Daty, mity i fakty.  Aktorzy scen historii. Dates, myths, and facts. The actors of History.

Pencil sketch of me by my father (in 1984)

Rok za niecałe 24 godziny się kończy. Brzemienny bardziej niż wiele przed nim. Inny w wymiarze indywidualnym, osobistym i inny w wymiarze obywatelskim.

Inny dla mnie – Kanadyjczyka i inny dla mnie – Polaka. Jeszcze inny dla mnie – osoby. Nie Kanadyjczyka i nie Polaka – mnie, indywidualnej jednostki wobec której jakiekolwiek rządy, narody czy instytucje publiczne, polityczne i religijne praw żadnych nie mają.

In less than 24 hours the year will end.  Heavy with effect more than many before. Different in individual, private frame than in citizen’s feelings.

Different for me as a Canadian and different for me as a Pole. Different altogether for me as an individual, a sovereign person, a person beyond the sphere and powers of any government, any nation or institution public, private, or religious.

It might be easier to understand my opinions and reminisce about the last 12 months in two different languages: Polish and English. Emotions are complicated to translate, especially for an author.  I, a Canadian – have different opinions on Polish affairs from those of ‘I’ as a Pole. And vice versa.

Perhaps it wouldn’t be an issue for a translator, who doesn’t have to carry that bag of that individual history, its’ weight of guilt, defeat, and victory alike. Baggage that makes me, who I am. And I must admit the strange duality: I do not always feel the same in Polish as in ‘Canadian’.

                Over forty years ago a young guy, on the cusp of adulthood, landed in a snow-covered Montreal airport. He carried a heavy bag on his shoulders, much heavier than the material possessions he owned.  Spends the first night in a hotel arranged for him by the Canadian government and in the morning changes flights and goes to Calgary. Somehow he is much older than most of his new compatriots of the same biological age. He is in fact an old man carrying a very cognisant weight of native, European history and culture. But in some other way, he is an adolescent further from adulthood than most of his Canadian peers.

He lands there in the evening in a very cold, very snowy city. A typical, normal day in Calgary – at that time of the year, Calgary was always cold and snowy (unless there was a chinook – but even chinook does not erase winter from Calgary in February). It was the beginning of 1980’ in Alberta. Nobody knew anything about climate change – including the climate. Winter was winter and summer was summer. Year after year.  Until …

That was then, though. Now are the last hours of 2023. In Poland, it is already early morning of 2024. The young man, boy almost, who arrived in Calgary at the onset of 1982 is long gone. Nowhere to be seen or heard of. Nor his dreams, his hopes. Vanished with time. Who is he now? Let me think – if he could be wine, he would be either spoiled, gone bad, or the opposite: very expensive, LOL.  Yet, at times, maybe, just maybe – you could notice in the corners of his eyes the same spark or the same sadness the young one had. Maybe, who knows? But first is first. I was first Polish, so of Poland than at the closing of 2023. In Polish.

English part of my ‘musings’ of things important and perhaps less important but worth mentioning will have to be published separately – the sheer volume of the text of my Polish part would make it difficult to read. The English (Canadian) part will come in a day or two.

Polska wyszła w końcówce 2023 z okresu ustawicznej, blisko dziesięcioletniej dewastacji demokratycznego państwa prawa. Wcale nie jestem pewny czy faktycznie wszyscy, którzy głosowali za szeroką Koalicją Demokratyczną zdawali sobie sprawę jak dramatyczna i jak zmieniająca kraj i społeczeństwo ta dewastacja rzeczywiście była. Ludziom często łatwiej jest zobaczyć klikę złodziei i malwersantów, którzy przez wtyczki w PiS i z PiSem współpracujących ugrupowań dorobili się majątków niż dużo niebezpieczniejsze zapaści strukturalne państwa, murszenie jego podstaw tożsamościowych, fałszowanie jego historycznych korzeni i kulturowego dziedzictwa. Ci, co głosowali w dalszym ciągu za PiSem – już zostali oczadzeni. Czy kompletnie – czas pokaże. Mam nadzieję, że wielu obudzi się z tej śpiączki i odrętwienia hipnotycznego. Inaczej ta przyszłość kraju wygląda trudno. To tak, jak w tym starym czasie PRL-u mówił przerabiany wielokrotnie dowcip, kiedy ‘wiecznie żywy’ Lenin przebudził się faktycznie, rozejrzał wokół i rzekł ze zgrozą: trzeba zaczynać od nowa.  Dowcip był głupi, bo sugerował, że Lenin ‘chciał dobrze’, a jego następcy to wypaczyli. Ale intencja dowcipu była pozytywna.  Zresztą społeczeństwo PRLowskie w swej dużej proporcji do rzesz wykształconych rzetelnie i znających historię autentyczną nie należało.  Ale to już też historia. A mówimy o roku 2023.

Droga nie jest prosta przed Koalicją rządową. Jak zreperować i uzdrowić najbardziej zrujnowany aparat państwa, jego trzecią konstytucyjną ‘nogę’ – wymiar sprawiedliwości: Prokuraturę i Sądownictwo?  A bez sprawnie (tj. kompletnej niezawisłości i niezależności Sadów i Trybunałów wszystkich instancji) działającego wymiaru sprawiedliwości nie można mówić o sprawnej i funkcjonującej demokracji.  Polska taka już nie jest. Wybory parlamentarne, a w konsekwencji tego nowy rząd jakimś magicznym zaklęciem tego zrobić nie mogą. To wymagałoby absolutnej, konstytucyjnej większości obu izb Parlamentu i współpracy Prezydenta. A Andrzej Duda (bezapelacyjnie najgorszy i najmniej się do tej funkcji nadający chyba od czasów sięgających 1918 roku) prezydentem będzie jeszcze półtora roku. To dużo. Naprawiać metodami PiS bym odradzał. Bo jak władza raz, nawet z najbardziej szlachetnych pobudek, na tą drogę wejdzie, to bardzo łatwo nawet ta szlachetna intencja ulega zepsuciu. Gangsteryzm w polityce nie popłaca. Chyba, że to wybór świadomy, jak w przypadku Kaczyńskiego, Ziobry – tyle że rezultaty tego znamy i dla kraju i na końcu dla nich samych.

Zaczęło się od spektakularnej hucpy PiSu w budynkach TVP na Woronicza,a potem na placu Powstańców Warszawy. Oglądana na gorąco relacja z tego wydarzenia w pierwszym momencie wydała mi się jakimś przezabawnym cyrkiem idiotów PiS – od tej grupki staruchów-kibiców na zewnątrz, po niewyobrażalny kabaret Kaczyńskiego, Kempy, Glińskiego i całej wierchuszki pisowskiej. Pierwszy mój odruch był: świetnie! Niech to robią jak najdłużej, bo robią z siebie niespotykane pośmiewisko. Niech Polacy, w tym miękki elektorat PiSu, zobaczy co za zgraja półgłówków nimi przez dekadę rządziła.  Sytuacja jednak wcale nie była aż taka kabaretowa. Kaczor i Kurski doskonale zdawali sobie sprawę nie tylko z wagi tej Szczujni Narodowej, która była w rękach ich ludzi ale i z konstytucjonalnej niezależności Krajowej Rady Radiofonii i TV. Sytuacja zmieniała się z godziny na godzinę. Czyżby minister Sienkiewicz faktycznie przekroczył (i to poważnie) swoje uprawnienia rozwiązując gremia, których dotykać, jako minister nie miał prawa, bo decydowała o tym ta Rada – ciało konstytucyjne, a więc poza zasięgiem łapek rządu? To był argument poważny. To są sprawy dość skomplikowane ale i proste jednocześnie. Tak, minister kultury jest ‘właścicielem’ TVP, bo on ją utrzymuje finansowo. Ale jednocześnie jest ‘właścicielem’ na zasadzie Głównego Księgowego, który płaci pracownikom (w tym dyrektorowi firmy) pensje. Nie oznacza to jednak, że księgowy może zwalniać dyrektora lub zamykać firmę. Trochę byłem zaskoczony, że Tusk nie przebadał tej sprawy dokładnie. Bo bez wątpliwości o TVP musiał bardzo długo i bardzo dużo myśleć i się konsultować.  To zbyt ważna i newralgiczna instytucja, by jej statusu nie rozumieć lub nie znać. W sukurs przyszedł olbrzymi błąd i przeoczenie PiSu wówczas, gdy formowali tą Radę dziesięć lat temu na ‘obraz i podobieństwo swoje’. Byli wtedy w trakcie zamachu na Trybunał Konstytucyjny, w planach już był zamach na Sąd Najwyższy, Ziobro od zaraz zaczął rozwałkę Prokuratury Krajowej (on był dużo bardziej bezwzględny i nieugięty w zdecydowanym i pozbawionym hamulców niszczenia wszelkiej niezależności sędziowskiej, prokuratorskiej i policyjnej, nie unikał w tej kwestii nawet konfliktów ani z Kaczyńskim ani z prezydentem Dudą, gdy ci chcieli – zmuszeni sytuacją wewnętrzna a przede wszystkim zewnętrzną zwolnić te tempo lub nawet czasem cofnąć zbyt radykalne zmiany) – wiązało się to z dużym zamieszaniem w orzecznictwie sądowym i trybunalskim. Prawa ręka nie wiedziała dokładnie, co robi lewa. Przyłębskie, sędziowie-dublerzy,  wybitne Krysie Pawłowicz – to tylko szczyt góry lodowej galimatiasu sądowniczego ówczesnej Polski (wiec  i obecnej, bo wybory powszechne nie wybierają nowych sędziów). W tym galimatiasie zapomniano, nie dopatrzono pewnej drobnostki – Ustawa o Krajowej Radzie Radiofonii i TVP … nie została formalnie i legalnie do końca przeprocesowana. I pomimo, że zakładano, że była, więc ma moc gwarancji konstytucyjnej … nie ma. Uff. Najjaśniej jak mogłem wyjaśniłem. Jeśli ktoś nie rozumie, to skąd może żądać, by rozumieli np. Kaczyński czy Duda? Ale Sienkiewicz jednak zrozumiał. I użył prostych i mało skomplikowanych narzędzi zwykłej ustawy o Spółkach Akcyjnych.  Z której wynika, że ten, co posiada większość akcji danej firmy może prezesa zarządu takiej firmy wyrzucić na z… pysk i sam Radę rozwiązać i powołać nowego prezesa Zarządu. Proste. Środek tymczasowy   i brzydki. I można go zaskarżyć  do Sądu Powszechnego. Ale tymczasowo skuteczny. A czasami ‘tymczasowo’ wystarczy. Pisałem tyle o tej hucpie z TVP i Wiadomościami TVP, bo to było i spektakularne i pokazało, jakie wielkie przeszkody na drodze reperacji szkód w Polsce trzeba będzie pokonywać. Ale, że można będzie, choć niektóre będą dużo dłużej trwały.

