Bogumił Pacak-Gamalski

Dni temu kilka wstecz na Moje Kamienie poszedłem w porze przedwieczornej. Już się niosło ku wiośnie, już w powietrzu, mimo chłodu, dał się jej smak wyczuć. Krzewiny jeszcze nagie, jeszcze bezlistne a już się na święto Primavery szykowały. Deszczyk drobny mżył, a gałązki chwytały je warkoczami i obwiązywały się tymi tymi kropelkami niczym sznurami brylancików, perłami srebrnymi. I tak, w tych perlistych gałęziach, wiersz się był napisał. O młodości i chęciach. Taka primaverka niechcąca … a chcąca pomimo.