Ne me quitte pas,  ne me quitte pas śpiewa Simon[i]. Stara piosenka Brela otwiera świeże rany, otwiera wielkie, okrągłe oczy smutku. Nie odchodź … . Te dni okrutne, gdy odszedłeś. Jakże samolubnie ty sam, beze mnie. Dlaczego? Przecież mogłem być czulszy, słodszy, wierniejszy. Powinieneś, mimo tych wszystkich moich braków i ułomności, docenić naszą wspólną miłość, naszą a nie tylko Twoją lub moją i zabrać mnie w tą inną, nową drogę.

Tutaj, teraz bez Ciebie? Myślałem, że tu, w naszym najdłuższym pobycie i najsłodszym domu w Vancouverze znajdę smutno-sentymentalny uśmiech, odpoczynek, czas na refleksję. Początkowo nawet wydawało mi się, że tak jest. Nawet ciepło było i serdecznie na wycieczkach wspólnych z serdecznym przyjacielem. Rozmowy o życiu, o muzyce, troska o jego młodość by znalazł to, co w życiu najważniejsze, co mu nadaje sens najgłębszy. Miłość romantyczną.

Ale jestem już tylko skorupą i echem słów dawno wypowiedzianych, historii dawno przeżytych i ścieżek, gdzie trawa zarosła moje ślady. Tak, jak ślady nagich stóp moje i tego przyjaciela na piasku plaży, gdzie chodziliśmy. Zabrała je fala przypływu.

A rady? Rady dawane tym, co żyją mogą męczyć i nudzić po jakimś czasie. Nudzić adresatów. Wszak oni żyją teraz i tu, a ja mówię głosem z przeszłości.

Laisse-moi devenir

L’ombre de ton ombre

L’ombre de ta main

L’ombre de ton chie [ii]


ne me quitte pas

nie opuszczaj mnie

nie teraz jeszcze

miłość ciągle trwa

nie zostawiaj mnie

w tych lasach zieleni

szmaragdowym morzu

gdy kwitnie nasze życie

nie będę szlochać więcej

ni przeklinać dni i nocy

świeże kwiaty przyniosę

kochać będę miękcej

co jesień nam da

przyjmiemy jak dar

minut kilka jeszcze

ne me quitte pas

(B. Pacak-Gamalski, 03.05.25, New Westminster)


Mówiłeś do mnie, że ja jestem Twoim domem. Kłamałeś? To, dlaczego wyszedłeś i dom opuściłeś? Cóż dom zresztą? Deski tylko i meble. Nawet książki moje cóż? Są we mnie i tak, nowych stron już nikt nie dopisze. Obrazy? Tych kształt, odcienie i barwy też na pamięć znam. Więc, gdzie poszedłeś lekko by się razem szło, bez ciężarów, bez bagaży.

Podaj mi rękę, niech będzie jak most przez zatokę, ja po nim przejdę na Twój brzeg. Ta rzeka pod oknem moim teraz, rzeka, za którą jest nasz stary dom, jest tak szeroka, jak ta zatoka dzieląca Halifax od Dartmouth. Chcę na ten drugi brzeg do Ciebie przejść. Mówisz, tłumaczysz smutno, że tam jest pusto i nie ma nic. Nie prawda. Tam jest nasza miłość. Podaj mi dłoń i pomóż przejść na tamten brzeg i pusto nigdy już nie będzie nam. Zbudujemy tam wiszące Ogrody Semiramidy, gdzie ptaki będą śpiewać o miłości. I już nigdy nie będę sam.

Kamienne forty budowałem na dzikiej plaży nad Atlantykiem – nieme pomniki naszej miłości w Lower East Chezzetcook. Miesiącami toczyłem głazy, kamienie i kłody przez fale naniesione. Czy sztormy przetrwały? Nie wiem. Ale miłość nie może być samotna. Miłość musi mieć partnera. Więc wróć, podaj mi ramię i pozwól na Twój brzeg tutaj przejść. Ne me quitte pas.


[i] Ne Me Quitte Pas (Audio) – YouTube Music

[ii] frag. ostatniej zwrotki piosenki we francuskim oryginale

Leave a comment