Bike ride on salt marshes from Cole Harbour to Lawrencetown

Bike ride on salt marshes from Cole Harbour to Lawrencetown

Pojechałem do Ciebie, do nas – na nasz ostatni przystanek ostatniej wycieczki za miasto. Do słonych bagnisk Cole Harbour. Widzę Twoją twarz, Twój zmęczony uśmiech. Twój skrywany żal. Bo Ty już wiedziałeś lepiej niż ja, jak krótki czas przed nami. Wszystko bym dał, życie z radością, by jeszcze dotknąć Twojej twarzy, jeszcze palce we włosy Twoje włożyć, przytulić na moment. Ten moment byłby warty wszystko właśnie, każdy dzień kolejny i każdy rok samotności.

The words of love

are difficult

they escape description

of dictionaries

of synonyms

of thesauruses

Her language

are smells,

touches, syllables.

They are screams

of grief,

they are exclamations

of tears.

They avoid punctuation marks,

because they lack

a moment to stop,

to rest.

Love is a movement,

a hurried run.

She is aggressive,

demanding,

or submissive impatiently.

Even when she sleeps –

Her breathing is

expecting you.

That is why when I call you –

I scream or I cry.

And most often when I call you –

I am silent.

Tak i dzisiejsza, późnym popołudniem w dzień pochmurny, wycieczka rowerowa, zabrała mnie na trasę groblą przez te bagniska hen, aż do Lawrencetown. Miałem czas na nasze bezsłowne rozmowy. Na fotograficzny zapis tych urokliwych jakimś smutnym urokiem, miejsc. Rozlewiska słonej wody oceanu mają inną florę i faunę niż jeziora słodkowodne. Mają zdecydowanie inny zapach.

I went today to meet you at our last drive outside the city boundaries. I saw your face again, your sad smile. I recognized your attempt to cover from me your sorrow. Your sorrow because you knew already better than me the shortness of time remained for us. And I screamed in silence, I cried. Wanted to touch your face, feel your hair between my fingers, caress you…. Nothing, nothing ever can be truly joyful and fully happy in my life.  My future seems to be like a life wasted, effort unnecessary.

And today’s bike ride on the dyke, through the marshes to Lawrencetown was somehow close to my thoughts. The colours, smells, even the fauna and flora of salt marshes are very different from those of fresh water lakes. Everything is dimmed somehow, austere. So was the time of day – late afternoon, greyish, cool weather.

‘List solidarnościowy w sprawie mediów w Izraelu i Strefie Gazy’ i komentarz o Liście



Podpisałem list solidarnościowy w sprawie mediów w Izraelu i Strefie Gazy.

Podpisałem, nawet jeśli pewnie nie podzielam w pełni perspektywy, z jakiej niektórzy sygnatariusze patrzą na konflikt izraelsko-palestyński. Bo list podpisać można z różnych powodów.

Podpisałem, bo życzę klęski faszystom z Hamasu, ale tego nie osiąga się, jak chciałaby armia izraelska, mordowaniem cywilów, wliczając w to rzeź dzieci, wśród których liczba ofiar w kilka tygodni już parokrotnie przerosła tę, jaką znamy z Ukrainy, gdzie wojna trwa ponad półtora roku.

Podpisałem, bo życzę klęski faszystom z izraelskiego rządu, ale tego nie można osiągnąć, jak chciałby Hamas, mordowaniem cywilów, porywaniem innych, obwożeniem po miastach nagich ciał przy wtórze okrzyków o Bogu, a wreszcie braniem za zakładnika i żywą tarczę swojej własnej ludności.

Poparcie dla działań Hamasu to przyzwolenie na zbrodnie, zbyt często bagatelizowane przez część zachodniej lewicy, która kolejny to już raz (po sprawie Ukrainy) całkowicie się kompromituje, tym razem, w dziecinadzie swojej antyamerykańskości, usprawiedliwiając przemoc opowieściami o „dekolonizacji” i przesłaniając rzeczywistość pojęciowymi kalkami, jak osiągająca wyżyny absurdu Butler, która uznała Hamas za część globalnego ruchu lewicowego (co?!), albo jak wszyscy, którzy w propalestyńskich hasłach znajdują dozwoloną formę wyrażania swojego antysemityzmu, którego fala przyjmuje obecnie też formy całkowicie otwarte, a jego skala tylko narasta. Jakkolwiek by nas nie przekonywano, kiedy mówi się nam, że w demonstracjach solidarnościowych z Palestyną chodzi tylko o upomnienie się o ofiary, to jednak trzeba brać odpowiedzialność za słowa, a rozbrzmiewające podczas tych demo hasło „From the river to the sea Palestine will be free” jest niczym innym niż wezwaniem do eksterminacji Żydów, której Hamas by się dopuścił, gdyby tylko dysponował odpowiednimi środkami.

Poparcie obecnej polityki Netanjahu to z kolei sankcjonowanie pogromów (Zachodni Brzeg) i zbrodni wojennych, które mogą przerodzić się w ludobójstwo (tak brzmi notabene stanowisko ONZ). Obecnymi działaniami rząd Izraela daje paliwo do nowych pokładów antyizraelskiej nienawiści, która może nie wygasnąć latami, a w tym sensie polityka ta jest całkowicie kontrskuteczna, napędza tylko nową spiralę przemocy, po którą sięgną spragnieni rewanżu bliscy obecnych ofiar. Zatwardziałość, z jaką jako Zachód obstajemy przy działaniach Netanjahu i z jaką dokładamy rękę do medialnej asymetrii na korzyść Izraela, jest autosabotażem, który wytrąca nam samym z ręki argumenty (jaką skuteczność może mieć gdzie indziej wołanie o prawa człowieka, jeśli tu je mamy w nosie?), a do tego wpycha cały świat arabski w ramiona Putina. W tym sensie wspieranie przez nas obecnych działań izraelskiego rządu to przejaw piramidalnej krótkowzroczności, „to gorzej niż zbrodnia, to błąd”.

Żadna z grup biorących udział w konflikcie nie jest monolitem. Tak samo jak nie ma znaku równości między pojęciami „Izrael” i „Żydzi” oraz między „rząd izraelski” i „Izraelczycy” (przecież kilka miesięcy temu Izrael stał na progu wojny domowej na linii społeczeństwo Vs Netanjahu), tak samo słowo „Hamas” nie jest tożsame ze zbiorem „Palestyna”.

Celem jest więc powstrzymanie tej rozkręconej przez faszystów z obydwu stron jatki. Jakkolwiek Izrael może pokonać Hamas militarnie, może wybić jego kierownictwo i zlikwidować samą organizację, nie zniknie stojąca za nią emocja, która za kilka lat obrodzi nowymi organizacjami mordującymi Żydów. Dlatego jedynym rozwiązaniem (jakkolwiek całkowicie niewyobrażalnym z obecnej perspektywy), jest ustanowienie porządku, w którym możliwa byłaby jakaś forma faktycznego współistnienia na tamtym terenie Żydów i Palestyńczyków, pod auspicjami wreszcie respektowanych umów międzynarodowych. „Faktycznego” to znaczy takiego, w którym Izrael nie prowadzi wobec Palestyńczyków polityki apartheidu, nie zasiedla swoimi kolonistami ziem palestyńskich i nie wykorzystuje swojej przewagi ekonomiczno-militarno-technologicznej, Palestyna z kolei rozbraja Hamas, wyrzeka się agendy politycznej kwestionującej istnienie państwa Izrael i zrywa kontakty z różnymi antyizraelskimi, a tak naprawdę antysemickimi donatorami.