Kaczyński, ze względu na swój wiek i na fakt, że jednak przegrał wybory i mimo wszystko fala brudów jego rządów nie będzie nawet tajemnicą Poliszynela – będzie publicznie i równie spektakularnie ujawniana – jest już politycznym trupem. Można swobodnie o nim mówić już w czasie przeszłym. O tym jestem przekonany.  Jeszcze macha krótkimi łapkami i nóżkami, jak pajac na sznurku. Ale to już kurz historii a nie wiatr przyszłości.

Swoją drogą ciekaw jestem, co stanie się z wyznawcami religii smoleńskiej? Czy msze dalej obywać się będą przy Schodkach do Nikąd na placu Piłsudskiego, czy wrócą na stare miejsce przed Pałacem Namiestnikowskim (który też do czasu wyboru nowego prezydenta będzie u mnie tą starą, zaborczo-rosyjską nazwę nosił)?   Może pan Duda nawet zgodzi się by robiono to za bramą, wewnątrz dziedzińca, by zapewnić większe bezpieczeństwo Kurdupla z Żoliborza? Ciekawe, jak ich stosunki się teraz ułożą? Mimo wszystko Kaczyński nazbyt przyjemny dla swojego prezydenta nie był, a ten nagle jest jedynym, który ma ciągle władzę w ręku. Nominalnie dość potężną władzę.

Tusk w przemówieniu noworocznym nie mówił już tym samym, tryumfalnym językiem zwycięstwa, jakiego użył w wystąpieniu w Sejmie w pierwszym expose ledwie kilka dni wcześniej.

I tamten, tryumfalny ton był potrzebny Polakom, bo był to tryumf Polaków ratowaniu ojczyzny przed czarną nocą. Najważniejszym dniu wyborów od sławnego roku 1991 pierwszych wolnych wyborów parlamentarnych po 1939.

Ale te noworoczne było już trzeźwiejsze politycznie, mniej tromtadrackie, bardziej pragmatyczne. Przy podkreśleniu nowej nadziei i zadowoleniu ze zwycięstwa o jakim tyle lat marzył, o powrocie na fotel premierowski – nie mogło w tym nie być nuty smutku. Nie tylko z zerkającej zza każdego politycznego rogu chciwości, malwersacji finansowych, moralnej miazgi politycznych klas, które zawładały Polską od jesieni 2014. Nie, z dużo poważniejszego problemu. Z problemu głębokiego podziału w kraju na ‘naszych’ i ‘tamtych’. Podziału, jakiego żadną ustawą ani żadnym rozporządzeniem czy rozdawnictwem pieniędzy państwowych zniwelować się nie da.

Pojednanie będzie najtrudniejsze’ . Te słowa Donalda Tuska zapamiętałem najbardziej. I o tym zadaniu, wyzwaniu myślałem i pisałem tutaj najczęściej w czasie ostatnich dziesięciu lat. Wcześniej niż wybory w 2014 – od czasu katastrofy smoleńskiej, która mogła Polaków zjednoczyć. A podzieliła.  To była pierwsza zbrodnia popełniona na Polsce przez Jarosława Kaczyńskiego. Której mu nigdy wybaczyć nie powinniśmy. Z latami te wszystkie teatralne, operowe niemalże ‘spektakle smoleńskie’ stały się faktycznie jakimś teatrem absurdu najpierw, a potem spektaklem kabaretowym. Ale wtedy – nastąpił wielki podział społeczny, narodowy. Który trwa do dziś, choć już nie wszyscy pamiętają, co leżało u jego źródeł.  To podzieliło, jak nigdy nic przedtem, nie tylko Polaków w kraju – podzieliło równie ostro i skłóciło Polaków i polskiego organizacje, środowiska poza granicami kraju. Wyjątkowo ostro w Ameryce Północnej, w Kanadzie. Zniszczono budowaną od dziesięcioleci spójność organizacyjną Polonii. Ten podział był tym silniejszy, że wielką rolę odegrały w nim polonijne kościoły katolickie, które murem stanęły po stronie coraz bardziej fałszowanej, coraz bardziej kato-faszystowskiej polityce PiS.  To też naturalne pokłosie sojuszu Kościoła Katolickiego w Polsce z PiSem i jego ultra-patriotycznym, czasem w wyraźnie szowinistycznym kolorze. Mimo podobieństw stylu rządzenia i ideologicznych zboczeń Kaczyńskiego, Szydło i Macierewicza z izraelskim Benjaminem Netanjahu – nie przeszkadzało im to wyciągnąć z lamusa historii starego, śmierdzącego naftaliną trupa antysemityzmu (nie przeszkadzało to zresztą tak silnie i Netanjahu). Pamiętacie akcje ‘obrony dobrego imienia Polski’? Napaść IPN-u sterowaną przez rząd na wszelkie niezależne badania naukowe i grzmienie o usiłowaniach rozgrabienia Polski na rzecz Żydów w USA i Izraelu?  Bardzo sumienny i znany historyk polsko–amerykański, Jan Tomasz Gross stał się nagle ‘sztandarem polakożerstwa’. Żyd usiłujący rozgrabić Polskę a Polaków uczynić gorszymi od hitlerowców antysemitami. Zabawne (jeśli można takie określenie w tym ohydnym oskarżeniu użyć), że Gross z czysto talmudycznego tłumaczenia w zasadzie nie jest polskim Żydem, a jest Polakiem wyznania żydowskiego  ( i nawet tego pewny nie jestem, bo nie mam informacji czy Gross jest osobą wierzącą a jeśli, to jakiego wyznania). Matka Grossa, Hanna Szumańska była polską herbową szlachcianką, wyszła za mąż za zasymilowanego Żyda polskiego Zygmunta Grossa, polskiego kompozytora i adwokata (w dobie stalinizmu był obrońcą Władysława Bartoszewskiego). Ale w propagandzie krypto-faszystowskiej nawet siedzenie w szkole w tej samej ławce z kolegą-Żydem czynić cię może  … przynajmniej pół-Żydem.  To tylko taki przykład atmosfery zaczadzenia, jaka nad Polską i Polonią zapanowała pod władzami PiS. Tematu ‘Jan Tomasz Gross” nie mam zamiaru tu rozwijać.

Powstanie tej przybudówki ‘Polakożerczej nagonki światowego żydostwa’ szalenie utrudniło w Ameryce Północnej polityczną akcję uświadamiania Polonii o prawdziwej twarzy PiSu. Jak powiedziałem już wyżej – tradycyjne ugrupowania i związki polonijne związane bardzo z parafiami polskimi były w najlepszym wypadku obojętne, a najczęściej wrogie wobec działalności pro-demokratycznej demaskującej prawdziwe oblicze PiSu Kaczyńskich, Terleckich, Ziobrów, Macierewiczów i Kurskich.

W takiej atmosferze działały w Kanadzie formalne grupy KOD-u (Komitet Obrony Demokracji) na mocy oficjalnej reprezentacji ZG KOD w Polsce, prowadzone przeze mnie, Annę Bocheńską i Marka Tucholskiego reprezentujące całą Kanadę (KOD-Canada). Obok KOD-Canada, niezależnie i na mocy osobnego porozumienia między ZG KOD w Warszawie i KOD-Canada istniał KOD-Ottawa. Działo się to na początku roku 2015. Nikt wówczas jeszcze nawet nie przypuszczał ogromu zniszczeń jakich dokona PiS w Polsce. KOD-Canada nigdy nie był w stanie (choć nasze grupy działały w większości dużych ośrodków miejskich w Kanadzie, a do najbardziej prężnych należały: Montreal, Toronto, Ottawa, obszar Greater Vancouver i częściowo Calgary) pobudzić masowego ruchu w Kanadzie. Mimo to był bardzo widoczny, odegrał bardzo pozytywna rolę w informowaniu o zagrożeniach demokracji w Polsce. Był jedynym w tamtym okresie znaczącym ośrodkiem informacji i protestu społecznego. W 2023 roku sytuacja świadomości społecznej (jak i olbrzymia wymiana ‘pokoleniowa’ osób zawiadujących życiem zorganizowanym Polonii) uległa diametralnej zmianie na lepsze. Miejsce KOD z dekady wcześniej zajęły grupy inne. Palma pierwszeństwa i najlepszej organizacji należy się DPACC (Democracy Poland Action Committe – Canada). Niestety, jeszcze w poprzednich wyborach w 2019 mimo tego wysiłku prawie wszystkie Komitety Wyborcze w Kanadzie (Montreal, Ottawa, Toronto, Saskatoon, Calgary, Edmonton i Vancouver) głosowały w dużej proporcji na PiS. Lista Koalicji Demokratycznej uzyskała drugie miejsce. Prawie wszystkie, poza jednym wyjątkiem: Vancouver. Tylko tam większość głosów oddano na Koalicję Demokratyczną, nie na PiS. Wiązało się to chyba jednak (bo Polacy w Vancouverze też przyjechali tu z tej samej Polski, nie z Księżyca) z uporczywą pracą wśród całej Polonii środowisk pro-demokratycznych. Z szeregu akcji jakie udało mi się tam przeprowadzić z udziałem może nie olbrzymiej grupy ludzi – ale ludzi znaczących w środowisku i szalenie oddanych.  Na początku było to z ramienia KOD, potem już sami lokalnie to robiliśmy w naszym, lokalnym imieniu. Nie bez znaczenia były dobrze zorganizowane środowiska  akademickie, artystyczne. Utrzymywałem dobre kontakty z Konsulatem i przy każdej okazji spotkań prywatnych podkreślałem, że placówki dyplomatyczne, a zwłaszcza już konsularne nie reprezentują de facto rządu i partii politycznej a Państwo i przestrzegałem przed agitacją polityczną, która i Konsulatowi i Rządowi tylko zaszkodzi. W zasadzie wszystkie i gazety polskie (było ich początkowo kilka w Vancouverze) i polonijne stacje radiowe były pro-demokratyczne, a jeśli jedna czasem starała się być (powiedzmy tak) ‘obiektywna’ była to pozycja bardzo umiarkowana. Nie unikałem udziału w silnych sporach, gdy zaszła potrzeba. Przede wszystkim widoczni  byliśmy w newralgicznych i ‘nie polonijnych’ miejscach miasta: w popularnym parku miejskim, przy zniczu olimpijskim, raz przed Konsulatem i tylko krótko. Naturalnie, na samym końcu efekty z całej Kanady razem zebrane dały to, co dały. Przestrzegał zresztą o tym podczas jednej z konferencji video sam Donald Tusk (konferencja środowisk pro-demokratycznych z całego świata), aby nie wojować za silnie nad np. wyborami korespondencyjnymi i większą liczbą okręgów wyborczych w Kanadzie, bo … zalejemy PiSem kanadyjskim wszystkie miejsca sejmowe. Rozsądny i świadomy rzeczywistości polityk.

