Mission in Okanagan Valley – trees, sky and shoreline. – Gloria jesienna w Mission nad brzegiem jeziora Okanagan

Mission in Okanagan Valley – trees, sky and shoreline. – Gloria jesienna w Mission nad brzegiem jeziora Okanagan

Każdy dzień w tej zaczarowanej dolinie, każdy spacer, wschody i zachody słońca oszałamia furią kolorów i kształtów. A jesień to wulkan i lawa widoków zalewająca wzrok. Słów szkoda, bo i tak zbyt ubogie na opis. Więc zdjęcia pozostają tylko.

Kelowna the Queen of Okanagan Valley – Kelowna – Królowa Doliny Okanagan

Bogumił Pacak-Gamalski

(po polsku)

W zasadzie nie cała Kelowna, która (jak wiele kanadyjskich i amerykańskich miast) jest bardzo rozciągnięta olbrzymimi przedmieściami ciągnącymi się przez wiele kilometrów ale jej historyczne centrum – Downtown.

Historycznie ziemie te zasiedlone były narodami Silix lub inaczej Okinagan od blisko 10 000 lat. Europejscy osadnicy pokazali się tu bardzo późno, bo dopiero w drugiej połowie XIX wieku, a miasto inkorporowane ledwie w 1905 z 600 mieszkańcami. Współczesna Kelowna liczy ponad 140 tysięcy mieszkańców, a jej naturalne granice tworzą od północy jezioro Okanagan, od południa wzgórze Toovie i pasmo Black Mountains a od wschodu historyczne miasteczko Vernon, od zachodu rozległe farmy winorośli, jabłek i brzoskwiń.

Byłem tu wielokrotnie poczynając od połowy lat 80. ub. wieku, kiedy przyleciałem tu samolotem z Calgary na narty do resortu Black Mountain. Od l994 dość regularnie dojeżdżałem tu z Vancouveru. Obecna wizyta jest pierwsza od 2018 i zmiany są olbrzymie. Poza bardzo nielicznymi miejscami w Centrum – miasto uległo olbrzymim przeobrażeniom: w Centrum i bliskich dzielnicach gęstość zaludnienia, wieżowce kompletnie zmieniły jego charakter i widok. Musiałem się na nowo uczyć po tym centrum chodzić, bo poza ścisłym Nadbrzeżem – wszystko uległo zmianie. Zdjęcia poniżej właśnie z tego miejsca, a te powyżej to widok ze Wzgórz Toovie.

(in English)

In fact pictures here (except for the top showing showing entire city, as seen from Toovie Hills) are only from Downtown, historic center of Kelowna. It was established as a city in 1905 with 600 hundred inhabitants. Prior to that this land was inhabited for close to 10 000 years the the nations of Silix people (called also Okinagan people). Today’s Kelowna has undergone a major expansion and architectural face-lift in the last ten years. It hardly resembles a city I used to visit often a decade ago or so. High-rises and multitude of hotels, restaurants, vibrant cultural zone – changed the Downton core definitively. Here are some of the vistas.

Kayaking on Oyama Lake – kajakiem przez jez. Oyama

Kayaking on Oyama Lake – kajakiem przez jez. Oyama

(English) Traveling from Kelowna toward Vernon you will pass two wonderful lakes connected by a bridge: Kalamalka and Wood. Despite the fact that both of them are almost connected (at high water they definitely are) – both own a distinct and different hue. Years ago, on my visits to Kelowna, I used to swim in Kalamalka. If you go across that little bridge separating these lakes and turn left going up a gravel road full of turns and potholes – you would eventually end up on the shores of hidden gem – Oyama.

For kayakers and boaters it is truly wonderful experience, dotted with numerous little islands – some with easy access by kayak – there you can have a lunch or dinner as some have a firepits. Please be very mindful, though – in this type of total wilderness and remoteness fire could be a catastrophe of unthinkable consequences. From Oyama Lake I strongly recommend paddling to the left through an amazing channel covered with lilies, reed and acorus. That path offers amazing solitude and meandering for long time through narrow water channels. Eventualy you will enter anoter lake – Streak.

