.

W głowie od tego bezustannego kręcenia kręci się też. Jak dzieciakowi rozpędzonemu po raz pierwszy na jakiejś karuzeli w objazdowym Wesołym Miasteczku.

Więc takie bardziej mi znane i bliskie wioski tej niebieskiej planety: Kanada, Polska, Unia Europejska i nie znany mi bezpośrednio, fizycznie, ale odkąd pamiętam zajmujący mnie róg na krzyżujących się szlakach Europy, Azji i Afryki – Bliski Wschód. Czemu jest ‘bliski’ i dla kogo nie mam pojęcia.  Ale, jak znany filozof sprzed wielu tysięcy lat powiedział: kak zwał tak zwał i wsio. No i jeszcze Hamerykę muszę tu wymienić. Nie wiem czy bliską mi (ma kilka małych kawałków urbanistycznych, które bardzo mile wspominam), ale potężną sąsiadkę przez miedzę od ponad czterdziestu lat.

Nie wiem skąd i kiedy tak wydoroślała i taka ważna się stała, no ale się stała. Teraz mieszkam od ponad sześciu laty w Halifaksie w Nowej Szkocji. A żadnych panie tam ‘ stanów zjednoczonych’ by nie było, gdyby nie ten Halifaks, te centrum polityczne i militarne Imperium Brytyjskiego.  Nie gdzieś tam w Waszyngtonach czy Losandżelesach ani nawet w Njujorkach. Tu, w twierdzy Halifaksu i cieniu jego potężnych dział kształtował się świat tego całego kontynentu. I w dyskusjach między trzema potęgami całego Nowego Świata – Anglią, Francją i Hiszpanią – dokonano podziału sfer wpływów i wstępnych granic. Tu, a potem jeszcze w Nootce, po drugiej stronie tego Nowego Świata – u wybrzeży Kolumbii Brytyjskiej, gdzie Hiszpanie machnęli ręką na te olbrzymie, najbardziej na zachód wysunięte tereny i oddali je Anglikom. Koło Nootki też mieszkałem, wiele lat dłużej niż w Halifaksie. Czy palce maczałem w tych wielkich przemianach? Jak wielu dziś polityków i włodarzy PiSu w Polsce zasłonię się prawem odmówienia składania zeznań, które może by mnie inkryminowały. Jak wspominany już filozof powiedział : na wszelakij słuczaj lub inny równie ważny dziejopis, który przez kilka tysięcy lat pisał w broszurce zwanej Stary Testament: strzeżonego pan bóg szczerze. Zawsze miałem ochotę spytać się Jakuba ile było tych szczebli w tej drabinie, czy była składana czy mechaniczna (jak te na specjalnych wozach strażackich) – bo przecież do nieba strasznie daleko więc musiałaby być dłuuuuga. Jak ten chłopak ją targał na plecach – nie mam pojęcia.  Inni mędrcy –dziejopisi podają, że drabina się Jakubowi śniła i wszystko w tym śnie się zdarzyło. Pewnie po antałku jakiegoś wina. Gdyby tak inni o moich snach mogli przez tysiąclecia pisać to ho, ho, bo co mi to się nie śniło przez te lata. Fantazji mi nie brakuje, o tym zapewniam. 

Na drabinie nie siedzę, wina (jeszcze) nie piłem więc do rzeczywistości. Tu i teraz.

