Bogumił Pacak-Gamalski
Urokliwe miejsce. Rozległa, z szerokimi alejkami, wąskimi ścieżkami w ramionach dwóch ruchliwych arterii ( Boundary i Kingsway), przestrzeń szerokiego oddechu, ucieczki. Odpowiednik słynnego Stanley Parku w Vancouverze u brzegów Pacyfiku. Sosny i tuje równie potężne, jak w Stanley. I masa kwitnących krzewów czarnych i czerwonych jeżyn (salmon berries), które czepiają się nogawek i rękawów, gdy wejdziesz w zarośla. Zdarza się ponoć i niedźwiedź, ale nigdy takiego tu nie spotkałem choć ostrzegające tablice były i wtedy i teraz widziałem.
Więc pojechałem wystukiwać laską echa starych spacerów…
Central Park

Pozostałeś ten sam, niezmieniony.
To ja się postrzałem, zwolniłem bieg,
nie ty Parku cudowny, stary, młody,
z legendą, wysokimi drzewami otoczony.
Nocą parną od spotkań pasji,
za dnia, jak w Lasku Bulońskim
na polankach zielonych z Renoira,
karminowe wino pragnienia gasi.
Młody mężczyzna przechodzi obok,
uśmiecha się oczami, wargami,
tańczącymi, jak gałęzie wierzb biodrami.
Bezgłośne szepty, spojrzenia, mowa bez słów –
Zmrok za chwilę cicho nadejdzie,
pochylą się, jak szyja Ledy, zielone gałęzie …



























