Bogumił Pacak Gamalski
Immanuel Kant w swoim uczonym eseju o wiedzy, jako motto użył słów Horacego: sapere aude[i]. I jakże słusznie. Chciałby się krzyczeć na całe gardło: nie lękaj się wiedzy, bo ona cię wyzwoli!
Te zadanie i cel nauczyciela z Królewca, zadanie sposobu myślenia i poznawania świata, krzyczały i w mojej głowie, gdym wędrował po piętrach monumentalnej i pięknej Biblioteki Publicznej w Vancouverze[ii].

Biblioteki całego świata to najprawdziwsze kościoły, bazyliki, katedry ludzkości. Jedyne głoszące prawdziwe ‘słowo boże’ – wiedzę o nas i o świecie zbieraną i kolekcjonowaną od tysięcy lat. Czy jesteś osobą wierzącą, ateistą lub gnostykiem (mój ‘krzyż’, który dźwigam) – idź do nich, do tych świątyń wiedzy, a zgłębisz w tej wierze swoje przekonanie, rozumienie tej wiary. Poznasz też, przynajmniej pobieżnie, podstawy tych, którzy wątpia lub wręcz przeczą twojej dogmie. Poznasz, choćby pobieżnie znowu, innych bogów lub demiurgów, w których miliony lub setki tysięcy wierzą. A przede wszystkim poznasz lepiej siebie, nauczysz się myślenia krytycznego (czyli argumentacji pro i contra niezbędnej dla każdego swobodnego myślenia) a nie ‘myślenia chcianego’[iii]. I nagle twój krąg domniemanych wrogów i przeciwników ulegnie skurczeniu do minimum nieistotnego, bo pojmiesz, że inny punkt widzenia nie jest ‘grzechem pierworodnym’ i nie jest zaprzeczeniem totalnym twojego własnego.
Ostateczne tak naprawdę jest tylko to, że któregoś dnia się rodzimy i któregoś umieramy. Reszta jest po prostu dopuszczalna i możliwa, ale nie jest gwarantowana lub przypisana ‘odgórnie’. I wiedza jest przekazywana następnym generacjom, czyli jest kumulująca się. Aby ten proces nie był przerwany, byś mógł korzystać z tego testamentu mądrości niezbędny jest zapis tej wiedzy. Inaczej w każdym pokoleniu musielibyśmy czekać, na jakiegoś Archimedesa, który zechce się kąpać w wannie i obserwować różnice poziomu wody przed i po wejściu do tej wanny.
Literatura jest poniekąd pierwszym nauczycielem, pierwszym zbiorem tej elementarnej wiedzy o nas i o otaczającym nas świecie. Niczym więcej. To skarbnica wiedzy elementarnej, intuicyjno-emocjonalnej. Od Gilgamesza poczynając, przez historię Beatrycze, Romea i Julii i innych prototypów pragnień (lub lęków) emocjonalno-romantycznych. Nawet ta fantastyczna. Bo wyobraźnia i marzenia nie są ograniczone namacalną rzeczywistością. Są w pewnym sensie rzeczywistością augmentowaną.
Więc błagam chodźcie do bibliotek, korzystajcie z nich (OK, niech to będą nawet audiobuki – ostatecznie teatr, będący dzieckiem literatury – to wszak taki audiobuk rozpisany na wiele głosów). Ze staroświeckim upiorem podszepnę tylko: nic czytania w ciszy materialnej książki w ręku nie zastąpi, a już po pierwszym rozdziale bohaterowie opowieści mówią do ciebie swoimi własnymi głosami i niekoniecznie (?) są to przykłady choroby psychiatrycznej, LOL .

Mnie zachciało się przypomnieć cudną opowiastkę Tomasza Manna „Śmierć w Wenecji”. Te wakacje z młodym Tadziem, gdzieś na południu Europy. Miłość platoniczna, czysta jak anielsko zarysowany polski chłopczyk. Kiedyś (nie pamiętam gdzie publikowałem ni roku) napisałem esej o Tomaszu Mannie, o tym opowiadaniu’ i o jego synie, bardzo zdolnym i znanym też pisarzu Klausie Mannie. Jako, że nie mogłem znaleźć (w Polsce została?, którejś z przeprowadzek nie przeżyła?) pod ręką tego zbioru Manna-ojca – wybrałem się do tej wspaniałej, monumentalnej Biblioteki w Vancouverze. Książki jego syna, Tomasza, były a jakże, na parterze sumiennie miedzy literkami K i M. Ale dorobek Tomasza aż na szóstym piętrze! A tego dnia noga mi dość złośliwie dokuczała i w bibliotekach nie lubię używać wind. Wolę schody, bo wtedy mijając kolejne piętra, zaglądam z radością na półki ustawione tam z szeregami tysięcy książek. I się uspakajam – tak, ta mądrość pokoleń nie uległa zniszczeniu, znalazły dom dla siebie, schronienie. Więc cóż tam noga obalała! Są sprawy ważniejsze – książnice.
I dlatego cieszę się, że biblioteki są na ogół w gmachach solidnych, statecznych, imponujących. Tam wszak mieści się największe bogactwo całego społeczeństwa – książki.
A następnego dnia pojechałem mimo deszczu na spacer po mojej też bardzo lubianej Bibliotece w Surrey Central. Trochę, jak wielki statek, z łagodnymi falującymi poręczami, schodami. Statek, skojarzenie dziwne? Nie! To nasza Arka Noego – gdy inne, materialne bardziej wartości ulegną zniszczeniu, niech ta Arka z potopu uratuje naszą globalną mądrość i wiedzę: książki. Sapere aude.


I tyle ich noszę w serdecznej pamięci, małych i wielkich, a znaczących kiedyś w mym szukaniu prawdy o człowieku i świecie: ta warszawska na Koszykowej 26[iv], stara Biblioteka Polska w Paryżu[v], Biblioteka w POSKu londyńskim[vi], urocza mała Książnica w Pruszkowie z zakochanym w niej i w literaturze dyrektorem z fajką Grzegorzem Zegadło[vii].
[i] lit. zaufaj wiedzy; odważ się wiedzieć
[ii] Central Library | Vancouver Public Library
[iii] ów strasznie irytujący argument głupców: ‘a ja sobie tak myślę i koniec, kto mi zabroni? Mam prawo!’
[iv] Aktualności – Biblioteka Publiczna m.st. Warszawy – Biblioteka Główna Woj. Mazowieckiego
[v] Instytut Biblioteka Polska w Paryżu
[vi] Biblioteka Polska POSK – Polski Ośrodek Społeczno-Kulturalny
[vii] Portal informacyjny Książnica Pruszkowska – Książnica Pruszkowska