Politycy to takie dziwne osoby. Albo (a) szlachetni do nienormalności, którzy politykę uznają jako służbę, a siebie jako służących obywateli, albo odwrotnie – (b) dranie i złodzieje, którzy patrzą za lekkim chlebem i synekurkami za pieniądze podatników.  Są jeszcze (c) tzw. ideolodzy, najgorsi z najgorszych. I najwredniejsi. Jak ten Jakub uważają, że mają misję. I koniec, kropka. Bo jak taki facet czy facetka z misją, to mowy nie ma o jakiejkolwiek dyskusji. O tzw. consensusie, dogadaniu się.  Nawet gdy z chwilowych interesów i potrzeby  jakiś kompromis podpisze – to przy pierwszej okazji go wyrzuci do kosza na śmieci i zrobi, co planował wcześniej. Są jeszcze (d) tacy, którzy szczerze coś dobrego chcą dla wszystkich zrobić. Nie z jakiejś misji ani powołania. Niektórzy myślą, że mają np. pewien dług wdzięczności, moralny może wobec kraju.  I tradycje polityczne środowiska i rodziny. W zasadzie tych raczej lubię najbardziej.  I wierzę im. Tych szlachetnych trudno oskarżać i podejrzewać. No bo, jak szlachetni to skąd mieliby być źli?! Trochę się ich jednak boję. Bo w tej szlachetności mogą zapomnieć o normalności i robić i mnie świętym. A ja świętym nie chce być. Są też jeszcze po prostu (e) politycy-profesjonaliści.  Tacy, którzy nie są ani świniami ani świętymi.  Po prostu wybrali to jako zawód a nie jakieś powołanie. Chcą tym zarabiać na życie, jak ktoś zarabia pisaniem, liczeniem, malowaniem domów lub obrazów. Po prawdzie to ciężki chleb i im nie zazdroszczę.  Płatny dobrze zdecydowanie, ale bardzo niewygodny. Stale pod lupą, stale w lęku, że jakieś tam ośmieszające zdjęcie, wspomnienie kogoś, lub jakieś nagranie się znajdzie. Nie z morderstwa, czy gwałtu, nawet nie ze złodziejstwa – nie, zwyczajnie z jakiegoś pijaństwa, z jakiegoś biegania na golasa po jakiejś plaży, z jakiejś afery miłosnej lub po prostu czysto seksualnej (nie daj boże z afery z innej niż publicznie oświadczona orientacja seksualna!).  Już ja tam wolę to bieganie na golasa niż te zarobki profesjonalnego polityka, LOL.  Nie muszę nikomu się z tego tłumaczyć. Moja sprawa i koniec.

I powiedziawszy prawdę, to właśnie ci ‘politycy zawodowi’ stanowią olbrzymią większość wszystkich polityków. Nie ci ‘świeci’, nie te zdecydowane ‘świnie’. Większość z tych właśnie ‘zawodowych’nawet tego pewnie nie planowała. Ale się wciągnęli.  Adrenalina? Pewnie tak. I łechtana ambicja: wybrali mnie znowu, robię coś dobrze i ludzie mnie lubią, wierzą mi, poznałem dzięki polityce tylu Wielkich Polityków, nawet niektórych monarchów, przywódców religijnych, gwiazdy kina i estrady, znanych artystów, twórców!  To musi w końcu imponować. A potem to już trudno wrócić (dla większości) do ‘normalnego życia’. Ostatecznie większość posłów i senatorów nie miała jakiejś ciekawej kariery zawodowej, jakiejś pasji do której mogą wrócić. A pisanie obszernych wspomnień i autobiografii, wykłady i katedry w znanych uniwersytetach dostępne jest dla prezydentów i premierów, bardzo rzadko nielicznych znanych ministrów.  Dla przeciętnego posła – nie. Ten przeciętny najczęściej nie ma do czego wracać. Gdyby do polityki nie wszedł pewnie by się w jakiejś firmie dorobił może i lepszej funkcji, pensji. A tak co? Wrócić jako gryzipiórek, sprzedawca w sklepie, księgowy? To już lepiej w tym parlamencie, radzie miejskiej czy powiatowej siedzieć do emerytury. Ludzkie.

Kim są znani nam politycy, w której kategorii ich umieścić? Politycy z kręgu tych obszarów i państw które z praktycznych lub emocjonalnych względów są mi znani i mają wpływ na moje codzienne życie.