Nie ulega najmniejszej jednak wątpliwości, że ziarno wolności,  że tłumaczenie zagrożenia jakie niesie PiS to praca żmudna. Najtrudniejsze było to, by odrzucić groźny hurra-patriotyzm PiSu i IPNu w tandemie z polonijnymi parafiami katolickimi. Patriotyzm, w którym wszystko było szyte grubymi, tradycyjnymi nićmi nacjonalizmu, szowinizmu, ‘obrony dobrego imienia Polski’ przed napadami lewactwa, syjonizmu i LGBTQ.  A tradycyjna, starsza Polonia była bardzo podatna na te ‘sztandary ojczyźniane’.  Teraz gwałtownie następuje wymiana generacyjna Polonii. Tysiące nowych kanadyjskich Polaków te głupie straszaki ‘trupów PRL i komuchów’ zbywa śmiechem i wzruszeniem ramion. 

Za niezłomność, upór i konsekwencje w rzetelnym informowaniu Polonii w Kanadzie w ostatnich latach, za umiejętność stworzenia silnej platformy prasowo-podcastowo-radiowej w sieciach nowych social-mediów i organizowaniu w ostatnich latach Democracy Poland Action Committe – Canada olbrzymie słowa uznania należą się Małgorzacie Bonikowskiej z Toronto, redaktor naczelnej popularnej „Gazety – Dziennika Polonii” i autorce popularnego “Polcastu”. Aktywnymi do dziś w rozpowszechnianiu tego dzieła demokratyczno-informacyjnego pozostali moi serdeczni przyjaciele Anna Bocheńska z Toronto i Marek Tucholski z Montrealu.  Pojawiły się nazwiska nowe, Polek i Polaków, którzy tu się osiedlili w ostatnich latach. Innej, nowoczesnej generacji. Bardziej kosmopolitycznych niż zaściankowi mojej i poprzedniej generacji. Nie obarczeni nie tylko bagażem PRL, ale nawet bagażem „Solidarności”, która dla mnie jest tym, czym AK była dla mojego ojca: mitem młodości, działalności, niezłomności, idealizmu. I bardzo mnie to cieszy. Bo mity potrafią być bardzo groźne. Mity powinno się zostawić na gruzach Herkulanum i Ateneum. Im dalej od współczesności – tym zdrowiej.

Co więc zostawiliśmy, z polskiego punktu widzenia, za sobą w 2023?

Dewastację i rozpadanie się polskiej demokracji. Najgroźniejsze w obszarze sądownictwa i wymiaru sprawiedliwości, podporządkowania służb policyjnych i szeregu agencji służb bezpieczeństwa partyjnym interesom rządzących (PiS) – a to prosta droga do dyktatury. Niszczenie przynależności Polski do Unii Europejskiej, faszyzację polityki międzynarodowej poprzez silną współpracę z faszyzującymi Węgrami i innymi rządami i ruchami ultra-prawicowymi, co jest zresztą nie tylko polskim fenomenem. Jest szokujące dla mnie, że taką siłę polityczną (a wiec poparcie w społeczeństwie) zyskały grupy faszystów Konfederacji. Jest to zresztą fenomen pierwszej ćwierci nowego wieku w całej Europie i nie tylko (faszyzacja np. Izraela pod rządami Netanjahu wydaje się być szokiem nad szokami). Pewnie jest to tym razem negatywny objaw odejścia z życia publicznego generacji, która tą gehennę przeżyła. A jednocześnie odzwierciedleniem niepewności i lęku ludzkości generalnie wobec wielkich zmian i zagrożeń wynikających z bardzo już widocznych i przyspieszających swój marsz zmian klimatycznych Ziemi. Przyspieszanych karygodną polityką całego świata.

Główne osoby bardzo ważne w Polsce, które otwierają nowy, 2024 rok wedle mojej oceny to:

  1. Donald Tusk bezwzględnie. Niezbyt przeze mnie lubiany polityk. Ale polityk na te czasy chyba najwłaściwszy.
  2. Niespodziewanie – nowy Marszałek Sejmu, Szymon Hołownia. Też niechętnie mu się przyglądałem. I byłem kompletnie zakochany w nim, gdy prowadził, jako Marszałek obrady Sejmu w tych gorących dniach upadku PiSu. To był taniec baletmistrza i filipiki godne Demostenesa. Symbolem jego marszałkowania pozostanie na zawsze natychmiastowe usunięcie barier ulicznych przed Parlamentem RP na Wiejskiej –  Polski Parlament wrócił w ręce Polaków, pracodawców posłów i senatorów.
  3. Rafał Trzaskowski – Prezydent Warszawy, który nigdy stolicy na pastwę PiSu nie oddał. Jedyny, który w poprzednich wyborach prezydenckich w Polsce minimalną tylko ilością głosów nie wygrał ich. To zapaliło pierwsza lampkę w ciemnościach tamtej Polski i pokazało, że niemożliwe jest możliwe. Ryzykowałbym stwierdzenie, że bez tamtej walki prezydenckiej i bez jego prezydentury w Stolicy kraju być może nie doszłoby do wygranej Koalicji Demokratycznej w październiku 2023. Nie mam pojęcia, czy Tusk formując Koalicje nie uczynił pewnych obietnic wobec Hołowni w sprawie kolejnych wyborów prezydenckich i nie obiecał, że Trzaskowski nie stanie w szranki. Wątpię, by Tusk i Hołownia tego typu niehonorowy pakt zawarli. Ale lękam się. Trzaskowski jest człowiekiem nowej Polski, świeckiej, pro-europejskiej, światowej. Pokładam w nim wielkie nadzieje. I liczę bardzo, że za półtora roku stanie w szranki i wygra wybory prezydenckie w Polsce.
  4. A teraz szok dla czytelnika – Andrzej Duda. Nie, nie pokładam w nim jakichkolwiek nadziei.  Jako Głowa państwa jest i był i zawsze będzie beznadziejny. Kompletnie się do tej funkcji nie nadaje. Pierwszy w historii Polski od czasów republikańskich Prezydent-niedorajda. Pod każdym względem. Nawet wliczając w to początki PRL-u, bo i Bierut (okrutna postać i okrutnie zapisana w tej historii) nie był niedorajdą. Ale Andrzej Duda JEST prezydentem RP.  I może jeszcze wiele szkody Polsce wyrządzić. Jedyną szansą jest, że  jego własny lęk przed konsekwencjami  obstrukcjonizmu może okazać się dla niego za wysoki. Oczywiście jest też możliwe niestety, że ulegnie typowym dla takich charakterów ciągotom – zawierzy swej mocy i swym umiejętnościom. Których nie posiada, ale w zdaniu poprzednim wyjaśniłem, że może być tego nieświadom. A polska Konstytucja daje prezydentowi sporo uprawnień i władzy.
  5. Ze świata kultury: Agnieszka Holland, która przyniosła tyle światowego rozgłosu dla polskiej kinematografii; Olga Tokarczuk za użycie swego nimbu literackiego Nobla nie tylko jako rozgłosu polskiej literatury, ale generalnie za stawanie w obronie wolności kultury i twórczości polskiej, wolności twórcy w dobrze tematów i ich realizacji.  Teatr Och_Teatr (w dawnym kinie ‘Ochota’) i jego dyrektorka Krystyna Janda za niezłomność programową i kreacje teatralne w najlepszych tradycjach polskiej sztuki teatralnej. Generalnie przytłaczającej ilości polskich twórców kultury w obronie wolności słowa, wolności artystycznej i zaangażowania politycznego po stronie ruchów demokratycznych. Więcej nazwisk wymieniać nie będę, bo by zajęło bardzo dużo miejsca.

Największe zagrożenia dla Polski:

  1. Kryzys klimatyczno-ekologiczny. To najniebezpieczniejsze zagrożenie całego świata, globalny kryzys egzystencjalny ludzkości. Dla samej Polski szczególnie niebezpieczny, ponieważ jest nie tylko zapóźniona w skutecznej działalności na tym polu ale i w wyjątkowo rabunkowej gospodarce zarządzania środowiskiem naturalnym. Dogonienie czołówki państw europejskich będzie się wiązało z bardzo wysokimi kosztami finansowymi dla Skarbu państwa, a więc też dla ludności Polski. I do tej pory nikt tego obywatelom tego kraju jasno i bez politycznych kłamstw nie powiedział. Dotacje Unii Europejskiej nie mogą zastąpić nakładów Polski, czyli jej obywateli.
  2. Wojna rosyjsko-ukraińska. Tu rozwodzić się nie trzeba.  Chyba wszyscy te zagrożenie rozumiemy. Kolosalne na wielu płaszczyznach z racji obecnych granic Polski, ze względów historycznych połączeń sięgających prawie zarania polskiej państwowości, z ryzyka wojny nuklearnej lub katastrofy nuklearnej, z obciążeń związanych ze wspieraniem państwa ukraińskiego, z masowej emigracji. Z konieczności wielkich wydatków na własne uzbrojenie i wielkość wojska. Liczenie tylko na ‘Hamerykę’ jest olbrzymim błędem. A zaciągnięte bankowe kredyty wojskowe ktoś kiedyś będzie musiał zwracać. Za mało się o tym mówi Polakom. Nawet Donald Tusk nie pojedzie (tak jak pojechał do Brukseli po zamrożone fundusze europejskie) na Biegun Północny prosić Mikołaja o specjalny lot saniami wypełnionymi po brzegi dolarami … .