Oczywiście, domaga się to też od obydwu stron ustąpienia z części własnych roszczeń, Oczywiście, pamiętam, jaki los spotkał tych, którzy do podobnych porozumień doprowadzili. Dlatego koniecznym warunkiem ew. umów pokojowych jest nie tylko wyznaczenie wreszcie respektowanych granic między dwoma państwami, ale też dojrzałość, która pozwoliłaby spacyfikować ultrasów z własnego obozu.

I nawet jeśli czasem wydaje mi się, że moje stanowisko („mesjański liberalizm” – creditsy za stworzenie terminu wędrują oczywiście do Adama Lipszyca!) podziela piątka znajomych, to czasem myślę też sobie, że jest nas może więcej, może nawet tyle, ile chciał Derrida.

Otóż Derrida, Żyd ze skolonizowanej przez Francuzów Algierii, który uchodził w oczach wielu za „złego Żyda”, po wykładach na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie zwykł odwiedzać przyjaciół w palestyńskim Ramallah. W wykładzie wygłoszonym kilka miesięcy przed śmiercią (2004 r.) mówił o tym, jaka mu się marzy Europa:

„Europa, w której można krytykować politykę Izraela, […] nie będąc przy tym oskarżonym o antysemityzm czy judeofobię.Europa, w której można wspierać uzasadnione aspiracje narodu palestyńskiego do uzyskania przez niego swoich praw, ziemi i państwa, nie aprobując samobójczych ataków [palestyńskich terrorystów – przyp. P.S.] i antysemickiej propagandy, która często – zbyt często – dąży w świecie arabskim ku okazaniu na nowo uznania dla potwornych „Protokołów mędrców Syjonu”.Europa, w której, bez antyamerykanizmu, bez antyizraelizmu, bez antypalestyńskiej islamofobii, można sprzymierzać się z tymi, którzy, czy byliby to Amerykanie, Izraelczycy czy Palestyńczycy, krytykują w sposób odważny, a czasem nawet bardziej czujny niż my sami – rządy czy siły dominujące w ich własnych krajach. […]

Oto moje marzenie. […] Miliardy ludzi współdzielą ze mną to marzenie. Powoli, wśród mozołu i bólów porodowych, wydobywają je oni na światło dnia, pięknego dnia”.


APEL

Pragniemy wyrazić naszą solidarność z dziennikarzami i dziennikarkami pracującymi w Izraelu, Strefie Gazy i w innych palestyńskich terytoriach okupowanych.

To szczególnie ważne w obliczu tego, jak 20 października 2023 r. Minister komunikacji Izraela Szlomo Karhi ogłosił projekt rozporządzenia umożliwiającego zamknięcie kanałów informacyjnych, jeśli te uznane być mogą za „szkodzące bezpieczeństwu narodowemu”. Przepisy te zostały zatwierdzone 1 listopada. Wydają się być wymierzone w działalność kanału al-Dżazira, jednak Międzynarodowa Federacja Dziennikarzy obawia się, że prawo to może posłużyć władzom izraelskim do zamykania innych mediów działających w Izraelu oraz na okupowanych terytoriach palestyńskich.

Rozporządzenie to jest jawnym ograniczeniem wolności prasy oraz wolności słowa, a można je interpretować także jako formę zastraszania, co z kolei łamie artykuł 19. Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, który stanowi, że

„Każda jednostka ma prawo do wolności poglądów i wypowiedzi; prawo to obejmuje nieskrępowaną wolność posiadania poglądów oraz poszukiwania, otrzymywania i przekazywania informacji oraz idei, wszelkimi środkami i bez względu na granice”.

Kilka dni po przedstawieniu projektu wspomnianego rozporządzenia, 25 października 2023 r., izraelskie siły zbrojne zbombardowały dom szefa biura al-Dżaziry w Gazie, Waila Dahduha. W ataku zginęła jego żona, córka, syn i wnuk. Pragniemy wyrazić nasze najszczersze kondolencje.

Stajemy solidarnie z uprowadzonym przez Hamas izraelskim dziennikarzem Odedem Lifszicem, zasłużonym opozycjonistą, który przez dziesięciolecia działał na rzecz pokoju i uznania praw Palestyńczyków. Apelujemy o jego niezwłoczne uwolnienie w związku z publicznym oświadczeniem rzecznika Brygad Izz ad-Din al-Kassam o gotowości do jego bezwarunkowego oswobodzenia.

W obliczu ataków na dziennikarzy Międzynarodowa Federacja Dziennikarzy (IFJ), Międzynarodowa Konfederacja Związków Zawodowych oraz UNI Global Union wystosowały list do UNESCO z prośbą o dołożenie wszelkich starań mających na celu ochronę dziennikarzy i cywilów. W swoim apelu piszą o tym, że:

„Żadni zagraniczni dziennikarze aktualnie nie relacjonują z terytorium Strefy Gazy, ani nie mają możliwości wjazdu na jej teren, aby relacjonować bieżące wydarzenia. Tylko dziennikarze palestyńscy mogą informować o tym, co się dzieje. Dlatego też ważne jest, aby Organizacja Narodów Zjednoczonych, a w szczególności UNESCO, chroniła tych dziennikarzy i ich prawa oraz utrzymała ich dostęp do Internetu i innych środków komunikacji, aby mogli informować lokalną ludność palestyńską i świat o wojnie w Strefie Gazy”.

Apelujemy o ochronę wszystkich dziennikarzy i dziennikarek oraz pamięć o trzydziestu sześciu zabitych między 7 października a 3 listopada 2023 r.:

Czterech izraelskich dziennikarzach i dziennikarkach: Roim Idanie, Janiwie Zoharze, Ajelet Arnin oraz Szai Regew.

Trzydziestu jeden palestyńskich dziennikarzach i dziennikarkach: Ibrahimie Mohammadzie Lafim, Mohammadzie Dżargunie, Mohammadzie al-Salhimie, Assadzie Szamlachim, Hiszamie al-Nawadżim, Mohammadzie Sobhu, Sajidzie al-Tawilu, Mohamedzie Fajezie Abu Matarze, Ahmedzie Szehabi, Husamie Mubaraku, Salamie Memie, Jusufie Maherze Dawasie, Abdulhadim Habibim, Issamie Bharze, Mohammadzie Baluszim, Samehu al-Nadimie, Chalilu Abu Atarze, Mohammedzie Alimie, Roszdzie Sarradżu, Mohammadzie Imadzie Labadzie, Dua Szaraf, Sajidzie Al-Halabi, Ahmedzie Abu Mhadim, Salimie Mchaimerze, Jasirze Abu Namusie, Nazmim al-Nadim, Madżedzie Kaszko, Imadzie al-Wahidim, Ijada Matara Madżda, Fadla Arandasa, Mohammeda Abu Hataba.

Oraz libańskim dziennikarzu Issamie Abdallahu.

Pragniemy zauważyć, że w polskich mediach nie pojawiły się do tej pory żadne głosy dziennikarzy obecnych na okupowanych terytoriach palestyńskich — w Gazie oraz na Zachodnim Brzegu — codziennie ryzykujących swoje życie, by relacjonować na bieżąco wydarzenia, których są świadkami i świadkiniami.