Koszula ciału bliższa, więc kilka nazwisk z Kanady – mojego domu przez większość mojego życia.

  1. Justin Trudeau i w jakiej kategorii? Myślę, że najbardziej pasuje do kategorii ‘d’ (nie, nie dla tego, że do d… – gdyby tak było nie byłby premierem przez trzecią już kadencję). Jego pierwszą kadencję, a zwłaszcza zwycięską kampanię wyborczą można poetycko, ale szczerze  i chyba prawdziwie określić okresem nadziei, uśmiechu, dobrej obietnicy. Trudeau mówiący światu: we are back, Canada is back among the just and caring societies.  I starał się szczerze. Poza osiągnięciem jego ojca, Pierre’a Trudeau, który przyniósł Kanadzie pełna konstytucyjną niezależność od jakichkolwiek formalnych związków z brytyjskim Parlamentem – nikt w historii Kanady nie podjął tak olbrzymich wysiłków w tylu olbrzymich obszarach polityki, ekonomii, a przede wszystkim historii: wielkie porozumienia z narodami autochtonicznymi, wyzwanie zmian klimatycznych i szereg innych tak w kraju, jak i na arenie międzynarodowej. Widziałem w tym dużą szczerość jego intencji.  Rok był 2015, dziś jest 2024. Dziewięć lat w polityce, u steru władzy to jak wiek. Świat się zmienił w tym czasie. Trudeau też. I całe społeczeństwo. Tak Trudeau jak i społeczeństwo zmienili się na gorsze.  Wszystko zaczęło się od pandemii. Otworzyła wrota dla zalewu obrzydliwego populizmu i egoizmu społecznego. Nie tylko w Kanadzie – ale w Kanadzie było to wyjątkowo zauważalne. Pewnie dlatego, że ja w Kanadzie mieszkam tak mi się pewnie wydaje, bo obrzydliwy populizm, który jest tylko milimetry od faszyzmu zalał wielkie obszary wielu państw i kontynentów. Do tego oczywiście doszedł jeszcze ‘trumpizm’ – czyli goebelsowska metoda powtarzania każdego wygodnego kłamstwa tak długo, póki tłumy w nie uwierzą. Ostatnią refleksją po dziewięciu latach Trudeau jest … zmęczenie.  Zmęczenie samego Trudeau, w którym rzadko już można zobaczyć jego szczery entuzjazm. A co gorsze dla niego – zmęczenie całego społeczeństwa Justinem.  Dziewięć lat to naprawdę długo. Wyrosło pokolenie, które pojęcia nie ma (jaki normalny chłopak czy dziewczynka w wieku dziesięciu lat zwraca uwagę na nazwiska premierów czy ministrów?!), kto to był Harper, Dion czy Chrétien. Alternatywa w Kanadzie wobec Trudeau to Singh z NDP (New Democratic Party) – odmiana europejskiej socjaldemokracji lub Poilievre od Konserwatystów. Najlepszym wyjściem dla Liberałów Trudeau byłaby formalna koalicja z Singhiem socjaldemokratów. Dla Kanady chyba też. Ale populizm robi swoje i jeśli takiej koalicji nie będzie (w Kanadzie tradycje rządów koalicyjnych są bliskie zera) to wygra chyba Pierre Poilievre.
  2. Jagmeet Singh, lider NDP. Mam problemy z zaliczeniem go do kategorii jakiejkolwiek. Prawdziwej wizji nie pokazał (tak, jak pokazał jego poprzednik, niezapomniany Jack Layton, który należał chyba zdecydowanie do kategorii ‘a’). Myślę, że najbezpieczniej jest go zaliczyć do kategorii ‘e’.
  3. Pierre Poilievre, lider Konserwatystów. Tu nie mam najmniejszej wątpliwości. A jeśli ufać sondażom, to jestem w zdecydowanej mniejszości. Moja absolutnie pewna kwalifikacja Poilievre to kategoria ‘c’ – najniebezpieczniejsza: wredny ideolog, oszust polityczny i kłamca.

