Grzegorz Braun – karykatura posła

Bodaj wczoraj lub dzień wcześniej ogladałem, na żywo, transmisję z procesu sądowego tej nienawistnej poczwary polskiej polityki, posła (sic!) Grzegorza Brauna.

Ta podła kreatura zachowywała się okropnie. Trafiłem akurat na fragment, gdy przesłuchiwano w charakterze świadka profesora Uniwersytetu w Ottawie (Kanada), pana Jana Grabowskiego. Akademika specjalizującego się w historii polskich Żydów, w szczególności okresu Holocaustu 2 wojny światowej i w pierwszych latach po wojnie.

Nigdy nie negowałem metodologii prof. Grabskiego ani jego wyjątkowej znajomości tematu, ale często nie zgadzałem się z jego konkluzjami. Nie będę powtarzał mojej argumentacji – wyłuszczyłem ją obszernie kilka dobrych lat temu w cyklu tematycznym na moim blogu. Wszak dojście do innych konkluzji i oceny etycznej i moralnej nie jest wszak w jakikolwiek sposób zaprzeczeniem dorobku naukowego Grabowskiego w tej materii. Naturalnie, że nie jest jedynym badaczem tego obszaru historii, a jednym z licznych historyków polskich, izraelskich i z innych państw, którzy tym olbrzymim i horrendalnym okresem się zajmowali. Ale jest, ze względu na zebrany materiał dowodowy, jednym z ważniejszych.

                Na wokandzie sądowej pan Grabowski był tylko świadkiem prokuratury oskarżającej posła Brauna o akty przemocy i wandalizmu. Chodziło w szczególności o ustalenie faktów i przebiegu zdarzeń z dnia, gdy kilka lat temu[i] miała miejsce prelekcja Jana Grabowskiego organizowana przez Wydział Historii Uniwersytetu Warszawskiego. Prelekcja, która de facto nie odbyła się, gdyż zaraz po wstępie profesora tenże faszysta Braun podbiegł do mównicy i po chuligańsko zdementował mikrofony i urządzenia nagłaśniające. W wyniku powstałego zmieszania i strachu wystąpienie akademika przerwano i nie mogło już w takiej sytuacji być kontynuowane. Niewątpliwie do zwiększenia zamieszania i konsternacji wspomogło też głośne przypominanie Brauna, że dokonuje ,interwencji poselskiej’. Pomyliły mu się widać wieki, bo od czasów I Rzeczypospolitej, gdy pojedyńczy szlachtura mógł sejm zerwać jednym  ‘nie pozwalam’[ii] minęly bezpowrotnie kilkaset lat temu. Niemniej okrzyk ‘przeprowadzam interwencję poselską’ mógł niektórych autentycznie wprowadzic w konsternację.

Wyobraźcie sobie państwo 460 posłow biegających po różnych miastach w Polsce, niszczących mikrofony i zrywających spotkania-zebrania mieszkańców tych miast! Sodoma i Gomora, LOL! Na szczęście chyba 99.5 procent posłow RP aż takimi wariatami nie jest. W każdym bądź razie nie do tego stopnia, by ich trzeba było zamykać w wariatkowie. Tak, rozumiem, że wielu czytelników może się ze mną w tej kwesti nie zgadzać i chętniej jednak by cały Sejm do wariatkowa (na wszelakij słuczaj, jak mawiają starożytni Rosjanie). Wracjamy wszak do tematu, bo nie było to zajście ani wesołe ani zabawne.

Prawdą jest, że Braun to wąż przebiegły i szczwany. Na szczęście polskie sądy już odzyskały w dużej części swobodę i niezawisłość, którą im odebrano w ciemnej nocy lat 2015-2022. Dzięki temu sędzia był bezwzględny wobec oburzających chwytów Brauna, który uważał, że uczyni z wokandy sądowej teatr polityczno-ideologiczny. Na przekór jego usilnych prób, tym razem mu się to nie udało. W pewnym momencie wyczerpał cierpliwość sędziego i tenże nakazał mu opuszczenie Sali sądowej na pewien okres czasu.  W czasie tej ‘banicji’ reprezentowało oskarżonego aż trzech obrońców-adwokatów. Po powrocie na sale rozpraw nieco skonfundowany poseł starał się mitygować. Ale naturę chuligana trudno nawet samemu okiełznać. Szczęściem przytomności i już chyba pewnej irytacji sędzia wielokroć informował świadków, że na niegrzeczne pytania oskarżonego nie mające nic z konkretem sprawy odpowiadać, lub wręcz ich zaczętą już odpowiedź przerywał, dając krótkie wyjaśnienie. Żal mi trochę było adwokatów oskarżonego, którzy zachowywali się przyzwoicie, a ich klient systematycznie swoimi perorami ośmieszał, żenował i niweczył wszelkie szanse na jakąkolwiek skuteczną strategię obronną.

Ileż padało z jego ust obraźliwych słów, które ze względu na kontekst jego wypowiedzi były szkalujące i szczujące. Hasła ‘Polak’, ‘patriota’, ‘Żyd’, ‘Szkop, ‘Niemiec’, ‘folkzdojcz’, ‘komuch’, ‘Ruski’, ‘Wołyń’, ‘Eurokołchoz’ były rzucane, jak piłeczki pingpongowe. I nic z przedmiotem sprawy nie mające wspólnego. Zwykła odrażająca natura tego człowieka, który gdy mówi, to pluje błotem.

Nie potrafię w jakikolwiek logiczny sposób wytłumaczyć i zrozumieć takich osobników.  Poza jedna ewentualnością: nienawiść traktowana , jako choroba psychiczna zżarła jego mózg kompletnie. Ale wtedy trzeba być konsekwentnym – taki osobnik, jako niebezpieczny dla otoczenia winien być izolowany w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym na czas nieograniczony.

Co jest bardzo smutne, to świadomość, że ktoś go na posła wybrał. Ktoś na niego głos oddał. Świadczy to o degrengoladzie pewnej (nielicznej, wierzę) części naszego społeczeństwa. Części, która jakby zapomniała, że największa część ofiar Holocaustu, to byli polscy obywatele, polscy Żydzi. To nie byli przybysze z kosmosu – to byli nasi sąsiedzi, nasi sklepikarze, nasi poeci, malarze, pisarze, kompozytorzy. Nasi, polscy Żydzi.

Pod tym łączem jest przekierowanie do mojego tekstu z października 2022 roku, który syntetycznie i dość jasno wyraża moje prywatne, osobiste rozumienie Zagłady i procesu emocjonalnego, który jako Polak musiałem przejść. To część trzecia cyklu, jaki wówczas pisałem i jako ostatnia najbliżej oddaje nie tyle racjonalne ile emocjonalny stan mojego rozumienia tamtych złych czasów.

Smutek i Brak. Cisza, którą trzeba wypełnić prawdą. – > > Pogwarki < <

[i] 30 maja, 2023 roku

[ii] liberum veto

Polskie deja vu

Bogumił Pacak-Gamalski

Oglądam i słucham codziennie wiadomości. Zawsze byłem ‘zwierzęciem politycznym’, na szczęście nigdy nie byłem politykiem. Często bywałem działaczem społecznym, co o politykę i polityków się poniekąd ociera. Mea culpa. Ale trudno zupełnie ją w życiu odrzucić, gdy jest wszędzie. Chcąc cokolwiek dla innych zrobić lub zwyczajnie choć nieco rzeczywistość nagiąć do własnych wyobrażeń i dążeń – bez ocierania się o tą brudną politykę nie sposób. Choć przy okazji pobrudzić się łatwo. Cóż, trudno.