Nie wszystko wyczerpałem. Ale starałem się najważniejsze zarysować. Z tymi zagrożeniami opisanymi w ostatnim paragrafie wiąże się jednak jeszcze jedno. Być może niewiadoma największa. Olbrzymim udziałem w wyborach Polacy pokazali światu piękny przykład masowego zaangażowania obywateli w odpowiedzialność obywateli w obronie demokracji. Pytanie ciągle bez odpowiedzi, to czy ta piękna akcja była kolejną polską piękną szarżą husarską czy przebudzeniem narodu do świadomej, mądrej obywatelskości na co dzień? Na samym końcu żaden rząd nie rządzi całkowicie (poza rządami autokratyczno-dyktatorskimi) w próżni. Rząd musi być ‘rządzony’ przez obywateli. Na co dzień. Tylko wtedy i nasze własne oczekiwania będą bliższe rzeczywistości i możliwości skarbowych państwa na ich zaspokojenie. Bo kupowanie przez rząd poparcia wyborcy – jak się gorzko przekonaliśmy – bywa często na lichwiarskich warunkach. 6+6=12. Nie 13 ani 14, jak ilość rocznych emerytur w Polsce.

Refaat Alareer. When a poet dies …

Wczoraj , 8 grudnia, palestyński poeta z Gazy był w szkole na spotkaniu z młodzieżą, która tam się schroniła. Normalnie byłby pewnie na swoim uniwersytecie w Gazie, gdzie wykładał literaturę angielską. Ale uniwersytetów w Gazie już też nie ma, zbombardowane, jak reszta tego miasta-polis. Więc był z tą młodzieżą i dziećmi w szkole. Nagle dostał telefon od kogoś, kto przedstawił się jako oficer z wywiadu izraelskiego. Ten ktoś poinformował go tylko, że wiedzą, gdzie on jest i że zbombardują to miejsce, że powinien uciekać do domu. Alareer miał powiedzieć, że wychodzi natychmiast ze szkoły, aby nie bombardowali. I zbiegł do domu, gdzie były jego dzieci, żona i siostra z dziećmi. Minuty póżniej w ich doom uderzył pocisk i wszyscy zgineli. Dla najeźdźców poeci są często groźniejszym celem niż żołnierze. Bo poeci to duch narodu.

zdjęcie ze strony Facebooka poety

Przetłumaczyłem właśnie wiersz Refaata Alareera, wiersz profetyczny. Wiele jest takich wierszy w annałach literatury polskiej czasów wojny. Do tego smutnego Gabinetu Poezji Śmierci wstawiam teraz i ten, palestyński. Jak napisał sam poeta z Gazy: “ Pisanie jest świadectwem, pamiecią która przetrwa ludzkie doświadczenie, jest obowiązkiem komunikowania się ze sobą i światem. Żyjemy by opowiedzieć historię straty, przetrwania i nadziei.”

Jeśli muszę zginąć,

ty musisz przeżyć
by spisać moją historię,
sprzedać rzeczy po mnie,
kupić kawałek materiału
i trochę sznurka
(niech będzie biały z długim ogonem) –
niech dziecko gdzieś w Gazie,
patrząc niebiosom w oczy,
czekając na ojca, który odszedł w płomieniu –
nie żegnając nikogo,
nawet swego ciała,
nawet siebie samego –
zobaczy go, mój latawiec, który zrobiłeś, szybujący
wysoko
i pomyśli przez moment – oto anioł tam
roznosi znowu miłość
Jeśli muszę zginąć,
niech przyniesie nadzieję,
niech zostanie spisane.

(autor: Refaat Alareer, Gaza, 2023 ; tł. B. Pacak-Gamalski)

Zeitgeist



The term ‘zeitgeist’ is not fully clear. It came to be prominently used by the end of the XIX century and early XX century in Europe, especially in Germany, and comes from the unclear land between philosophy and psychology, from where it leaked into literature and historiozophy ( philosophy of history).

Generally speaking, it describes a certain time in history, an epoch, when non-ethical behavior was permissible or even expected. Morality was stretched beyond its meaning or got a new meaning. New leaders are rising to power as a result of new social acceptance. Strong chauvinism and nationalism trump other norms. The world becomes dual-colored: Them or Us or Us contra Them

In 2020 there were some events concentrated on the most abhorrent and evil time and place in modern history: Auschwitz. The German concentration camp in the town of Oświecim in Poland. Treblinka was an extension of that ‘Factory of Death’.  That’s when I constructed a literary piece called ‘Zeitgeist’.  For people to build such a place, for leaders to want it to be built – it must be a zeitgeist: time and place for it.

In the last decade, I see a powerful wave of xenophobia raising its head all over the world. Growing trend of populism. And I do call it a new zeitgeist.  Trump in US; new type of angry, populist conservative leaders in Canada’s politics (Poilievre in federal politics; Scott Moe in Saskatchewan; Danielle Smith in Alberta – to name a few most dangerous ones). It is not only xenophobia – with it homophobia is rising, racism (often covertly), and islamophobia, to name a few.



There is a group of people, who suffered in the last hundred years tremendously. People, who were stateless, become through centuries settlers, and nomads settling other states, mixing with their populace. But maintained to a large degree their difference. Mainly because of religious devotion and cardinal religious schism between the old one (Judaism) and the new one (Christianity). It wasn’t the language (most of them over time could not communicate in their old Hebraic language) or looks, but precisely the religious schism that laid the foundation of antisemitism, that created pogroms.

I have always had a special affinity and sentiment toward Jews. After all – Poland for centuries was a safe refuge for them compared to other countries in Europe. I was sad that being born after the 2 world war – I was robbed of their distinct presence in Polish towns, and cities. A presence that was still felt very much, was talked about by your parents, and grandparents, and was filled in entire Polish literature, and art. Detested angrily the act of violence perpetrated against them (the very few who survived) in new Poland after the fall of Hitler.

And something happened that forced me to see a different Jew. An Israeli Jew. A settler. October 7,  2023.

 Hamas–led terrorist attack on Israeli kibbutzes on occupied Palestinian land resulted in the brutal murder of about 1200 Israelis and some foreign nationals. They also took about 240 (according to Israeli count) hostages back to Gaza. Everyone was shocked. Not by that attack itself – after all Palestinians have a right to fight for at least an internationally recognized part of old Palestine. The part that was internationally reserved for a Palestinian state. Every nation on Earth has a right to self-determination and a right to fight for it. What was shocking was the brutality of it, the massive failure of the Israeli army and police (one of the best-equipped army in the world) to protect the civilian Jewish population. The assault was a ghastly way of murdering civilians. Many states (unanimously in Europe and North America) condemned the attackers.

But what followed in a wake of Israel’s military response – shocked everyone even more. And harshly polarized the opinion of the majority of the world, even within one state. In a short few weeks a non-stop air, artillery, and missile attacks on the entire population and infrastructure of Gaza left Gaza City, it’s services (medical, sanitary, and everything else) were reduced to ruins. The civilian population was not spared the onslaught of bombs. Quickly, the deaths counted in thousands. Approximately 7000 kids were slaughtered.  All border crossings (controlled by Israel) were shut down. Nowhere to escape. Nowhere to search for food, nowhere to ask for medical help for thousands more wounded, nowhere to search for water to drink.

And I saw the shadow of enormous Zeitgeist hovering over the entire Middle East.  Black, angry, spewing ashes and flames.


above – Left panel: a kid in Warsaw in 1945; right panel: a kid in Gaza in 2023

Nagba. Scenes of history.

Idea of this article came to me around November 11, Remembrance Day. I was going to write about places and people I knew, who took part in both the I and II world wars. I was lucky enough to know veterans of both wars. Either as family members or personal friends. Now they are all gone. Although I see their faces still etched in my memory. But, as I started writing, the text changed. Wars change inevitably to exoduses, expatritions, expulsions. The suffering of civilians. The Nagbases. Therefore I decided to write a series of scenes depicting the most important ones. Like in a theatre dramats. As I was writing I noticed how things often change, how oppressors become victims and vice versa.

Scene #1

It is 1914 in Galicia,  on a train at railway station in Kiev, in Ukraine. Front line of Austro-Hungarian Empire and Russian Empire. Young nurse is tending to wounded and bloodied soldiers on that train. Zofia Lejmbach is that nurse. One of my great aunts. She learnt how to be a nurse in a Polish military organization called Rifle Groups  (Drużyny Strzeleckie) organized by Polish independence movement few years prior to that war. Those wounded soldiers were not Polish soldiers, Poland did not exist as independent nation yet.  Not until exactly 11 of November 1918. But it doesn’t matter for her what nationality are these soldiers – they needed help, that was all that matter. Later she will become one of the leading Polish pediatricians, professor and v-ce Rector of Warsaw Medical Academy. That was many years later, though. After 1945.

Scene #2

It is thirty years after her experience as a nurse in Kiev. It is 1944. Different world war,  #2. August in  German occupied Warsaw.  Soviet armies are marching west through Poland, battling the German Nazi Empire of Evil. Polish Underground Home Army (AK) starts the tragic Warsaw Uprising, trying to liberate Warsaw from Germans before the Soviet Army enters the city.  Young doctor Zofia Lejmbach is the Chief of the Underground Army Sanitary Department for the entire Warsaw District. Organizes make-shift hospitals for wounded partisans of Warsaw.  The Polish Underground Home Army (AK) represents Polish Republic  Government In- exile in London. The Soviets don’t want them to liberate Warsaw in the name of that democratic government. They stop their advance and allowed the Germans to smash the Uprising. And Germans did. In atrocious and merciless way.  Doctor Zofia Lejmbach and her medical teams did what they could, in indescribable circumstances. In Wola district was a hospital full of wounded Polish fighters. Zofia Lejmbach was wounded herself but not seriously and turns all her attention to treating the boys of the Uprising. She got a news that Nazi units just massacred another hospital killing all medical staff and patients. Somehow was able to commandeer a large horse drawn carriage and filled it with her patients and escaped the inevitable death taking them through the ruins to her father estate outside of Warsaw, in Skorosie.  By the time they have settled in that estate – the Uprising was over. The Germans ordered the rest of the entire population of Warsaw to live their burning city and long columns of of Warsovians march toward small city of Pruszkow, where the occupiers told them to settle. They could take with them only what they could carry. Behind them was burning Warsaw. When the smoked cleared somewhat – almost nothing was left of the city. Germans burnt and detonated it street by street, house by house.

Scene #3

                Nakgba. Year is 1948. Nakba means in Arabic a catastrophe –  to be expelled, evicted with no right of return[i]. One of the most pivotal word in describing Palestinian people situation in Palestine. It precedes any other explanations, political and military context. It seats at the very centre, at the core of this tragedy. To be precise is started in 1920 in Haifa, when the British seized Palestinian Arabs houses and property and gave it to Jewish settlers brought by them. The Arabic Palestinians did not even receive any compensation. That process continued through the 1930. But 1948, with the creation of Israel it become massive and on unprecedented scale. It wasn’t just houses, private property – it meant territory.  Old Palestine as a huge territory that was home to many groups of people (majority were Palestinians but by 1948 the Jews formed the second largest group) ceased to exist. One of the most prominent symbol of Nakba is a key. Regular, ordinary old type of iron key to an old house. A key that countless of Palestinian families took with them in their long exodus. I remember meeting Palestinian refugees (the original old ones with their children and grandchildren, who were born outside of Palestine) living in Canada, who were showing me their old, rusted key to their lost house in Jerusalem.