W związku z apelem Organizacji Narodów Zjednoczonych z dnia 19 października 2023 r. wzywającym do zapobieżenia możliwemu ludobójstwu w Gazie wzywamy wszystkich, których może to dotyczyć, do przestrzegania zasad etyki dziennikarskiej, w tym obowiązku:

1. Niepowielania niezweryfikowanych informacji, wprowadzenia praktyki sprostowania tych uprzednio powielonych fałszywych lub dementowanych.

2. Weryfikacji oraz umieszczania źródeł wszelkich informacji.

3. Wyraźnego odróżnienia informacji opartych na faktach od komentarzy i krytyki własnej.

4. Dołożenia wszelkich starań, by wiernie odtworzyć wypowiedzi danych osób publicznych i niepublicznych.

5. Rozpowszechniania informacji lub opinii, w taki sposób, by nie przyczyniać się do szerzenia mowy nienawiści, uprzedzeń, stereotypizacji, a także dołożenia wszelkich starań, aby przeciwdziałać szerzeniu się dyskryminacji ze względu na takie czynniki, jak pochodzenie geograficzne, społeczne lub etniczne, rasa, religia i inne.

W przeciągu ostatnich kilku tygodni w publikowanych w języku polskim materiałach pojawiło się wiele nieprawdziwych, bądź niepotwierdzonych informacji, które w oczywisty sposób przyczyniają się do szerzenia się mowy nienawiści oraz demonizacji i stereotypizacji Palestyńczyków. Wydarzenia niejednokrotnie przedstawiane są w sposób jednostronny i ignorujący jawne naruszenia prawa międzynarodowego przez Izrael. W związku z powyższym pragniemy przywołać fragment wspomnianego wcześniej oświadczenia ekspertów Organizacji Narodów Zjednoczonych: 

„Izrael prowadzi kampanię, której skutkiem są zbrodnie przeciwko ludzkości w Gazie. Biorąc pod uwagę oświadczenia izraelskich przywódców politycznych i ich sojuszników, którym towarzyszyły działania wojskowe  w Gazie oraz eskalacja aresztowań i zabójstw na Zachodnim Brzegu, istnieje również ryzyko ludobójstwa na narodzie palestyńskim”.

Wierzymy, że wspólnymi siłami możemy przyczynić się do tworzenia rzetelnych i obiektywnych informacji, które będą służyć społeczeństwu. 

Poniżej podpisane osoby/organizacje wyrażają swoje poparcie dla tego listu otwartego.

Sygnatariusze i sygnatariuszki

Anna Alboth, dziennikarka i aktywistka; Adam Andrzejewski, filozof; Bartosz Bartosik, dziennikarz; Wiktoria Beczek, dziennikarka; Karolina Bednarz, wydawczyni; Marek Beylin, publicysta; Dominika Blachnicka-Ciacek, socjolożka, Wydział socjologii UW; Monika Bobako, filozofka, UAM; Artur Boruc, były członek reprezentacji Polski w piłce nożnej; Sara Boruc, blogerka modowa i osobowość telewizyjna; Milena Bryła, dziennikarka; Piotr Bystrianin, prezes zarządu Fundacji Ocalenie; Marta Byczkowska-Nowak, dziennikarka Wprost’; Max Cegielski, dziennikarz; Agata Chmielecka, wydawczyni; Anna Chmielecka, członkini zarządu Fundacji Ocalenie; Kalina Czwarnóg, członkini zarządu Fundacji Ocalenie; Maja Chitro, dziennikarka;Sylwia Chutnik, pisarka; Anna Cieplak, pisarka, animatorka kultury; Katarzyna Czarnota, socjolożka, badaczka w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka; Beata Czuma-Hyk, wirtualnemedia.pl; Julia Dauksza, dziennikarka; Anna Dąbrowska-Zembik, dziennikarka; Artur Domosławski, pisarz i dziennikarz; Olga Drenda, pisarka, dziennikarka; Jędrzej Dudkiewicz, dziennikarz freelancer; Marek Dziekan, nauczyciel akademicki, Uniwersytet Łódzki; Anna Dąbrowska, Stowarzyszenie Homo Faber; Wojciech Faruga, reżyser i Dyrektor Teatru Polskiego w Bydgoszczy; Filip Fierek, wydawca; Miłka Fijałkowska, dziennikarka; Bartosz Frąckowiak, Fundacja Biennale Warszawa; Magdalena Fusiek, dziennikarka; Olga Gitkiewicz, pisarka, reporterka; Daria Głowacka, animatorka kultury; Karol Grygoruk, fotograf; Agata Grzybowska, dokumentalistka; Ewa Górska, akademiczka; Olga Hund, pisarka, tłumaczka; Karolina Hytrek-Prosiecka, dziennikarka; Cecylia Jakubczak, działaczka społeczna; Oliwier Janiak, dziennikarz;Mateusz Janicki, aktor; Damian Jankowski, dziennikarz; Marek Jedliński, redaktor; Hanna Jewsiewicka, dziennikarka; Agnieszka Jucewicz, dziennikarka; Gosia Juszczak, reżyserka; Ewelina Kaczmarczyk, Katarzyna Makarowicz, Weronika Szczurko (Salam Lab); Julia Kamińska, aktorka i piosenkarka; Magdalena Kicińska, dziennikarka; Lena Khalid, reportażystka; Tatiana Kolesnychenko, reporterka; Szczepan Kopyt, poeta; Karolina Korwin-Piotrowska, dziennikarka; Justyna Kosela, dziennikarka; Agnieszka Kosowicz, prezeska Polskiego Forum Migracyjnego; Mela Koteluk, piosenkarka; Sylwia Kuca, adwokat; Kamila Kunda, terapeutka; Roman Kurkiewicz, dziennikarz; Rut Kurkiewicz, reżyserka, dziennikarka; Danuta Kuroń, prezeska zarządu Fundacji Edukacyjnej Jacka Kuronia; Dominika Lasota, aktywistka, Inicjatywa Wschód; Katarzyna Lazzeri, dziennikarka; Andrzej Leder, filozof; Justyna Kowalska-Leder, kulturoznawczyni; Aleksandra Lipczak, pisarka, dziennikarka; Hanna Lis, dziennikarka; Hanna Machińska, nauczycielka akademicka UW, członkini rady Fundacji Helsińskiej i Fundacji Batorego; Rafał Madajczak, redaktor naczelny Gazeta.pl; Maciej Mahler, współzałożyciel stowarzyszenia “Stacja Muranów”; Galopujący Major, bloger, felietonista; Katarzyna Malarowska, reporterka; Małgorzata Jamrozy Margaret, piosenkarka; Patryk Michalski, dziennikarz; Tadeusz Michrowski, dziennikarz; Dalia Mikulska, reporterka; Anna Mikulska, dziennikarka; Paweł Mościcki, pisarz, eseista; Joanna Musiatewicz, nauczycielka akademicka UW; Bartosz Nalazek, operator filmowy; Dorota Nowak, redaktorka, wydawczyni; Karolina Ochab, dyrektor naczelna Nowego Teatru; Janina Ochojska, posłanka do Parlamentu Europejskiego; Maja Ostaszewska, aktorka; Joanna Ostrowska, historyczka; Katarzyna Pachniak, nauczycielka akademicka UW; Antoni Pawlicki, aktor; Marcin Perchuć, aktor i były dziekan AT; Ada Piekarska, kuratorka sztuki; Natalia Pitala, ekolog; Aleksandra Popławska, aktorka; Aneta Prymaka, reporterka; Kaja Puto, dziennikarka; Mikołaj Ratajczak, filozof; Karolina Rogaska, dziennikarka; Bartosz Rumieńczyk, dziennikarz; Aleksandra Rutkowska, dziennikarka; Magdalena Różczka, aktorka; Bartek Sabela, reporter; Piotr Sadzik, wykładowca UW; Janusz Schwertner, dziennikarz; Beata Siemaszko, aktywistka; Sławomir Sierakowski, Krytyka Polityczna, Onet.pl; Jakub Skrzywanek, reżyser, Dyrektor Artystyczny Teatru Współczesnego w Szczecinie; Anita Sokołowska, aktorka; Filip Springer, pisarz; Olga Stanisławska, pisarka, reportażystka;  Franek Sterczewski, poseł na sejm RP; Krzysztof Story, dziennikarz; Bogna Świątkowska, NN6T; Witold Szabłowski, pisarz; Patryk Strzałkowski, dziennikarz Gazeta.pl; Krzysztof Szczepaniak, aktor; Małgorzata Szczurek, wydawczyni, Wydawnictwo Karakter; Mariusz Szczygieł, reporter; Małgorzata Szczęśniak, scenografka i kostiumolog w Operze; Krzysztof Tubilewicz, dziennikarz; Mateusz Trusewicz, natemat.pl; Anna Trusewicz, Gazeta.pl; Grzegorz Uzdański, pisarz; Adam Wajrak, dziennikarz; Marianna Wartecka, członkini zarządu Fundacji Ocalenie; Krzysztof Warlikowski, reżyser teatralny i operowy, dyrektor artystyczny Nowego Teatru; Jacek Wiaderny, redaktor, Mały Format; Miłosz Wiatrowski-Bujacz, dziennikarz; Przemysław Wielgosz, redaktor, Le Monde diplomatique – edycja polska; Karol Wilczyński, wykładowca UJ; Ilona Witkowska, poetka; Paweł Wodziński, reżyser, kurator; Martyna Wojciechowska, dziennikarka i pisarka; Aleksandra Wojtaszek, pisarka, dziennikarka, tłumaczka; Xawier Woliński, wolnelewo.pl; Ewa Wójciak, Teatr Ósmego Dnia; Weronika Wysocka, artystka; Natalia Żaba, dziennikarka; Konrad Żurawowicz, aktywista; Beata Żak, medyczka; Agnieszka Żądło, dziennikarka, dokumentalistka; Marcin Żyła, dziennikarz; Katarzyna Maniak, antropolożka kultury UJ; Justyna Marcinkowska, antropolożka kultury UAM;