Mam więc zawsze (z wiekiem silniej to występuje, bo naturalnie z biegiem lat bagaż zawodów wobec polityków staje się cięższy) duże nadzieje wobec polityków, którzy te nadzieje budzą wiedząc, że w większości wypadków się na końcu rozczaruję. Na usprawiedliwienie trzeba jasno powiedzieć, że nawet najlepsze intencje tej pani czy pana, którzy za politykę się biorą z czasem ulegają wyjałowieniu w zetknięciu z twardą rzeczywistością politycznej walki z przeciwnikami lub nawet sojusznikami, koalicjantami. W sumie najłatwiej to mają s…rwiele dyktatorzy i typki, które kompletnie w nosie mają przepisy i konstytucje. Czyli ci, którzy demokrację używają do zdobycia władzy, a po wygranej tą demokrację zamykają w Domu Wariatów za żelaznymi drzwiami i oknami z kratami.

Od czasu pewnego nikt mnie tak nie cieszy, a budzi z letargu, jak obecny Marszałek Sejmu RP, pan Włodzimierz Czarzasty. To stary wyjadacz politycznego chleba lewicy. Zaczynał, jako smarkacz jeszcze za nieboszczki PRL. Było to może i niechlubne – ale mówienie, dziś, że każdy młody chłopak czy dziewczyna, który do ZMP (młodzieżowa przybudówka PZPR) należał był świnią i zdrajcą, jest kłamstwem. To byli młodzi ludzie, często ze środowisk robotniczych, którzy kończąc szkoły, na ogół studia też, myśleli, że można to naprawić, że idee są dobre tylko źli wykonawcy. Prawda jest taka, że i wykonawcy nie wszyscy byli tacy źli. To właśnie idee były kompletnie złe. Do d…py, zwyczajnie. Ale zrozumieć to, gdy ma się lat 18 lub 20 i nigdy nie żyło się w kraju demokratycznym, a od urodzenia właśnie w tym PRl jest więcej niż niemożliwością. Szczęśliwi, którzy żyli w rodzinie i środowisku inteligenckim, wręcz anty-komunistycznym, anty-sowieckim.

Czarzasty nie ukrywa tego, ba! podkreśla, że jest politykiem lewicowym (w moim życiu przekonałem się, że Lewicy ufać można najbardziej jeśli chodzi o sprawy socjalne). Czy bym chciał aby Lewica tworzyła rząd w moim kraju? Chyba nie jednak – ale bardzo bym chciał by była takim języczkiem u wagi, by bez jej głosów rząd by tracił swoją parlamentarną większość.

Dzień czy trzy temu wysłuchałem pasjonującego wystąpienia pana Marszałka Czarzastego na spotkaniu z młodzieżą z całego kraju. Gdybym tam był osobiście (nie byłbym, bo młody nie jestem i politykiem też nie, LOL) bym z radością na stojąco bił brawo. Idee, tak! Wizje, tak – trzeba je mieć, trzeba w nie wierzyć. I trzeba czasem o nie zawalczyć. Niech młodzi nie machają ręką, że ci ‘starzy’ u steru władzy, te zgredy nigdy im na to nie pozwolą. Nie patrzcie na tych zgredów. Sami po swoje prawa sięgajcie, trzymajcie ich za ‘wyborcze gardło’, by obietnice spełniali. To chodzi o wasze życie, o waszą przyszłość.

Pokolenie waszych dziadków i pradziadków walczyło o Polskę w 2 wojnie światowej, waszych rodziców (ja) miało swoją ‘Solidarność’ – teraz czas na wasze pokolenie. Historia daje wam szansę wziąć ster i lejce we własne ręce. Tak, skoczcie bez siodła na grzbiet tej starej kobyły Historii i poprowadzcie ją na świeże pastwiska.

Poniżej te porywające wystąpienie tego mądrego ‘starego zgreda’ Marszałka Czarzastego.

Wojny i mężowie stanu. Wojny i rozbójnicy.

Wojny i mężowie stanu. Wojny i rozbójnicy.

Doprawdy nie chce się brudu dotykać i pisać o polityce. Ale jest wokół nas, dotyka brudnymi łapami, wrzeszczy, pijana bełkoce wieczorami, wszczyna burdy po wódce w barach i bramach kamienic. Zatacza się z panienkami lekkich obyczajów pod Grand Hotelem w Sopocie, pod Bristolem i Europejskim w Warszawie.

Chcąc czy nie chcąc – dotyka nas i naszego życia. Spokoju po dniu pracy lub lęku: co będzie jutro? Lęku niestety. Lęku i złości. Ile trzeba łajdactwa w sobie nazbierać, by wykorzystując niezasłużenie otrzymane funkcje i wysokie pozycje we władzach kraju, by stać się tak bezczelnym i zadufanym w sobie, by ten spokój nasz, te prawo do odpoczęcia nam niszczyć?

Kraj ma wielką wojnę na granicy od Białorusi aż po Bieszczady, zresztą Białoruś w łapach okrutnego satrapy odgrodzona od nas zasiekami z drutu kolczastego. To nie są żarty – to codzienna rzeczywistość naszych granic wschodnich.

Wielkie, okrutne wojny zapaliły się od pocisków i bombardowań szalonego Pomarańczowego Starca i zbrodniarza wojennego z Izraela: od starożytnej Persji po cały Bliski Wschód. Netanjahu ostrzelał pociskami z białym fosforem ludność cywilną wbrew prawom wojny, które zabraniają używać tej okrutnej amunicji, jeśli istnieje ryzyko, że spadnie na terenach, gdzie może być ludność cywilna. A to dokładnie zrobił ten zbrodniarz wojenny, grabarz Gazy i Palestyńczyków.

Zbrodniarze naszego świata: Putin, Netanjahu i Pomrańczowy Starzec stoją nad olbrzymią beczką prochu z zapalonymi lontami. Beczki każdego z nich kryją ładunki atomowe i jądrowe. Czy podpalą? Uważam, że nie zawahają się, jeśli dojdą w swych schorowanych mózgach do wniosku, że ich plany się chwieją i mogą paść na śmietniku historii. Czym się różnią tysiące ofiar od milionów? Niczym prócz zer. Bo taką wartość w ich umysłach ma ludzkie życie: zera.

W takim świecie, w takim zagrożeniu znajduje się Polska. Naturalnie nie tylko Polska. Ale ona też. Bezpośrednio w każdej chwili zagrożona od Putina, najmłodszego z tych trzech starców, bo tylko 73-letniego jeźdźca Apokalipsy.

I w tejże Polsce toczy się od tygodni już szalona, nienormalna wojna polityczna o rozbudowanie i wzmocnienie polskich wojsk. Za czyje pieniądze, z kogo zasługi? Za jaką cenę? Od tygodni całych, od awantur sejmowych, nienormalnych spotkań z nienormalnym prezydentem i absurdalnej argumentacji skrajnej prawicy stetryczałego Kaczyńskiego. Do tego dołączył ostatnio ten tłusty wieprz ze stanowiskiem Prezesa Narodowego Banku Polskiego. Wlazł po prostu nachalnie w samo centrum dyskusji politycznej o podstawowych dla państwa sprawach. Prezes Banku, nie poseł, nie minister, nie senator, nie premier. Urzędnik państwowy. Banku, który od wielu już lat każdego roku ogłasza deficyt rzędu miliardów złotych. Nagle mówi, że znajduje miliardy, które mogą być użyte na rozbudowę armii i uzbrojenie. Więc jeśli gdzieś pod tapczanem te miliardy znalazł, to zgodnie z prawem musi tą nadwyżkę przelać na budżet państwa do dyspozycji rządu. Takie jest prawo, idioto. I w dodatku możesz być pociągnięty do odpowiedzialności karnej za składanie niezgodnych z prawdą raportów dla ministra finansów. Więc zaczyna się wić, jak żmija tłusta i pocić. Nagle wpada na pomysł: sprzedajmy rezerwy polskiego złota i będą pieniądze! Cudownie! Zastawimy drugą hipotekę na ten sam dom, który już ma hipotekę (owe deficyty Narodowego Banku Polskiego to właśnie ta pierwsza hipoteka). Genialny idiota, czy idiota zwyczajny? Jak to jest, że politycy bardzo prawicowi tracą mózgi i wszelką racjonalność, gdy prowadzą wojnę polityczną o władzę w państwie? Jest wszak coś, co nazywa się najzwyczajniej racją stanu. Gdzie spory polityczne nie maja prawa głosu, gdzie interes podstawowy państwa, to absolutny priorytet. Nieprzekraczalny, niedotykalny.  