Scene #4

                Warsaw. The year is 1942. For more than a year all Jews from Warsaw and smaller towns and villages near-by are moved by German authorities to big space in central Warsaw. The infamous Warsaw Ghetto. At its height the Ghetto housed closed to 0.5 million Warsaw’s  Jews. It was separated by walls and gates from the rest of Warsaw (so called ‘Aryan side’). The time comes for Germans to start in earnest their satanic ‘Final Solution’.  Who didn’t die of hunger or wasn’t shot by Hitler’s henchmen at the slightest opportunity – was going to be deported to Treblinka near Auschwitz. To gas chambers. Long lines of tired and sick people formed columns and march to train station under the watchful eye of the oppressors. Those, who were too weak to march or have fallen down while marching are dealt by German soldiers and Jewish Judenrat (Jewish local administration and police formation organized forcefully by German authorities) – by a blow to the head or single shot. The end of Jewish existence in Warsaw – existence spanning hundreds of years.

Scene #5

                Year is 1945. Soviet Union is in full control of huge territories of Eastern Poland (parts of today Lithuania, Belarus and Ukraine). The Yalta Conference of Roosevelt, Churchill and Stalin decided to change the borders on Central and Eastern Europe on a massive scale. None of the countries involved were consulted and none of the millions of people were asked their opinion. It was truly a march of nations. Since the end of Middle Ages Kingdom of Poland had its borders expanded through treaties, dynastical agreements and wars eastward. The new Polish Republic from 1918 to 1945 did not hold as massive eastern territories as did the Kingdom. But territories were Polish element was in majority or very close to it – were still part of Poland. The Vilnius District, western Belarus and Western Ukraine were considered as the centres of Polish science, art and culture (especially Lvov and Vilnius with its highly regarded universities). Now the old world collapsed. Millions of Poles were expatriated from lands and homes they lived in for generations.  The entire immediate and extended family on my father side pack what they could, left their houses and cemeteries where generations of their grandfathers were buried. I remember them all very well. They – as the old Palestinians from Jerusalem – never forget their cities: Vilnius, Lvov, Sluck, Luck …  Big part of my heart is in Vilnius, too.

Scenie #6

                Year is 2023. Now. Gaza in tiny scrap of land of new Palestine. Very narrow bridgehead strip squeezed between Meditearrean Sea and Israel . One of the most populated piece of land in the world. Separated by Israel from larger piece of land govern by Palestinian Authority in Ramallah in West Bank. That separation made it practically impossible by the Authority to exercise control of Gaza (internationally the Palestinian Authority is recognized as representative political and administrative body of all Palestinian territory: West Bank and Gaza) and allowed for much more aggressive movement of Hamas to take control of Gaza. Hamas political arm become radicalized and it’s armed forces are closer today to jihadist ideas than to original goals of Palestinians struggle for independence.

On the 7 of October Hams launched an attack on Israeli town near Gaza killing hundreds of people (the number of executed Israelis in in the vicinity was 1200 victims) and taking hundreds more  back to Gaza. The atrocity and extremely brutal way of conducting the operation stunned the world.  It’s incomprehensible to understand how such an operation was possible to succeed given the military prowess of Israelis armed forces and once that attacked commenced that it was allowed to continue for hour on end.  Basically speaking the government of Israel was totally missing in action and failed to protect its land and citizens. Once the attackers returned to Gaza, Israel Forces begun full military operation. For weeks Gaza was subject to non-stop bombardment of air forces, artillery and missiles. It was immediately clear that civilian casualties will be very high. Israel cut off all contact of Gaza with external world, cut off food, water, fuel and medicine supplies. People who were trying to leave in this tiny strip of land from north to south were subjected to air attacks. The civilian casualties were growing day by day.  First by hundreds, than by thousands.  Women and children. Old and sick. Non ending groups of people trying to escape bombardment  and death, with meagre belongings hauled first by cars (until fuel run out), on foot, with crying children, with elderly. In search of food, fresh water. On a journey to nowhere. No escape. Some tried to look for safety in hospitals. To no avail – the hospitals become target of constant attacks. Foreign doctors from UN, Red Cross and Doctors Without Borders become victims themselves, some were murdered by Israeli strikes. Hospitals started running out of basic medicine, finally the fuel run out. Some doctors described how they were being shot by Israeli snipers. Scenes like from Dante’s Inferno .  The world watches still in disbelieve. Thousands of children were being murdered and their bodies are being placed in shallow mass graves. As the world watches. Every possible law of war is broken. Crimes against civilians, hospitals and humanity are being committed daily. And the world watches. One of Netanyahu cabinet ministers publicly demanded that an atomic bomb be dropped on Gaza. I thought that the world went crazy, no stop. And that minister is still a minister in Israel’s government.  More or less the Palestinians in Gaza were dehumanized the way Jews were dehumanized by Hitler’s Germany eighty years ago.

Final reflection: how strangely and sad it is that depending on circumstances a yesterday’s victor becomes an oppressor and oppressor becomes a victim.


[i] United Nation document: https://www.un.org/unispal/about-the-nakba/#:~:text=The%20Nakba%2C%20which%20means%20%E2%80%9Ccatastrophe,the%201948%20Arab%2DIsraeli%20war.

Izrael i Palestyna

Zacząć od czego? Od krzyku matki nad ciałem zabitego na jej oczach dziecka na gruzach tego, co było Gazą? Od odruchu zemsty Izraelczyków za mord Hamasu w izraelskim kibucu ( możliwe, że ten kibuc jest zbudowany na nielegalnie zagrabionej od Palestyńczyków ziemi – poza legalnymi, miedyznarodowo uznanymi granicami Izraela)? Od państwa uzbrojonego po zęby w potężną armię, z bronią nuklearną, visa a vis partyzantów palestyńskich uzbrojonych w pistolety i karabiny i dość prymitywne ale skuteczne,  wystrzeliwane z ukrytych stanowisk, pociski rakietowe? Zacząć może więc od Palestyny poszarpanej terytorialnie na liczne, nie połączone ze sobą miasta, osiedla? Czy zacząć jednak od tych kibuców Be’eri i Kfar Aza, gdzie ten mord dokonany przez bojowników Hamasu miał miejsce? Lub cofnąć się nieco w czasie, do roku 1920, gdy wojska brytyjskie decyzją lorda Balfoura zajęły wybudowaną przez Palestyńczyków Haifę i wprowadziły sprowadzonych osadników żydowskich do domów Palestyńczyków, którym powiedziano, że nie maja prawa powrotu do tych domów. Nigdy. Zwyczajnie. Do dziś nikt im tych domów nie zwrócił, nie zapłacił za nie pełnego odszkodowania. Później to samo stało się w Jerozolimie. I wielu innych miejscach.  

Jako, że lord Balfour nie chciał by otwarcie Anglii zarzucano, że w ten sposób chce się pozbyć problemu ludności żydowskiej w Europie ( a chciała, to był faktycznie zasadniczy powód Balfoura) skontaktował się z baronem Rothschildem wyjaśniając swoje stanowisko. Dziś już nie, świat się zbyt zmienił, ale wówczas pan Rothschild był faktycznie centrum światowych finansów. By uzyskać poparcie Rothschilda, wcześniej porozumiał się z europejskim ruchem syjonistycznym. W tych kontaktach i w narodzeniu się idei osadnictwa żydowskiego w Palestynie był mu niezmiernie pomocny nie kto inny, jak pan Lewis Bernstein Namier – obywatel brytyjski polsko-żydowskiego pochodzenia, urodzony we Lwowie a wykształcony w Krakowie. Jego właściwe nazwisko brzmiało Niemirowski.  Wuj matki pani senator PiS, Anny Kurskiej. A więc stryjeczny pradziad szefa Telewizji Polskiej Jacka Kurskiego oraz naczelnego „Gazety Wyborczej”  Jarosława Kurskiego. Jaki ten świat mały, prawda?

Tylko dla samej ciekawostki i  – mimo wszystko – znajomości faktów historycznych a nie mitów przytoczę dwa międzynarodowe dokumenty, które określały sprawę całej Palestyny (w tym państwa żydowskiego) w dwóch różnych okresach: 1. w czasie tzw. Mandatu Brytyjskiego od 1920 do 1947 i 2. od 1947 do dziś.

1.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych

2 listopada 1917 r.

Drogi Lordzie Rothschild,

w imieniu Rządu Jego Królewskiej Mości z przyjemnością przekazuję Panu następującą deklarację sympatii z dążeniami żydowskich syjonistów, jaka została przedstawiona i przyjęta przez Gabinet.

Rząd Jego Królewskiej Mości przychylnie zapatruje się na ustanowienie w Palestynie narodowego domu dla narodu żydowskiego i dołoży wszelkich starań, aby umożliwić osiągnięcie tego celu, przy czym jest rzeczą zupełnie zrozumiałą, że nie uczyni on nic, co mogłoby zaszkodzić obywatelskim czy religijnym prawom istniejących w Palestynie społeczności nieżydowskich oraz prawom i statusowi politycznemu, z jakich Żydzi korzystają w każdym innym kraju.

Byłbym wdzięczny, gdyby zechciał Pan zapoznać z tą deklaracją Federację Syjonistów.

Arthur James Balfour

2.

29 listopada 1947 Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło rezolucję nr 181. Wyniki głosowania były następujące:

  • 33 państwa poparły projekt rezolucji (58%): Australia, Belgia, Boliwia, Brazylia, Białoruska SRR, Kanada, Kostaryka, Czechosłowacja, Dania, Dominikana, Ekwador, Filipiny, Francja, Gwatemala, Haiti, Islandia, Liberia, Luksemburg, Holandia, Nowa Zelandia, Nikaragua, Norwegia, Panama, Paragwaj, Peru, Polska, Szwecja, RPA, Ukraińska SRR USA, ZSRR, Urugwaj, Wenezuela.
  • 13 państw głosowało przeciwko (23%): Afganistan, Arabia Saudyjska, Egipt, Grecja, Indie, Iran, Irak, Jemen, Kuba, Liban, Pakistan, Syria, Turcja.
  • 10 państw wstrzymało się (17%): Argentyna, Chile, Chiny, Etiopia, Honduras, Jugosławia, Kolumbia, Meksyk, Salwador, Wielka Brytania.
  • 1 państwo było nieobecne (2%): Tajlandia

Na mocy przyjętej rezolucji miały powstać dwa państwa oraz mała międzynarodowa strefa obejmująca Jerozolimę. Strefa międzynarodowa miała pozostawać poza granicami obu państw i być zarządzana przez Narody Zjednoczone, które stawały się gwarantem bezpieczeństwa wszystkich świętych miejsc chrześcijaństwa, islamu i judaizmu w obu miastach. Utworzenie nowych niezależnych państw miało nastąpić do dnia 1 października 1948.