Media i organizacje

Fundacja Instytut Reportażu; Fundacja Ocalenie; Fundacja Polska Gościnność; Fundacja Strefa WolnoSłowa; Fundacja w Stronę Dialogu; Fundacja Ari Ari; Inicjatywa Wschód; Mały Format;  NOMADA – Stowarzyszenie na Rzecz Integracji Społeczeństwa Wielokulturowego; Stowarzyszenie Homo Faber; Stowarzyszenie Laboratorium Działań dla Pokoju (Salam Lab); Wydawnictwo ArtRage; Wydawnictwo Drzazgi; Wydawnictwo Tajfuny; 

Palestyna. Ziemia Obiecana. Ziemia Święta.

Zachodnia Azja, Azja Mniejsza, Bliski Wschód. Różnie to w różnych okresach nazywano. Ale najdłużej pewnie, bo od czasów faraonów nazywano ten teren, hen, aż po Afrykę Północną – Palestyna. Kiedy nikogo jeszcze nie nazywano Palestyńczykami. Ale były to naturalnie tereny zamieszkałe. Przez różne ludy zbliżone jezykowo, genetycznie do siebie. Spokrewnione. Cały wszak ten obszar of Mezopotamii po Afrykę Północną, to kolebka najstarszych rozwiniętych cywilizacji ludzkości: Sumer, Akadia, Egipt, Babilon, Asyria. Między tymi imperiami, na tej ziemi palestyńskiej błakały się też, zamieszkiwały je plemiona semickie, które w późniejszym czasie dały początek narodom żydowskiemu i palestyńskiemu. Nie w tym samym dokładnie czasie i nie tą sama drogą. Żydowskie państewka jak Kanan, Judea powstały dużo wcześniej. Czy Fenicję można zaliczyć do wczesnego państwa palestyńskiego (jeśli tak, to do tej pory jedynego jakie by mieli) nie ma ciągle zgody historyków. I nie ma to większego znaczenia. Wiemy, że na tym terenie, podobnie, jak Izraelici, byli. I nie przybyli z Kosmosu ani Chin. Pod każdym względem mają jedni i drudzy prawo do tych ziem. Prawo nie wykluczające się wzajemnie. Z czasem, zwłaszcza gdy wplątały się w to późniejsze imperia konstantynopolskie, rzymskie i osmańskie sprawy poczęły się komplikować. A już największym zagmatwaniem były kwestie religijne.

W pewneym okresie czasu, poprzedzającym jeszcze potęgę rzymską, plemiona żydowskie wykrystalizowały monoteistyczną religię (wcześniej te same plemiona hołdowały, jak wiekszość ówczesnego świata wierzeniom w wielu bogów). Monoteizm żydowski był początkiem olbrzymich różnic wobec innych. Powodował ‘inność’. W czasie dużo późniejszym plemiona sąsiednie, te palestyńskie, zaadaptowały inną wersje tego samego monoteizmu – islam. Ale zanim to nastapiło pierwszą odmianą tej wiary plemion żydowskich było chrześcijaństwo. Mniej liczni pośród Palestyńczyków przyjęli też i tą nowa odmiane judaizmu.

Chrześcijaństwo prawie od zarania uznało, że swoją wersję judaizmu będą szerzyć usilnie we wszystkich napotkanych ludach i krajach. Co różniło ich bardzo od klasycznego judaizmu żydowskiego, który nie dbal o szerzenie wiary wśród innych ludów. Naturalnie nie można zaprzeczyć, że chrześcijaństwo jest produktem Żydów i przez żydów właśnie było rozpowszechnione w Grecji i Syrii dwa tysiące lat temu przez uczniów niejakiego Jezusa z Nazaretu. Kilkaset lat póżniej narodził się wspomniany Islam. I tym sposobem religia plemion żydowskich w trzech różnych wersjach stała się na kolejne dwa tysiące lat prawie panująca na całym świecie. I przez dłuższy okres tego czasu te jej trzy wersje zwalczały się w krawy i bezwględny sposób. Jak wiemy nic tak narodów i państw, a nawet rodzin i sasiadów, nie różni, jak religia. Zwłaszcza wiara w tego samego boga ale widzianego z innej perspektywy. Awantury w rodzinie często bywaja bardzej niszczące i tworzące głębsze podziały niż awantury wsród ludzi obcych sobie.

Zdaniem moim, właśnie religia jest materiałem napędowym całego współczesnego konfliktu dzisiejszych Żydów i Palesteńczyków, A w wiekach średnich prób bardzo długich i krwawych zajęcia tzw. Ziemii Świętej przez papieży i królów chrześcijańskich.

Poniżej spisałem moje refleksje na ten temat. Używałem naturalnie innego, swoistego języka odległego od języka Akademii. Ale generalnie opierałem się na faktach. A styl wybrałem taki a nie inny, bo trudno z teologiami i scholastykami człowiekowi racjonalnemu w XXI wieku poważnie dyskutować. Wiara zakłada, że w coś się wierzy, a nie że coś się wie. Tym te wyjaśnienia, bez zbędnego wywodu, zakończę.