Otóż rząd wypracował w dyskusjach z Unią Europejska olbrzymią pożyczkę na wyjątkowo dogodnych, wieloletnich procentach ( 3%!). Bagatela, tylko 150 miliardów euro[i], lub 185 miliardów złotych. Tak, to jest pożyczka, daj wam boże jednak a takich warunkach taka pożyczkę dostać od jakiegokolwiek banku. Nawet nie na prawie 200 miliardów, ale na głupi milion – sam stanę w kolejce.

Szanowny (tak, to figura retoryczna, bo potwierdzam, że nie szanuje pana) Panie (P)rezydencie, stoimy być może w sytuacji, w jakiej Polska była między 1937 a 1939 okiem. Nie ma czasu ni miejsca na kłótnie i spory polityczne. To by się równało zdradzie narodowej. Gdyby pan prezes Narodowego Banku Polskiego znalazł legalne i konstytucyjne miliony polskich złotówek – ma pan już zapewnienie rządu, że też je zużyje na obronność Polski. Wiem, że pan nie znajdzie, bo z próżnego i Salomon nie naleje, ale gdyby … Tu pieniądze mamy już teraz. Czekające, gotowe. Trzeba tylko pańskiej kontrasygnaty a odpowiednim akcie sejmowym. Proszę stanąć na wysokości zadania Zwierzchnika Polskich Sił Zbrojnych. Albo wrócić na Wybrzeże do Grand Hotelu.


[i]SAFE dla Polski – dotacje czy pożyczki i na jakich zasadach

Nowy Rok – czy dorośleliśmy do wyzwań historii?

Nowy Rok – czy dorośleliśmy do wyzwań historii?

No więc mieli swoje trzy kopiejki i trzy fenigi panowie Nawrocki i Tusk, LOL. To ja dodam swoje trzy grosze, nie gorsze i w dodatku polskie, nie austriackie.

Posłuchałem z uwagą waszych mów noworocznych. Jedna trochę tomtadracka, zanurzona w historycznych odniesieniach, prezydencka można by powiedzieć. Druga, rządowa, to już szarża husarska, powiedzmy pod Kilchormem.  Szwed pobity, Inflanty uratowane. Sułtan turecki i Szach perski z papieżem słali gratulacje.

Tylko, że … ano, tak. Nie raz pierwszy i nie ostatni wielkie zwycięstwa nie zamieniają się w długi, zwycięski marsz ku przyszłości. Najlepszym dowodem polskiej determinacji był fakt, że nim zwycięski hetman wrócił do stolicy, blisko połowa jego armii … rozlazła się do swoich dworków, mająteczków i miasteczek.

Tak, historia ma piękne przykłady polskiego bohaterstwa na polach bitew, panie prezydencie-historyku. Niestety, poza Brygadą legionową Józefa Piłsudskiego – nikłe przykłady równie wytrwałej i skutecznej pracy politycznej i gospodarczej po zakończeniu wojny lub bitwy. Pomyśl pan o tym. Warto się na to wysilić.

Panie premierze-polityku. Rządzi pan niby dobrze i skutecznie ekonomicznie – co nader wyraźnie pan uwypuklił w mowie noworocznej – by ‘Polsce i Polakom żyło się lepiej’[i]. Wielkim jest bezmiernie pańskie zbliżenie do Unii Europejskiej i zaciśnięcie współzależności z tą europejską rodziną państw i narodów.  Dużo jeszcze plusów panu można (i zasłużenie) przypisać.

Ale ja mam takie jedno, maleńkie pytanie do obu panów, prezydenta i premiera. Szczere, może nie dyplomatyczne w pełni, trochę tak jakby zależne od spraw medyczno-trawiennych.

Panie prezydencie i panie premierze: czyści się do diaska szaleju obiedli?!

Wojna za miedzą się dzieje, od lat cholera.  Polacy ‘w poważaniu głębokim’ mają wasze sprzeczki, wasze weta i spory, kto ważniejszy. Na nic ta rosnąca siła ekonomiczna, gdy za rok-dwa może się okazać, że zza wyłomu szykują się pułki, regimenty tatarsko-mongolskiej hordy carstwa rosyjskiego.

Panie Nawrocki – dość tej dziecinady liberum veto i płaszcza rejtanowskiego w obronie konstytucji. Weź pań się w łeb walnij, ale skutecznie – buzdyganem hetmańskim, a nie paluszkiem. Mimo, że wyraźnie pan chce się odciąć od wszelkiej wspólności kulturowej z czerwoną ideologią – przypomnę panu wielkiego (tak, wielkiego) poetę polskiego, komunistę: Władysława Broniewskiego. Napisał kiedyś taki wierszyk, dość znany, słynny nawet. Broniewski bardzo Sanacji nie lubił. Sanacja nie lubiła Broniewskiego i dała mu nawet ‘mieszkanko’ w Berezie Kartuskiej[ii]. Gdy w 39 Niemcy napadli na Polskę 1 września, a zaraz potem hordy sowieckie najechały Polskę od wschodu, to tenże komunista-Broniewski napisał znamienny wiersz „Bagnet na broń”. Radzę przeczytać. O tym, że owszem, ‘są w ojczyźnie rachunki krzywd’, ale i o tym, że ‘obca dłoń ich też nie przekreśli’.  I dalej w tym samym stylu. Stanął na wysokości zadania.

Spory polityczne, ideologiczne wobec śmiertelnego zagrożenia nie mają znaczenia. Polska i Litwa to autentyczne stare ‘przedmurze’ Europy Zachodniej. Naszej Europy kulturowo-cywilizacyjnej. Wszystkie armie każdego Suworowa i Putina będą musiały maszerować do Europy przez Nizinę Polską. Innej drogi nie ma. Nie przez Bałtyk i przez Królewiec – przez Niemen i Bug. Tamte drogi to tylko ścieżki pobrzeżne. Buciory rosyjskie potrzebują szerokiej drogi a nie ścieżyn.

Polska rośnie gospodarczo, przemysł, dochody mieszkańców. Nigdy chyba w nowoczesnej historii tak dobrze Polsce i Polakom nie było. A może być jeszcze lepiej. Może.  Nie musi. Nie czas teraz na głupie spory o schedę polityczna. Teraz wy – panowie Tusk i pan Nawrocki i cała elita polityczna Polski musicie stanąć na wysokości zadania. Nie chodzi o PO, o Konfederację z koroną czy bez (ale bez rosyjskiego śmiecia od gaśnicy!), nie chodzi o starego kapcana PiS. Teraz wy musicie stanąć na wysokości zadania. Być przykładem mądrych patriotów, a nie tylko sprytnych polityków. Czy Polska musi wydawać aż tyle pieniędzy na potężną armię? Ponoć w zamyśle jedną z najpotężniejszych w Europie (poza arsenałem nuklearnym). Pytanie otwarte. Czy aż tak potężną, że złamie na lata budżet państwa? Nie wiem. Jestem pewny, że lepsi ode mnie specjaliści łatwiej na to znajdą odpowiedź i radę.

Ale wiem bez najmniejszej wątpliwości, że musimy wszelkimi i wszystkimi metodami wspierać Ukrainę. Gospodarczo, ekonomicznie i bezwzględnie militarnie. Również z butami na ziemi. Bo lepiej zgodzić się wysłać batalion do ewentualnych sił rozjemczych (tzw, eufemistycznie nazwaną “coalition of the willing”) niż walczyć armiami i dywizjami na pograniczu polsko-ukraińskim.

Ale finansowo nic nie kosztującym jest imperatyw zrozumienia, gdzie i w jakim czasie historycznym panowie prezydencie i premierze jesteście. A jesteście w stanie przedwojnia. Proste. Jest trochę bez znaczenia, który obóz ideologiczny za dwa lata wygra wybory parlamentarne. Oby się nie zdarzyło, że będzie to kompletnie bez znaczenia, gdyż w czasie działań wojennych trudno wybory organizować ….

