Czy chwila piękna jest trwalsza od obojętnej nieskończoności?

Kiedyś, na jednej ze stron Facebooka poświęconej baletowi było zdjęcie młodego amerykańskiego tancerza lub bardziej właściwie adepta sztuki baletowej, Alexeya Orohovskyego. Nazwisko nic mi wtedy nie mówiło, zafascynowała mnie po prostu symbolika tego zdjęcia w tej wyjątkowej pozie. Zdał mi się, jak żuraw szybujący w obłokach, bądź łabędź w rytualnym pokazie piękna. Potem porobiłem troche szperania po internetowym kosmosie informacji i więcej się o nim dowiedziałem. Na dobrej drodze do obiecującej kariery baletowej. We wczesnym dzieciństwie uczył się tańca klasycznego w szanowanej Szkole Baletowej w Stuttgarcie pod kierownictwem Tadeusza Matacza. To zdjęcie namawiało mnie do napisanie czegoś o nim. Ale nic do głowy nie przychodziło. Oglądałem wszak na YouTube jego tańce i absolutnie się zgadzam, że powinniśmy o nim jeszcze w najbliższym czasie usłyszeć. Technicznie bardzo zdolny. Ale tu chodziło o zauroczenie wyjątkowym zdjęciem. O aurę chłopca-ptaka. Mitycznego bardziej niż realnego.

I odkładałem to pisanie przytłoczony zawirowaniem bieżących wydarzeń i konieczności pewnych wyborów, które muszę zrobić. Jakoś spokoju i ciszy, po które przejechałem od Atlantyku do Pacyfiku, znaleźć nie mogę. Może one są obce mojej naturze. Ale dziś, dziś właśnie pozwoliłem sobie na luksus oglądania wielu video z absolutnie najpiękniejszym i jednym z najlepszych na świecie od wielu, wielu lat baletmistrzem – włoskim Roberto Bole. To nie tancerz zresztą – to bóg tańca. Gdyby Nureyev był w połowie tak piękny miałby chyba pomniki przy każdej operze w Europie i Ameryce! Naturalnie jego uroda (ma dziś 50 lat i ciągle tworzy wyjątkowe kreacje, a w tym wieku już nie jest tak łatwo porywać publiczność i pokonywać własne ciało) niewiele ma wspólnego z jego pięknem tańca. Mógłbym go oglądać godzinami. Te kreacje są po prostu assolutamente incomparabile. I po naoglądaniu się ich – eureka! Wiedziałem już, co chcę napisać w kontekście tego zdjęcia. I napisałem. W hołdzie dla wielkiej miłości mojego życia od dzieciństwa; od Szymańskiego, Wilka i Grucy, od legendy Nizyńskiego i Ballet Russe – baletu. Kiedyś już tu chyba pisałem, że zazdroszczę kompozytorom, solistom, pieśniarzom i tancerzom. Bo mnie los po macoszemu obdarzył składaniem liter w słowa, zdania i rządki. A słowa nigdy wielkich emocji w ich chwale i klęsce nie opiszą, są zbyt ciasne. Ale to tylko umiem, więc to przeczytaj łaskawie drogi Czytelniku.

Piękno

Walą się kolumny świata, niczym

Kolos z Rodos Charesa z Lindos.

Miast uwiecznienia zwycięstwa,

bogowie ukarali go za pychę,

a historia pokryła swym kurzem.

Czy ukarzą jednako młodego

anioła pod przebraniem amerykańskiego

baletmistrza obdarowującego nas

swoim pięknem kształtów żurawia,

zamiast znudzonego światem boga,

psalmami ku jego pustej chwale?

Czy zemsta bogów jest zawsze

miarą ich pychy i  zazdrości?

Czy jest ich znudzeniem kruchości

i nietrwałości ich stworzenia?

Czy zemstą za kruchość, która

w nietrwałości i kruchości tworzy

obraz piękna zachwycającego?

(Bogumił Pacak-Gamalski, 2025)

Leave a comment