Staw Saren (Deer Lake) i Wioska Burnaby

Staw Saren (Deer Lake) i Wioska Burnaby

W poprzednim stuleciu, gdy mieszkaliśmy w Burnaby (czyż nie brzmi to tajemniczo, gdy się pisze: w poprzednim stuleciu, gdy byłem tu i tam … LOL) często jeździliśmy na spacery do nieco dalej niż do  jeziora Burnaby – jedno skrzyżowanie dalej było urocze Shadbolt Centre, skansen starej, oryginalnej Wioski Burnaby (pierwsze osadnictwo zbiorowe w Burnaby), a zaraz za tym przecudowne jezioro Deer Lake. Ileż spacerów tam było z Johnem, potem z mamą, gdy sprowadziłem ją z Polski.

W nieco późniejszych latach, mieszkając już w Guildford w tymże Shadbolt Art Centre[i] organizowaliśmy w ramach klubu artystów „Pegaz” koncerty muzyczne polskich pianistów, wystawy malarskie i rzeźbiarskie, i raz lub dwa wystawialiśmy tu przedstawienia Teatru Polskiego z Surrey, który wówczas założono w Surrey i który był bardzo aktywny i świetnie prowadzony.

Teraz nie potrafiłbym powiedzieć kiedy byłem tam osatni raz. Cieżka i długa choroba mamy ostatnie moje lata w Kolumbii Brytyjskiej bardzo ograniczyła moją aktywność wydawniczą, publicystyczną i zdecydowanie moje długie spacery daleko od domu.

Ale od czasu powrotu do Wielkiego Vancouveru z Nowej Szkocji wielokroć myślałem o pojechaniu na ten spacer. No i dwa dni temu wybraliśmy się z przyjacielem właśnie tam. Starą Wioskę chyba trochę rozbudowano, bardziej dla uciechy i wygody turystów upiększono, wypucowano. Wszędzie spotkać można było stosownie do epoki ubranych przewodników, maszyny stare pracowały. I fajna kawiarenka z kawą i słodyczami, kanapkami.

Ale najpiękniejszy był spacer na około tego cudownego jeziora z masą nenufarów, szuwarów. A z dala wielkie wieżowce obecnego Metrotown, których wtedy też nie było, LOL. Powyrastały, tak samo, jak w Surrey, w New Westminster. To już przecież ćwierć kolejnego stulecia. W większości wypadków tej nowej zabudowy ,do nieba’ nie lubię i mi się nie podoba. Nie przez fakt, że takie wysokie. Nie, przez fakt, że w przeważającej części są to wielkie proste badyle bez jakiegokolwiek kunsztu architektonicznego. Badziewie budowlane. Żeromski, gdyby to zobaczył, to by nigdy nie napisał „Przedwiośnia”, LOL.  Te, które są ciekawe – lubię i z przyjemnościa na nie patrzę.

Ale, ale – ani te ciekawe, ani te brzydkie nie urastają nawet do pięt naturalnego piękna przyrody. Gdzież im do radości spaceru wokół zielonego stawu, wśród starych drzew, szuwarów, lilii wodnych, rzęsy, krzewów – a kudy!

Z tej perełki zdjęć trochę więc.


[i] Arts & Culture Facilities | City of Burnaby

Central Park, bike, ducks…

Central Park, bike, ducks…

Yesterday was a nice day, sunny. yet not hot. As my last few days were not the best, I decided to give myself some exercise and took the bike, went to the Skytrain and went to Central Park in Burnaby. No, not to the one in New York, LOL.

Always had a sentimental attachment to it and many happy memories. It was a nice idea. Although the part by the stadium and parking lot were totally taken by hundreds of people in colorful long saris and dresses, having their lunches/dinners on the the grass – I ventured into my own long trails, revisiting little hidden gems I remembered very well.

After a while, I biked to the shore of that wonderful lake there, with its green waters, huge carps swimming lazily, ducks and geese.

Was even able to find a nice bench by the shore and just relax. Relax – something I needed. With a book about Andre Gide in hand.

A pair of lovely ducks seemed to be a bit tired of a swarm of young kids, who were making very noisy commotion right on the edge of the lake and it seemed to be too much for the fowl family. So a pair simply walked out off the lake, marched right to my bench and simple sat next to my feet. I understood and agreed with them: too much is sometime too much. Period. There we were, the three of us seeking solitude.

On the way back to the Skytrain I changed my mind. Why taking the train? Burnaby is on a high plateau and New Westminster in the low valley of Fraser River, so why not bike home? Never mind that a long bike on busy streets is not my cup of coffee. But than I found on my phone a direction to take the BC Parkway designed for bikers. Off I went. What a beautiful path! Through places I recognized from many years ago, and places I have never been to (that I remember off). The very last leg of the trail was awful, as it takes you down to Memorial Drive and Highway 99 and you have no choice but bike on the edge of the busy highway with cars and trucks whizzing by. Still, all in all it was a nice experience. An old fart with half-broken leg biking on a long busy highway. LOL.

Central Park w Burnaby

Central Park w Burnaby

Urokliwe miejsce. Rozległa, z szerokimi alejkami, wąskimi ścieżkami w ramionach dwóch ruchliwych arterii ( Boundary i Kingsway), przestrzeń szerokiego oddechu, ucieczki. Odpowiednik słynnego Stanley Parku w Vancouverze u brzegów Pacyfiku. Sosny i tuje równie potężne, jak w Stanley. I masa kwitnących krzewów czarnych i czerwonych jeżyn (salmon berries), które czepiają się nogawek i rękawów, gdy wejdziesz w zarośla. Zdarza się ponoć i niedźwiedź, ale nigdy takiego tu nie spotkałem choć ostrzegające tablice były i wtedy i teraz widziałem.

Więc pojechałem wystukiwać laską echa starych spacerów…

Central Park

P-A Renoire

Pozostałeś ten sam, niezmieniony.

To ja się postrzałem, zwolniłem bieg,

nie ty Parku cudowny, stary, młody,

z legendą, wysokimi drzewami otoczony.

Nocą parną od spotkań pasji,

za dnia, jak w Lasku Bulońskim

na polankach zielonych z Renoira,

karminowe wino pragnienia gasi.

Młody mężczyzna przechodzi obok,

uśmiecha się oczami, wargami,

tańczącymi, jak gałęzie wierzb biodrami.

Bezgłośne szepty, spojrzenia, mowa bez słów –

Zmrok za chwilę cicho nadejdzie,

pochylą się, jak szyja Ledy, zielone gałęzie …