Jako dwóch najważniejszych polityków Polski nie macie prawa popełniać błędu Rydza-Śmigłego i Becka. Musicie twardo stanąć w jednym szeregu, nie na przeciw siebie, a ze soba obok.

Nikt nie wybiera czasów historycznych, ale przyszło wam w takich żyć. Należy to brać pod uwagę.

A tak zupełnie już na uboczu, na końcu, poza bieżącymi wyzwaniami – czy tak łatwo zapomnieć długie setki lat, gdy Ukraińcy (wówczas nazywani Rusinami – nazwa i określenie ‘Ukraina, Ukraińcy” to wymysł bardzo współczesny) mieszkali pod panowaniem Korony Polskiej i byli razem z nami poddanymi jednego władcy i obywatelami jednego państwa.

Dobrego roku życzę.


[i] trochę mi to (bez złośliwości jakiejkolwiek z mojej strony, naturalnie, LOL) przypomina obietnice niejakiego pana Gierka z epoki kamienia łupanego PRL …)

[ii] ciężkie więzienie polityczne w II Rzeczypospolitej

Kapitol czy Koloseum – polityczne igrzyska w Stajni Augiasza

Kapitol czy Koloseum – polityczne igrzyska w Stajni Augiasza

Skończyłem właśnie oglądać relacje ‘na żywo’ Sejmowej Komisji Regulaminowej, która wysłuchała oskarżenia Prokuratury Krajowej wobec Zbigniewa Ziobro. Aby Prokuratura mogła rozpocząć sprawę i skierować ją na drogę sądową były Minister Sprawiedliwości (sic!) musi być pozbawiony immunitetu parlamentowego, który mu z racji bycia posłem przysługuje.

Nie było zadaniem (i nie miała ku temu jakiekolwiek uprawnień ani sobie takich nie imputowała) Komisji stwierdzenie winy Ziobro. Chodziło o to, czy Komisja zarekomenduje dla Sejmu odebranie tegoż immunitetu parlamentarnego.

Nie będę opisywał dyskusji na sali, gdzie Komisja debatowała ani charakteru debaty. Była burzliwa, głównie ze względu na dwu posłów, obecnie czołowych harcowników PiS i ich okrzyki, protesty, chamskie odzywki do prokuratora. To była piaskownica rozpieszczonych bękartów PiS, którzy nagle przestali być hersztami piaskownicy. Ale zachowali stare przyzwyczajenie bycia w większości i straszenia, przepychania, wrzeszczenia i turbowania innych dzieciaków. Na ogół bezkarnie. Wszak krawiec kraje, jak mu materiału staje. Ich buta i zwykłe chamstwo były nie do zniesienia. Mimo to przewodniczący Komisji dawał sobie dość dobrze radę i jako-taki porządek udało mu się zaprowadzić.

Jeden z bardzo młodych posłów Koalicji Obywatelskiej w swoim wystąpieniu świetnie ich zripostował i podsumował. Młody prawnik z wykształcenia. Nie pamiętam nazwiska, a nie chce mi się sprawdzać, ale to świetny zadatek na wieloletniego polityka, bo sztukę oratorską ma opanowaną, niczym stary senator rzymski.  Jego riposty były ostre, chwilami pięknie sarkastyczne – nigdy ordynarne lub brutalne. Miał starą, dobrą kindersztubę. Kindersztubę z salonów.  Jego przeciwnicy też mieli kindersztubę, tyle, że z knajp i rynsztoka. 

Koniec końców i większość parlamentarna naturalnie przeważyła – Zbigniew Ziobro immunitetem już się zasłaniać długo nie będzie, bo ta sama większość w Sejmie przegłosuje to, co zaleci ta Komisja Regulaminowa: tymczasowy areszt i sprawa sądowa wobec byłego ministra Sprawiedliwości I Prokuratora Generalnego RP. Jeden z zarzutów dotyczy (tu nazwa oficjalna takiej działalności) ‘zorganizowanej grupy przestępczej’ w strukturach … Ministerstwa Sprawiedliwości i Prokuratury Generalnej.

Ad absurdum, przejęzyczenie, zbyt wielka swada i swoboda w operowaniu językiem?  Wszak mówimy o oficjalnym gabinecie ministra i gabinetach podległych mu zastępców i urzędników – Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego Rzeczypospolitej Polski!

A swadą, przesadą oskarżenie nie jest. Jest opisem pracy, stylem pracy, manipulacjami, kłamstwami, oszustwami, milionowymi malwersacjami i łamaniem najbardziej podstawowych zasad funkcjonowania urzędu. Najwyższego Urzędu prawa w państwie.

Wczoraj cały Sejm przegłosował i i przyjął wszystkie (bodaj 14 lub 15) punkty oskarżenia, łącznie z końcowymi zapowiadającymi zastosowanie natychmiastowego aresztu prewencyjnego i doprowadzenie oskarżonego prosto do aresztu.

Takiej hucpy, takiego olbrzymiego skandalu polityczno-kryminalnego Polska post-komunistyczna nie znała. Nawet w PRL, gdzie minister każdy (i premier) mogli być na zbity pysk wywaleni decyzją Biura Politycznego PZPR – nigdy od czasów Bieruta aż do Gierka i Kani to się nie zdarzyło. W Moskwie Stalina – tak.

Nigdy w całej historii powojennej Europy takiego skandalu wobec ministra sprawiedliwości nie było. Proszę pomyśleć – najgroźniejszym przestępcą kryminalnym (wedle oskarżenia prokuratora) okazuje się być … minister sprawiedliwości. Włosy stają dębem na głowie. I wstyd mnie, jako Polaka, ogarnia.

To jednak zmusza do dalszej, konsekwentnej refleksji. Dużo większej niż pan Ziobro i miliony malwersowane przez niego – tym detalem, karą i zadośćuczynieniem zajmą się teraz sądy polskie. Ale kto, jakie sądy zdejmą tą cuchnącą chustę wstydu z naszej, Polek i Polaków, twarzy? Twarzy zbiorowej. Nie tylko zwolenników PiSu. Bo ktos jednak tym ludziom dał władzę; ktoś na nich głosował, wybrał ich do parlamentu, z którego zrobili chlew i bazar uliczny.

Jednocześnie przychodzi inna refleksja: ledwie za kilka dni będzie 11 listopada – święto Niepodległości, odzyskania tej niepodległości po 123 latach niewoli i rozbicia państwa na trzy obce administracje państwowe, trzy różne bardzo od siebie systemy polityczno-cywilizacyjne. Symbolem tamtej pracy (nie jedynym i wyłącznym, ale z nim to hasło ’11 Listopada 1918’ się niejako automatycznie wiąże) był Józef Piłsudski, często też nazywany Komendantem, albo Marszałkiem. Co by zrobił z takim Ziobrem Pan Marszałek? Przypomnijcie sobie, co zrobił Naczelnik Piłsudski ze skłóconymi posłami na Sali Obrad. Szablą nie posiekał, ale kopniaków i kuksańców nie żałował. Zwłaszcza, że było to dość krótko po strasznym mordzie politycznym na pierwszym Prezydencie Rzeczypospolitej w Zachęcie warszawskiej. Nie, zamachowcem nie był szalony malarz – mordercami była skrajna polska prawica, która tą atmosferę w kraju stworzyła. To ona włożyła w dłonie tego szaleńca naładowany rewolwer.

Tak, jak teraz ‘Zbigniew Ziobro’ nie jest jednym osobnikiem, nie jest tym ‘szalonym’ lub ‘kryminalnym’ wypaczeniem. To system. To atmosfera. System, który narodził się w 2015 roku.

Dmowski stał za plecami Niewiadomskiego w dniu zamordowania Narutowicza. Za plecami Ziobry stoi Kaczyński. Nie pamiętacie Prezydenta Gdańska, którego ten system skrajnie-prawicowej nagonki zamordował? Nie pamiętacie tragicznego listu Szarego Obywatela z Krakowa, który na Placu Defilad dokonał aktu samospalenia?  Nie, nie był umysłowo chory. Jeżeli cierpiał na cokolwiek, to była to wyższa od przeciętnej wrażliwość obywatelska, przywiązanie do praworządności, uczciwość ludzka.

