fotografie: Janina Zwierzchowska; tekst: B. Pacak-Gamalski
Kiedyś, przed wieloma laty, lubiana i popularna wówczas piosenkarka Rena Rolska śpiewała:
Długą, potem Freta
Między kramy, prosto w ramy Canaletta
W pejzaż malowany
W urok zapomniany, warszawski czas
Konie jabłkowite
Bladym, sennym świtem powiozą nas
Piosenka nosiła tytuł “Fantazja warszawska”. Gdy Janina przesłała mi swoje zdjęcia z jej spaceru z kamerą po Starówce, po Krakowskim, Nowym Świecie, przy Pałacu Kultury – ta piosenka, ta melodia natychmiast grała mi w duszy. Tyle już lat temu, dekady gdy słuchałem jej w odbiorniku radiowym, A ileż razy wiele lat później, gdy z mojej Warszawy wyjechałem, nuciłem ją sam sobie … Wiec, gdy te magiczne zdjęcia zobaczyłem, pomyślałem: co za piękny poemat fotograficzny tego przepięknego miasta. Warszawa moich lat nie była taka piękna, jak dziś. Nie była prawdziwą metropolią Europy, jaką jest teraz. Ale Stare Miasto, Krakowskie Przedmieście i Szlak Królewski pozwalał nam wtedy zapominać o szarzyźnie i brudzie socrealizmu. A teraz … tęsknić. Tak, jak tęskniły generacje tych, co wyjechali z wielu powodów. Do czego? Do miasta tylko? Chyba nie tylko – tęsknili do atmosfery, do swojej kawiarni, do przyjaźni i miłości młodości. Kawiarnia warszawska, ach, godzinami o niej mówić można. Każdy jakąś swoją lub swojej paczki przyjaciół miał. Tak, jak K.I. Gałczyński wspominał jego i jego przyjaciół kawiarnię “Zodiak” w wierszu ‘Warszawianie”‘
Nasi warszawiacy frontem do ulicy
siedzą i pijąc kawę z miną tajemniczą;
szepczą o Rzeczycy, Horzycy, Wolicy
oraz Gombrowiczu i Kurnakowiczu. (fragment )
Ale starczy obrazów malowanych słowami. Teraz te prawdziwe, Fotoreportaż Czaru w obiektywie Janiny Zwierzchowskiej






