Na szczęście nie znalazłem w Kanadzie ani jednego znaczącego polityka federalnego z kategorii ‘b’ – oszustów i złodziei. Politykami prowincjonalnymi zajmować się tu dziś nie będę.

Natomiast znalazłem takiego w tej wielkiej i potężnej Hameryce czyli Stanach Zjednoczonych – Donalda Trumpa. To nie ideolog, nie demagog. Po prostu złodziej i oszust. To wszystko, wyjaśniać nie będę.

Temat USA więc:

  1. Joe Biden, Prezydent. Kategoria? Zdecydowanie i bez namysłu (jak większość polityków amerykańskich) ‘e’ – polityk profesjonalny. Pierwszy raz w Senacie znalazł się w 1972, pięćdziesiąt lat temu. Zresztą Senat USA ( w mniejszej wersji i Kongres) to dożywocie lub kara śmierci. Przeciętna wieku tam to ile? 90, 110 czy 150 lat? A pogrzeby urzędujących senatorów wydają się po prostu czymś notorycznym. Czy ma jakaś wizję? Może miał ale zapomniał, a jakby ktoś mu z notatek dawnych spisał – to by nie odczytał, bo za mały druk, a wzrok nie taki. Z wielkim żalem moja pozytywna opinia o nim (ostatecznie pokonał Trumpa i wszyscy odetchnęliśmy na jakiś czas) wyparowała w związku z postawą wobec wojny izraelskiej. Biden jest współodpowiedzialny zbrodni ludobójstwa na Palestyńczykach. Jest jedynym, który mógłby dać Netanjahu wręcz ultimatum. Jedynym, który może mieć decydujący wpływ na politykę izraelską. I świadomie tego nie robi. Nie wiem czy z bardzo silnego lobby izraelskiego w Waszyngtonie, czy z przyzwyczajenia do starej doktryny amerykańskiej, która czyniła z Izraela fort zabezpieczający Bliski Wschód przed zalewem komunizmu ZSRR?  Może trzeba by mu ktoś przypomniał, że rok jest 2024, a nie 1994. Nie ma Nasera, nie ma Husajna (są za to zgliszcza Iraku po tej idiotycznej i kompletnie zakłamanej agresji amerykańsko-brytyjskiej). Ani Egipt ani monarchie arabskie zdecydowanie o komunizmie nawet nie śnią (chyba, że w formie koszmarów). No i Syria leży w gruzach. I długo się z nich nie wygrzebie. Iran?  Iran nie ma zamiaru prowadzić otwartej wojny z Izraelem. Iran to stara Persja, po Chinach i Japonii chyba ostatnie starożytne imperium, które chce zachować swoje dziedzictwo. Ale to nie imperium XXI wieku i takich ambicji nie ma. Chce być ważnym graczem i ważnym państwem w swoim regionie, bez globalnych ambicji.  Atak odwetowy na Izrael (zapowiedziany z dokładnością godziny aby i Izrael i flota USA w tej okolicy mogli się dokładnie do tego przygotować) był jedynie publiczną manifestacją siły i oczekiwaną odpowiedzią na wcześniejszy zamach izraelski na irańską ambasadę w Damaszku.  W wyniku tego zamachu izraelskiego zginął jeden z głównych dowódców i budowniczy całych sił zbrojnych Iranu  wraz z dwoma innymi irańskimi generałami oraz inni wojskowi i dyplomaci irańscy. Było nie do pomyślenia, że Iran nie będzie wręcz zmuszony do militarnej odpowiedzi.  Ale wbrew mojej opinii, że Biden jest współwinny ludobójstwa w Palestynie – jego kategoryzacji nie zmienię. To polityk zawodowy dodatkowo kompletnie uwikłany w matnię imperialnej polityki amerykańskiej. Co jest kolejnym paradoksem, bo Ameryka jest mocarstwem gwarantującym światowy, globalny pokój. I jest zdecydowanie państwem demokratycznym.
  2. Nancy Pelosi – była Liderka Kongresu USA i pierwsza kobieta na tej funkcji (lider Kongresu jest trzecią osobą w państwie w sukcesji do objęcia Prezydentury w sytuacji niemożliwości wypełnienia tej funkcji przez v-ce prezydenta). Moja kategoryzacja jej jako polityczki to obszar międy  literami ‘d’ i … ‘a’. Tak, wiem, że pierwszy raz daję tu ‘a’. To za jej olbrzymi wysiłek i wiarę w przewagę dobra nad złem, uczciwości nad malwersacją w dwóch nadzwyczajnych momentach historii USA – rozpoczęcia procesu impeachment przeciw Donaldowi Trump, gdy był prezydentem i u szczytu władzy oraz silny i zdecydowany protest dekadę wcześniej przeciw wojnie amerykańskiej w Iraku. To za to, gdy tłum rozwścieczonych zwolenników Trumpa zaatakował budynek Kongresu, niektórzy z nich planowali zamordowanie Pelosi. Wykazała wówczas więcej odwagi cywilnej i wiary w demokrację niż większość mężczyzn Kongresu i Senatu USA. Również obecnie, mimo że już autentycznie bardzo sędziwa, wyraźnie i publicznie potępiła reżym Netanjahu i stanęła po stronie niewinnej ludności palestyńskiej. Niezbyt często spotykany przykład praktycznej idealistki.
