Wybory w Polsce – dziennikarze contra wyborcy

Dziwne mną targają uczucia w związku z wyborami prezydenckimi w Polsce. Od wczoraj zwłaszcza. A od początku było przeciwnie – byłem wielkim fanem (wiem, głupi anglicyzm – ale już się utarł, to niech zostanie) pana Rafała. Od czasów jego pięknej, radosnej prezydentury w Warszawie. To była taka świeżość nowoczesnego, postępowego Polaka! Oczywiście wielkie personalne zadowolenie z jego radosnego uczestnictwa w Marszach Równości. To też taka świeżość w tym kato-katolickim kraju. Kiedy premier Tusk przedstawił Sejmowi ten żałosny moim zdaniem ‘kompromis’ ustawy o związkach partnerskich – nie zdziwiłem się. Wiedziałem, że Donald Tusk jest ostatecznie nigdy nieukrywającym swych poglądów politykiem bardziej na prawo niż na lewo. I oczywiści koalicjanci też by mu na więcej nie pozwolili (zwłaszcza wiejskie PSL).

Ale ja polską politykę i polskich polityków znam ‘z widzenia i ze słyszenia’ – nie z bycia obok nich, mieszkania na stałe w Polsce. Oczywiście, że jestem zwierzęciem politycznym i interesuje się tym bardziej może nawet niż przeciętny mieszkaniec kraju. Mimo to – z daleka jednak i nie wszystkie niuanse znam.

Więc słuchałem na aplikacji programu radiowego TOK FM. To dość dobrze prowadzona stacja i sporo profesjonalnego, porządnego dziennikarstwa. Dziś była trójka znanych i poważnych dziennikarzy (wśród nich Wielowiejska z „Wyborczej”, którą cenię). Założyłem, chyba słusznie i zdania nie mam powodu zmieniać, że lepiej niż ja znają realia polityczne i osobowości polityków.

Dyskusja była o kandydatach do prezydentury RP. Pominę uwagi o innych (PiSowski, Konfederacji), zainteresowało mnie, co mówili na temat pana Rafała.

Otóż zwracając uwagę na jego wyraźny zwrot ‘na prawo’ od centrum i sporo dalej od ‘lewa’ – zastanawiali się, dlaczego i skąd. Naturalnie, ze kandydat na prezydenta Polski musi zdobyć zaufanie mieszkańców Polski. A mieszkańców Polski jest dużo więcej niż mieszkańców jej stolicy. Logiczne. W Warszawie można się swobodnie czuć, jak w Paryżu czy Londynie. To widać na każdym kroku i serce roście. Ale Siedlce, Rzeszów i Białystok, to nie Warszawa. Wrocław – tak! Pełną gębą. Miński Mazowiecki i Hajnówka lub Sochaczew – zdecydowanie nie. Na pewno nie Dziurka Większa lub Dołek Mniejszy pod Kałuszynem.

Tyle, że dyskutanci wyraźnie sugerowali, że to nie potrzeba wyborcza skłaniała Rafała Trzaskowskiego do wyjścia w kierunku oczekiwań tego dużego konserwatywnego bloku wyborczego w Polsce. Przypominając, że młody bardzo (ówcześnie) Trzaskowski krótkie spodnie polityczne nosił nawet nie w chadeckiej PO, ale … w bardzo konserwatywnym ugrupowaniu Saryusza Wolskiego – najpierw w chadeckiej PO, a potem bez zająknięcia w PiS. Saryusz-Wolski to dla mnie idealny przykład polityka-oportunisty. Obojętnie przed jakim ołtarzem klękać, byle był to ołtarz prowadzący do władzy. Na samym początku, w latach młodości posmakował i PZPR, ale ona biedaczka była już na łożu śmierci głodowej. Więc naturalnie przeniósł się do „Solidarności”.  

Mniejsza z nim jednak – chodzi o Trzaskowskiego. Dyskutanci przypomnieli ten fakt jedynie, by podkreślić, że to wskazuje też na schedę ideologiczną Trzaskowskiego. Ani razu nie używali jakichkolwiek sugestii dyskredytujących pana Rafała. Sugerowali jedynie, że nie następuje ‘zwrot na prawo’ Trzaskowskiego, a przeciwnie – to powrót na prawo. W kwintesencji dość jasno padała sugestia, że to właśnie Trzaskowski warszawski był politycznym zwrotem na nowoczesność, był chwytem wyborczym wobec postępowych mieszkańców stolicy. I wszyscy się z taką opinia zgodzili. Nie mogę z ich opinia się nie zgadzać. To są dobrzy i mieszkający na stałe w Polsce dziennikarze. Ja jestem bacznym, ale tylko obserwatorem. Obserwatorem, który wyjechał na stałe z Polski blisko pół wieku temu (choć sam się zdumiewam, że to już jednak tyle lat!) .

Co innego zmiana portretu pana Trzaskowskiego jednak, a co innego opinia dziennikarska na ten temat. Wydaje mi się, że właśnie rzetelność dziennikarska wymagałaby negatywnej oceny bycia taką ‘chorągiewka na wietrze’. To jest rola publicystów i dziennikarzy. Oni się nie musza martwić o losy polityków, tylko ich oceniać. Bo jeśli tylko ‘grą wyborczą’ była postępowość Rafała Trzaskowskiego w stolicy – chciałbym to wiedzieć, jako potencjalny wyborca. I ja wolałbym, aby mój wybrany polityk był jednocześnie osoba z silną etyka personalną.  Tych szczegółów, o jakich ci rozmówcy mówili nie musi i pewnie nie zna olbrzymia większość wyborców. A może powinna? I może to jest rola dziennikarzy, by nie określać tego, jako rzeczy normalnej, zwykłej. Absolutnie rozumiem, że jest niezbędna konieczność stania u steru i bezwzględnego rozkazu ‘wszystkie ręce na pokład”, bo jest zagrożenie, że statek demokracji może się niebezpiecznie przechylić na prawo na polskim morzu. To jest już jednak właśnie rola polityków – nie dziennikarzy.  Dziennikarze to ‘patrzenie na ręce polityków’. To wszystko. Rzetelność zawodowa.

Teraz ja się zastanowię, czy Rafał Trzaskowski jest najwłaściwszym kandydatem na prezydenta Polski i czy na niego oddałbym głoś. Teraz, kiedy mam te informacje o jego konserwatywniejszych niż przypuszczałem poglądach.  I nie,  nie zmieniam decyzji, ze jest to obecnie kandydat najlepszy. Co więcej, jest to tym razem decyzja dużo bardziej edukowana, posiadam pełniejszy obraz tego polityka. Nie jest to obraz lepszy – przeciwnie, trochę gorszy. Ale prawdziwy i dalej jego wybór popieram.

Co z tego wynika skoro i tak zdania nie zmieniłem? Właśnie to – drodzy dziennikarze, nie bójcie się, że wyborca jest idiotą i lepiej waszych ocen temu wyborcy nie przedstawiać.  Wyborca nie tylka ma prawo, ma wręcz potrzebę posiadania wszelkich informacji,  by podjąć edukowaną decyzję i wyboru. Nie, nie jest idiotą. A jeśli w większości jest – to co za różnica czy rządzi nim PiS, PO czy Konfederacja?  Dla idiotów nie powinno to mieć znaczenia.

Raz jeszcze więc powtórzę, by było jasne: waszą – dziennikarzy – rolą jest informowanie mnie o waszych odkryciach i waszej opinii. A decyzje ja wówczas już sam i tak podejmą. Niech to będzie decyzja oparta na wiedzy. To wszystko.

Leave a comment