Walk through cemeteries in Halifax. Remembering and reflections.

Walk through cemeteries in Halifax. Remembering and reflections.

About the year 741, Pope Gregory III decided that the 1st of November would be the day of special prayer and observance of all good Christians, who died and were admitted to Heaven. It is the Day of All Saints. Earlier that ritual was observed around the Good Friday prayers. The ancient and still existing Chaldean Church still does it at that time. 

In Poland, over the centuries this observance became a very important and popular movement. Still is. I remember it very well and rather fondly when as a child I would accompany my parents on these pilgrimages to cemeteries, where anyone from our family was buried. The cemeteries at these two days (2 of November is actually the day to remember all good Christians, who – after death – were admitted to heaven. The first of November is reserved only for the remembrance of the Saints of the Church) are still as busy as sports stadiums during important events. There are special buses and extra trains to take thousands of people to the gates of the cemetery. Going by car could be risky as nobody knows where you will find a spot to park. It is also a huge business. Visitors have to buy flower arrangements,  special candles, and other paraphernalia appropriate for that occasion.

I have never known that it is actually only for dead Christians. Would not be surprised if most Poles did not know that. It became a part of our national folklore.  I always remember that day even in Canada. For more than forty years. Always at least a moment of somber thought, of remembering. With age – I too have lost people in Canada, who were close: friends, with time family members.  Since we came to Nova Scotia I used to go every November 1st to Pictou, to light a candle and lay some flowers at the grave of my parents-in-law, Leona and Doug.  I left the Church a long time ago but that observance is still important to me. It is paying respect to those you have loved or respected. In one form or another Fall was always part of such remembering for many nations and people well before Christianization. It is somehow part of our humanity. From time immemorial.

Will not be able to go tomorrow, as I work (in Poland it is a National Holiday, after all, you could have more than one cemetery to visit, often in different cities) but I will be going there at least once in the last week of November. Within one year I have buried there, on my parents-in-low plot, two people. First, something I still have not come to terms with – I laid to rest the ashes of my Love, my Life, my Air to breathe, my dear husband, John. At the grave site, I stood with his siblings: a sister and two brothers, who came from Calgary. Now, almost a year later I stood there again, next to my sister-in-law and only one brother-in-law. The other one we were saying our last goodbye to. The sadness is hard to describe.

Today in Halifax was a nice day. Rather cold but sunny weather.  Decided to visit special places in this city. Places full of someone’s memories, full of sad but often beautiful memories, of love that was, friendship that flourished. Very important people, perhaps national heroes, maybe well-known personalities, and a lot of ordinary people, some gone a long time ago, some with no family left, who would visit them. Our cemeteries. Went to the famous one with Titanic’s small graves (Fairview Lawn Cemetery) and the huge cemetery downtown, next to the Public Gardens (Camp Hill Cemetery).

And one more cemetery, a special one for me. In my Old Country, there are a lot of empty old cemeteries. There are full of old graves, some with strange lettering on tombstones. But almost never any people walking, visiting. You see, for about seven hundred years Poland was home to the largest Jewish community in all of Europe. They escaped persecution in other European countries and settled in the old Polish Kingdom. For seven hundred years. That’s a long time. Until the 2nd world war and Hitler. And they disappear. The living ones – the cemeteries remained. On my numerous visits from Canada to Poland, I always liked to go to these cemeteries. There was such a sad silence in them. But that silence spoke to me loudly. That silence begged to remember. Reminded me of the powerful ‘Never again” wish that humanity had after that war. I remembered that next to Fairview Cemetery there was a small old Jewish cemetery. Still is. Fenced and the gate closed. And empty like the ones in Poland. No one visiting. I went there. Found a spot on the embankment where the fence was missing and went there.

Somehow it felt familiar, it felt good to be there. The same Hebrew alphabet on, familiar names (in Latin). The familiar way of putting stones on the top of the grave (I don’t know the origins or meaning of it, but they do it the same way as we put flowers on our graves).  I am glad I did.

But the ‘never again’ did not last, sadly. Wars and killings, even massacres continue. Even as I write these words. Humans are such strange creatures. Capable of goodness and sacrifice beyond belief, of love great and soaring. Capable of evil incarnate and hate incomprehensible.

Here is a story of Halifax, the story of Nova Scotia, and a story of Canada that is written on these cemeteries. As you read the names (although in the old cemeteries in Nova Scotia majority is of Scottish descent) precisely because it is Canada – the story of the world.

Izrael i Palestyna

Zacząć od czego? Od krzyku matki nad ciałem zabitego na jej oczach dziecka na gruzach tego, co było Gazą? Od odruchu zemsty Izraelczyków za mord Hamasu w izraelskim kibucu ( możliwe, że ten kibuc jest zbudowany na nielegalnie zagrabionej od Palestyńczyków ziemi – poza legalnymi, miedyznarodowo uznanymi granicami Izraela)? Od państwa uzbrojonego po zęby w potężną armię, z bronią nuklearną, visa a vis partyzantów palestyńskich uzbrojonych w pistolety i karabiny i dość prymitywne ale skuteczne,  wystrzeliwane z ukrytych stanowisk, pociski rakietowe? Zacząć może więc od Palestyny poszarpanej terytorialnie na liczne, nie połączone ze sobą miasta, osiedla? Czy zacząć jednak od tych kibuców Be’eri i Kfar Aza, gdzie ten mord dokonany przez bojowników Hamasu miał miejsce? Lub cofnąć się nieco w czasie, do roku 1920, gdy wojska brytyjskie decyzją lorda Balfoura zajęły wybudowaną przez Palestyńczyków Haifę i wprowadziły sprowadzonych osadników żydowskich do domów Palestyńczyków, którym powiedziano, że nie maja prawa powrotu do tych domów. Nigdy. Zwyczajnie. Do dziś nikt im tych domów nie zwrócił, nie zapłacił za nie pełnego odszkodowania. Później to samo stało się w Jerozolimie. I wielu innych miejscach.  

Jako, że lord Balfour nie chciał by otwarcie Anglii zarzucano, że w ten sposób chce się pozbyć problemu ludności żydowskiej w Europie ( a chciała, to był faktycznie zasadniczy powód Balfoura) skontaktował się z baronem Rothschildem wyjaśniając swoje stanowisko. Dziś już nie, świat się zbyt zmienił, ale wówczas pan Rothschild był faktycznie centrum światowych finansów. By uzyskać poparcie Rothschilda, wcześniej porozumiał się z europejskim ruchem syjonistycznym. W tych kontaktach i w narodzeniu się idei osadnictwa żydowskiego w Palestynie był mu niezmiernie pomocny nie kto inny, jak pan Lewis Bernstein Namier – obywatel brytyjski polsko-żydowskiego pochodzenia, urodzony we Lwowie a wykształcony w Krakowie. Jego właściwe nazwisko brzmiało Niemirowski.  Wuj matki pani senator PiS, Anny Kurskiej. A więc stryjeczny pradziad szefa Telewizji Polskiej Jacka Kurskiego oraz naczelnego „Gazety Wyborczej”  Jarosława Kurskiego. Jaki ten świat mały, prawda?