Oba państwa, żydowskie (14 257 km²   powierzchni) i arabskie (11 664 km²), miały składać się z trzech głównych części, które były połączone eksterytorialnymi skrzyżowaniami.

Od 1 października minęło 75 lat. Izrael, jako potężne państwo istnieje. Palestyny jednej, scalonej, niepodległej i suwerennej – nie ma. To tyle na temat tzw. sprawiedliwości Historii. Lub poszanowania prawa międzynarodowego.

            Ale ten tekst nie jest o niesprawiedliwej historii, o niedotrzymanych obietnicach, o kalkulacjach mocarstw, w których mniejsi i słabsi są tylko pionkami w grze. Ten tekst jest o zbrodniach wojennych popełnianych teraz, na oczach całego świata. O tym, jak uzbrojony po zęby w najlepsza możliwą broń, wspierany aktywnie nie tylko dyplomatycznie ale i zbrojnie (dwie potężne Grupy Bitewne floty amerykańskiej biorą aktywny udział w tej masakrze Palestyńczyków) kraj popełnia wszelkie zbrodnie łamiąc wszystkie istniejące konwencje prawa wojennego, humanitarnego. Straciłem już ilość wymordowanej ludności cywilnej. Dwa dni temu było chyba 7 tysięcy, w tym 2 tysiące dzieci palestyńskich. Bombardowanie szpitali. Zamienianie całego miasta w widok, jaki miała Warszawa w 1945. I w tłumy podobne do tych, jakie hitlerowcy wypędzili z Warszawy w kierunku obozów przejściowych w Pruszkowie. Też szli z dziećmi, z tobołkami na plecach. Ze spuszczonymi głowami. Może by trzeba było teraz Niemcom podziękować, że nie puściły eskadr lotniczych by bombardowały te tłumy uchodźców?  Porównanie brzmi okrutnie? Spytaj matki palestyńskiej niosącej w omdlewających ramionach bezwładne ciało jej dziecka. Życie ludzkie jest jedno i te same, bez względu na narodowość.  

Dlaczego? Dlatego, że jeden szowinistyczny malwersant finansowy, manipulator zamieniony w ‘obrońcę świętej Ziemi Izraelskiej’ pozwolił by taki masowy mord i porwanie tylu zakładników żydowskich nastąpił? Że na jednej z najbardziej strzeżonej i pilnowanej granicy między Izraelem a Gazą setki uzbrojonych żołnierzy Hamasu bez problemu przez kilka godzin mogło bezkarnie robić, co chcą? Mordować i porywać. Jak to było mozliwe? To się w głowie nie mieści. I nagle ten malwersant, ten oszust który jeszcze wczoraj ukrywał się przed tysiącami demonstrujących obywateli swojego państwa – staje się bohaterem? Nie ma, takich cudów ani w Talmudzie ani w Biblii nie ma, ani w Koranie. Nie ma takich też w granicach zdrowego rozsądku.

Oto moja opinia drodzy Przyjaciele Żydzi – Netanjahu to wasz wróg i zdrajca. To on stoi na przeszkodzie rozejmu, a w końcu niemożliwego do uniknięcia pokoju miedzy Wami a Palestyńczykami. Pokoju, jaki jest wam niezbędny. I jest kwestią życia i śmierci dla Palestyńczyków. Ile lat jeszcze chcecie mieszkać w osiedlach i miastach pod strachem ataków rakietowych, zamachów? Ile lat (mimo olbrzymiego wsparcia polityczno-materialnego USA) chcecie być pariasem światowej opinii publicznej? Doprawdy mało kto, jak wy wiedzieć powiniście, że świat jest nieco większy niż państwa demokracji zachodnich. Ostatnia rezolucja Zgromadzenia Ogólnego ONZ winna wam to dobrze uświadomić. Tak, tego ONZ, który mimo wszystko jest strażnikiem i orędownikiem praw międzynarodowych, praw ludzkich. Praw narodów. W tym praw waszego narodu i państwa. Tego ONZ w którym wasz ambasador w ONZ domagał się odwołania Sekretarza Generalnego – wybranego przez to właśnie Zgromadzenie Ogólne. Trzeba mieć tupet i arogancję by takie żądanie zgłosić.  Natomiast w waszym własnym Domu, w waszym państwie wy właśnie macie moc, siłe i prawo moralne powiedzieć mu : won z Knesettu zdrajco i malwersancie. Szefem rządu Izraela nigdy nie powinien byc zbrodniarz wojenny. A on takim zbrodniarzem jest. Izrael zasłużył na godnego premiera.  

Chasing the sunset on My Rock

Chasing the sunset on My Rock

My Rocks, as my regular Readers would know, is a stretch of rocky shore alongside the Bedford Basin. The Basin and the Channel leading to it separate Dartmouth and Halifax. As I live almost on that shore – it is a place of my many walks, writings, picture-taking. But most of it – it is my Garden Of Sanity, where I seek peace, solace. In the world but outside of the world at the same time. You would occasionally meet one or two other people wandering there, but most of the time it is just me.

Uciekłem na Moje Kamienie. Miejsce szukania wyciszenia, spokoju. Często początku zapisywanych w kajecie wierszy, felietonów, esejów. Nade wszystko jednak ucieczki przed światem. Lub ściślej – światem ludzi. Niewyobrażalna, na mityczną skalę tragedia palestyńska w Gazie – efekt morderczego i niewyobrażalnego mordu terrorystycznej grupy Hamas na mieszkańcach kibucu graniczącego z palestyńską Gazą – obudziła w wielu niezrozumiałe dla mnie uczucia i emocje, których zrozumieć nie mogę.

Po tym morderczym napadzie, Izrael wydał totalną wojne Palestyńczykom w Gazie. W tej totalnej wojnie (de facto to nie wojna a masowe oblężenie i pełny nieustanny ostrzał artyleryjski, powietrzny i rakietowy, pełne odcięcie od wody, od lekarstw, od żywności) Izraelczycy odrzucili wszelkie międzynarodowe konwencje wojenne. Straty ludności cywilnej są wielokrotnie wyższe niż w tym ohydnym mordzie i rosną z dnia na dzień. Nie o tym będę jednak pisał. Co mnie zdumiewa (i powód ucieczki z domu i czytania prasy, oglądania telewizji) to niezrozumiała w jakikowiek sposób postawa wielu osób, które znam i cenię nawet: odmawianie pełnego człowieczeństwa ginącym Palestyńczykom. Był moment, gdy sam w momencie kompletnej utraty racjonalnego myślenia, zadałem w jednej z rozmów pytanie: w takim razie prosze mi powiedzieć ile dzieci palestyńskich winno być zabitych za jedno zamordowane dziecko żydowskie? Nie potrafiłem znaleźć jakichś wspólnych filarów tej samej etyki i tej samej moralności, która wydawało mi się jeszcze do wczoraj istniała. Więc musiałem zadać takie brutalne pytanie sądząc, że szok tego pytania ludzi obudzi z jakiegos koszmaru biblijnych zemst, odwetów, religijnych mordów. Pomyślałem, że może faktycznie cała Palestyna (więc i państwo izraelskie) to jakaś Przeklęta Ziemia szaleńczych dzieci Abrahama, którzy w imię tego samego Boga, zgodnie z moderczymi zapisami w tych starych księgach Tory, Koranu i Biblii muszą się wzajem mordować aż do ostatniego człowieka. Że Morze Czerwone ma właśnie tym być – czerwonym od krwi. Może i Homer by tej tragedii człowieczeństwa nie potrafił opisać? Może zrobili to lepiej właśnie Prorocy żydowscy i muzułmańscy i Ojcowie Kościoła Chrześcijaństwa? Dostawałem słowem obłędu. Uciekłem od tego wszystkiego do świata natury, nad mój kanał morski, na moje kamienie, pod moje zachodzące słońce w którego zamierających promieniach ukazał się nocny Księżyc. I miasto ludzi obok ale daleko, więc milczące od tych okrzyków zemst i pogromów. I w tej naturze, gdzie wszystko bezkrwawo codziennie umiera nocą – jest pewność, że dnia następnego odrodzi się znowu cudownym wschodem. Bo ta noc to nie smierć przecież, to tylko sen. Sen, w którym nawet koszmary odchodzą z nadejściem świtu. Ach, niechże ten świt nadejdzie już! A jak pieknie ta reinkarnacja świata wyglada – w zdjęciach poniżej.

Hamas and Palestinians. Israel and Palestine. Is revenge a nation-builder?

O, how righteous we all are! Especially our governments, which pronounce urbi et orbi on our behalf of total outrage of yet another Intifada in the Gaza Strip: our full support for Israel, its people, and armed forces.  Loud condemnation of the terrorist military organization, Hamas.

Let me have a different voice, dear democratic governments of the Western World. My governments, as I am a citizen of that democratic world. Which gives me the right to voice my opinion.

There is no excuse whatsoever and no words of horror can describe the events that happened during the bloody, murderous ride by Hamas on Israelites.  I will not even try to convey my outrage and most of all – my profound sadness.

And this is where the similarities end.  The words that follow below are very different from words most of you would expect from me.  Which also means that you don’t know my writing as well as you might think. Or don’t know it at all.

One more caveat: anyone who might call me an anti-Semitic or Jew-hater is not even worth my response. There is hardly a group of people in the world, which I respect and admire more than Jews. Ancient people, Wanderers of the World since time immemorial. People, who were subjected to many pogroms in the last thousand-odd years. People, who during the 2 world war were condemned to die, to disappear from existence, to be annihilated. Yet – they survived.

But – another paradox – Jews and the state of Israel are not exactly the same. Modern state (any state) must be judged by its policy, its constitution, and its actions toward minorities, toward people of any ethnic origin, who legally live in that state. And the State of Israel fails very badly on this scale. 

So, please brace yourself for my next sentence.

