Mikhail Voskresensky – concert in Vancouver

Mikhail Voskresensky – concert in Vancouver

Mikhail Voskrsensky played on May 30th at the Christ Church Cathedral in Vancouver. The venerable venue has seen many wonderful concerts and pianists over the years from all over the globe.

I have seen and listen myself to quite a few there. That was a particularly important one. Voskresensky is a pianist and musical pedagogue of particular pedigree – form the old and venerable shelf of top Russian musical tradition and school of playing. That school and tradition brought an amazing array of composers and performers that graced the world stages in the past two hundred years. The Tsars are gone, the Bolsheviks are gone – but the music survived, did not perished.

Voskresensky himself was a guardian of that tradition for many years, being not only a graduate of Moscow’s Conservatory but, at the end, a Chair of the Piano department there, himself being a student of no one other that Lev Oborin – Laureate of the very first International Piano Chopin Competition in Warsaw, Poland – undisputable top piano competition in the world. That school of playing is characterized by soft and very melodic flow of notes. Could I say: romantic, Slavic, like the blades of grass on Ukrainian steppes … .  But don’t be surprised if you hear a thunder from the distance.

That past and a bit of history is important because of a very poignant present circumstances of the pianist. After the Russian invasion of Ukraine, Voskresensky decided to flee Russia, his homeland. To flee as form of protest against the brutality of this war and of Russia being the aggressor. Knowing that Putin’s Russia very much resembles Stalin’s way of strict control and protests against the government are met with harsh penalties.

Iko Bylicki z autorem

               And now he is here, playing in Vancouver. Vancouver Chopin Society, by the gracious actions of their main architects, Iko Bylicki and Patrick May gave me the privilege to enter the empty nave of the Cathedral and listen to Voskresenski’s rehearsal, take pictures as many as I want. Of course – thank you gentlemen.

The sounds and the bars, nothing else, not even using the pedals of the piano. Pure music dictated by the natural length of the sound and controlled by pressing another key. Right away I am taken by immense attachment to the musicality by stressing the melody of the phrases.

Naturally, it is only rehearsal, warming up. An attempt to get to know the particular instrument (and it is my personal favored – the beautiful Steinway). it’s acoustics, and finally the warming up and physical exercise of your fingers – they will do a lot of heavy lifting later. I am always admiring the physical strength of pianists and feel sorry for their swollen finger joints after a concert …

The moment comes that Voskresenski leaves the piano and disappears before the formal concert.. The main doors are opened and the seats are slowly filling up. But I already know that they are for a very pleasurable evening.  Not a show, not only bravado and lot’s of musical delights and deserts. What awaits them is candlelight supper rejoicing in the love of music.. That love will hopefully conquer us all, who came to listen to it.

There was one change of program (I hate when it happens, but it is not that unusual, sadly) – originally there were two Poems of Scriabin, at the lat moment it changed to much better known Tchaikovsky.

I was looking very much so to Edward Grieg. When I think of musical Scandinavia it is always either Grieg or Finland’s sweet Sibelius.

/last picture shows two main culprits of the event (and many more musical happenings in Vancouver): Iko Bylicki and Patric May/

The glory of dawns

The glory of dawns

Going out at night, with the camera in hand, is easy and very alluring. Who can resist looking at the clear night sky and hunting the Moon, the glorious stars and and their constellations? It is a natural urge to gaze and dream, to take pictures of it.

But try to reverse the the order and you will be rewarded equally. You might not be able to see with naked eye into the depths of far away reaches – but our own cosmic neighborhood offers amazing images. Id the sky is clear – it is dominated with our own star, the Sun.

And so it was at dawn today, close to 5 AM. It lasts only minutes, but the minutes are priceless. Full glory and power of a day waking up.

Edycje arcydzieł literatury polskiej

Edycje arcydzieł literatury polskiej

Doceniając zmiany, ich zasięg i moc ostatnich wydarzeń politycznych w Polsce spodziewać się mogę nowych zapotrzebowań na nowe opracowania całej historii Polski. Przywrócenia jej pełnego blasku w Panteonie kultury turańskiej.

Postanowiłem wyjść na przeciw (ale nie contra) tym oczekiwaniom i pierwsze kroki opisania na nowo arcydzieł literatury polskiej poczyniłem. Nauczyłem się też szybko nowego języka badań i nowego sposobu ich opisywania. A nósz-ogórek nofym włacom nie umknie to ich uface i mnie do jakiego Kolegjum Nopilitów zaproszom. Mosze sie kultura w Polsce nawróci, bo hasło jest chyba wyraźne: nawrocki za dnia i co nocki.

