Bogumił Pacak-Gamalski
Słoneczny dzień wiosny w Halifaksie w Kanadzie. Czas dobry na spacer down the memory lane … Smutny trochę, bośmy prawie wczoraj razem tymi uliczkami chodzili, a dziś sam. Ale i ciepły właśnie przez to, przez ten szalik wspomnień. Więc chodziłem tymi barwnymi uliczkami uroczych drewnianych domków prowadzących do uniwersyteckiego campusa i dalej do Public Gardens. Tam, gdzieśmy razem lubili zachodzić na spacery, na kawę, czasem na koncert ‘pod chmurką’. Pierwsze krokusy kwitły. Na końcu podjechałem pod budynek ‘Berkley’ – miejsce Twojej pracy i ludzi, mieszkańców i pracowników, którzy tak cię lubili i tak serdecznie pożegnali, gdyś odszedł w swoją gwiezdną drogę. Byli mi w tamtych okrutnych dniach wielką podporą. Więc chodząc po parku, po tych uliczkach – nie chodziłem sam. Byłeś obok mnie. Prawie mogłem cię dotknąć. Z dala od trurystycznego centrum, uliczki i lokalni mieszkańcy mają bardzo sympatyczny zwyczaj kłaniania się sobie, pozdrawiania innych przechodniów. Bardzo to lubię. Te krótkie ‘hay’ z uśmiechem na twarzy lub czasem dłuższe ‘how are you’. Kłaniałem się też ze szczerym uśmiechem i odpowiadałem ‘co za uroczy dzień dziś’. I był uroczy. Kiedyś będzie mi brakować tego sympatycznego witania się z nieznajomymi, jakby wszyscy byli sąsiadami zza ściany. Z tego samego podwórka.