The moral responsibility for this brazen and terrorist action of the terrorist organization Hamas lies squarely at the feet of Israeli PM Benjamin Netanyahu and the apartheid system of the state of Israel.

The cause of Hamas’s existence is the huge injustice that happened to Palestine and Palestinians a long time ago, at the end of the 2 world war, which at that time was under the British Mandate. Not that the British bear sole responsibility for this injustice – no, the entire powerful Western World bears that responsibility.

The old Palestine, which existed for thousands of years, disappeared. New borders of many Arab countries were realigned, and old Empires (Ottomans) evaporated.  Justly – especially in the wake of the horrible experience of the Holocaust and Shoah – the Jews were promised their own state.  Old Palestine was a vast territory, there was ample space for both of these historical People to establish separate, own states.  The goal still exists on … paper. In the UN.

The General Assembly some years ago gave Palestine an ‘observer state’ status. Of course, the shameless Security Council vetoed full membership rights. Let us not forget, that when the Jews established the state of Israel – the world called them ‘terrorists’.  But things have changed since then. The entire region soon became one of the most important parts of the world for the competition of spheres of influence and control by Western Powers and the Soviet Union. In that ‘proxy war’ Israel naturally became an indispensable ally of the SA.  With full support in arms and military technology. No matter what. Over time it became a nuclear power. Without much protest and condemnation of the Western World. A country that does not shy and did say many times that is ready to use it as a pre-emptive strike if necessary

Yes – it is a fully functioning democracy, a modern state. But not for all. Only for some. White South Afrikaners enjoyed freedom and rights, too. Just not Black ones.

What Israel has forced the Palestinians to endure (particularly since the 1967 War) is despicable. Indeed, Palestinians and most Arab states at the beginning did not recognize Israel as an independent state. But all of that started to change after the war of 1967 and definitely changed after 1978 (Camp David). Arab states recognized that Israel is not only very strong militarily – it recognize that in modern warfare just numbers do not mean that much anymore. And technologically Israel was epochs ahead of all, even huge Arab neighbors.

Unfortunately, what followed these wars, was a low but steady move to occupy huge swaths of land that did not belong to Israel.  Stealing more and more land from occupied Palestinian territories and building there, on stolen land, new towns and farms for new Israelis emigrating to Israel from other countries, mainly from the Soviet Union and Russia. These were not some empty lands – these were parcels and farms that belonged to Palestinian farmers, they had their homes there, their livelihoods for generations past. I can never forget similar families of older Palestinians (many of the old families were Christians), who were earlier thrown out on the street from their old houses in Jerusalem. I met them in Surrey with their symbolic old rusted big keys – a key to their lost houses in Jerusalem. They cried when they were recanting their stories to me. It was heartbreaking. Israel refused to give them the right to return. 

The entire tragic story of Palestine since the end of the 2 world war, is a story of two ancient People: one with the right and opportunity to establish their safe own state, and the other had that right taken away from them.   

Yet, three mortal enemies saw that peace was paramount. That only lasting peace of equal states and equal People can bring peace to Israel. That some stolen territories have to be returned before any people in that vast Middle East can live in peace and security.  These mortal enemies were brave heroes of their own people:  Yitzhak Rabin, Shimon Peres of Israel, and Yasser Arafat of Palestine. None of them had clean hands themselves. Each one of them had indeed a lot of blood on it. All three were responsible for assassinations, unlawful killings, terrorist activities, and disregard for human rights. But all three knew that a solution needed to be found if any of these two Ancient People had a chance to coexist in peace. In 1994 Rabin, Peres, and Arafat got Nobel Peace Prizes for achieving what seemed to be impossible to many others. They had a vision beyond their own personalities and beliefs. Vision for their homelands, their people. The vision that embraced peace at last. Maybe not in their lifetime – but in the time of their children and grandchildren.

A year later Yitzhak Rabin was murdered for daring to dream of peace. His murderer was an ultra-orthodox Jewish xenophobe and terrorist Yigal Amir.

You see, there are always people everywhere, who become so poisoned with their patriotism, that they can’t stand the idea that others may have another patriotism for a different country, for different people. For these zealots, these people are mortal enemies that need to be annihilated, murdered murdered. These are the people of Hamas, people like that Jewish ultra-orthodox Amir. They are dangerous people, even more so if their ideas come from religious zealotry, such as Hamas and Yigal Amir. The rest of us just want to live without hunger and have decent jobs or plots of land to raise our own crops. And we are enemies of these people.

Hamas’s first enemies were Palestinians, who wouldn’t follow their path and hatred. Just as Amir’s first enemy was peace-building Rabin. But once you cross that Rubicon from decency to hatred and revenge – there is no return. Blood will follow you. Blood of your perceived enemies and eventually your own blood.

Hamas might have originally been born out of righteous anger and determination. You might not understand it being an Israeli, but it is the policies of Israel and certain politicians, who created Hamas. Of people like Benjamin Netanyahu. Xenophobe and opportunist, who would do anything to face his day in an Israeli court. And he will. Because blood will follow him.

If we all acted on our urges for revenge  – there wouldn’t be that many of us left on this planet. Justice and revenge are not different sides of the same coin.  They are totally different coins.

If you don’t force your own government, led by racist and probably a common criminal (like Trump in America), to stop the slaughter and extreme injustice you will lose your own soul, your own humanity. You likely will create dozens, if not hundreds little ‘hamases’ out of the same passion for revenge.

Dziurawy brzuch. Mosty. I Trzaskowski.

Bogumił Pacak-Gamalski

Wywlokłem dziś swe zwłoki na Moje Kamienie. Napatroszony niczym przepiórka na świątecznym stole. OK, nie przepiórka a świąteczny indyk. Niech już będzie – stary indor. Napatroszyli mnie niezbyt atrakcyjnie, muszę powiedzieć. Nie kolorowymi jabłkami, śliwkami z żurawiną, a metrami jakiejś białej tasiemki. Zostałem więc tasiemcem. Lekarze w lokalnym szpitalu zamienili się w kucharzy. Kiepskich niestety w sztuce kulinarnej. Kręcili mi w brzuchu tak długo, aż wykręcili dziurę. Potem na ratunek zawołali jakieś Pogotowie Kulinarne i powiększyli dziurę tak, by można było włożyć tam ręce. Wypatroszyli mnie i wpakowali, co się dało.  Teraz – widać już po świętach – pakują tam zwykłe tasiemki. I obiecują solennie mi to robić przez kilka następnych miesięcy. Codziennie. Pytam nieśmiało: to po co tą dziurę drążyliście, skoro tyle pracy sobie tym nadaliście?  Naturalnie, zbywają to wzruszeniem ramion i porozumiewawczym mruknięciem oka – amator! Więc co potem, nie wiem. Może się znudzą?  Brzuch zaszyją? Albo powiedzą: o! pan pisarz, Pan Poeta! To może pan używać dziurę, jako portfela obszernego lub torby. Karteluszki różne, zapiski i zeszyciki może tam wygodnie zmieścić. No, niby jakaś logika w tym jest, trzeba przyznać.  Jak ma być miesiące, to trzeba się przystosować. Nie mogę tak po prostu obijać się o meble w mieszkaniu. Ostatecznie brzuch można zakryć gaciami kolorowymi, jedną ręką go przycisnąć, w drugą wcisnąć kijek-włóczykijek i na Kamienie, w trasy. Albo na most i siup!  Zwłaszcza, że mosty mam aż dwa pod ręką, zamykają niczym bramy granice Moich Kamieni. Ale na most zawsze zdążę  A powłóczyć się i patykiem poszperać jeszcze chce się. Więc na przekór wszelkim konowałom – Lato, lato, lato czeka, razem z latem czeka rzeka! Do widzenia wam canto cantare.

Dosyć macie o mnie? Nie dziwię się, ja też.

Pogadajmy więc o kim innym, o Rafale Trzaskowskim. Lubię tego faceta. Jest jakiś taki, no, jakby to powiedzieć – nie polski na polskich polityków patrząc. Chyba właśnie tak. Dlatego mi się podoba. Bez siermięgi, bez kosy, ba! nawet bez karabeli! Taki no, europejski, co? Jakby uosobieniem wszystkiego, czego, jako naród nie lubimy, prawda? Dlatego go lubię.  Pierwszego polskiego polityka od – bo ja wiem – chyba osiemdziesięciu laty, który mi się podoba.  Na skalę właśnie europejskiego państwa. Nie na europejskiej miedzy, ale solidnie wewnątrz.  Nie trochę tu-trochę tam. Niby Biedroń mógł kiedyś taki być. Miał zadatki. W Słupsku, jako młody prezydent miasta radził sobie nieźle. Będąc otwartym gejem, o zgrozo! Niestety, okazało się, że Słupska na cały kraj przerobić się nie da. To jednak tylko mała kaszubska mieścina. Może gdyby Wrocław, lub Gdański? Może Warszawa … . Ano właśnie – Warszawa. Stolica kraju. I prezydentuje jej nie kto inny, jak właśnie pan Rafał. I okazuje się, że nawet nie musi być gejem, jest zwykłym straightem, z żoną i dziećmi. Czyli można być straight  bez bycia tumanem. Chodzenia w Paradach LGBTQ bez uszczerbku dla tzw. tradycyjnej męskości. Ci, co zgrzytają na to zębami, coś dziwnie kruchą tą swoją orientację heteroseksualną mają… . Tak tylko myślę.  I wcale nie o to chodzi. Poboczny tylko to komentarz podkreślający jego inność.  Czyli zwykłą normalność europejską.

Gdybym miał  (dla przykładu tylko tą uwagę piszę) głosować na Tuska lub na Trzaskowskiego – bez najmniejszego zawahania się nawet głosowałbym na Trzaskowskiego.  Nie, no proszę sobie żartów nie stroić. Kogóż bym innego, miał jako przykład podać? Pana Andrzeja Dudę? Ja mówię o stosunkowo normalnych kandydatach i ludziach, którzy mają i kompetencje i szacunek wobec Konstytucji, wobec trójpodziału władzy, niezależnego sądownictwa. Zwykłe takie abecadło demokracji, rzeczy podstawowe. A wy mi tu o panu Dudzie. Dajcie spokój. Wiem, że Donald Tusk nie będzie kandydował na prezydenta – ale to jedyny obok Trzaskowskiego obecnie polityk, który mógłby.  Tylko Tusk to wczoraj, a Trzaskowski to jutro. Jutro Polski. Wczorajszych bitew się na nowo nie wywalczy. A nowa wielka się szykuje. Bez czołgów i bez samolotów.