Kiedy organizowaliśmy protesty anty-pisowskie w Vancouverze, w Toronto, w Calgary, w Montrealu, gdy współprzewodniczyłem tej honorowej akcji demokratycznej Polonii kanadyjskiej – nie przyszło mi do głowy, by iść dalej. Prowadzić akcje tak długo, aż ten boa-dusiciel demokracji nie zostanie zaduszony politycznie. Zaduszony politycznie znaczy kompletnie zdelegalizowany. PiS to organizacja wroga Polsce i zagraża witalnym interesom państwa polskiego. Jest wrzodem, czyrakiem na ciele kraju. Myśleliśmy: odsunąć ich od władzy, pokonać w wyborach. Nie, to był błąd – w wyborach pokonuje się przeciwników politycznych, ale przeciwników, którzy podobnie jak my, wyznają zasadę świętości podstaw demokratycznych, a filarem demokracji jest praworządność i wyraźny rozdział trzech filarów władzy: ustawodawczej, wykonawczej, sądowej.  Natomiast PiS od samego początku to zamordował lub sprawnie i skutecznie ten system obezwładnił. Metodami parlamentarnymi – wszak nie konstytucyjnymi – uczynił z Polski republikę bananową i państwo dyktatorskie. Wzory szły bezpośrednio z Rosji i carskiej, i breżniewowskiej, a na końcu już bezpośrednio putinowskiej. Rosji azjatyckiej, tatarskiej. Nie europejskiej.

Logika wskazuje, że taką partię należy zdelegalizować. Śmieliśmy się, że to obśliniony i niechlujny stary dziad, homoseksualny homofob (nie mogę określić go, jako geja, gdyż to określenie zakłada akceptację siebie i jest samookreśleniem pozytywnym) – a to szczwany lis, bity na cztery kopyta lucyfer, który dążył do zniszczenia polskiej europejskiej demokracji, gotowy podpisać każdy cyrograf z każdym diabłem i każdym szarlatanem w komży czy mundurze wojskowym. Cel uświęca środki. Do tego msze męczeńskie i spacery z krzyżami po tragicznej śmierci brata w wypadku, schody do nikąd na placu Zwycięstwa. Tak, po trupie brata do władzy absolutnej. To jest Jarosław Kaczyński. To i chrapka na przywłaszczanie sobie olbrzymich majątków. Bo to nie jest autokrata-asceta. To autokrata- krezus. Belweder wyglądający, jak Kreml Putina?

Trzeba wrócić do sedna tezy: czy państwo demokratyczne można rozwalić od wewnątrz bez krwawej rewolucji? Można. Ale właśnie wtedy niezbędne jest zbudowanie partii politycznej, która zdoła wejść dość licznie (slogany i przekupywanie strategicznie wybranego elektoratu) do parlamentu i w tym parlamencie zacząć (używając parlamentarnego ergo demokratycznego systemu większości) ten system parlamentarny likwidować. Ważnym elementem jest newralgiczne, chirurgiczne wręcz upolitycznienie i wykastrowanie tzw. trzeciej władzy – sądów. Vide: Trybunał Konstytucyjny a następnie obsadzenie swoimi Sądu Najwyższego.

W Rzymie Neron podpalił Rzym, by oskarżyć o pożar chrześcijan i następnie zrobić z nich szeregi płonących pochodni, zaś gasząc pożar zyskać uznanie plebejuszy i pospólstwa a samemu być uznanym, jako zbawiciel i heros. Te pospólstwo kupił tanimi atrakcjami i odpustami, które zapewniły mu uznanie nawet, gdy robił widowiska z zawieraniem dwóch małżeństw z dwoma kolejnymi chłopcami-dziećmi po uprzednim wykastrowaniu ich. Cóż, przekupiona gawiedź na takie drobiazgi uwagi nie zwracała, zwłaszcza, gdy publiczne śluby z tymi dziećmi były okazją dla darmowych publicznych popijaw i rozdawaniu grosików dla biedoty. Tak i panu z Nowogrodzkiej w Warszawie darowano Misiewicza (fakt – Misiewicz był pełnoletni i katastrowany nie był: pan Jarosław inaczej niż Neron zaspakajał swoje hucie). Na wszelki wypadek zamiast żywych pochodni i widowisk w Koloseum – zorganizowano msze smoleńskie, pochody z krzyżem, ostentacyjne całowanie po rękach handlarza używanych samochodów w komży zakonnej, pogrzeby szczątek brata w grobach królewskich – a na końcu monumentalne Schody Do Nikąd z czarnego marmuru w najbardziej reprezentacyjnej części Warszawy. Czy ktoś zwrócił uwagę, że od tych ‘schodów do nikąd’ jest nie więcej niż 7-8 minut spacerem do Zachęty? Tak, tej gdzie padły strzały do pierwszego Prezydenta Rzeczypospolitej … 

Teraz jest pan były minister Ziobro. Czy Kaczyński podrzucił go sprytnie w charakterze całopalnej ofiary? Żywej pochodni, jak Neron chrześcijan? Macie durnie, mścijcie się na nim! Ja będę go nawet publicznie bronił ze wzgórza Kapitolińskiego na Wiejskiej, tak by widowisko było ciekawsze, okrzyki głośniejsze. W ten sposób wzmocnię własne szeregi pretoriańskie i odczekam w gotowości dwa lata, by szturm końcowy, wieńczący me dzieło, przeprowadzić!

Fantazja mnie poniosła? Bynajmniej. Zapewne tu i tam przerysowałem, dodałem kolorów ostrych. Jak się opisuje widowiska rzymskie nad Wisłą a nie Tybrem, to trochę swady i przesady ominąć nie sposób. Ale hydrze się nie grozi palcem, nie chowa się jej do tekturowego pudełka. Hydrze łeb trzeba uciąć, bo ukąsi i wleje swój jad do rany ofiary.

Teraz, w rocznicę odzyskania niepodległości sto siedem lat temu i suwerenności trzydzieści siedem lat temu jest czas na prezent godny naszego kraju – zdelegalizować ruch, który jest przykładem demolowania kraju dla prywaty, być może w konszachtach z naszym odwiecznym wrogiem – Rosją. Teraz, gdy kataklizm wojenny jest u naszych bram należy być zdecydowanym i bezpardonowym. Panie ministrze sprawiedliwości – czas silniej i mocniej dzierżyć czapkę prokuratorską. Oskarżenie będzie trudniejsze niż oskarżenie wobec tego zniesławionego Ziobry. Ale stawka jest wyższa też. Stawką jest Polska. Pan Jarosław Kaczyński zorganizował w Parlamencie Polski siatkę przestępczą. Bezpieczeństwo państwa wymaga by ją rozwiązać i zdelegalizować.

Jeśli porównanie z Neronem wydać się może subtelniejszemu czytelnikowi zbyt ostre, to służę mniej okrutnej wyobraźni: pan Kaczyński i Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością do odpowiedzialności doprowadzona być powinna.  Nie szukajmy wzorów szalonego Imperatora Rzymu. Przywołajmy wizję Augiasza i jego stajni. Kaczyński vel Augiasz uczynił z Sejmu stajnię cuchnącego smrodu. Niezbędny jest współczesny Herkules, który tą stajnię oczyści.  

 Herkules w swej pracy użył strumienia dwóch rzek. Ja sugeruję Odrę i Wisłę zostawić w spokoju, a do zmycia Sali obrad sejmowych wykorzystać sikawki wozów ochotniczych straży pożarnych, zakupionych za nielegalne pieniądze przez niejakiego szeryfa Ziobro. Niech się w końcu do celów zbożnych przydadzą.   