  3. Chuck Schumer, obecny lider większości  (Demokraci)w Senacie USA.  Zdecydowanie kategoria dobra – ‘d’. To on był tym, który wspomagał Pelosi w przeprowadzeniu procesu impeachment Trumpa. Będąc amerykańskim Żydem zachował się bardzo godnie publicznie apelując do Izraelitów o usuniecie Netanjahu z premierostwa i postawienie go przed Sądem Najwyższym Izraela. Tacy politycy jak Schumer są bardzo nielicznym plemieniem ludzi, którzy ogólnoludzką godność i bezpieczeństwo stawiają powyżej własnej plemiennej przynależności.
  4. Ostatni z USA to obecny lider mniejszości (Republikanie) w Senacie – Mitch McConnell. To on, udając niezależnego świętoszka (często istotnie w sposób molierowski) bronił zaparcie Trumpa przed prowadoznym przez Pelosi procesie impeachment. I to on obecnie, kiedy już nie musi, nie pozwala na krytykowanie obecnego kandydata Trumpa.  A nie musi. Senatorem jest już czterdzieści lat. Sam ma osiemdziesiąt. Dokładnie tyle samo, co Biden. Czas już zacząć pisać pamiętniki. Póki nie zapomni, co robił 30 lat temu (prócz tego, że był senatorem, LOL). Zastanawiam się czy jestem może gerontofobem, kimś kto prześladuje ludzi starych.  Nie, raczej nie. Wiekowo już mi bliżej do nich niż do młodych. Poza tym mają olbrzymi zapas mądrości życia. Ale przywódcami państw już być nie powinni. To wymaga już nie tylko mądrości (bo o dobrą radę zawsze starszych spytać można) – to wymaga olbrzymiej staminy fizycznej, zwłaszcza w okresie kryzysu. A jesteśmy chyba w dekadzie kryzysu na całym świecie. Może nawet wieku kryzysu.
  5. Sporo to powiązań politycznych z Izraelem. Więc jedno nazwisko wymienię. Wieloletniego i obecnego premiera Izraela, Benjamina ‘Bibi’ Netanjahu. Tak, tego który ponosi największą odpowiedzialność za tragedię, która dzieje się cywilnej ludności palestyńskiej. Dzieciom, kobietom. Tragedii, która wyraźnie nosi cechy ludobójstwa, etnicznej czystki.  To on też, zdaniem moim, ponosi olbrzymią odpowiedzialność za ten okrutny napad terrorystyczny Hamasu na nadgraniczny szetel Be’eri i miasto Sederot (ten dystrykt Izraela znajduje się na terenach palestyńskich okupowanych zbrojnie przez Izrael). Hamas napadł i wymordował setki ludzi a winny jest izraelski premier? Jak to możliwe? Oczywiście bezpośrednio odpowiedzialni za ten krwawy atak to palestyńskie ugrupowanie polityczno-militarne Hamas. Tu nie może być jakiejkolwiek wątpliwości. Ale nie ma też wątpliwości, że pewną moralną,  a zwłaszcza polityczną odpowiedzialność ponosi rząd Izraela. Jak to jest możliwe, że uzbrojone po zęby państwo izraelskie z jedną z najlepszych i najbardziej bezwzględnych służb wywiadowczych do tak zmasowanego ataku dopuścił? Netanjahu był pod presją kolejnego już kryzysu gabinetowego. Widmo utracenia fotela i miejsca na ławie oskarżonych własnego Sądu Najwyższego unosiło się nad jego głową, jak czarna chmura. A co gdyby jakaś awantura większa niż  nużące ale w sumie prawie nieskuteczne domowej roboty ‘katiusze’ Hamasu, się wydarzyła?  Bezwzględnie uwaga wyborców izraelskich skupiła by się na tym zagrożeniu i ‘wielki obrońca’ Netanjahu mógłby w zdecydowanej akcji odwetowej wypaść na bohatera?  W Tel Awiwie i w Jerozolimie witano by go, jako wybawcę a nie malwersanta. Czy zbyt daleko dymam? Może. Nie wiem. Ale wiem, że w polityce wszystko się zdarzyć może.  Odstawmy gdybanie. Wróćmy do kategorii politycznych.