Podział społeczeństwa jest już przerażająco widoczny. Jeszcze rok, dwa a może sami sobie zgotujemy nowy dobrowolny podział na Kongresówkę i Polskę północno-zachodnią?  W jednej będzie samodzierżawie i pleban, w drugiej jakiś Komitet Obywatelski? Granice jak wtedy, gdzieś nad małą rzeczką w okolicach Aleksandrowa Kujawskiego. Niemożliwe?  Historia uczy, że tak. Rów między nami już coraz głębszy. Niedługo ziemi nie starczy by go zakopać. A nawet jak zakopiecie, to będziecie dalej sypać, aż wyrośnie wysoki wał.

A może po prostu wybierzcie jednak Rafała Trzaskowskiego. Nic nie ma do stracenia. Za kosy i pałki zawsze możecie chwycić. A jak go wybierzecie, to może nie będzie trzeba. Spróbujcie. Dajcie sobie szansę. Słowo honoru wydaje mi się, że to facet normalny. Normalny facet w nie normalnych czasach. To się nieczęsto zdarza.

Pomyślcie. A ja międzyczasie pójdę dalej patykiem grzebać w różnych zakamarkach między kamieniami. Nie, nie tych na szańce. Zwykłych kamieniach na brzegach rzek i mórz, na polach i łąkach.  Trzymając się ręką za dziurawy brzuch. Mostów, póki co, będę unikał. Ale wy, jak je znajdziecie – to nie palcie. Mogą się przydać.

Polska i Kanada. Polska i Polacy.

by Bogumił Pacak-Gamalski

Polska to dziwny kraj, zaiste. Piękny geograficznie i sentymentalnie. Ta piękność geograficzna naturalnie ma się nijak do oszałamiającego piękna Kanady, mojego obecnego kraju – ale Kanada ma niewiele więcej niż 2.5 miliona mieszkańców od Polski, a powierzchnia Kanady jest większa o … 9671000 km kwadratowych. Bagatelka. Tylko 30 razy większa. Więc na jedno ładne jezioro – w Kanadzie jest 100 takich ładnych. Na jeden szczyt – w Kanadzie jest pięćset takich, na kawałek brzegu małego morza – w Kanadzie są tysiące kilometrów wybrzeża trzech … oceanów (gdy ma się trzy oceany, kto sobie będzie głowę zawracał morzami? LOL).

Ale sentyment właśnie nie patrzy na ilość i wielkość: rzeczkę znajomą w Polsce mogę tylko do jednej rzeczki w Kanadzie porównać, Orlą Perć tylko do tych szczytów i grzbietów, którymi w Kordylierach kanadyjskich  ponad czterdzieści lat temu łaziłem (głównie w ich paśmie Gór Skalistych). Prawda mimo to trochę to bogactwo (jak w banku wspomnień) pod uwagę brać musi. Wiec tego piękna geograficznego jest w Polsce sporo mniej niż w Kanadzie.

Piękno sentymentalne? Poza pięknem dzieciństwa i kilkoma laty ledwie wczesnej młodości, które są niepowtarzalne jakiekolwiek by nie były (a były) trudne – i tu Kanada pierwszeństwo bierze. Cóż, kochani – całe życie dorosłe, dość już długie, w Kanadzie przeżyłem. Większość przyjaźni wspaniałych, miłość mego życia i małżeństwo wieloletnie, szczęśliwe z tym mężczyzną. Ano właśnie – z mężczyzną. Gdybym był pozostał w Polsce i gdybym wygrał loterię życia po raz drugi i znalazł w niej miłość mojego życia – o jakim małżeństwie moglibyśmy mówić? O żadnym. Nie istnieje coś takiego w Polsce. Więc tak czy inaczej z tej Polski musiałbym schrzaniać do jakiejś Francji, czy Hiszpanii, do jakiegokolwiek normalnego kraju. Bojownikiem o Sprawę trudno być całe życie. Bo obok jest życie normalne właśnie, które biegnie dość szybko, mija. Namaszerowałem się i pobiłem o co trzeba w końcówce lat 70  i pierwszych kilku tych znamiennych osiemdziesiątych. W 1990 okazało się, że większość rodaków, która ze mną maszerowała – biła się o inną Polskę. Moją mieli w dupie.

A jednak. Mimo wszystko. Tak, przyznaję – mam do tego małego kraju nadwiślańskiego serdeczne uczucia. Gdyby tylko tak trochę wymieszać, trochę tamtych gdzieś przenieść, trochę tych tam zawieźć … . Ech, leży chłopak na łące w leniwe popołudnie, w gębie żuje jakiś kwiat mleczu lub chabru i gapi się w obłoki i marzy. Wypisz-wymaluj, jak u Chełmońskiego. I tyle z tego.

Może jednak wrócę, tak na pół tu – pół tam. Może. I znowu trzeba będzie tumanom w jakimś Urzędzie tłumaczyć, że nie, nie mam ‘stanu wolnego’, że jestem wdowcem. Nie, nie po żonie a po mężu. I tak w koło Macieju. Ale raz już im kilka lat temu w Urzędzie Wojewódzkim tłumaczyłem, wykład zrobiłem. To mnie nawet trochę bawi, gdy trzeba oczywistą rzeczywistość biedakom tłumaczyć: nie, Słońce nie kręci się wokół Ziemi, proszę pana.  Trzeba tylko pomyśleć, niech pan spróbuje, to tylko na początku wydaje się straszne.  

Więc jaka jest lub niedługo jaka będzie ta Polska, do której mógłbym się ewentualnie częściowo przenieść? Ano popatrzmy, zbadajmy.

Pamiętacie ledwie wczoraj ten wspaniały Marsz w Warszawie zwołany na prośbę Donalda Tuska,  te falujące tłumy uśmiechniętych twarzy od Ogrodu Botanicznego aż do Placu Zamkowego? Naturalnie, że pamiętacie. A przecież za kilka miesięcy, tuż-tuż, będą wybory parlamentarne. Notowania PO i Tuska wzrosły, notowania ‘ciemniaków, spadły. Niewiele, ale spadły w końcu. Polska 2050 (tak, tej grupy nazwanej przez warszawiaków – od nazwiska założyciela *ujownią …) w zasadzie poza poprzeczką wyborczą,  tzn. raczej bez jednego nawet mandatu. Nawet PSL podobnie – partia chłopska w Polsce, kraju chłopów! Witos się chyba w grobie przewraca. Cóż – lokalny klecha wiejski ważniejszy niż polityczny zmysł dumy włościanina-chłopa.  Okazało się, ze ten chłop nie taki dumny. Za to chytry i przekupny. Oj, pozmieniał ludzi ten PRL. A te ‘chłopstwo’ dzisiejsze to nikt inny, jak dzieci chłopów PRL.

Lewica swoja działkę (poniżej 10 mandatów) dostanie. Więc wedle badan ostatnich PiS ma autentycznie szansę … przegrać! O włos ledwie lub na równi z PO. Ale wtedy Lewica bez wątpienia poprze PO i zrobią rząd koalicyjny. Demokracja to demokracja. Pan Duda (oby tylko nie robił żartów po angielsku …) będzie musiał zaprzysiąc. Wola parlamentu. Prawda? Guzik.

Tusk (choć nie z winy Tuska, LOL) rządu nie powoła, premierem nie będzie. Jak? Skąd? Dlaczego?! Popatrzcie na sondaże. Jednej partii dotąd nie wymieniłem. A ta partia ma wyraźna szansę na ponad 20 mandatów. Której? Naprawdę nie wiecie, czy rżniecie durnia? Faszystów. Tak, Konfederację Wolność i Niepodległość. Ta od Falangi, od Młodzieży Wszechpolskiej, od Korwin-Mikkiego, od Bosaka (ten, jak był młodszy zawsze przypominał mi czysto aryjskiego chłopca, gdzieś w Bawarii w mundurku harcerskim Hitlerjugend …). Otóż ta partia, w Polsce (sic!) ma poważne szanse zebrać dobrze ponad 20 mandatów, może i trzydzieści kilka. Jak sądzicie – będą niezależni w Sejmie czy wejdą w koalicję z PiSem? Albo inaczej – pozwolą Lewicy (sic?) współrządzić z PO czy też natychmiast wejdą w układ koalicyjny z Kurduplem?  Tajemnica niezbadana … nie. Równanie bardzo proste. Cuda są może na koncie bankowym księdza Rydzyka – w polityce cudów nie ma. Nawet w polityce partii bardzo katolickich. W polityce są układy i długie noże (szczerzonego pan bóg szczerze).

Le Pen nie udało się we Francji, Konfederacji udać się może w Polsce. I w Polsce może być gorzej, bo demokracja francuska jest dość stara i zakorzeniona. I nawet wygrana pani Le Pen, by tego nie potrafiła zmienić. A na ile Kaczyński w takiej ewentualnej koalicji pozwoli liderom Konfederacji? Na bardzo dużo. Bo Kaczyński szczerze, od serca, serdecznie nienawidzi Tuska. Polaków chyba też (ale nie aż tak silnie), bo nigdy mu serca i miłości na jaką zasłużył nie okazali. A przecież on mógłby był tyle dla Polski zrobić! A nie zrobił, bo mu niewdzięczni rodacy nie zaufali. Wiec niech teraz maja Korwina i Bosaka, zasłużyli na to.

To tyle mili moi na dziś. Powodzenia życzę. Tak tylko, mimochodem jedynie podszepnę: to przewidywania. Bardzo realne, ale przewidywania. Sondaże to ciągle nie wybory. Na kartce sondażowej (lub przez telefon) można różne dawać odpowiedzi. To nic nie kosztuje. Dopóki karta wyborcza nie wpadnie do skrzynki wyborczej. O ile wszyscy będziecie głosować (w tym najmniej elektoralnie czynne a największe środowisko ludzi w wieku 18-30 lat) to nawet jest szansa zniwelować ilość głosów na Konfederacje i jednak rząd PO i Lewicy wprowadzić. Ale musielibyście rzeczywiście stanąć na wysokości zadania. Wszyscy. Czy potraficie? Nie wiem, historia współczesna udowadnia, że nie potraficie, że macie to wszystko w dupie. Miejcie, OK. Ale wierzcie mi, że jest zasada od jakiej do tej pory nikomu się uciec nie udało – jeśli masz w dupie polityków i na nikogo głosować nie będziesz, to ci politycy rządząc będą ciebie mieli w dupie też. A ten, który rządzi ma dużo większe możliwości spieprzyć ci życie, niż ty jemu.

Czy to wszystko i czy ci wszyscy się mylili? Po co to było, jeśli tego nie obronimy, nie odbudujemy?