Tylko dla samej ciekawostki i  – mimo wszystko – znajomości faktów historycznych a nie mitów przytoczę dwa międzynarodowe dokumenty, które określały sprawę całej Palestyny (w tym państwa żydowskiego) w dwóch różnych okresach: 1. w czasie tzw. Mandatu Brytyjskiego od 1920 do 1947 i 2. od 1947 do dziś.

1.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych

2 listopada 1917 r.

Drogi Lordzie Rothschild,

w imieniu Rządu Jego Królewskiej Mości z przyjemnością przekazuję Panu następującą deklarację sympatii z dążeniami żydowskich syjonistów, jaka została przedstawiona i przyjęta przez Gabinet.

Rząd Jego Królewskiej Mości przychylnie zapatruje się na ustanowienie w Palestynie narodowego domu dla narodu żydowskiego i dołoży wszelkich starań, aby umożliwić osiągnięcie tego celu, przy czym jest rzeczą zupełnie zrozumiałą, że nie uczyni on nic, co mogłoby zaszkodzić obywatelskim czy religijnym prawom istniejących w Palestynie społeczności nieżydowskich oraz prawom i statusowi politycznemu, z jakich Żydzi korzystają w każdym innym kraju.

Byłbym wdzięczny, gdyby zechciał Pan zapoznać z tą deklaracją Federację Syjonistów.

Arthur James Balfour

2.

29 listopada 1947 Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło rezolucję nr 181. Wyniki głosowania były następujące:

  • 33 państwa poparły projekt rezolucji (58%): Australia, Belgia, Boliwia, Brazylia, Białoruska SRR, Kanada, Kostaryka, Czechosłowacja, Dania, Dominikana, Ekwador, Filipiny, Francja, Gwatemala, Haiti, Islandia, Liberia, Luksemburg, Holandia, Nowa Zelandia, Nikaragua, Norwegia, Panama, Paragwaj, Peru, Polska, Szwecja, RPA, Ukraińska SRR USA, ZSRR, Urugwaj, Wenezuela.
  • 13 państw głosowało przeciwko (23%): Afganistan, Arabia Saudyjska, Egipt, Grecja, Indie, Iran, Irak, Jemen, Kuba, Liban, Pakistan, Syria, Turcja.
  • 10 państw wstrzymało się (17%): Argentyna, Chile, Chiny, Etiopia, Honduras, Jugosławia, Kolumbia, Meksyk, Salwador, Wielka Brytania.
  • 1 państwo było nieobecne (2%): Tajlandia

Na mocy przyjętej rezolucji miały powstać dwa państwa oraz mała międzynarodowa strefa obejmująca Jerozolimę. Strefa międzynarodowa miała pozostawać poza granicami obu państw i być zarządzana przez Narody Zjednoczone, które stawały się gwarantem bezpieczeństwa wszystkich świętych miejsc chrześcijaństwa, islamu i judaizmu w obu miastach. Utworzenie nowych niezależnych państw miało nastąpić do dnia 1 października 1948.

Oba państwa, żydowskie (14 257 km²   powierzchni) i arabskie (11 664 km²), miały składać się z trzech głównych części, które były połączone eksterytorialnymi skrzyżowaniami.

Od 1 października minęło 75 lat. Izrael, jako potężne państwo istnieje. Palestyny jednej, scalonej, niepodległej i suwerennej – nie ma. To tyle na temat tzw. sprawiedliwości Historii. Lub poszanowania prawa międzynarodowego.

            Ale ten tekst nie jest o niesprawiedliwej historii, o niedotrzymanych obietnicach, o kalkulacjach mocarstw, w których mniejsi i słabsi są tylko pionkami w grze. Ten tekst jest o zbrodniach wojennych popełnianych teraz, na oczach całego świata. O tym, jak uzbrojony po zęby w najlepsza możliwą broń, wspierany aktywnie nie tylko dyplomatycznie ale i zbrojnie (dwie potężne Grupy Bitewne floty amerykańskiej biorą aktywny udział w tej masakrze Palestyńczyków) kraj popełnia wszelkie zbrodnie łamiąc wszystkie istniejące konwencje prawa wojennego, humanitarnego. Straciłem już ilość wymordowanej ludności cywilnej. Dwa dni temu było chyba 7 tysięcy, w tym 2 tysiące dzieci palestyńskich. Bombardowanie szpitali. Zamienianie całego miasta w widok, jaki miała Warszawa w 1945. I w tłumy podobne do tych, jakie hitlerowcy wypędzili z Warszawy w kierunku obozów przejściowych w Pruszkowie. Też szli z dziećmi, z tobołkami na plecach. Ze spuszczonymi głowami. Może by trzeba było teraz Niemcom podziękować, że nie puściły eskadr lotniczych by bombardowały te tłumy uchodźców?  Porównanie brzmi okrutnie? Spytaj matki palestyńskiej niosącej w omdlewających ramionach bezwładne ciało jej dziecka. Życie ludzkie jest jedno i te same, bez względu na narodowość.  

Dlaczego? Dlatego, że jeden szowinistyczny malwersant finansowy, manipulator zamieniony w ‘obrońcę świętej Ziemi Izraelskiej’ pozwolił by taki masowy mord i porwanie tylu zakładników żydowskich nastąpił? Że na jednej z najbardziej strzeżonej i pilnowanej granicy między Izraelem a Gazą setki uzbrojonych żołnierzy Hamasu bez problemu przez kilka godzin mogło bezkarnie robić, co chcą? Mordować i porywać. Jak to było mozliwe? To się w głowie nie mieści. I nagle ten malwersant, ten oszust który jeszcze wczoraj ukrywał się przed tysiącami demonstrujących obywateli swojego państwa – staje się bohaterem? Nie ma, takich cudów ani w Talmudzie ani w Biblii nie ma, ani w Koranie. Nie ma takich też w granicach zdrowego rozsądku.

Oto moja opinia drodzy Przyjaciele Żydzi – Netanjahu to wasz wróg i zdrajca. To on stoi na przeszkodzie rozejmu, a w końcu niemożliwego do uniknięcia pokoju miedzy Wami a Palestyńczykami. Pokoju, jaki jest wam niezbędny. I jest kwestią życia i śmierci dla Palestyńczyków. Ile lat jeszcze chcecie mieszkać w osiedlach i miastach pod strachem ataków rakietowych, zamachów? Ile lat (mimo olbrzymiego wsparcia polityczno-materialnego USA) chcecie być pariasem światowej opinii publicznej? Doprawdy mało kto, jak wy wiedzieć powiniście, że świat jest nieco większy niż państwa demokracji zachodnich. Ostatnia rezolucja Zgromadzenia Ogólnego ONZ winna wam to dobrze uświadomić. Tak, tego ONZ, który mimo wszystko jest strażnikiem i orędownikiem praw międzynarodowych, praw ludzkich. Praw narodów. W tym praw waszego narodu i państwa. Tego ONZ w którym wasz ambasador w ONZ domagał się odwołania Sekretarza Generalnego – wybranego przez to właśnie Zgromadzenie Ogólne. Trzeba mieć tupet i arogancję by takie żądanie zgłosić.  Natomiast w waszym własnym Domu, w waszym państwie wy właśnie macie moc, siłe i prawo moralne powiedzieć mu : won z Knesettu zdrajco i malwersancie. Szefem rządu Izraela nigdy nie powinien byc zbrodniarz wojenny. A on takim zbrodniarzem jest. Izrael zasłużył na godnego premiera.  

