(English)

It’s Spring. It’s warm. In the parkways, I talk with you. It is a nice talk. It is a warm talk. You gave me again words of hope, of support. No one can do it as effectively and tenderly as you do. Your innate warmth and goodness are infectious and effective in an instant at the same time. You are a strange traveling monk, who effortlessly and without any heroism simply offers himself to a tired traveler. In a simple, natural way. It appears to be so ordinary, that it is even difficult to notice – as a breath of air.

But I’m still overwhelmed by the lack of your physical presence, which gave some peace to my vortex of thoughts. It arranged them in neat order, peaceful, void of instant hunger and need of life.

I can’t comprehend the mistake of fate, which took you away. You occupied such a tiny space in this world. You were almost like an invisible speck of pollen, a tiny flower on a vast meadow, a small wheel in this huge machine called World.

When I struggled with the huge wheels of History – you simply ensured that the coffee was good, and the dinner was served pleasantly. Because of this tender care that huge world could function and Wheels of Time could turn.

Without this small pinion, the Big Wheel stopped, and my important and huge world – collapsed. And I am lost.

But in the coldest moments, I am wrapping myself in the shawl of memories and it is bearable, warmer. I can function because of it.

I notice the tiny flowers under my feet and the fresh leaves on tree branches. I hear the birds singing their love songs and the buzz of bees in flowering bushes. And Your whisper to my ear: go, enjoy it. I want you to enjoy it. You must for us and for me. I can’t have peace without knowing it.

With a tear leaving a wet mark on my cheek – I go and I will. You deserve peace and no one but I have to give it to You, my Flower of Spring.

Wiosna. W alejkach parku jest ciepło i rozmawiam z Tobą. To miła pogawędka. Dawałeś mi zawsze otuchę. Nikt inny tego robić tak, jak Ty nie potrafił. Przyszły złe chwile i trudne momenty, które mi znowu pętały życie, gotowy byłem już się poddać zniechęcony tym nieustannym pojedynkiem z losem.  Ale poszedłem to tego właśnie parku, gdzie tylekroć chodziliśmy na spacery razem. Nawet w te dni przedostatnie.

I Twoje naturalne ciepło i dobroć wróciły do mnie. Jesteś jakimś dziwnym wędrującym mnichem, który bez hałasu i heroizmu po prostu rozdaje się, ofiarowuje się. Tak zwyczajnie, jak rzecz najbardziej naturalną z naturalnych. Trudno to nawet zauważyć, bo wydaje się takie zwykłe, codzienne jak oddech powietrza.

Ale brak mi okrutnie twojej fizycznej obecności. Przynosiła jakiś spokój mym pędzącym kłębom myśli. Wprowadzała ład w tym zgiełku i hałasie wokół i wewnątrz. I ciągle nie mogę zrozumieć tej okrutnej pomyłki Losu, który Cię zabrał ode mnie. Zabierałeś tak mało miejsca w świecie, byłeś prawie niezauważalnym pyłkiem, jakimś drobiazgiem na drodze, maleńkim trybikiem w olbrzymiej Machinie Dziejów.

Gdy ja zmagałem się z tymi wielkimi kołami Historii, ty po prostu dbałeś aby kawa była smaczna, a obiad ładnie podany. To dzięki tym drobiazgom ten wielki świat funkcjonował. Teraz, bez tego najmniejszego z najmniejszych trybików – Maszyna zatrzymała się. Zatrzymał się mój świat, ten Wielki i Ważny. Koło Historii stanęło w miejscu. I jestem zagubiony.

Ale w momentach najzimniejszych otulam się Toba, jak szalikiem naszych wspomnień i jest cieplej. Mogę funkcjonować. Zauważam drobne kwiatki pod nogami, świeżą delikatna zieleń na gałęziach drzew. Słyszę brzęczenie pszczół w kwitnących krzewach. I Twój szept do mojego ucha:  idź, ciesz się tym. Chcę żebyś się cieszył. Musisz – dla nas i dla mnie. Bez tego nie mogę mieć spokoju.

I ze spływającą po policzku łzą – idę. Będę. Nikt inny prócz mnie nie może dać Ci tego spokoju, a na spokój zasłużyłeś, jak rzadko kto. Ty – mój Kwiat Wiosny.

Leave a comment