(Polish) W Kolumbii Brytyjskiej jadąc szosą 97 na wschód od Kelowny dojedziesz do dwóch bardzo charakterystycznych jezior: Kalamalka i Wood. Nie ma wątpliwości, że kiedyś był to jeden obszar wodny a i dziś w sezonach wyjątkowo deszczowych (co nie jest tu częste) jeziora się łączą starym kanałem. Mimo to, patrząc na nie ze wzgórz jedno ma charakterystyczny kolor zielonkawy a drugie zdecydowane stalowo-szary. Jakie są tego powody geologiczno-morfologiczne nie mam pojęcia, ale jakieś być muszą. Obecnie dzieli je mały mostek-grobla. Przejeżdżając ten mostek i skręcając ostro w górę na prawo od mostku wjeżdżasz w świat dziki i piękny. Bita, wąska i pełna wybojów droga zaprowadzi cię do klejnotu natury – jeziora Oyama z dziesiątkami mniejszych i większych wysp, a dla wioślarzy raj długiego, meandrującego pośród wodnych lilii i trzcin kanału. Ten wielokilometrowy kanał doprowadzi cię do jeziora Streak. Kanałem należy wiosłować ostrożnie by nie wbić się w błotnisty brzeg lub nie nadziać za szybko na zapadłe po wodą konary i pnie zatopionych drzew. Wszystko to jednak warte wrażeń widokowych. Wracając zatrzymaliśmy się na jednej z większych wysp na Oyamie i na istniejącym już palenisku zrobiliśmy wyśmienity lunch/obiad. Po prawdzie ‘zrobiliśmy’ to eufemizm, bo zrobił przyjaciel mojej kuzynki, Mike. Nie zabrakło kiełbasek na patyku ale były i krewetki, i cudownie przygotowana w grubych plastrach lekko zarumieniona cebula, duszone plsterki kartofelków. No i coś do popicia, naturalnie. Nie, nie była to woda jeziorna, LOL.

Kayaking on chain of lakes in wilderness above Okanagan Valley – kajakiem przez jeziora w puszczy wysoko ponad doliną Okanagan

Kayaking on chain of lakes in wilderness above Okanagan Valley – kajakiem przez jeziora w puszczy wysoko ponad doliną Okanagan

Ze wschodniego końca Kelowny wyjeżdżamy w utwardzoną szosę Beaver Lake. Jadąc bez przerwy w górę mijamy malownicze pastwiska dla ranczerów dla ich bydła. Krówki i byczki spacerują leniwie lub po prostu leżą w słońcu. W dole rozległy widok na miasto i jezioro Okanagan. Kolory jesieni przepyszne. Co jakiś czas droga przecięta jest tzw. Texas Gate, czy li metalowymi rurami, które mają uniemożliwiać bydlęciu przechodzeniu na inne pastwiska lub w lasy. Nie zawsze się to widac udaje, bo wjeżdżając w te lasy spotkaliśmy kilka krówek spacerujących po obrzeżach kręcącej sie drogi. Teraz już tylko lasami do ośrodka nad jeziorem Dee, gdzie wynajmujemy drewniana daczę i odnosimy kajaki na brzeg. Od Dee naturalne wodne kanały łącza nas do kolejnych jezior: jeziora Island (faktycznie ma wyspę na środku), następnie Deer Lake, Crooked Lake – przy Crooked Lake robimy pełny lunch na naturalnej tamie-grobli, która oddziela go od jeziora Bobra (Beaver Lake). Zbieramy też troche maślaków które rosną na obrzeżach puszczy. Po lunchu powrót tymi samymi jeziorami do jeziora Dee i naszego noclegu. Inny świat wokół – rozległe puszcze, pełna cisza, ryby skaczące przy brzegu. Wielogodzinne wiosłowanie przy takiej pogodzie to przyjemność ogromna.