One more day before winter. Jeszcze jeden dzień przed śniegiem.

One more day before winter. Jeszcze jeden dzień przed śniegiem.

Couldn’t help myself. The wind is already rather cold – but the sunshine in full splendor. Camera and a folding chair in hand and off we go to Conrad Beach. Few people thought the same, fact that it was Saturday helped them to avail themselves of the orgy of colours, light, sea, and sky. Don’t forget the smells so different away from the city! None of them indeed ventured for a swim as the waves were wilder today and the wind almost chilling. But try to take me to a beach on a sunny day and tell me I can’t either! No chance, LOL. Actually, I think that exactly because the air was chilly – the water didn’t feel like a shock to the body. The crushing waves did not charge any extra fee for a wonderful back and chest massage! It truly was invirogating. On the way back a short trip to meadows and glory of fall.

Kiedy już wydawało się, że moje plażowanie tegoroczne się zakończyło – jeszcze jeden prezent od jesiennego słońca i kolejna wycieczka na plażę. Słońce, woda, piasek pod nogami, huk rozbijajaczych się bałwanów morskich, w dali za naturalnym skalistym falochronem, kolorowe żagle surferów. Jak nie pobiec w ten żywioł, nie pływać w tych grzywaczach? Niby nikt inny tego nie robił, ale też nikt palcem mnie nie wytykał i w czoło się nie stukał, LOL. Ostatecznie – wolny kraj, LOL. Spotkałem też konkurenta fotografowania tych cudów Natury. Jak na porządnego zawodowca przystało był porządnie ubrany w buty z cholewami, długie spodnie i ciepłą kurtkę. Ubogiego amatora jak mnie, na takie luksusy nie stać.

The Weather folks say it will snow in two day’s time. I like white beaches. But I do mean white sand beaches, snow I prefer on skiing slopes.

Before winter – a day of summer. Przed zimą – jeden dzień lata.

Before winter – a day of summer. Przed zimą – jeden dzień lata.

Od szeregu już dni zmagam się z napisaniem tekstu na zupełnie inny temat. Nie, nie mam trudności ze znalezieniem słów, ze świadomością, co chcę napisać. Po prostu wolałbym na ten temat, w tym konkretnie czasie nic nie pisać. Byłoby wygodniej milczeć. I tak tym tekstem od którego się wzbraniam wypadków nie zmienię. Wielu cenionych znajomych może oburzę lub zasmucę; innych może skłonię do emocji i zadowolenia, które w tym temacie nie powinny nami kierować. Cóz, na trudniejsze już tematy i równie emocjonalne dla wielu, pisałem od tylu już lat więc i tego, ze względów własnej wygody, pominąc nie mogę. Nie mogę nie tylko, jako osoba pisząca, ale przede wszystkim, jako człowiek. Cóż dla człowieka może być ważniejsze niż Człowieczeństwo?

Póki siądę do tego trudnego tekstu, wykorzystałem nagły, jednodniowy powrót ‘babiego lata’ na moich kochanych plażach Nowej Szkocji. Chwyciłem kamerę, ręcznik, notes – i w trasę. Na Conrad Beach. Z bliskich w odległości – moją ulubioną. Jakkolwiek nikt z dość licznych spacerowiczów nie kwapił się do kąpieli – ja z radością pływałem w tej cudownej wodzie Atlantyku. Wydawała się zimna, jakby prosto z lodówki. Ale to tylko pierwszy moment. Pływało się z wielką radością – a potem na piasek i ręcznik, gdzie słońce robiło masaż odmrażający zesztywniałych z zimna stawów.

Trying to avoid another, difficult subject – I went to Conrad Beach for a glorious sunny day on the beach and in the water. The cold water was balanced by the very warm sunshine on the beach. Went swimming a few times. Not the very first time was surprised that no one else swam. People walked alone, in pairs, with dogs, even in the shallow water – but none went swimming. But obviously, they enjoyed themselves. I did very much so. As for the other subject? Can’t avoid it forever. Probably will write something tonight. It is a very important subject. The subject of humanity. We are humans, aren’t we?

But here we go – a view of my day on the beach. Fotograficzne echa mojego dnia na plaży.

Chasing the sunset on My Rock

Chasing the sunset on My Rock

My Rocks, as my regular Readers would know, is a stretch of rocky shore alongside the Bedford Basin. The Basin and the Channel leading to it separate Dartmouth and Halifax. As I live almost on that shore – it is a place of my many walks, writings, picture-taking. But most of it – it is my Garden Of Sanity, where I seek peace, solace. In the world but outside of the world at the same time. You would occasionally meet one or two other people wandering there, but most of the time it is just me.

Uciekłem na Moje Kamienie. Miejsce szukania wyciszenia, spokoju. Często początku zapisywanych w kajecie wierszy, felietonów, esejów. Nade wszystko jednak ucieczki przed światem. Lub ściślej – światem ludzi. Niewyobrażalna, na mityczną skalę tragedia palestyńska w Gazie – efekt morderczego i niewyobrażalnego mordu terrorystycznej grupy Hamas na mieszkańcach kibucu graniczącego z palestyńską Gazą – obudziła w wielu niezrozumiałe dla mnie uczucia i emocje, których zrozumieć nie mogę.

Po tym morderczym napadzie, Izrael wydał totalną wojne Palestyńczykom w Gazie. W tej totalnej wojnie (de facto to nie wojna a masowe oblężenie i pełny nieustanny ostrzał artyleryjski, powietrzny i rakietowy, pełne odcięcie od wody, od lekarstw, od żywności) Izraelczycy odrzucili wszelkie międzynarodowe konwencje wojenne. Straty ludności cywilnej są wielokrotnie wyższe niż w tym ohydnym mordzie i rosną z dnia na dzień. Nie o tym będę jednak pisał. Co mnie zdumiewa (i powód ucieczki z domu i czytania prasy, oglądania telewizji) to niezrozumiała w jakikowiek sposób postawa wielu osób, które znam i cenię nawet: odmawianie pełnego człowieczeństwa ginącym Palestyńczykom. Był moment, gdy sam w momencie kompletnej utraty racjonalnego myślenia, zadałem w jednej z rozmów pytanie: w takim razie prosze mi powiedzieć ile dzieci palestyńskich winno być zabitych za jedno zamordowane dziecko żydowskie? Nie potrafiłem znaleźć jakichś wspólnych filarów tej samej etyki i tej samej moralności, która wydawało mi się jeszcze do wczoraj istniała. Więc musiałem zadać takie brutalne pytanie sądząc, że szok tego pytania ludzi obudzi z jakiegos koszmaru biblijnych zemst, odwetów, religijnych mordów. Pomyślałem, że może faktycznie cała Palestyna (więc i państwo izraelskie) to jakaś Przeklęta Ziemia szaleńczych dzieci Abrahama, którzy w imię tego samego Boga, zgodnie z moderczymi zapisami w tych starych księgach Tory, Koranu i Biblii muszą się wzajem mordować aż do ostatniego człowieka. Że Morze Czerwone ma właśnie tym być – czerwonym od krwi. Może i Homer by tej tragedii człowieczeństwa nie potrafił opisać? Może zrobili to lepiej właśnie Prorocy żydowscy i muzułmańscy i Ojcowie Kościoła Chrześcijaństwa? Dostawałem słowem obłędu. Uciekłem od tego wszystkiego do świata natury, nad mój kanał morski, na moje kamienie, pod moje zachodzące słońce w którego zamierających promieniach ukazał się nocny Księżyc. I miasto ludzi obok ale daleko, więc milczące od tych okrzyków zemst i pogromów. I w tej naturze, gdzie wszystko bezkrwawo codziennie umiera nocą – jest pewność, że dnia następnego odrodzi się znowu cudownym wschodem. Bo ta noc to nie smierć przecież, to tylko sen. Sen, w którym nawet koszmary odchodzą z nadejściem świtu. Ach, niechże ten świt nadejdzie już! A jak pieknie ta reinkarnacja świata wyglada – w zdjęciach poniżej.