Wiec Netanjahu – kategoria bezwzględnie ‘b’ i zdaje się ‘c’. Obie na samym dnie ocen moralnych i politycznych.

Jeśli nawet pominę niewyobrażalna tragedię palestyńską, Netanjahu i tak staje w jednym szeregu z węgierskim Orbanem i jemu podobnych. Faszyzujący populista i bezwzględnie malwersant finansowy. Trochę przypominający ekipę Ziobrów, Objatków i Kurskich herszta Kaczyńskiego.

  • Polityczno-militarni przywódcy Hamasu (nie wymieniam nazwisk bo te i tak mało są znane w popularnym przekazie medialnym i nic przeciętnemu widzowi-czytelnikowi nie mówiące). Nie, nie uznaje ich za ‘bojowników o wolność ‘Palestyny i Palestyńczyków. Uznaje ich za terrorystyczną organizację religijną. Organizację, która terroryzuje nie tylko Żydów ale i Palestyńczyków. Nawet może głównie Palestyńczyków, bo Żydów przynajmniej bronią silne i sprawne policja, służby bezpieczeństwa i armia. Palestyńczyków w Gazie nikt przed terrorem Hamasu nie broni. Hamas to zdecydowanie kategoria ‘c’.  Bezwzględni i nieustępliwie ideolodzy.  Dla idei wszystko można poświęcić i każdą zbrodnie sobie wytłumaczyć. Nie posiadają moralnych hamulców. A ideologia religijna to jeszcze bardziej uwypukla , umacnia w ortodoksji.

Na terenie Bliskiego Wschodu moją kategoryzację zamknę, bo obszernością tekstu przekracza ramy blogu autorskiego. W następnej części zajmiemy sie obrzeżem Europy, które ma olbrzymie znaczenie dla świata, a przez wieki graniczyło z Rzecząpospolitą I , II, okresem PRL i III, czyli Rosją. Po Rosji wrócę do Polski. I jej obecnych polityków.