Zdjęcia poniżej własne i mojej kuzynki Luli (która w naszej daczy z tych maślaczków zrobiła świetne danie, a potem smażyliśmy kiełbaski na patykach nad ogniskiem).

Góry Skaliste w Kanadzie – Rocky Mountains

Góry Skaliste w Kanadzie – Rocky Mountains

Wyjeżdżając w kierunku zachodnim z Calgary w prowincji Alberta otwiera się natychmiast widok na jedne z najpiękniejszych na świecie pasm górskich – Rocky Mountains, lub po polsku Góry Skaliste. Potęga, masywność tego pasma jest oszałamiająca.

Od pierwszego mojego spotkania z tymi górami zimą 1982 roku byłem pod ich wielkim wrażeniem. Pamiętam jak dziś spacer doliną rzeki Pipestone pod Lake Louise i pierwsze widziane w życiu ślady potężnych łap niedźwiedzia – widać miał kłopoty ze spaniem, bo śniegu było sporo i winien już chrapać w swojej norze, LOL.

Wspinaczki trudne i łatwe, dziesiątki długich szlaków turystycznych – bardzo polecam fantastyczną trasę od brzegów Lake Louise do brzegów jeziora Moraine prowadzącą przez Dolinę Rajską (Paradise Valley) i nie bez kozery – to trasa raju górskiego dla kochających góry – a zimą białe szaleństwo narciarskie. Wszystko to zaczyna się ariergardą Gór Skalistych – pasmem Kananaskis z wielkimi jeziorami i niesamowicie malowniczą trasą. W samym Kananaskis jest obecnie bodaj trzy ośrodki narciarskie i niezliczone trasy dla miłośników narciarstwa biegowego. A nieco dalej, we właściwych Górach Skalistych, resorty narciarskie zaczynają się już u wjazdu do nich, u podnóża kanadyjskiego Zakopanego – miasteczka Banff. A za nim oszałamiające trasy i widoki w ośrodku Sunshine Village, niecałą godzinkę dalej rozległe tereny ośrodka Lake Louise. Każde z nich oferuje dziesiątki tras zjazdowych: od bardzo łagodnych do najbardziej skomplikowanych. Mogą bez problemu konkurować o palmę pierwszeństwa z najlepszymi ośrodkami świata.

Przejeżdżałem tą całą trasę wzdłuż tych szczytów i dolin dziesiątki razy w ostatnich kilkudziesięciu latach i za każdym razem widoki po obu stronach szosy nr. 1 (Trans-Canada Highway) – podobnie było w tym miesiącu: zachwyt, jak za pierwszym razem. Natura w swym dzikim pięknie jest oszałamiająca.

In local Native tribes they call it: a place where the rivers meet. Or shortly – Calgary

Olympic Plazza in Calgary

Of all the cities of Canadian prerie provinces (Manitoba, Saskatchewan and Alberta) – Calgary is the best known and in many ways perhaps the most influential way (in both: good and bad ways). Many eons ago it used be my first Canadian home for almost a decade. And Calgary’s main walking and social promenade was Stephen Avenue Mall. Roughly speaking a district in the middle of the city, between City Hall and 6 Street S.W. Entertainment and commercial heart of Calgary. Not the only one (17 Avenue SW is also important ) but historically speaking the main one.

Hence my walk ‘down the memory lane’ with a dear friend. Apart from everything else it is a pivotal part of my entire life. Not only my Canadian life – but my whole life. It is where I met the love of my life, my soulmate.

That personal aspect will be explored in a more poetic language in my next post. Now, that walk through the Mall in September 2024.