Hamas and Palestinians. Israel and Palestine. Is revenge a nation-builder?

O, how righteous we all are! Especially our governments, which pronounce urbi et orbi on our behalf of total outrage of yet another Intifada in the Gaza Strip: our full support for Israel, its people, and armed forces.  Loud condemnation of the terrorist military organization, Hamas.

Let me have a different voice, dear democratic governments of the Western World. My governments, as I am a citizen of that democratic world. Which gives me the right to voice my opinion.

There is no excuse whatsoever and no words of horror can describe the events that happened during the bloody, murderous ride by Hamas on Israelites.  I will not even try to convey my outrage and most of all – my profound sadness.

And this is where the similarities end.  The words that follow below are very different from words most of you would expect from me.  Which also means that you don’t know my writing as well as you might think. Or don’t know it at all.

One more caveat: anyone who might call me an anti-Semitic or Jew-hater is not even worth my response. There is hardly a group of people in the world, which I respect and admire more than Jews. Ancient people, Wanderers of the World since time immemorial. People, who were subjected to many pogroms in the last thousand-odd years. People, who during the 2 world war were condemned to die, to disappear from existence, to be annihilated. Yet – they survived.

But – another paradox – Jews and the state of Israel are not exactly the same. Modern state (any state) must be judged by its policy, its constitution, and its actions toward minorities, toward people of any ethnic origin, who legally live in that state. And the State of Israel fails very badly on this scale. 

So, please brace yourself for my next sentence.

The moral responsibility for this brazen and terrorist action of the terrorist organization Hamas lies squarely at the feet of Israeli PM Benjamin Netanyahu and the apartheid system of the state of Israel.

The cause of Hamas’s existence is the huge injustice that happened to Palestine and Palestinians a long time ago, at the end of the 2 world war, which at that time was under the British Mandate. Not that the British bear sole responsibility for this injustice – no, the entire powerful Western World bears that responsibility.

The old Palestine, which existed for thousands of years, disappeared. New borders of many Arab countries were realigned, and old Empires (Ottomans) evaporated.  Justly – especially in the wake of the horrible experience of the Holocaust and Shoah – the Jews were promised their own state.  Old Palestine was a vast territory, there was ample space for both of these historical People to establish separate, own states.  The goal still exists on … paper. In the UN.

The General Assembly some years ago gave Palestine an ‘observer state’ status. Of course, the shameless Security Council vetoed full membership rights. Let us not forget, that when the Jews established the state of Israel – the world called them ‘terrorists’.  But things have changed since then. The entire region soon became one of the most important parts of the world for the competition of spheres of influence and control by Western Powers and the Soviet Union. In that ‘proxy war’ Israel naturally became an indispensable ally of the SA.  With full support in arms and military technology. No matter what. Over time it became a nuclear power. Without much protest and condemnation of the Western World. A country that does not shy and did say many times that is ready to use it as a pre-emptive strike if necessary

Yes – it is a fully functioning democracy, a modern state. But not for all. Only for some. White South Afrikaners enjoyed freedom and rights, too. Just not Black ones.

What Israel has forced the Palestinians to endure (particularly since the 1967 War) is despicable. Indeed, Palestinians and most Arab states at the beginning did not recognize Israel as an independent state. But all of that started to change after the war of 1967 and definitely changed after 1978 (Camp David). Arab states recognized that Israel is not only very strong militarily – it recognize that in modern warfare just numbers do not mean that much anymore. And technologically Israel was epochs ahead of all, even huge Arab neighbors.

Unfortunately, what followed these wars, was a low but steady move to occupy huge swaths of land that did not belong to Israel.  Stealing more and more land from occupied Palestinian territories and building there, on stolen land, new towns and farms for new Israelis emigrating to Israel from other countries, mainly from the Soviet Union and Russia. These were not some empty lands – these were parcels and farms that belonged to Palestinian farmers, they had their homes there, their livelihoods for generations past. I can never forget similar families of older Palestinians (many of the old families were Christians), who were earlier thrown out on the street from their old houses in Jerusalem. I met them in Surrey with their symbolic old rusted big keys – a key to their lost houses in Jerusalem. They cried when they were recanting their stories to me. It was heartbreaking. Israel refused to give them the right to return. 

The entire tragic story of Palestine since the end of the 2 world war, is a story of two ancient People: one with the right and opportunity to establish their safe own state, and the other had that right taken away from them.   

Yet, three mortal enemies saw that peace was paramount. That only lasting peace of equal states and equal People can bring peace to Israel. That some stolen territories have to be returned before any people in that vast Middle East can live in peace and security.  These mortal enemies were brave heroes of their own people:  Yitzhak Rabin, Shimon Peres of Israel, and Yasser Arafat of Palestine. None of them had clean hands themselves. Each one of them had indeed a lot of blood on it. All three were responsible for assassinations, unlawful killings, terrorist activities, and disregard for human rights. But all three knew that a solution needed to be found if any of these two Ancient People had a chance to coexist in peace. In 1994 Rabin, Peres, and Arafat got Nobel Peace Prizes for achieving what seemed to be impossible to many others. They had a vision beyond their own personalities and beliefs. Vision for their homelands, their people. The vision that embraced peace at last. Maybe not in their lifetime – but in the time of their children and grandchildren.

A year later Yitzhak Rabin was murdered for daring to dream of peace. His murderer was an ultra-orthodox Jewish xenophobe and terrorist Yigal Amir.

You see, there are always people everywhere, who become so poisoned with their patriotism, that they can’t stand the idea that others may have another patriotism for a different country, for different people. For these zealots, these people are mortal enemies that need to be annihilated, murdered murdered. These are the people of Hamas, people like that Jewish ultra-orthodox Amir. They are dangerous people, even more so if their ideas come from religious zealotry, such as Hamas and Yigal Amir. The rest of us just want to live without hunger and have decent jobs or plots of land to raise our own crops. And we are enemies of these people.

Hamas’s first enemies were Palestinians, who wouldn’t follow their path and hatred. Just as Amir’s first enemy was peace-building Rabin. But once you cross that Rubicon from decency to hatred and revenge – there is no return. Blood will follow you. Blood of your perceived enemies and eventually your own blood.

Hamas might have originally been born out of righteous anger and determination. You might not understand it being an Israeli, but it is the policies of Israel and certain politicians, who created Hamas. Of people like Benjamin Netanyahu. Xenophobe and opportunist, who would do anything to face his day in an Israeli court. And he will. Because blood will follow him.

If we all acted on our urges for revenge  – there wouldn’t be that many of us left on this planet. Justice and revenge are not different sides of the same coin.  They are totally different coins.

If you don’t force your own government, led by racist and probably a common criminal (like Trump in America), to stop the slaughter and extreme injustice you will lose your own soul, your own humanity. You likely will create dozens, if not hundreds little ‘hamases’ out of the same passion for revenge.