Raport NIK w sprawie IPN (Instytutu Pamięci Narodowej)

Raport NIK w sprawie IPN (Instytutu Pamięci Narodowej)

Nie jestem księgowym, rzeczoznawcą finansowym, nie jestem prokuratorem. Jedyne, co wiem (i będę się z poważną dozą pewności siebie upierał, Że To Wiem) to, że nie jestem idiotą. Zakładam również, że idiotami nie są eksperci Najwyższej Izby Kontroli w państwie polskim. I że – w przeciwieństwie do mnie – oni mają znajomość i ekspertyzę w rzeczoznawstwie finansowym i prawnym.

Otóż wczoraj ogłosili oni Raport i wnioski z niego wynikające nt. ich pełnej kontroli NIK za rok 2023.. Kontrole zaczęto w 2024. To jest okres czasu w którym obecny Prezydent państwa polskiego, Karol Nawrocki był prezesem i pełnym szefem IPN-u. Raport z tej kontroli NIK-u był wobec pana Nawrockiego druzgocący. Tu chodziło tylko o statutową działalność (administrację) Instytutem i jego budżetowo-finansową operatywność. Kiedy podjęto decyzję o przeprowadzeniu pełnej kontroli, Karol Nawrocki jeszcze nie był kandydatem na prezydenta. Wszyscy myślący inteligentnie wiedzieliśmy, że z tego pożal się boże instytutu idzie wielki smród. Nigdy nie sądziłem, że to smród mamony. Kiedy cesarz Wespazjan powiedział o podatku za korzystanie z publicznych toalet: pecunia non olet, winien dodać ‘ale’ – nie śmierdzą pod warunkiem, że to nie są toalety w Instytucie Pamięci Narodowej. Wówczas śmierdzą aż do Wzgórza Kapitolińskiego.

Ale sami posłuchajcie, ja tłumaczyć nie chcę. W dość nudnej formie opowieści księgowego. Bo gdyby mówili to politycy, to ho ho! By barwnie było. Dziwić się nie trudno, że panowie Nawrocki i Trump dość się lubią… W formie nudnej ale jednocześnie powodującej stawanie na baczność włosów na karku, że to było wszystko możliwe.

Prezydenci

Ktoś kiedyś, gdzieś powiedział: najważniejsze, by ktoś w odpowiednim czasie znalazł się we właściwym miejscu. Nikt już pewnie nie pamięta, kto i kiedy ukuł tą maksymę, ale powtarzana była odtąd tysiące razy. I pasuje jak ulał do wielu specyficznych i ważnych momentów dziejów.  

Często zdarza się, że jest to więcej niż jedna osoba, ale jedną na ogół jakoś się upamiętni, wyróżni w sposób szczególny i odtąd w annałach historii tą osobę będzie się głównie wymieniać, przypominać.

  1. 1914-1918, Polska: Józef Piłsudski – i koniec, kropka. Owszem są tam i Daszyński i Paderewski, i Dmowski. Ale w cieniu, w tle.
  2. 1980-1989, Polska: Lech Wałęsa i koniec, kropka. Znowu: Anna Walentynowicz, Ryszard Bujak, Frasyniuk, Michnik (nie, tam ‘obok’ nie ma jakichkolwiek Kaczyńskich, bo mówię o aktorach ról pierwszoplanowych, a nie o statystach) tylko w tle.
  3. 1989-1990, upadek komunizmu w Rosji i Europie Centralno-Wschodniej na przełomie 1989-90: znowu Wałęsa, Jan Paweł II, Ronald Reagan, i ostatni ‘samowładca’ ZSRR, Michał Gorbaczow (jak później historia udowodniła ponad wszelką wątpliwość, to właśnie ten ostatni ‘komunistyczny car’ był pierwszym i jak dotąd jedynym rosyjskim przywódcą, który był demokratą). I koniec, kropka. Reszta ważnych osób, to tylko tło.

Rok jest teraz 2025, w schyłkowej już fazie. Losy świata ważą się znowu.  Powietrze jest ciężkie, pełne prochu, strach zapalić zapałkę. Przypomina bardziej lata przed wybuchem obu ostatnich wojen światowych niż powiew wiosny z 1981-1989.   Bez wątpienia lata 1938-1939.

Tyle, że groźniej. Dużo groźniej. I dużo, dużo szerzej. Od Bałtyku po Morze Japońskie; od Kalifornii i Alaski po Morze Chińskie. Mocarstw jest dużo więcej. I wystarczająco mocarstwowych, by straty olbrzymie, gigantyczne zadać innym krajom. Kraje małe stały się mocarstwami (Korea Północna, Izrael) mogącymi zapalić lont pod całym globem.

Masowe ludobójstwo (genocide) stało się znowu narzędziem gry politycznej. Międzynarodowe instytucje powołane ‘by nigdy więcej’ i by ‘nikt ponad prawem’ są bezsilne wobec nagiej pięści mającej wsparcie największej opoki demokracji i prawa, która tą opoką być przestała – USA.

               Właśnie dobiegła końca Specjalna Sesja Zgromadzenia ONZ w Nowym Jorku. Organizacji, którą po to właśnie powołano, by ‘nigdy więcej’. Naturalnie górnolotne i szlachetne cele tej organizacji okazały się trochę tylko lepsze i silniejsze od nieboszczki Ligii Narodów z okresu Międzywojnia. Największą siłą ONZ jest opinia publiczna, pręgierz tej opinii. Zwłaszcza w dobie powszechnego, globalnego dostępu do informacji. I reakcje na samej Sali obrad ONZ.

Zatrzymam się na trzech przywódcach. Binjaminie Netanjahu, premierze Izraela, Karolu Nawrockim, prezydencie Polski i Donaldzie Trumpie, prezydencie Stanów Zjednoczonych, warto też wymienić na moment Sergieja Ławrowa – ministra MSZ Rosji.

Tragedia prawdziwie antyczna, niewyobrażalna z niczym prawie w czasach bardziej współczesnych zgotowana przez krwiożerczy, barbarzyński reżym izraelski jest trudna do opisania. Łamanie wszystkich praw, konwencji, umów międzynarodowych. Przy wsparciu cichym i aktywnym Donalda Trumpa. I naturalnie olbrzymiej większości diaspory żydowskiej – ale trzeba bardzo wyraźnie zaznaczyć, że i w tej diasporze, a nawet w samym Izraelu, są grupy i jednostki, które te zbrodnie rządu izraelskiego potępiają, odcinają się od nich. A to duża odwaga cywilna i rzecz niełatwa być Żydem i potępiać akcje państwa żydowskiego. Nisko chylę kapelusza wobec tych osób.

Więc jest ta sesja ONZ. Na mównicę wchodzi Binjamin Netanjahu, szef państwa izraelskiego. Potęgi nuklearnej. Zaczyna opowiadać swoje znane od dawna opowiastki. W tym samym czasie na resztki kompletnie zrujnowanej  i zamienionej w Warszawę po Powstaniu Warszawskim, Gazę – spadają kolejne bomby i armia izraelska wkracza do pełnej okupacji ziem palestyńskich. Okupacji i aneksji tych odwiecznie palestyńskich ziem. Zapowiadają zrobić to samo na terenach Organizacji i rządu palestyńskiego w West Bank (Zachodni Brzeg). Nie będę tu przypominał ni opisywał tego konfliktu. Wszyscy wiemy. Cały świat. Kiedy Netanjahu (człowiek, na którego wydano legalny nakaz aresztowania przez Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w Hadze) zaczyna mówić, powoli wstaje z miejsc olbrzymia większość delegatów na Sesję Plenarną ONZ i demonstracyjnie opuszcza salę obrad. Oskarżony o zbrodnie przeciw ludzkości premier Izraela mówi do pustych foteli i zmuszony jest oglądać z mównicy ten exodus wielu delegacji innych państw.

Jakie to ma znaczenie? Ma, bo widzi to na ekranach telewizorów, telefonów i innych narzędzi masowej komunikacji miliardy ludzi na świecie. Skończyły się czasy poufnych dyskusji gabinetowych.

Król jest nagi. I jest odrażający.