Cyprian Kamil Norwid, dodany po cichu i w tyle pysznego korowodu słowacko-mickiewiczowskiego, Wieszcz Narodu. Przez niektórych uważny wręcz za jego sumienie.

Chcąc nie chcąc zacząć edycje trzeba od samego jądra tejże twórczości. Bo tam miał się kryć żywy diament nadziei, tenże kaganek ze światełkiem kąpcącego knota ledwie mroki oświetlającego tą diamentową karbidówką. Powiadają wszak, że tonący brzytwy się chwyta.To się chwytali. I nieźle sobie łapki poharatali tą brzytwą. Ale krew nigdy dla braci narodowej nie była droga. Specjalnie, jeśli była to krew znajomych, sąsiadów: tak, wy dosiadajcie konia, rychtujcie dubeltówki a my wam będziem z okien i balkonów wiwatować, krzyczeć hurrrra! Słowem; dodawać ducha, tegoż spiritusa. Spiritusa nam nie zabraknie, a gdyby, to będziem pędzić więcej by starczyło. Spiritus movens, brać szlachecka na elekcjach wołała, a współcześnie brać dziadowska hasło podjęła: spiritus z nami, my ze spiritusem to se nawrócim do wiary ojców. Taki dzień nawrocka. Dekada może nawet, może i wiek. Wiek brunatny, bo do złotego kolorem podobny.

          Takoż poły kaftana byłem był zarzucił, nad kajetem zasiadł i zaczął od edycji tekstu Cypriana. Od onego diamentu poczynając, rzecz jasna. Od samego tytułu.

Rok był 1856, w Paryżu naturalnie, mógłby być 2025 w Warszawie albo w Nieszawie, bo miejsce nie aż tak ważne, co myśl przewodnia.

W tytule już błąd wyraźny, walący po oczach pięściami. Nie tam jakieś muśnięcia zniewieściałym paluszkiem, nie! Piąchą raz z prawa, raz z lewa, jak trzeba. Nie abym odmawiał Cyprianowi geniuszu poetyckiego. Zwyczajnie podejrzewam iż pisząc pomagał sobie butelczyną tanego wina francuskiego. Powiedzmy takiego alpażą de’la patik, popularnego w salonach opłakiwanej ojczyzny. I oślepiony wizją poetycką zapomniał się i butelczynę całą opędzlował do cna, do dna. Popatrzmy na składnię, czy estetycznie, bo wszak pro arte (choć niewiele to warte), lecz czy logiczne? Winno być przecież oczywiście „Popiół i Zamęt”. Gdy poruszysz popiół, to właśnie zamęt się robi, kurz i nic tam błyszczeć w tym tumanie nie może. Prosto ci tłumaczę tumanie, być przejrzyście widział. Nie, nie obrażam czytelnika, pomagam jedynie udowadniając, że nie trzeba być profesorem literatury polskiej, by ja jasno rozumieć. Pisał wieszcz bardziej znany, że ‘pod strzechy’ miała iść, czyli do tumanów, do mas.

ad rem jednak: więc w tumanie kurzu nic nie błyszczy, to lawina, i prawa fizyki decydują. Idźmy dalej z edycją: usunąć trzeba zbędne dłużyzny, jak ‘naród polski jest jak lawa, z wierzchu brudna i plugawa’. Banalny truizm alegoryczny. Wiadomo, że lawa płynąc niesie w sobie wszystkie elementy napotkane po drodze; krzaki, połamane gałęzie, kamienie. Wszystko, co na powierzchni, cały ten brud. Mowy nie ma by lawa mogła dotrzeć setki metrów w głąb skał, gdzie ewentualnie żyłki brylantów znajdzie. Tak więc użyty przez Cypriana (teraz już kompletnie zalanego w belę) zwrot ‘z wierzchu’ jest bez sensu, jest absurdalny (a wiemy już z badań literatury, że romantyzm był na długo przed prądem literatury absurdu) i poprawnie te wersy brzmieć winny: ‘Naród polski jest jak lawa. Gęsta, brudna i plugawa.’

Dopiero w takiej formie Czytelnik ma tą wizje poetycka jasną, widoczną, znajomą. Może się utożsamiać z wielką poezją.

Wstęp, inwokacja jest rzeczą w utworze bardzo ważną. Mówi o czym jest rzecz cała. Po edycji tego wstępu, dalej edytować nie będę. Zresztą wiemy, (bo losy poetów, jako Polacy znamy dobrze), że Norwid był bidny, jako mysz kościelna i za edycje nie mógłby mi i tak zapłacić. A dlaczego mam tak na krzywy ryj? Nie będę i już. Czy się nawrócę? Eee, chyba nie, legnę se w wyrku i nakryję się kocem.

To tyle by było z komentarzy politycznych w świetle badań literackich.