Summer, summer … it’s time to slowly close the season of fun on the Eastern Coast of Nova Scotia

Summer, summer … it’s time to slowly close the season of fun on the Eastern Coast of Nova Scotia

Everything good must come to an end. Summer is receding from the trails and beaches of Nova Scotia. So is my presence in that province of Canada. Time to pack my beach chair … and pack my belongings after six years. For a small province that’s a long time to travel to places known and places less travelled. By now, my Dear Reader you probably know much more about this land from where the entire hemisphere sprang to life under new overlord – the Europeans. But people come and go – the land remains. And the old inhabitants from ancien time remain too – the Lnu People, of which novascotian native Mi’kmaq people are part.

My last hot and sunny day playing among the waves of North Atlantic was on Lawrencetown beach. Place I have visited over the years more than I can remember. After that I went for one more quick swim at Canada’s Ocean Playground beach by Gaetz Lake. And lovely walk to a Wildlife Sanctuary that shows tremendous affection to all kind of native creatures, who suffered some serious problems and can’t survived on it’s own. Such a tranquil place.
In a few days time I will be driving through the entire continent, traversing the same route and highways me and my John took six years ago. Back to where we begun that journey – to British Columbia. Although He can’t be with me physically – His love and spirit will. We will have lots of time to reminiscence the almost forty years of an amazing life journey. The most beautiful Journey of my life.

Next pictures from Canada’s Ocean Playground and Wildlife Sanctuary.

Clam Bay Beach (cz.2)

Clam Bay Beach (cz.2)

Około dwa miesiące temu[i] opisywałem tu wspaniałą plażę na wschodnim wybrzeżu Nowej Szkocji. Plaża Zatoki Muszli. Zwłaszcza dwóch charakterystycznych rodzajów: popularnej omułki i rogowca. Omułka to naturalnie małż, a rogowiec to właśnie muszla clam. Omułki są podłużne, wewnątrz perłowo-niebieskie, mieniące się, zaś clam bardziej okrągły, w odcieniach szaro-białych.

Woda wówczas była lodowato zimna i bajecznie piękna, szeroka piaskowa plaża świeciła pustkami.  Prócz mnie żywy duch się na kąpiel nie odważył. Myślałem, że nie tyle temperatura wody (bo dzień był jednak słoneczny i ciepły) ile odległość plaży od większych miast i dość skomplikowany i długi dojazd bocznymi drogami odbijającymi w dół od głównej szosy był tą przyczyną pustki.

Kilka dni temu pojechałem tam ponownie sierpniową porą. A w sierpniu wody Atlantyku przy Nowej Szkocji są cieple przez silne prądy po-huraganowe na Karaibach. I jednak widać ta temperartura wody chyba zadecydowała. No i szkolne wakacje. Na szerokim polu parkingowym ledwie miejsce znaleźć mogłem. A na plaży – ludzi jak mrówków, LOL. Ale plaża kilometrowa, bez końca. Miejsca i na piasku i wodzie nie zabrakło.

I jedno jeszcze spostrzeżenie bardzo miłe: naturalnie jestem teraz sam i moje wycieczki od dwóch lat są też wycieczkami samotnymi. Zabieram zawsze plecak, składane krzesło plażowe i drogą kamerę z dużym stojakiem. Jedyne co zostawiam w samochodzie to dokumenty. Nie wiem czemu z przyzwyczajenia biorę ze sobą też swój Iphone. Pływać z plecakiem i kamerą trudno (z telephonem też). Więc wszystko tak zostaje na tym krześle, a oparte o nie stoi ta kamera na trójnogu. Czasem te pływanie jest długie, bo uwielbiam targać się z tymi grzywaczami wodnymi.  Nie wiem, czasu nie liczę, ale też nigdy się nie śpieszę. I nigdy się mi nie zdarzyło ani na plaży zapełnionej ani pustawej, by mi cokolwiek zginęło. Nie tylko tej, na wszystkich plażach. Ot, taka sympatyczna ciekawostka tutejszych plaż.

A teraz kilka zdjęć z tej właśnie Clam Bay Beach późnym latem. Już nie pustej.


[i] Clam Bay Beach – north of Jedorre – na Wschodnim Wybrzeżu Nowej Szkocji – Pogwarki (kanadyjskimonitor.blog)