               Na moment tylko (bo nie jest przywódcą swojego kraju) Sergiej Ławrow, jeden z najinteligentniejszych ministrów spraw zagranicznych na świecie, świetny dyplomata.  Z ‘małym ale’: ze względu na fakt jaki rząd i państwo reprezentuje jest nałogowym kłamcą i idealnym przedstawicielem szkoły dyplomatycznej, która opowiada slogany nie mające nic wspólnego z rzeczywistością. Szkoła Kalego – jak Kali ukradnie to dobrze, jak ukradną Kalemu to świństwo[i].

Więc ten rosyjski Kali to robił. Opowiadał (prawdę) o występkach i łamaniu konwencji międzynarodowych przez tzw. Zachód i o tym … jak to Rosja musiała wejść na Ukrainę by … ratować demokrację na Ukrainie i prześladowania języka, ludności, religii i tradycji rosyjskich na Ukrainie. No i podkreślając ‘konstytucyjną nielegalność’ obecnych władz Ukrainy. Godna tradycja najlepszych ministrów spraw zagranicznych Rosji sowieckiej, od Mołotowa poczynając. Rodzaj idealnego dyplomaty Europy XVII i XVIII wieku. Inteligentny, mający świetny wywiad, gotowy służyć i panu Bogu i diabłu jednocześnie. Ot, i wsio na ten temat. Szkoda inkaustu na więcej.

               Donald Trump, prezydent USA.

Uff, oh! Wielki, wspaniały, najmądrzejszy, przystojny. LOL! Tak zadufanego w sobie człowieka na scenie politycznej nie widziano od lat. Kompletnie pozbawiony jakiejkolwiek dozy skromności i taktu. Cezar, demokrata, autokrata, król, cesarz i papież w jednej osobie. Zakochany głównie w sobie i swoich kontach bankowych. Wśród możnych tego świata jest wielu takich. Nikt z nich nie jest – na szczęście – prezydentem mocarstwa. Trump – niestety – jest. Największy pojemnik na wodę gazową z bąbelkami.  Nawet Putin, (choć pamiętamy jego zdjęcie na białym koniu, bez koszuli) tej mydlanej bańce trampowskiej nie dorównuje. Putin to typowy autokrata rosyjski, znający i historię i rozumiejący politykę. Jego zasadniczym celem nie jest budowanie własnego wizerunku bohatera, a odbudowa imperium.  Nieszczęściem Trumpa jest, że urodził się, jako człowiek, a nie orangutan, w dżungli Manhattanu, a nie w dżungli tropikalnej. Tam bicia w piersi koledzy by mu nie wytykali i chętnie wszystkie samice by mu oddawali. A dżungli, jako-takiej by nie zagrażał.

Moralny dowódca nieudanego zamachu i puczu na własną konstytucję i własny Parlament (pierwsza kadencja prezydencka), w czasie drugiej po kilkukrotnym ośmieszeniu się na arenie międzynarodowej – przybrał białe piórka gołąbka pokoju i bez żenady oświadczył, że należy mu się Pokojowa Nagroda Nobla, bo tyle wojen zażegnał na świecie!  Po nieudanej próbie rozwiązania masakry palestyńskiej przez próbę wysiedlenia Palestyńczyków z ich prastarej ojczyzny do Jordanii, Egiptu i Arabii Saudyjskiej, zaoferował samemu przejąć Gazę i wybudować tam nową Trump Tower i zrobić  z Gazy fantastyczny prywatny kurort morski. Chętnych nie było. W Jordanii i Egipcie też.  Urażony ich niewdzięcznością stwierdził, że w takim razie zakończy wojnę w Ukrainie.  Przecież tak dobrze znana i rozumie się z Putinem.  Putin na spotkanie na Alasce się zgodził.  I wystrychnął Donalda na dudka.  Czego się wszyscy spodziewali.  Z Oslo też nie oferowali Nagrody Nobla.  Świat tego geniusza po prostu nie rozumie.

Wracajmy jednak do Sesji Specjalnej ONZ.  Przemawia Donald Trump.  Najpierw informuje (gdybyśmy nie wiedzieli) jaki jest wspaniały i ile Nobli (Pokojowych, oczywiście) powinien dostać.  Potem poucza Europę, co ma zrobić.  I że w końcu, choć częściowo się go na szczęście posłuchała. Potem okazuje się, że nie ma żadnego ocieplenia klimatu ani innych tego typu bzdur. Jego kraj (USA) nigdy nie był w takiej prospericie, jak obecnie.  Zażegnał prawie wszystkie wojny na świecie.  A przede wszystkim powstrzymał kolejną inwazję meksykańską na USA:

“Na naszej południowej granicy z pełnym sukcesem powstrzymaliśmy kolosalną inwazję. Przez ostatnie cztery miesiące z rzędu ilość nielegalnych obcych wpuszcznych do naszego kraju równa jest zeru. Trudno uwierzyć, gdy patrzymy wstecz, tylko cztery lata temu to były miliony i miliony ludzi najeżdżających nas z całego świata – z więzień, z zakładów psychiatrycznych, handlarzy narkotyków zewsząd. Najechali nas. Po prostu najechali w tej idiotycznej polityce otwartych granic za prezydentury Biddena. (…)

W moich pierwszych czterech latach ja zbudowałem najwspanialszą ekonomię w historii świata. Mieliśmy najlepszą gospodarkę odkąd istniejemy. I teraz znowu robię to samo, tyle, że teraz nawet lepiej i więcej” (czy to w ogóle możliwe?! – przyp autora)

Potem narzekał, że schody ruchome nie działały i winda zawiodła, i że ONZ się rozpada. No, ale przecież jest ktoś, kto mógł tą ruderę ONZ w pięknym stanie utrzymać. I prawdziwy Trump-handlarz nieruchomości nie wytrzymał:

Wiele lat temu, świetny deweloper z Nowego Jorku, znany jako Donald Trump zaproponował wam renowacje i przebudowę właśnie tego budynku. Pamietam to świetnie. Powiedziałem wtedy, że zrobię to za 500 milionów dolarów –przebudowałbym to przepięknie. Mowiłem o mamurowych podłogach, o terakocie. Mówiłem wam o ścianach z mahoganu … [ii]

To tylko fragmenty krótkie, Trump lubi mówić dużo. Po pouczaniu i napominaniu ONZ, Trump powiedział jeszcze sporo o Europie, Londynie, Australii – o tym, że wszyscy jesteśmy na drodze do piekła, do gwałtów na naszych kobietach, do wprowadzenia nakazów prawa islamskiego w naszych miastach … .  O tym, że Narody Zjednoczone nic nie potrafią zrobić, a tylko wyciągają pieniądze na administrację tej beznadziejnej instytucji. A przecież mogliby się od niego właśnie uczyć, jak to robić.

To było przemówienie Prezydenta Stanów Zjednoczonych na Specjalnej rocznicowej Sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Lepszego męża stanu trudno sobie wyobrazić.  Stalin? Mołotow? Mao Tse Tung? Słoneczko Narodów …

Dosyć jednak o tym Mojżeszu, Abrahamie i Mahomecie w jednej osobie. Już tylko niecałe dwa lata, może jakoś bez hekatomby jakiejś się obejdzie. Tylko, że to wyjątkowo złe czasy na takiego prezydenta, gdy świat stoi nad przepaścią kataklizmów wojennych i ekologicznych. Ech …

Teraz dwa słowa o znajomym tegoż Wielkiego Prezydenta, nawet się lubią i trochę podobną znajomość arkanów dyplomacji i wielkiej polityki mają.

 O panu prezydencie RP, Karolu Nawrockim. Otóż pan Prezydent Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, jako Głowa Państwa na Sesję ONZ też naturalnie pojechał. Towarzyszył mu w tej podróży najwybitniejszy od czasów Władysława Bartoszewskiego polski minister spraw zagranicznych, Radosław Sikorski. Zapewne wiele cennych uwag Prezydentowi Nawrockiemu udzielił przed wystąpieniem w ONZ. Zgodnie ze starą zasadą, że w domu możemy się kłócić i nie lubić, ale na zewnątrz występujemy, jako jedna rodzina i jedno dobro mamy na uwadze.

