Mulier et potentia – kobieta i moc

Zdumiewające jak jedna decyzja może pomieszać szyki całej plejady potężnych polityków na całym świecie. Jedna decyzja jednego polityka. Nie, nie decyzja wywołania jakiejś wojny lub podpisania jakiegoś pokoju. Nawet nie decyzja kandydowania do jakiegoś potężnego, ważnego stanowiska – wręcz przeciwnie. Decyzja jednego bardzo podeszłego wiekiem polityka, że właśnie kandydować nie będzie.

Naturalnie, aby takie rewerberacje decyzji kogoś bardzo starszego były – musi to być jakiś bardzo ważny człowiek. Z potężnymi wpływami i potężnymi możliwościami. Powiedzmy – Prezydent USA.

Nagle prawie nieuniknione widmo prawie zapewnionego fotela prezydenckiego w zbliżających się z końcem roku wyborach amerykańskich dla Donalda Trumpa przestało mieć charakter czegoś, co jest prawie nieuniknione. Odwrotnie – szanse kandydatury Trumpa w ciągu jednego dnia zmalały kosmicznie.

Nie twierdzę, że Trump nie ma szans. Ciągle może te wybory wygrać. Ma kompletnie przez siebie podporządkowaną maszynę wyborczą prawie całej Partii Republikańskiej. Ale tak, jak w Polsce żadna partia polityczna nie ma milionów członków, którzy swoją masą sami mogą wybrać kogo chcą i do czego chcą, tak samo w USA ani Demokraci ani Republikanie takiej szansy nie mają. A sam tzw. twardy elektorat Trumpa to w dzisiejszej Ameryce zdecydowanie za mało by mógł to zrobić.

Tak, jak pan Kaczyński nie ma na to szansy w Polsce tylko z elektoratem PiSu, ani pan Tusk nie ma tylko z elektoratem PO. Co ciekawe, to wydaje mi się, że tej regule nie podlega kandydatura Rafała Trzaskowskiego na Prezydenta RP. O ile nie nastąpi jakaś katastrofalna pomyłka – jestem przekonany, że wybory prezydenckie w Polsce wygra. Co by kolosalnie poprawiło sytuację polityczną i chyba przez to ekonomiczną w Polsce. Przede wszystkim zlikwidowałoby paraliż legislacyjny Sejmu i Senatu wprowadzony przez totalny obstrukcjonizm prezydenta Dudy, który jest niewyobrażalnym aktem sabotażu państwowego. Nagle Prezydent-marionetka poczuł potęgę prezydenckiej mocy. A jako że kwalifikacji męża stanu jakichkolwiek nie posiada – ta aktywność prezydencka bardzo Polsce szkodzi.

Ale – ani Duda, ani Trzaskowski takiego wpływu na świat nie mają i mieć nie będą, jak prezydent USA. Więc wróćmy do tej sprawy.

Kto więc (zamiast Bidena) taki ból głowy Trumpowi przysporzył? Podpowiem dla ułatwienia – ta sama płeć, jaka od kilku dobrych lat tyle kłopotów finansowych, sądowych i wizerunkowych Trumpowi przysporzyła. Tak, kobieta. Co gorsze – była Prokurator Naczelna największego stanu USA, Kalifornii. Jak sama powiedziała ostatnio w jednym z wystąpień – jej doświadczenie w prowadzenie spraw sądowych przeciw malwersantom, pasożytom unikającym płacenia podatków mimo statusu milionerów, patologicznym kłamcom, bardzo jej ułatwi prowadzenie kampanii przeciw takiemu właśnie przeciwnikowi, bo doskonale zna ich modus operandi

Tak, naturalnie, że wiecie. Mówię o Kamali Haris.

Po bardzo pewnie nerwowych dniach i nocach ostatnich tygodni, gdy rosło prawdopodobieństwo wygranej Trumpa w proporcji do co raz bardziej widocznego słabnięcia fizycznego i mentalnego Joe Bidena mogą teraz odetchnąć z ulgą przywódcy innych krajów, a z nerwowym zaniepokojeniem inni:

Wołodymyr Zełenski, Prezydent Ukrainy: nie ulegało jakiejkolwiek wątpliwości, po której stronie konfliktu rosyjsko-ukraińskiego stoi Donald Trump. Dla tych, którzy nie są sto procent pewni, podpowiem: to nie była strona Ukrainy. Ulga dla niego.

Binjamin Netanjahu, Premier Izraela: oportunista, malwersant, populista par excellence i rasista, wedle wszelkich informacji i wstępnych wyroków Międzynarodowego Trybunału w Hadze uważany za ludobójcę. Urodzony w Izraelu ale … syn polskiego Żyda z Warszawy, Bencyjona Milejkowskiego, który w 1920 wyemigrował do Palestyny i przybrał nazwisko od miejscowości palestyńskiej – Netanja. Zaniepokojenie dla niego.

Jens Stoltenberg, Szef NATO, Norweg – bezwzględnie oddycha z wielka ulgą, że zwycięstwo Trumpa stoi teraz pod dużym znakiem zapytania. Ulga dla niego.

Mark Rutte Holender, będzie od października nowym Szefem NATO. To specjalnie silna ulga dla niego.

Władimir Putin, nie, nie będę przedstawiał. Tego niebezpiecznego wariata, bandytę, zabójcę, który niestety ma dostęp do tych szyfrów i śmiercionośnych pocisków – wszyscy znają. Na pewno szacunkiem Trumpa nie darzył, ale był mu wyjątkowo użyteczny w jego obłąkanych marzeniach rosyjskiego Samodzierżawia. Zaniepokojenie dla niego.

Nad Wisłę tylko na moment powróćmy do głównych politycznych graczy: premier Donald Tusk i prawie pewny przyszły Prezydent Polski, Rafał Trzaskowski – dla nich ulga bezwzględnie.  Obecny prezydent, który od składającego podpisy niemowy legislacyjnego zamienił się naglę w ‘chciałaby, ale nie może’ silnego pożal się Boże męża stanu, Andrzeja Dudy, to raczej żenujące zaniepokojenie. W tej prezentacji nie może naturalnie zabraknąć węgierskiego faszysty i oszusta, Victora Orbana. Ze względów nie wymagających uzasadnienia – zaniepokojenie dla niego.

Nie mogę oczywiście nie wspomnieć Kanady i jej premiera, Justina Trudeau. Jeden z najdłużej urzędujących premierów w całym demokratycznym świecie. Nie tylko – on był premierem naturalnie już za pierwszej (miejmy nadzieję – ostatniej) prezydentury Trumpa. I większość pojedynków z nim wygrał na korzyść Kanady. Czego pewny siebie Trump nie może mu zapomnieć. W dodatku Trudeau lubi się lansować jako feminista i przyjaciel środowisk LGBTQ+. Jaką opinię o kobietach ma Trump nie ma sensu wyjaśniać, podobnie o LGBTQ – jest mizoginem i cywilizacyjnym orangutanem. Więc informacja o kandydaturze pani Haris na prezydenturę USA to bez wątpienia dla niego ulga. Jeśli przypomnimy, że Kamala Haris chodziła do szkoły i uniwersytetu w … Montrealu, to cóż więcej można dodać? Ah, skoro Kanada, to trudno (choć naprawdę wolałbym na jego temat nic nigdy nie pisać) pominąć rozłoszczonego pajaca populistycznej sceny – Pierra Poilievre. Onże bardzo musi być nie tylko zaniepokojony, ale wręcz zagubiony. Jak mały lokalny łobuziak, którego doszła wiadomość, że może utracić silnego opiekuna gangsterskiego.

Leave a comment