Moody Park – stary znajomy

Są parki wielkie, obszerne, z kilometrowymi alejami. Parki, które naprawdę poznać zajmuje kilka dni, kilka wizyt. I są parki lokalne, sąsiedzkie, gdzie emeryci spotykają się na pogawędkę, ploteczki: młode mamy i tatusiowie ciągną swoje dzieciarnie na trochę gimnastyki, bieganie. Coś w rodzaju utworzonego prawie ledwie wczoraj placu zabaw w starym, uroczym Parku Ujazdowskim Warszawie … choć przyznaję, że lęk mnie ogarnia czy nie jest to zbyt dużym ‘decybelowym obciążeniem’ tego uroczego parku, gdzie właśnie cisza i spokój daje taką oazę dla skołatanych dusz. Eh, robię się zgryźliwym starcem, może? LOL.

Wracając do granicy między New Westminster a Burnaby, do Moody Park. Administracyjnie leży całkowicie w granicach New West, między Ósmą i Dziewiątą Aleją (łatwy dojazd z centrum New West autobusami nr. 108 i 106). Szerokie alejki, bez silnych wzniesień. Dużo ławek samodzielnych i stołów drewnianych na grupowe spotkania. Uroczym i mądrze pomyślanym jest niewielki odkryty basen dla dzieciarni, ale i dla dorosłych (dwie oddzielone od basenu głównego linie do pływania szybszego i głębszego). Ewenementem kompletnie nie z tej strasznie drogiej planety, jaką jest Wielki Vancouver są … ceny wstępu. Dwa dolary od łepka, obojętnie czy z loczkami dziecięcym, czy bez jakichkolwiek loczków lub koloru białego, LOL. Brawo dla Rady Miejskiej – bo dwa dolary to prawdziwie przystępna cena dla każdego.

Ten park lubiłem i przed wielu laty i John lubił tu ze mną na spokojne spacery przyjeżdżać jeszcze, gdy mieszkaliśmy w Burnaby, na Capitol Hill. Więc bliski memu sercu. Niżej kilka fotek.

Leave a comment