No i pan prezydent Nawrocki wstąpił na ambonę.  Pardon moi – na mównicę, oczywiście! Początkowo mówił do rzeczy i w miarę sprawnie. Ale potem poszedł w manowce polskiego podwórka politycznego i zaczął  p… . No, tego tam, jak to określić?  Używać pewnej popularnej przyprawy stołowej? Jak już mówił o nienarodzonych i ich prawie do życia i temu podobnych hasłach Ordo Iuris, to słuchać przestałem.  

Ale jeden maleńki a charakterystyczny drobiazg spamiętałem i pewnie już nigdy nie zapomnę. Głupstwo takie trochę. A przez skojarzenie z innym wydarzeniem – utkwiło w pamięci.

Dawniej pewni mówcy polityczni (głównie z dwóch najskrajniejszych odmian ideologicznych: skrajnej prawicy i skrajnej lewicy) lubili akcentować to, co mówią uderzając ręką w pulpit mównicy. Robił to świetnie Władysław Gomułka w Polsce peerelowskiej, pamiętam.  Pewnie dodaje to animuszu głównie temu, co przemawia. Trochę taka własna a’la perkusja. Ale specjalnie utkwił w pamięci inny ‘deplomata’ , I Sekretarz KC Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, Nikita Chruszczow.  Ten już tam sobie paluszkami po blacie nie biegał – zdjął pantofel i walił nim w mównicę na Sesji Plenarnej ONZ. A co tam, paluszkami niech burżuje stukają!

Otóż pan Karol Nawrocki komunistą zdecydowanie nie jest i basta. Nawet, jeśli nieświadomie coś tam robi, co jest Putinowi na rękę. Bycie nieświadomym lub mało kompetentnym, przestępstwem nie jest. Ale Radek Sikorski zapomniał pouczyć chyba prezydenta Nawrockiego, że nawet paluszkami przy mikrofonie stukać nie należy. Zwłaszcza, gdy to mikrofon nadający na cały świat. No i tak poleciało w ten świat te rytmiczne, perkusyjne stulanie po pulpicie pana prezydenta RP. I już nigdy nie wymarzę z mojej biednej pamięci tego stukania i będę widział w koszmarach taki duet Chruszczowa i Nawrockiego na perkusji.  Ech …


[i] jedna z kolorowych postaci w popularnej powieści  H. Sienkiewicza dla młodzieży, „W pustyni i w puszczy”

[ii] Donald Trump’s full speech at UNGA: Here’s everything the US president said – The Economic Times

Edycje arcydzieł literatury polskiej

Edycje arcydzieł literatury polskiej

Doceniając zmiany, ich zasięg i moc ostatnich wydarzeń politycznych w Polsce spodziewać się mogę nowych zapotrzebowań na nowe opracowania całej historii Polski. Przywrócenia jej pełnego blasku w Panteonie kultury turańskiej.

Postanowiłem wyjść na przeciw (ale nie contra) tym oczekiwaniom i pierwsze kroki opisania na nowo arcydzieł literatury polskiej poczyniłem. Nauczyłem się też szybko nowego języka badań i nowego sposobu ich opisywania. A nósz-ogórek nofym włacom nie umknie to ich uface i mnie do jakiego Kolegjum Nopilitów zaproszom. Mosze sie kultura w Polsce nawróci, bo hasło jest chyba wyraźne: nawrocki za dnia i co nocki.

Cyprian Kamil Norwid, dodany po cichu i w tyle pysznego korowodu słowacko-mickiewiczowskiego, Wieszcz Narodu. Przez niektórych uważny wręcz za jego sumienie.

Chcąc nie chcąc zacząć edycje trzeba od samego jądra tejże twórczości. Bo tam miał się kryć żywy diament nadziei, tenże kaganek ze światełkiem kąpcącego knota ledwie mroki oświetlającego tą diamentową karbidówką. Powiadają wszak, że tonący brzytwy się chwyta.To się chwytali. I nieźle sobie łapki poharatali tą brzytwą. Ale krew nigdy dla braci narodowej nie była droga. Specjalnie, jeśli była to krew znajomych, sąsiadów: tak, wy dosiadajcie konia, rychtujcie dubeltówki a my wam będziem z okien i balkonów wiwatować, krzyczeć hurrrra! Słowem; dodawać ducha, tegoż spiritusa. Spiritusa nam nie zabraknie, a gdyby, to będziem pędzić więcej by starczyło. Spiritus movens, brać szlachecka na elekcjach wołała, a współcześnie brać dziadowska hasło podjęła: spiritus z nami, my ze spiritusem to se nawrócim do wiary ojców. Taki dzień nawrocka. Dekada może nawet, może i wiek. Wiek brunatny, bo do złotego kolorem podobny.

          Takoż poły kaftana byłem był zarzucił, nad kajetem zasiadł i zaczął od edycji tekstu Cypriana. Od onego diamentu poczynając, rzecz jasna. Od samego tytułu.

Rok był 1856, w Paryżu naturalnie, mógłby być 2025 w Warszawie albo w Nieszawie, bo miejsce nie aż tak ważne, co myśl przewodnia.

W tytule już błąd wyraźny, walący po oczach pięściami. Nie tam jakieś muśnięcia zniewieściałym paluszkiem, nie! Piąchą raz z prawa, raz z lewa, jak trzeba. Nie abym odmawiał Cyprianowi geniuszu poetyckiego. Zwyczajnie podejrzewam iż pisząc pomagał sobie butelczyną tanego wina francuskiego. Powiedzmy takiego alpażą de’la patik, popularnego w salonach opłakiwanej ojczyzny. I oślepiony wizją poetycką zapomniał się i butelczynę całą opędzlował do cna, do dna. Popatrzmy na składnię, czy estetycznie, bo wszak pro arte (choć niewiele to warte), lecz czy logiczne? Winno być przecież oczywiście „Popiół i Zamęt”. Gdy poruszysz popiół, to właśnie zamęt się robi, kurz i nic tam błyszczeć w tym tumanie nie może. Prosto ci tłumaczę tumanie, być przejrzyście widział. Nie, nie obrażam czytelnika, pomagam jedynie udowadniając, że nie trzeba być profesorem literatury polskiej, by ja jasno rozumieć. Pisał wieszcz bardziej znany, że ‘pod strzechy’ miała iść, czyli do tumanów, do mas.

ad rem jednak: więc w tumanie kurzu nic nie błyszczy, to lawina, i prawa fizyki decydują. Idźmy dalej z edycją: usunąć trzeba zbędne dłużyzny, jak ‘naród polski jest jak lawa, z wierzchu brudna i plugawa’. Banalny truizm alegoryczny. Wiadomo, że lawa płynąc niesie w sobie wszystkie elementy napotkane po drodze; krzaki, połamane gałęzie, kamienie. Wszystko, co na powierzchni, cały ten brud. Mowy nie ma by lawa mogła dotrzeć setki metrów w głąb skał, gdzie ewentualnie żyłki brylantów znajdzie. Tak więc użyty przez Cypriana (teraz już kompletnie zalanego w belę) zwrot ‘z wierzchu’ jest bez sensu, jest absurdalny (a wiemy już z badań literatury, że romantyzm był na długo przed prądem literatury absurdu) i poprawnie te wersy brzmieć winny: ‘Naród polski jest jak lawa. Gęsta, brudna i plugawa.’

Dopiero w takiej formie Czytelnik ma tą wizje poetycka jasną, widoczną, znajomą. Może się utożsamiać z wielką poezją.

Wstęp, inwokacja jest rzeczą w utworze bardzo ważną. Mówi o czym jest rzecz cała. Po edycji tego wstępu, dalej edytować nie będę. Zresztą wiemy, (bo losy poetów, jako Polacy znamy dobrze), że Norwid był bidny, jako mysz kościelna i za edycje nie mógłby mi i tak zapłacić. A dlaczego mam tak na krzywy ryj? Nie będę i już. Czy się nawrócę? Eee, chyba nie, legnę se w wyrku i nakryję się kocem.

To tyle by było z komentarzy politycznych w świetle badań literackich.